Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez apsik84 07 gru 2007, 19:20
Chciałabym Wam dać receptę, jak z tego wyjść, ale ja sama nie wiem jak to się stało, że jakoś nagle zaczęło mi to przechodzić. Pamiętam dzień kiedy pierwszy raz od kilku miesięcy obudziłam się bez stresu! Jakie to było piękne... :)
Tak Piko też mówiłam Bogu, że nie chcę innego! Wpadałam w potworne histerie, które kończyły się wymiotami... Ja po prostu zaczęłam się przekonywać, że wszystko zależy od moich decyzji, że Bóg nie jest przeciwko nam (bo to była moja obsesja), że nie muszę wybierać między Nim, a moim chłopakiem. To był chyba pierwszy krok: uświadamiałam sobie, że we mnie jest taka siła, taka wolna wola i będzie tak jak ja chcę, a nie jak chcą myśli... Pomagała mi świadomość, że Bóg do niczego mnie nie zmusi. (jak ktoś nie wierzy w Boga to niech pomyśli: los, przeznaczenie itp :) ) To było jak już leki mnie uspokoiły... potem wszystko zaczęło mijać - przestałam zwracać uwagę na myśli (pomimo tego że były - nie miały takiej mocy więc je odrzucałam z łatwością). Zaczęłam się więcej śmiać i czuć zgodę w sobie. Czuję się dobrze tylko boję się odstawienia leku, bo ostatnio mi to nie wyszło i czułam się gorzej więc biorę nadal.

Ja na prawdę nie wiem jak to się stało, że ten lęk odszedł. Zawdzięczam to chyba dobrze na mnie działającym lekom.
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez pikpokis 10 gru 2007, 10:45
Dziekuje apsik.... martwie sie tylko, ze to juz trwa rok :( ponad rok.... codziennie sie modle... najbardziej sie wlasnie boje , ze Bog ma inne plany wobec mnie dlatego moje modlitwy nie zostaja wysluchane, z drugiej strony "pocieszam" sie ze moze powinnam wierzyc w moja modlitwe a nie watpic jak to robie.... juz sama nie wiem .... moi drodzy moze macie recepte na to jak mam sie opanowac, czesto mam wybuchy placzu, denerwuje sie, to wszystko przy , moim chlopaku..... jestem strasznie zazdrosna o byle g.... On nie daje mi ZADNYCH powodow.... w takich chwilach mam ochote cos rozwalic z tych nerwow, zrobic cos sobie.... :( nie wiem co by mi pomoglo..... moze joga? bieganie? :(
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez cicha 10 gru 2007, 22:51
witam was!! Ostatnio jestem bardzo nerwowa!! wszystko mnie denerwuje... myśli ucichły (za to dziekuje Bogu) :) Na nerwy mozna pić melise albo nerwosol, to wycisza czlowieka:)
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez aga25 11 gru 2007, 17:32
Hej!(wcześniej wytrwała) :D Chyba nerwica mi przeszła tzn natręctwa, teraz Michała kocham jeszcze bardziej ale musiałam wykonać zadanie niełatwe dla mnie. Moja pani psycholog kazała napisać mi dlaczego nie chciałabym być ze swoim chłopakiem. Natręctwa mogą być wynikiem braku akceptacji czegoś u waszego partnera co może was niepokoić albo czego nie akceptujecie czegoś u siebie. Mój Misiek wydaje się być z wyglądu słaby (oczywiście to nieprawda). U mnie doszlam do wniosku że nieakceptowałam w sobie mojej słabości a zawsze chyba tak naprawdę zmuszona byłam udawać silną a wewnątrz jestem przestraszoną, słabą osobą no cóż powoli to akceptuję. Mam też zaburzoną akceptację ambiwalencji tzn że jeśli jest coś dobre to musi być i złe. Dopiero kiedy wejrzycie w swoje złe strony będzie szansa popracować nad natręctwami.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez ane23 11 gru 2007, 21:40
Ja znam swoje złe strony i nie umiem sobie z tym poradzić mimo wszystko. Już myślałam nawet o rozstaniu, żeby nie dręczyć i jego i siebie i wszystkich dookoła. Zawsze jak się kłocimy i potem mamy się pogodzić to wymyślam różne problemy czemu chcę się z nim godzić, np. bo ma samochód. Takie myśli również są dla mnie straszne, czasem myślę że lepiej byłoby gdybym była sama :(
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
06 gru 2007, 00:32
Lokalizacja
Warszawa

przez aga25 12 gru 2007, 09:23
U mnie coraz lepiej nawet objawy somatyczne powoli ustępują. Ane najpierw musisz ustalić czego dotyczą natręctwa. Czy oprócz tego że mogłabyś go nie kochać np nie dręczą cię myśli dotyczące jego wyglądu, charakteru. Coś cię w nim irytuje najprawdopodobniej jest to coś czego bardzo nie akceptujesz u siebie. Zastanów się czy przypadkiem nie stworzyłaś sobie nieprawdziwego wyobrażenia o sobie. Ja np wyobrażałam sobie siebie jako silną, piękną, wywołującą nie wiadomo jakie emocje u facetów ale było to tylko wyobrażenie bo tak naprawdę jestem najzwyklejszą dziewczyną z wieloma niedoskonałościami i wcale nie wywołuje az takich emocji u facetów ale wiesz co każdy jest wyjątkowy więc nie mam się czym przejmować. Sama sobie ukręciłam na siebie bata żyjąc złudzeniami. Ale teraz to już przeszłość. Powoli zaczynam cieszyć się tym co mam. Jeśli chodzisz do psychologa to bardzo dobrze on pomoże ci zrozumieć błędy twojego myślenia bo skoro pojawił się u Ciebie konflikt tzn że coś (natręctwa) jest niezgodne z twoim Ja, ale Tobie się tylko wydaje że może to być prawdziwe. Ktoś wpoił lub sama wpoiłaś sobie błędne myślenie, którego twoje prawdziwa Ja nie akceptuje dlatego powoduje konflikt. Nerwica jest po to żebyś poznała jaka naprawde jesteś bo od tego będzie zależało twoje szczęście. A co do Boga to nie można go obwiniać za nasze problemy. Ludzie sami sobie je stwarzają. Dla mnie Bóg jest czymś dobrym za to ludzie dążąc do władzy, pieniędzy, sukcesu wymagają od siebie coraz więcej i zapominają o tym żeby być dobrym dla siebie bo jeśli będę dobra dla siebie będę dobra dla innych ale nie wolno być chorym egoistą, który widzi tylko swoje potrzeby bo to raczej nie jest dobroć.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez ane23 12 gru 2007, 11:31
aga25 napisał(a):U mnie coraz lepiej nawet objawy somatyczne powoli ustępują. Ane najpierw musisz ustalić czego dotyczą natręctwa. Czy oprócz tego że mogłabyś go nie kochać np nie dręczą cię myśli dotyczące jego wyglądu, charakteru. Coś cię w nim irytuje najprawdopodobniej jest to coś czego bardzo nie akceptujesz u siebie. Zastanów się czy przypadkiem nie stworzyłaś sobie nieprawdziwego wyobrażenia o sobie. Ja np wyobrażałam sobie siebie jako silną, piękną, wywołującą nie wiadomo jakie emocje u facetów ale było to tylko wyobrażenie bo tak naprawdę jestem najzwyklejszą dziewczyną z wieloma niedoskonałościami i wcale nie wywołuje az takich emocji u facetów ale wiesz co każdy jest wyjątkowy więc nie mam się czym przejmować. Sama sobie ukręciłam na siebie bata żyjąc złudzeniami. Ale teraz to już przeszłość. Powoli zaczynam cieszyć się tym co mam. Jeśli chodzisz do psychologa to bardzo dobrze on pomoże ci zrozumieć błędy twojego myślenia bo skoro pojawił się u Ciebie konflikt tzn że coś (natręctwa) jest niezgodne z twoim Ja, ale Tobie się tylko wydaje że może to być prawdziwe. Ktoś wpoił lub sama wpoiłaś sobie błędne myślenie, którego twoje prawdziwa Ja nie akceptuje dlatego powoduje konflikt. Nerwica jest po to żebyś poznała jaka naprawde jesteś bo od tego będzie zależało twoje szczęście. A co do Boga to nie można go obwiniać za nasze problemy. Ludzie sami sobie je stwarzają. Dla mnie Bóg jest czymś dobrym za to ludzie dążąc do władzy, pieniędzy, sukcesu wymagają od siebie coraz więcej i zapominają o tym żeby być dobrym dla siebie bo jeśli będę dobra dla siebie będę dobra dla innych ale nie wolno być chorym egoistą, który widzi tylko swoje potrzeby bo to raczej nie jest dobroć.


wiesz ja jestem bardzo zakompleksiona, nie uważam się za ładną osobę, brak mi pewności siebie, jestem pesymistką, nawet w czymś dobrym co mi się przydarza umiem znaleźć jakiś negatywny punkt, zresztą z góry zakładam ze nic mi się nie uda, że jestem do niczego. Całe życie czegoś się boję, kiedyś bałam się rozłąki z rodzicami, potem bałam się iść do szkoły, potem do pracy, boję się nawet iść do teściów na święta, boję sie braku akceptacji, boję się wszystkich chorób, mimo że bardzo pragne to boję sie mieć dziecko czy psa (bo mam myśli o pedofilii i o zoofilii któych notabene też się boję). Zaczynam się bać siebie i tego czy nie zacznę wcielać moich myśli w czyn. Jak o tym myślę czuję obrzydzenie do siebie, jest mi aż niedobrze.
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
06 gru 2007, 00:32
Lokalizacja
Warszawa

przez aga25 13 gru 2007, 09:47
Z twojego postu wynika, że Ty możesz nieświadomie wychodzić z założenia że skoro nic ci nie wychodzi to z twoim chłopakiem również ci się nie ułoży. Wiesz ja też miałam tyle kompleksów np mam cerę naczynkową itp. od czasu jak jestem z Michałem to jakoś mi to zwisają mi moje kompleksy. Pamiętaj! Nie wygląd się liczy tylko to co masz w sercu a wydaje mi się że jesteś niesamowicie wrażliwą i fantastyczną osobą ale ze względu na swoje kompleksy degradujesz swoje mocne strony. Jest też całkiem prawdopodobne, że myśląc o sobie negatywnie swoją negatywną ocenę kierujesz też na swojego chłopaka. Bardzo prawdopodobne że swoje kompleksy nieświadomie chciałabyś zrekompensować chłopakiem. Aby się o tym dowiedzieć musisz niestety przeanalizować siebie najlepiej od dzieciństwa. Jaka byłaś gdy miałaś np 10 lat, jakie marzenia miałaś itp. jacy są twoi rodzice bądź rodzeństwo. Środowisko w jakim się wychowujesz ma ogromny wpływ na to jaka jesteś teraz. Zastanów się czy twoi znajomi i przyjaciele są w porządko w stosunku do twojej rodziny. Słuchaj wewnętrznego głosu, który założę się mówi te natręctwa to totalna bzdura! Aha spróbuj się zdystansować do otoczenia. Bardzo prawdopodobne jest u Ciebie uleganie trendów w masowej kulturze tak naprawdę każdy jest wyjątkową osobą i każdy posiada swój zestaw potrzeb. Dzięki masowej kulturze wpaja nam się że potrzebujemy tego co mają inni ale tak naprawdę wszystko obraca się wokół pieniędzy. Zaakceptuj swoje wady ten kto cię kocha na to nie zwraca uwagi. Liczysz się Ty jako człowiek. Nie ma ludzi doskonałych! Są tylko twory pop kultury, które zapewne wcale nie są tak wspaniałe i piękne jak się ich prezentuje. Głowa do góry! Da się wyjść z natręctw!

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 8:59 am ]
Jeśli chodzi o znajomych to chodziło mi o stosunek do twojej osoby Ane a nie rodziny!
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez ane23 13 gru 2007, 21:30
Aga,
wiesz masz dużo racji, moi rodzice byli swojego czasu troche nadopiekuńczy, kiedyś byliśmy bardziej zamożni niż inni, i dzieci w przedszkolu mnie nie lubiły bo miałam lepsze zabawki. Zresztą już wtedy czułam sie gorsza, bałam się że będa sie ze mnie wyśmiewać, nie bede akceptowana. Potem to samo w szkole, też wmawianie sobie z góry że nikt mnie nie lubi, zawsze to ja zabiegałam o nowe koleżanki, przynosiłam im słodycze, potrafiłam być nawet fałszywa, żeby wszyscy mnie lubili :roll: I tak dalej i tak dalej, aż do teraz czyli do pracy, tak samo balam sie ze jestem beznadziejna, a jak juz polubiłam kilka koleżanek to zaczęłam mieć myśli ze może jestem lesbijką i to nie lubienie a coś więcej. Tak jakby te myśli chciały zniszczyć wszystko, cokolwiek miłego sie nie stanie, cokolwiek dobrego nie zrobię to zaraz pojawia się myśl okropna, nie do zaakceptowania, jakby chciała zniszczyć moją pewność siebie, to że po zrobieniu dobrego uczynku czuję się lepiej, i w efekcie nie czuję się lepiej tylko gorzej. Np. zaprosiłam w wakacje koleżankę na imieniny, i cieszyłam sie że przyjdzie i nagle pojawiła sie myśl że jestem lesbijką, albo że koleżanka jest ładniejsza i mój mąż będzie mnie z nią zdradzał. Przeszła mi cała radość, poczułam się obrzydliwie, i że tak pomyślałam i że gdyby tak sie stało to przeze mnie, bo ja ją zaprosiłam. Te myśli nie pozwalają mi zaakceptować siebie, nie pozwalają by wzrosła moja samoocena.
A jeśli chodzi o znajomych, no cóż straciłam wielu gdy zaczęłam spotykać się z mężem, ludzie gadali jaka ze mnie s..ka że wczesniej byłam z jego kumplem. Czulam sie podle, ale nie przejmowałam sie tym, aż w pewnym momencie BUM, i sie zaczęły myśli, co by było gdybym nie kochała męża, albo kochała exa, itd.
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
06 gru 2007, 00:32
Lokalizacja
Warszawa

przez cicha 13 gru 2007, 22:14
Witam!!
Powiem wam, że wszyscy na tym forum jesteście niesamowici!! Zawsze, gdy źle sie poczuję, gdy najdą mnie myśli, to po przeczytaniu waszych postow dochodze do wniosku co tak naprawde powoduje moje myśli..! Macie racje, kazda osoba powinna przeanalizować całe swoje życie, to w jaki sposób wychowywała nas rodzina, w jakim otoczeniu dorastaliśmy.. Teraz wiem, że nerwice mam od dziecka...cały czas stresy...w rodzinie przezywałam stresy... tata zawsze z bratem sie kłucił... mama ciągle się bała, że się pobiją, a potem się to odbijało na mnie :( bedąc w klasie zerowej podstawówki zawsze sie bałam, że mama po mnie nie przyjdzie, zawsze się bałam, że gdzieś kolwiek zostane sama... Do tej pory się tego boje...:( Dziś pierwszy raz od kilku tygodni poczułam się naprawde źle :( Znowu myśli, znowu płacz... znowu myśli czy ja go napewno kocham ? :( Jak ja sie moge nad tym zastanawiać czy kocham jeśli ja naprawde kocham!!! Płacząc w objęciach mojego ukochanego wciąż powtarzam słowa, że zawsze będe go kochać, bez względu na wszystko!! Potem znow sie pojawiają myśli, że może lepiej jakbym została sama? I znow płacz :( Nerwica jest jak bumerang, powraca :( Trzeba dużej wiary w siebie, zeby móc powiedzieć że ona napewno nie wróci!! W wakacje byłam 3 razy u psychologa, po jakimś czasie doszłam do wniosku, że nie potrzebuje psychologa, bo świetnie sobie radze z nerwicą, bo to prawda...wakacje przeżywałam w stresie, chociaż to były najpiękniejsze wakacje mojego życia!! Bałam się, że go strace:( Bałam sie ze przestane go kochać, a najgorsza myśl jaka mi mogła przejść przez myśl, to to że Tomek mnie zostawi :( że będe sama:( Tak mocno go kocham, a tu takie myśli:(
trzeba wiary...wiary że każdemu z nas się uda...


aga25 napisał(a): Moja pani psycholog kazała napisać mi dlaczego nie chciałabym być ze swoim chłopakiem. Natręctwa mogą być wynikiem braku akceptacji czegoś u waszego partnera co może was niepokoić albo czego nie akceptujecie czegoś u siebie. .


moim zdaniem każdy powinien napisać sobie to na kartce "dlaczego nie chcielibyśmy być z naszymi partnerami"
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez aga25 14 gru 2007, 10:03
Hej! Cieszę się bardzo, że moje wypowiedzi pomagają wam. Ja też dziękuję wam bo pomogliście mi niesamowicie. Może w różnych środowiskach dorastaliśmy ale jednak jedną cechę wydaje mi się mamy wspólną samotność, brak właściwego (nad/niedoopiekuńczość) zainteresowania ze strony rodziny i odrzucenie wśród naszych znajomych, chociaż ja przyznam szczerze, mam dwie fantastyczne przyjacółki, które nie zwracają uwagę na to jak wyglądam ile mam kasy - liczy się to jaka jestem w środku ale kiedyś pamiętam żeby komuś się przypodobać też przestawałam być sobą (to nas chyba gubi) z czasem przestajemy widzieć siebie takich jakimi naprawdę jesteśmy, stajemy się wytworem otoczenia. Wydaje mi się, że właśnie nasi ukochani obnażają nasze prawdziwe oblicze przynajmniej w moim przypadku. Ale cieszę się bardzo z tego. bo w końcu niczego nie muszę udawać. Najgorsze jest to że w naszej podświadomości/nieświadomości siedzą nadal te błędne nawyki i ujawniają się w postaci natręctw dlatego nie wolno ich spychać tam nadal bo będą zatruwac nam życie w postaci różnych lęków. Zapewne przerzucą się na natręctwa dotyczące naszych dzieci bądź inne cenne dla nas osoby bądź rzeczy.
Ja sobie ustaliłam priorytet - najważniejszy jest dla mnie związek z Michałem ale nie na zasadzie on wszystko ja nic wręcz przeciwnie właściwie to my w ogóle się nie kłócimy, staramy się wspierać jest jeszcze parę rzeczy, nad którymi musimy popracować ale uczymy się siebie i to oto chodzi, nie wszystko od razu, w związku liczy się cierpliwość.
Ane jeżeli wiesz że wśród swoich znajomych masz takich, którzy obgadują cię za twoimi plecami to takich znajomych olej pamiętaj, że może oni ci zazdroszczą twojego związku. Jeśli wam się układa to powinnaś się właśnie z tego cieszyć, nie bój się mówić o swoim szczęściu. Ja miałam tak, że na początku znajomości z Michałem nikomu nie chwaliłam się że mam tak fantastycznego faceta teraz wszyscy wiedzą o nim i nie zamierzam tego ukrywać przed nikim jakie mam szczęście. Dlaczego mam się nie cieszyć przecież mam takie samo prawo jak każdy inny być szczęśliwą. A na tych znajomych popatrz w ten sposób, że oni też musieli wyrastać w róznych środowiskach tylko sobie nie uświadamiają, że mogą żyć w błędzie. My mamy nerwicę, która zmusza nas do szukania prawdy o sobie bo nie chcemy żyć w kłamstwie i dla mnie jest to bardzo przydatna nauka. Dużo się o sobie dowiedziałam. Pamiętaj Ane nikt nie jest ani lepszy ani gorszy tylko że niektórzy idą na łatwiznę i nie próbują poznać siebie często wybierają złą, błędną bądź szkodliwą tak naprawdę dla siebie drogę my na tym forum na łatwiznę nie idziemy. Nie jest przyjemne odkrywanie czasami tej prawdy ale dzięki temu, że znamy swoje błędy jesteśmy w stanie coś w sobie zmienić na lepsze. Ane i pozostali forumowicze jesteśmy wspaniali razem ze swoimi wadami i zaletami.
Wiem co znaczą kłótnie, wojny w rodzinie, są bardzo destrukcyjne dla małego dziecka ale to już przeszłość. Musimy nauczyć się żyć teraźniejszością. To jacy byliśmy kiedyś nie musio oznaczać, że tacy teraz jesteśmy.
Ja już pokonałam chorobę nawet myśli o tym że mogłabym niekochać Michała nie wywołują we mnie lęku nawet zauważyłam że czasami po prostu nie myśle o niczym i to jest super. Jestem zapewne dopiero na początku dorosłego życia ale i tak jest juz fajnie. Nie warto trzymać się tych naszych fatalistycznych wizji i lęku. Doceniam życie takim jakie jest i ludzi takimi jacy są. Powoli zaczynam stawać się sobą.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:31 am ]
Na pierwszej wizycie pani psycholog zapytała mnie po co mi wiedzieć czy kocham Michała czy nie, zgadzam się z moim kolegą, że o miłości będzie można powiedzieć dopiero po kilkunastu, kilkudziesięciu latach. Ja powtarzam sobie że chcę być z moim lubym bez względu nawszystko. Oczywiste jest, że "chemia" po pewnym czasie słabnie ale to nie oznacza, że nie mamy być ze sobą zresztą ja to czuję, że pomimo iż mój Michał nie wywołuje juz u mnie "motylków" ale to jest coś w nim co mnie przyciąga, jakies przeczucie, że on jest dla mnie tym właściwym. Trzeba nauczyć budować pozytywne relacje i unikajmy toksycznych ludzi.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 10:48 am ]
Wiecie co, z tego co ja zauważyłam to natręctwa dotyczą ciemnej strony człowieka jego wad, popędów itp. a osoby, które nękają próbują o nich zapomnieć, stłumić je. odkąd powtarzam sobie, że jest ta ambiwalencja (jest dobre to musi być i złe) jakoś łatwiej mi żyć. Tak naprawdę do nas należy decyzja, którą drogą pójdziemy tą dobrą czy tą złą. Po to mamy serce i rozum żeby móc odróżniać co jest dobre a co złe dla nas i naszego otoczenia. Zapewne mogłabym zostawić Michała ale nie chcę bo czuję że bycie z nim jest dla mnie dobre i wspaniałe a że od czasu do czasu mam jakieś "ale" no cóż nic na to nie poradzę czasami jest to nawet wskazane.
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

przez ane23 15 gru 2007, 02:39
Aga,
napisałaś: 'Wiecie co, z tego co ja zauważyłam to natręctwa dotyczą ciemnej strony człowieka jego wad, popędów itp. a osoby, które nękają próbują o nich zapomnieć, stłumić je.'
ja chcę o wielu moich myślach nie pamiętać, są tak obrzydliwe, a mimo to ciągle wracają aż zaczynam się bać że kiedyś naprawdę coś złego zrobię.
Jeśli chodzi o znajomych to wiesz ja mam ogromne poczucie winy do Wojtka, że go zostawiłam dla męża. teraz zastanawiam sie i analizuje, przychodą myśli że może jestem z meżem by być bliżej wojtka, bo nadal go kocham, albo że zostawiłam wojtka z premedytacją by go zranić. Czuję się przez to okropnie, czuję jakby zdradzała męża. Wielu znajomych uważało mnie za dziwną osobę, twierdzą że to związek zbudowany na nieszczęściu innej osoby, a moje poczucie winy rośnie. Ja jestem osobą potrzebującą akceptacji, bo sama siebie nie umiem zaakceptować, a tu wiele osob równiez mi bliskich było przeciwko temu związakowi i małżenstwu. Gdy kiedys myśli nie miałam to to olewałam, ale teraz jak sie pojawiły nie dają mi spokoju, że to co mówią ludzie jest prawdą, że jestem złą osobą, że nie zasłużyłam na to co mam, że za dużo grzechow młodości mam. Zresztą ja to zawsze mówie ludziom, historie mojego związku, patrze na ich reakcje, musze im to mówić bo czuje sie nieuczciwie, wydaje mi sie ze gdyby wiedzieli to by mnie nie lubili, wiec chce byc uczciwa. Czasem mysle ze załuje tego slubu.

napisałaś: 'Na pierwszej wizycie pani psycholog zapytała mnie po co mi wiedzieć czy kocham Michała czy nie, zgadzam się z moim kolegą, że o miłości będzie można powiedzieć dopiero po kilkunastu, kilkudziesięciu latach. '
zgadzam sie, musi sporo czasu upłynac by się na sobie poznać. Jednak OGROMNYM problemem bylo (i nadal jest) wzięcie ślubu, bo wszyscy mowili ze slub bierze sie z miłości, a skad mialam wiedziec czy to milosc?
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
06 gru 2007, 00:32
Lokalizacja
Warszawa

przez sredniowieczna_panna 16 gru 2007, 01:00
moim zdaniem każdy powinien napisać sobie to na kartce "dlaczego nie chcielibyśmy być z naszymi partnerami"


nie wiem, czy bym umiała-nic mi nie przychodzi do głowy;) Nie ze wzgledu na zaslepienie-a przez wzglad na to, ze niektore zachowania, za ktorymi nie przepadam (np. jakies slowo, ktore mnie drazni, takie drobiazgi), nie sa na ttyle silne, aby powiedziec "nie chce z nim byc".

teraz jestesmy w rozłące, wymuszonej niestety, i wszystkie moje mysli biegna z jego strone i to tym bardziej mi pokazuje, ze stany zwatpienia, jakie mialam, byly spowodowane nerwami

swoja droga to jest dziwne, ze to sie pojawia (i wtedy potrafie przeryczec i posmucic sie dlugi czas) i znika. Ale to dobrze. Lepiej, niz na stałe.
Posty
75
Dołączył(a)
29 lis 2006, 20:05

przez pikpokis 16 gru 2007, 14:41
juz nie moge...... jest tak zle jak rok temu...... a wszystko przez jedna osobe! a wlasciwie kilka.... w skrocie wam napisze jest u mnie na osiedlu chlopak, ktory jak tylko go widze wzbudza we mnie lek i ogromne nerwy, dzis spotkalam go w kosciele i odrazu mysl : moj chlopak nie chodzi do kosciola a ona tak moze NBog chce zebym ja byla z tamtym? :( on spojzal sie na biegajace dziecko odrazu mysl : moj chlopak narazie nie chce mniec dzieci ( ja tez ) ale moze tamten jest dla mnie? nagle nawiedzily mnie mysli i zaczelam kalkulowac ze wiele par bylo ze soba kilka lat a potem sie rozstali i nagle spotkali kogos z kim po roku wzieli slub....... mam juz dosyc!!!!!!!!!!!!!! to samo jest z kazdym niemal innym chlopakiem z ktorym mimo woli mam stycznosc! u mnie w szkole jest taki jeden...... jeden na same dziewczyny! pewnego dnia podszedl do mnie i o cos tam zagadywal! wpadlam w takie nerwy ze jak tylko go widzialam to uciekalam! pojawily sie mysli ze on fajnie wyglada, ma fajny styl i moze jest dla mnie? :( moge dac jeszcze inne przyklady :( pamietam ze rowno rok temu przez tego typka z kosciola mialam takie nerwy ze przez tydzien planowalam samobojstwo :( potem mi przeszlo a dzis kur.... znowu sie na niego napatoczylam :( denerwuje sie gdy tylko nie mam ochoty na przytulanie czy zarty z moim chlopakiem wtedy jest to twarda oznaka : nie kochasz go? :( ciagle mam przed oczyma moja kuzynke ktora bedac z kolesiem kilka lat rozstala sie z nim i po roku juz brala slub z innym..... znam jeszcze dwa inne identyczne przypadki...... poglebia mnie to coraz bardziej.......pomorzcie mi blagam, mieliscie cos takiego ?:( juz nie moge wytrzymac psychicznie!!! jak tylko cos mnie rozdrazni w moim chlopaku mam te chore mysli i lęki:( prosze pomocy....
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do