Natręctwa myśli...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Natręctwa myśli...

przez trek 30 paź 2012, 11:01
Ale jak to wygląda, leżysz całą noc i patrzysz w sufit?
No lekarze niektórzy to szkoda gadać, ja kiedyś mówiłem jednemu, że odczuwam lęk, to mi odparł z taką wręcz pogardą: 'przecież jest pan kawał chłopa'. Więcej już tam nie poszedłem.
A moze zrób dziś sobie relaksacje jakąś.
A potem proponuje taka metodę o której sobie przypomniałem właśnie, że leżysz i świadomością ogarniasz jak największy obszar dookoła siebie tak jakby rozprzestrzeń swoje ciało, mnie takie coś ładnie odciąża i neutralizuje.
I utrzymuj tą przestronność aż do zaśnięcia.
trek
Offline

Natręctwa myśli...

przez sniezka 30 paź 2012, 11:06
Nie nie patrze w sufit bo nie mam cierpliwosci ,aby to robic.Staram sie zasnac lub wstaje i chodze,wpadam w panike.Najgorsze jest uczucie,ze cialo sie relaksuje,a swiadomosc pozostaje i wszystko slysze.
Offline
Posty
100
Dołączył(a)
29 paź 2012, 19:54

Natręctwa myśli...

przez trek 30 paź 2012, 11:13
sprobuj z tą przestronnością, to jest wlasnie na ten umysł.

No ja przy tych 4 dobach mialem, ze cialo bylo skrajnie wymeczone, a umysl taki spięty i jakby nienaoliwiony, nie dawał mi zasnąć.
Ok spadam cos załatwić, tymczasem.
trek
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Natręctwa myśli...

przez bedzie.dobrze 30 paź 2012, 12:11
zmęczona1 napisał(a):sniezka, wiesz co ja jestem tutaj dopiero od str.164( gdzie mam opisane natręctwa przynajmniej ich znaczną częśc) wcześniej nie pisałam więc może ktoś inny miał taki sam nick. Ale chętnie bym poczytała jakie miałaś te natręctwa, bo piszesz że to była totalna głupota, jeśli miałaś te same co ja, i tak teraz do nich podchodzisz to byłoby super. Proszę jeśli możesz to napisz o nich.
bedzie.dobrze, mnie przeraża jak piszesz o tej seksualności i ciągłej potrzeby seksu, nie wiem czy moje mysli bluźniercze mają z tym związek, mnie to przeraża, nigdy nie miałam jakiś wygórowanych potrzeb, nigdy nie miałam z tym problemów, z mężem w tej kwestii jest super,ale nie miałam tak że ciągle chciałam to robic, wszystko jest tak normalnie. Wszystkie te masturbacje, les... i tak dalej czuję wstret i obrzydzenie, zawsze było mi to obce, i nawet nie chcę o tym pisac, bo mnie to nie dotyczy, i jak się wkręcam w te analizy to mam dośc i od razu znowu ten wielki dół. Jak jest lepiej, to za chwilę musi byc gorzej, mam dośc. :cry:


Kochana, spokojnie:) niech Cie to nie przeraza..wlasnie Twoim problemem wydaje sie byc to, iz traktujesz seksualnosc jako cos odrazajacego, a to najbardziej naturalna rzecz dla nas..jak jedzenie picie, wyproznianie sie. Masturbowanie, potrzeby seksualne czy heteroseksualne czy homoseksualne sa NATURALNE..a Ty piszesz o tym jakby to było zło. Nie chodzi mi o to, ze np. jestes bardzo temperamentna, ze masz wygorowane potrzeby..ale o to,ze piszesz z tak wielkim obrzydzeniem o seksie. Ocenzurowałas sobie ludzka seksualnosc i pewnie dlatego masz natrectwa na tle seksualnym. Poczytaj sobie o konfliktach wewnetrznych...to jest tak jak np. ktos tłumi w sobie zlosc, nie pozwala sobie na wrazanie tej emocji, bo przyjal sobie za zasade, ze zlosc jest ZŁA i wyrazajac ja staje sie złym człowiekiem...a tak naprawde zadna emocja nie jest ani zła ani dobra..jest NATURALNA..takie tłumienie zlosci u ludzi z ZOK zazwyczaj objawia sie natrectwem wyrzeadzenia komus krzywdy. Czytajac moje posty zachowaj zdrowy rozsadek i nie nakrecaj sie, bo ja nic złego nie pisze:) Pisze o jak najbardziej ludzkich rzeczach. Sama mam problem z seksualnoscia...zawsze myslalam,ze to nie jest temat tabu dla mnie...a jednak rzeczywistosc okazała sie inna:) Mojej terapuetce zajeło 1,5 roku, aby mnie przygotowac do przyjecia tej informacji, ze OCENZUROWAŁAM SOBIE SEKSUALNOSC..stad rozne nagormadzone frustracje we mnie..musialam to skonfrontowac z dana sytuacja zeby jej uwierzyc..tzn. w momencie kiedy pozwalałam sobie na powiedzmy frywolnosc w lozku..zaraz pojawaiała sie 'cenzura'-natrectwa na tle religijnym. Tak samo miałam ze zloscia...nigdy jej nie wyrazałam..uwazałam,ze jest 'zła'..w koncu organizm nie wytrzymał..tyle sie jej we mnie skumulowało,ze musiały znalezc ujscie-pojawiły sie ntrectwa dot. zrobienia komus krzywdy. Konflikt wewnetrzny to nic innego jak konforntacja naszych naturalnych potrzeb z naszym systemem wartosci. I to nie jest tak,ze musimy dokonac wyboru, bo kompromis istnieje..trzeba tylko uswiadomosc sobie swoje potrzeby, swoje emocje i zaakcpetowac je:) Ja np. ucze sie teraz konstruktywnego wyrazania zlosci:) zlosc kiedys kojarzyla mi sie z agresja, krzykiem, utrata kontroli nad soba. Teraz wiem,ze wystarcz powiedziec ' nie rob tak wiecej, zlosci mnie to'...i juz nie kumuluje sie zlosci:). Uszy do gory i NIE PANIKUJ hehe

-- 30 paź 2012, 12:15 --

trek napisał(a):też miałem podobnie jak byłem religijny, natręctwa wymieszały się z modlitwami. Teraz już wcale nie mam tego.
Jakbym miał być religijny to na zasadzie, ze wszystko w rekach Boga, jestem jaki jestem, takiego stworzyl mnie Bog itd. a nie ze samemu czarowac rzeczywistosc, pokutować, narzucac sobie ciężar... a ta terapeutka to z nurtu analitycznego jest? Bo niektorzy mowia ze tam tylko dłubią i mało to pomaga i ze lepsze behawioralne.


chodze na terapie psychodynamiczna. Wyglada to mniej wiecej tak, ze ja mowie, terapueta słucha..czasem naprowadza na wlasciwe tematy, analizuje emocje...glownie sam odkrywasz siebie:) swoje emocje, prganienia. Jest to bardzo odkrywczy proces. Bywa ciezko..bo czasem sa poruszane bolesne tematy, czasem bywa gorzej niz przed rozpoczeciem terapii..ale to dobry znak zazwyczaj:) znaczy,ze zmiania jest blisko:) Minusem jest to, iz trwa długo, czasem nawet kilka lat.

-- 30 paź 2012, 12:20 --

sniezka napisał(a):Dzien dobry:) Jestem tutaj nowa obecnie choc niezupelnie:)Bylam 2 lata temu pod innym nickiem.Pamietam Zmeczona1 jak pisalam posty z Toba o natrectwach.Mialam identyczne jak Ty.Ta sama tematyka.Wtedy to byl koniec swiata,ale teraz z perspektywy czasu to byla totalna glupota ,ktora mi rujnowala zdrowie.Tez sie boje mojego umyslu bo niewiem co i kiedy znowu wtargnie do Niego.
Od 3 tygodni mam problem z zasypianiem i wkrecilam sobie,ze jak sie klade mysle o momemncie zasypiania.Zastanawiam sie kiedy nastapi utrata swiadomosci.To mnie wykancza.Spie w kratke.Co druga noc chodze po domu w nocy.Wprowadza mnie to w depresje.Nigdy na depresje sie nie leczylam bo wg mojego lekarza nie mialam jej.Problemy,a arczej lek przed bezsennoscia pojawil sie pierwszy raz w 2004 i dzieki Zolpidemowi wyszlam z tego.Panicznie boje sie bezsennej nocy i dnia nastepnego.Lek mnie paralizuje.Od 3 tygodni lykam lek nasenny bo mnie rozluznia i mysli znikaja.Bez niego to nie dalabym rady.Od 3 tygodni znowu mnie nerwica dopadla ,a bylo tak dobrze juz.Od lata leki na sen bralam sporadycznie a teraz znowu od nowa:((( Najgorsze,ze jak nie spie to mam straszny nastroj i moj biedny maz sie meczy.Ciagle przytula mnie i uspokaja.Ja placze i mowie ,ze juz nigdy nie bede normalnie spac.W pracy nie raz sie chcialam zwalniac bo natrectwa nie dawaly mi pracowac.Lek przed bezsennoscia jest najgorszy!


Moze warto skonsultowac to z psychiatra? Mnie bezsennosc zawsze wpedzała w depresje. Tez w pewnym momencie odczuwałam lęk przed spaniem..bałam sie,ze nie bede mogla zasnac i sila rzeczy przez lęk nie mogłam zasnac..błedne kolo. Dobry sposob..mowic sobie ' dzis nie chce zasnac' i podobno na przekor sie zasypia...poza tym gdzie jest napisane/powiedziane,ze w nocy trzeba spac...ze zalozmy wybija ta 23 i trzeba isc do lozka i czekac na sen? Po co ta presja..nie moge spac to nie..to zajmuje sie czyms. Czytam ksiazki, ogladam tv, szydelkuje. Wiem wiem..latwo powiedziec. Mnie brak snu frustruje bardzo, dlatego w okresie najgorszej bezsennosci pobiegal do psychiatry..2 tyg na tabletkach 'zamulajacych' i git..sama potem odstawiłam i teraz sypiam jak mops
bedzie.dobrze
Offline

Natręctwa myśli...

przez zmęczona1 30 paź 2012, 14:54
trek napisał(a):A jest też taka fajna metoda, ktora dziala, jedynie pozostaje kwestia wytrenowania by nie ulec i nie dac sie porwac myslom.
Chodzi o to, ze mysli pojawiaja sie zawsze w odstepach, i jak sie lezy spokojnie to starac sie zauwazac te przerwy ktore pojawiaja sie naturalnie kiedy sie zauwazy ta przerwe to probowac ja przedluzyc o jeszcze chwile, o jeszcze chwile i znowu mysl, wporzadku niech jest i znowu przerwa i przedluzanie jej. Wazne jest by podejsc jak do zabawy, nie usilowac, nie niecierpliwic sie tylko akceptowac, ze sie nieudaje i probowac spokojnie spoczywac w tych przerwach. Wtedy te przerwy sie wydluzaja, umysl tak nie pedzi i film sie urywa az do rana. :D

Próbuję tego, może się uda.

bedzie.dobrze czuję lęk strach, panikę, wyrzuty sumienia, masz rację nie potrzebnie się nakręcam, staram się aby te myśli przepływały, już się tak nimi nie zajmuje i jest lepiej. Ale znowu sobie myślę, jak psychiatra powie mi że to nie nerwica natręctw myślowych tylko coś innego, nie wiem, już wolę żeby to było wynikiem tej choroby, bo inaczej zwariuję. :cry:
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Natręctwa myśli...

przez bedzie.dobrze 30 paź 2012, 15:14
zmęczona1, daje glowe, ze to nerwica natrectw:) Naprawde uszy do gory. Dobrze, ze idziesz do psychiatry, on Cie uspokoi, przepisze pewnie leki, aby zminimalizowac objawy no i polecam goraco psychoterapie! Ja teraz jak mam natretne mysli to sobie mowie ' eeee pierdu pierdu, to tylko nerwica' albo wysmiewam ja np ' no to co tam jeszcze ciekawego moj kochany mozgu wymyslisz? Coz za kreatywnosc'. Najlepiej je ignorowac..ja wiem jakie to ciezkie, bo jak mozna ignorowac cos co nas brzydzi, przeraza, cos co nie jest zgodne z nami...ale i tak nie mamy wplywu na te mysli czy chcemy czy nie chcemy to sie samo mysli..wiec lepiej zeby sobie one przeplywały ignorowane. Z czasem beda tracic na sile, az w koncu calkiem wygasna i błoga remisja..przynajmniej u mnie tak to działa.

a no i od tego sie nie da zwariowac..za dobrze by wtedy było..osoba chora psychiczna, ktora nie bierze leków, nie zdaje sobie sprawy,ze choruje..nerwicowcy odnosza sie krytycznie do swoich objawów.
bedzie.dobrze
Offline

Natręctwa myśli...

przez zmęczona1 30 paź 2012, 15:18
bedzie.dobrze, no od razu lepiej :brawo:
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Natręctwa myśli...

przez bedzie.dobrze 30 paź 2012, 15:24
zmęczona1, poza tym Ty jestes juz jak weteran nn:) tyle mialas juz roznych obsesji:) Jak widzisz, do tej pory nic złego sie nie wydarzyło:) Jak pojdziesz do psychiatry zapytaj go psychoterapie. Leki usuna objawy..ale bez terapii nigdy nie dowiesz sie skad akurat takie natrectwa, jak sobie radzic jak pojawi sie kolejny epizod nerwicy..i generalnie terapia powinna wyleczyc nerwice.
bedzie.dobrze
Offline

Natręctwa myśli...

przez sniezka 30 paź 2012, 18:29
Czuje sie strasznie.Mimo,ze spalam w nocy ciagle sie boje,ze bedzie mi to nawracac.Staram sie odrzucac negatywne mysli,ale boje sie pogorszenia.Dlaczego tak ciezko jest wygrac z tymi myslami?? Tez juz mam to 13 lat ,a nie ucze sie na tym.Ciagle jakby to bylo pierwszy raz:(
Offline
Posty
100
Dołączył(a)
29 paź 2012, 19:54

Natręctwa myśli...

przez bedzie.dobrze 30 paź 2012, 18:50
sniezka, niestety nn jest najbardziej upierdliwym schorzeniem na swiecie:/
bedzie.dobrze
Offline

Natręctwa myśli...

przez sniezka 30 paź 2012, 19:04
Dlaczego nie potrafimy z tym walczyc?Tyle doswiadczen i nic z tego. Jestem do niczego.Nawet pomalowac mi sie nie chce.Wszystko robie na sile,ale w myslach huczy.
Chcialabym byc zdrowa.Normalna.Widze,ze moj maz sie denerwuje i mam starszne poczucie winy.Ciagle plakac mi sie chce.On nie chce pewnie takiej kobiety:(((
Offline
Posty
100
Dołączył(a)
29 paź 2012, 19:54

Natręctwa myśli...

przez trek 30 paź 2012, 19:15
moze w przyszłości będą to leczyć neurochirurgicznie, ponoć już leczą od lat ale nie w pl.
trek
Offline

Natręctwa myśli...

przez bedzie.dobrze 30 paź 2012, 19:27
sniezka, nie jestes do niczego, nie mow tak i nie mysl tak. To nie Twoja wina, ze cierpisz na nerwice. Masz męża..jestescie ze soba na dobre i na złe...teraz masz gorszy okres i po to masz bliska osobe kolo siebie zeby Cie wspierała. Bedzie jeszcze wszystko dobrze:) uszy do gory i nie zadreczaj sie.
bedzie.dobrze
Offline

Natręctwa myśli...

przez zmęczona1 30 paź 2012, 20:36
Tak się zastanawiam, bo to,że w momentach walki moich mysli czuję ucisk w klatce, kłucie w klatce, napięci mięśni całego ciała,bóle głowy częściej z lewej strony to myślę, że to przez nerwicę. Ale od jakiegoś czasu mam coś jeszcze ciężko to wytłumaczyc: boli mnie szyja z lewej strony na linii żyły, tylko to nie jest ból z rodzaju, że jak dotykam szyi to ona boli, to jest taki kujący, pulsacyjny ból, mam tak kilka razy dziennie, pojawia się na kilka minut i znika, i znowu pojawia się i znika. Czasami przez większą częśc dnia go odczuwam, a czasami go nie ma, nigdy tak nie miałam, zauważyłam też, że pojawia się w momentach stresujących.
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do