Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez isj 07 cze 2009, 19:16
Mam 23 lata - stanowczo za mało, by nachodziły mnie jakiekolwiek refleksje o zmarnowanym życiu.
Dobrze napisane.
Samouczek neurologiczno-lekowy, ostatnia aktualizacja: 12.07.2009. Temat: SSRI-wstęp. Serdecznie zapraszam do lektury. Następna prezentacja: sertralina.

Yoyo, bring the condoms, I'm in room 203 50 Cent
Avatar użytkownika
isj
Offline
Posty
816
Dołączył(a)
18 gru 2008, 16:57
Lokalizacja
Z umywalki

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez Donkey 07 cze 2009, 19:24
Dolor twoja opinia o całej tej sytuacji jest bardzo mądra. Chciałabym mieć takie zdrowe podejście.
Niby ja to wszystko rozumiem .. ale niby..
Ja wiem ze ten zwiazek nie byl idealny, ale nie potrafie zapomniec.

Od przyszlego tygodnia zaczynam wizyty u psychologa i mam nadzieje ze on bedzie w stanie mi to wszystko wybic z glowy! Bo ja na prawde staram sie ale nie moge przestac myslec onim, wszytsko mi przypomina jego osobe :(

Fatalna sprawa :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2081
Dołączył(a)
03 maja 2009, 16:14
Lokalizacja
Poznań

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez betty_boo 07 cze 2009, 21:21
a moze w zyciu kocha sie tylko raz i dlatego nie mozesz zapomnieć???
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez Donkey 07 cze 2009, 22:07
Mam nadzieje ze nie!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2081
Dołączył(a)
03 maja 2009, 16:14
Lokalizacja
Poznań

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

Avatar użytkownika
przez petunia 08 cze 2009, 14:55
Dolor z zainteresowaniem przeczytałam Twój post. Sama teraz przechodzę kryzys w związku. I powiedziałam sobie, że jeśli zdecyduję się zakończyć ten związek to tylko ze świadomością, że zrobiłam wszystko dosłownie wszystko by mógł trwać i dawać prawdziwą satysfakcję i szczęście ... ale czy wcześniej się nie wykończę :?: Napisałeś, ze nawet pomimo naszych usilnych starań oraz poczucia cierpienia korzyści nie będą wymierne. Czy aby tak rzeczywiście jest :?: Nawet jak głęboko w głębi serca czuję, że może się udać, że trzeba tylko cierpliwie poczekać i nie poddawać się, uparcie wierzyć i dążyć. Z drugiej strony może rzeczywiście tylko się łudzę w mojej naiwności:?: Jak jest naprawdę :?: I gdzie jest ta granica, jak to rozpoznać :?: Przecież nie ma rzeczy niemożliwych ... A jeśli ta druga strona słabo się stara to czy ja moim uczuciem mogę to zmienić :?: Prawdziwe uczucie może zmienić każdego ... Nasuwa mi się pytanie czy to jest prawdziwe, mocne uczucie z jego strony ...

Ostatnio zmieniłam też przekonanie świadczące o tym, ze każdy ma tą drugą połówkę i kiedyś zostanie ona odnaleziona. Przez całe swoje życie wierzyłam w to ... teraz sądzę, że był to wynik mojego "bujania w obłokach" z czego również wypłynął brak poczucia bezpieczeństwa w moim życiu. Jak dobrze pamiętam nigdy nie stąpałam mocno po ziemi. Teraz z perspektywy czasu wiem, ze brakowało racjonalności w moim myśleniu.
Oczywiście, każdy człowiek jest inny, dlatego też nie oceniam i nie krytykuję Waszych poglądów Kochani. Chcę tylko przedstawić moje przemyślenia i mój punkt widzenia.
Musze przyznać, że zmiana nastawienia w tej konkretnej sprawie daje mi poczucie bezpieczeństwa i świadomość wpływu na moje życie, na decyzje, na wybór partnera. Nie muszę się martwić czy spotkam tę połówkę jabłka czy nie a jeśli nie to czy przez całe życie będę nieszczęśliwa :?: Chcę wierzyć w to, że mogę w pełni wpływać w większość tego co mnie otacza. W przypadku braku wpływu na pewne rzeczy czy sytuacje owszem mogę zdać się na siłę wyższą, rękę przeznaczenia ...

Jak zwykle Kochani "złoty środek" we wszystkim trzeba znaleźć "złoty środek". Dla każdego ten środek będzie czym innym i inaczej będzie rozpatrywany.
Niczym kot w kojcu liżę swoje rany ...
... w drodze do wyskoczenia na "cztery łapy"
Bo wszystko w życiu ma swój ustalony porządek i czas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
123
Dołączył(a)
18 maja 2009, 21:39
Lokalizacja
Północny Chaos

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez monik80 16 cze 2009, 19:46
Jakis czas temu przechodzilam tez kryzys zwiąsku tez mi sie wydawało że to toksyczny zwiazek ale nie potrafilam przerwac go tak jak moj maż nie potrafil tego zrobic mysle że w dużej mierze ze wzgledu na naszego syna ktory ma teraz trzy lata. I teraz lepsze kryzys minol jest lepiej moze nie bardzo dobrze ale dobrze a u wierzcie że było bardzo blisko rozstania.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
02 cze 2009, 08:33

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez Lalara 17 cze 2009, 23:07
Ja jestem kompletnie załamana. Wiem, że tu już bez psychologa nie poradzę sobie a na państwowe wizyty trzeba czekać miesiącami. Jestem w związku z mężczyzną, który przeszedł terapię NEST. Kompletnie nie możemy się dogadać. Z nim jest źle a bez niego jeszcze gorzej. Tego nie da się wytrzymać. Już ze trzy razy wyprowadzałam się w samym roku 2009. Mało tego ciągle dochodzi do przemocy fizycznej i do niszczenia różnych przedmiotów użytku codziennego podczas naszych nieporozumień, które są dla mnie opłakane w skutkach (dla Niego na pewno też, choć to może daje mu satysfakcję). Jestem bezradna, pozbyłam się wszystkiego, znajomych, zamiłowań i starałam się schodzić Mu z drogi, aby była upragniona przeze mnie zgoda. Nic to nie dało a wręcz jest tragicznie. Obecnie nie mieszkamy razem a ja umieram z samotności. Bardzo za nim tęsknię i nie rozumiem co robiłam źle. Choć doznałam tyle upokorzenia i wciąż doznaję, nie potrafię ani na chwilę pomyśleć konstruktywnie o niczym. Co mam zrobić, żyć mi się nie chcę. Chcę wrócić
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
17 cze 2009, 19:15

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez ASO 18 cze 2009, 00:01
Szukam wciaz blaDZAC, ODPOWIEDZI CO SIE NA PRAWDE DZIEJE. cZY TO JA JESTEM TOKSYCZNA, CZY ZWIAZEK NA PRAWDE JEST TOKSYCZNY. mOJ PARTNER TWIERDZI ZE ZWIAZEK JEST TOKSYCZNY, ZE JA TWORZE KLATKKE Z KTOREJ ON CHCE SIE WYDOSTAC. cHWILAMI MYSLE ZE TAK JEST. Teraz nie mieszkamy razem, on robi co chce i czesto spedzamy czas razem..czesciej niz kiedy mieszkalismy. Tylko ze ja i wtedy i teraz czuje sie samotnie. Poczucie pustki.
Dzisiaj na przyklad nie przyszedl, coz niby nic. Ale jednak, dzwonila okazalo sie ze jak zwykle najczesciej jest u swojego przyjaciela z i razem z jego dziewczyna spedzaja czas, ktorego niby tak malo ma. Jest przemeczony praca 14 h, i czesto jak mieszkalismy razem szedl od razu spac, teraz tez najczesciej pada, a jednak dzis jest u kolegi. Ja nie ma przyjaciol, tzn mam jednego..tak sie sklada ze mego bylego chlopaka, z ktorym rozstalismy sie bez zalu do siebie. Jest prawdziwym przyjacielem, ale nie spotykam sie z nim. Bo moj chlopak mi "zabrania" tzn zle na to patrzy. Wiec kntakty sa tylko takie pozorne. Nie mam z kim byc i siedze sama w domu. Zle sie w tym czuje..okazuje sie wlasnie ze jak w klatce.. nie moge nic robic siedze w domu, podczas gdy on sie dobrze bawi.. To kto jest toksyczny?? Czy to ja jestem nienormalna ze musze az chodzic do terapeuty (jeden z warunkow jaki mi postawil by wrocic do siebie- (to byla jego decyzja powrotu), ja nie prosilam, choc o tym amrzylam) ?? Czy tez to on mnie krzywdzi?? Czy z nim jest cos nie tak skoro spotyka sie wciaz z kolegami i chce wiesc zycie kawalerskie gdy ma dziecko i mnie ?? Z przyjacielem i jego dziewczyna, ktorzy mnie nie akceptuja (moze tez z mojej winy ale to inny temat),. A ja siedze sama w domu.. Nie wiem co mam myslec. POMOCY.

[Dodane po edycji:]

Szukam wciaz blaDZAC, ODPOWIEDZI CO SIE NA PRAWDE DZIEJE. cZY TO JA JESTEM TOKSYCZNA, CZY ZWIAZEK NA PRAWDE JEST TOKSYCZNY. mOJ PARTNER TWIERDZI ZE ZWIAZEK JEST TOKSYCZNY, ZE JA TWORZE KLATKKE Z KTOREJ ON CHCE SIE WYDOSTAC. cHWILAMI MYSLE ZE TAK JEST. Teraz nie mieszkamy razem, on robi co chce i czesto spedzamy czas razem..czesciej niz kiedy mieszkalismy. Tylko ze ja i wtedy i teraz czuje sie samotnie. Poczucie pustki.
Dzisiaj na przyklad nie przyszedl, coz niby nic. Ale jednak, dzwonila okazalo sie ze jak zwykle najczesciej jest u swojego przyjaciela z i razem z jego dziewczyna spedzaja czas, ktorego niby tak malo ma. Jest przemeczony praca 14 h, i czesto jak mieszkalismy razem szedl od razu spac, teraz tez najczesciej pada, a jednak dzis jest u kolegi. Ja nie ma przyjaciol, tzn mam jednego..tak sie sklada ze mego bylego chlopaka, z ktorym rozstalismy sie bez zalu do siebie. Jest prawdziwym przyjacielem, ale nie spotykam sie z nim. Bo moj chlopak mi "zabrania" tzn zle na to patrzy. Wiec kntakty sa tylko takie pozorne. Nie mam z kim byc i siedze sama w domu. Zle sie w tym czuje..okazuje sie wlasnie ze jak w klatce.. nie moge nic robic siedze w domu, podczas gdy on sie dobrze bawi.. To kto jest toksyczny?? Czy to ja jestem nienormalna ze musze az chodzic do terapeuty (jeden z warunkow jaki mi postawil by wrocic do siebie- (to byla jego decyzja powrotu), ja nie prosilam, choc o tym amrzylam) ?? Czy tez to on mnie krzywdzi?? Czy z nim jest cos nie tak skoro spotyka sie wciaz z kolegami i chce wiesc zycie kawalerskie gdy ma dziecko i mnie ?? Z przyjacielem i jego dziewczyna, ktorzy mnie nie akceptuja (moze tez z mojej winy ale to inny temat),. A ja siedze sama w domu.. Nie wiem co mam myslec. POMOCY.
ASO
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
15 cze 2009, 17:08

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez Anieta 18 cze 2009, 09:51
Witam..czytając ciebie ASO, od razu przyszło mi na myśl to iz on nie chce już związku..Musisz wziąśc sie za siebie, zacząc dbać o siebie i o maleństwo..wychodzic do ludzi, jak siedzisz całymi dniami w domu to rózne myśli przychodzą do głowy..Czas pomyslec o sobie i o niej..Twój niepokój i obawy ,dziecko widzi i wyczuwa..Powinnas otwarcie porozmawiać ze swoim mężczyzną o tym czego On oczekuje od Ciebie, a Ty od niego..sluchać siebie na wzajem co mówicie..życie nie polega na tym iz ty tu a on tam..w kazdym związku są kryzysy,o ktorych trzeba porozmawiać ..iśc na kompromis..dojśc do setna sprawy..Ulegając raz, ulegniesz i następny..dla Ciebie też cos sie nalezy z zycia..dosyć tej klatki..Z tego co napisałaś mam wrazenie iz były chłopak bardziej do Ciebie ciagnie niż obecny..Moim zdaniem powiniście szczerze porozmawiać o waszym związku..mam nadzieje że dojdziecie do porozumienia..teraz cierpisz, a co bedzie dalej?..Pomyśl
Pozdrawiam i zycze miłego dnia:)

Witaj Lalaro:)..wczoraj rozmawiałysmy na czacie..i wpakowałas sie niesamowicie..jak myslisz czy to kiedys sie poprawi?..teraz cierpisz a co bedzie pózniej..pomysl o tym..pisałas ze cie bije..czy zrozumiesz wtedy jak znajdziesz sie w szpitalu ze tak nie wolno..to dla mnie jest nie do pojęcia co Ty musisz przechodzić psychicznie jak i fizycznie..Napisałas wczoraj że Twój partner nie ma szacunku do Ciebie..a czy Ty masz do siebie? jesli tak to dobrze, ale jesli nie to tragedia, Jak widzisz siebie w lustrze co widzisz i co myslisz?
Chciałabym byście wszystkie były szczęśliwe..ale nie ważne czego ja chce..Wazne czego Wy chcecie:)

pozdrawiam:)
Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas gdy nasze skrzydła zapomniały jak latać..:).
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
14 cze 2009, 22:54

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez ASO 18 cze 2009, 10:20
Dziekuje Anieto za odpowiedz.Moj byly chlopak nie ciagnie do mnie, a obecny mowi ze chce byc. Sam wrocil, zapewnia ze kocha, ale potrzebuje wolnosci troche. Po rozstaniu zapisalam sie na kurs tanca. Tak dla siebie. Teraz mam wyrzuty o to niby w zartach, ale sa. Czuje sie zle wtedy i winna tego ze tam chodze. W domu siedziec nie lubie ale z drugiej strony nie moge sie wyrwac..tu mi zle ale tu jestem i zawsze cos jest do zrobienia. Zreszta nie bardzo mam isc gdzie i do kogo. Nienawidze siebie chwilami za ten brak organizacji i zmiany.
On teraz przychodzi kiedy chce i widzimy sie czesto, ale tylko chwilami. Nie wiem jak z nim rozmawiac, by nie odczul tego zle. Wiem tylko jedno na pewno ze mnie kocha. Na swoj sposob. Wiemt ez ze winy mam w sobie duzo, duzo zlych rzeczy, ale on nie widzi albo tez nie mowi ze on tez ma. Nie wiem juz sama czy ja jestem nienormalna, czy on zwala tylko dla ulatwienia wszystko na mnie.
ASO
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
15 cze 2009, 17:08

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez Quest 19 cze 2009, 12:21
Widze ze nie jestem odosobniony w tym ...
Wczoraj wlasnie zostawila mnie partnerka, z powodu ciaglych bezpodstawnych pretensji z mojej strony.

Mniej wiecej cos na tej zasadzie, jak w artykule ponizej:

"Witam!
Mam nadzieję że zainteresuje Was mój problem i pomożecie mi. Sytuacja wygląda mniej więcej w ten sposób: jestem z Piotrkiem od 8 miesięcy. Na początku oczywiście było pięknie,a my chodziliśmy "pijani z miłości". Po 4 miesiącach, kiedy minęła ta pierwsza magia i te starania ukazywania się w jak najlepszym świetle, zaczęły się sprzeczki i kłótnie. Szybko zauważyłam że większość z nich jest z powodów bardzo błahych, a przede wszystkim - że właściwie większość to jego inicjatywa. Coraz częściej zaczęły się pojawiać sytuacje, że przyjeżdżał do mnie - ja stęskniona, czekałam od 3dni na to spotkanie, mamy dla siebie np tylko 2h - a on leżał, milczał i patrzył przed siebie, a jak pytałam o co chodzi to mówił że o nic. I ja zaczynałam się od razu martwić o czym on tak myśli,a on nigdy nie chciał mi powiedzieć. W końcu powiedziałam mu że ja rozumiem że nie musimy gadać przez całe spotkanie, bo czasami się człowiekowi po prostu nie chce, ale że jak jush musi milczeć a ja jestm obok to żeby mnie choć przytulił, żebym czuła że jest OK a on po prostu sobie myśli. W ten sposób na jakiś czas załatwiliśmy tę sprawę. Problem kłótni natomiast nie przemijał, ale tłumaczyłam to sobie tym że docieramy się i że to w końcu minie. Nadeszły wakacje. Myślałam że zwariuję. Dlaczego? Bo albo było pięknie, tak naprawdę, 10/10, albo totalnie źle bo nagle wynikała jakaś głupia sprawa, błahostka która działała na mnie jak kubeł zimnej wody. Czułam że jak tak dłużej pociągnę to nabawię się rozdwojenia jaźni, wielokrotnie miałam wrażenie że on lubi mnie martwić,że bawi się moimi uczuciami,ale kiedy tylko sytuacja poprawiała się i znowu było dobrze - od razu zapominałam o wątpliwościach. Ale nie muszę chyba wspominać jak bardzo wyczerpywało mnie to psychicznie, dodam też że zaczęliśmy się spotykać w styczniu, a w kwietniu wykryto u mnie nerwicę lękową. Wiedziałam po prostu że taki stan, przy moim zaburzonym poczuciu bezpieczeństwa, jest conajmniej toksyczny. W sierpniu miarka się przebrała, gdyż nie dość że on wymyślał jush takie irracjonalne powody do kłótni że mogłam się tylko z nich śmiać, to jeszcze znowu zaczął w ten swój dawny sposób zimno "myśleć".Chciałam zerwać. Ostrzegałam go przedtem wiele razy że te wzloty i upadki to nie dla mnie, że ja tak nie umiem żyć. Nie pomogło. Kiedy powiedziałam że to koniec on nagle się przejął, zaczął przepraszać, mówić że nie wie po co to wszystko, że chyba chciał sobie udowodnić że nie jestem jedyna i jak nie ja to inna ale zrozumiał że tylko ja i w ogóle, wyszło też na jaw pewne ważne zdarzenie z jego przeszłości: kiedy miał naście lat spotykał się z dziewczyną, której chłopak wyjechał do pracy na rok. On szybko zaprzestał tej znajomości, ale nie od razu. Natomiast widział później, jak tamten chłopak wrócił i jakby nigdy nic byli z tą dziewczyną razem...i dlatego boi się teraz zaufać dziewczynie...przekonał mnie. Postanowiłam spróbować. Ale nie jest lepiej. Za to tamto wydarzenie pozwoliło mi zauważyć taki schemat i dojść do pewnych wniosków: zauważyłam że On powodów do kłótni szuka zawsze wtedy kiedy zaczyna być między nami tak naprawdę dobrze. Wiem też że on nie potrafi tak całkiem zaufać. Poza tym potrafi jednego dnia być ze mną, mówię mu że go kocham itd a następnego pisze mi smsa że ma takie dziwne przeczucie że jush go nie kocham, że chyba nie chcę z nim być. (nie muszę chyba mówić że jest to dla mnie bolesne bo wygląda to tak jakby nie wierzył w moje słowa, albo nie wierzył we mnie). Ale do czego zmierzam: MAM WRAŻENIE ŻE KIEDY JEST NAPRAWDĘ DOBRZE TO ON ZACZYNA SIĘ BAĆ.CZEGO?? TEGO W JAKIM STOPNIU GO TO UCZUCIE WCHLANIA. ŻE TRACI KONTROLĘ,ŻE ZACZYNA SIĘ ANGAŻOWAĆ CAŁYM SOBĄ I W RAZIE GDYBY TO SIĘ POPSUŁO (OCZYWIŚCIE WINA BYŁABY MOJA) TO NIE POTRAFIŁBY SOBIE Z TYM PORADZIĆ I ZA BARDZO BY GO TO SKRZYWDZIŁO. KIEDY ON CZUJE ZE TRACI CZUJNOSC I ZACZYNA SIE ZA BARDZO ANGAZOWAC, ROSNIE JEGO LEK PRZED ZRANIENIEM, A WTEDY ZACZYNA SIE UPEWNIAC CZY GO KOCHAM, WYSZUKUJE KLOPOTY I KONCZY ROZMOWE ZE JESLI NIE CHCĘ Z NIM BYĆ TO ŻEBY MU POWIEDZIEĆ. Staram się go zrozumieć: może mu być ciężko zaufać kiedy był świadkiem tego, jak tamta dziewczyna oszukała swojego chłopaka. Próbowałam mu mówić codziennie że go kocham, liczyłam na to że może z czasem przekona się że można mi zaufać i rzuci się na tą głęboką wodę. Ale niestety, tak się nie dzieje. Jest między nami pięknie, ale jak zaczyna się robić zbyt pięknie to on znajduje jakiś pretekst żeby powiedzieć że chyba go nie kocham, że on mnie nie zmusza żebym z nim była, że jeśli nie chcę to mam mu powiedzieć.A to bardzo boli, kiedy tak bliska mi osoba mi nie ufa. Mam coraz częściej wrażenie że ten związek nie ma przyszlości, czuję że tracę cierpliwość a jednoczęśnie na samą myśl o tym że miałabym go rzucić bo on ma problem, czuję wyrzuty sumienia, bo to trochę tak jakby opuszczać człowieka bo jest np inwalidą. Nie wiem jednak jak mogę mu pomóc i czy w ogóle mogę. Wiem, że on czuje że nas niszczy, że chciałby z tym walczyć tylko nie wie jak. Proponowałam mu wizytę u pani psycholog, ale nie przyjął tego zbyt entuzjastycznie i chyba się wykręci. Ni wiem - czy mogę mu jakoś pomoć i jak? Oczywiście nie twierdzę, że ja jestem idealna bo tak by mogło z tego listu wynikać - nie jestem i zdaję sobie z tego sprawę,były też kłótnie powodowane przeze mnie, celowo jednak nie opisywałam swoich wad żeby nie przedłużać. Podsumowując: czy on kiedykolwiek będzie gotowy do dojrzałego, opierającego się na zaufaniu związku, czy ja mogę mu jakoś pomóc i czy jest sens kontynuować tę znajomość? Na marginesie dodam tylko że zaangażowanie uczuciowe z obu stron jest duże, intuicyjnie czuję że sens w takim razie jest. Tylko jak ja mam być z nim jeżeli tyle mnie to kosztuje i tak mnie to niszczy? Psycholog, u którego jestem od kwietnia na terapii powiedział mi, że to jest bardzo niebezpieczny związek, że on szuka emocji w związku a spokój i harmonia go nuży i że on doładowuje baterie takimi właśnie wzlotami i upadkami, a to mnie zniszczy psychicznie i zrujnuje moje poczucie bezpieczeństwa, które tak aktywnie sobie odbudowuję. Co ja mam zrobić??? Proszę, pomóżcie."

Link: http://www.psychologia.edu.pl/index.php ... is&id=7551

Nie wiem co mam robić, zeby swój problem zlikwidować, wiem, że tkwi on we mnie ...
Praktycznie wiem to odrazu po tym jak juz sie czegos uczepia, zrobie problem, ale juz zapono wtedy.
Czesto udawalo sie wylagodzic sytuacje, ale ostatnio nie wytrzymala ...

CHcialbym ja odzyskac :(
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
19 cze 2009, 11:50

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez Fanaberia 19 cze 2009, 12:39
Wydaje mi się, że u źródła toksycznych związków leży nadzieja. Chora nadzieja. Że on/ona się zmieni, że może rzeczywiście nie jest taki/taka jak ją teraz odbieram, że może uda nam się dogadać.
Jeśli nie akceptujemy związku i drugiej osoby tu i teraz, takiej jaka ona jest i jeśli związek nie jest teraz udany - NIE ŁUDŹCIE SIĘ. To się nie zmieni. Nie żyjcie swoją wizją tego, jak być powinno, tylko tym, co naprawdę jest! Przyjmujcie aktualny stan rzeczy i jeśli Wam nie odpowiada - to nie związek dla Was!
[Można przyjąć jedyne drobne odstępstwa na samym początku związku, kiedy jeszcze się poznajecie, ale już po pół roku jednak można określić czy ta osoba nam odpowiada czy nie. Nie żyjcie własnymi ideałami związku, tylko związkiem takim, jaki jest.]
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
19 cze 2009, 11:43

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez Lalara 20 cze 2009, 11:53
Quest mi się wydaję, że jesteś w dobrze rokującej sytuacji skoro wiesz, że problem leży w Tobie i chcesz coś z tym zrobić. Musisz poszukać na prawdę dobrego terapeuty i to tez się wiąże z kosztami. Taka sprawa wymaga miesięcy a nawet lat, nie wyzdrowiejesz od jednej wizyty i nie przerywaj też terapii, bo nie wolno! Zawsze trzeba pracować w końca, zwłaszcza w tej dziedzinie. Nie napiszę więcej, bo sama jestem w takiej sytuacji i muszę się pozbierać. Powodzenia
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
17 cze 2009, 19:15

Re: Toksyczne związki !!!! (związki które was wykańczają)

przez wciacia 20 cze 2009, 21:34
Fanaberia napisał(a):Wydaje mi się, że u źródła toksycznych związków leży nadzieja. Chora nadzieja. Że on/ona się zmieni, że może rzeczywiście nie jest taki/taka jak ją teraz odbieram, że może uda nam się dogadać.
Jeśli nie akceptujemy związku i drugiej osoby tu i teraz, takiej jaka ona jest i jeśli związek nie jest teraz udany - NIE ŁUDŹCIE SIĘ. To się nie zmieni. Nie żyjcie swoją wizją tego, jak być powinno, tylko tym, co naprawdę jest! Przyjmujcie aktualny stan rzeczy i jeśli Wam nie odpowiada - to nie związek dla Was!
[Można przyjąć jedyne drobne odstępstwa na samym początku związku, kiedy jeszcze się poznajecie, ale już po pół roku jednak można określić czy ta osoba nam odpowiada czy nie. Nie żyjcie własnymi ideałami związku, tylko związkiem takim, jaki jest.]

Fanaberia! kochana moja,nie myśl tak. to brak wiary w drugiego człowieka. tak nie można. przeżyłam 10 lat w nieudanym związku z DDA,który miesiącami się do mnie nie odzywał-nasze małżeństwo umierało,rozpadało się a ja razem z nim. POSTANOWIŁAM,ŻE NIE BĘDĘ TEGO DŁUŻEJ ZNOSIĆ I PRZERWAŁAM TO-POSTARAŁAM SIĘ O SEPARACJĘ PRAWNĄ-ROZPRAWA W SĄDZIE I TE SPRAWY. to dało mojemu mężowi takiego kopa,że chciał wrócić... Zaryzykowałam. Dałam mu czas na zmiany i skorzystanie z pomocy psychologa. w lipcu zeszłego roku na nowo zamieszkaliśmy RAZEM. Mój mąż się zmienił bo zrobiłam ten radykalny krok ale też NIGDY NIE PRZESTAŁAM W NIEGO WIERZYĆ,ŻE MOŻE SIĘ ZMIENIĆ. Dlatego postarałam się o separację a nie o rozwód. i On naprawdę się zmienił. przeżyliśmy ze sobą najcudowniejszy rok naszego małżeństwa i tak jest nadal. KOCHAM GO Z CAŁEGO SERCA. We wrześniu będziemy obchodzić 11tą rocznicę naszego ślubu. Jestem szczęśliwa. ludzie naprawdę MOGĄ SIĘ ZMIENIĆ. ALE MUSZĄ SAMI TEGO CHCIEĆ. NIE MOŻEMY KOGOŚ ZMIENIĆ ALE MOŻEMY WIERZYĆ W TĄ DRUGĄ OSOBĘ. ALE JEDNAK NIE POZWALAĆ SIĘ ŻLE TRAKTOWAĆ. teraz żałuję tylko tego,że pozwalałam tak długo traktować się jak powietrze. mogłam to zrobić wcześniej. ale cieszę sie ,że w końcu wszystko dobrze się ułożyło. I WSZYSTKIM ŻYCZĘ TEGO SAMEGO!!!
wciacia
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do