czego się boimy? Lęk przed.................

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Jaki jest Twój lęk?

Ankieta wygasła 12 gru 2009, 14:25

boję się śmierci
46
21%

..zdrady
9
4%

przed bliskością- nie umiem okazywać uczuć
17
8%

dotyczący obrazu własnej osoby (związane z niską samooceną
32
15%

lęk przed nieznanym otoczeniem
17
8%

lęk przed chorobą i cierpieniem
62
29%

lęk przed przemocą w domu
1
0%

lęk przed niezaspokojeniem potrzeby akceptacji, osamotnienie w rodzinie
5
2%

lęk moralny ; lęk przed superego czyli własnym sumieniem; poczucie winy, wstyd;
22
10%

lęk anankasytczny; związany z poczuciem przymusu wykonywania czynności, pod wewnętrzną groźbą kary za ich niewykonanie;
5
2%

 
Liczba głosów : 216

Re: czego się boimy? Lęk przed.................

przez sunflowerseed 17 lut 2010, 20:12
Witam serdecznie :)
Jestem tu nowa, ale od dawna czytam posty zamieszczane na forum. Smutne jest to, że tak wiele osób paraliżują lęki, ale pocieszające z kolei to, że mogą tutaj wymienić się "doświadczeniami". Co do moich lęków - paniczny lęk przed chorobami neurologicznymi (mimo dwukrotnej wizyty u neurologów), lęk przed lękiem - to jest najdziwniejsze i najbardziej zastanawiające, bo nawet, kiedy jest dobrze, przychodzi myśl, że to tylko chwilowe i lęk przyjdzie znowu :( Lęk przed lękiem jest właściwie trudny do zdefiniowania, też tak sądzicie? To okropne :/
Ale trzeba sobie z tym radzić. Życzę wszystkim powodzenia :)
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
16 lut 2010, 20:09

Re: czego się boimy? Lęk przed.................

Avatar użytkownika
przez blanka27 05 mar 2010, 12:45
Witam jestem tu nowa haha :D .Ciesze sie większosc z was przezwyciężyła tę chorobe .Ja wychodze z domu bardzo rzadko tylko wtedy kiedy musze za karzdym razem walcze.Jest bardzo ciezko czasem sie uda a czasem nie .Pozdrawiam ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
05 mar 2010, 11:27

Re: czego się boimy? Lęk przed.................

przez parodia 30 cze 2010, 12:25
Witam... widzę, że jest tu poruszony mój problem, dlatego postanowiłam na niego odpowiedzieć.
Mam szesnaście lat. Od katastrofy w Smoleńsku panicznie boję się wojny. I nie jest to jakiś przejściowy lęk, lecz długotrwały, przewlekły, i nie do zniesienia. To okropne. Budząc się, myślę o wojnie. Zasypiając, również o niej myślę. To uczyniło z mojego życia koszmar. Zaczęłam czytać jakieś przepowiednie na temat III Wojny Światowej, które głęboko wryły mi się w pamięć... Chciałabym mieć silniejszą psychikę... Jak normalne osoby, które wchodzą na takie strony z, powiedzmy, przepowiedniami, czytają... po czym wyłączają taką stronę z pobłażliwym uśmieszkiem na ustach i idą zająć się swoim życiem.
Zdaję sobie sprawę, że internet nie jest wiarygodnym źródłem informacji, a taką przepowiednię o rzekomej wojnie może zamieścić nawet mój trzynastoletni brat... Przeklinam w myślach siebie, że jestem taka naiwna, że wiem, że nie powinnam wierzyć w to, bo to totalne bzdury i "bajki dla dorosłych", jak to określił mój tata... Nie potrafię już normalnie funkcjonować.
Lęki opuszczają mnie na krótką chwilę, gdy mam przy sobie osoby szczególnie mi bliskie... mama, tata... chłopak... Gdy rodzice nie mogą, to właśnie on przy mnie jest... Zbliżam się do dorosłości, a potrzebuję niemal ciągłej opieki. Wiem, że to pewnie dla niego męczące... Człowiek dorosły, myślący racjonalnie, musi słuchać mnie i moich hipotetycznych rozprawiań o rzekomej wojnie...
Ludzie powtarzają mi, że w dzisiejszych czasach jesteśmy bezpieczni, mamy tyle paktów stojących na straży pokoju, ONZ, NATO, no i jeszcze Unia Europejska... Że w dzisiejszych czasach Europa jest bezpieczna, bo ludzie nauczyli się, co znaczy wojna, i jakie niesie za sobą fatalne skutki... Że, gdyby jakiś agresor zaatakował państwo x, zostałby natychmiast zmiażdżony przez państwa powiązane z nim paktami itp... Że tylko na Wschodzie i w Afryce są możliwe jakieś wojny (i są wojny), bo tam biją się od stuleci, nie tak jak w cywilizowanych państwach, takich jak my... Północna część globu...
Okropnie boję się energii atomowej... Że zostaniemy zmieceni przez jakiegoś psychopatę... Rzekome przepowiednie to oczywiście w dużej mierze fałszerstwa wyssane z palca, inne były układane kilkadziesiąt lat temu, w świecie rządzonym przez komunizm i wszelkie zło... Nie wiem co myśleć o tym wszystkim.
W moim rodzinnym domu nie ma problemów, ponadto mam wspaniałego chłopaka, przyjaciół, ogólnie jestem lubiana, uczę się dobrze i nawet udało mi się zdobyć tytuł finalisty w pewnym konkursie wojewódzkim... Tłumaczę sobie, że moje natrętne myśli o wojnach i kataklizmach wynikają z tego, że nie mam żadnych własnych problemów... Byłam kiedyś uosobieniem radości. Zero problemów, zero kłopotów... Chciałabym funkcjonować normalnie, jak kiedyś! Czy to mi się może udać? Żyję w przekonaniu, że zostało nam wszystkim parę miesięcy życia. Na ulicy mijam roześmianych ludzi, myślę: "oni nie przejmują się wojną, oni są normalni, chciałabym być jak oni". No ale przecież nic nie wskazuje na to, by była wojna, że możemy spać spokojnie, a jeżeli ma być III Wojna Światowa, to jest to wojna z terroryzmem... zimna wojna, która nie przybierze nigdy rozmiarów I lub II WŚ...
To wszystko przez te okropne media :silence: Żerują na takich ludziach o słabej psychice, by doszczętnie ją zniwelować... To dopiero jest III WŚ! Dodajmy do tego ludzi, stających się jeden za drugim - "wizjonerami"... Po zażyciu silnej dawki narkotyku typu LSD... Wszystko to jest po to, by ludzie zaczęli panikować... Rzekomy koniec świata w roku 2012... Czy to wszystko nie służy temu, byśmy, m.in. gromadzili się na tym forum opisując swoje nerwice?
Przepraszam, że tak się rozpisałam, potrzebowałam tego... Czy ja potrzebuję psychologa albo jakichś leków? Jeżeli tak, to jakich? Mam teraz wakacje, po których idę do innego miasta, do nowej szkoły... Inne otoczenie, inni ludzie. To powinien być mój problem, a nie jakieś wojny. Wracam do domu przed godziną 20:00, kładę się na łóżku i rozmyślam o takich bzdurach... Nie potrafię już żyć normalnie. Nic mi się nie chce robić... Gdyby się dało, to chciałabym swoje lęki "wymienić" na jakieś inne... Związane z rodziną, szkołą... Mam problemy z trawieniem, snem... Jeżeli tak dalej pójdzie, zapadnę w jakąś ciężką chorobę, z całkowicie wyimaginowanych powodów! Proszę o pomoc, sama nie umiem sobie z tym poradzić... :cry: Pozdrawiam.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
30 cze 2010, 11:44

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: czego się boimy? Lęk przed.................

przez zrozpaczona20 30 cze 2010, 12:53
Ja mam lęk przed facetami, przed bliskością, że mój stan zdrowia bedzie gorszy. Boje sie że kiedys popełnie samobójstwo...
zrozpaczona20
Offline

Re: czego się boimy? Lęk przed.................

przez Alan93 01 lip 2010, 21:39
Nie czytajcie żadnych przepowiedni i nie zajmujcie się numerologią, to mnie zabiło.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
28 cze 2010, 16:50

Re: czego się boimy? Lęk przed.................

przez parodia 02 lip 2010, 14:50
Alan93, w jakim teraz jesteś stanie?
tymczasowo jest u mnie lepiej... przynajmniej mogę coś zjeść, chociaż ostatnio mocno schudłam, jestem blada... unikam komputera i stron których treść sieje panikę u ludzi o słabej psychice... paranoja :?
Ale zauważyłam, że ostatnimi czasy wcale nie chcę wychodzić z domu... Chyba muszę wybrać się do psychologa...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
30 cze 2010, 11:44

Re: czego się boimy? Lęk przed.................

przez aanik 12 lip 2010, 10:54
Panicznie boję się odrzucenia.Jestem z kimś bardzo cierpliwym, ale boję się, że i jego cierpliwość sie skończy. Milion razy zrywam, bo boję się, że on zerwie pierwszy, boję się, że uzna, że jestem głupia i nudna. Boję się, że nie jestem dla niego tak ważna jak on dla mnie. Boje się, że za bardzo sie angażuję, że wcale nie jestem taka fajna jak on myśli. Zaczynam się bać swoich destrukcyjnych myśli, głownie o tym jaka to jestem do niczego, beznadziejna...nie daję już rady.
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
12 lip 2010, 10:32
Lokalizacja
śląskie

Re: czego się boimy? Lęk przed.................

przez Shadowmere 12 lip 2010, 11:01
Boję się nieprzemijaalności zlych stanów.
Depresyjna klasyka.
Nie widzisz światla,nie widzisz wyjśćia.
Stan w ktorym sie znajdujesz jest tak koszmarny,że możesz sie bac wylacznie jednego-że nie minie.
Shadowmere
Offline

Re: czego się boimy? Lęk przed.................

przez isabella_28 12 lip 2010, 21:11
Boje sie choroby,nowotworu,
Mam leki odnosnie straty najblizszej osoby z wlasnej winy.Natretne mysli odnosnie zdrady.
Lek przed smiercia rodzicow
ludzmi,
praca,
Ogolnie zyciem...
isabella_28
Offline

Re: lęk przed wychodzeniem

przez comatom 12 lip 2010, 21:52
witam
ja w mojej nerwicy boje sie ze oszaleje-ze zaczne krzyczec na srodku ulicy-duzo podrózuje autem wiec teraz mam przekichane bo mysle ze zaraz zemdleje-zawsze byłem przewrazliwiony i chetny do pomocy i czesto mysle ze to chyba jakas kara-skoro widze ze tylu scierw....nie ma takich problemów jak my....
czy my jestesmy wybrancami czy skazancami.....
pozdrawiam
comatom
Offline

Re: czego się boimy? Lęk przed.................

przez Roberrrto 13 lip 2010, 00:17
Boję się tego, co ludzie mogą o mnie pomyśleć. I to wszyscy ludzie, i rodzina i przechodnie na ulicy. Myśl, że mogą pomyśleć źle mnie paraliżuję.
Czuję duży lęk przed odrzuceniem. Boję się bliskości. Boję się komukolwiek zaufać. Boję się szczurów-panicznie. Boję się wysokości. Boję się, że nigdy nie dojdę ze sobą do ładu. Boję się przyszłości i samotności. Boję się życia, ale boję się też śmierci. Czasem boję się też siebie...
Roberrrto
Offline

Re: czego się boimy? Lęk przed.................

przez dogomaniaczka 13 lip 2010, 00:20
boję się przede wszystkim omdleń, raka, utraty piotrka- jego śmierci, czegoś niezależnego ode mnie ( choroba, wypadek ) ..ognia
dogomaniaczka
Offline

Re: czego się boimy? Lęk przed.................

przez arroway 15 lip 2010, 22:48
Boje się lęku, strachu, stresu i ich objawów. Przyspieszonego bicia serca, drgajacych powiek, tego nieprzyjemnego uczcucia w klatce piersiowej towarzyszacego sytuacjom stresowym. Pozatym chorob psychicznych, boje sie ze moja nerwica doprowadzi mnie w koncu do czegos gorszego - depresji czy schizofrenii. Parodia mam dla ciebie rade (sproboj moze ci pomoze, ale jak nie bedzie skutkowac to nie brnij w to dalej). Obejrzyj sobie jakis film albo serial wojenny oparty na faktach (Kompania Braci czy Szeregowiec Ryan) i porownaj sobie obraz owczesnej rzeczywistosci do obecnej. Wtedy kazde miasto, kazda wies miala swoje bunkry, okopy miejsce gdzie mozna by sie schronic przed nieprzyjacielem. Dzisiaj? Nic. Garnizon wojskowy byl niemalze w kazdej miejscowosci. Dzisiaj? Tylko w duzych miastach. Mowi nam to tyle, ze wojna taka jaka byla 60 lat temu nie ma prawa bytu w Europie... te straszne obrazy ktore wlasnie dane bylo ci obejrzec na kontynent europejski narazie nie wroca... A czemu? No coz rzady i wywiady wiedza wiecej niz my i gdyby cos takiego mialo sie wydarzyc na pewno zaczelyby sie do tego przygotowywac...(Nie tylko o polskim rzadzie ale o wszystkich europejskich). A co do przyszlosci... No coz energia atomowa ktorej tak sie boisz jest gwarantem pokoju na swiecie (albo raczej w naszej czesci swiata)... Zaden przywodca nie osmieli sie uzyc bomby atomowej przeciwko panstwu ktore tez ja posiada gdyz w ten sposob przypieczetuje wlasna anihilacje. Pomysl o tym... Albo mnie zagnij jakis trafniejszym argumentem ;]
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
15 lip 2010, 22:24

Re:

przez izabella1981 16 lip 2010, 20:35
DarkAngel napisał(a):Zgadzam się z Asią g.,ja również na poczatku miałem problem z

wychodzeniem z domu. Mimo strachu i wszystkich bulów wychodziłem sam. Najpierw na krótkie spacery, a teraz nawet na 10-cio

godzinne. Nieraz nie jest łatwo, ale nie skupiam sie na lęku, tylko staram sie go przełamać i udaje

sie.......Pozdrawiam.....i więcej wiary w siebie!!!! :D :D :D


Cześ wszystkim! :lol: Jestem tu nowa i opiszę wam w skrócie piekielko przez jakie przeszłam i ktore po 9 latach powróciło:Gdy miałam 20lat straciłam chlopaka z którym bylam 6lat.Strasznie to przeżylam i zaczełam balowac. Naprawde przesadzałam.Doszły wyrzuty sumienia i pewnego dnia pojechałam z mamą do Łazienek. i TRACH!!! Koniec!Słabo mi,serce wali jak szalone.ból głowy i ogólne uczucie otępienia(dodam że byłam na kacu).No i sie zaczeło.Wizyty u róznych lekarzy,szpitale,badanie pod kazdym mozliwym kątem.I dziękuje."W STANIE OGÓLNYM DOBRYM WYPISANA DO DOMU".A ja sie czułam jak wrak.Po 2 latach pewien mądry Pan stwierdził że to nerwica ze stanami lękowymi.Wiec poszłam do psychoterapeuty.On mnie wysłuchal i powiedział że to sie bierze z głowy i niektórzy pacjenci potrzebują psychoterapii a niektorzy dają rade sami.Więc ja uskrzydlona wiedzą stwierdziłam ze nie dam się temu POTWOROWI którt siedzi we mnie! Kosztowało mnie to wiele strachu nerw i wysiłku.Zaczęłam intensywnie cwiczyc,znajomi zaczęli mnie wyciągac tu i tam.Fakt raz bylo lepiej,raz

[Dodane po edycji:]

A raz gorzej ale pomógl mi moj nowy chlopak i na 9 lat zapomnialam o nerwicy.(czasem wracała na chwilke ale to zazwyczaj gdy przecholowalam z alkoholem,ale na drugi dzien bylo ok.).Do niedawna:od poczatku tego roku mialam stresy.Awans w pracy,problemy z partnerem z którym mam 3-letniego synka,w końcu rozstanie.Ale myślałam że dam radę,że jestem silna i kiedyś jeszcze kogoś spotkam.Ale tak naprawdę szlag mnie trafiał że znów porażka w moim życiu!Znów nieodpowiedni facet a do tego jeszcze dziecko bez ojca! No i napady lęku zaczely powracac.Coraz częściej aż ktoregoś dnia zadzwonilam do kierowniczki że nie jestem w stanie pracowac.Dobrze że jest taka kochana i powiedziała żebym poszła na zwolnienie(nawet pół roku)ale mam się zając sobą,odpoczac i wyciszyc.Tak więc siedzę w domu ale tym razem nie boję sie i nie mam takich ataków jak wtedy.Wiem co to za (przepraszam)gówno i jak z tym walczyc.Pomaga mi mój synek bo wychodze co dzień najpierw gram z nim w piłkę a jak już się oswoję ze światem :great: to małymi kroczkami wyruszam troszke dalej.Czasem sklep,czasem wsiadam w samochód i jade np.na bazarek i powoli podwyższam poprzeczke.Fakt że czasem troche sie wkurze bo znów mnie dopada lekka panika ale potem zaczynam sprzątac,cwiczyc albo krzyczę do swojej podświadomości że sie nie dam!!!Jeden dzień jest super bo np.uda mi się przespacerowc dalej bez chwili lęku a czasem gdy coś mnie najdzie to boję się iśc nawet do kiosku przy bloku.Ale nie poddaję się i na nastepny dzień próbuje od nowa.I znów super dzień!Kolejny sukces!Trudne to cholernie bo ta zmora siedzi cały czas w głowie ale jeśli z kimś zacznę rozmawiac na zupelnie inny temat albo robic coś fajnego to nagle stwierdzam że czuje sie całkiem normalnie i teraz się uda!Myślę:SKORO MASZ SIŁĘ ŻEBY CWICZYC GODZINĘ ALBO WYREMONTOWAC POKÓJ TO JESTEŚ ZDROWA I PEŁNA SIŁ WIĘC CO MA CI SIĘ STAC NA SPACERKU??!!!!!A im więcej o tym mówię lub myślę tym gorzej sie czuje!Zajmijcie mózg czymś innym

[Dodane po edycji:]

Dlatego nie chce isc na psychoterapię bo czym bardziej to wywlekam tym gorzej.Nie jest łatwo ale trzeba sobie wymyślec swój plan.Teraz wlasnie zastanawim sie czy jechac z rodzinką nad morze.Boje się ale szkoda mi mojego synka żeby cale lato spędził w bloku.A poza tym przecież nie UMRĘ nie? Jak byłabym w trasie zmęczona to mam awaryjnego kierowcę który mnie zastąpi a jadę z moim bratem z którym czuję się bardzo bezpiecznie więc chyba pojadę.Myślę że taki wyjazd może mi pomóc a i zyskam kolejne "Punty"za odwagę determinację i że się nie poddałam tejZMORZE! Pozdrawiam wszystkich!Wiem co czujecie1Ale wyrzuccie to okropieństwo i spuście do wisły!!Nie wolno się poddawac!!!Jak ja bym po nieudanej próbie została w domu choc na 2-3dni to kaplica.Nawet śmieci nie zeszłabym wyrzucic.Także swoim rytmem wciąż próbowac!Nie dac się!!
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
16 lip 2010, 20:13

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 31 gości

Przeskocz do