Depresja a związki/miłość/rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Avatar użytkownika
przez ... NATALIA ... 18 mar 2007, 23:17
hej właśnie przeczytałam ten temat i mam tak samo z tym ,że ja mam nerwice lękową ,agorafobię. jeśli ktoś posiada z was gadu-gadu to napiszcie numer bo chętnie z kimś na ten temat porozmawiam !! ja już nie wiem co mam robić jeden dzień jest dobrze a potem znów 3 dni kłutni :(
... NATALIA ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
05 mar 2007, 19:37

przez panda 20 mar 2007, 02:02
Jestem w związku (małżeństwie) od 5 lat. Też czuję się odtrącana a jednocześnie w niekonsekwentny sposób sama się izoluję, uciekam, zamykam w innym pokoju.
Boli mnie,że często odczuwam jakbym była dla męża powietrzem a jednocześnie wiem,że w jakiś sposób to że jestem w związku - przeszkadza mi. No, bo rani. Gdybym była sama - nie wiem czy byłoby mi jakoś wyjątkowo dobrze, ale przynajmniej nikt by mnie nie ranił.
Ostatnio przeplatają się u mnie sukcesy z wielkimi porażkami. Mąż wczoraj powiedział : Twoje problemy mnie przerastają. A ponieważ moja działalność -jej te problemy dotyczą - jest działem specjalnym rolnictwa, ja po prostu nie mam na to wpływu!!! Nie mam wpływu np.na rozród :!:
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
20 mar 2007, 01:27

Avatar użytkownika
przez ... NATALIA ... 20 mar 2007, 13:26
pandanie wiem jak bym się zachowała gdybym usłyszała od swojego faceta że moje problemy go przerastają :( Twój mąż rozmawiał wogule z Tobą o tym czy powiedział Ci to jak właśnie chciałaś z nim o tym porozmawiać?
... NATALIA ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
05 mar 2007, 19:37

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez panda 20 mar 2007, 14:48
Tak, powiedział mi to w odpowiedzi gdy próbowałam z Nim rozmawiać.
Póki w 2004-2006 włącznie, osiągałam wielkie sukcesy - spotykałam się u Niego z niewielką aprobatą, to nie było wspólne cieszenie się z moich sukcesów, ale przynajmniej wracałam np. z jakiegoś wyjazdu (dot.mojej hodowli), i opowiadałam Mu -gratulował.
Teraz gdy sukcesy przeplatają porażki - unika mnie jak ognia. Żebym tylko przypadkiem nie obarczyła Go - czym? Zwykła, zwykłą rozmową!!!! Bo On mi nie poradzi (tzn. nie rozwiąze cudownym środkiem porażki) ale czy to takie dziwne,że chce się z mężem pogadać, pożalić???
To mnie dobija.
Wstaję i wiem jaki będzie dzień. Robię to czym się zajmuję, całymi dniami nie spotykając męża - nigdy, ale to nigdy nie zajdzie w rejony gdzie znajduję się ja (wielki dom-500m2) i coraz częściej po wstaniu NIE MAM CHĘCI DO PODJĘCIA ŻYCIA.
Od kwietnia zacznę wyjeżdżać -to jest nieodrodna część mojej hodowli. Podczas wyjazdu odetchnę, będzie mi się wszystko chciało ale najgorszy jest powrót - w duchu się trochę cieszę,że już niedługo będę w domu. No i pzyjeżdżam.... nie ma zanczenia czy nei było mnie dwa dni czy dwa tygodnie - i tak na odczepnego wysłucha mojej relacji ale aż widac,że siedzi jak na szpilkach.
Ta moja hodowla to nie tylko praca - to ogroman pasja!!! On jej nie podziela i to musze uznać. Ale czemu nie cieszy Go mój sukces?
Czemu jakoby ODBIERA MI prawo do porażki??????????
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
20 mar 2007, 01:27

Avatar użytkownika
przez ... NATALIA ... 21 mar 2007, 12:10
nie rozumiem takiego postępowania Twojego męza. moim zdaniem facet powinien wspierać tak samo jak sie coś nie powodzi !! ja mam podobnie nie moge z moim facetem rozmawiać bo on tłumaczy sie :nie umiem .jak można nie umieć wiem że agorafobi nie zrozumie ale co tu złego jest zapytać jak się czuje itd. błache rzeczy a oni nie umieją sobie z tym radzić !!
... NATALIA ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
05 mar 2007, 19:37

przez panda 23 mar 2007, 01:01
Dokładnie.
Wieczne odpowiedzi - On nie wie, On nie umie, On nie potrafi.
Od kilku dni unikałam nawet sekundowego spotkania z moim mężem. Udało mi się, bo zauważyłąm,że ja się trochę lepiej czuję jeśli znów nie doznam rozczarowania, Bo jak Go nie spotykam ( w tym potwornym domu da się to zrobic, nawet wejść mamy 4) to i nie liczę na nic. A jak spotkam, to zawsze mam tę nadzieję,że teraz, tym razem... On pogada ze mną... I znów się rozczarowuję.
To mi wczoraj przyniósł piękne miniaturowe różyczki.
Natalia, ja też nie rozumiem agorafobii, ale nawet jak byś tylko była moją znajomą, to bym Cię wypytała co czujesz, co Cie męczy. A nie mówiłabym - ja nie wiem.etc.
Lek. zdiagnozował u mnie depresję. Biorę leki. Ale to jest leczenie mojego "ja". Bo kto wie czy w ogóle miałabym te depresję, gdyby obok mnie był normalny serdeczny, komunikujący się ze mną mąż
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
20 mar 2007, 01:27

Avatar użytkownika
przez BEHEMOT 23 mar 2007, 12:50
Witajcie.Jakie to wszystko trudne:(Doskonale zdaje sobie sprawę że bycie samej to nie jest rozwiązanie-ucieczka,izolacja i jeszcze większy strach... Jestem więc z Nim i ...tego też nie potrafię.Chyba chciałabym mieć przy sobie idealnego faceta który wszystko zrozumie,zaakceptuje i zawsze znajdzie dobre rozwiązanie...i właśnie?przecież on też ma prawo być zmęczony,zdołowany i czuć się bezradny.Depresja czyni z nas egeoistów skoncentrowanych na sobie i swojej chorobie-za dużo chce,wymagam i okłamuje siebie że to jest ok bo przecież jestem chora...On nie jest chory wiec ma prawo tego nie rozumieć.Tylko jak żyć?Razem?Osobno?
,,Myte dusze pragną snu..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
31 paź 2006, 11:55
Lokalizacja
Bielsko-Biała

Avatar użytkownika
przez ... NATALIA ... 23 mar 2007, 13:07
tak rozumiem to że osoba nie będąca chora ma do tego prawo i dlatego ja też nie jestem aż teraz tak wymagająca ale prosze sie o jakąś głupiom rozmowe która powinna być normalnością.ja też gdy prubuje rozmawiać to słusze od mojego faceta:nie umiem nie potrafie itd. to naprawde denerwuje ! niedość że mam problem z którym nie umiem sobie poradzić to jest przy mnie facet którego to nie interesuje !! ja naprawde nie rozumiem co tu może być aż tak trudnego w zapytaniu jak się czujesz itd. !!! z takim facetem chyba na dłuższom mete nic nie wyjdzie . na szcęście jestem jeszcze młoda i nie mam męża.panda jestes naprawde wytrwała !! ja bym już dawno sie odizolowała od takiego faceta ale wiem że to trudne bo to Twój mąż i tym bardziej boli
... NATALIA ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
05 mar 2007, 19:37

przez panda 23 mar 2007, 14:53
Samo życie... Natalia jakbym była w Twojej sytuacji, to bym też rozważała odejscie. A w mojej - tyle lat człowiek sobie tworzył te warunki buytowe i teraz jak?? Chyba bałabym się zmian,a le tu mam na myśli te zmiany bytowe, nie te,że zostałbym sama -akurat tego moze i bym pragnęła.
BEHEMOT masz trochę racji, na pewno - jeśli ten facet co drugi dzień byłby zmęczony i z tego powodu nei miałby chęci rozmawiać, zapytać, zainteresować się. Wtedy - powinno się to zrozumieć. Ale u mnie ( wygląda,że u Natalii też) to jest sytuacja ciągła.
Dostałam przed chwila potwierdzenie imprezy (to dot. mojej pracy)-wyjazd w przyszły piątek. Cieszę się. Ciekawe jak ja pokaże mężowi zaproszenie -napiszę tu, na Forum jak zareagował.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
20 mar 2007, 01:27

Avatar użytkownika
przez ... NATALIA ... 23 mar 2007, 23:42
wyjazd ale do kąd i na długo ?? wyjaśnij troche szczegułowo jak to u Ciebie jest tzn. co czujesz i czy do niego jakieś uczucie też jest ?
... NATALIA ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
05 mar 2007, 19:37

przez panda 24 mar 2007, 00:18
Więc jest to hodowla psów MOJA WIELKA PASJA- w sezonie wyjeżdżam na wystawy, szkolenia, obozy,egzaminy. Wyjazdy są na 1 -2 dni ale zdarzają się na 7-10 dni -nie często.
I o dziwo - n awyjazdach ja prawie nie ma depresji! Moze jakiś kwadrans po przebudzeniu się, tak, ale potem mi się normalnie wszystko chce. Jestem wśród ludzi, mnóstwo znajomych, każdy ze mną ROZMAWIA, nikt mnie nie unika.
A potem jest wieczór i hotel. Wiesz, Natalia, ja puszczam sygn. z kom,żeby to mąż zadzwonił! Bo ileż ja razy zadzwoniłam i usłyszałam nichętne "tak". ALbo parę razy spróbowałam jak wyjechałam na dłużej, nie dzwonic w ogóle. Raz to Onnawet po 4 dniach nie zadzwonił. W większośći dzwoni po 2-3 dniach. Pomijając wyjazdy 1-2 dniowe, kiedy na pewno nie dzwoni.
Rozmowa?
Żadna. Ja opiszę jak wystawa, jak droga, jak tam coś -no zabytek np. - i On np. po chwili ciszy , mówi :"No, tak..." i milczy.
Niech to szlag!
Czy ja Go kocham? W dosłownym znaczeniu nie. Ale jestem przywiązana i byłabym z Nim do tej przysłowiowej grobowej deski , podejrzewam,że trochę zainteresowania z jego strony i byłoby to całkiem szczęśliwe małżeństwo. A pewnie po paru miesiącach depresja byłaby wspomnieniem.
Już się raz tak załamałam,że wykrzyczałam - wyprowadzam się, składam o rozwód. Przestraszył się, i nie!! Absolutnie - NIE ,On zadnego rozwodu nei chce.
Dziś był w mieście (my od kilku lat mieszkamy na wsi). Przywiózł mi parę miłych prezentów - takie rzeczy które mnie naprawde ucieszyły, On to iwe, więc pamiętał, zadal sobie trud.
ALE NIE ZADAŁ MI PROSTEGO PYTANIA - JAK MI MINĄŁ DZIEŃ....
Więc Mu powiedziałam o liście-zaproszeniu, to dla mnie radość, zaczyna się sezon. Nawet odbiegł trochę od swego zwykłego stylu milczenia i zareagował. Przez 10 minut -ja to tak nazwę- tłumaczył mi ,że to już jest fakt dokonany (te otrzymanie zaproszenia) i nie warto roztrząsać czegoś co już jest.
Czyli nie rozmawiać!!! Tylko przypadkiem nie pogadac, nie pocieszyć się.
Zapytałam - A czemu Ty mi nigdy nie zaproponujesz,żebysmy gdzieś razem pojechali? To się strasznie zdziwił -"No a dokąd?"

NAPISZ PROSZĘ NATALIA JAK TO JEST U CIEBIE??
Może jakoś razem uda sie nam coś z naszych związkach poprawić, albo chociaż obrać jakąś drogę postępowania.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 11:23 pm ]
I, wiesz co? Ja bym się tu, w tym domu nawet i odizolowała, ale człowiek jest tylko człowiekiem. Izoluję się dzień, dwa a potem chce się o czymś powiedzieć, zainteresować się co ten mąż robi.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
20 mar 2007, 01:27

Avatar użytkownika
przez ... NATALIA ... 24 mar 2007, 13:44
dokładnie Cie rozumiem o tym izolowaniu ja też przychodze wkurzona do domu (nie mieszkamy razem) i sie do niego nie odzywam ale jak widze że on też tego nie robi to już mnie nosi nie wiem co mam robić i ciągle tylko myśle o nim. Dla mnie jak to czytam jak u was to wyglonda to raczej można powiedzieć że jesteś Ty i jest on :( ja już dawno bym wykrzyczała i porozmawiała że tak nie może być itd.ale skoro on ciągle unika tematu i nie chce sie interesować to ja już bym nie miała sił. Ja tak mam ze swoim też nie chce rozmawiac normalnie nie chce wypytywać co u mnie z tom moją chorobą (agorafobią) no i tłumaczyłam mu że nie chce by tak było a on że nie umiem już taki jestem. zawsze byłam zazdrosna i to chorobliwie i często mu docinałam no i prosiłam by po pracy mi opowiadał co sie tam działo itd.że mnie to uspokoi i że będe przynajmniej wiedziała. no i prośby troche teraz pomogły bo wcześniej nie (pewnie dla tego że powiedziałam że już dłużej tak nie bedzie i że bedzie koniec z nami)tylko że to pewnie znów bedzie trwało przez pare dni a potem to samo . najgorsze jest też to że już nie widzimy się tak długo bo zaczoł pracować na 8 godzin (jest kierownikiem zastępowym) no i nawet jak ma wolne to zawsze ta cholerna praca za nim łazi to poprostu wykorzystywanie człowieka a on sie godzi. no i też że nie mieszkamy razem. wczoraj była okazja do wspulnej nocki i żle sie poczuł :( zawsze coś pujdzie nie tak :( przy mojej chorobie i zazdrości naprawde nie łatwo ze mną wytrzymać często mam mieszane uczucia raz jestem heppy a raz strasznie smutna np. wieczorami ciągle płacze. no i nie wiem czy to miłość :( on ponoć czuje to do mnie:( ale ja naprawde czasem mam dość. trzeba chyba ciągle liczyć na siebie bo nawet gdy mi coś obiecuje to tego często nie dotrzymuje albo nie uważa za obietnice :(
... NATALIA ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
05 mar 2007, 19:37

przez Distress 24 mar 2007, 16:53
panda napisał(a):A potem jest wieczór i hotel. Wiesz, Natalia, ja puszczam sygn. z kom,żeby to mąż zadzwonił! Bo ileż ja razy zadzwoniłam i usłyszałam nichętne "tak". ALbo parę razy spróbowałam jak wyjechałam na dłużej, nie dzwonic w ogóle. Raz to Onnawet po 4 dniach nie zadzwonił. W większośći dzwoni po 2-3 dniach. Pomijając wyjazdy 1-2 dniowe, kiedy na pewno nie dzwoni.
Rozmowa?
Żadna. Ja opiszę jak wystawa, jak droga, jak tam coś -no zabytek np. - i On np. po chwili ciszy , mówi :"No, tak..." i milczy.
Niech to szlag!
ALE NIE ZADAŁ MI PROSTEGO PYTANIA - JAK MI MINĄŁ DZIEŃ....
Więc Mu powiedziałam o liście-zaproszeniu, to dla mnie radość, zaczyna się sezon. Nawet odbiegł trochę od swego zwykłego stylu milczenia i zareagował. Przez 10 minut -ja to tak nazwę- tłumaczył mi ,że to już jest fakt dokonany (te otrzymanie zaproszenia) i nie warto roztrząsać czegoś co już jest.
Czyli nie rozmawiać!!! Tylko przypadkiem nie pogadac, nie pocieszyć się.
Zapytałam - A czemu Ty mi nigdy nie zaproponujesz,żebysmy gdzieś razem pojechali? To się strasznie zdziwił -"No a dokąd?".

Panda...jakbym czytała o swoim związku...zerowe lub nikłe zainteresowanie moim życiem...no chyba, że coś, co się dzieje u mnie dotyczy bezpośrednio jego...to owszem...wtedy, choć na codzień bierny zachowuje się jak w gorącej wodzie kąpany...zdawkowe pomruki na moje opowiadania.. (standardowe "hmm") zero umysłowego wysiłku żeby pocieszyć, skomentować lub chociaż dać do zrozumienia, że go to interesuje...zawsze sobie wtedy myślę po co ja strzępie język...i tak mu to zwisa i powiewa...dokładnie jak u ciebie z tym opowiadaniem o drodze i zabytkach...A wspólne spędzanie czasu? Zazwyczaj to ja coś wymyślałam, a on tylko wtedy kiedy ktoś z przyjaciół mu zaproponował...Kiedyś wyjechałam z przyjaciółką na weekend bo jej się życie waliło...nie zadzwonił do 21 wieczorem...nie spytał czy dotarłam, jak kwatera, i generalnie co tam...przez 2 h próbowałam się dodzwonić...okazało się, że zachlał...rozmawiałam z bełkoczącym facetem który chyba w ogóle zapomniał, że wyjechałam.l.gdybym nie zadzwoniła czekałabym chyba z tydzień...i tak też zrobiłam teraz...milczy od miesiąca...i tym samem zakończyłam chyba ten związek...jak nie to nie...
A depresja? Na mur beton jego zachowanie miało na to wpływ...bo świra mozna dostać jak ktoś deklaruje, że kocha a na codzień zachowuje się jakbym była dobrą koleżanką...taka byłam pełna życia kiedyś...a teraz nie wychodzę z domu jak nie muszę...nigdy juz nie dam się tak komuś zniszczyć...będę zmywać się przy pierwszym lepszym sygnale alarmowym ( oj, a takich było wiele...ale miłość ślepa jest...:*(
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
29 gru 2006, 20:54

Avatar użytkownika
przez ... NATALIA ... 24 mar 2007, 18:31
:( naprawde nie wiem co pisać to jest po prostu żałosne:(Distress bardzo dobrze zrobiłaś !! ciekwe jak on sobie teraz radzi hheheh. najlepszym wyjściem z sytłacji dla faceta jest napić sie :(
... NATALIA ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
05 mar 2007, 19:37

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do