Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 01 wrz 2008, 14:44
Ninfo, bardzo Ci dziękuję. Ja z kolei mam taką blokadę, że jak pomyślę o moim M. to odzywa się we mnie głos: NIE !. I to jest odczucie szybsze od realnych myśli, jakaś taka blokada, mur przed Nim, którego nie potrafię w sobie zbić. Nie wiem co będzie dalej, ale nie wyobrażam sobie życia bez Niego. Nie mam wyjścia. Gdy tylko pomyślę, że mogłabym się z Nim rozstać, że nie mogłabym przez tą blokadę z Nim być to świat mi się wali... nie chcę. Zaczynam wiec myśleć, że może przełożę ślub, ale rozum mówi caly czas, że też nie chcę, że po co... I jestem więc wściekła na tą blokadę, chcę żeby zniknęła.. nie udaje się, siedzi w głowie, więc się poddaję. Załamuję się, zaczynam płakać, żyć mi się nie chce... I znowu obietnica, że się nie dam... że będę walczyć od nowa - i tak w kółko. A jak Ty się teraz czujesz??
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Lucy86 01 wrz 2008, 15:15
A macie takie silne myśli depresyjne związane z nerwicą? Że macie ochotę sobie coś zrobić, bo już nie wyrabiacie tego? Ja czasami nie mam ochoty zupełnie niczym się zająć, wszystko wydaje mi się nieinteresujące i przepełnia mnie lęk, że tak już będzie zawsze :(
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ninfa 01 wrz 2008, 17:54
MartoF:Ja tez tak czesto mam,ze pomysle o moim ukochanym i odzywa sie we mnie ten glos: NIE!I tak samo jest to odczucie szybsze od realnych mysli.Tez nazwalabym to blokada...Ale nie wyobrazam sobie zycia bez mojego narzeczonego.Obecnie biore leki antydepresyjne i lęki troche sie wyciszyly,jest mi wszystko jakby obojetne...Podobnie jak Lucy86 czasami nic mi sie nie chce i ogolnie wszystko wydaje sie takie nieciekae,nieinteresujace...Tez sie boje,ze tak juz bedzie:(( Chyba jednak nic nam innego nie zostaje jak tylko walczyc...?? Trzymaj sie Marto :*
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
30 lip 2008, 13:19

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 01 wrz 2008, 21:33
Lucy, Ninfo, ja bardzo często mam wrażenie, że już dłużej nie wytrzymam, i albo umrę z bezsilności, albo wyłuskam sobie mózg wlasnoręcznie byleby tylko nie myśleć. Ale i tak brnę do przodu, wychodzę za mąż i walczę. I może każdy powie, że źle robię, że w takim stanie co ja poczyniam, ale trudno, nie mogę się zatrzymać. Nie widzę innego wyjścia skoro chcę mojego M., i może właśnie to pomoże mi wyjść z tego cholerstwa.. A jesli nie? To już nie wiem.. Trzymajcie się dziewczyny :-*
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 01 wrz 2008, 22:56
MartoF.... mam identyczne odczucia . identyczne. tak jakbym chciala go kochac i z nim byc a nie moge. jest w moich oczach najpiekniejszy i najwspanialszy, idealny... kocham jego wady. ale cos w mózgu mi kracze za uchem... i nie pozwala. chcialabym to wyciąć. to jest jak uciskający boleśnie guz... co robic? Ty chodzisz do psychologa.
ja sie wybieram w czwartek . pzdr;***
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez dina 01 wrz 2008, 23:55
Ojej, tak czytam i czytam i się zastanawiam czy mnie tez to dotyczy. Mam nadzieję.... dziwnie to brzmi ale mam nadzieję, że to natręctwa a nie rzeczywistość.
Chyba muszę zacząć od początku świata: ;)
Mam nerwicę, chodziłam rok wcześniej na terapię indyw. ok 2 lat, terapia w zasadzie nie była zakończona ale urwana :cry: Leków nie brałam. Miewam (znikają) różne objawy typu natręctwa - odnoście z różnych tematów... Mam 24 lata, za rok kończe studia i nigdy nie byłam w takim stricte związku...
Z K się poznaliśmy w marcu tego roku na wspólnym spotkaniu ze znajomymi. Mieszkamy od siebie 250km... K na pierwszym spotkaniu mi się wcale nie spodobał. Ale napisał do mnie przez internet i zaczeliśmy ze sobą pisać. Zaryzykowałam, spotkaliśmy się, wrażenie zrobił na mnie ogromnie pozytywne - świetny facet. Kontakt przez internet, ale raz na jakiś czas. Często byłam zawiedziona że on tak rzadko pisze. Potem kilka spotkań na żywo - parę weekendów, potem cały tydzień razem. Teraz smsy, gg... I razem jesteśmy teraz może od miesiąca choć trudno cezurę określić.
Myślę, że bardzo się podobam K. Ja sama mogę sprawiać wrażenie chłodnej, z różnych względów...
K jestem (byłam???) zachwycona, nigdy nie spotkałam takiego mężczyzny. Po prostu "facet idealny" :lol: [tak wiem, że takich nie ma...] Mówię (myślę? myślałam?) że jestem zakochana. Przez te kilka dni razem czułam się tak szczęśliwa i mialam przekonanie, że to na pewno ten że w każdej chwili moge wziąć z nim ślub :lol:
Ale jednego dnia jak on powiedział coś banalnego (!!!) co mnie troszkę zabolało. Zaczęłam od tamtej pory mieć jakieś myśli, że może tak naprawdę to ja nic do niego nie czuję. Że tak bardzo potrzebowałam być z kimś że wmówiłam sobie to wszystko (bo tak rozumowo to K rzeczywiście zasługuję na uwagę..)
Że może to tylko pożądanie i hormony? (i nie mówię tu o seksie tylko o potrzebie ciała)

Boję się, że może nie chce sie przed sobą przyznać ani skonfrontować z uczuciami że nic do niego nie czuje. Że nie chce go stracić. K jest genialnie inteligentny, podoba mi się fizycznie, pociąga mnie, ma poczucie humoru... choć zupełnie odbiega od facetów którzy mi sie podobali do tej pory. Boję się też, że może skupiam się podświadomie na tym że sporo zarabia... o Boże.. nie chcę tak!

Boję się, że nic nie czuję do K, ze wszystko wymyślił mój rozum i moje ciało - że TYLKO ciało nas trzyma i niedługo okaże sie, że nie mamy o czym gadać. (a K mówi sporo, ja zazwyczaj też, a przy nim zwykle mam taki blok - jak milcząca twierdza, choć ogólnie jestem bardzo naturalna przy nim!)
Miałam jeden taki wieczór w którym myślałam, że oszaleję (gdy oglądałam zdjęcia K- doszłam do wniosku że jest mi totalnie obojętny i nawet mi się strasznie nie podoba z wyglądu...) Naprawde tak myślałam wtedy.... miałam takie uczucia też gdzieś na drugim spotkaniu.
Boję się, że straciłam kontakt z własnymi uczuciami od kiedy nie chodzę na terapię, że przestałam nad nimi pracować... i że dlatego nie wiem czy coś do K czuje.
W każdym razie K bardzo bardzo mi sie podoba, mogłabym ciągle o nim mówić, jestem ;) dumna, że mam takiego ekstra faceta. Naprawdę takiego faceta chciałabym mieć jeśli się nawet rozstaniemy.
Są dwie różnice między nami: 1) on jest umysł ścisły ja humanista, cały czas panicznie boje sie że nie będzie o czym rozmawiać 2) ja jestem praktykującą chrześcijanką i sakramenty są dla mmnie ważne. on wierzy w Boga, ale ma trochę inny światopogląd niż ja. Ja mam straszny konflikt w sobie w tym temacie jeśli chodzi o seksualność... jest to koszmarne. Nie wiem jak sobie z tym poradze.... Boję się, że to powoduje moje wątpliwości, co do moich uczuć.

Tęsknię za nim, nie mogę doczekać się aż się zobaczymy za kilka dni ale... eh...
o rany nigdy w życiu nie napisałam takiego długiego posta.. wybaczcie...
Offline
Posty
109
Dołączył(a)
20 wrz 2007, 18:03

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 02 wrz 2008, 09:12
Konewko, nie chodzę do żadnego psychologa... Byłam chyba u czterech, albo i pięciu, w przypadku ostatniego wydawało mi się, że trafiłam dobrze. Ale po tym jak Pani ciagle mówiła mi, że głupio robię z tym ślubem, że powinniśmy pożyć sobie jeszcze i zobaczyć co będzie, czułam się jeszcze gorzej. Według niej pakuję się w rozwód, i powinnam się przekonać czy aby przypadkiem moje myśli nie są prawdziwe. I być może sama kiedyś dojdę do wniosku, że to nie jest TO. Po takich słowach nie moglam się przez tydzień pozbierać, płakałam i tak strasznie nie chciałam nigdy poczuć, że to nie TO :(. Już więcej do tej pani nie wróciłam...

Mój M. namawia mnie na psychoterapię po ślubie, ale ja się trochę boję, że co będzie jak po niej faktycznie dojdę do wniosku, że to nie TO, i będzie już za późno - po ślubie?? Ach, jeden wielki koszmar, ale Wy kochane dziewczyny doskonale to znacie :).

Dino, nie martw się, że jesteś jedyna w swoich odczuciach, przez ten cały rok miałam dokładnie takie same wrażenia i odczucia:). Wydawało mi się, że chce Go tylko dlatego, że jest fajny, dobry, co gorsze dobrze zarabia, że lepszego w swoim życiu nie spotkam... A ja jestem wstrętna egoistką, która marnuje mu życie. Jedynym argumentem na moją korzyść było to, że ja nie chcialam nikogo innego, że nigdy żaden facet nie będzie moim M., krzyczałam sama do siebie, że przecież ja wiem, że tylko z kimś takim jak On mogłabym być - tylko z Nim. I stąd ta nieustająca walka... A z drugiej strony znając siebie, czy gdyby nie zależało mi tak bardzo na moim M. to chciałoby mi się tak walczyć? Już dawno rzuciłabym tym w cholerę i poszukała sobie innego :). Ale nie, chcę wlaśnie JEGO.

Co do różnicy poglądów, to powiem Ci szczerze, że oczywiście łatwiej jest gdy macie podobny światopogląd, ale nie to jest przyczyną nerwicy - tak mi się przynjmniej wydaje :). Ja i mój M. jesteśmy osobami wierzącymi, szanujemy swoje zasady, a i tak to cholerstwo jest między nami :). Wiara i sakramenty o tyle pomagają, że człowiek wie, że nie jest sam, i może błagać Boga o pomoc, a On w tym cierpieniu z nami jest...

Trzymajcie się dziewczyny ciepło ;-*. Musi być dobrze !!!! :)
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez dina 02 wrz 2008, 18:25
Dzięki Marta.
Nazywaj swoje uczucia, te bolesne też (np pisząc) TO BARDZO WAŻNE, żeby mieć z nimi kontakt.
Ja wiem, że to nie jest przyczyną nerwicy :) boję się tylko, że ten mój konflikt wewnętrzny powoduje po prostu duże napięcie i powstawanie tych natręctw. Wcześniej tez miałam różne natręctwa ale w innych sprawach. na szczęście koszmar mijał po jakimś czasie.
Offline
Posty
109
Dołączył(a)
20 wrz 2007, 18:03

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez kapralis 02 wrz 2008, 19:48
Witaj dina,

Mysle, ze ten daice sobie rade Ty, tak samo Marta. Kiedy ja dolaczalem do tego forum, a byl oto juz spory czas temu zmagalem sie juz ponad rok z tym "czyms" - wtedy jeszcze nazywalem to "to" bo nie wiedziale mz czym dokladnie przyszlo i przyjdzie mi sie jeszcze zmierzyc. To nie jest latwe - sami o tym wiecie, to trudne i bardzo bolesne gdy chce sie konicznie w danym momencie czuc to co sie chce a czuje sie na odwrot, a jeszcze gorzej gdy czuje sie cos czego nie mozna zaakceptowac. Mysle ze pierwszym i niiezbednym krokiem jest akceptacja tego faktu i proba nie walczenia z tym. Gdy juz sie zaakceptuje i niejako pogodzi z tym stanem mozna spojrzec bardziej trzezwym i niemocjonalnym spojrzeniem na cala sprawe i zamieszanie z tym zwiazen. Nalezy racjonalizowac mysli i nazywac to co sie czuje nawet te zle emocje - te chyba szczegolnie. Trzeba dac sobei mozliwosc odczuwania takze negatywnych emocji bo ich nigdy nie unikniemy w zyciu. Wiem, ze to sie pisze latwo - ja sam jeszcze do konca sie tego nie pozbylem i nadal bywaja okropnie ciezkie dni i chwile w moim zyciu kiedy to powraca i kaze mi sie zastanawiac nad rzeczami ktorych nie da sie zdefiniowac w czarno-bialej palecie barw. Mimo, ze ja juz bardzo wazny w zyciu krok - slub - mam juz od kilku miesiecy za soba to nadal mnie to martwi i mimo, ze sytuacja w moim zyciu niejako sie ustabilizowala i teraz "decyzja zostala podjeta", to nadal czasem mnie to podcina i zmusza do klekniecia... To trudne wiem.. ale wierze, ze Wam i mi sie w koncu uda w zadowalajacy sposob pokonac te trudnosci. Pozdrawiam was serdecznie i trzymam za Was mocno kciuki ;-)
"Życie nie jest ani proste, ani złożone. Poprostu jest." Antoine de Saint-Exupéry
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
26 wrz 2007, 16:14
Lokalizacja
Warszawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Lucy86 03 wrz 2008, 10:47
A ja znów się w to zagłębiam. Od poniedziałku nie mogę się ruszyć z domu, bo dostałam grypy. Nie tylko fizycznie czuję się beznadziejnie, ale i psychicznie się pogorszyło. Cały dzień siedzę w domu, więc się nudzę i ciągle myślę. Jak mój facet już przychodzi koło tej 18, to ja już jestem nakręcona. Wszystko analizuję, zastanawiam się, czy właściwie spędzamy czas. Wróciły mi myśli w rodzaju, co będziemy razem robić i czy się nie nudzimy i czy mamy wspólne zainteresowania. Nie mam na nic ochoty, bo się źle czuję, ale oczywiście natręctwa sugerują, że to dlatego, że nie jestem z nim szczęśliwa. Naprawdę już się zastanawiam, żeby sobie coś zrobić :(
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 03 wrz 2008, 11:17
Lucy, nie załamuj się.. proszę. To minie, zobaczysz, że kiedyś minie :). Postaraj się mimo wszystko zaakceptować sytuację jaka jest, i starać się aż tak bardzo nie przejmować. Będzie dobrze, zobaczysz !!
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Lucy86 03 wrz 2008, 12:37
Ale ja jestem tak rozbita :/ Za cokolwiek się biorę, nie mogę się skupić, bo dopadają mnie te myśli. Boję się, że nawet jak minie grypa, to ten stan nie minie...
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 03 wrz 2008, 13:15
Znowu mamy coś wspólnego.. Ja też sie piekielnie boję, że moje stany już nie miną.. A możesz określić co najbardziej Cię męczy? Z czym nie możesz dać sobie rady??
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 03 wrz 2008, 14:00
A ja z kolei mam myśli dzisiaj, ze nie mogę wyjść za mąż za mojego N. Że to nieuczciwe, nie fair w stosunku do Niego i Boga, przed którym mam ślubować. Że nie mogę tego zrobić mając taką blokadę... Jestem załamana... Bo to ozznacza, że powinnam od Niego uciec.. zmarnuje sobie życie :(((
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do