Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Pomóżcie !

przez Magda23 05 wrz 2008, 20:59
A ja myślę, że w takich sprawach najlepiej sprawdzi się psycholog bądź psychoterapeuta. Niestety ksiądz może jeszcze pogorszyć sprawę. Nie zrozumcie mnie źle, ja jestem osobą wierzącą ale niestety reguły Kościoła są ogólnie narzucone i każdy ksiądz musi z tymi regułami współgrać. Poprostu trudno żeby któryś ksiądz dał nam zezwolenie np na przeklinanie podczas złości albo na opieprzenie kogoś w słusznej sprawie. Ale dlaczego mamy tą złość tłumić? Dlaczego mamy jej nie wyrażać? Każdy ma swój sposób na wyrażenie złości i czasem ten sposób może okazać się nie akceptowany przez księdza ale to nie oznacza, że to co robimy to jakiś straszny grzech. Przecież ważne jest jaki człowiek jest przez całe życie a nie tylko w chwili słabości!
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
03 lip 2008, 13:14

Czy da sie z tego wyjsc?

przez gimnazjalistka 13 wrz 2008, 11:11
Tak ja mam nerwice lekową i natrectw. Nie moge sobie z tym poradzic. W szkole nie moge sobie poradzic. Biore leki od psychologa ale od niedawna. Dużo opuszczam w szkole bo mam dusznośći bul brzucha goraco itp. Ratunku tak mam juz 2 miesiące od pierwszego ataku. Boje sie wszystkiego. Zawsze ze umre. Czuje sie do dupy :(

pomużcie
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
11 wrz 2008, 07:29

Re: Czy da sie z tego wyjsc?

Avatar użytkownika
przez pajak 13 wrz 2008, 17:45
No pewnie że można, tylko nie zawsze jest to łatwe. Ja np walcze już dość długo, było całkiem dobrze ale w sumie z mojej winy jest znów nieciekawie. Nie przeprowadziłem terapii do końca, przerwałem branie leków samemu i niestety wróciło wszystko. Ale naprawdę da się z tego wyjść, musisz w to sama uwierzyć i oczywiście chcieć, chcieć tak naprawdę. I to normalne że raz będzie lepiej a raz gorzej w tych dążeniach ale warto, jeśli tylko chcesz znów być zdrowa :) Jeśli chciałabyś pogadać zapraszam na prv ...
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
240
Dołączył(a)
12 sty 2007, 00:30
Lokalizacja
Człuchów

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Czy da sie z tego wyjsc?

przez Misiek 16 wrz 2008, 16:16
Ja głeboko wierze że da się z tego wyjść... :smile:
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

przez poprostuJA 18 wrz 2008, 19:58
Heloł:). Jestem nową osobą na forum i bardzo chciałam się podzielić informacjami na temat mojej przypadłości. Niedawno stwierdzono u mnie ten rodzaj nerwicy. Nie mam pojęcia czy już wcześniej na nią chorowałam, ale ostatni miesiąc spowodował we mnie to że choroba zatruła moje życie doszczętnie. Natręctwa są różnorakie, jednakże dotyczą głównie stosunków z drugim człowiekiem ( głównie z moim partnerem). Pewnego wieczoru poprostu spadły na mnie wątpliwości dotyczące mojego związku z partnerem(stało sie po pewnej trudnej dlamnie sytuacji). Czy pasujemy do siebie czy nie, co nas różni...takie pytania mnie dręczyły. Nasilał sie smutek, nasilała się nie chęć do ukochanej osoby, pojawiała się nienawiść..rozterka czy kocham czy nie... huśtawka nastroju. raz tak raz tak. Co chwile jakis nowy problem. Rozstaliśmy się ale i to nie pomagało, wciąż myślałam nad tym co się ze mną dzieje. Bo gdy Go nie było czułam się jeszcze gorzęj. Wrócilismy do siebie. Wtedy już nie potrafiłam pohamować swoich myśli "nienawidzisz Go, nie kochasz Go, nie możecie byc razem, jestescie rózni od siebie " a potem zaraz "nie mogę bez niego zyć"... ciągnęło się to w nieskończoność, myśli o swoim życiu, zaczełam dzielić ludzi na lepszych i gorszych pod względem ubioru, stylu życia. Strasznie mnie to denerwuje.Doszło do tego ze doszły myśli o morderstwie, które dotyczące są nie tylko mojego partnera ale i rodziców i przyjaciół. Lęk przed tym że komuś coś zrobię był tak silny że zdecydowałam się na wizytę u psychologa i psychiatry. Aktualnie rozpoczęłam terapie i zażywam leki. Wiem że nikomu nic nie zrobię, bo nigdy nie miałam tak drastycznych myśli i zawsze byłam uśmiechniętą, dobrą dziewczyną. Która walczyła o miłość, dobro. (nie zabijam nawet owadów bo wiem, że mają prawo do życia. Ogólnie odczuwam lęk przed samą sobą, boje się być sama, boje się moich myśli. Mam strasznie pobudzoną wyobraźnię kiedy zasypiam. Boję się że komuś coś zrobie... nienawidze się za to wszystko, choć wiem, że to nie jest moja wina.. ale po prostu obawiam się dnia kiedy stracę całkowitą kontrole nad sobą. Wiem że ten dzień nie nadejdzie, bo walczę i nigdy się nie poddam swojej wyobraźni. Rozmowa z psychologiem bardzo dużo mi daje. Uświadamiam sobie to co ze mną się dzieje. Że wszystkie złe emocje przytrzymuje w sobie, zawsze kiedy osoba mnie krzywdzi to próbuje zawsze być nastawiona przyjacielsko i staram się jak najszybciej odbudować relację.

Mam 19 lat, od tego września zaczynam studia, ciężko mi jest myśleć pozytywnie, ale mój partner mi w tym bardzo pomaga. Jego miłość jest bardzo cierpliwa, szczera i odważna.Do tego pomagają mi moi rodzice. Wiem, że miłość przetrwa wszystko, że pokonam moją chorobę i wyjdę z tego cało, bez żadnych dodatkowych komplikacji.
Wierze także, że i wy poradzicie sobie z tym "dziadostwem".
Pozdrawiam:)
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
18 wrz 2008, 18:19
Lokalizacja
Szczecin

spotkania-rozmowy-samopomoc

przez prokuna 24 wrz 2008, 21:54
Witam,
mam nerwice od kilku lat, już jako dziecko miałem z tym problem- ale od ponad 2 lat jest bardzo źle.
byłem u psychologa i psychiatry - dostałem leki, bralem ponad rok i nic.
mam manie na temat swojego wyglądu - chce byc doskonaly, bo boje się, że nikt mnie nie będzie chciał, bo tylko najlepsi mają prawo bytu. na zewnątrz niby ok - psycholog nie widzi problemu (bo według niej jestem przystojny - kłamliwa s..ka), dopatruje bzdur - ostatnio krzywego nosa, blizn - które czasami widze, a czasami nie.
widze krzywy nos, ale inni nie. jest źle, bardzo źle. rok temu z tego powodu przerwalem studia na pierwszym roku.
w tym roku dostałem sie na prawo - spełnienie marzeń, ale boje się, przerwe pewnie jak te pierwsze.
boje się, nikt mnie nie rozumie,
boje sie o tym mówić, ukrywał się ale jest naprawde źle - wymiotuje, nie śpie, niszcze innych, co chwile wynajduje coś nowego. nawet spać już nie moge.

i tyle o mnie.
chciałbym z kimś pisać/spotkać się - z KIMS kto ma też natręctwa, bo nic lepiej nie pomaga jak spotkanie z 2-gą osobą, które wie co to za cierpienie.
najlepiej w cztery oczy, na żywo. porozmawiać, wyjść z domu....

jesli ktoś byłby chętny
6066271 (gg)
mieszkam w Poznaniu - dojade wszędzie, aby porozmawiac
dostosuje sie terminem, miejscem (do 1 października, potem w miare możliwości)
mam 20lat - ale wiek 2-giej osoby nie ma znaczenia,
pozdrawiam

życze spokojnych myśli

---- EDIT ----

dla informacji - jestem świdomy, że istnieje forum regionalne - ale martwe.;)
pisalem z jedną osobą z tego miejsca, niestety nie każdy jest wyrozumialy (a może czegoś nie wiem)....
sprecyzuje moje problemy:
(wedlug psycholog mam chorobe natręctw i bardzo niską samoocene)

-mam kompleks - zdaje mi się, że jestem malutki jak na faceta (mam 174cm)
to byl mój pierwszy problem i nadal największy
-ogólnie temat dotyczy wyglądu - boje się, ze nikt nie będzie chcial takiego czegos jak ja :(
boje się, że jak już kogos znajde to taka osoba (dziewczyna) mnie zostawi, ale będzie zdradzać.
wszędzie tylko zdrada (główny wątek telewizyjny), a takiego czegoś jak ja nikt nie bedzie chcial,
a niby tylko wnetrze sie liczy....
fajnie byłoby z kims porozmawiać na ten temat, spotkać się
leki nic nie daly, a rodzina nie rozumie mojego problemu i mnie nie wspiera, a to chyba najwaźniejsze, aby móc sie do kogoś odezwać w tych trudnych chwilach.
naprawde jesli ktos mialby dla mnie czas - krótkie spotkanie - to byłbym bardzo szcześliwy
nie jestem natrętem, tylko spokojna osobą, która nie mówi tylko o sobie.
pozdrawiam,
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
24 wrz 2008, 21:22

Re: Czy da sie z tego wyjsc?

przez Alexandra 27 wrz 2008, 07:52
Na pewno da sie to zaleczyc. Ja np 3-4 lata potrafilam nie miec zadnych lekow ani natrectw. moze to czasem wrocic, ale po to, zeby znowu przejsc
Ola. Jeszcze będzie przepięknie,jeszcze będzie normalnie.
Offline
Posty
571
Dołączył(a)
28 maja 2006, 15:49
Lokalizacja
Wrocław

Re: Czy da sie z tego wyjsc?

Avatar użytkownika
przez danuta2543 27 wrz 2008, 20:42
ja cie bardzo dobrze rozumie zaczyna sie od dusznoscia konczy na depresi ale nie załamuj sie idzie sie z tego podleczyc
Avatar użytkownika
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
24 wrz 2008, 18:36

Re: Czy da sie z tego wyjsc?

Avatar użytkownika
przez ashley 28 wrz 2008, 15:21
Podpisuję się pod tym co wszyscy piszą, da się z tego wyjść i wierzę, ze i Ty sobie dobrze z tym poradzisz i dolączysz do grona szczęśliwców którym się to udalo.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

help

przez non 29 wrz 2008, 22:20
witam.
Znalazłam to forum już dawno temu,ale dopiero teraz pisze...Wczesniej sie nie duzielalam, gdyz moja nerwica mi nie pozwala, ale teraz mam starszny napad lękowy z którym nie moge sobie poradzić,wiec pisze..Zrestza nie mam się do kogo zwrócić ,zeby mi pomógł się uspokoić dlategop,ze nikt zmojego otoczenia tego nie rozumie i reaguje na moje zachowanie agresją i odrzuceniem.Czyli jednym słowem uwazja amnie za idiotkę i psychicznie chora (co akurat jest rpawda, jednak takie gadanie mi nie pomaga) JEst wieczór, a wieczorem jest anjgorzej - wtedy budza się potwory, ostatnio boje się nocy bo nie moge zasnać, a mój umysł ogarnia nerwica i to w tkaims topniu,ze nie mam ochoty już zyć..bo nie daje rady.rzeczywistosc zacyzna mi sie mieszac z moimi natretymi myslami..i chociaz wiem,ze to choroba nie moge przestac np myć rak.czyscic itd. Poza tym potrzebuje ,zeby ktos mnie uspokoil..a wsyzscy podsycaja to..nikt nie umie powiedziec zwyklego bedzie dobrze....nie wiem co mam zrobić - jestem na skraju wyczerpania..a chcialabym moc w spokoju przezyc ta noc.. help..
non
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
29 wrz 2008, 21:53

Re: Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

przez Matka 30 wrz 2008, 13:28
Czytam z dużym zainteresowaniem Wasze doświadczenia związane z NN. Jestem matką syna, który mierzy się z tym problemem od kilku lat. Praktycznie odciął mnie od siebie i swoich problemów. Jestem świadkiem toczącej się walki i sama w niej uczestniczę (jako mieszkający z nim członek rodziny). Tak chciałabym mu pomóc. On jednak nie dopuszcza mnie do jakiejkolwiek rozmowy na ten temat. Mało tego. Praktycznie przestał ze mną rozmawiać. Unika mnie i kontaktu ze mną (również wzrokowego). Uczestniczę w tym, bo wymusza na mnie powtarzanie rytuałów, które są dla niego ważne np. mam przekraczać próg domu po kilka razy, powtarzam czynności czy słowa, które go zdenerwowały. Jeśli nie chcę tego robić, zaczyna być agresywny. Ostro pracuję nad sobą, żeby odnaleźć siłę wewnętrzną. Chodziłam do psychologa i na warsztaty psychologiczne, czytam literaturę, która tego tematu dotyczy. To jedyne co mogę zrobić, by odnaleźć się w tej wyjątkowo trudne sytuacji, która trwa kilka lat. Czuję się bezradna, chce mi się krzyczeć i płakać widząc w jakim chwilami jest strasznym stanie. Wiem, że muszę być silna, ale co najważniejsze spokojna i konsekwentna.Nie zawsze mi się to udaje. Są okresy, kiedy nie wychodzi z domu - nie ubiera się, nic nie je, nie myje się. Tylko MYŚLI. To efekt niepowodzeń, które miał ostatnio (zerwanie z dziewczyną, zwolnienie z pracy). Czytam na Forum Wasze doświadczenia, bo to jedyny sposób, żeby się dowiedzieć co ON może przeżywać. Może podpowiecie mi co mogę dla niego zrobić. Powiedzcie, czego Wy oczekujecie od swoich bliskich? Jak funkcjonujecie, jak radzicie sobie z chorobą, kiedy dopada Was głęboka depresja?
Dodam jeszcze, że syn absolutnie nie zgadza się na branie leków. Nie chce pójść do lekarza. Na początku choroby próbował to robić. Teraz jednak zdecydowanie odmawia leczenia!!!
Wasza pomoc będzie dla mnie bezcenna
Matka
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
08 wrz 2008, 13:55

Prośba o pomoc

przez Matka 30 wrz 2008, 13:55
Czytam z dużym zainteresowaniem Wasze doświadczenia związane z NN. Jestem matką syna, który mierzy się z tym problemem od kilku lat. Praktycznie odciął mnie od siebie i swoich problemów. Jestem świadkiem toczącej się walki i sama w niej uczestniczę (jako mieszkający z nim członek rodziny). Tak chciałabym mu pomóc. On jednak nie dopuszcza mnie do jakiejkolwiek rozmowy na ten temat. Mało tego. Praktycznie przestał ze mną rozmawiać. Unika mnie i kontaktu ze mną (również wzrokowego). Uczestniczę w tym, bo wymusza na mnie powtarzanie rytuałów, które są dla niego ważne np. mam przekraczać próg domu po kilka razy, powtarzam czynności czy słowa, które go zdenerwowały. Jeśli nie chcę tego robić, zaczyna być agresywny. Ostro pracuję nad sobą, żeby odnaleźć siłę wewnętrzną. Chodziłam do psychologa i na warsztaty psychologiczne, czytam literaturę, która tego tematu dotyczy. To jedyne co mogę zrobić, by odnaleźć się w tej wyjątkowo trudne sytuacji, która trwa kilka lat. Czuję się bezradna, chce mi się krzyczeć i płakać widząc w jakim chwilami jest strasznym stanie. Wiem, że muszę być silna, ale co najważniejsze spokojna i konsekwentna.Nie zawsze mi się to udaje. Są okresy, kiedy nie wychodzi z domu - nie ubiera się, nic nie je, nie myje się. Tylko MYŚLI. Ostatnio znowu nasiliły się objawy. To efekt niepowodzeń, które miał ostatnio (zerwanie z dziewczyną, zwolnienie z pracy).
Czytam na Forum Wasze doświadczenia, bo to jedyny sposób, żeby się dowiedzieć co ON może przeżywać. Może podpowiecie mi co mogę dla niego zrobić. Powiedzcie, czego Wy oczekujecie od swoich bliskich? Jak funkcjonujecie, jak radzicie sobie z chorobą, kiedy dopada Was głęboka depresja?
Dodam jeszcze, że syn absolutnie nie zgadza się na branie leków. Nie chce pójść do lekarza. Na początku choroby próbował to robić. Teraz jednak zdecydowanie odmawia leczenia!!!
Wasza pomoc będzie dla mnie bezcenna
Matka
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
08 wrz 2008, 13:55

Re: Prośba o pomoc

przez non 30 wrz 2008, 17:54
Witam.
Widze, ze srednio tutaj odpisuja...Dlatego ja coś napisze, ale nie wiem czy to będzie pomocne.
Napisala Pani,ze chodziła do psychologa i na zajęcia, więc pewnie Pani lepiej wie, jak powinno się postępować z osobą chorą na nerwicę natręctw- niż sam chory. Generalnie ta choroba rządzi zachowaniem,odruchami, myslami, dlatego chory nie zawsze wie co dla niego dobre, a działania bliskich odbiera jako atak. Przynajmniej ja tak miałam, przerwanie moich rutynowych czynnosci zwiększa tylko niepokój.Nie pomagają też głupie teksty,awantury czy komentarze (przynajmniej mi). Za to pomaga spokojne tłumaczenie ze strony bliskich,ze będzie dobrze, nic się nie stanie, i ze nie musze pewnychr zecyz robić.Z tego co wiem, i co sama rpzezyłam - nie powinno się godzić na wsyztsko co wymysla osoba chora.., u mnie w pewnym momencie zadziałał szantaż, dzieki któremu sie uspokoilam,a nrwica ucichła. Oczywiście to wszystko mówię z własnego doświadczenia - nie wiem jak mają inni- bo rózni są ludzie,i tak samo jest wiele metod leczenia. Jeśli syn nie chce brac leków - to moze chociąz psycholog by pomógł.Cęsto jest tak,ze pewnych rzeczy nie mozna powiedziec bliskim a łatwiej wydusic to komus obcemu.
non
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
29 wrz 2008, 21:53

Re: help

przez PLK 30 wrz 2008, 23:00
Czesc non.
Lekarz + prochy - wiem, ze glupio brzmi, ale takie jest wyjscie z NN.
Przy ciezkich stanach lekowych to najlepsze rozwiazanie.
Popatrz na czarna liste lekarzy - jest w innym dziale tego forum :-)
Zaplanuj sobie i dzialaj. Szkoda, ze nie masz oparcia w otoczeniu, ale to nie jest najwiekszy bol.
Zacznij dzialac sama, bo chyba nie masz innego wyjscia.

Ja kiedys tez mialem zdarte rece do krwi od mycia ...

Pozdrawiam,
PLK
PLK
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
29 mar 2008, 00:08
Lokalizacja
WARSZAWA

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do