Depresja a SEKS....

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 11 paź 2006, 15:45
Uprawianie seksu z wieloma partnerami to wg mnie próba poszukiwania bliskiej osoby. Osoba, która tak postępuje, czuje się bardzo samotna i zagubiona. Szuka partnerów, by ją wspierali, ale trafia na niezrozumienie swoich potrzeb, więc dalej szuka.
W ostatnich latach w naszej kulturze, seks utożsamiany jest z miłością, poczuciem bezpieczeństwa. Inaczej rzecz ujmując seks (czyli pozytywny efekt i wynik związku) utożsamiany jest z tym, co tworzy fundamenty pod udane związki. Ale tak "na skróty" nie da się.
Eksponowanie ciała - myślę, że to taka zewnętrzna oznaka poczucia samotności.
Trudno mi sie wypowiadać, czy takie zachowanie ma podłoże w traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa. Rozwiązań może być kilka: począwszy od długotrwałego niezrozumienia, poprzez zawód na kimś bardzo bliskim, a na tych najdrastyczniejszych przeżyciach, które podajesz skończywszy. Na pewno jest w tym ogromne poczucie samotności i ból związany z brakiem wzajemności uczuć.
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Avatar użytkownika
przez ~Maja 11 paź 2006, 15:51
... No chyba że niektórzy mają satysfakcję z "polowania" i zadowalania inyych osób w ten sposób, oraz przeliczania swojej wartości na ilość partnerów.

Chociaż nie będę rozwijać tematu : sex z przypadkowymi, czy nie przypadkowymi osobami, bo to raczej sprawa przekonań itd...

To powiem, że naukowcy potwierdzili, że TO... jest samym zdrowiem ;) Podwyższa poziom serotoniny, w ten sposób zwalczając depresję itd.


PS. Eeee.. Nie wiem, czemu chciałam odpowiedzieć na ten temat :roll: .
..trzeba być gorszym... by potem stać się lepszym
trzeba być głupim... by móc stać się mądrzejszym... (...)
by czuć upadek... z wysoka spaść trzeba
być na dnie... by móc sięgnąć nieba... (...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
263
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 18:22

Avatar użytkownika
przez Toshiro 11 paź 2006, 17:29
polak napisał(a):A czego przyczyną może być uprawianie seksu z praktycznie kazdym i chęć zwrócenia na siebię uwagi poprzez eksponowanie swojego ciała?


Moim zdanien takiej osobie potrzebna jest analiza kompetentnego psychologa. Zawodowi psycholodzy mają styczność z takimi zaburzeniami i posiadają odpowiednią wiedzę. Seks jest ujsciem zbytw wielu zaburzeń i kompleksów... Bez dokładnej analizy przeszłości i osobowości człowieka nikt niczego nie wskóra. Temat jest za trudny i za obszerny dla forumowych psychologów. Swoją drogą szkoda że nie wpada tu ostatnio peace-b.

Poza tym takie zachowania seksualne mogą się bardzo źle skończyć (z powodów wymienionych wczesniej) i zdecydowanie potrzebna jest pomoc.
„Bardzo często ludzie nie zdają sobie sprawy z tego że największa katastrofa ich życia może być równocześnie najpotężniejszą łaską z możliwych.” Eckhart Tolle
Avatar użytkownika
Offline
Posty
317
Dołączył(a)
18 wrz 2006, 16:14
Lokalizacja
po drugiej stronie lustra

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez pajak_leon 11 paź 2006, 19:14
niektórzy zajadają stres, inni wciągają się w alkohol, narkotyki, tacy ludzie podswiadomie próbują się wyciszyć i szukają czegoś, co im pozwoli się zrelaksować chociaż na chwilę, niektórym takie odprężenie daje hazard innym dupczenie każdego, kto nie ucieka na drzewo..

Mnie osobiście seks kojarzy się raczej z adrenaliną, a adrenaliny nie lubię, mam dosyć stresu..dobrze że nie jestem facetem, bo przez te leki uspokajające niedługo...............................................................................................







chciałam tylko powiedzieć, że nieużywane organy z czasem zanikają :) mnie nie ma co, no więc może Wam :)?
A nad tym wszystkim kto panuje?

Jak to kto??

Pająk Leon :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
172
Dołączył(a)
06 paź 2006, 21:39
Lokalizacja
zewsząd

Avatar użytkownika
przez didado1 11 paź 2006, 19:23
xxx
Ostatnio edytowano 12 mar 2008, 17:25 przez didado1, łącznie edytowano 1 raz
znikłam i mnie nie ma .........
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1189
Dołączył(a)
03 mar 2006, 14:35

Avatar użytkownika
przez JiggaWoman 11 paź 2006, 20:02
Myślę, że osoba, która ucieka sie do seksu prawie z każdym pierwszym lepszym przede wszystkim czuje się bardzo samotna i szuka ciepła, zainteresowania, miłości, jednakże nie ma do końca świadomości, że sam seks nie da jej tego, czego tak najbardziej potrzebuje. Kiedy zostałam zdeptana przez człowieka, którego kochałam sama brnęłam w puste "związki" z ludzmi, których nie znałam praktycznie, które w dużej mierze opierały się jedynie na pociągu fizycznym, ale nigdy nie doszło do seksu, bo mam swoje granice. Za każdym razem tak bardzo wierzyłam, ze to ten jedyny, który zapełni tą pustkę, która tak bardzo bolała. I za każdym razem się zawodziłam, co mnie pogrążało jeszcze bardziej. Dzisiaj tego bardzo żałuję i myślę, że ciągłe wyrzuty sumienia były jednym z katalizatorów, które przyczyniły się do mojej "choroby", a co dopiero ma czuć osoba, która całkowicie oddawała się komuś obcemu.. Owszem seks na pewno redukuje napięcie, ale dobry i zdrowy seks to dla mnie miłość z tym właściwym. Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
09 lip 2006, 14:34

Avatar użytkownika
przez Toshiro 11 paź 2006, 20:23
JiggaWoman napisał(a):Owszem seks na pewno redukuje napięcie, ale dobry i zdrowy seks to dla mnie miłość z tym właściwym.


Pięknie powiedziane.
„Bardzo często ludzie nie zdają sobie sprawy z tego że największa katastrofa ich życia może być równocześnie najpotężniejszą łaską z możliwych.” Eckhart Tolle
Avatar użytkownika
Offline
Posty
317
Dołączył(a)
18 wrz 2006, 16:14
Lokalizacja
po drugiej stronie lustra

przez Aruns 15 paź 2006, 14:13
Czytam i odnoszę wrażenie, że nikt z wypowiadających się akurat tutaj nie ma depresji i chyba niektórzy mylą pojęcia. Przede wszystkim, w czasie nawrotu choroby nie ma się ochoty na NIC. Nawet na jedzenie, czy wstawanie z łóżka, a co dopiero na seks. Zdaje się seks uprawiany z osobą, która nie ma na to ochoty nazywa się gwałtem?
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
07 wrz 2006, 01:25
Lokalizacja
znad morza

Avatar użytkownika
przez ~Maja 15 paź 2006, 15:36
Aruns napisał(a):Czytam i odnoszę wrażenie, że nikt z wypowiadających się akurat tutaj nie ma depresji i chyba niektórzy mylą pojęcia.

A mi się po prostu zdaje, że autor tego tematu trochę pomylił subforum! Bo neutoryk ma się trochę do depresji, ale nie w takim stopniu, że na niczym mu nie zależy i nie ma na nic ochoty...
..trzeba być gorszym... by potem stać się lepszym
trzeba być głupim... by móc stać się mądrzejszym... (...)
by czuć upadek... z wysoka spaść trzeba
być na dnie... by móc sięgnąć nieba... (...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
263
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 18:22

przez snaefridur 15 paź 2006, 15:57
Ano troszkę pomylił ;).Przecież On wyraźnie o lękach pisze.
snaefridur
Offline

Avatar użytkownika
przez korres1 19 paź 2006, 20:33
~Maja napisał(a):... No chyba że niektórzy mają satysfakcję z "polowania" i zadowalania inyych osób w ten sposób, oraz przeliczania swojej wartości na ilość partnerów.

Chociaż nie będę rozwijać tematu : sex z przypadkowymi, czy nie przypadkowymi osobami, bo to raczej sprawa przekonań itd...

To powiem, że naukowcy potwierdzili, że TO... jest samym zdrowiem ;) Podwyższa poziom serotoniny, w ten sposób zwalczając depresję itd.


PS. Eeee.. Nie wiem, czemu chciałam odpowiedzieć na ten temat :roll: .


samo zdrowie - o tak! Po pierwsze, lepsze to niż alkohol lub czekolada, która jak wiadomo tuczy i psuje zęby. A seks, jeśli człowiek rozumnie się za niego zabierze, nie ma skutków ubocznych. Osobiście uważam, że należy lubić kogoś, z kim się seks uprawia i wtedy wszyscy są zadowoleni:)
Tak na marginesie - dlaczego mówi się, że faceci wykorzystają i rzucają? Ja mam wręcz odwrtone doświadczenia - pierwsza noc budzi w nich dziką chęć do romantycznych uniesień i kontynuowania znajomości również na płaszczyżnie duchowej. Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

przez snaefridur 23 lis 2006, 14:05
Ni ma :? .
snaefridur
Offline

Prosze o rade / pomoc

przez marek123 30 gru 2006, 02:51
Witam

Pisze bo nie wiem co już mam robić i zaczynam pękać.
Leczyłem się na depresje i fobie (zanim zostały zdiagnozowane to była wieloletnie randevu po lekarzach debilach od których słyszałem różne teorie co się ze mną dzieje oczywiście nie miały one nic wspólnego z rzeczywistością). W końcu trawiłem do psychiatry i dostałem leki (seroxat) bardzo mi pomogły, z tym, że prócz brania leków nic ze sobą nie robiłem (przez depresje i lęki zawaliłem wiele ważnych codziennych obowiązków ), któregoś dnia lekarka powiedziała mi, że leki zrobili już swoje i nie muszę ich już brać ale za to pora żebym zaczął robić coś ze sobą. Przestałem do niej chodzić bo uznałem, że jej rola tutaj się kończy i jakiś czas później przestałem brać leki.
Aktualnie mam 22 lata, nie uczę się , nie pracuje (zarabiam pieniądze w domu , można to nazwać chałupnictwem (mieszkam z rodzicami ale utrzymuje się w 3/4 sam i to uważam za jedyny sukces w moim życiu).
Kiedyś uwielbiałem sport który dawał mi ogromne ukojenie, ale niestety przez kontuzje narazie nie mogę ćwiczyć (leczę się ale narazie efekty są mierne) i od tego też nie najlepiej się czuje (nie od kontuzji tylko od braku ruchu).
Sytuacja wygląda tak że siedzę cały czas w domu, nie chce mi się iść do roboty (w końcu kasa jest )i w ogóle nic mi się nie chce. Czasem gdzieś wyjdę ze znajomymi, głownie spędzam czas z moją dziewczyną ale tutaj tez jest problem (ale to zaraz). Ogólnie to chodzę cały czas wściekły i mam pretesje do całego świata. Wszystko mija jak mam jakiś aktywny dzień - coś się dzieje , mam jakieś obowiązki. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że muszę zacząć wychodzić z domu , ale nie mogę się przełamać , zawsze wymyśle sobie jakiś zasrany powód i na tym koniec.

Relacje z moją dziewczyną są coraz gorsze , jesteśmy ze sobą dosyć długo. Ona leczy się też u psychologa - ma początki bulimi + depresja, bierze coś na prozac'u.
Prawie cały nasz związek wyglądał tak że ja ciągle siedzialem w domu i się do niej dowalałem , żeby schudła ,byłem bardzo zaborczy, zabraniałem jej kontaktu z innymi. W zasadzie jak zaczołem z nią chodzic to ona chciała, i ona była zakochana, ja nie , nie podobała mi się wtedy z wyglądu , ale miała właśnie bardzo fajny charakter i dobrze się przy niej czułem , miłość z mojej strony przyszła z czasem, ale wcześniej traktowałem ją jak szmatę (może trochę przesadzam , ale jak pisałem w kolko o coś się dowalałem i wyżywałem na niej za moje niepowodzenia, straszny choleryk był ze mnie, chyba własnie przez moją depresje lub przez to siedzenie w domu).
Dodatkowo w zeszłym roku miała dosyć duże stresy (zainstniały pewne okoliczność, ale nie było to nic w naszym związku tylko problem " z zewnątrz") no i wtedy pękła , klasyczna deprsja + jedzienie z nerwów.
Był okres, że nie chciała ze mną być , ale ja walczyłem o to czasem na siłe (bałem się zostać sam i jednocześnie wtedy zrozumiałem, że ją kocham - ja mogłem ją stracic). Nie była sobą, nie potrzebowała mnie , nic ją nie obchodziło (oczywiście w tym wszystkim ja też święty nie byłem), przestaliśmy uprawiać sex. Poszła do lekarza dostała leki i wszystko wróciło do normy, potem leki przestały działać , ale dostała nowe (własnie te na prozacu) i czuje niby czuje się lepiej.
Acha i brała jeszcze kiedyś leki na fobie ale to pare lat temu.
Mimo wszytsko ciągle się kłocimy , teraz chodzi o sex, ona w ogóle nie ma na to ochoty a ja mam bardzo duży temperament, czasem zabardzo na nią naciskam. Ogólnie to jest tak, że jak chce czegoś od niej (zeby schudla, sexu, czy jakieś rzeczy który wymagają się od niej zaangażowania) to ona się zamyka w sobie i ma przed tym lęki.
Miłość fizyczna a raczej jej brak jest dla mnie dla dużym problem , jak już pisałem jestem takim człowiekiem który bardzo tego potrzebuje, chce kochać się tylko z nią , nie zdradzam jej , ale czasem mnie nosi, ona zrobiła się strasznie zimna , nic jej prawie nie podnieca nie lubi jak ją dotykam. Czasem czuje się jakbym ją gwałcił , to jest okropne jak osoba którą kochasz tak się zachowuje i odrąca ciebie.

Piszę o tym bo nie wiem co ja już mam robić, zrobiłem z siebie potwora , wiem, że nie jestem w 100% powodem jej choroby (depresji) bo ma inne zmartwienia , ale czuje, że moje zachowanie w większości się do tego przyczynia i rujnuje jej życie. Byłem i jestem egoistą martwię się tylko o to żeby mi było dobrze (a nawet jak martwie sie o kogos to slabo mi wychodzi bo szybko trace cierpliowosc), czuje że niszczę moją dziewczynę. Ona się mi mówi że tak nie jest, ale ja to czuje że przezemnie się zamyka. Moge powiedziec że to wygląda jak przemoc psychiczna , najpierw mi sie zbiera potem robie jej awanture i wszytsko drąże a jak się uspokoje to mam wyrzuty sumienia i jestem do rany przyłóż. Nigdy jej nie uderzyłem co prawda , ale widze że ona przy mnie gaśnie.
Kocham ją i to bardzo wartościowa dziewczyna i wiem, że ona mnei też - bardzo dużo dla mnie poświęciła i zawsze była przy mnie, nie wiem co mam robic nie chce taki dla niej być a nie potrawie się z nią rozstać, czasem to wyglądam jak taka chora zaborcza miłość. Jedyne z czym sobie narazie poradziłem to jej znajomi , staram się nie utrudniać jej konaktów i nie być taki zazdrosny.

Mam teraz kilka pytań
- czy ta niechęc jej do sexu jest przez depresje , czy przez to ze ja tak naciskam i taki jestem?
- co mam zrobić jak się na nia wkurzam ? czasem siedze i sam jej robie awanture , nawet nie wyjde tylko się na niej wyżyje , jak mam się opanować? jak kiedyś nie siedziałem tyle w domu to nie miałem takich lotek
- czy jest sens iść do lekarza bo jak mi powie ze mam coś zrobic sam a ja dalej bede w punkcie zerowym? czy macie tez takie problemy ze nie mozecie sie przemoc zeby wyjsc z domu i zaczac cos robic ze swoim zyciem?
Ogólnie chodzi o to że wiem co sie dzieje tylko nie mam siły z tym walczyć nie wiem jak pomóc sobie i jej.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
30 gru 2006, 02:00

Avatar użytkownika
przez DarkAngel 30 gru 2006, 03:20
czy jest sens iść do lekarza bo jak mi powie ze mam coś zrobic sam a ja dalej bede w punkcie zerowym? czy macie tez takie problemy ze nie mozecie sie przemoc zeby wyjsc z domu i zaczac cos robic ze swoim zyciem?


Właśnie po to idziesz do specjalisty żeby obrać odpowiednia drogę leczenia...
Tu raczej nie znajdziesz lekarstwa....
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1538
Dołączył(a)
24 wrz 2005, 01:59
Lokalizacja
z babcinej kołdry

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 19 gości

Przeskocz do