Depresja wśród bliskich....

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Tak jest sposób

Avatar użytkownika
przez ksenia 29 sie 2007, 14:16
Można spróbować kogoś przekonać a gdy to zawodzi dla jego własnego bezpieczeństwa należy go ubezwłasnowolnić. Taką decyzje ożeka sąd i w nagłych przypadkach można ją uzyskać bardzo szybko.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
01 sie 2007, 13:29
Lokalizacja
Katowice

Avatar użytkownika
przez agapla 29 sie 2007, 14:21
a wiesz dlaczego chciała to zrobić?czasem zamiast czlowieka zamykać i leczyć warto po prostu podać mu pomocną dłoń ,wiem jak to jest bo niedawno wyratowałam moja koleżanke ,obecnie dziewczyna wychodzi na prostą i wszystko jest ok a tez miała skierowanie na leczenie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Avatar użytkownika
przez Jovita 29 sie 2007, 14:33
to bardzo trudna sprawa w dodatku pierwsze co to wspolczuje twojemu mezowi bo to bardzo trudna sytuacja , [powiem ci tyle ze ciezko bedzie wam zmusic ja do leczenia i nie trzeba naciskac bo to w niczym nie pomoze trzeba tez pamietac zeby nie mowic slow typ''wez sie w garsc'' to nie jest dobry sposob, druga sprawa trzeba duzo rozmawiac i przebywac jak najwiecej czasu przy takiej osobie, wyjasnic jej ze sa metody ktore jej pomoga i sa leki ktore postawia ja na nogi, a czy ona to zrobila z ajkis konkretnych powodow? depresja itp?

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 2:35 pm ]
a jesli nie bedzie chciala to sila..
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Twilight 29 sie 2007, 17:59
Siłą to IMO można leki wpychać, ale na pewno nie da sie zmusić kogoś do czynnego udziału w terapii...

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

Avatar użytkownika
przez anonim 29 sie 2007, 18:05
siłą to tylko człowieka nadragują że nie będzie wiedział w ogóle gdzie jest ....
"MUSZĘ LECZYĆ SIĘ NA BÓL I STRACH
GDZIE JEST CZŁOWIEK KTÓRY Z SIEBIE SAM POKAŻE MI JAK
KTO POKAŻE MI JAK ?"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
583
Dołączył(a)
08 paź 2006, 20:10

przez margi 30 sie 2007, 09:28
ja wiem skad wynika problem.ona nienawidzi rodzicow i domu w ktorym mieszka.nie chce tam wracac zreszta nie ona jedna(ja tez sie tam zle czuje)tam jest straszny syf w domu.my probowalismy jej pomodz juz w tamtym roku,ale po 2 tyg odeslalismy ja do domu bo nie moglismy wytrzymac.placze zlosci i sceny jakie robila przekroczyly nasze mozliwosci.nie jestesmy jej rodzicami zeby ja wychowywac rezygnujac z wlasnego zycia.a jej rodzice uwazaja ze tak musi byc i nic sie nie da zrobic bo oni sa niewinni jak jedno tak i drugie.dopuki nie bedzie ofiary smiertelnej w tym domu to sie nic nie zmieni a nawet jak bedzie to niewiadomo czy sie cos zmieni :evil: niestety nie pomagaja ani prosby ani grozby ani zadnego rodzaju tlumaczenie,ze to ze zadne z dzieci nie chce mieszkac w domu bo oni w nim robia pieklo.co zrobic ?
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
11 sie 2007, 15:59

Avatar użytkownika
przez agapla 30 sie 2007, 12:57
jezeli w tym jest problem to powinniscie jej pomóc byc może jest jeszcze coś czego ona wam nie mówi( np coś o swoich rodzicach
) ,moim zdaniem powinna odseparować się od tego domu i pójśc do dobrego psychologa .Trzeba tu specjalisty żeby stwierdzić jak powazny jest problem ,a ile ona ma lat?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Avatar użytkownika
przez Twilight 30 sie 2007, 16:44
Nie myśl, że Was oskarżam, ale te 2 tygodnie to co najmniej krótka cierpliwość, jak na osobę chorą. Wydaje mi się, że gdyby była chora na raka,a zachowywała się tak samo, to byście do tego podchodzili inaczej - kwestia nie zrozumienia...

http://www.forum.nerwica.com/viewtopic.php?t=5445&start=195 poczytaj tą stronę, może trochę ułatwi Ci zrozumienie. Tak na marginesie, wszelkie działania powinny dążyć nie do wzięcia jej ''do siebie'', ale do jak najszybszego przejścia na własne.

Chory traci poczucie kontroli nad własnym życiem i robienie wszystkiego za niego to trochę ponowne krzywdzenie - Ona powinna jak najszybciej odzyskiwać to poczucie WŁASNEJ kontroli, a skoro ją pogoniliście po 2 tygodniach, to chyba nie miała na to specjalnych szans.

Pozdrawiam

Ps.

Spójrz nawet na tytuł swojego tematu. Niby sie interesujesz, ale ''nie moja sprawa''. To w końcu warto się zdecydować, czy Wasza, czy nie, bo nie ma chyba nic gorszego niż próba bycia naraz dziewicą i w ciazy - czytaj, wyciąganie ręki i cofanie jej przy pierwszym poważnym zniecierpliwieniu. W te, albo wewte.
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

Avatar użytkownika
przez agapla 30 sie 2007, 21:17
Coz zgodze sie z przedmówcą zeby komuś pomóc a szczególnie jeśli chodzi o sprawy psychiczne trzeba mieć naprawdę duuuużo cierpliwosci :idea:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

przez margi 31 sie 2007, 10:45
twilight wiesz dlaczego dalam taki tytul bo nie jestem matka tej dziewczyny i gdyby mi sie ktos wtracal w zycie to napewno nie zareagowalabym dobrze.po drugi tam jest bardzo powazny konfliktv rodzinny o ktorym nawet nie bede pisac bo sie to mija z celem.dziewczyna rozmawiala z psychiatra i cala wina obarczyla rodzicow wiec nie moge powiedziec ze nie mam racji wrescz wiadomo gdzie lezy problem.a piszac posta mialam nadzieje na przeczytanie "rady cod"martwie sie bo nie jest przyjemnie patrzec na bezradnosc najblizszej osoby a niechcialabym zeby moj maz ktory ma 28 lat przeszedl kolejny zawal z winy rodzicow.a co do pomocy zeby zamieszkala sama to ja nie jestem w stanie nic zrobic sama nie mam sie gdzie podziac.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
11 sie 2007, 15:59

Avatar użytkownika
przez Twilight 01 wrz 2007, 02:16
Nie mówię, że macie jej fundować mieszkanie, pisałaś, że wzięliście ją do siebie - chodziło mi o ''mentalną'' pomoc Jej w przygotowaniu się do samodzielnego życia.

Chcąc - nie chcąc, wyszła Wam najgorsza możliwa rzecz, tzn deklaracja pomocy i wycofanie jej po 2 tygodniach. To NIE jest krytyka, nie osądzam, ale tak to niestety wyszło.

Teraz pytanie, czy Ty naprawdę chcesz Jej pomóc, czy tak na dobre wkurza Cię tylko, że mąż sie przejmuje i chciałabyś zdjąć z niego ten problem. Jeśli to drugie, to powiem Ci od razu - nie pomożesz. Pomoc może być tylko bezinteresowna i to fakt, nie slogan. Jeśli nie czujesz wewnętrznej potrzeby pomocy Jej (za co nikt nie ma prawa Cię winić) to nie powinnaś próbować na siłę, bo tylko zaszkodzisz.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez sinedhur 08 wrz 2007, 14:35
witam...

pisze bo skonczyly mi sie pomysly na pomoc dla mojego ukochanego chlopaka. nie wiem juz co robic i obawiam sie ze nie jestem tez osoba ktora sie do tej pomocy najlepiej nadaje.

moj chlopak lezy teraz w lozku-od wczoraj-i nie odzywa sie do swiata. wiem ze to ciezkie stadium, ale od bardzo dawna probuje mu pomoc. ostanio stram sie go naklonic do leczenia, wizyty u psychologa, czegokolwiek. nie musze chyba mowic z jakim skutkiem.
on nie wierzy ze cokolwiek moze mu pomoc, nie chce nawet tej pomocy. twirdzi ze nic nie ma sensu i ze nikomu nie jest potrzebny, nikomu na nim nie zalezy. to bzdura, bo ma mnie, rodzicow, siostre-naprawde sie o niego martwimy. tkwi w swojej beznadziei i nie wiem jak mu pomoc, bo on sam kategorycznie odmawia wszelkiej pomocy. mowi ze nie che sie czuc lepiej, bo to tylko na chwile, a potem i tak bedzie tak samo bez sensu. jednoczesnie zdaje sobie sprawe ze moglby uzyskac pomoc, lepsze samopoczucie, ale twierdzi ze to zbyt krotkotrwale i ulotne zeby bylo warto. no i on sam nie jest tego wart.
a poniewaz on sam nie chce terapii zaden psycholog, terapeuta nie che mu pomoc, bo twierdza calkiem zreszta slusznie, ze nic nie zdzialaja jesli on jest przeciwny... a on tylko zaciska usta i mowi :nie chce rozmawiac" patrzy przy tym wzrokiem nieprzytomnym i wiesz juz ze zupelnie nie slyszy co do niego mowisz-zamyka sie w sobie i potrafi stac sie zupelnie niewrazliwy na bodzce z zewnatrz.
ma niezwykle niska samoocene ktora wynika w duzej czesci z jego stosunkow z ojcem, ktory ma wysokie wymagania ale nigdy go nie chwali, a jedynie krytykuje w uzasadnionych sytuacjach. wyraza sie tez o swoim synu "on", nawet wtedy gdy moj chlopak stoi przy nim-to bardzo bolesne i swiadczy tez moim zdaniem o braku szacunku.

moj Kochany mowi tez czasem, gdy ma dola, ze powiennam odejsc od niego bo przeciez on jest do kitu, ze mnie rani, zez przy nim cierpie.. a tak nie jest-kocham go i cierpiejak widze jego bol, smutek, cierpienie.

moze ja nie jestem dobrym materialem na terapeute, bo jestem od niego silnie uzalezniona. prosze o pomoc bo nie wiem jak go naklonic na wizyte u pewnego specjalisty od depresji(dodam ze nie jest to lekarz medycyny, a po prostu terapeuta), ktory pomogl juz wielu osobom i mysle ze moglby pomoc tez mojemu chlopakowi.
licze na Wasze dobre rady ze szczerego serduszka, bo czuje ze brakuje mi juz sil i ze sama zaczynam miec depresje...


pozdrawiam
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
08 wrz 2007, 13:58

problem z matką

przez ifa 08 wrz 2007, 21:07
moja matka 'wysysa' ze mnie moja energie zyciowa, ja sama czuje sie jak pusty wór, wrak bez sił, nie ma mnie jako oddzielnej osoby, ja po prostu nie istnieje w swojej wlasnej glowie, wydaje mi sie ze matka i ja to jedno i to samo. Ona robi to celowo, zawsze chciala ukrasc moje zycie i pokierowac nim tak jakby ona dostala drugie swoje: wybierala mi szkoly, zajecia, w ogole nigdy nie pytajac czy ja mam na to ochote, a ja nie oponowalam bo nigdy nie czulam ze takie pytania powinny padac ze w ogole istnieja, do dzis tego nie czuje i tylko z ksiazek psychologicznych to znam,

wiec ona wybierze mi meza, znajdzie prace. Ostatnio zauwazylam, ze on chyba sfiksowala juz do reszty: udaje moje gesty , moja mimike, ubiera sie i czesze jak jakby byla mna, nie ma jej jako matki, jest jakby moje odbicie w lustrze, moze ja zaczelam sie nieco bardziej 'ujawniac' jako JA, bo do tej pory w jej poblizu zastygalam i wstrzymywalam oddech (o czy dowiedzialam sie przypadkiem od kogos postronnego, ze ja po prostu nie oddycham).

Czuje sie strasznie z ta kobieta, mam wrazenie ze jestem 'gwalcona' nie w sensie fizycznym ale w kazdym innym tak, po prostu nie moge byc soba, nie moze byc mnie bo ona zaraz 'kradnie' moja osobowosc
nie wiem co zrobic, jak sie 'oderwac' , bardzo zle sie czuje, a chyba jeszcze bardziej boje sie przyznac przed soba i poczuc, ze przez tyle lat ona okradala mnie ze mnie wlasnej i nie pozwalala 'oddychac' wlasnym cialem i zyciem, cokolwiek bym nie zrobila jakiejkolwiek decyzji nie podjela samodzielnie ona to krytykuje. Chciazby na przyklad jak kupie sama troche szynki to zaraz slysze ze jest nieswieza i ze w tym sklepie nie powinnam kupowac, jak kupie swiezy chleb to tez wybrzydza, ze przeplacilam, bo ona kupuje taniej, nic swojego kupic nie moge bo ona zaraz 'zabija ' mnie za to wzrokiem, w ogole ma manie oszczedzania, najchetniej to odlaczylaby prad i zakrecila wode, nie da sie z nia zyc

wychowywalam sie bez ojca, zawsze od najmniejszego czulam ze ona nie traktuje mnie tak jak zdrowa matka powinna traktowac swoje dziecko, ona traktowala mnie jak konkurencje, ktora odebrala jej męża, pamietam, zw od zawsze nasladowala moja mimike, mowila mi ze mam brzydkie oczy i ze jestem swoim ojcem, bo bylam do niego bardzo podobna, jak mialam 5 lat i wyrazilam swoje maloletnie zdanie (bylam wtedy dosc pyskata i nie pozwalam sie jej tak traktowac ale w koncu skapitulowalam, bo sie wystraszylam ze umre z glodu bo mi jesc nie da albo cos a ja jednak chcialam zyc) kazala mi sie pakowac i "'wypier..lac' do tatusia niech mnie gwalci i glodzi", na 18 urodziny tez uslyszalam ze mam sie wynosic z domu ale ja nadal tu mieszkam, bo raz ze nie mam gdzie isc, a dwa ze ona sie czasem zachowuje jakby tego wszystkiego nie bylo i bylo 'normalnie'

wiem ze strasznie duzo napisalam, mam po tym poscie straszne wyrzuty sumienia i ogromne poczucie winy, ze to 'upubliczniam' i naprawde nie wiem czy powinnam to pisac, moze ja na to zasluzylam i tak powinno byc
ifa
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
03 maja 2007, 16:36

Avatar użytkownika
przez efekt6 09 wrz 2007, 19:10
Toksyczna matka... oj skąd ja to znam.

Nikt tak nie zna moich słabych stron. I nikt tak nie potrafi mnie zranić dogłębnie jak ona. Mogę mieć barierę ochronną przed całym światem, ale ona tej bariery zna słabe punkty.

Rozwiązaniem jest się wyprowadzić. Usamodzielnić. Przecież to wykonalne... Spróbowałem. Było super :) Musiałem wrócić, ale zmyję się stąd bardzo szybko.

Skup się na tym. Przygotuj się. Przecież mimo tego, że odbiera Ci pewność siebie wiesz, że sobie poradzisz. Znajdź wspólokatorkę i się zmyj. Nawet swoją mamę polubisz na dystans.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
07 sie 2007, 21:07

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 18 gości

Przeskocz do