Pomóżcie czekam na odpowiedz

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez silly angel 05 sie 2007, 21:23
też tak mam :P i wyszło mi że mam depresje:P ale jak powiedziałam mamie że mam depresje to mnie wyśmiała:P nie wiem jak ci pomóc bo sama sobie nie potrafie ale jak chcesz pogadać to pisz na priva a dam ci gg:]
wiersze jedynym moim słowem
nie mówie o swych uczuciach jeżeli nie chce ratunku
Offline
Posty
161
Dołączył(a)
19 maja 2007, 21:46
Lokalizacja
szczecin

Avatar użytkownika
przez Jovita 05 sie 2007, 21:32
MASZ DEPRESJE!!!! pomocy szukaj u psychiatry on zadecyduje co dalej! tez tak mialam identycznie poszlam(mimo ze sie okropnie balam) dostalam leki i czekam az minie to cholerstwo tez bym chciala byc taka jak dawniej..
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

Re: Pomocy

przez yeti 05 sie 2007, 21:35
Student20 napisał(a): i sie zastanawiam "po co wstawać?". Nie mam głowy do nauki, do zabawy, do swoich pasji.


witaj, to jest chyba najgorszy objaw jak człowiek nie ma głowy do zabawy i do swoich pasji, jeśli nie możesz czerpać przyjemności z czegoś co kiedyś Cię cieszyło... Mam tak samo:/ Idź do lekarza, im szybciej tym lepiej, nic nie tracisz, chociaż musisz wiedzieć też, że to nie jest tak, że pójdziesz i odrazu będzie lepiej, niestety z tego typu zaburzeniami trzeba czasu... ale wierzmy, że się uda ;) Powodzenia i pozdrawiam 8)
Offline
Posty
166
Dołączył(a)
05 kwi 2007, 21:57

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Twilight 06 sie 2007, 06:53
Dokładnie, leki trochę postawią Cię na nogi, a terapia pozwoli dotrzeć do źródła problemu i poradzić sobie z nim. Trzymam kciuki!

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

Avatar użytkownika
przez Twilight 06 sie 2007, 06:57
Nie kolega emblemat, tylko kolega Twilight, ale to drobnostka :) Doskonale, że zaczynasz terapię, pozostaje tylko trzymać kciuki - pisz, gdy tylko będziesz potrzebował informacji, porady, lub zwyczajnego pogadania!

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez Mahadevi 06 sie 2007, 18:07
Hej Mantala,
Mamy ze sobą wiele wspólnego, podobny problem natury psychicznej. Mam 25 lat, i podejrzewam u siebie zaburzenia lękowe uogólnione i fobię społeczną. Niestety mnie nie udało się znaleźć jeszczse partnera, nie mam tez dzieci. Jeśli czułabyś sie samotna i chciała pogadać, spotkać, uderzaj do mnie. Mieszkam w Gdyni.

Zjadaj witaminy i trzymaj się mocno!
"I am resigned to this wicked fucking world, on its way to hell, the living are dead and I hope to join them too..."
Marilyn Manson
Offline
Posty
153
Dołączył(a)
11 maja 2007, 19:20
Lokalizacja
Gdynia

Avatar użytkownika
przez pannanikt 07 sie 2007, 21:54
tak jak juz inni pisali - szukaj pomocy. z tego da sie wyjsc, mozna zyc normalnie. bedziesz sie jeszcze smial, rozmawial z innymi i cieszyl zyciem, tylko daj sobie pomoc.

ja ze swojej strony zapewniam Cie ze mozna. trzymam kciuki.
(...) - jesteś stworzony, żeby być człowiekiem!
Istniejesz dla dobra i radości, byś umiał śmiać się i śpiewać, żyć w miłości. Masz obdarzać szczęściem tych, którzy cię otaczają. Przecież jesteś stworzony na obraz Boga - który jest miłością.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
96
Dołączył(a)
07 sie 2007, 12:30
Lokalizacja
z Krakowa

Avatar użytkownika
przez pannanikt 07 sie 2007, 21:58
Hydroxyzyna, Pernazyna... kto Ci to przepisał?!?! Na pewno faszerowanie się takimi GÓWNAMI nie pomaga w Twoim stanie... Wiem coś o tym, bo sama to brałam, też w takim zestawieniu i te leki znacznie mój stan pogorszyły - aż do leków, o których piszesz...
Tyle tylko, że ja problemy z sercem mam dodatkowo.

Ale te leki... wycofać!!
(...) - jesteś stworzony, żeby być człowiekiem!
Istniejesz dla dobra i radości, byś umiał śmiać się i śpiewać, żyć w miłości. Masz obdarzać szczęściem tych, którzy cię otaczają. Przecież jesteś stworzony na obraz Boga - który jest miłością.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
96
Dołączył(a)
07 sie 2007, 12:30
Lokalizacja
z Krakowa

przez STARYWYGA 07 sie 2007, 22:03
leki najmniej toksyczne to raz
lepiej już śpię pomógł mydokalm
niestety przewód pokarmowy wyleciał w powietrze ale na to są też lekarstwa
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
23 paź 2006, 18:03
Lokalizacja
Andrychów

przez staram się 07 sie 2007, 22:06
ja mam podobnie jak ty ale pani psychiatra orzekła że nie mam depresji więc w końcu nie wiem znajomi z forum na gg mówią mi jedni że mam inni że nie mam teraz sie zagubiłem w tym
Offline
Posty
241
Dołączył(a)
24 cze 2007, 10:39

Proszę o pomoc...

Avatar użytkownika
przez WhiteStar 07 sie 2007, 22:11
Witajcie drodzy forumowicze. Trafiłem na to forum całkiem przypadkiem...wpisałem w google frazę "nienawidzę mojego ojca" i wyskoczyło mi to forum. Chciałbym podzielić się z wami moi problemem, a jak dobrze wiecie najłątwiej jest to zrobić w momencie gdy nie widzi się słuchacza i nie trzeba z nim rozmawiać w cztery oczy...
Nie wiem jak zacząć i jak wam przybliżyć mój problem... może zacznę tak:

Mój ojciec jest niepijącym alkoholikiem... nie jestem w stanie sobie poradzić z jego humorami. Mam 19 lat i mieszkam z rodzicami i rodzeństwem ( brat 17 lat, siostra 8 ) Już od czasów gdy chodziłem do podstawówki zawsze się bałęm ojca. Wiedziałem że byle co może go wyprowadzić z równowagi...Mam wrażenie że ojciec od zawsze wyładowywał swoje negatywne emocje na mnie... kiedy się na mnie denerwował potrafił drzeć się na mnie godzinami, ciągle przeklinając i wyzywając mnie od najgorszych. Nigdy nie mogłem się z tym pogodzić...jak osoba tak bliska może mi świadomie wyrządzać tak straszną krzywdę. Do dzisiaj męczy mnie psychicznie za wszystko, dosłownie wszystko od najmniejszych głupot do większe problemy. Nie zapomnę nigdy takiej sytuacji jak pewnego dnia okazało się że nowa pralka jest porysowana. Zapytał mnie i mojeg brata który z nas to zrobił a gdy usłyszał że nikt z nas to się tak wściekł że nas zabrał do pokoju, położył na wersalce i tak długo bił nas pasem aż któryś z nas się nie przyznał...wiem jedno, nie zrobiłem tego ale się przyznałem żeby zostawił nas już. Ojciec miał zawsze świra na punkcie prawdomówności. Od tamtego czasu jak coś się w domu zepsuło to zawsze było na mnie. Byłem pierwszą osobą która się musiałą tłumaczyć za coś czego nie zorbiła. Jest to osoba taka że nie ważne jak się jest silnym psychicznie to człowiek podczas rozmowy z nim przyzna się do wszystkiego. Potrafi męczyć psychicznie godzinami i wmawiać wiele rzeczy...Nie zapomne nigdy jak mnie bił... za wszystko...Teraz już jak jestem starszy to przestał mnie tak często bić... teraz wyżywa się psychicznie. Obraża mnie, wyzywa od najgorszych, nie daj Boże się człowiek sprzeciwi bądź po kilku godzinnej męczarni wyjdzie bo nie wytrzyma to w niego wstępuje diabeł...Jak się wścieknie to rozwala wszystko. Kiedyś wziął mój zegarek ( który dostałem od niego na urodziny ) i rozwalił go o ściane, nie potrafiłem mu tego wybaczyć, było to dla mnie czymś strasznym. Zawsze po jakiejś dłuższej kłótni zadaje mi pytanie: " I powiedz mi czy ja musze się tak na ciebie wściekać, muszę cie tak obrażać takich słów używać". Według mnie to jest wszystko chore i nie potrafie się z tym pogodzić.

Ojciec w jakiś sposób stara się by masze kontakty były dobre ale po pierwsze ja już chyba w podświadomoście mam zakodowane że od dzieciństwa mnie męczył i tego mu nie wybaczyłem i nie potrafię z nim rozmawiać jak z prawdziwym ojciem i to dla niego jest pretektem do kolejnych kłótki typu: Ty jesteś jakiś zakręcony, żyjeś w fantastycznym świecie, wogóle ze mną nie rozmawiasz... itd...
Ojciec cięzko pracuje i utrzymuje sam rodzinę i wszystkie nerwy związane z tym wylewa na mnie już nie jestem w stanie dać sobie psychicznie z tym rady. Jak byłem malutki to płakałem, lecz po tylu latach "tego samego" ja już psychicznie sobie rady nie daje...mam najgorsze myśli. Patrze na to wszysto przez pryzmat 19 lat mjego życia i widzę że jest ciągle coraz gorzej i powoli dochodzę do wniosku że może warto było to skończyć, lecz gdy patrze na moją siostrę którą bardzo kocham to nie jestem w stanie tego zrobić. Gdyby nie ona to napewno bym to już skończył.
Wymaga odemnie normalności, że przyjdę do niego i zapytam" W czym Ci pomóc tato", lub " Co słychać? jak się czujesz?" ale ja tak nie potrafię ! po tym co mi robiłm i robi dalej. Dzisiaj się z nim znowu pokłóciłem... już nie wiem co mam robić. Gdyby było mnie stać to bym wyjechał do Krakowa i studiował tam na AGH ale niestety zostaje dalej tu i będę musiał się męczyć kolejne lata z nim, jakoś sobie tego nie wyobrażam....

Dlatego to mnie tak bardzo boli bo ja go dalej kocham i nie mogę zrozumieć dlaczego on tak postepuje. Zawsze sobie to tłumaczyłem że tata jest chory, że to przez ten alkohol ale już dłużej nie mogę...

Oj teraz dopiero widzę ile tego jest...trochę się rozpisałem....ale mam nadzieje że to ktoś przeczyta...

Nie wiem czy udało mi się przedstawić wam to jakoś czytelnie, lecz pisałem to co myślałem....

Przedewszystkim nie wiem jak mam odreagowywać stres... nie piję ( patrząc na ojca odechciewa mi się ) i nie pale, nie zażywam narkotyków...
Słucham muzyki która mi bardzo pomaga w cięzkich chwilach lecz teraz to nie wystracza....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
07 sie 2007, 21:24
Lokalizacja
Katowice

Avatar użytkownika
przez Evil Eye 08 sie 2007, 01:05
...mam bardzo podobna sytuacje z ojcem wiem doskonale co czujesz. Nie umiem Ci nic na to poradzic bo sam juz od dawna nie daje rady, czuje ze zycie umyka mi gdzies bokiem, nad niczym nie mam kontroli. Ale wiedz ze naprawde wiem co czujesz. Chociaz przy tych wszystkich problemach to i tak wierzcholek gory lodowej...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
04 sie 2007, 20:07
Lokalizacja
oczodół

Avatar użytkownika
przez Twilight 08 sie 2007, 01:30
Zacznę od tego, że Twój ojciec wykazuje klasyczne nie radzenie sobie z emocjami, (widziałem wiele takich przypadków) nie mam na myśli sloganu, tylko bardzo konkretny, powtarzalny przypadek, osoba w która ''wstępuje'' jak to określiłeś, od darcia sie i dzikich awantur, z samonakręcaniem się, po niszczenie otoczenia. I wytwarzaniem tej bariery, która powstała między Wami.

To problem psychiczny (chociaż nie choroba) z którym powinien udać sie do specjalisty i leczyć, ale czy to zrobi, nie zależy wszak od Ciebie.

WhiteStar napisał(a):Gdyby było mnie stać to bym wyjechał do Krakowa i studiował tam na AGH ale niestety zostaje dalej tu


Bullshit. Ja wiem, że póki mieszkasz w ''domu'', to wydaje Ci się to totalną egzotyką i wręcz nierealne, ale nie ma żadnych problemów, byś studiował poza domem i zarabiał na siebie. Albo w kraju, (co wymaga nieco fantazji i pomysłu, uważnych obserwacji tego co wokół Ciebie i wyciągania z nich szans na uczciwy zarobek) albo za granicą. (co daje dużo wieksze zarobki i nie wymaga nic, pardon, wymaga, dowodu osobistego) Pracując jedne wakacje w Anglii, zarabiasz na kolejny rok życia w Polsce i to bez tragicznego ''szczypania się'' z pieniędzmi.

Zresztą, jak sądzę, masz zdaną maturę - nikt nie każe Ci iść na studia dokładnie w tym samym roku,pracując rok za granicą, zarabiasz na 5 lat studiów i jeszcze zostaje Ci kilka tysięcy oszczędności.

Ja tu gadu gadu o kasie, a tak naprawdę wszystko zależy od tego, czy zdecydujesz sie w końcu odpowiadać całkowicie za swoje życie, wziąć się za nie. Potrzeba do tego ''drobinę niezbędnej odwagi'', ale gdy juz ją w sobie znajdziesz, (a w każdym z nas jest odwaga, nawet, jeśli trzeba sie do niej czasem dokopać odrobinkę - wiem, że sie powtarzam, i będę sie powtarzał, bo to fakt) reszta okazuje się łatwiejsza, niż by się wydawało.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez Student20 08 sie 2007, 15:11
Popieram. Ja wyjechałem na studia do Lublina nie mając grosza przy duszy (z hasłem, że moge spać tam nawet pod mostem, byle w Lublinie) i zarówno matka, choć niechętnie jak i bogatsza ciotka jakoś mnie utrzymali, choć na przyjemności wiele kasy nie miałem. Znajdź sobie prace, która nie wymaga zaangażowania czasowego (ja zostałem doradcą finansowym). Opcji jest sporo. Trzeba tylko chcieć. Pozdrawiam!
HORYZONT TONIE W MROKU
NADCHODZI PIĘKNY KONIEC
ZABRAKŁO SŁÓW...
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
05 sie 2007, 14:44
Lokalizacja
Katowice

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do