Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez marzenka28 12 gru 2006, 12:52
Myslę kredko że nia ma co panikować!! Ja po moim ostatnim leczeniu szpitalnym, a jest juz ponad rok mam powiększone węzły chłonne na szyi, a nawet w wypisie zalecono kontrolę tych węzłów. kontroluje, nadal są wieksze niż powinny, ale badania w normię więc się niczym nie przejmuje!!
widocznie chcą być wieksze niż u innych i tyle :D
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
26 lis 2006, 07:04

przez Maniak86 12 gru 2006, 15:09
Róża napisał(a):Ale leczyc na pewno bedziesz się musiał..


Kurde to zdanie zabrzmiało jak wyrok :x
Dzięki Róża, za wsparcie. To dla mnie trudna sytucja, nigdy nie myślałem, że znajde się na podobnym forum. Chyba nie moge tego jeszcze przyjąć do wiadomości, że będe musiał iść do psychiatry. I wątpie czy wogóle kiedykolwiek pójde, moje głupie ego śmieje sie z mojej słabości. Napisze jak sobie poradziłem jak dziś wróce ze spotkanka.

Róża mówisz o tym chłopaku, że już od pierwszej chwili nbyło widać, że coś jest z nim nie tak. Właśnie ze mną jest odwrotnie, ludzie poznali mnie jako fajnego, zabawnego gościa, a teraz przekonują się, że jestem tylko słabym aktorem...
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
11 gru 2006, 22:15

czekanie..

przez kukubara 12 gru 2006, 17:26
Zauwazylam ,ze gdy czekam na cos lub na kogos...np.na spotkanie o okreslonej godzinie.i ten ktos sie nie pojawia wtedy zaczynam odczuwac lek...wpadam w panike...wyobrazam sobie czarne scenariusze..wypadek,porwanie,..strasznie duzo mi to zabiera energii..potem padam ze zmeczenia...odczuwam w kazdej sytuacjii nad ktora nie mam calkowitej kontroli potworne meki....ale mi sie trafilo..fuck :cry: no panikara ze mnie okropna..czy ktos z Was odczuwa nasilenie lekow w takich momentach?
"wypromuj milosc ..specu od reklamy"
Offline
Posty
347
Dołączył(a)
11 lut 2006, 14:09
Lokalizacja
wawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez AGA79 12 gru 2006, 17:44
Hej mam tez tak samo nie lubie czekac denerwoje sie chodze od okna do okna i czekam ciagle robiac to samo nie potrafie nawet niczym sie zajac :x to jest okropne Myslałam ze mi to kiedys przejdzie ale nie dalej to samo :(
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
11 gru 2006, 17:48
Lokalizacja
GLIWICE

Avatar użytkownika
przez gusia 12 gru 2006, 17:47
Mam dokładnie to samo....to strasznie męczące.
A teraz czekam sobie bo mi sie mąż własnie z pracy spóźnia,kurcze już jest lepiej ,bo zadzwonił ale przez ponad godzinę poprostu cała "chodziłam".
Najgorsze scenariusze--normalne,(a jeszcze wczoraj dowiedziałam się że kumpeli mąż zginął w pracy) :cry: ,no i od razu wiadomo...ech,,,jak mnie to wkurza :?
To samo jest gdy np.syn wyjdzie sam na podwórko.
Niechby mi zniknął z pola widzenia----KOSZMAR!!!
To jest jakieś chore................................
Pozdrawiam.
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Avatar użytkownika
przez Lusi 12 gru 2006, 17:49
j.w.
Cholera mnie bierze jak muszę na kogoś czekać.
Dlatego sama nigdy się nie spóźniam.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
784
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 10:36
Lokalizacja
Gdańsk

Co/Czy coś mi jest ?

przez Child_of_darkness 12 gru 2006, 20:36
Od dłuższego czasu obserwuję u siebie pewne objawy. Troche się już z tym pogodziłem, ale chciałbym wiedzieć, czy coś mi dolega.
- Mam huśtawki nastrojów. Potrafię czuć się wspaniale, a za pół godziny być najsmutniejszym człowiekiem na tym świecie. Mam problemy w kantaktach z ludźmi: Często wydaje mi się, że wszyscy się ze mnie śmieją, że każdy mną gardzi. Denerwuję się, gdy mam mówić do większej grupy ludzi. Trzęsą mi się wtedy ręce i głos mi drży. Nie musi być to jakaś wielka grupa ludzi, wystarczy nawet 15 osób. Często nachodzą myśli, że jestem tutaj jakby podstawiony, coś na styl Big Brother, albo Trueman show. Czasami jest podrażniony, zły na wszystkich i cały świat. Mam ochotę spawić wszystkim ból, zabić ich wszystkich. Nie mam motywacji do czegokolwiek, nic mi się nie chce. Jestem osobą dosyć nadwrażliwą, mało zaradną manualnie. Czasem mam wrażenie, że do niczego się nie nadaję.

[ Dodano: Wto Gru 12, 2006 7:40 pm ]
jeszcze coś dopowiem:
- pogoda raczej nie ma wpływu na ten stan, bo lubię ogólnie jak pogoda jest "brzydka" (najlepiej jak jest zimno, pada śnieg, lub deszcz i jest ciemno). Nie potrafię mówić o swoich uczuciach, zauważyłem też, że raz na jakiś czas, aczkolwiek rzadko, zdarza mi się zająknąć.
Posty
2
Dołączył(a)
12 gru 2006, 19:35

Avatar użytkownika
przez wariott 12 gru 2006, 20:45
ANO masz, ale to nie depresja.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
100
Dołączył(a)
23 paź 2006, 23:22

Avatar użytkownika
przez 331ania 12 gru 2006, 21:45
Odwiedz psychologa..to pomoze,nie jest to calkiem zwykle zachowanie choc nie martw sie nie jest to zadna choroba psychiczna...wiele osob tak sie zachowuje i ma takie same doznania jak ty.w szpitalu jest mnostwo takich ludzi i sa normalni tak wiec nie martw sie ,jednak zasiegnij porady psychologa,jesli ten uzna ze potrzebujesz psychiatry wtedy dopiero sprobuj w druga strone..moze bedzie potrzebne i to i to..nie martw sie!bedzie dobrze-sa ludzie ktorzy znaja takie przypadki i pomoga ci!!!
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Avatar użytkownika
przez jevii 12 gru 2006, 21:55
:D skąd to znam. Mało tego jak czekam - jestem spięta
i sztywna jak bym połknęła kij od szczotki...

...opóźnia mi się rakcja na inne bodźce bo właśnie
oczekuje w takim chorym skupieniu...meczące to jest cholernie.
Bo są dwa rodzaje bólu, Oskarku. Cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe.
Cierpienie fizyczne się znosi. Cierpienie duchowe się wybiera.Éric-Emmanuel Schmitt
Avatar użytkownika
Offline
Posty
242
Dołączył(a)
13 sie 2006, 20:26

Avatar użytkownika
przez telimenka 12 gru 2006, 21:57
Witaj, nieraz czytajac wypowiedzi niektorych osob z forum odnosze wrazenie, ze czytam o sobie - tak bylo w przypadku Twojego posta.
Dobrze to znam - chec bycia dusza towarzystwa, zakladanie 'masek' a potem pytanie sie samej siebie "Jaka ja wlasciwie jestem?" Leki, o ktorych piszesz towarzyszyly mi ponad trzy lata (zdaje sobie z tego sprawe dopiero rok...) Unikalam ludzi, bo nie umialam z nimi rozmawiac, balam sie odrzucenia, wysmiania, krytyki, bylam pewna, ze inni szepcza cos o mnie, obserwuja... Nie dalo sie wtedy przybrac 'pozy' - sam wiesz jak to bylo gdy w pewnym momencie nie da sie zapanowac nad tak prostymi rzeczami jak ruch rak... Balam sie do tego stopnia, ze nie rozumialam mowiacych do mnie ludzi - i nikt nie rozumial co ja mowilam - przezylam koszmar... Moje ambicje nie dawaly mi szans, bo jak to - przyjaciolki robia kariere a ja mam isc do psychiatry.? 'Nigdy w zyciu' - mowilam i to byl blad...Przeliczylam swoje mozliwosci. NIe sluchalam ludzi z forum piszacych mi, ze trzeba sie leczyc... To byl blad! Nie popelnij go! MIesiac temu zapisalam sie na wizyte i juz sa pierwsze efekty (biore leki). Smieje sie razem ze znajomymi, podchodze do innych, normalnie rozmawiam i wiem, ze jestem soba, przelamuje te leki! Ale tak jak powiedzial moj lekarz - najwazniejszy jest Twoj wlasny wklad! Fobia społeczna, to jedno z najciezszych do leczenia zaburzen nerwicowych- pisze to nie po to by Cie poglebic, ale uswiadomic Ci, ze nie ma na co czekac, bo to samo nie przejdzie i taka jest niestety prawda. Ciesze sie, ze sie przelamalam i zaczelam leczenie i Tobie tez tego zycze. pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
270
Dołączył(a)
14 mar 2006, 21:36
Lokalizacja
Śląsk

przez pani_eL 12 gru 2006, 23:44
Mis

Mis napisał(a):Powiedzcie mi proszę: czy istnieją jakieś testy, które mogą określić czy człowiek ma predyspozycje żeby zwariować?

wszyscy tu mieliśmy predyspozycje żeby załapać się na nerwicę.
te predyspozycje można by ująć w iluś (niewielu) punktach.Test o który pytasz to niebezpieczna sprawa dla wielu potencjalnych nerwicowców,tak jak dla ciebie chłonięcie wiedzy o objawach wielu chorób.Podświadomość ,wyobraźnia człowieka ma niesamowite możliwości.Proponowałabym przez jakiś czas unikać alkoholu,kawy.Wysiłek fizyczny wskazany.
Zastanawiam się,czy gdybyś nagle znalazł się np na nieznanej wyspie zaludnionej przez prymitywnych ale przyjaznych mieszkańców,nie rozumiejących twoich problemów,czy nerwica przeszłaby natychmiast.
Znam osobę ,która latami męczyła siebie i najbliższe otoczenie objawami nerwicy.skoncentrowana jedynie na własnych dolegliwościach(tak naprawdę wyimaginowanych)nie zauważyła problemu syna,który rozwijał się równolegle.Gdy syn znalazł się w klinice i padła diagnoza,osoba ta w jednej chwili zapomniała o nerwicy.Każdego dnia wsiadała w pociąg i jechała do syna(wcześniej prawie nie wychodziła z domu,wyjście groziło np kolejnym zawałem)Syn odszedł i nerwica odeszła.Syn pozostał na zawsze w jej sercu,nie słyszałam już nigdy o problemie z jej nerwicą.
Przykład ten przytoczyłam,aby obiektywnie przeanalizować swoją sytuację życiową i może pomyśleć,że nie jest tak źle,że to w końcu nie realna choroba,że mamy rodzinę,przyjaciół,pracę i całe życie przed sobą.
I życzę Tobie żebyś jak najszybciej mógł śmiać się ze słów napisanych w swoim pamiętniku.
Pozdrawiam.
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
11 lis 2006, 16:35

Nie wiem co mi jest. :-(((

przez tadziktoja 13 gru 2006, 00:38
Witam. Ostatnio, tzn. od jakiegoś miesiąca, bo zaczęło się to dokaładnie 1 listopada :-(((( mam dziwne "napady". Otóż od dawna podejżewano u mnie lekkie nadciśnienie ( w niektore dni bywało tak po 145/100, 150...) . Mam 23 lata. Po pierwszym ataku 1 listopada (tato zawozić musiał mnie do doraźnego wieczorem - ciśńienie 170/110 i 200 uderzeń) poszedłem do lekarza i zacząłem leczenie Bisocardem. Lekarz powiedział że to podwyższone ciśnienie wynika głównie ze stanów emocjonalnych itp. Ale nie w tym rzecz cała. Głównie piszę tu na forum bo poprostu męczy mnie to już i nie wyrabiam. Chodzi o te ataki. Sadzę że mam chyba jakąś nerwicę + podwyższone ciśńienie, sam już nie wiem. Może ta nerwica jest powodem tego nadciśnienia. Owe ataki wyglądają następująco. Nagle, niewiadomo skąd, cały dzień fajnie, usmiechnięty, wszystko cacy, ogarnia mnie jakiś lęk (zawsze bierze mnie wieczorem), jakieś duszności, czuje że wtedy ciśnienie mi podskakuje, 150 pare na 100 normalka, serce mocno wali, raz szybko raz wolno, dłonie ,mimo że zimne, są całe mokre. Potem , co jest najgorsze, występują jakieś dreszcze, jakby bylo mi zimno, a nie jest tak naprawde, trzęse się cały, drgawki nawet występują. Płuca jakby zatykają, ciężko się oddycha, jakby mi kto je ściskał w środku. Poprostu niewyróbka. Leże i się trzęse. Panika nagle w oczach, że zaraz umrę... Leżąc słyszę tylko bicie serca, ciągle nasłuchując czy aby nie stanęło, czy dalej pracuje, i jak bije... W środku czuję taki ścisk, coś jakby mnie blokowało... Jakieś dziwne skurcze całej klatki w środku, ciężko jest oddychać, dusi mnie zaraz w szyji, a głowa od tego cisnienia to jakby miała pęknąć. Nie wiem jak to opisać. Leże wtedy i myśle co ze mną bedzie zaraz, i tylko wsłuchuje sie w bicie serca, a każda jego nieregularna praca wzmaga atak!!! Nie mam wtedy siły, a za pierwszym razem (1 listopada) to po schodach nie mogłem wejść, bo nogi odmawiały posłuszeństwa normalnie, normalnie zemdlalbym prawie. Dłużej tego nie wytrzymam. Już dwa razy musiałem jechać na gwałt na pogotowie. Każdy myśli że to od tej mojej choroby na ciśnienie. Nie wiem już sam, czy te ataki się biorą w wyniku podwyższonego ciśnienia? Czy poprostu wysokie ciśnienie spowodowane jest tym, że mam właśnie w danym momencie atak. Ok. Może mam nieregularne ciśnienie, raz 120/90 raz 150/100. Ale może prócz tego mam nerwicę? Czy coś. NIe wiem co robić. Prócz Bisocardu biorę pare razy dziennie Valused na uspokojenie (sam je sobie kupuje bo lekarz nie raczył niczego dać na uspokojenie jak mu powiedziałem). Czasem ono pomaga, ale czasem nie (chyba że wezmę 3 tabletki naraz). Tak żyć się nie da. Na drugi dzień po ataku muszę dochodzić do siebie, nie mam siły i ciągle myślę o tym że zaraz znowu to coś powróci, że może serce mam chore. I za nim wrócę do normalnego stanu to 2 dni muszą minąć. Nie mogę poprostu. NIeraz tak poprostu leżę sobie, oglądam telewizor i niewiadomo skąd, tak nagle, zaczynam się interesować pracą serca, wsłuchuje się w nie, to chore!!!!!!!!!!!!; czuję że serce bije coraz szybciej, mocniej, jakoś tak nie zbyt regularnie, i to zaraz ciągnie za sobą całą resztę... Robi się duszno, słabo, dreszcze, skurcze.... itd. I tak kilka godzin trzyma, chyba że nałykam się tych tabletek. Matko! Co mi jest?!!!!!!!! Powiedzcie proszę. Najgorzej jest jak siedze cały dzień w domu, wtedy miśle ch... wie o czym, ciągle jakiś strach, lęk niewiadomo przed czym (przed "jutrem" chyba), a potem organizm chyba właśnie odwdzięcza mi się tym wszystkim o czym pisałem... Nie wiem!!!! Pozdrawiam.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
12 gru 2006, 23:39

Avatar użytkownika
przez Róża 13 gru 2006, 09:32
Hm,chyba odpowiedziałeś sobie sam na te pytania.Moja rada-wizyta u lekarza.I mniej wsłuchiwania się we własny organizm.Myślę,że to na pewno ataki paniki,ale dla własnej pewności i wykluczenia innych przyczyn idź do lekarza rodzinnego i porozmawiaj.Na pewno da ci skierowanie na różne badania.tylko w ten sposób dowiesz się,co ci naprawdę jest.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 37 gości

Przeskocz do