Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez daredevil9 11 cze 2013, 00:18
owocowymuss napisał(a):Jest źle, jest kijowo i beznadziejnie :/
Boję się.
Boję się być blisko. Rozczarowuję się. Napinam się, że muszę się czuć w odpowiedni sposób, a się tak nie czuję :(
Jakieś to wszystko sztuczne. Uciekam. Już było lepiej, ale przecież nie może być dobrze...
Boję się wyznań. Jaki to wszystko ma sens?



Sens ma, dopóki chcesz, żeby miało...Walczysz, więc to jest ten sens...Skoro nie byłoby o co walczyć, to po co walka? Ty ją podejmujesz, bo chcesz. I chociaż Twoja nerwica każe Ci tą walkę poddać, bo jest żołnierzem samolubnym, egocentrycznym i zachłannym, to dalej walczysz. Boisz się, napinasz, rozmyślasz, bo to jest ta jej zasrana pożywka...Tym ją karmisz, ale ona jest w Tobie, a nie Ty w niej. To Ty jesteś głównym organizmem, a ona pasożytem, który zabiera radość, chęć życia, szczęście, nadzieję...Im będziesz bliżej jej pokonania, tym bardziej będzie atakować, tak, jak miotający się wąż, który ostatkiem sił zadaje najbardziej bolesne i najbardziej jadowite ukąszenie...Pamiętaj, że czujesz, robisz i zachowujesz się tak, jak Ty chcesz. Wszystko inne, co wg. ciebie jest nie takie, jakie pasuje do Ciebie, to ta podła suka, która karmi się naszą krzywdą...
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 sty 2013, 22:44

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez owocowymuss 11 cze 2013, 00:36
Jakim cudem mam czuć tak jak chcę? Przeważnie właśnie mam wrażenie, że czuję się nie tak jak powinnam, że powinnam czuć się inaczej :/ że we mnie czegoś nie ma. Matko, ale dupa, kompletna.
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
02 maja 2013, 20:54

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez nieboszczyk 11 cze 2013, 13:14
tytuł tematu brzmi co by było gdybym przestał kochać(kogokolwiek).a teraz odpowiedz z innej beczki.gdyby jeden drogiego kochał i się przyjaznił zakłady psychiatryczne i wogóle psychiatria przestała by istnieć bo była by zbędna.nie było by "czubków,wariatów".niestety z powinowactwem do miłosci i przyjazni trzeba sie poprostu urodzić.tu działa loteria na zasadzie głównej wygranej w totka.kupony kupują wszyscy,każdy płaci te 9zł na chybił-trafił,wygrywa tylko garstka wybrańców.
psychicznie chorzy i upośledzeni intelektualnie umierają samotnie.podobnie jak narkomani.narkomani umierają w jakimś śmierdzącym sraczu a psychicznie chorzy i upośledzeni intelektualnie umierają za murami obozów psychiatrycznych we własnych odchodach.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7869
Dołączył(a)
29 wrz 2008, 20:28
Lokalizacja
z trumny z peryskopem

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez bedzie.dobrze 17 cze 2013, 17:33
owocowymuss napisał(a):Jest źle, jest kijowo i beznadziejnie :/
Boję się.
Boję się być blisko. Rozczarowuję się. Napinam się, że muszę się czuć w odpowiedni sposób, a się tak nie czuję :(
Jakieś to wszystko sztuczne. Uciekam. Już było lepiej, ale przecież nie może być dobrze...
Boję się wyznań. Jaki to wszystko ma sens?
\

ech..mam podobnie..Mój Mąż jest nafajniejszą istotą jaka stanęła na mojej drodze..a ja 'funduję' mu takie coś... Chodzę na terapię już drugi rok...od 9 miesięcy jestem w dołku..podobno tama pękła..dotarły do mnie rzeczy o mnie samej i o rzeczywistości..i nagle mój świat legł w gruzach...w życiu nie sądziłam, że będzie tak ciężko. " a jak ja Go nie kocham?"...i lęk paraliżujący..patrzę na niego i serce mi się kraja, że mam tyle wątpliwości. Najchętniej bym uciekła...ale wiem, że to bez sensu...bo gdzie ucieknę? Hahaha..przed tym nie ma ucieczki..zdaje się, że jedynie konfrontacja z 'tym' gwarantuję wygraną...tylko to wymaga cierpliwości....a wiadomo...ktoś kto ma nasilenie, które trwa rok czy dłużej..to ma wszystkiego dość..najchętniej przestałby istnieć. I przy każdej natrętnej myśli powtarzam sobie, że to tylko nerwica...że pracowałam na swoje zaburzenie 30 lat..i, że powrót do zdrowia nie nastąpi w przeciągu kilku miesięcy....ale zaraz pojawia sie durna myśl ' a jak to nie jest tak jak lekarze, psycholodzy mówią?'.....Ostro pracuję nad sobą...kiedyś nie bylabym w stanie powiedziec partnerowi, ze cos mnie zezloscilo..nigdy nie stawiałam zadnych wymagan...teraz czasem udaje mi sie to..fakt..kosztuje to mnie tyle nerwow, ze glowa mała..( wymioty ze zdenerwowania, telepanie się, płacz)...ech..boję się, że utknę w tym stanie na dobre...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
225
Dołączył(a)
27 mar 2013, 07:51

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez daredevil9 18 cze 2013, 09:56
bedzie.dobrze napisał(a):
owocowymuss napisał(a):Jest źle, jest kijowo i beznadziejnie :/
Boję się.
Boję się być blisko. Rozczarowuję się. Napinam się, że muszę się czuć w odpowiedni sposób, a się tak nie czuję :(
Jakieś to wszystko sztuczne. Uciekam. Już było lepiej, ale przecież nie może być dobrze...
Boję się wyznań. Jaki to wszystko ma sens?
\

ech..mam podobnie..Mój Mąż jest nafajniejszą istotą jaka stanęła na mojej drodze..a ja 'funduję' mu takie coś... Chodzę na terapię już drugi rok...od 9 miesięcy jestem w dołku..podobno tama pękła..dotarły do mnie rzeczy o mnie samej i o rzeczywistości..i nagle mój świat legł w gruzach...w życiu nie sądziłam, że będzie tak ciężko. " a jak ja Go nie kocham?"...i lęk paraliżujący..patrzę na niego i serce mi się kraja, że mam tyle wątpliwości. Najchętniej bym uciekła...ale wiem, że to bez sensu...bo gdzie ucieknę? Hahaha..przed tym nie ma ucieczki..zdaje się, że jedynie konfrontacja z 'tym' gwarantuję wygraną...tylko to wymaga cierpliwości....a wiadomo...ktoś kto ma nasilenie, które trwa rok czy dłużej..to ma wszystkiego dość..najchętniej przestałby istnieć. I przy każdej natrętnej myśli powtarzam sobie, że to tylko nerwica...że pracowałam na swoje zaburzenie 30 lat..i, że powrót do zdrowia nie nastąpi w przeciągu kilku miesięcy....ale zaraz pojawia sie durna myśl ' a jak to nie jest tak jak lekarze, psycholodzy mówią?'.....Ostro pracuję nad sobą...kiedyś nie bylabym w stanie powiedziec partnerowi, ze cos mnie zezloscilo..nigdy nie stawiałam zadnych wymagan...teraz czasem udaje mi sie to..fakt..kosztuje to mnie tyle nerwow, ze glowa mała..( wymioty ze zdenerwowania, telepanie się, płacz)...ech..boję się, że utknę w tym stanie na dobre...



eh, no u mnie też gorzej...Dwa tygodnie temu miałem mega pozytywne dwa dni, aż do poniedziałkowego popołudnia...Kiedy wszystko zaczęło być bardziej kolorowe nagle zjazd po równi pochyłej...Lęk przed bliskością, czarne wizje przyszłości, senność, ucisk, uderzenia gorąca, chęć wymiotowania i ucieczki od całego świata...ale własnie, ucieczki dokąd? Do żadnego konkretnego miejsca, do żadnej konkretnej sytuacji...Chęć bycia samemu, jednak tak na prawdę będąc samemu jest mi jeszcze gorzej...Ciągłe zadawanie sobie pytań, analizowanie...Doszedłem do poziomu, że zaczynam się dziurawić, czy być może nasz związek nie narodził się pod wpływem nerwicy, że tak na prawdę poprzez moje idealizowanie i wiarę, że wszystko się ułoży, oczekiwałem, że moja M. stanie się ideałem i zmieni się pod moje widzi mi się. Denerwuje się z byle powodu, odreagowuję na mojej M., ciągle wymyślam, narzekam, marudzę...Nic mi nie pasuje, nic mi się nie chce, ciągle tylko boli mnie głowa i chce mi się spać...Nie wiem, gdzie jest moje prawdziwe "Ja'...Lęk przed spotkaniem, lęk przed odebraniem telefonu, przed powiedzeniem czegoś, przed wyrażaniem swojego niezadowolenia, dezaprobaty, sprzeciwu...Poczucie winy, że jak ja mogę moja M....skazywać na coś takiego...Czasami mam ochotę, żeby znalazła kogoś, na kogo zasługuje, kto będzie Ja traktować tak, jak na to zasługuje...Pojawia się myśl, że jak znajdzie się ktoś taki, to wtedy będzie jej lepiej i będę mógł odejść...ale Ja nie chcę odchodzić... Chodzę na terapię pół roku...Niby więcej rzeczy rozumiem, więcej jestem w stanie sobie wytłumaczyć, ale nawet wtedy pojawiają się myśli, że i tak jest już za późno, że czas, kiedy jeszcze można było wszystko naprawić nieodwracalnie minął....Straszne...Nie zrozumie tego nikt, kto nie doświadczył....
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 sty 2013, 22:44

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez cookiemonster 18 cze 2013, 21:34
Daredevil9 ale dlaczego ty chcesz zeby twoja M. byla idealem? Ty sie uwazasz za ideala? nie ma idealow , taka jest prawda :) ja poprzez moje wczesniejsze fantazjowanie ,ze jestem kims waznym , ze wszyscy mnie lubia , zrodzilam dziwne poczucie rzeczywistosci :/ chcialam aby kazdy byl taki jak sobie wymyslilam i odbilo sie to tez na moim wczesniejszym zwiazku , zwiazek to zwykle zycie , wazne ,ze sie rozumiecie , macie o czym rozmawiac , czujecie pociag fizyczny ( chociaz on z czasem mija , mozna jednak starac sie go odbudowywac) i ciagly lek przed blikoscia , ktory paralizuje , znam to ale ten lęk trzeba pokonac , trzeba zaryzykowac ,ze zostaniemy odrzuceni , paradoksalnie przez nasza neurotyczna osobowosc sami do tego doprowadzamy ,ze bliscy nas opuszczaja , czyli powodoujemy ,ze nasze najczarniejsze sceneraiusze sie sprawdzaja , a przeciez tego nie chcemy!!!!!!!!! pozwolmy byc ludzmi takimi jacy sa :) a wiecej wtedy otrzymamy :)
Offline
Posty
119
Dołączył(a)
17 kwi 2008, 17:57

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 19 cze 2013, 11:02
cookiemonster, a co jeśli pociągu nie ma bynajmniej z mojej strony.. Każdy dotyk mnie drażni, a seks może nie istnieć i teraz czy to libido czy partner.. Ehh
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez cookiemonster 19 cze 2013, 12:06
To ,ze nie masz pociagu fizycznego do swojego partnera moze byc takze chorobowe spowodowane wlasnie przez nerwice :( ona niestety tak dziala , dotyk nas drazni bo wydaje mi sie ( chociaz moge sie mylic) ,ze przyjelismy taki mechanizm , nie dostalismy nauczeni przez rodzicow okazywania milosci i teraz sami musimy sie tego nauczyc , jesli mamy przy sobie partnera , ktory jest dobry i czuly to to jest swietny bodziec ,zeby to wykorzystac i zaczerpnac tej milosci ,ale na wszystko potrzeba czasu...
Offline
Posty
119
Dołączył(a)
17 kwi 2008, 17:57

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez artinen 19 cze 2013, 12:08
Jedyna rada to leczyć się
Prosta instalacja wodorowa dzięki której, zamienisz swoje auto w prawdziwy samochód na wode. I zaoszczędzisz przy tym pieniądze.
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
12 kwi 2013, 16:48

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 20 cze 2013, 08:54
MAINS mowiłam Ci juz o co chodzi z tym libido:) Po pierwsze nie dość ze mysli nasze dotyczą "utraty uczuc". Po 2 nerwica sprawia ze jestesmy wiecznie rozdraznienia, zamysleni wiec to niezbyt korzystne warunki do tego aby nasze libido bylo wysokie !! Po 3 jesli zazywasz tabletki to one obizają libido ! 3 powody konkretne wystarcza?? To nie moje słowa tylko mojego lekarza !!
Przeraża mnie fakt ze np mojej kolezance sie nie uklada z chlopakiem i tez ma mysli ze to koniec jej uczuc itp.... a nie jest chora :// to jest najgorszeeee! Ale w sumie tłumacze sobie to w ten sposób, że np jak ktos mam mysli do dotyczące tego ze np jest gejem ,albo chce kogos skrzywdzic to sa to osoby chore na nn ale osob " normalne" równiez maja takie mysli jeśli faktycznie dotyczy ich ten problem. Może troche mało sensowny ten moj post, ale zawsze jak tutaj pisze to mam nawał mysli i chce je szybko wylać na ekrran! :)
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez bedzie.dobrze 23 cze 2013, 21:29
agucha, czy Ty chodzisz na psychoterapie? Przeczytałam wszystkie posty z tego wątku..widzę, ze od dawna borykasz sie z tym problemem..moze warto by było pomyslec o terapii? Ja chodze na psychodynamiczna od 2 lat..rok temu wyszłam za maż..i zaczely sie u mnie jazdy...nie zaskocze nikogo jak napisze..ze natrectwa to przykrywka dla czegos glebszego...tzn. neurotycy zyja zazwyczaj w swiecie fantazji..karmia sie jakimis iluzjami- wieczna, prawdziwa milosc, ciagle motylki w brzuchu, partner nas nie powinien denerwowac....i kiedy stan zakochania mija..co jest natrualne..nie potrafimy sie odnalezc...myslimi, ze nie kochamy. Pewnie wiekszosc z Was jest DDA/DDD..ja jestem...takie,a nie inne wychowanie sprawilo, ze posiadam spore deficyty z radzeniem sobie z emocjami...z radzeniem sobie w zyciu....jestesmy przyzywczajeni do ciaglego napiecia, hustawek emocjonalnych, ktore nam fundowali rodzice....a teraz kiedy mamy kolo siebie dobrego, troskliwego partnera..nie umiemy sie odnalezc..bo brakuje nam tej adrenaliny...czujemy nude..co wywoluje lęk..' no bo jak niby mozna sie nudzic przy ukochanym..gdzie motyle?' :D. Chcemy zeby wszystko bylo idealne...chcemy czuc sie zawsze idealnie..odmawiamy sobie prawa do zlosci, niecheci, nudy....a to emocje jak kazde inne..sa ludzkie...a my jestesmy ludzmi...tylko, ze tak bardzo chcemy byc kims wiecej. Zaloze sie, ze wiekszosc z Was cholernie sie boi doroslosci, odpowiedzialnosci, stabilizacji....ale jak ma sie nie bac? Skoro rodzice byli nieodpowiedzialni, doroslosc kojarzy nam sie z klęska jaka poniesli nasi rodzice. Ja choruje na nn cale zycie..tzn..juz bedac dzieckiem mialam natrectwa..roznej tresci..faktem jest, ze remisje trwały u mnie dlugo i w swoim 30 letnim zyciu miałam 4 nawroty.....ten teraz trwa najdluzej, bo prawie rok. Leczenie zdaje sie polega na zrozumieniu siebie..na akcpetacji siebie...a to jest mega trudna sprawa dla neurotyka...wymaga pracy i zaangazowania.....wiemy, ze osoba, ktora odczuwa lęk i ma natrectwa jedyne o czym marzy to uzyskanie ulgi..i perpsketywa pracy..bolesnej pracy nad soba moze przerazic...chce sie uciec...ale dokad? Ile mozna uciekac? W dodatku przed samym soba? Ci co zaczeli dopiero terapie i widza efektów...potrzeba czasu..nie uciekajcie!!! Walczcie o siebie:) Jest tu cala masa osob, ktorym sie udalo wyjsc z tego..pamietajmy o tym:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
225
Dołączył(a)
27 mar 2013, 07:51

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 23 cze 2013, 22:36
Taak chodzilam na terapie ale jakos nic wielkiego nie wniosla. Musialam ja przerwac niestety! Oj to mialas co czytac:D nie jestem DDA wrecz przeciwnie jestem z normalnej rodziny i bardzo przywiazana do rodzi ow. Masz race z tym ze zyje w swiecie fantazji i tak postrzegam milosc. Jak juz nie ma ekscytacji i tego czego jak to wiadomo jest w zakochaniu to znaczy ze jest cos nie tak! Na codzien juz sobie radze i realcje z partnerwm mam wspaniale. Za rom slub. Sama zalatwiam duzo spraw i nie mam watpliwosci ale jednak czasem sa pewne bodzce ktore wywoluja lek i mysli!

-- 24 cze 2013, 11:01 --

Mam pytanie dotyczące tej remisji choroby! Czy jak ona jest to myśli całkowicie znikają czy sobie są, ale po prostu nie działają na nas tak jak w momencie ataku ?
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez daredevil9 24 cze 2013, 13:11
Eh, gdzie w tym wszystkim odnaleźć siebie? Jak odróżnić to, kim się jest ,a to, co tworzy nerwica...Może po prostu tak, jak są ludzie dobrzy, mili, otwarci, itp, tak samo są ludzie źli, sfrustrowani, raniący swoich bliskich...I po prostu należy się z tym pogodzić...Czy należy walczyć z nerwicą, czy zaakceptować ja jako część siebie? Która droga iść?

Ostatni weekend był masakryczny...Przez dwa dni na wszystkich plułem jadem, odpychałem od siebie, frustrowałem siebie i innych, denerwowałem, złościłem... Byłem (jestem) nie do zniesienia. O niczym nie da się ze mną porozmawiać, wszystkie zarzuty odpycham od siebie, uważam, że wiem wszystko najlepiej....Już sam nie wiem, co jest mną a co mną nie jest... Do tego derealizacja, stres i lęk przed spotkaniem, rozmową telefoniczną, przebywaniem z ludźmi (w tym z moją M.). Nagłe uderzenia negatywnych myśli...Radość z planowania czegoś, a po chwili nagły atak zniechęcenia...Radość ze spotkania z M. a im bliżej spotkanie, tym większy lęk, stres, obawa nie wiem przed czym i chęć ucieczki.

Jak żyć, jak planować przyszłość, gdy się czegoś chce, a nie umie się tego zrobić? W czym (w kim?) tak na prawdę jest problem...Może po prostu przeznaczeniem części osób jest życie w samotności...

Z każdym nawrotem mówię sobie, że jak go przetrwam to już przetrwam wszystko....I że będzie tylko lepiej...A może po prostu nie da się już naprawić wszystkiego tak, żeby było lepiej? Może czas minął, i nerwica dokonała nieodwracalnych zniszczeń w naszej relacji?

Ostatnio coraz częściej, zamiast myśli, pojawia się ogólna złość, niechęć, gniew na wszystko, na każde słowo, zachowanie, czyn...Chcę iść naprzód a nie potrafię i nie wiem, ile moja M. jeszcze wytrzyma...Ile wytrzyma mnie w takich stanach. Przecież jej dobro, spokój psychiczny, plany, oczekiwania też są ważne. Nie można wszystkiego dostosować pod jedną osobę w związku i jej nerwice/zaburzenia...eh...
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 sty 2013, 22:44

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez bedzie.dobrze 24 cze 2013, 16:55
agucha, u mnie w czasie remisji w zasadzie nie ma natrectwa..czasem jakies malutki..ale trwaja chwilke i nie ma lęku. Ja już przerobiłam bardzo wiele natręctw..ze jestem psychopata, pedofilka, ze zostane opetana, ze mam schizofrenie, rozne raki, nawet pasożyty, mysli obrazoburcze.
Co do terapii..no to warto by było wytrwac:) na efekty zazwyczaj trzeba poczekac.

daredevil9, chodzisz na terapie?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
225
Dołączył(a)
27 mar 2013, 07:51

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 8 gości

Przeskocz do