Samobójstwo...czyn wzniosły, czy tchórzostwo...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez goshka 10 sty 2007, 19:38
Ja nawet nie biorę takiej możliwości pod uwagę!!! nie mam pojęcia skąd wogóle taki abstrakcyjny pomysł? zresztą jeśli ktoś faktycznie chce odebrać sobie życie to nie sądzę by to komukolwiek jasno powiedział!czyli nie ma szans by ktoś mu w tym towarzyszył! wydaje mi się, że osoba która o tym mówi wcale tego nie chce i jest to ewidentne wyciąganie rąk o pomoc! i wtedy faktycznie w sposób praktyczny można pomóc!! i to zdecydowanie nie "towarzysząc"!!! NIE NIE NIE!! to odpowiedź!
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
07 sty 2007, 00:54

kto mnie uratuje przed smierca...!?

przez Hihihi 10 lut 2007, 01:33
od roku lecze sie psychiatrycznie. biore rozne antydepresanty i antyfobiczne leki. Od 5 lat mysle nad odebraniu sobie zycia. I tak wkoncu se zrobie... Pomocy :(
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
10 lut 2007, 01:18

samobójstwo-cienka czerwon linia...

przez nitka 20 lut 2007, 01:39
Pomóżcie...
SAMOBÓJSTWO...jeszcze kilka dni temu myślałam - idiotyzm. Jak mozna pozbawić się życia, przecież zawsze nawet z najgorszej sytuacji JEST JAKIEŚ WYJŚCIE!!!...jest nadzieja...
Niestety dane mi było w pewnym stopniu zrozumieć osoby popełniające samobójstwo. Miałam kilka bardzo depresyjnych dni, które skończyły się potwornym stanem lękowym. Znów dowiedziałam się o kolejnym stanie umysłu i uczuć o którym dotąd nie miałam pojęcia!!! O którym nie ma pojęcia nikt i nie zrozumie nikt kto go nie doświadczył!!! Jeśli ktoś z Was, a obawiam się, że niestety tak, tego doświadczył..... wiesz o czym mówię prawda???!!!!? O tej czarnej przestrzeni umysłu zapełnionej wizjami śmierci. Przeróżnymi. Nie miałam pojęcia, że można osiągnąc taki stan, w którym tylko śmierć jest wyjściem, wszystkie pozytywne myśli po prostu znikają, w którym nie widzi się żadnej nadziei. To nie jest głupia myśl, wszystko jest do dupy, skończę ze sobą. To jest jak amok...tylko jedna myśl, jeden cel...Dopiero teraz to zrozumiałam... Wiem teraz, że wielu samobójców opętuje ta natrętna myśl, to uczucie, ten stan pustki absolutnej. I nie zdążyli sobie pomóc.
Granica bólu, wytrzymałości-cienka czerwona linia.
Dziękuje wszelkiej opatrzności, że nie byłam wtedy sama. Pomóżcie, ja juz nawet zawiesiłam się ręką na rurze, żeby sprawdzić czy nie pęknie
To jest jak gorączka, czarne myśli rosną i jeśli w porę nie zacznie się brać aspiryny, gorączka zabija, ogarnia całe ciało. Ja źle zareagowałam na stan podgorączkowy. Teraz zrobię wszystko żeby ten stan się nie powtorzył. Żebym nie była wtedy sama...Tak strasznie się boję, że to wróci. Teraz kiedy myślę trzeźwo, jestem, przerażona. Nie chcę nigdy więcej tego bólu, nie chcę tak myśleć, nie chcę tak się czuć!!! Chcę zyć!! Nie rozumiem jak mogłam tak myśeć!? Chcę się leczyć. Pomóżcie...co mam robic? Co zrobić żeby ten stan nie wrócił? A jeśli wróci....jak się ratować? Jak z tym walczyć? Jak uwolnić się od tych myśli? Może powinnam póść na tą terapię do szpitala, czy na te grupowe w szpitalu? Biorę już drugi antydepresant, od miesiąca, powienien już działać. Jeny..boję się tego stanu. Wymykam się sobie spod kontroli. Tak bardzo się boję.
"To jest szczęśliwy dzień. Bo otworzyłam oczy, poruszyłam ręką, bo mam coś do zrobienia i mogę mówić..."
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
13 sty 2007, 11:09

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Kali 20 lut 2007, 12:44
Ja ciągle myślę o samobójstwie od bardzo dawna były w tym duże przerwy ale to i tak wraca chyba mam silną depresję ale się nie leczę byłem u psychologa ale ni pomogło.

Ostatnio rozpadł się mój prawie 5-cio letni związek i jest naprawdę bardzo źle tęsknie za nią :cry:
Mój problem z dziewczyną zaczął się na ostatnich wakacjach i ta tym forum jest dokładnie opisany i tu jest dokładnie opisany:
http://www.forum.nerwica.com/may-proble ... highlight=
ciąg dalszy jest tu:
http://www.forum.nerwica.com/czy-zda-je ... highlight=
ale ostrzegam że to są bardzo długie wątki.

Chyba nie ma takiej godziny w ciągu dnia żebym nie myślał o śmierci(ale z rana jest znacznie gorzej) już nawet kupiłem taką stalową linkę która pomoże mi odejść.

Moja kobieta odeszła w dużym stopniu przez moje własne problemy teraz zostałem sam jestem bardzo nieśmiały wobec innych i małomówny i naprawdę nie chce żyć, chciałbym już odejść ale ciągle coś mnie powstrzymuje jakaś głupia nadzieja że ona wróci i będzie dobrze.

Ale to mnie jeszcze bardziej męczy moje życie jest poje**** .

Zazdroszczę moim kolegom którzy w życiu właściwie nic wielkiego nie osiągnęli a cieszą się z tego co mają albo co niby mają.

Ja mam pracę, własne mieszkanie, fajny samochód, studiuję zaocznie i za jakiś miesiąc uzyskam tytuł inżyniera (jeżeli dożyję), nie jestem jakimś nie atrakcyjnym brzydalem, i ciężko to pewnie innym zrozumieć ale ja jestem bardzo bardzo bardzo nieszczęśliwym człowiekiem.

Najważniejszą osobą w moim życiu była moja dziewczyna o którą byłem chorobliwie zazdrosny i dla której poświęciłbym wszystko, ale ona odeszła i jest bardzo źle nic mnie nie cieszy.

Takim azylem jest dla mnie śmierć bo tam nie ma bólu (ja nie wierzę w boga), tam nie ma już nic wszystko znika wszystkie problemy i wszystkie radości.
Ale ja bardziej zwracałem uwagę na moje problemy niż na to co dobre.
Bo inaczej nie potrafię do póki jest coś nie tak to mnie to męczy.

Chodziłem do psychologa ale to nie pomogło to już siedzi zbyt głęboko we mnie żeby to wyplewić i jakieś mądre myśli pani psycholog nie są w stanie tego zmienić mimo że wiem że to co do mnie mówiła było prawdą, ale to i tak niczego nie zmieniło.
Mój wielki strach jest dużą częścią mnie i chyba nie potrafię bez niego żyć, ale z nim też nie.

Tylko śmierć mnie od tego wszystkiego wybawi.
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
25 cze 2006, 22:13
Lokalizacja
Jarosław

Avatar użytkownika
przez matija 20 lut 2007, 13:08
Ja myślę też o samobójstwie...Trawa to od kwietnia 2005!!!Wtedy urodziłam synka.Kto pomyslałby, że narodziny dziecka tak na mnie wpłynął!Niestety tak jest do dziś!Myślę o tym że właśnie samobójstwo pomoże mi w ucieczce od dziecka.Od tych narodzin zaczęła się moja depresja!do tej pory nie rozumiem, dlaczego to wyszło przez dziecko.Nie myślę w tej chwili nawet kto potem bedzie opiekował się moim synkiem tylko chcę uciec jak najdalej...Byłam juz raz u psychiatry...dostałam leki, byłam po nich bardziej nerwowa...rzuciłam to...myslałam, że dam rady ale niestety to powraca, te mysli samobójcze, o tym jak to zrobie itd.
postanowiłam z tym walczyć i poszłam znów do psychiatry.Dostałam leki, i jest narazie ok! Czeka mnie jeszcze wizyta u psychologa!Mam nadzieje, że pomoże bo nie wiem co zrobie wtedy...

[ Dodano: Wto Lut 20, 2007 12:08 pm ]
Proszę, trzymajcie kciuki, bo jednak chcę cieszyć sie dzieckim...
pozdrawiam...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
21 sty 2007, 13:37

Avatar użytkownika
przez gina 20 lut 2007, 13:08
Nie wiem...ilekroć czytam o samobójstwie mam ochotę krzyczeć...
Staram się zrozumieć jak głeboki i silny jest Wasz ból, Was pragnacych samozagłady...
Tyle cierpienia zawartego w kilku zdaniach...
Przytuliłabym Was najchętniej mocno, by odegnać wszystkie złe myśli, kochani, nie wolno się poddawać, życie to nieustanna walka...
Jeśli coś się w życiu kończy, to znak, że coś się zaczyna...najważniejsze, żeby wierzyć, że to nowe będzie lepsze... i wtedy staje się lepsze...Bo nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło....życie jest piękne, uwierzcie mi!!!!
na próżno to wszystko co dzisiaj jest bólem....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
382
Dołączył(a)
21 paź 2006, 11:47
Lokalizacja
jeszcze nie stąd

Avatar użytkownika
przez matija 20 lut 2007, 13:11
Chciałabym tak myśleć o zyciu tak jak Ty Gina, ale przede mną jeszcze długa droga, zanim do tego dojdzie...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
21 sty 2007, 13:37

Avatar użytkownika
przez Róża 20 lut 2007, 15:20
Nitka-znam to paskudne,przemożne uczucie.Ostatnio wczoraj mnie dopadło.Ale teraz potrafie już nad tym zapanować(chyba).Wiem,to dziala wręcz na zasadzie odruchu i wtedy może zabraknąć tych pięciu minut na zastanowienie się-co ja robię.Mam nadzieję jednak,że zawsze zdołamy się zatrzymać na czas.Koniecznie powiedz o tym lekarzowi-nieraz antydepresanty właśnie nasilają taki stan do tego stopnia,że nie powinnaś wtedy być sama.Trzymaj się mocno.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez nitka 21 lut 2007, 01:18
Róża dzięki za dopowiedź. Zastanawia ;) mnie twoja myśl:
Nie zastanawiajmy się,co czujemy
Postępujmy tak,jak czujemy.
Wydaje mi się, że w tych najorszych stanach nie zastanawiamy się jaka jest nasza sytuacja obiektywnie, chcemy zrobić to co czujemy, nie zastanawiając się jak się czujemy.Po prostu CZUJEMY SIĘ nikim więc chcemy stać się nicością, zniknąć. Zakręcone trochę, ale Ty mądra dziewucha jesteś to zrozumiesz ;)
Właśnie jutro idę do psychiatry i psychologa. Powiem o wszystkim, ale szczerze mówiąc chciałabym zrezygnować zupełnie z leków. Chę postawić wszystko na psychoterapię i uporządkowac życie, wydaje mi się że właśnie w tym moim zagmatwaniu egzystencjalnym ;) jest problem. Ale nie wiem czy to dobry pomysł, psychiatra na pewno mi coś zapisze, no bo od tego jest ;)
Jestem też cekawa, czy te myśli mogą być związane tylko z nerwicą? moze to taki atak lękowy...natręctwo myślowe..nie wiem już co do czego. Zgubiłam się.

[ Dodano: Sro Lut 21, 2007 12:18 am ]
I mam nadzieję, że zawsze starczy nam sił na powiedzenie STOP tym myślom!! pozdrawaim!
"To jest szczęśliwy dzień. Bo otworzyłam oczy, poruszyłam ręką, bo mam coś do zrobienia i mogę mówić..."
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
13 sty 2007, 11:09

przez Grzesiek28 21 lut 2007, 09:49
Nigdy nie byłbym w stanie ocenic człowieka który odebrał sobie życie, jednak wydaje mi się że podstawowym motywem i najczęściej stosowanym jest chęć "ukarania" otoczenia za wszystkie krzywdy - znajomych którzy mnie ponizyli, bliskich którzy mnie opuścili w chwili kiedy ich najbardziej potrzebowałem i np rodziców bo lekceważyli moje problemy - teraz stójcie nad moim grobem i patrzcie co uczyniliście, czy było warto? mam nadzieję że jest wam źle i mam nadzieję że chociaż raz zwróciliście na mnie uwagę. Tak, niestety samobójca ma swoje 5 minut wtedy, może podobnie jak niedoszli samobójcy którzy tak naprawde nie chcieli się zabić tylko otoczeniu pogrozić palcem i zwrócić na siebie uwagę. Jednak co się takiego stało że człowiek może mysleć w ten sposób to już inna sprawa, jak coś człowieka bardzo boli to nie wolno go oceniac swoimi kategoriami i wyzywać go od egoistów (mimo że przykład który wymysliłem jest bardzo egoistyczny) każdy ma prawo do takich 5 minut - bez zabijania się ale mało kiedy jest mu to dane. Mi jest bardzo źle zwłaszcza dzisiaj ale tak czy inaczej o samobójstwie nigdy nie myslę i to tylko i wyłacznie z zasady (nigdy nie podejrzewałbym że u mnie może byc to takie proste ale tutaj tak po prostu mam "nie bo nie" i nie wnikam głębiej tym bardziej że jestem ateistą i nie boję się żadnego piekła dla samobójców po śmierci. Samobójstwo Ani była rzeczą która mnie w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy chyba najbardziej zdołowała ze wszystkiego co słyszałem i przeżyłem - ta niemoc i ten żal, nienawiść, wszystko przeżywam na nowo. Cokolwiek można powiedziec o samobójstwie, jestem przekonany że to nie jest tchórzostwo, w pewnym momencie człowiek widzi siebie w ciemnej komnacie tylko z jednym wyjściem, dla niego nie ma innych, skorzystanie z tego wyjścia nie ma raczej żadnego związku z tchórzostwem a bardziej z pragnieniem zmiany obecnej sytuacji - jakiejkolwiek
Ostatnio edytowano 21 lut 2007, 14:14 przez Grzesiek28, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
24 sty 2007, 15:22

Avatar użytkownika
przez gina 21 lut 2007, 13:01
Grzesiu pewnie tak własnie jest... chęć ukarania otoczenia za wszystkie krzywdy... Mój facet często to robi...straszy, że odbierze sobie życie...nie zdaje sobie sprawy jak bardzo mnie rani takimi słowami...czasem mam wrazenie, że robi to specjalnie, żeby zadać mi ból... W takich chwilach nie mam pojecia jak z nim rozmawiać...po prostu nie wiem... Manipuluje mną jak małym dzieckiem, doskonale wie, że mi na nim zależy...Obrywam za wszystko, za chorobę jego matki, za ojca tyrana, za jego wszystkie błędy, do których nie potrafi się przyznać nawet przed samym sobą...to jest najgorsze... przed samym sobą się nie przyzna...jedyną odpowiedzią na jakikolwiek zarzut czy prośbę wytłumaczenia jest groźba samobójstwa... czuję się całkowicie bezradna....
na próżno to wszystko co dzisiaj jest bólem....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
382
Dołączył(a)
21 paź 2006, 11:47
Lokalizacja
jeszcze nie stąd

przez Grzesiek28 21 lut 2007, 13:57
gina napisał(a):Grzesiu pewnie tak własnie jest... chęć ukarania otoczenia za wszystkie krzywdy... Mój facet często to robi...straszy, że odbierze sobie życie...nie zdaje sobie sprawy jak bardzo mnie rani takimi słowami...czasem mam wrazenie, że robi to specjalnie, żeby zadać mi ból... W takich chwilach nie mam pojecia jak z nim rozmawiać...po prostu nie wiem... Manipuluje mną jak małym dzieckiem, doskonale wie, że mi na nim zależy...Obrywam za wszystko, za chorobę jego matki, za ojca tyrana, za jego wszystkie błędy, do których nie potrafi się przyznać nawet przed samym sobą...to jest najgorsze... przed samym sobą się nie przyzna...jedyną odpowiedzią na jakikolwiek zarzut czy prośbę wytłumaczenia jest groźba samobójstwa... czuję się całkowicie bezradna....


To pewnie ma podobnie jak ja kiedyś, uczucie krzywdy zadawanej przez każdego, chęć bycia w centrum uwagi, oczekiwanie przeprosin za każde niefortunne zdanie które przypadkowo się o sobie usłyszało, non stop uczucie poniżenia i złe nawyki po ojcu które się nieświadomie a czasem wbrew sobie powiela. Pewnie i jest nieswiadomy bo jak człowiek jest tego wszystkiego swiadom jak bardzo rani kogoś innego to przynajmniej czasem próbuje to wszystko zdusić w sobie - zal, ponizenie, żądanie satysfakcji, przeprosin i jedno i drugie jest bardzo złe, stajesz się wtedy cicha, smutna, zrezygnowana a wewnątrz aż kipi złość na cały świat. Niestety nie powiem Ci nic optymistycznego, mój związek się po 8 latach rozsypał, przynajmniej oboje jesteśmy teraz bardziej szczęśliwi niż przedtem razem, teraz jak jestem w nowym związku chcę iść na psychoterapie bo wiem że inaczej skończy się tak samo. Zaskakujące jest jak człowiek potrafi patrzeć na siebie z boku krytycznie i jednoczesnie nic nie może z tym zrobić.
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
24 sty 2007, 15:22

Avatar użytkownika
przez gina 21 lut 2007, 14:16
ja po prostu nie jestem w stanie zmienić dla niego całego świata!!!! mam wrażenie że tego właśnie oczekuje...Jeśli on nie potrafi zrobić żadnego kroku, to co ja mogę na to poradzić... trwać tak i trwać w zawieszeniu, jak długo jeszcze?
na próżno to wszystko co dzisiaj jest bólem....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
382
Dołączył(a)
21 paź 2006, 11:47
Lokalizacja
jeszcze nie stąd

przez Grzesiek28 21 lut 2007, 14:36
gina napisał(a):ja po prostu nie jestem w stanie zmienić dla niego całego świata!!!! mam wrażenie że tego właśnie oczekuje...Jeśli on nie potrafi zrobić żadnego kroku, to co ja mogę na to poradzić... trwać tak i trwać w zawieszeniu, jak długo jeszcze?


Tak długo jak będziesz mu na to pozwalała, widocznie wyżywanie się na Tobie sprawia mu ulge bo tylko z Toba może to robić. Jak zaczniesz się stawiać i robić mu o to awanturę to już będzie mu wszystko wisiało bo zda sobie sprawę z tego że nie dość że nie jest w stanie "podskoczyć" innym ludziom na zewnątrz to nie wolno mu tego robić nawet w domu z Tobą, jak zawiśnie nad wami rozstanie to albo zacznie mu zależeć i pójdzie po pomoc do psychoterapeuty (albo gdziekolwiek gdzie będzie uważał że mu to pomoze) albo zobojętnieje i w całkowitej apatii będzie oczekiwał Twojej decyzji o rozstaniu gdyż sam nie będzie w stanie podjąć tej decyzji mimo że nawet jak ją podejmiesz to przyjmie ją w miare bez emocji bo nie on sam musiał ją podejmować. Razem z człowiekiem choruje jego miłość, to nie jest ta sama miłość ona rządzi się własnymi prawami a ku zaskoczeniu ludzie nadal sa skłonni nazywać ją miłością.
Ostatnio edytowano 21 lut 2007, 15:05 przez Grzesiek28, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
24 sty 2007, 15:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do