Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
madeline20

Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

W domu jakoś sobie radzimy, jak już zrozumiałam na czym nerwica polega, to jakoś lepiej sobie radzę z mamą i jej problemami, więc jakoś tak wszyscy ponarzekamy, ponarzekamy, ale potem i tak wiemy, że możemy na siebie liczyć.

 

Może przyczyny złości należy szukać nie w wyczulonym słuchu,tylko w braku tolerancji dla słabości lub chamstwa innych osób?

Też o tym myślałam. Jakiś częściowo ukryty pokład niechęci do ludzi, który może się objawiać właśnie negatywnymi reakcjami na dźwięki, tak samo jak np. na zapachy czy jakieś szczegóły wyglądu ludzi.

 

(Chociaż szczerze przyznam, że teraz siedzę sama i denerwują mnie ptaki. Idę do ludzi.)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

abcd: ha, bardzo dobre pytanie. To jasne, że miewam katar itd., to jest normalne, ale moje własne odgłosy nigdy nie są w stanie mnie wkurzyć. Ciekawe, prawda?

 

pasqda: jeśli swoim mogłaś zwrócić uwagę, to świetnie, ja nigdy nie umiałem i byłem poddawany ostrej represji (czułem się winny, całkowicie i przez wiele lat tłumiłem straszną agresję; ten schemat działa w mojej rodzinie, mimo pewnych postępów, tak naprawdę do dziś).

 

Amy Lee: oczywiście, te dźwięki to w dużej mierze kwestia przeniesionej agresji. Ja nawet częściowo poznałem właściwe źródła tej agresji (to jedna z głównych ścieżek mojej terapii - uwolnienie tej właściwej agresji; tylko że ja się boję tego uwolnienia, bo nagle będę miał ochotę pół świata zamordować).

 

I w ogóle to dziwnie się dzisiaj czuje, niby fajnie, a w środku straszna rozwałka :( Trzymajcie się, dobrej nocy wszystkim, czekam na następne posty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam.

A ja dzisiaj napisze na troszke inny temat.Mam nadzieje ze ktos mi odpowie ;) Do mojej nerwicy dochodzi jeszcze depresja.Niedawno skonczylam "niedokonczone" leczenie, heh, fajnie to brzmi.No i teraz nastapilo chyba pogorszenie.Od dluzszego czasu bylo zimno, swoj nastroj tlumaczylam wlasnie pogoda.Dzisiaj obudzilam sie, za oknem piekne slonce, a mi az niedobrze na sam widok takiej ladnej pogody, ludzi na ulicach jest jakby wiecej.Musze wyjsc z domu, ale zbieram sie jakby celowo powoli zeby jak najbardziej to opoznic :( Jutro mam wizyte u psychiatry, ale wiem tez ze na dniach ebde miala testy do pracy.Jak mi sie te dwie daty zbiegna ze soba to wtedy juz nie wiem co zrobie.Chce isc do tego lekarza, bo w takim stanie w jakim jestem dlugo nie pociagne :(

Sorki, ze tak nie na temat, ale chcialam sie chyba wygadac...

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej,

 

piszę krótko przed wyjściem z roboty.

 

Szkoda, że przerwałaś leczenie. Ja teraz np. odstawiłem sobie leki (tzn. skończyły mi się, a do lekarza pójść się po prostu nie chce i nie ma kiedy, tralala) i od razu czuję, że jest gorzej. Tzn. nie od razu, szóstego dnia (wczoraj) było naprawdę cienko. Dziś podobnie.

 

Wiesz, wydaje mi się, że z tym jest jak z każdym przewlekłym choróbskiem: trzeba leczyć, o ile to możliwe, do końca, do wyleczenia, inaczej - bęc i nawrót. Tak nie wolno, trzeba w sobie znaleźć dodatkową motywację do leczenia (do leczenia, jasne, kiedy czasem trudno podstawowe czynności wykonać, cholera!).

 

Niedokończone leczenie, że się tak aforystycznie wyrażę, nie jest żadnym leczeniem :)

 

Dlatego dzisiaj późnym wieczorem myk myk lecę odebrać recepty ze szpitalnego dyżuru, bo tam zostawiła mi moja doktor.

 

Fajnie, że idziesz jutro do lekarza. Tego się trzymaj. Co do testów, to spokojnie rób swoje, spróbuj się wyciszyć, zrelaksować (pitu-pitu, ale tego można się nauczyć i to czasem działa). Pójdź, przejdź, pracuj. Powodzenia :)

 

A psycholog? Korzystasz/korzystałaś z pomocy psychologa?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zamierzam zaczac jakas tam terapie wiec jakby zaczne korzystac ze tak powiem ;) Zobaczymy jak to bedzie...

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziekuje Ci Manka Manka za dobre slowa:) podniosles mnie na duchu:)Masz racje musimy z tym walczyc!!! Ciesze sie, ze sobie lepiej radzisz i trzymam kciuki!!!.A co do zrozumienia przez rodzine to z tym jest problem bo Oni rzeczywiscie nieraz niewiedza o co chodzi,ze sie tak wkurzam.POZDRAWIAM WSZYSTKICH I ŻYCZE POWODZENIA! Aha jesli chodzi o wiek to mam 24 lata.Nie robilam eeg.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam :)

Pani doktor postraktowala mnie dzisiaj jak smiecia.Coz, przyzwyczailam sie ze lekarze w tej poradni zle traktuja pacjentow, to nie tylko moja opinia.Jak sie dowiedziala ze mam zamiar jechac do tego osrodka, to tylko nawrzeszczala na mnie ze mam sie zdecydowac gdzie chce sie leczyc...Bede potrzebowala tam skierowania jeszcze, no ale moze jakos dam rade...Generalnie po wczesniejszych zapiskach z karty od innego lekarza stwierdzila, ze mam problem z alkoholem i jedyna moja nadzieja w poradni uzaleznien, ech...Tymczasowo dala mi jakis lek: Aurex (bo nie gryzie sie z alkoholem, hehe).Znacie to moze?

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zakłopotana: no, cieszę się, rozsądne pozytywne myślenie, takie nie-huraoptymistyczne, naprawdę pomaga :) Bić się trzeba i już, na tym można tylko zyskać przecież. Bij się zatem i Ty, a jeśli kiedyś zrobisz eeg, daj koniecznie znać.

 

pasqda: No, lekarze bywają bardzo różni, lepsi, gorsi i zupełne patałachy. Ja też takich miałem - i po prostu dawałem sobie spokój i szukałem innych. Teraz przez niemal 4 lata miałem fantastyczną Panią Doktor, ale ona kończy swoją pracę w poradni, będzie robiła teraz inne rzeczy - i przekazuje mnie komuś innemu. Drżę cały.

 

Jak jest u Ciebie z alkoholem, oczywiście nie wiem, ale kiedy nawet nierozgarnięty lekarz tak mówi, warto chwilę się zastanowić... W ogóle - w przypadku nerwic to właśnie terapia jest tym, co leczy, a nie leki. Żadnymi lekami nie wyleczysz nerwicy, co najwyżej opanujesz z grubsza objawy. Swoich wspomnień, osobowości, wrażliwości itd. tym nie przebudujesz. Bum.

 

No, tyle ode mnie na razie, wracam do roboty. Wszystkim życzę udanego, spokojnego dnia :*

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich.

Przeglądam te wszystkie posty, i patrzę ze masa ludzi chorych na nn ma lęki, boją się siebie itp. Ja tez mam nerwicę natręctw, od ładnych kilku lat, z początku drobne fobie, czy wyłączyłem światło, zamknąłem drzwi, żelazko aby na pewno wyłączyłem ?, nic nie robiłem z tym, śmiałem się, po jakimś czasie trochę przestałem , ale powróciłem do tego czy gaz wyłączyłem, żelazko, śmiałem się, teraz mam 24 lata zauważyłem że w momentach gdzie się stresuję dopada mnie najmocniej, z tym że teraz jest to koszmar z którym nauczyłem się żyć, ale z którym nie chciałbym żyć. Zaczyna się od domykania okna, kilka klamek ukręconych , bo trzeba dobrze domknąć, bo przeciąg, zamykamy drzwi do domu, sprawdzamy kilka razy, klucz jeden ukręcony, wchodzę do pokoju sprawdzam czy wyłączone w całym domu światło, tu tak, tu tak, tu tak, tu tak, ok., a może nie ponownie tu tak, tu tak, tu tak, zamykam drzwi od pokoju, światło zgaszone przecież widzę, nie moja choroba mówi mi sprawdź bo może kontakt źle wciśnięty, pocieram pocieram, kładę się, wyłączam TV, odwracam się chce zasnąć, a wyłączyłem TV ? (1,5m dalej ) odwracam się TAK, śpię.

To jest zazwyczaj codzienna sytuacja TYLKO przed snem.

W stresie nn dopada najbardziej, przeżywam to bo mam stresowe życie .

Napisałbym więcej ale nie mam nastroju.

Walczcie z tym ludzie, ja walczę ale jest ciężko, ale jestem optymistą życiowym i wierzę ze wygram z tym.

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja świadomość każe mi naprawić coś co zrobiłem kiedyś, ale nie żaden błąd. Musze naprawić czynność, którą kiedyś wykonałem. Szedłem gdzieś tam i popatrzyłem się za siebie i mam to naprawić. Raz jechałem autobusem i popatrzyłem na drzwi, a później na szybę przednią i mam to naprawić.

 

Dziwne.

 

Sposób naprawy jest taki, że muszę wykonać tą czynność jeszcze raz w tym samym miejscu, w którym ta czynność była wykonana.

 

Nie chce mi się jechać do Gdańska, a później do Tczewa i wsiadać do autobusu po to, żeby naprawiać.

 

Te czynności zrobiłem jak miałem kilka lat, a teraz mam 21, więc to stara sprawa nie rozwiązana do dzisiaj. Po tych wydarzeniach zaczęły pojawiać się inne rzeczy do naprawienia np. to, że przejechałem nogą po podłodze albo językiem po zębach. Coś sobie pomyślałem to miałem sobie to samo jeszcze raz pomyśleć, żeby to naprawić.

 

Przez to, że nie udaję mi się tego naprawić mam teraz depersonalizację. Ostatnio nie mogę spać. Nie mam prawie emocji, tylko sobie zrobiłem emocje "zastępcze". Nie czuję życia. Nie mogę się uczyć. Nie mogę być z ludźmi. Wszystko jest nudne.

 

Jak bym to pokonał to wreszcie bym "odzyskał życie".

 

Wie ktoś jak sobie z tym poradzić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zaczęło się wszystko od wieku 7 lat gdy zaczynałem się dopytywać aby inni odpowiadali tak lub "no" i do poszczególnych osób były przystosowane poszczególne odpowiedzi. Ehh objawów jest wieeeeeeeele do dziś mam z tym wielki problem. Marze, żeby to wszystko zginęło tym bardziej, że ide do liceum. Ważny okres w życiu.

 

Objawy

1. Wymaganie potwierdzenia

2. Hukanie

3. Piszczenie

4. Równe rytmiczne tupanie

5. Poszczególny rytuał przywiązany do poszczególnego przedmioty: układanie w tym samym miejscu, dbanie aby był i stał tak jak wcześniej, celebrowanie używanie nowych ważnych UNIKALNYCH rzeczy, kończenie czynności różnymi gestami i zachowaniami np. Walenie w głowe zeszytem i książką po nauce przed klasówką, bądź kartkówką, zagranie poszczególnych akordów na zakończenie gry na gitarze. Ogólnie jest ich bardzo dużo, nie sposób wymienić ich. Czyszczenie korków zeby były jak wcześniej (po grze w noge) i związane z ta czynnoscia rozne rytualy

6. Mahanie głową, aby coś tam stukało

7. Rowniez dotykanie palcem w poszczegolne miejsca

8. Nie dotykanie krawedzi miedzy plytkami chodnika, podlogi podczas wykonywanie rytualow

9. Mowienie do siebie

10. Ogolnie to wykonywanie roznych rytualow czynnosci np. tak absurdalne jak kupowanie Pepsi na kazde GP Formuly 1 i treningi itd. i inne wazne wydarzenia, ukladanie poduszek idealnie tak jak byly

 

OJ masa masa !!!!!! rzeczy

 

zwykle wiążą się one z tym jak się dzieją rzeczy które wywołują u mnie ekscytacje, podniecenie. Tak jakby uwienczanie wydarzen i zachowan ktore juz moga sie nie zdarzyc. Rowniez mam atak gdy moglem zrobic cos inaczej bo poprostu wtedy by bylo lepeiej, a juz tak nie bedzie. Np nie zobacze tej samej transmisji w telewizji, lub nie wykonam juz czegos nigdy tak samo. Wtedy jakby uwalniam sie z tego zalu jesli mozna to tak nazwac i wykonuje rozne sytuacje

 

Potem czuje ulge, ale potem i tak przychodzi jakas nowa sytuacja itd.

 

Naokraglo 9 lat to samo. Wykanczam rodzicow. Mowia ze moge sie odzwyczaic sam, to takie glupe przyzwyczajenia. Wiele razy uzywano wobec mnie terapi terroru. Bywalo ze Tata mnie uderzyl mocno w glowiem gdy to robilem. CZesto Rodzice krzycza na mnie.

 

Ehh. Nie chce isc do psychologa bo nie mam na tyle odwagi. SZukam jakis lekow.

 

Ale chetnie poczytam kazdej rady jaka mi napiszecie. Ja naprawde chcialbym. Ale czuje sie tak dobrze z tymi moimi 'PRZYZWYCZAJENIAMI' ze nawet NIE CHCE SIE ICH POZBYWAC.

 

 

pozdrawiam

7

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz co mnie najbardziej wkurza, że bliskie osoby, typu rodzice, tak strasznie bagatelizują sprawy. Też mam problemy emocjonalne, więc wiem o czym mówię. Tak, jak w Twoim przypadku, tak i w moim, rodzice chcą koniecznie żyć w przekonaniu, że wszytsko jest normalne. A wcale nie jest. Bo bądź, co bądź, to jest dziwne, że robisz te wszytskie rzeczy. Domyślam się także, że chciałbyś, aby twoi rodzice nie krzyczeli na Ciebie, nie używali przemocy, choć jest ona nawet rzadka. Bo wiem z autopsji, że to pogarsza jeszcze całą sprawę.

Ja też mam natręctwo, na szczęście jedno, a także nerwicę. To jedno, niby nieznaczące natręctwo utrudnia mi zasypianie, a to przy nerwicy koszmar. Trwa ono u mnie od 10 lat. Ale też tego nie lecze. Bardziej skupiam się na leczeniu nerwicy.

Ty kolego masz tego sporo. Nie wiem, czemu boisz sie psychologa, który mógłby tu dużo zdziałać. Ale co ja się będę mądrzyć, skoro sama ze swoją paranoją nic nie robię.

Tak na prawdę, to jeśli sam o to nie zadbasz, to nikt ci nie pomoże. Ponieważ, jak piszesz, do rodziców nie dociera nasilenie problemu. Może masz dobrych znajomych, bądź dziewczynę. Tyle tylko, że kiedy jest się wśród innych ludzi, o natręctwach się nie myśli z takim natężeniem.

Jeśli nie psycholog, to może psychiatra (leki uspokajające, czy coś) ale tu by się na moje oko przydała jakaś terapia.

Pozdrawiam, życze powodzenia ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tylko, że nawet przy obecnych mi się często zdarza. W kościele to normalka. Pomyśle o czymś co byłó wczoraj, co byłó fajne, czego już nie będzie. Albo nawet taka głupota jak to, że fajnie by byłó gdybym lepiej ukleknał czy sie przeżegnał lepiej, i gdybym dokładniej sluchal Mszy.

 

Ale dzieki za komentarz i slowa otuchy ;)

 

Chyba czas kiedy tego nie robilem to bywal gdy spotykalem sie kiedys z taka jedna dziewczyna. Ale to bylo troszke czasu wstecz ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rzecz w tym, że skupianie sie na ''podmiotach'' natręctw nie ma żadnego celu, bo nie o nie w tej chorobie chodzi, dziś to może byc wymaganie potwierdzenia, a jutro łyżeczka, pojutrze wyimaginowany meteoryt koło marsa.

 

W natręctwa ''przekuwaliście'' kiedyś jakąś obawę, coś, czego nie chcieliście czuć, zamulaliście sobie tym umysł, aby czegoś nie czuć. I weszło Wam w ''nawyk'', poszerzając się na coraz więcej rzeczy jako ucieczka.

 

Teraz zdajecie sobie z tego sprawę i z pomocą terapii, możecie dotrzeć do źródeł i poradzić sobie z nimi dzisiejszymi, mądrzejszymi metodami. (odwaga to nie jest nie bać sie, odwaga to wiedzieć, że są rzeczy ważniejsze niż strach) A objawy będą słabnąć, aż do całkowitego zaniku.

 

Pozdrawiam

 

Ps.

 

Nie wymyślajcie sobie setek powodów, by się nie leczyć, po prostu zacznijcie to leczenie, bo już jesteście na to gotowi. Skoro tu jesteście.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tytuł tematu mówi sam za siebie. Proszę tu umieszczać posty z własną historią i/lub objawami i/lub pytaniami, co w związku z powyższym zrobić.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja nerwica też się zatarła, jak poznałam mojego chłopaka. Ale kiedy minęła fala zakochania, euforii, wiecznego bycia na 'tak', a teraz jest miłość, czyli totalne poznanie siebie i akceptacja, to pokazałam, jakby swoje 'różki'. Tyle, że to choroba. Ale walcze z nia, dla siebie i dla bliskich.

tak, jak Ty masz w Kościele, ja miałam w tym roku w szkole. napisałam sprawdzian, dostałam np. 5+ i sie po cichu zadreczalam, ze zrobilam, jakis glupi blad i nie mam 6. Rozumiesz o co chodzi, jest dobrze, ale moze byc lepiej. Tylko, że w zyciu nie do konca o to chodzi. Bo wlasnie, jak sie za duzo skupiamy na takich pierdolach, to pozniej rodza sie u nas natrectwa, stres, nerwice.

Łatwo gadac 8) A jak przychodzi co do czego, to juz nielatwo sobie racjonalnie tlumaczyc pewnych spraw. Niestety.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kościół był jedynie przykładem. U mnie zdarza się wszędzie. W szkole też, często...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mówię Wam, przestańcie się skupiać na podmiotach. Czy to w kościele, czy w bazie NASA, nie ma żadnego znaczenia... Nie o to w tej chorobie chodzi.

 

Oczywiście, jeśli chcecie sobie pomóc.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to ja też Ci życzę wyzbycia się natręctw ;) też mam natręctwa, które uaktywniają się przed snem. I wiem, jak to jest, gdy chce się człowiek najnormalniej w świecie wyspać, a jednak tego typu myśli zakłócają normalny proces zasypiania. Przekichane 8)

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oczywiście, jeśli chcecie sobie pomóc.

 

Ja chcę (;

Dlatego od września tego roku, mam nadzieję, że zmienię podejście. I wierzę, że jakoś sie to poprawi. Oby.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam taka dziwna przypadłośc (bynajmniej dla wszystkich moich znajomych).Zawsze kiedy przechodze koło koscioła,albo mijam jakies kapliczki musze zrobic znak krzyza. przechodzac np 10 minut pozniej koło tego samego miejsca znowu to powtarzam .Nie byłoby w tym nic dziwnego,ale ja to robie nawet 8 razy przy jednym krzyzu.Ciagle wmawiam sobie,że jesli nie odpukam w niemalowane to cos złego stanie sie ze mna albo z jakims członkiem rodziny.Nie umiem tego przerwac,bo ten lek o rodzine jest silniejszy od mojej silnej woli :roll: Już mam tego dosc.Ostatnio nawet moi znajomi to zauwazyli i pukaja sie w czoło jak zaczynam odpukiwac albo ciagle robic znak krzyza.Jak to przerwac?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich użytkowników.

Choruję na nerwicę natręctw od 7 lat i coraz trudniej pogodzic mi sie z myślą,ze będę musiała z tym życ do końca swoich dni.O nerwicy wiem juz chyba prawie wszystko,bo nieustannie siedze w internecie i czytam wiele na ten temat.Myslę ze zaden z Was sie temu nie dziwi ;)Jestem własnie w trakcie nawrotu.Kiedys juz napisałam krótką prośbe o pomoc na tym forum i ona zmieniła moje zycie.Mam więc cichą nadzieję ze i tym razem po czyjes mądrej radzie nieco mi ulży.

Chodzi o to że mam o jakieos czasu natrętne mysłi dotyczące swojego ciała.Jakis rok temu miałam atak i nie mogłam przestać sobie wyobrazac ze wychodzę ze swojego ciała.Było cieżko ale jakos przeszło.Teraz znów jest zle.Dwa dni temu w nocy nie mogłam zasnąc i przypomniałam sobie o facecie który siłą własnej woli wyleczył się z AIDS.Wyobrazał sobie,że wirus opuszcza jego organizm i ponoć sie wyleczył.Potem przypomniało mi się jak kolezanka opowiadała o swojej cioci która ciągle twierdziła ze ma guza mózgu wzięli ją do psychiatryka tam sie powiesiła a po sekcji zwłok okazało sie ze miała tego guza.Idąc tym tokiem myslenia,w mojej głowie uroiła się myśl ze jesli ciągle będę sobie wyobrażała ze tracę władzę w nogach,rękach,ciele to w koncu to na pewno się stanie.No i się zaczęło.Dostałam takiego ataku paniki że musiałam natychmiast skontaktować się z moim lekarzem.Zwiększyła mi dawkę leku.Od roku biorę Zotral.Proszę o kontakt jeśli ktoś przeżywał kiedyś podobne rzeczy dotyczące swojego ciała.To mi moze bardzo pomóc.Strasznie się boję ze to mi nigdy nie przejdzie...

Pozdrowienia dla wszystkich,trzymajmy sie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Typowe. Mi przeszło bardzo prosto - wmówiłem sobie że jak odpukam to dopiero coś się stanie :) Może banał, ale pomaga. A też było paranoicznie, do tego stopnia że miałem przy łóżku deskę specjalnie po to żeby odpukiwać. Wprawdzie "w zastępstwie" pojawiły się tiki nerwowe... :) Ale wątpię żeby to miało związek.

 

Zresztą z tego co zauważyłem dużo osób tak ma w mniejszym albo większym stopniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam.

przeszukałem, ale takiego tematu nie znalazłem nawet nie wiem czy to co chcę napisać nadaje się na oddzielny temat, ale spróbuję ... do dzieła:

 

Od jakiegoś czasu kiedy dopada mnie słabszy dzień lub gdy po prostu dopada mnie nerwica zauważyłem, że zębami skubię wargi ... wiem, że to trochę śmiesznie brzmi, ale mam taki problem ... oczywiście gdy mam "lepszy dzień" nie dzieje się nic takiego :(

Jest do dosyć denerwujące bo potem jakby to powiedzieć mam małe zapalenie ... gdy już nie skubię goi mi się ładnie i jest dobrze do czasu gdy znów tam nie będę drażnił ...

hmmm ... chciałbym się spytać czy macie podobny problem i jak zapobiegacie temu :)

wiem, że to może nie jest jakiś wielki problem, ale właśnie min. takie rzeczy są dla mnie uciążliwe

pozdrawiam ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja skubie wargi odkąd pamiętam. Wszyscy na mnie krzyczą i straszą itp itd. ale nic mi nie pomaga... tony kremów, szminek, błyszczyków - nie pomaga :) robiłam to jeszcze przed tym, jak się dowiedziałam że mam nn. NIe wiem to chyba na tle nerwowym - zauważyłam, że nasila mi się gdy się stresuję...

 

jestem po psychoterapii ale jeszcze biorę leki, wydawało mi się że troche mi to skubanie przeszło, ale chyba jednak nie bardzo ;) nie wiem czy się tego oducze...

 

pozdrawiam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×