natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

Avatar użytkownika
przez refren 12 lip 2013, 16:24
sadi31 napisał(a):zeby kogos pouczac podstawiajac madre cytaty z PS wypadalo by owo pismo znac nie tylko w kontekscie bajek i przypowiesci ale tez i nauki i przede wszystkim historii - inaczej wlasnie powstaja takie brednie o golebiach ktore zapladniaja dziewice


No ale co, wyjaśniłeś już sobie naukowo, że niepokalane poczęcie to in vitro, którego dokonał Bóg będący zbiorowym urojeniem czy masz jakąś rewolucyjną interpretację Pisma św, czy znalazłeś historyczne dowody, że Jezus był kobietą? Przydałoby się jakieś rozwinięcie.

-- 12 lip 2013, 16:33 --

sadi31 napisał(a):
masturbacja to nowoczesna nazwa, stara nazwa brzmi samogwałt
- swoja droga jedna z najglupszych nazw jakie slyszalem - samo-gwalt - jak mozna zgwalcic samego siebie skoro gwalt jest wbrew woli i na przekor - osoba ktora sie masturbuje wyraza na to zgode a wrecz chec wiec o jakim gwalcie tu mowa ;-0
- onanizm - hmmm - no tak ksiega Onana - ST gdzie bOg ukaral go za to ze bzykajac sie ze swoja laska mowiac brzydko spuscil sie na kocyk - '' upuscil nasienie na ziemie''
- tak troche z historii


A jaką nazwę preferujesz? Mi się podoba "kochać się ze sobą", widziałam kiedyś taki zwrot w kobiecym czasopiśmie, może tak? - jest to ładne, bo nacisk wtedy jest położony jest na uczucia i relację.

-- 06 lis 2013, 20:46 --

Znalazłam świetną według mnie myśl dla religijnych nerwicowców, jak dla mnie trafia w sedno:

Nasz olbrzymi wysiłek na drodze konfliktów wewnętrznych, rzutów świadomości, cierpień, nieprzystosowania się do siebie i otoczenia, rosnącej tęsknoty do ideału i samodeterminowania, co jest dla nas istotne, a co nieistotne — musi być uszanowany i przyjęty. Inaczej nie ma Boga miłości, ale jest najwyższego rzędu dyktator, który stworzył nadmiar cierpień ludzkich, bardzo wyraźnie zindywidualizowanych i w rozwoju coraz bardziej się indywidualizujących przy naszym udziale, po to, aby po tym zdeterminować niezależny od nas proces „kropla—morze", proces identyfikacji bez zachowania naszej esencjalnej struktury. Jeżeli tak jest, to jest to przeciw nam, przeciw „prawdziwie boskiej" i „prawdziwie ludzkiej" moralności Kazimierz Dąbrowski W poszukiwaniu zdrowia psychicznego
All men will be sailors, then, Until the sea shall free them...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3284
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

przez pokahontaz15 26 kwi 2014, 12:34
Witam Wszystkich :D kochani nie bójcie się :d

wszystko to to po prostu nasza chora głowa fakt ,że czasem nie mamy nad tym kontroli .

Opowiem wam moją historię.
Ok 4 lata temu wykryto u mnie nerwicę natręctw ,to co w tedy działo się w mojej głowie to bylo coś strasznego myśli dręczyły mnie dniami i nocami , w nocy nie mogłam spać a w dzień chodziłam nie przytomna i czym bardziej odrzucałam te myśli one tym bardziej wracały.
A dotyczyły właśnie strachu przed opętaniem , nie wiem jak to się zaczęło dokładnie ale chyba w szkole ktoś zaczął mówić o diable i o paktach z nim tip itp. , i tak zaczęłam się bać że nie byłam w stanie skupić się na niczym bałam się ,że zostane opętana przez zło , miałam również myśli przeciwko Duchowi Świętemu , miałam myśli że wzywam szatana itp. co oczywiście nie jest i nie było prawdą i nigdy nie będzie ,były to myśli straszne i przychodziły wbrew mojej woli , wtedy bardzo się bałam ale jednocześnie modliłam się i chodziłąm do kościoła ale i w kościele te myśli nie dawały m ispokoju , aż wylądowałam u księdza Egzorcysty , ksiądz odprawił modlitwę i powiedział że nie jestem opętana po prostu że może mógł mnie też ktoś przeklnąć.... naszczęście trafiłam do dobrego psychiatry i wykrył nerwicę natręctw pomogły leki , modlitwa i moja duża praca nad sobą . Bardzo chciałąm się tego pozbyć i udało się dzięki mojej silnej woli i tego że mimo że te myśli były okropne i tak natrętne i czasem też nei wiedizałam czy oszalałam to chodziłąm to kościoła i modliłam się i to bardzo też mi pomogło :d ale wiem że to co może zrodzić się w głowie to mozebe być coś strasznego... miałam też myśli że chce żeby moja rodzina umarła albo żeby była opętana co jest zupełną nieprawdą. Wiem że te myśli nigdy nie były moje przychodziły wbrew mojej woli . myślę ,że dzisiaj jest już dobrze ,a gdy czasem takie myśli przychodzą nie boję się już bo wiem ,ze Bóg jest ze mną i że nie spotka mnie nic złego , i ze to chory umysł czasem płata figle.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
25 kwi 2014, 16:36

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

przez rttl5 07 paź 2014, 07:45
Mam 18 lat. Z nerwicą natręctw zmagam się już od pewnego czasu, nie jestem w stanie powiedzieć jakiego dokładnie. Na początku nie była to nerwica na tle religijnym - zaczęło się od higieny. Bałem się, że jeśli nie wypłukam porządnie ust przed snem, coś mi się stanie kiedy będę spał, że umrę z powodu jakiegoś wirusa bo coś wleciało mi do ust albo dotknąłem ust brudną dłonią/czymś czego nie powinienem. Potem przeszło to w paniczny strach przed utratą wzroku. Później było długie, dokładne mycie rąk. Używałem sporych ilości mydła i prawdopodobnie jeszcze większych ilości wody. Kiedy nie byłem pewien co do czystości ręcznika, czasami po prostu otrzepywałem dłonie i czekałem, aż wyschną, żeby się nie bać. Jeśli dotknąłem przypadkiem czegoś, co moim zdaniem było brudne, powtarzałem mycie. Przestałem w ogóle dotykać kurków dłońmi - zakręcałem je łokciem. Później zaczęły się natręctwa na tle religijnym.
Bluźniercze obrazy pchające mi się do mózgu, mimo, że wcale nie chcę ich widzieć. Myśli obrażające Pana Boga i Matkę Bożą. Zacząłem się obawiać mojego stylu chodzenia. Żyję w rodzinie wierzącej, więc w moim pokoju znajduje się Święty Obrazek Pana Jezusa. Kiedy wchodzę do pokoju i idę w kierunku fotela, jestem odwrócony tyłem w kierunku do Obrazka (znajduje się On nad drzwiami). Zacząłem się bać, że to coś złego, że nie powinienem odwracać się tą stroną do Świętego Obrazka. Zacząłem chodzić do tyłu, zazwyczaj ze spuszczoną głową. Kiedy już siedziałem na fotelu, często dopadały mnie inne obawy. Mój fotel znajduje się przy ścianie przeciwnej w stosunku do ściany, na której znajduje się Święty Obrazek. Musiałem uważać, żeby np. bekając czy kichając nie odwrócić głowy w kierunku Świętego Obrazka. Zacząłem mieć również natręctwa co do położenia i kierunku mojego środkowego palca, żeby czasem nie pokazać wiadomo jakiego gestu w stronę Świętego Obrazka. Kiedy zapalałem światło, a było już ciemno, Święty Obrazek odbijał się w oknie które znajduje się w ścianie przy której stoi mój fotel. Trzymając więc szklankę/butelkę, czasami starałem się to robić za spód, tak, żeby mój środkowy palec podczas jej trzymania był skierowany przede mnie - do ściany, na której nie znajduje się ani Święty Obrazek, ani jego odbicie. Pojawiły się również natręctwa dotyczące drzwi łazienki, w której znajdował się kalendarz z wizerunkiem Matki Bożej. Znajdował się dosyć blisko drzwi, więc zacząłem się bać, że zamykam je za mocno. Zacząłem zamykać je delikatniej, i uważnie obserwować, czy drzwi nadal się nie "bujają", co stało się moim kolejnym natręctwem.
Modląc się, boję się nieodpowiednich w momencie Modlitwy reakcji fizycznych mojego organizmu (wiadomo o jakie reakcje chodzi). Boję się bluźnierczych myśli. Staram się przybrać odpowiednią pozycję do Modlitwy, tak, żeby nie wypinać się za bardzo ani z przodu ani z tyłu, co jest raczej trudne i czasami prowadzi do bólu pleców. Boję się ułożenia języka w ustach, ułożenia ust. Modlitwa staje się dosyć nerwowym przeżyciem, zwłaszcza na końcu. Czując, że jestem już bliski końca Modlitwy, staram się nie popełnić żadnego błędu. A to prowokuje nieodpowiednie myśli, nieodpowiednie reakcje organizmu. Boję się również przejęzyczeń.
Ale najgorszy jest lęk. Nie jest to lęk przed karą w postaci utraty znajomych, braku powodzenia w życiu towarzyskim czy zawodowym. Nie jest to nawet lęk przed śmiercią w sensie utraty świadomości na zawsze (chociaż takiej też się obawiam). Mój największy i najtrudniejszy do zniesienia lęk to lęk przed piekłem. Boję się, że jeśli nie zrealizuję pewnych czynności, jeśli nie wykonam ich odpowiednio, jeśli popełnię błąd w modlitwie, zrobię nieodpowiedni ruch w kierunku Świętego Obrazka bez późniejszego przeproszenia Pana Boga lub wykonania pewnej czynności, trafię do piekła.
Nie jest to aż tak okropne dopóki nie muszę spać. Ale najgorsza jest bariera między stanem przebudzenia a zaśnięciem. Boję się, że jeśli zasnę, obudzę się w piekle. Dlatego jeśli udaje mi się normalnie chodzić, "wyluzować" trochę z wszelkiego rodzaju natręctwami, to wszystko powraca do mnie przed snem. Staram się odkładać moment snu jak najdłużej, ale w końcu muszę się położyć. Ale jest mi coraz ciężej i ciężej z moją nerwowością podczas Modlitwy. Ciężko mi zignorować ten lęk przed snem. Jest po prostu zbyt duży. Gdybym bał się czegoś mniej strasznego, może udałoby mi się jakoś z tego wyjść, ale boję się wiecznego cierpienia. Lęku przed takim losem nie da się po prostu zignorować. Nie wiem co mam robić.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
07 paź 2014, 06:36

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 08 paź 2014, 22:00
Witaj rttl5!

Masz bardzo rozbudowane strategie radzenia sobie ze swoimi irracjonalnymi lękami. Kompulsje, a więc czynności przymusowe, które pełnią charakter swoistych rytuałów mających Cię uchronić przed bliżej nieokreślonym złem, cierpieniem, bólem mocno utrudniają Ci życie. Pytasz, co masz zrobić. Najlepiej udać się do lekarza psychiatry, opowiedzieć o swoich objawach i rozpocząć leczenie. Myślę, że w Twoim przypadku konieczne będzie połączenie farmakoterapii z psychoterapią. Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Psycholog
Posty
7586
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

Avatar użytkownika
przez rikuhod 12 paź 2014, 13:12
rttl5, naczy wiesz że nie popełniasz grzechu takimi myślami, bo nie robisz tego umyślnie to natrętne myśli więc nie popełniasz grzecu przez nie.

Tylko nie walcz tak z tymi myślami, nie ulegaj im tak że musisz się ciągle kontrolować w ten sposób tylko nasilasz nerwice x______x Zamiast tego poprostu ignoruj te myśli i lęki, niech płyną jak zwykłe myśli.

Znasz taką zasade nie chcesz usilnie pomyśleć o czerwonym rowerze, to ostatecznie umysł i tak o nim pomyśli. Kiedy zaś olejesz myśli i zaczniesz dawac im przechodzic i płynąć przestaną nękać.
Dlatego nie ulegaj tym myślom, nie kontroluj się tak, bo w ten sposób tylko te chorobe nasilasz.

Wiesz modlitwa tez może pomóc w zwalczaniu nerwicy bo to działa jak medytacja. Najbardziej napełniająca duchowo jest modlitwa "Ojcze Nasz" ona bardzo uspokaja wewnętrznie.
Pomódl sie w ciszy, to bardzo uspokaja organizm. Jeśli nawet wtedy nachodzą cię jakieś myśli to ignoruj je, bo właśnie o to wtym chodzi.

Te myśli to poprostu stres, to znaczy coś wewnątrz cię trapi i wywołuje ten stres ta modlitwa właśnie na tym polega aby cię z tego stresu oczyścić. Na początku myśli mogą się jeszcze pojawiać ale nawet jak się pojawiają módl się dalej,(musisz ten strach przełamac i modlić się dalej/potem już będzie tylko lepiej) myśli niech sobie płyną, a ty módl się dalej w koncu poczujesz sie oczyszczony. Ale módl się tylko przez "Ojcze Nasz" bo ta modlitwa najbardziej działą duchowo i uspokaja.

Piekła nie musisz się bać o ile szczerze starasz sie zbliżyć do Boga to dostaniesz się do nieba :) pamiętaj Bóg daje ci tyle ile możesz unieść ty wymagasz od siebie za dużo! dlatego ta nerwica musiała się pojawić. O ile szczerze starasz sie w ramach swoich sił, to dojdziesz do Boga.
Pamiętaj tez aby odpocząć, bo Jezus też pozwolił uczniom odpocząć. Odpoczynek też jest ważny bo daje siłe do pracy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
441
Dołączył(a)
24 gru 2012, 00:25

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

przez rttl5 13 paź 2014, 04:57
Dzięki za przeniesienie postu, chyba nie zauważyłem tego tematu.

ekspert_abcZdrowie, prawdopodobnie udam się do psychiatry w tym tygodniu.


rikuhod,
Tak, ale jeśli po prostu odpuszczę sobie i pozwolę myślom, które przecież są bluźniercze i mówią złe rzeczy o Panu Bogu, płynąć jakby nie były niczym złym, czy nie jest to poddanie się złu?

Problem w tym że Modlitwa staje się dla mnie stresem. Kiedy źle wymówię jakikolwiek wyraz, boję się kary. Najbardziej obawiam się chyba zniekształcenia Imienia Pana Boga, dlatego staram się Je wymawiać dosyć głośno i wyraźnie, czasami przeciągając samogłoski bo boję się że zjem ostatnią literę. Kiedy zrobię jakiś dziwny gest albo cokolwiek nieodpowiedniego, nawet widząc Imię Pana Boga na stronie w internecie, zaczynam się zastanawiać, czy nie powinienem za to przeprosić.

"O ile szczerze starasz się zbliżyć do Boga". To jest właśnie problem. Nie czuję raczej tej miłości, tego zaufania, tej wdzięczności, którą powinny chyba czuć osoby wierzące. Czuję strach przed karą.

Wyspowiadałem się wczoraj. Niezbyt pomogło. Niestety, moja wiara opiera się na strachu. Możliwe, że przez to jest niedoskonała, ale nie mogę nic na to poradzić. Strach był moją motywacją kiedy zacząłem się znowu modlić (przez dosyć długi okres byłem, hmm, nie wiem jak to określić, może nie ateistą, ale nie myślałem ogólnie o rzeczach typu "co się stanie jak umrę" itp., więc nie modliłem się, nie chodziłem do Kościoła), kiedy zacząłem znowu chodzić do Kościoła. Szczerze przyznałem podczas spowiedzi, że do uczestnictwa w niej skłonił mnie strach przed karą Bożą.
Zresztą przez ostatnie tygodnie strach to raczej przewodnia emocja w moim życiu, która przesądza o większości moich decyzji i zachowań. Boję się przekręcać fakty, nawet jeśli chodzi o coś drobnego. Jeśli nie chcę powiedzieć prawdy, raczej staram się po prostu omijać temat. Wiem, że to dobrze, że nie powinno się oszukiwać ludzi, ale czasami chodzi tutaj o zupełne drobiazgi które raczej nikogo nie mogłyby skrzywdzić. Zaczynam się bać pewnych wyrazów, piosenek, boję się że mają związek z szatanem albo złem.
Boję się liczb związanych z szatanem. Nie wypiszę ich, ale chyba wiadomo, o które chodzi. Co więcej, nie tylko nich, ale również cyfr, z których ta liczba się składa. Staram się nie robić rzeczy sześć razy. Zakręcanie butelki, zakręcanie kranu, sprawdzanie czy drzwi są zamknięte... Przeróżne rzeczy wiążą się z moim strachem przed tą liczbą.
Co więcej, boję się, że nieświadomie zacznę wyznawać szatana albo zawrę z nim jakąś umowę. Kiedy na czymś mi zależy, od razu nasilają się myśli sugerujące, że chcę coś takiego zrobić. Jeśli nie uda mi się ich odpowiednio w porę zagłuszyć, zaprzeczam im słownie, mówiąc do siebie. Oczywiście mówiąc do siebie staram się pilnować słów, żeby ich nie przekręcić.

Do niedawna masturbowałem się regularnie, ale zrezygnowałem z tego, bo to chyba grzech (podobno kwestia sporna, ale na wszelki wypadek). Staram się unikać w miarę też bycia wściekłym na ludzi, bo to chyba prowadzi do nienawiści a nienawiść chyba również jest grzechem. To są chyba dobre strony mojej nerwicy.

Myślałem o przeczytaniu Pisma Świętego, od deski do deski. Może uda mi się zrozumieć wiarę Chrześcijańską, zrozumieć, co Pan Bóg oczekuje od ludzi.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
07 paź 2014, 06:36

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

Avatar użytkownika
przez Lusesita Dolores 13 paź 2014, 09:13
rttl5, jeśli się modlimy to nie róbmy tego z powodu chęci wyzdrowienia a z powodu miłości do Boga
chodze boso po ulicy


Ketrel 400mg
Solian 800mg
Haloperidol 5mg


opium
Posty
6844
Dołączył(a)
16 cze 2013, 12:25
Lokalizacja
Chaos

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

przez rttl5 13 paź 2014, 09:35
Ahma, problem w tym, że ja jej chyba nie czuję. Modlę się ze strachu. Jeśli z miłości, to z miłości do moich bliskich i do życia - czyli dwóch rzeczy, które nie chce stracić, a które boję się, że Bóg może mi odebrać. Nie jestem jakimś psychopatą. Potrafię kochać. Ale chyba nie umiem kochać Boga.
Może to dlatego, że zbyt długo byłem od niego oddalony. Może jeśli będę od teraz przystępował regularnie do Mszy Świętej i Spowiedzi, prosił Boga żeby pomógł mi wzbogacić przyczyny mojej wiary w coś piękniejszego niż strach, może wtedy uda mi się pokochać Boga i życie w zgodzie z jego zasadami.
Bo w tej chwili z tęsknotą patrzę w czasy, kiedy wcale nie myślałem o życiu duchowym. Nie będę kłamał, to właśnie było dla mnie szczęśliwe życie. Nie czuję pragnienia bycia z Bogiem, ale czuję mocne pragnienie uniknięcia kary Bożej. A o ile mi wiadomo w wierze Chrześcijańskiej nie ma środka. Albo żyjesz z Bogiem w Niebie, albo bez Boga w piekle (Czyściec jest chyba tylko poczekalnią do Nieba, zresztą o ile pamiętam są spory co do jego istnienia). A piekła boję się najbardziej i niezależnie od tego, jak bardzo szczęśliwe miałoby być moje życie na Ziemi, nie chcę tam trafić.

Dlatego będę próbował. Dzisiaj idę na Mszę Świętą ku pamięci Babci. Poproszę Pana Boga o pomoc w odkryciu życia, które jest jednocześnie szczęśliwe i pozbawione grzechu.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
07 paź 2014, 06:36

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

Avatar użytkownika
przez Lusesita Dolores 13 paź 2014, 11:43
rttl5, głównym rezultatem modlitw nie jest wyzdrowieniee nie zmiana losu a zmiana wewnętrzna]
chodze boso po ulicy


Ketrel 400mg
Solian 800mg
Haloperidol 5mg


opium
Posty
6844
Dołączył(a)
16 cze 2013, 12:25
Lokalizacja
Chaos

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

przez rttl5 13 paź 2014, 12:19
Ahma, wydaje mi się, że zmiana wewnętrzna jest chyba tym, czego potrzebuję.
Nawet kiedy stosuję się do Słowa Bożego, robię to tak jakby na złość, czuję wściekłość i potrzebę okazania że wcale nie kocham Boga tylko jestem zmuszony do okazania mu posłuszeństwa. Nie potrafię spojrzeć na życie prowadzone w stu procentach zgodnie z Bożymi Przykazaniami w pozytywnym świetle. Wydaje mi się smutne i bezbarwne. Ale przecież są chyba ludzie, którzy odczuwają autentyczną radość z takiego życia. Widocznie to ze mną jest coś nie tak. Może za bardzo przywiązałem się do przyziemnych przyjemności. Może kiedy skupię się na życiu duchowym, odnajdę to co odnaleźli ci ludzie.
Martwię się, że przymuszona miłość przerodzi się w nienawiść. Już kiedyś byłem szczerze wściekły na Boga za wszystkie natręctwa związane z Modlitwą, przez które musiałem powtarzać określone fragmenty Modlitwy wiele razy aż stawało się to naprawdę frustrujące. Byłem szczerze wściekły na Pana Boga za to że stworzył takie miejsce jak piekło, nie rozumiałem i nadal nie rozumiem dlaczego nie może po prostu wybaczyć wszystkim ludziom po śmierci. Rozumiem, zło które dzieje się na Ziemi, nie jest winą Pana Boga, bo dał nam wolną wolę i to my je tworzymy/przyzwalamy na nie. Ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak okrutna kara miałaby spotkać wszystkich, którzy nie nawrócą się przed śmiercią. Dlaczego Pan Bóg nie może dać wszystkim wyboru już wtedy, kiedy zobaczymy go po śmierci? Powiedzieć, że możemy żyć w jego Królestwie, jeśli tylko zastosujemy się do jego zasad.
Albo inaczej. Okej, rozumiem, gdyby wszyscy po prostu dostali darmowy wstęp do Nieba i jedynym warunkiem byłaby obietnica poprawy, to pokrzywdzeni byliby Ci, którzy całe życie przestrzegali wszystkich zasad. Ale dlaczego kara musi być wieczna? Nie wyobrażam sobie okrutniejszego losu niż wieczne cierpienie.
Nie chcę kwestionować Słowa Bożego, ale nie jestem w stanie tego pojąć.
Jeśli dobrze zrozumiałem, do piekła kierują człowieka nie tylko grzechy, ale również zatwardziałość serca. Boję się, że jestem zatwardziały i uparty w swoim zapewne irracjonalnym podejściu do życia w wierze. W moim życiu przeważają negatywne emocje, czy to strach, czy to frustracja, czy to wściekłość czy nawet nienawiść. Może od tego powinienem zacząć, to zmienić. Może najpierw powinienem wypełnić serce pozytywnymi emocjami i miłością do otoczenia, a potem popracować nad miłością do Boga.
Ale póki co, czuję strach, frustrację i zmęczenie. Jeśli któryś z wierzących użytkowników forum byłby tak uprzejmy i opowiedział mi o swojej wierze, o tym jak życie przestrzegającego w stu procentach Bożych Przykazań człowieka jest szczęśliwe, byłbym bardzo wdzięczny. To nie jest żaden sarkazm, złośliwość, żadna prowokacja. Chcę kochać Boga, ale nie wiem jak.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
07 paź 2014, 06:36

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

Avatar użytkownika
przez Lusesita Dolores 13 paź 2014, 13:08
rttl5, Bóg zsyła krzyże ludziom których kocha
cczyni wszystko byśmy ustrzegli się cierpienia. Daje nam przykazania które chronią nas przed krzywdą i cierpieniem
chodze boso po ulicy


Ketrel 400mg
Solian 800mg
Haloperidol 5mg


opium
Posty
6844
Dołączył(a)
16 cze 2013, 12:25
Lokalizacja
Chaos

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

Avatar użytkownika
przez rikuhod 13 paź 2014, 18:12
rttl5, za dużo na siebie bierzesz
kiedy nerwica u mnie się zaczęła, też miałem nie mal identyczne myśli jak ty panicznie bałem się piekła, i bałem się paktu z diabłem bo wiedziałem że to jakby automatyczne pójście do piekła x______x później pojawiły się inne natręctwa.

Mówiłem ci ignoruj te myśli
bardzo źle podchodzisz do tych myśli jak będziesz starał się robić jakies czynności np. jak pojawi się myśl natrętna to po niej musisz specjalnie cos innego pomyśleć, albo nie modlić się w ten sposób
w ten sposób tylko te chorobe nasilasz, a chodzi o to właśnie żeby całkowicie to ignorować.

Nerwica polega na tym że jest w nas duże nagromadzenie stresu, albo coś wewnątrz nas trapi i dręczy. To tworzy impulsy w postaci natrętnych myśli. Natrętne myśli pokazują coś czego się najbardziej boimy, coś przeciwnego do nas (np. lęk przed zrobieniem komuś krzywdy, pedofilia itp). Coś żeby nas straszyło i męczyło.

Dlatego ignoruj te myśli, daj im płynąć je jak powietrze to takimi się staną. Pamiętaj ty nie myślisz tego specjalnie to nie jest grzech.

Pamiętaj Bóg nie karze, po prostu daje wolną wole tym co się od niego odwracają. Bóg jest miłością, ludzie którzy odrzucają miłość żyją w świecie bez miłości, Piekło to nie ogień, czy sala tortur to raczej mroczna otchłań smutku. Ludzie tam nie są torturowani tylko płaczą ze smutku.

do piekła na 100% nie trafisz bo szczerze się starasz, pamiętasz że nawet złodziej skazany na śmierć obok Jezusa w ostatniej chwili swojego życia nawracając się uratował się. O ile szczerze starasz się do Boga dojść, dojdziesz.


Wiesz naprawde proponuje ci abys jeszcze zrobił pare serii modlitw Ojcze Nasz, to działa jak medytacja, czy joga, napełnia duchowo i wewnętrznie uspokaja.

Modlitwa "Ojcze Nasz" bardzo nasila duchowo i bardzo człowieka uspokaja. Wł mnie wogóle warto modlić się tylko tą modlitwą bo ona na prawde bardzo człowieka uspokaja. Żadna inna modlitwa mnie tak duchowo nie napełniała, pewnie dlatego Jezus powiedział by się nią modlić.

Modlitwa w ciszy bardzo relaksuje, jak odmówisz sobie w wolnej chwili pare razy Ojcze Nasz(tak 8-10 razy) w ciszy poczujesz się lepiej.

!Jeśli czujesz stres, nerwy czy natrętne myśli w trakcie modlitwy to dobry znak bo to oznacza że zaczynasz się z tego oczyszczać!
Niech stres, nerwy, i zbędne myśli płyną a ty się módl dalej nie poddawaj się nie bój się i módl sie dalej Bóg wie że chcesz oczyścić się z strachu i nerwów, tylko się przełam i módl się dalej nie poprawiaj nic, tylko się módl. Zmów te pare razy Ojcze Nasz w ciszy. Jak zmawiasz po kolei Ojcze Nasz poprostu mów słowa a myśli i stres niech płyną.
W pewnym momenci coś poczujesz, taki jakby przebłysk intuicji i poznasz jaki Bóg jest.

O ile objawień nie miałem nigdy, to modląc się w ten sposób poczułem coś ciepłego i uspokajającego wewnątrz i tak jakoś poczułem że to jakby nasila moją moralność(wewnątrz wiedziałem że to Bóg). Im częściej to robiłem to poczułem się tak pozytywny i tak kochający wszystko że sam się nie poznałem xD (ale na serio)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
441
Dołączył(a)
24 gru 2012, 00:25

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

Avatar użytkownika
przez Lusesita Dolores 13 paź 2014, 18:36
tak zgadzam się z rikuhod, modlitwa ojcze nasz bardzo pomaga
możesz jeszcze o 15 właczyć sobie tv trwam bedzie apel jasnogórski
chodze boso po ulicy


Ketrel 400mg
Solian 800mg
Haloperidol 5mg


opium
Posty
6844
Dołączył(a)
16 cze 2013, 12:25
Lokalizacja
Chaos

natręctwa na tle religijnym i skrupulatyzm

przez rttl5 13 paź 2014, 21:40
rikuhod, miałeś to samo natręctwo z tym nieświadomym zawieraniem umowy? Możesz mi powiedzieć jak sobie z tym poradziłeś? To jest jedno z moich najcięższych natręctw. Dałeś radę po prostu zignorować te myśli i później pójść spać?
Sen jest najgorszą barierą. Daje radę czasami zająć się czymś innym i po prostu powiedzieć sobie "to nie są moje myśli, to tylko nerwica", ale kiedy nadchodzi moment snu, wszystko do mnie wraca. Nie mam pojęcia jak sobie z tym poradzić. Racjonalne myślenie w ogóle nie pomaga. Tęsknię za czasami kiedy mogłem po prostu się położyć i zasnąć.

Moja standardowa modlitwa przed snem polega na odmówieniu Ojcze Nasz, Zdrowaś Maryjo i Aniele Boży, po czym kilku złożonych chyba przeze mnie zdań, w których przepraszam Pana Boga za wszystkie złe myśli, uczucia, zachowania i grzechy moje i bliskich mi istot, błagam Pana Boga o niezależną od naszych (moich i bliskich mi istot) złych myśli, uczuć, zachowań i grzechów ochronę przed szatanem, piekłem i wiecznym cierpieniem, o to aby nic złego nie stało się mi ani bliskim mi istotom, o pomoc w leczeniu nerwicy, a także o to aby nikt nie miał już nigdy złych snów (sam boję się złych snów, a żeby nie być zbyt samolubnym...), a potem dziękuję "z góry" Panu Bogu za spełnienie moich próśb. Oczywiście poza tym jest jeszcze przeżegnanie się i "Amen".
Więc wcale nie jest taka długa. Problem polega na tym, że muszę pilnować ustawienia mojego ciała i jego poszczególnych partii względem Świętego Obrazka na który patrzę podczas modlitwy, muszę w miarę powstrzymywać natrętne obrazy (te najbardziej bluźniercze, niestety jestem trochę perwersyjny i mimo że staram się to tłumić nerwica "wykorzystuje" to podczas modlitw wymyślając naprawdę okropne rzeczy), powtarzać kiedy się przejęzyczyłem/zapomniałem czegoś powiedzieć przechodząc do dalszej części modlitwy (zazwyczaj od pewnego punktu, a nie od początku), muszę pilnować, hmmm, jakby to ująć... Co "czuję" poszczególnymi partiami ciała. Ciężko bywa z przeżegnaniem się, bo miewam natręctwo co do wymowy "W" w "W imię Ojca".

Postaram się zamiast tego dzisiaj zrobić to co mi poradzileś i po prostu parę razy odmówić Ojcze Nasz, nie zwracając uwagi na natrętne obrazy i te wszystkie inne rzeczy. Czy mi się uda, zobaczymy.

Ahma, To ironia? Jestem raczej kiepski w jej wyczuwaniu :(
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
07 paź 2014, 06:36

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Yahoo [Bot] i 11 gości

Przeskocz do