Nerwica natręctw a związki...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez samotny 13 sty 2007, 02:43
miłość nie takie choroby przezwycięża...ja może nie wiele wiem na ten temat..bo jestem samotny...ale wiem co to miłość...mając NN też można kochać...i to prawdziwie...
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
18 maja 2006, 16:18
Lokalizacja
Opole

przez smutna19 15 sty 2007, 16:01
aaa
Ostatnio edytowano 21 mar 2007, 10:39 przez smutna19, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
29 lis 2006, 18:04
Lokalizacja
Gdynia

Avatar użytkownika
przez n-monika 25 sty 2007, 14:12
Całkowicie popieram to co napisały Kejsy i asia13.!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
79
Dołączył(a)
03 wrz 2006, 21:29

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Jestem nowy. Dlugi nudny post.

przez koles 27 mar 2007, 23:17
Czesc :)
Od dłuższego czasu przeglądam to forum, ale pisze do Was pierwszy raz. Na nn jestem chory już od około 11 lat. Nigdy nie stosowałem psychoterapii, leczyłem się jedynie za pomoca leków. Zażywałem w swoim życiu Anafranil, Deprexetin, Seroxat, Rexetin, ostatnio również lek o nazwie Zalsta (lub coś takiego... nie pamiętam dokładnie nazwy) oraz wiele innych leków, których nazw juz nie pamiętam. Przez te 11 lat nie leczyłem sie non stop.... miałem przerwy po 2-3 lata. Leki zażywałem przez okres około 5-6 miesięcy po czym kończyłem leczenie. W tej chwili mam 27 lat i jest mi źle.
Poczulem się naprawdę lepiej, kiedy dowiedziałem się o Waszej stronie. Jak przeczytałem wszystkie Wasze wypowiedzi, to prawdę mówiąc poczułem się lepiej. Zrozumiałem, że nie jestem sam.
Ta choroba jest potworna. W swoim zyciu miałem kilka dziewcząt...raz nawet byłem zaręczony. Niestety choroba potrafi wszystko zniszczyć. Kiedy poznawałem swoja ostatnią dziewczyne (z która później się zaręczyłem) wszystko było w porządku. Nie dopuszczałem myśli, aby ta piękna dziewczyna zobaczyła we mnie cokolwiek dziwnego. Niestety jak zamieszkaliśmy razem (a znaliśmy sie już około 3 lata) lęki okazały sie silniejsze. Wtedy akurat bardzo bałem się różnych chorób. 100 razy dziennie myłem ręce. Skóra na moich rękach była aż sucha od mydła. Skończyło się na tym, że się rozstaliśmy. Oczywiście to wszystko co Wam piszę jest naprawdę bardzo skrócone. Wiem, że każdy, kto to czyta zdaje sobie sprawę na czym ta choroba polega, więc nie muszę wnikać w szczegóły. To, o czym napisałem jest tylko jednym z wielu przykładów objawów choroby. A w swoim życiu miałem ich wiele. O dziewczynie już dawno zapomniałem. W tej chwili mnie dręczą inne lęki i obawy. I piszę do Was, bo nie wiem, co z nimi robić. Nie będę ich opisywał, ponieważ każdy z nas wie, że objawiają się one tym, że to na czym nam zależy nagle staje się niemożliwe. Nie chodzi o to, aby pisać o "magicznych liczbach", o lękach przed różnymi chorobami, o sprawdzniu wszystkiego dziesiątki razy i wiele innych. Każdy z nas o tym wie. Objawów tej choroby jest wiele, ale wszystkie sprowadzają się do jednego: to, na czym nam zależy, jest nagle utrudnione, nieosiągalne, bądź nawet niemożliwe. Oczywiściwe to wszystko to są tylko myśli, ale to są myśli, które uniemożliwiaja dalsze działanie.
Reasumując, piszę do Was, abyście mi pomogli. Jak mam sobie poradzić z myślami (specjalnie ich nie opisuję, bo każdy ma inne, aczkolwiek wszystkie sprowadzają się do jednego), które mnie dręcza i uniemożliwiają dalsze działanie. Mam takie myśli, które powodują, że nie ma sensu czegoś robić, bo coś tam i tak zostało źle zrobione i tak. Zdrowy rozsądek podpowiada mi, że wszystko zostało zrobione dobrze, ale natręctwa mi mówia "nie rób tego, nie ma sensu, bo i tak coś kiedyś źle zrobiłeś i cie złapią". Poradzcie mi coś proszę.
Tak na marginesie: jest ktoś może z Torunia lub okolic i może polecić jakiegos dobrego psychoterapeute?

Pozdrawiam
Lysy.

P.S.
Bardzo chętnie umówiłbym się na jakies spotkanie integracyjne z osobami z tego forum. Na jakies pifko lub coś takiego. Dajcie znac, jeżeli macie ochotę .
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
27 mar 2007, 22:20

Avatar użytkownika
przez MarionetaDeTrapo 28 mar 2007, 08:34
Niestety takiej złotej recepty nie ma. Jest chyba najlepiej wskazana w Twoim przypadku rozmowa z psychologiem, który przez 10 sesji będzie Ci wmawiać, że wszystko ma sens, a "kłamstwo" powtorzone 100 razy stanie się prawdą. Do tego antydepresanty.
Posty
24
Dołączył(a)
11 lut 2007, 10:12

moje zdanie

przez Migotka19 30 mar 2007, 20:52
Ja też uważam, że najlepiej gdybyś poszedł do specjalisty. Niestety wiem, że nie jest to takie proste, sama mam problem, z którym nie mogę sobie poradzić i nie mogę sie zebrać by iść do psychologa. Powinieneś zacząć walkę z samym sobą (ja się staram). Musisz byś silny i nie dać się opanować tym złym myślom, ja wiem, żę to jest okropnie trudne, ale warto podjąć ten trud, bo może sie opłaci. Zrób mały eksperyment, np sprawdź co sie stanie, gdy nie umyjesz rąk, gdy nie dopuścisz do siebie tych dręczących myśli. Sam zobaczysz, ze nic złego się nie stanie. Ważne jest wg mnie panowanie nad samym sobą. Mam nadzieję, że wygrasz tą walkę, będę trzymać za Ciebie kciuki, w końcu jedziemy na tym samym wózku. Pozdrawiam i życzę powodzenia. :smile:
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
24 mar 2007, 17:44

Hej:)

przez antistatic 31 mar 2007, 01:03
Oj długo nie zaglądałem na ten wątek... Masa rzeczy przede mną i za mną również. Problemów też. Przepraszam.
Szarotko, również doskonale Cię rozumiem... Co u Ciebie? Dalej walczysz czy poddałaś się?

Zastanawiam się coraz bardziej nad wszystkim i nad sensem związku z moim dziewczem. Wcześniej nie potrafiłem tego ująć - część z Was zinterpretowała to, że chce słyszeć, że mnie kocha zamiast patrzeć na to jak jest. Teraz potrafię to ująć w słowa. Chodzi o to, że kiedy wchodzi w etap zastanawiania się - myśli tylko o tym. Nie potrafi się cieszyć z tego że jesteśmy razem, normalnie rozmawiać ze mną (denerwuje ją), dać się przytulić, pocałować, cieszyć się chwilą. Traktuje mnie wtedy obojętnie jeżeli nie obcesowo i wiem że moja obecność ją tylko dołuje. Wie, że sama nie daje i że nie czuję, że jej na mnie zależy. Owszem powtarza że jest ok, że chcę być ze mną (bo jej jest dobrze), tyle tylko że tego na zewnątrz nie widać. A czuć coś wprost przeciwnego.

Wszystko to ma swój cykl - 5 dni jest naprawdę ekstra, potem 2-3 dni kiedy mówi mi, że się zastanawia, jak to określa troszeczkę, a potem ze 2 tygodnie bardzo poważnie.

Nie wiem czy najgorsze, czy najlepsze jest to, że nadal ją kocham, nieba bym jej przychylił zawsze i wszędzie. Gdybym nie kochał nie było by mnie przy niej już ponad 4 lat - czy źle czy dobrze - zawsze przy niej. Jestem już w tym wieku i na tej ścieżce która się kończy i rozgałęzia. Chcę prosić ją o rękę, ale bardzo sie boje czy to nie sprawi, że poczuje się ona jeszcze gorzej, że wtedy zaczną się kolejne stresy. Nie mówiąc już o odrzuceniu. Bo jak to powiedzieć - prócz tego że chcę kochać, chcę być kochany, a nie być z kimś komu jest ze mna dobrze.

Prawdę mówiąc nerwowo już wysiadam (nie mogę spać, ciągle opróżniam lodówkę;), coraz częściej boli żołądek, potocznie mówiąc telepie mnie;) bo... chciałbym mieć coś stałego w zwiazku (prócz tego cyklu). Chciałbym normalnie pracować, wracać do domu, cieszyć się życiem, mierzyć się z problemami zewnętrznymi - wiecie wszystko gna tak szybko do przodu, wszystko się zmienia, nastręcza problemów - chciałbym by mój dom był ucieczka od tego, oazą spokoju. Wiem, że jest to nierealne - bo to tylko idea. Zdaję sobie sprawę że nawet ta "oaza spokoju" w zwykłych związkach nastręcza trudności a co dopiero w takim. Jestem gotowy na wyrzeczenia...

Kolejną złą wiadomością jest to że Moje Kochanie nie chce za żadne Skarby się wziąć za siebie. Dołuje mnie to, że nie chce o tym ze mną rozmawiać (nie tłuc bez przerwy, od czasu do czasu jedynie), że nie zajmuje sie tą jakby nie było nasza chorobą, że nie szuka rozwiazania problemu tylko użala sie nad sobą. Rozumiem to. I wszystko spada na moje barki.

Chcę ją przekonać, kolejny raz, do tego by spróbowała czegoś nowego. jeżeli jeden lekarz jej nie pomógł to może pomóc inny. Może będzie miał wiecej cierpliwości i chęci pomocy. Nic z tego. Mówi że nie ma sensu. Proszę ją, by chociaż zainteresowała sie tym jak inni sobie z tym radzą, by weszła chociazby na to forum, dowiedziała się czegoś nowego o sobie. Nic.

Dojrzewam do postawienia Jej w delikatny sposób ultimatum. Będziemy razem pod warunkiem, że w końcu zaczniesz coś robić i nie będzie mi chodziło o skutki, ale o to że będzie walczyć o siebie, a tym samym i o nas.


Przepraszam za chaotyzm tego postu. Naprawdę jest to dla mnie bardzo duże przeżycie pisać o tym wszystkim.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
29 wrz 2006, 23:27

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 31 mar 2007, 13:47
antistatic mam wrażenie jakbyś pisał o mnie...
zachowuje sie identycznie tak samo. I nie dziwie ci się , że nerwowo już wysiadasz... bo to odbija sie na obydwóch stronach.
Sama zaczynam powoli zauważać że mój chłopak psychicznie nie daje rady.
Ale co zrobić.... nie mam pojęcia jak z tego wyjść.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez antistatic 01 kwi 2007, 00:39
[/b]Bad Girl[b] też nie wiem. Niestety.
Mi wystarczyłoby gdybym widział, że Moja Pani się stara, rozmawia o tym ze mną spokojnie i cierpliwie. Nie zawsze, nie często, ale nie nigdy. Że wierzy w zwycięstwo nad tym chorubskiem. To marzenia bo wiem jak taka rozmowa emocje wywołuje w NNkach :smile: Bardzo bym się ucieszył gdyby to moja dziewczyna pokazała mi to forum, a nie ja jej. Gdyby się tak udało w połowie...

Ostatnimi dniami trochę myślałem nad tym wszystkim. Powoli odzyskuję spokój - towar deficytowy obecnie;) I staję się mniej obojętny - bo do tego niestety doszło:( /mam dość tego, że nie walczy; że tylko raz spróbowała,że oszukuje mnie mówiąc ze się stara/, Zamknąlem się w swojej jaskini;)

Przygotowuję strategię. Chcę jej pokazać, że jednak warto spróbować pójść na terapię - pomęczyć się, wypocić to wszystko z siebie. Tym razem zamierzam z nią pójść i osobiście się spytać czy mogę przyjść. Co moge zrobić.
Nie wiem czy do niej trafi argumentacja w formie np. sierżanta szkolącego żołnierzy, albo trenera szykującego swojego Balboe do walki(żartuję sobie oczywiście) Heheh dobry znak

Najgorsze jest to, że z tymi moimi nerwami jest jak na równi pochylej(patrząc z perspektywy tych latek). Jak ktoś napisał - znajdę sobie działkę do której Moja Miła nie bedzie miała wstępu;), gdzie będę mógł od czasu do czasu odpocząć. Zobaczymy co będzie później.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
29 wrz 2006, 23:27

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 03 kwi 2007, 21:15
My - cierpiący na NN - nie zawsze widzimy sens w tym wszystkim. Przychodzą dni, kiedy nawet nie chce się już walczyć i starać... bo nie widać rezultatów... a więc po co się męczyć.
Rozmowa na te tematy jest niezwykle trudna (wiem to po sobie) bo po pierwsze cieżko mi rozmawiać na ten temat zwłaszcza, że moge zranić mówiąc "czuje że cie nie kocham, mam wątpliwości"... a po drugie jeśli się jest osobą zamkniętą w sobie... sam wiesz... trudno sie mówi o tym co siedzi głeboko w nas.
a czy twoja dziewczyna bierze chociaż jakieś leki? w jakimś stopniu one naprawde pomagają. przede wszystkim poprawią nastrój... a kiedy jest się zadowolonym z życia, to i inne rzeczy przychodzą łatwiej. tak mi sie przynajmniej wydaje...
ale terapia to dobry pomysł... i nie rezygnuj ze swojej walki. namawiaj ją do tego tak długo aż jej sie to znudzi i wrecz ze złości, żebyś dał sobie spokój pojdzie tam i sama zobaczy że psychoterapia może zdziałać cuda.
dobry lekarz to podstawa... ale myśle że można go znaleźć.
I przy okazji życze ci dużo wytrwałości i powodzenia.
Z nami nie jest łatwo. ale bez nas... ;) sam wiesz.
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez antistatic 04 kwi 2007, 01:25
Hej Bad Girl,
my wszyscy tak mamy. Dziś mam okropnego doła - chyba po prostu skupiłem się na sobie i moich emocjach, na uczuciach trochę nadwyrężonych. Staram sie Maleństwu nic nie okazać ale to naprawdę trudne, czasami wręcz nie wykonalne;) Zwątpiłem dziś i jest mi z tym źle, jeżeli nie użyć mocniejszego słowa.

Rozmawiałem z nią dziś o tym. Obiecała, że zacznie coś robić, coś więcej niż do tej pory. Wzbraniała się przed psychoterapeutą, ale udało się. Co do leków, nie bierze. Mam jej tylko o tym nie wspominać przez tydzień. Rozmawialiśmy o tym także, że od jakiegoś czasu zamiast nas zbliżać do siebie, NN rozdziela, oddalamy się od siebie. Fajnie, bo ma w tym względzie ma być tak jak kiedyś:)
Martwiłem sie tylko że jak przyjdzie co do czego będzie gorzej. Ale... teraz już nie mam zamiaru o tym myśleć.
Kiedyś, na samym początku - bo to już trwa jakieś 8/9 lat dostała coś psychotropowego - powiedziała, że w życiu nic więcej nie weźmie. Opowiadała mi, że spała, właściwie nie ruszała sie z domu. Przekonywanie, że wiele w tym zakresie działania i skutków ubocznych się zmieniło <<(przynajmniej mi sie tak zdaje), nie przekonało jej, że gdyby zaszła taka potrzeba...

Nie mam się komu z tego zwierzyć, porozmawiać o tym, bez Miśka. Nie zgadza się na to, a nie chcę robić tego wbrew jej woli. Tu jest trochę inaczej, dlatego dzięki BG :)
Dobrej nocy
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
29 wrz 2006, 23:27

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 04 kwi 2007, 08:14
Jeśli obiecała, że zacznie robić coś więcej niż do tej pory to już naprawde ogromny krok do przodu :)
to jest racja, że NN rozdziela.... to jest smutna prawda, ale razem można przetrwać naprawde wiele i dobrze że z tym walczycie. i obydwie strony tego chcą, bo to już połowa sukcesu :)
do leków ma sceptyczne podejście a to nie dobrze.... trzeba przetrwać pierwsze tygodnie mimo że jest ciężko. ale później efekty są naprawde zaskakujące. w sumie jeśli zacznie chodzić do psychoterapeuty to on sam zdecyduje czy te leki są potrzebne czy też nie. a powiedz, na jakim tle twoja ukochana ma natręctwa? jeśli możesz o tym mówić oczywiście.
no i uważaj, żebyś czasem sam nie wpadł w jakąs nerwice... musisz mieć naprawde dużo siły. ale wierz, że wszystko się ułoży :)
jeśli chcesz pogadać to ja zawsze chętnie posłucham. w końcu co nie co wiem o tej chorobie więc jeśli się na coś przydam, moge w czymś pomóc to czuje się lepiej. nie raz czuje się do niczego... Nerwica to ciężka choroba... duszy ;)
Życze miłego dnia. Trzymaj sie ciepło!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez Nerwowa 18 kwi 2007, 10:10
Ja mam chłopaka juz 5 lat :)
A choruje na NN juz od niepamiętnych czasów ... Bo wczesniej nie zdawałam sobie sparwy z własnej choroby ...
Mój chłopak również ma NN, tylko że jego natrectwem jest obsesyjne mycie rąk i nie dotykanie niczego co może "zawierać" bakterie :)
Ja natomiast "muszę" przydeptywać kanty, jakieś kamyczki czy wyłączać światło 3 razy !
I choć czasmi nachodzą mnie myśli depresyjne związane z naszym związkiem, to jednak na następny dzień wiem że nikogo nigdy tak nie pokocham jak jego, i wraca mi wiara w jego miłość do mnie.
On akceptuje moje "odchylenia" czasmi śmiejemy się z siebie nawzajem, a czasmi kłócimy się o jego "nadwrażliwość na brud" czy moje obsesyjne myśli.
Jedno wiem jednak na pewno z tą chorobą można stworzyć normalny związek, ale nie tylko 1 strona musi tego chieć muszą pomagać obydwie strony :)
Powedzenia w waszych związkach!
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
16 kwi 2007, 10:47

Avatar użytkownika
przez Róża 18 kwi 2007, 10:39
:?
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do