Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Długa walka i piękne zwcięstwo :)

przez Ronin 21 maja 2007, 19:32
Czołem.

Skrobnę tu pare zdań coby podieść na duchu kilku nerwicowców którzy podobno nie widza szans w walce z tą paskudną chorobą :smile:
Z nerwicą walczłem kilka lat ; przyczyny - rózne życiowe sprawy o których myślę nie ma co pisac. objawy mialem klasyczne - zawroty głowy, duszności, skręcanie w brzuchu i przede wszystkim ogólna niechęć do wszystkego. Neriwca rządziła moim życiem, ciągle czułem się źle z powodu jej objawów. Odmawiałem sobie większości fajnych rzeczy - zakupy, kino, wakacje, wyjście na piwo.
Poszedłem na psychoterapię w nadziej że coś zmienię. Postanowiłem sobie za wszelką cenę wygonić nerwicę z mojego organizmu, z mojej podświadomości. Psychoterapia analizowala moje życiowe problemy próbując znależć żródlo nerwicy. Na początku było OK tzn. łagodziliśmy objawy, starałem się nie myśleć o nerwicy i przeganiać ją kiedy atakowała. To pomogło na chwilę, ale po paru miesiącach nerwica wrócila chyba z jeszcze większą siłą.
Prawie kompletnie się wtedy załamałem i starciłem wiare w wyzdowienie. Ale postanowłem jeszcze raz spróbwać tym razem na "wyższym poziomie trudnośći".
Zamiast przeganiać nerwicę zaakceptowałem ją 8) Tzn. przestałem sie jej opierać i przeciwstawiać. Był to bolesny zabieg bo ta "cholera" atakowala mnie niemal codzinnie. Ja natomiast przestałem się bronić i nawet nie próbowałem jej hamować.
Kiedy stałem w sklepie w kolejce a świat wirował w głowie krzyczałem w myślach "teraz atakuj, niech padnę na ziemię, nich wszyscy zobaczą jaki jestem chory". Kiedy jechałem autobusem i mialem atak duszności sam podjudzałem neriwcę "uduś mnie natchmiast !!! przejmij włądzę nademną !!! suppperrr nerwica !!!"
Pociłem się i sapałem, nie raz myślać że zemdleję i umrę :!: I co ? i po paru tygodniach nerwica odpuściła :D Przestała mnie atakować objawami. Tak silnie ja zaakceptowałem że nie maiła się już po co pokazywać. Kluczem okazało się nie przegnanie nerwicy ale AKCEPTACJA. To było dla mnie niewyobrażalne, że trzeba ją polubić. A ona jak na złość odeszła :lol:
Teraz kiedy od roku obajwy przestały mnie tak nękać mogę wrócić do normalnego życia. Owszem nerwica daje czasem o sobie znać ale jej ataki nie dezorganizują mi juz życia. Mogę jechać autobusem, siedzieć w knajpie czy stać w kolejce w sklepie. Kiedy coś złego się dzieje wpuszczam nerwicę "do siebie", ona chwile poszturcha ale zaraz znika bo wie że jest mi już totalnie obojętna.
Życze Wam zebyście zrozumieli i zaakceptowali swoje nerwice. To najtrudniejsza z terapii bo trzeba "pokochać" swoejgo najgorszego wroga. Ja tak zrobiłem, było bardzo ciężko ale się udalo. Wrócilem do życia, a nerwica tuz koło mnie taka malutka że zawsze mogę ją rozdeptać ;)
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
27 lis 2006, 21:09
Lokalizacja
Królestwo Polskie

Czesc Ronin!

Avatar użytkownika
przez Topa 22 maja 2007, 11:19
Powiem tak:
Wydaje mi sie ze podstawowym bledem wielu z zaburzeniami lekowymi jest to, ze personifikuja swoja "nerwice" jako wroga, nieprzyjaciela, uporczywego wirusa w naszym ciele, z ktorym trzeba walczyc. I tu jest pulapka: nerwica jest czescia nas, nie mamy w srodku zadnego wirusa czy "aliena" i dlatego walczac z nerwica jako wrogiem walczymy z samym soba. Leki, niepokoje i ataki paniki to ciagle my. Nasze cialo, nasz umysl, nasz charakter. A walka z samym soba prowadzi do autodestrukcji, depersonifikacji i gorszej nerwicy. Przeciez nerwica to nic innego jak efekt gwalcenia wlasnego siebie, nie sluchania wlasnych potrzeb, dzialania wbrew sobie samemu, zycia w konflikcie z samym soba. Najpierw nasz organizm reaguje stresem, potem przychodzi nerwica - glos rozpaczy NASZEGO wnetrza, czesto naszego wewnetrznego dziecka: "Hej! Nie sluchaj wiecej szefa, meza, kolezanki, pani z telewizji, posluchaj wlasnego siebie! Nie obracaj sie przeciwko sobie!" Potem koncentrujemy sie jednak tak bardzo na objawach i ich zwalczaniu, ze czesto zapominamy, ze bez wsluchania sie w wewnetrzny glos i zlikwidowania PRZYCZYNY nerwica nas nie opusci, oj nie. Moim zdaniem twoj sukces, Roninie (ogromne gratulacje) tkwi w tym, ze mimo, iz traktowales nerwice jako "obcego" ktory cie nawiedza, to starales sie ja akceptowac. A to juz duzy krok w strone wsluchania sie, co ta brzydka nerwica, czyli TWOJE wnetrze chce ci powiedziec. Tak trzymac.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
87
Dołączył(a)
09 lis 2006, 12:02

Avatar użytkownika
przez IceMan 22 maja 2007, 15:29
Topa jak rozumiesz akceptację nerwicy? Bo jeżeli akceptujesz lęki, ataki, panikę, pozwalasz się im w Tobie rozwijać, to co to za wyjście? Ja tak się wkręcałem 10 lat w szkole przed każdą klasówką, przy każdej odpowiedzi. Dopiero gdy postawiłem na swoim i zacząłem przeciwstawiać się nerwicy poprzez ignorancję jej objawów i szeroko pojęte wyciszanie się, uspokajanie - wtedy nerwica zaczęła ustępować. Czy akceptując nerwicę nie działam w konflikcie z samym sobą? Fobia społeczna blokuje moją możliwość kontaktu z innymi ludźmi... przychodzi mi to z wielkim trudem. Ale akceptując ją niszczę wszelki kontakt, bo z zewnątrz to wygląda jakbym tego kontaktu nie chciał utrzymywać - a właśnie chcę go utrzymać! I jeżeli poprzez akceptację dam nerwicy pole do popisu, to sam doprowadzam się do wściekłości, frustracji, ogólnego niezadowolenia z siebie i tak naprawdę wtedy pozostaję w konflikcie wewnętrznym, bo chcę, a niestety nie mogę tego kontaktu utrzymać. Dzisiaj udało mi się zwyczajnie, normalnie, porozmawiać z kilkoma osobami, poznałem 2 nowe osoby z którymi też rozmawiałem i udało mi się dziś przełamać moją blokadę, sprzeciwiłem się fobii. I z tego powodu jestem szczęśliwy.
Ja swoje lęki akceptuję o tyle, że jeżeli mnie dopadną, to mogą sobie istnieć. Jestem świadomy, że jeżeli będę mimo nerwicy robił swoje - to czego ja chcę a nie to co ona mi dyktuję, to wtedy się uda. I mam poczucie, że lęk sam przyjdzie i sam minie. Ale nie mogę się na nim skupiać i obawiać się go.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Czesc Piotrek!

Avatar użytkownika
przez Topa 22 maja 2007, 16:22
Alez ja wcale nie powiedzialam, ze nerwice nalezy akceptowac. Tak stwierdzil Ronin, ja go tylko cytowalam. Ja chcialam powiedziec, ze nie powinnismy traktowac nerwicy jako niedobrej Pani, ktora w nas siedzi. To jestesmy my i tylko my. Oczywiscie niepokoje sa tworem naszej podswiadomosci, nie mamy na nie bezposredniego wplywu, ale nawet podswiadomosc to ja i tylko ja. I dlatego jesli walczymy to nie z Pania Nerwica, tylko z wlasnymi slabosciami i bledami. Nie moze byc to walka zbyt agresywna, bo prowadzi do autodestrukcji. Np: "kurcze, przeciez jest niedziela, slonko swieci, wszystko pieknie a mnie telepie. Wybiore sie do kina na komedie. Nie dziala? NIenawidze sie!!" Dlatego, choc jest to bardzo trudne, nalezy sie wsluchac w siebie, bo "Pani Nerwica", czyli raczej nasza podswiadomosc, chce nam cos powiedziec. Skupic sie na przyczynach a nie na objawach bo to tak jakby na grype stosowac kropelki do nosa a nie antybiotyk. Tylko na nerwice tabletek niestety nie ma. Wiem bo pare sprobowalam. Trzymaj sie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
87
Dołączył(a)
09 lis 2006, 12:02

Avatar użytkownika
przez IceMan 22 maja 2007, 16:30
A to teraz się z Tobą zgadzam... trochę inaczej to brzmi w twoim poprzednim poście :D najśmieszniejsze, że mniej więcej wynika z naszych postów, że to, co nazwałaś akceptacją ja nazwałem walką i na odwrót :P ale jest ok ;)
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez merkia 05 cze 2007, 18:06
A ja wygłoszę moją opinię.
Zauważyłam ostatnio, że duże znaczenie ma to ile chorujemy.
Podam przykład.
Czasami, męcząc się przez dłuższy czas (np. rok) , nie wierzymy aby pojedyncze zdarzenia, czy nawet nasza determinacja mogłaby okazać się skuteczna. Jesteśmy jakoby matematykami => błądzę już rok, jestem zdrowa kilka dni -> wynik jest na minusie. I w koło macieju.
Trzeba to zmienić. Chcę wyliczyć na plus. Z wami będzie raźniej.
Oczywiście są to tylko słowa. A sami wiecie jak trudno jest obrócić słowa w czyny =) pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
13 maja 2007, 20:13
Lokalizacja
Poznań

Avatar użytkownika
przez ewa125 05 cze 2007, 19:03
mysle ze ronin z ta akceptacja mial na mysli ze jak dopada nas gorsze samopoczucie to to akceptujemy i dajemy sobie czas by gorzej sie poczuc, po czym to przechodzi. natomiast walka z objawami to gdy zaczynamy sie zle czuc i wyobrazamy sobie = wywolujemy co bedzie dalej, ze zaraz- zemdlejemy, umrzemy, zwariujemy itd itd i wtedy wlasnie wpadamy w panike. z objawami nie ma co walczyc, trzeba zaakceptowac ze nasz organizm tak reaguje z jakiejs przyczyny i szukac tej przyczyny (znalezienie jej jest najczesciej proste jak budowa cepa, bo wystarczy tylko otworzyc oczy). bez zlikwidowania przyczyny nie da sie moim zdaniem wyjsc z nerwicy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

Avatar użytkownika
przez inez3 06 cze 2007, 13:19
hej, jestem tu nowa... moja historia tam gdzie wszyscy nowi :smile: u mnie nerwica (chociaz nikt nigdy mi nie powiedzial, ze to jest ona napewno) trwa w sumie jakies 3 lata... bylam "wyleczona" przez dlugi czas, ale potem znow cos powodowalo, ze wracalam do tych beznadziejnych mysli... teraz znow cos mi swita w glowce i choc bardzo sie staram odrzucac te mysli to nie za bardzo mi to wychodzi...

wiem, ze to forum pozytywnego myslenia, a nie dolowania sie, ale mam nadzieje, ze poprostu ktos mi powi cos co mnie jakos postawi na nogi... juz dwa razy wychodzilam z tego, a teraz jakbym zapomniala jak to sie robi...

aha, chodze do lekarza (psycholog i psychiatra) i biore asentre...

pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

Avatar użytkownika
przez Rzaba 19 lip 2007, 09:31
az się boje to pisać....
ale od tygodnia czuję sie po prostu zdrowa. fakt, biore Seronil, ale czuje że wracam do równowagi. zadne paskudne mysli ni eprzychodza mi do głowy...czuje się wolna. dawno ni eodzcuwałam czegos takiego. Chyba od roku siedziało we mnie coś, co nie dawało mi spokoju, szczęścia. Byłam płaczliwa i niepwena.
A teraz znowu chce mi sie żyć!!!

Lecze sie od 2 miesiący, ale uważam, ze deprasje mam od ponad roku, tylko ni ezdawałam sobie wczsniej z tego sprawy. Non stop czułam że sie dusze, ze nie jest tak jabkbym chciała.
teraz układam sobie w głowie wszytsko i wiem, ze wygram z ta chorobą :D :D :D :D :D
Wam tez sie uda!!!!!
"Okrutniejsze od smierci jest wciąż bać się umrzeć..."
Seneka
Avatar użytkownika
Offline
Posty
163
Dołączył(a)
14 cze 2007, 20:06

Avatar użytkownika
przez śliwka_kalifornijska 02 sie 2007, 23:55
Ja na pewno jestem już zdrowa, więc jedynym pytaniem jakie mi pozostaje jest "czy kiedykolwiek byłam chora?". Moja "terapia" polegała głównie na tym, żeby się nad sobą nie użalać i podjąć ryzyko, w związku z czym zmieniłam studia, zaczęłam seryjnie (po raz kolejny) umawiać się na randki, znalazłam pracę (mimo że odczuwam coś w rodzaju lekkiej fobii społecznej nadal) etc. W ogóle czuję, jakby mi się mózg obrócił w drugą stronę (tą właściwą :mrgreen: ). No i pomogli mi ludzie, ale nie "wprost" - nie mówiłam im w sumie, że mam depresję etc., bo kiedy zobaczyłam jakie mają problemy, to jakoś głupio mi było opowiadać o czymś, co nawet fizycznie "nie istnieje" :x. Uznałam, że wszystko ze mną ok, i chyba faktycznie wszystko było ze mną ok:D. A na pewno teraz jest wszystko ze mną ok, żadne czarne myśli etc. mnie nie nawiedzają, bo ogólnie skupiłam się na działaniu w świecie fizycznym, a nie tylko w swojej wyobraźni. Ale przede wszystkim przestałam w ogóle wierzyć w tą całą depresję u siebie, więc to chyba była jakaś "urojona depresja" :x . No i poczucie własnej wartości i inne rzeczy same do mnie wróciły 8) . Aż nie mogę się nadziwić, że to wszystko stało się tak "bezboleśnie" :mrgreen: ....
Posty
80
Dołączył(a)
14 sty 2007, 22:15

Avatar użytkownika
przez Radek 11 sie 2007, 15:34
Hej hej! Ja też jestem zdrowy :D . Jeszcze biorę leki ale już tylko małe daweczki podtrzymujące. W skutek zażywania narkotyków popadłem
w depresje psychotyczną z napadami lęku i zaburzeniami osobowości.
Było ze mną bardzo źle a przy życiu trzymało mnie tylko wsparcie najbliższych. Trafiłem do wspaniałej pani doktor, która od razu trafiła
z lekami w dziesiątkę. Najpierw minęły lęki i bezsenność, potem natrętne myśli, potem pani doktor przekonała mnie żebym nie pił alkoholu i nie brał narkotyków i żebym poszedł do terapeuty od uzależnień. Następnie stopniowo odzyskałem pogodę ducha i sens życia 8). ) Dzięki temu koszmarowi, który trwał prawie rok czasu nauczyłem się doceniać najwspanialszy dar - życie. Nabrałem pokory i odzyskałem to co zabrały mi narkotyki - szacunek dla samego siebie i poczucie własnej wartości. Dziś leczę swoje uzależnienie, dostałem się na studia, uprawiam sport, mam marzenia, zainteresowania, kocham życie i jestem panem swojego losu.
"Dziś mocno przyszłości patrzę prosto w oczy
ciekawy jestem czym jutro mnie zaskoczy..."

Pozdrawiam wszystkich i życzę pogody ducha!
Nie traćcie nadziei i wyjdźcie do ludzi, którzy mogą Wam pomóc!
Nie martwcie się, wszystko się ułoży a co Was nie zabije to Was wzmocni!
Trzymajcie sie.
;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
13 gru 2006, 16:50
Lokalizacja
Dolny Śląsk

Cieszę się bardzo!!!! masz wspaniałą lekarkę!!!!

Avatar użytkownika
przez przędka 11 sie 2007, 21:31
Gratulacje, wyjście z imapsu daje dużo radości i szacunku dla ludzi i siebie, ale nie opuszczaj NAs
trawa usycha więdnie kwiat, lecz słowo Boga naszego trwa na wieki
Avatar użytkownika
Offline
Posty
119
Dołączył(a)
27 lip 2007, 20:00

Re: Wakacje bez stresu i lęku

przez 1507 16 sie 2007, 12:13
Aga1 napisał(a):Kochani , nareszcie po kilkunasty latach mialam wakacje na miare moich marzeń. Chodziłam juz bez męża tylko z córką na spacery nad morze, do sklepu czy na lody. Nadrabiałam stracone z nią 14 lat, gdy nerwica nie pozwoliła mi wyjść z nia za bramę domu.Skończyły sie bóle głowy,arytmia, strach i panika że za chwile zemdleje i nie dam sobie rady. Naprawde warto sie leczyć i nareszcie brać od życia to co najlepsze. Pozdrawiam wszystkich co w najtrudniejszych dla mnie chwilach mnie wspierali i tych co dopiero walke zaczynaja. :lol:


MOŻE NAPISZ JAK TO zrobiłaś

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 12:23 pm ]
Wszystkim ozdrowieńcom gratuluje, wiem że 90% uzdrowień lezy w naszym umyśle i my sami mamy wpływ na naszą nerwice czy depresję, to w jaki sposób bedzie ona przebiegać i co będzie z nami robić. Jesli chodzi o farmakologie to bym tak bardzo na to nie stawiał bo mózg i umsł sie przyzwyczaja , leki zmieniają chemię w mózgu i niby leki nie uzależniają można je odstawić i bedzie ok, to do końca tak nie jest, po kilku latach zazywania leku i po jego odstawieniu, jest tak duze jego steżenie w organiźmie, ze wystarczy nam go na pół roku lub dużej, ale co bedzie jak ten cały zapas się zużyję? Ja brałem 2 lata starczyło mniej więcej na 5 miesięcy, zaczęło wszystko delikatnie wracać, zmieniłem doktora dał mi słabsze leki, które biore od 3 tygodni i w zasadzie jest meksyk w mojej głowie każdy dzień inny, ale walczę zapisałem sie na terapie, pracuje , chodzę na siłownie staram sie robić co kolwiek byle nie siedzieć bezczynnie i analizowć siebie, moje objawy zachowania i myśli. Nie zawsze jest superowo, ale idzie przeżyć. Po fizycznym przyzwyczajeniu do leków przychodzi psychiczne, jak poszedłem do doktora i odstawiałem lek to juz po wyjściu z gabinetu poczułem się fatalnie , matko! co ja narobiłem mogłem przecież łykać dale , co będzie jeśli..... itd otrząsnołem sie walczyłem po 5 miesiącach jak napisałem wróciłem do leku słabszego po to by odzwyczaic się od leków stopniowo , by nabrać pewności siebie , wydaje mi się że leki nie działają więc nie mam w nich juz tak dużego oparcia, więc teraz psychoterapia i praca nad sobą czasem jes cholernie ciężko ale wciąż zyję.
1507
Offline

Wyzdrowialem:)

przez myselw 17 wrz 2007, 00:02
hmm...nie mam juz od ponad miesiaca atakow lekow..(chorowalem 3 miechy wizyta u psychiatry beznadzeja i wogle...ciagle mysli o leku itp itd)
wiem ze duzo pracy nademna jeszcze jest ale to juz raczej zmiana swojego postepowania..
zapytacie jak wyszedlem z lekow...
na poczatku bylo ciezko ciagle powracajace mysli...
wizyta u psychiatry..leki...
mysalem ze nigdy z tego nie wyjde i bede tarzal sie na dnie juz do konca zycia..
czytalem wiele postow waszych...duzo przemyslen nad soba..
1..oswajanie sie z mysla(stwierdzilem ze trzeba rozgraniczyc strach i lek...a w sumie ze od strachu zaczyna sie lek...zaczelem sobie tlumaczyc ze jestem w pewnych sytulacjach ograniczony a nie to ze niemozliwe..
(chodzi mi np o pojsc na zabawe...nie jestem dno bo nie moge tam pujsc..tylko jestem ograniczony...i poprostu nie pojde bo jestem ograniczony(lekiem) a nie to ze jestem dno przez lek...)
po 2..lek ogranial mnie w miejscach publicznych...wiec pewnego razu poszedlem do kosciola..zucilem sie w zywiol tlum ludzi...przezylem..potem coraz dalej bar..(pare razy do tego samego przywyklem i okazalo sie nic strasznego)
oczywscie z przyjaciolmi...
potem wyjazd samemu(mysalem ze wyskocze z wagonu ale poznalem milych ludzi i jakos poszlo) potem tlumaczylem sobie ze tam jest moj "nowy dom" i w nim nie mam czego sie bac wychodzac na spacery samemu wsrod ludzi "turystow" moja psychika zbila sie w jednosc i wiedzialem ze musze sobie sam poradzic...chodzilem na spacery zwiedzialem...i umocnialem sie w swiadomosci ze ja to ja...
po 4...slowa piosenki "zastanow sie dwa razy zanim zwatpisz...bo Bog o tobie nie zapomni...ze po deszczowych dniach sa sloneczne..to ze kazdy ma lepsze i gorsze dni"dalo mi swiadomosc a raczej perspetywy a te sa nawaznejsze...
po 5 obralem cel w zyciu...i malymi kroczkami go realizuje..
po 6 przestalem odbierac ludzi jako wrogow lecz jako obojetnych(poprostu keidys mysalem ze ludzi oceniaja mnie i wogle ) teraz to mnie malo obchodzi co ktos mysli o mnie na ulicy(powiedzialem sobie ze ludzie nie mysla hehehe i juz mnie to nie meczy)
co do lekow...hmm bralem 5 dni..wiec nie moge nic powiedziec..
a tak z suplemetow to (magnez plus omega 3)
dieta:przezucenie sie na razowy chleb i jogurt codzienie...)
teraz nie mam juz lekow wyszedlem z tego poprostu zobaczylem ze to mnie moja wlasna wyobraznia ogranicza i tylko ona..
zaczelem sie cieszyc z malych rzeczy..i zauwaylem ze szczescie to chwila...a chwile skladaja sie na zycie..
(to ze ladna pogoda idze sie przyjemniej do szkoly)
no i szczeze mowiac na koniec duzo wlasnego egoizmu ze jestem lepszy od innych,ze jestem madry inteligetny i przystojny..:)(fakt ze byly pewne fakty ktore to potwierdzaly)
i teraz gdy czuje ze mi zle:powatrzam zastanow sie dwa razy zanim zwatpisz bo bog o tobie nie zapomni..
zyje w miare normalnie(bez lekow ,fakt ze chyba jeszcze mi zaburzenia osobowosci zostaly no ale :P
wyzbyc sie tego wszytkiego przejsc przez syf cetralnie srodkiem..
wwo-Ej, czy ty też wyrównujesz do dołu? Za mądry dla ciebie, kto mądrzejszy od ogółu matołów? Za bogaty ten, kto bogatszy niż ty? Ludzie zachowują się jak ogrodnika psy. Ej, czy równasz w dół? Skoro tobie brak, to niech też braknie mu? Brak mi słów na takie podejście -zawiść, zazdrość, zamiast starać się mieć więcej, tylko myślisz żeby inni mieli mniej... Ej, śmiej się, śmiej, zobaczysz jednak, twój śmiech urwie się jak hejnał. Niech myśl jedna ogarnie tu wszystkie umysły...
(wyzbylem sie wszytkich mysli z tych tu zawartych...
da sie wyjsc z tego nerwuski 3 mi sie cieplutko :*
ps..a kiedys mysalem ze nigdy tego nie napisze i mozna kopac sobie grob..a jednak da sie wyleczyc nerwicke:)
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
04 sie 2007, 01:17

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do