Depresja a związki/miłość/rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

przez Neniadt 19 maja 2007, 14:24
Witajcie

Jestem typem, który wszystko za wszystkich przeprasza. I nie miałam z tym większych problemów, dopóki nie poczułam potrzeby bycia z kimś. Od tej pory wszystko zaczęło się, paradoksalnie walić; może ktoś zna to uczucie, gdy młody człowiek doświadcza pierwszych, rozwalających się związków i, niczym po wyjściu ze skorupy, pragnie więcej, więcej, więcej. Ja wyszłam i trochę żałuję.

Zaczęłam swoje niepowodzenia na tym gruncie zwalać na swój wygląd, co doprowadziło do anoreksji. Gdy pojawił się ktoś, kto był gotowy ze mną być, objawy zaczęły ustępować, zostawił mnie jednak i wszystko wróciło. Nie otrzymałam w dzieciństwie stabilizacji i spokoju, paranoidalnie mocno chcę kochać i być kochaną, nienawidzę swojego ciała, bo wydaje mi się, że to wszystko przez nie, nienawidzę siebie, bo stale czuję się winna, poświęcam się, a nikt wszak nie chce mieć świadomości, że osoba bliska zrezygnowała ze wszystkiego by z nim być; to rodzi strach i wyrzuty sumienia...

I tak wygląda to zaklęte koło. Czuję się rozwalona na kawałki, jestem w strasznym stanie. Nie wiem, co robić.
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
19 maja 2007, 13:55
Lokalizacja
Breslau

Depresja a związki

przez Misza 19 maja 2007, 21:08
Neniadt Z uwagą przeczytałem Twój post. Zaklęte koło. Ja dodał bym jeszcze... koło, które toczy się w przepaść. Kiedyś poznałem dziewczynę, która z uporem maniaka obgryzała paznokcie. Powiedziała mi, że daję jej siłę. Wystarczyły 2 tygodnie i zmieniła się diametralnie. Uwaga, cel, dążenie, fascynacja, która pochłania Cię bez reszty /dokładnie w tej kolejności/. Jest to jakieś antidotum. jednak dalej to tylko półśrodek. Jesteś skazana na drugą osobę ? To prawda, że "takich dwóch jak nas trzech to nie ma ani jednego". Myślę jednak, że każdy powinien uporać się sam choć przynajmniej dla mnie jest to bardzo trudne. Uczucie, w którym czujesz się sama dotyczy wszystkich nawet, jeśli zaprzeczają prawda jest inna. Ja coraz bardziej wtapiam się we własną głębię, straciłem przyjaciół na własne życzenie. To tak jakbym się cofał - tylko dokąd ? Co do ciała, zwróciłem na to uwagę. Próbowałem jakoś to przezwyciężyć ale co zrobie zdjęcie to kasuje. Kuriozalny brak akceptacji a otoczenie twierdzi inaczej.
Odnośnie stabilizacji wiesz w czym,, to mam akurat podobnie...
Zbyt łatwo "znajduję" kobiety lecz w środku pustka. Z jednej strony mój brak akceptacji a z drugiej jej za dużo od osób postronnych. Czuję się jak ... brak słów, po prostu brak słów.
Ustosunkowany bardziej negatywnie :/
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
10 maja 2007, 20:22

przez a2d2 19 maja 2007, 22:24
Neniadt napisał(a):.......zaczęłam swoje niepowodzenia na tym gruncie zwalać na swój wygląd, co doprowadziło do anoreksji........
.......nienawidzę swojego ciała, bo wydaje mi się, że to wszystko przez nie...
Nie wiem, co robić.


Jest tu temat gdzie mozna zamiescic swoje zdjecie, w twoim przypadku to chyba calosciowe by musialo byc ;) . Zrob to a otrzymasz napewno wiele cieplych komentarzy ktore podniosa cie na duchu.
Offline
Posty
112
Dołączył(a)
08 kwi 2007, 23:38

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez abcd 19 maja 2007, 22:38
Nie wiedziałam przed ślubem o tym,że jestem chora.Zawsze byłam zamknieta w sobie i nadwrażliwa,co zresztą było powodem braku akceptacji ze strony rodziny.W związkach miałam zawsze problemy,coś się zaczynało i równie szybko i bez powodu, nagle kończyło.Męża spotkałam przypadkiem i może dlatego,że jest ode mnie młodszy,zafascynowałam go swoim zachowaniem.To były naprawdę cudowne i niepowtarzalne chwile.Przez kilka lat po ślubie,bylismy bardzo szczęśliwą parą.Ale potem wszystko się popsuło.Przeszłam piekło.Nie dziwię mu się jednak.Z taką osobą na pewno trudno żyć.Wymagał ode mnie rzeczy niemożliwych.Chciał żebym była bardzo zaradna,przebojowa.Może sam nie dawał sobie rady z wyzwaniami życia i dlatego całą winą obarczał mnie?Nie wiem.A ja leciałam w dół coraz bardziej i mocniej.Czuję się winna z powodu tych zmarnowanych lat.Naprawdę starałam się sprostać jego wymaganiom.Jednak nie udało się.Chyba już zawsze będę ciężarem dla bliskich.
Ważne są tylko te dni,których jeszcze nie znamy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
19 maja 2007, 19:28
Lokalizacja
z cienia

przez a2d2 19 maja 2007, 22:53
abcd napisał(a):Wymagał ode mnie rzeczy niemożliwych.Chciał żebym była bardzo zaradna,przebojowa.Może sam nie dawał sobie rady z wyzwaniami życia i dlatego całą winą obarczał mnie?


Ja podobno bylem taki dla swojej ex dziewczyny. Chyba za późno sie zorientowałem ze tak było bo zawsze mialem wrazenie ze rozposcieram nad nia taki ochronny parasol bo skoro ja juz jestem "nie teges" to chcialem ja chronić , pomagac , motywowac , probować wskazac droge. A okazalo sie ze jestem chyba tyranem tyle z tego dobrego wyszlo. Na dzisiejszy dzien moge powiedziec ze zaden czlowiek nic nie musi ! kompletnie nic ! Kazdy ma swój rozum i powinien sie nim kierowac tak jak czuje. Nie mozna nakazac byc takim czy takim bo taka osoba zacznie sie "kisic w sosie" tej drugiej osoby. Nie ma tez prawa nikt robic z nas a my z nikogo swojego podobienstwa, realizowac swoich wyimaginowanych wyobrazen. Bo tak naprawde NIKT NIE MUSI NIC !

Btw cos za bardzo sie tutaj widze ze zaczynam udzielac na forum , nie wiem czy to nie jakis nałog probowac pomagac komus nie mogac pomoc sobie samemu.

Pozdrawiam.
Offline
Posty
112
Dołączył(a)
08 kwi 2007, 23:38

przez Neniadt 20 maja 2007, 14:06
Nie mam zdjęć całej mojej postaci, a2d2. Nie mogę na siebie patrzeć. Jedyne, które jestem w stanie znieść, jest z lipca ubiegłego roku, gdy byłam w punkcie kulminacyjnym choroby...

Misza, znam to. Mam skłonność do oschłego traktowania innych, robię wiele, by po prostu mnie znienawidzili. Tak będzie dla nich łatwiej, lepiej; nie mamy prawa nikogo skazywać na tę mękę. A kontinuum obracalności koła ma przyśpieszenie a, wyrażane w m/s^2. I ciągle rośnie.
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
19 maja 2007, 13:55
Lokalizacja
Breslau

lekarze "specjaliści"...

przez kasiora3105 21 maja 2007, 19:11
Ludzie nie wiem czy dla was wszystkich specjalista jest dobrym rozwiazaniem...twierdze tak bo sama bylam pare miesiecy temu u psychologa..wygadalam sie.. tematem byly mysli samobojcze i moj zwiazek w ktorym jestem od 1.5 roku...ta wizyta jakby to pwoiedziec porobila mi tylko dziury w mozgu..przez lkilka dni bylam nie do zycia..wygadanie sie jakiejs babie nic mi nie dalo..to bylo okropne siedzialam plaklam i w sumie sama sobie wszystko tlumaczylam..nie wiem moze tak tylko w moim przypadku to odczulam...ale jesli sa jakies inne rozwiazania to korzystajcie z nich..doktor nie zawsze pomoze..tylko moze jeszcze pogorszyc sytuacje...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
21 maja 2007, 19:04

Avatar użytkownika
przez Róża 21 maja 2007, 20:16
kasiora3105,no to szkoda,że tak szybko zrezygnowałaś.To co odczułaś,to normalna reakcja na początku psychoterapii.Właśnie jest ciężko,nieraz człowiek już by wolał swoją chorobę niż to leczenie.Ale potem pomału wszystko zaczyna się układać i jest już dobrze.Nie rezygnujcie,nie warto.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Nie radzę już sobie...

przez kkiniaaa 25 maja 2007, 22:14
Witam was wszystkich... ostatnio podczas mojej kolejnego buszowania po internecie znalazlam to forum...
jezeli nie macie ochoty na czytanie tego co tutaj wypisze, nie czytajcie...

od pewnego czasu moj swiat to jedna wielka ruina...
byłam z wspaniałym mężczyzna 3 lata...
nigdy nie wierzyłam, ze może spotkac az cos tak fantastycznego. jestem przecietna dziewczyna, niczym sie z tlumu nie wyrozniajaca... on mnie jednak zauwazyl i pozwoili uwierzyc w siebie i w to ze swiat nei jest taki zly.
Po utracie dziadka nie wierzylam ze odzyskam sile na nowo. a dziadek byl dla mnie najwazniejszy...
poznalam Go... zaczelismy byc ze soba i bylo nam naprawde fantastycznie.
byl dla mnie wszystkim. zawsze moglam w nim znalezc oparcie kiedy bylo trzeba. w miedzyczasie zmarla moja babcia. byl obok mnie dzielnie przez caly czas. nie pozwolil mi sie zalamywac, podtrzymywal na duchu...
zawsze mi powtarzal ze jestem dla niego wszystkim... okazwyal mi wiele milosci...
nadszedl dla mnie czas matury... potem studia. dostalam sie na studia w Anglii ... dla nas to oznaczalo rozlake... jednak przekonywal mnie ze mam jechac bo to dla naszego wspolnego dobra... wiec pojechalam... rozlaka bolala, ale przetrwalismy... dolaczyl do mnie pare miesiecy pozniej... zamieszkalismy razem, potem juz samodzielnie wynajelsimy mieszkanie.. tylko dla naszej dwojki.... bylo wspaniale, aczkowliek zaczelismy sie zachowywac jak stare malzenstwo.zabraklo tej iskierki pomiedzy nami...
zdradzilam go... nie wiem co wtedy mna pokierowalo, nie wiem dlaczego to zrobilam.. moze w odwecie za ta meczarnie z jego byla dziewczyna... kiedy nie dawala nam a w szczegolnosci jemu spokoju.. przypominajac sie o sobie ....
pare miesiecy pozniej... dowiedzial sie o zdradzie.. przeczytal moje smsy i... ze slow: "bede w stanie Ci wybaczyc nawet zdrade bo Cie tak mocno kocham" pozostalo... pobicie... trafilam do szpitala zatruta tabletkami... chcial odejsc a je bez niego sobie zycia nie wyobrazalam... polknelam doslownie wszystko co bylo w szufladzie z lekami... bardzo zrozumialam jak go kocham...
od tamtej pory nadal mieszkalismy razem... a jednak co bylo nie tak... mimo ze sie zapewnialismy ze sie kochamy, nadal jendo drugiemu wypominalo bledy... jedno drugiemu staralo sie udowodnic swoja racje...
pobil mnie pare razy ale potrafilam to zniesc... kochalam go... pewnego dnia moje emocje siegnely zenitu - zadzwonilam po policje... aresztowali go na pare godzin. kiedy go widzialam wychodzacego z odmu w kajdankach, poczulam sie podle... jak moglam kazac aresztowac tak bliska mi osobe??
on zaczal kontaktowac sie ze swoja byla dziewczyna. z ta ktora tak nam zatruwala zycie...
mimo tego jeszcze w dniu w kotrym sie wyprowadzalismy aby zamieszkac osobno i od siebie odpoczac mowil ze nie chce abysmy sie rozstali. ze nie bedzie juz nikogo szukal bo ma mnie, bo znalazl...

a teraz?? po wyprowadzce niby mielsimy kontakt ale on zawsze sie wykrecil czyms... mimo tego spedzilismy ze soba pare dni... i bylo dobrze. zapewnial ze ma jeszcze wobec mnie uczucia.... a ja tak bardzo chcialam sie od tamtego czasu zmienic na lepsze. na taka jaka oczekiwal ze bede. sluchalam go caly czas, nie klocilam sie, ustepowalam... robilam wszystko aby tylko odbudowac to co zburzylam.
pewnego dnia oswiadczyl mi ze to koniec... i wtedy sie wszystko zaczelo

nie bylam w stanie wstac z lozka, zrobic sobie herbate, isc do pracy nie mowiac juz o pisaniu prac zaliczeniowych... postanowilam wyjechac do polski bo mialam juz dosc bycia w samotnosci, rzucilam prace i studia...
probowalam z nim rozmawiac, ale tylko potrafil na mnie krzyczec... mimo ze delikatnie probowalam tlumaczyc, ze rozumiem swoj blad i chce to naprawic...

w dniu kiedy mu powiedzialam, ze wyjezdzam do polski - plakal... pytal sie czy bede z nim w kontakcie, czy zostaniemy przyjaciolmi...

wrocilam do polski... obawialm sie czy nie jestem w ciazy,okazalo sie ze poronilam. dobilo mnie to jeszcze bardziej... niestety on mi nie uwierzyl. mowil ze sie tylko osmieszam tym co mowie, ze mam przestac klamac...
od tamtej pory zrobil sie dla mnie oschly, bezuczuciowy, mimo ze chcial abysmy zostali przyjaciolmi. na kazdym kroku uderzal w moje czule punkty - a to ze nie jestem tak szczupla jak paulina, a to ze nie jestem tak ladna ... ona jest pod kazdym wzgledem lepsza i perfekcyjna... dlaczego nie potrafil zauwazyc zadnego szczesliwego dnia w przeciagu 3 lat kiedy go o to zapytalam? dlaczego ja mu wiele razy wybaczalam... w kazdym jednym zdaniu utwierdzal mnie ze jestem beznadziejna...

wiem ze zrobil mi wiele zlego, ale ja go nadal kocham. a im bardziej chce zapomniec tym bardziej nie moge. wszystko dookola kojarzy mi sie z nim. kazde miesjce, kazda rzecz, kazde slowo...pragne normalnego z nim kontaktu, on jednak zablokowal mnie na gg. twierdzi ze teraz kocha tamta. ze wedlug niej jestem zerem...
od paru dni nie wychodze z domu. nie mam ochoty na nic, nie chce mi sie jesc. nie mam ochoty wrocic i dokonczyc studiow, choc zostal mi tylko rok. swiat stracil dla mnie sens... w moim zyciu brak juz ambicji i jakichkolwiek planow, bo wszytskie jakie mialam byly naszymi wspolnymi planami... a teraz?? dzis spedzilam caly dzien siedzac na kanapie... i placzac.. nie mam ochoty zyc. najlepiej mi wtedy kiedy spie - bo nie pamietam nie mysle i nie czuje. najlepiej jakby juz tak zostalo na zawsze. nie potrafie cieszyc sie zyciem tak jak kiesyd, nie ma ono juz dla mnie zadnego znaczenia. nie potrafie podrzec zdjec i wyrzucic rzeczy z nim zwiazancyh bo wiem ze jak to zrobie to jeszcze bardziej bedzie mnie bolalo.
on tylko mi powtarza, ze jestem psychiczna.
nie wiem co mam z soba zrobic... nie mam nawet ochoty na usmiech... godznami potrafie gapic sie w jeden punkt. mam bole serca, glowa mnie bolec woogle nie przestaje i czuje sie juz nikomu nie potrzebna. nie radze sobie sama z soba... moi przyjaciele sa zajeci... kazde z nich ma poukladane zycie osobiste, i nei maja zbyt duzo czasu aby mnie wysluchac... nie mam dla kogo zyc.... moj siwat popadl w ruine i juz nawet nie mam ochoty budowac wszystkiego na nowo... na tych ceglach i tak sa juz wyryte wspomnienia... zarowno te dobre jak i zle...

czy to jest depresja? co ja mam z soba zrobic? zlikwidowac sie? nie potrafie podeptac mojego uczucia do niego, nie potrafie przekreslic tego wszystkiego co bylo w jeden dzien... gleboko wierze ze on do mnie jeszcze wroci... a z drugiej strony po mojej glowie chodza same czarne mysli... ciagle widze ja i jego... takie cos nie przydarzy mi sie juz wiecej... nie wierze w nic...
kkiniaaa
Offline

Avatar użytkownika
przez laven 25 maja 2007, 23:33
Bardzo dużo trudnych chwil musiałaś przejść. Nie wiem co mogę Tobie powiedzieć. Przez to, że byłaś poniżana przez tak długi czas, straciłaś pewność siebie. Ciężko mi cokolwiek powiedzieć, z racji, że nigdy nikogo nie kochałam. Wierzę, że może to być trudne, ale najlepiej schował głęboko wszystkie pamiątki, jeśli nie masz odwagi wyrzucić. Nie reaguj w żaden sposób na myśli o nim. To tylko Twoje myśli. Ignoruj je. Nie przepędzaj, nie pomnażaj. Nie wiem czy me słowa coś dadzą, ale choć spróbuj, spojrzeć na wszystko z innej strony. On był zły. Zasługujesz na kogoś więcej. Podle Ciebie wykorzystywał i bawił się Twoimi emocjami. Nie wpływał na Ciebie dobrze. Powodował, że przestawałaś znać swoją wartość. Wiem, że teraz w samotności jest Tobie trudno. Ale masz jeszcze sporo przed sobą. To nie był jedyny mężczyzna na świecie. Możesz spotkać kogoś jeszcze. Kogoś lepszego. Kto Ciebie naprawdę doceni. Tę nadzieję którą masz, przerzuć na wiarę w spotkanie innego człowieka. To może być ciężkie, ale spróbuj. Postaraj się zamknąć ten rozdział. Potraktuj to jako pewne doświadzczenia. Pozwól odejść przeszłości. Pomyśl o dzisiaj i jutro. Szczęście i bezpieczeństwo możesz poczuć u boku kogoś innego. A i samotność jest korzystniejsza, niż życie w związku który ma wyniszczać. Poza partnerem, jest jeszcze rodzina, przyjaciele którzy pomimo tego, że mają własne życie czasem znajdą czas na spotkanie. Są także obcy ludzie, tacy jak my tu na forum. Nie jesteś sama. Wsparcie możesz znaleźć także u psychologa lub lekarza. Warto poszukać u nich pomocy. Ja będę trzymać za Ciebie kciuki, by wszystko się powiodło i szczęśliwie ułożyło. To może być trudna droga. Ale dasz radę ją przejść. Trzymaj się ciepło. Pozdrawiam serdecznie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

Avatar użytkownika
przez Róża 26 maja 2007, 10:43
kkiniaaa-laven właściwie powiedziała już wszystko na ten temat.Jednak ja z własnego doświadczenia powiem ci,żebyś to potraktowała jako doświadczenie w życiu i w trudnej sztuce bycia z kimś.Cóż mogę powiedzieć o twoim chlopaku-jest po prostu żałosny i kompletnie niezrównoważony psychicznie i emocjonalnie .Jeśli nie potrafisz pozbierać się sama,idź do psychiatry.Na pewno da ci leki,żebyś trochę ochłonęła i skieruje na psychoterapię.I powoli musisz wychodzić do ludzi irealizować swoje cele(studia).Trzymaj się cieplutko.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez BlueOrange 26 maja 2007, 11:32
hmm, wszystko niby fajnie, ale...

"zdradzilam go... nie wiem co wtedy mna pokierowalo, nie wiem dlaczego to zrobilam.. moze w odwecie za ta meczarnie z jego byla dziewczyna... kiedy nie dawala nam a w szczegolnosci jemu spokoju.. przypominajac sie o sobie ...."

kompletna bzdura, wybacz
większość ludzi, którzy zdradzają ma świetne wytłumaczenie, ba, złodzieje i może mordercy (taka tylko analogia) mają też świetne wytłumaczenia - byłem biedny, byłem naćpany, popiłem, wpadłem w złe towarzystwo....

bzdura

każdy dorosły człowiek odpowiedzialny jest za to co robi i nie ma żadnego 'ale', zdradziłaś i to jest tylko i wyłącznie Twoja wina, bez żadnych tłumaczeń typu "że nie byłam szczęśliwa" i tego typu brednie, zdrada to wyłącznie Twoja wina i jest to świństwo, które powinnaś była ukryć tak, żeby on się o tym nie dowiedział
dlaczego? bo czego oczy nie widzą tego sercu nie żal
dowiadując się o tym przeżył cierpienie (o ile nie jest jakimś psychopatą)

dowiedział się - znowu Twoja wina, a może sprawiłaś żeby się dowiedział celowo? czasem tak jest, kobiety robią to z jakiejś wydumanej zemsty, chora satysfakcja jakaś

to, że gość jest pier..y, to jest jego wina i on ponosi za to odpowiedzialność, tylko on i nikt inny

współczuję, że jesteś w depresji, ale szukanie wytłumaczenia i pocieszenia to tylko półśrodki
Ty zrobiłaś źle i zaakceptuj to, on zrobił źle i to jego problem, teraz pytanie "co dalej?"
wg mnie ten związek nie ma najmniejszego sensu i trzeba to skończyć dla dobra obu stron, a co zrobisz - Twoja sprawa, ale weź za tą decyzję odpowiedzialność
Avatar użytkownika
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
11 mar 2007, 17:20

przez kkiniaaa 26 maja 2007, 11:40
laven staram sie na to spojrzec z innej strony, wiem ze byl zly, a mimo wszystko umiem to wybaczyc... bo wierze ze jest inny... staram sie nie reagowac na mysli o nim, ale nie umiem bo jedyne o czym mysle to on. nie umiem tego zignorowac, nie potrafie juz chyba o niczym innym myslec... gdzie nie spojrze widze nas, przypominaja mi sie te wszystkie wspolnie spedzone chwile... i juz nie chce nikogo wiecej... zaufalam raz, az do bolu... faktycznie, boli teraz bardziej niz kiedykolwiek... wiec po co sie meczyc na nowo i na nowo przechodzic ten syf z kotrego nie umiem wyjsc? poczucie winy jest chyba wieksze niz cokolwiek innego.... wiem ze to ja glownie to wszystko rozwalilam, mimo ze chcialam naprawic ... najgorsza jest ta bezsilnosc...kiedy slysze jej imie to mam ochote wziac cos do reki i to z miejsca rozwalic!! ja juz nie wierze w nic... nawet w sama siebie... nie potrafie :( to wszystko jest ciezsze niz sie wydawalo! a co do ludzi - przyjaciele?? jak znajda czas na rozmowe na gg to juz jest dobrze... chociaz i tam zagladam juz coraz mniej bo po co? dziekuje samej sobie ze znalazlam to forum. mam gdzie to wszystko z siebie wyrzucic... ciagle czuje porzebe rozmowy, rozmowy i jeszcze raz rozmowy... ale w kolko tylko slysze - zapomnij o nim! ale tak sie do cholery nie da!!

Róża mi sie odechcialo wyjsc do ludzi... po co?? zeby traktowali mnie jak wariatke i kazda jedna osoba pomysli - sama chcialas to teraz cierp. pierwsza go zdradzilas wiec po co masz do niego pretensje... po co maja o mnie myslec ze jestem jakas zdesperowana wariatka? po co mam wrocic na studia? wystarczy ze on tam bedzie a ona do niego przyjezdza... mi sie do anglii nei chce kompletnie wracac mimo iz mam tam wiele... czeka na mnie praca, i wiele zobowiazan... ale ja juz nie mam na to wszystko ochoty, to co mi sprawialo kiedys radosc jest dla mnie obojetne.... kiedys robilam wszystko z mysla o nas... a teraz? a teraz nasz e plany to ich plany... co to za sens zycia?? kiedy tak wiele zostalo powiedziane, a wszystko skreslone w jeden dzien... bezapleacyjne moge zacytowac "a suknia jej uszyta jest z moich snow"...
kiedys bylo: ja w wielkim swiecie, teraz ja i ten przerazajacy swiat z ktorego najchetniej bym zniknela raz na zawsze...
kkiniaaa
Offline

Avatar użytkownika
przez BlueOrange 26 maja 2007, 11:53
powiem wprost, bez ceregieli - jesteś młoda, niedojrzała i głupia, ale to przejdzie, pewnie pozbierasz się z czasem i ułożysz sobie życie, jeśli wyciągniesz wnioski z tej sytuacji

wybacz bezposredniość, czasem warto dostać kubeł zimnej wody na głowę
Ostatnio edytowano 26 maja 2007, 11:58 przez BlueOrange, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
11 mar 2007, 17:20

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Motocyklista i 9 gości

Przeskocz do