Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy).

Avatar użytkownika
przez elwe07 01 lip 2011, 21:47
Napad paniki.Skuteczny sposób.

Tak sobie myślę,o napadach paniki.W życiu miałam może ze 2 razy (w tym jeden silny) ale nie chciałabym nigdy tego powtórzyć.I tak siedzę i kombinuje...A może w czasie napadu paniki chlusnąć sobie w twarz wodą z butelki zimną albo poprosić koleżankę, mamę, siostrę czy kogo tam jeszcze żeby w razie takiego ataku po prostu dali nam w twarz?Nagłe odwrócenie uwagi od napadu może poskutkować chyba?Myślę że tych sposobów znalazłoby się więcej?Jak sądzicie?Może dopiszecie coś?
Ostatnio edytowano 01 lip 2011, 22:03 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono wątki z uwagi na tematykę Twojego postu
Gdy nadwrażliwość jest jak bilet w jedna stronę stąd...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
26 cze 2011, 23:24

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy).

przez matek1979 01 lip 2011, 21:56
Dziekuje. Bede probowal. Tak czy inaczej czy mozecie moze mi dac jakis link gdzie moge przeczytac czego moge sie spodziewac. Boje sie bo mialem spokoj przez 4 tygodnie a teraz nie wiem czemu mam to znowu. Zaczynam watpic w nerwice. Czy moozliwe abym mial atak przez 3 h tak jak dzis w pracy- szumy w glowie, tetniace serve, uczucie ze mdleje itd. Czy to mozliwe? Nie znam nikogo z kim moglbym o tym porozmawiac wiec pisze tutaj. Ogolnie w przeszlosci lubialem w weekendy pobalowac i troche pilem w tedy ale nigdy nie w tygodniu wiec moze to sprawa alkoholu?Inna sprawa to taka ze ostatnio bardzo zaczolem chodzic na silownie no teraz w tym tygodniu przestalem przez te atai i moze ja poprostu przemeczam organizm.I ostatnia sprawa czy picie coli moze wzmacniac ataki? z gory dziekuje za pomoc..

▶ Show quoted text
Ostatnio edytowano 01 lip 2011, 22:14 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: przeniesiono
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
30 cze 2011, 21:43

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy).

Avatar użytkownika
przez marcja 02 lip 2011, 13:29
elwe07 napisał(a):Napad paniki.Skuteczny sposób.

Tak sobie myślę,o napadach paniki.W życiu miałam może ze 2 razy (w tym jeden silny) ale nie chciałabym nigdy tego powtórzyć.I tak siedzę i kombinuje...A może w czasie napadu paniki chlusnąć sobie w twarz wodą z butelki zimną albo poprosić koleżankę, mamę, siostrę czy kogo tam jeszcze żeby w razie takiego ataku po prostu dali nam w twarz?Nagłe odwrócenie uwagi od napadu może poskutkować chyba?Myślę że tych sposobów znalazłoby się więcej?Jak sądzicie?Może dopiszecie coś?


Moze to poskutkowac ale przeciez musisz tez wychodzic sama na dwor i chodzic np.w centrum miasta. I wtedy w centrum miasta wylejesz sobie butelke wody na glowe??? A o trzasniecie w twarz poprosisz przechodnia? :mrgreen:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2365
Dołączył(a)
29 cze 2006, 23:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez villah 02 lip 2011, 21:49
Właśnie dzisiaj był 13 dzień mojego ataku, który objawiał sie uogólnionym lękiem i dosłownie łomotaniem serca, czułem pulsowanie całego ciała i widziałem ruch falisty na moim brzuchu i klatce piersiowej, oczywiscie nie spałem zazwyczaj w tym okresie już od 4 rano, występowało takze ostre rozdraznienie. Dwie godziny temu mój dobry szalony "kumpel" wyluzował i odszedł sobie od tak, jakby nic nie zaistniało i.........................poczułem sie szczesliwy i ze przszyszlosc stoi dla mnie otworem, ze problemy to tylko problemy,błachostki.... pewnie do nastepnego ataku.
przez te 13 dni mój umysł wyrobił rozne teorie spiskowe i widze, jak zwodne i kłamliwe potrafi być narzędzie, które powinno mi słuzyc pomocą, a wpodły sposób porostu wpędza mnie do grobu.

wiem, co spowodowało atak, najlepsze jest to, ze wiem co mam robic, zeby pewen rzeczy nie powtórzyły sie,ale tego nie robie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
119
Dołączył(a)
01 cze 2009, 22:29

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez kebe 02 lip 2011, 22:16
Witam wszystkich.
Mam 25 lat. Od 7 lat pracuje zawodowo i studiuję jednocześnie. Od zeszłego roku wyprowadziłem się od rodziców i mieszkam sam w dużym mieście. Jednocześnie w przeciągu ostatnich 7 msc obserwowałem u siebie zniechęcenie i objawy depresji. Bagatelizowałem je bo to nie pierwszy raz. Na początku kwietnia poszedłem do lekarza z problemem uciśniętej krtani. Lekarz mi powiedział, ze to najpewniej stres. Zacząłem się zastanawiać bo zasadniczo staram się unikać stresu. Na początku maja miałem pierwszy atak paniki. Czułem jakąś gorycz , siedziałem na facebooku i pisałem ze znajomymi pocieszając się piwem. Mocno się podchmieliłem i poszedłem spać. W nocy się obudziłem jakby w bezdechu i z uczuciem drętwienia ciała. Na tyle żle się czułem, że postanowiłem pójść do szpitala. W trakcie wędrówki mi przeszło a szpitalu nie chcieli mnie przyjąć bo pewnie zachowywałem się jak jakiś naćpany gość. Przez ostatnie dwa miesiące miewałem mniejsze i większe napady paniki i lęku. Np w pracy jak ktoś niepostrzeżeniue za mną stanął i patrzył się co robie. Lęk się pojawiał przy najgłupszych czynnościach np. otwieranie kłódki w oświetlonej piwnicy. Spierowano mnie na badania RTG odcinka szyjnego i EEG. Wyszły dobrze. ZAczęłem łykać duże ilości magnezu i wydawałoi sie, że jest lepiej. Przestałem mieć drętwienia i panikę w pracy. Nadal jednak było napięcie - choć rzadziej. Najgorsze przyszło wczoraj. Brałem prysznic z gorącą wodą a mam piecyk gazowy (w kamienicy mieszkam ). Pomimo, że piecyk ma zabezpieczenia (ma z 5 lat góra) i mam czujnik czadu to po wyjściu z łazienki po 15 min zaczeły mi się trząsc nogi (myślałem, że z zimna bo okno otwarte a ja tylko w piżamie), potem zaczęło się mrowienie w całym ciele i zawrtoy głowy. Zaczęłem szybko oddychać i podszedłem do okna. W ciągu 10 min było coraz gorzej. W końcu pomyślałem sobie - kude może podtrułem się czadem, albo jadem kiełbasianym z kiełbasy, którą lekko podsmażyłem na kolację. Wybiegłem z domu i z szybkim oddechem poleciałem do szpitala. Na dworzu było lepiej ale żle nadal. Mieszkam 300m od szpitala to doszedłem tam w 3 min. Tam mnie spławili i powiedzeli, że jakbym się zatruł to bym nie przyszedł a i tak tu nie ma toksykologii to muszę gdzie indziej się udać. Wyszedłem... Zaraz miałem autobus, który jechał przy poleconym szpitalu. W autobusie zaczeło być gorzej. Miałem jakby paraliż. Niby chodziłem, ale się chwiałem. Miałem ściśnięte mięśnie ust i nie mogłem się łatwo wysłowić. Miałem coś pomiędzy drgawkami a dreszczami. Mocne mrowienie w całym ciele - jakby przeciążenie układu nerwowego. Podszedłem do kierowcy i powiedziałem, że jakbym zasłab to żeby podjechał do szpitala i powiedział, że miałem podejrzenie zatrucia czadem. Trochę spanikował i mnie wysadził na rozkładowym przystanku 500m od szpitala, ale nie mam mu za złe tego. Ja sam wyszedłem z autobusu. Przeszedłem ze 500m i czekałem w kolejce 15min na zgłoszenie. W międzyczasie poprosiłęm o długopis i ledwo spisałem na RMUA, które ściągnełem z biurka w domu, jakie mam objawy i co podejrzewam. Lekko mi ustąpiło ala nadal się trzęsłem. W końcu przyszłą moja kolej i szybko podałem kartkę i powiedziałęm, że bardzo źle się czuje. Zrobili mi badania krwi, szybko sprawdzili tętno i staurację. Wszystko wyszło ok. JA się uspokoiłem ale dostałem Hydroxizine. W końcu po 2h lekarz mi powiedział, że to chyba był atak histerii i organizm zareagował hipeprwentylacją. Kazał pójść do psychiatry. Ja jeszcze nidgy nie miałem aż takiego ataku paniki.
Ogólnie to uważam się za osobę wrażliwą. Interesuję się psychologią i dużo myślę nad tym jak funkcjonuję. Nie mogę wskazać bezpośredniej przyczyny tego napięcia. Retrospektywą doszedłem do tego, że nerwicowe akcję toważyszą mi od 10 lat. Pierwszy raz jak byłem w liceum i zapaliłem trawkę. Potem przez 3 msc miałem takie ataki. Potem żyło mi się lepiej. Aczkolwiek przez ten okres 10 lat miałem np. rzadkie (ze 4-5x) rozładowania nerwów w których krzyczałem i niszczyłem przedmioty, czasami w nocy budziłem się jakby w bezdechu. Miałem jakby półsny w których w nocy jakym ciągle myślał o problemach następnego dnia. Takie akcje hiperwentylacji też przypomniały mi się, ale były mniejsze. Faktem jest też, że często miałem za mało magnezu bo miałem skurcze i piłem dużo kawy a alkohol też w sumie cyklicznie np 1x w tygdnodniu. Do tego przewklekły stres w pracy (mam pracę umysłową, w dużej firmie doradczej), studia których nie mogę skończyć od 6 lat, 7dni w tygodniu non stop aktywny. W zasadzie brak stałego związku i garstka znajomych (chociaż prawdziwych).
Najśmieszniejsze jest to, że jakoś 3 lata temu czułem się świetnie. Miałem prez 3-6msc znakomite samopoczucie. Miałem uczucie koherencji. Jakybm świat za nogi złapał. Potrafiłem się w przeciągu chwili uspokoić w tak zwane "jezioro bez fali". Czysty chillout. Nawet na rozmowie o prace, bez nerwów z uśmiechem i w pełni logicznie. Faktem jest, że próbowałem też medytacji i może to mi conieco dało. Ale potem zyłem normalnie (z dniami słabości i radości) aż do jakiegoś listopada 2010 gdy zaczełęm jakby mieć lekką deprechę - o czym pisałem na początku.

Jestem obecnie w trakcie diagnostyki ale to mi wygląda na nerwicę lękową. Może ktoś z Was przynajmniej wyciągnie z tego jakieś wnioski - jakby się coś podobnego trafiło to racjonalizować. Ja jestem osobą zasadniczo pozytywnie nastawioną ale to jest męczące. Zdradze wam kilka rzeczy, które mnie w jakiś sposób pomagają. Jak mam ataki to staram się racjinalzować to co się dzieje za pomocą prostych testów:
1. spojrzenie na reakcję źrenic w lustrze po zamknięciu i otworzeniu oczu
2. badanie pulsu (czy serce szybko bije)
3. dotykanie z zamkniętymi oczyma nosa palcami lewej i prawej dłoni.
4. stanie z zamkniętymi oczyma raz na lewej i prawej nodze (to normalnie nie jest łatwe ale jak sie uda w trakcie napadu to znaczy, że nie jest tak źle).
5. dodawanie i mnożenie, odczytywanie imienia i nazwiska + adresu mieszkania
6. głębokie oddechy
7. w ostateczności opuszczenie miejsca
8. skrajne zdarzenia to pomoc lekarza (szpital)

Jeżeli 1-5 udadzą się po 1-3 próbach to znaczy, że raczej nic nam nie jest. To znaczy, że nie jest tak źle. W większości się uspokajam. Kolejne punkty to jak 1-5 nie dają rady...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
02 lip 2011, 21:13

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Siasia 03 lip 2011, 20:55
Mnie to dziwi, że mój psycholog twierdzi, ze nic mi nie jest, bo moje lęki są spowodowane trudną sytuacją życiową - wybór studiów, szukanie pracy. Ale skoro nie mogę wyjść z domu w spokoju (od miesiąca zawsze chodzę z kimś), boli mnie żołądek, mdłości, duszności, to myśle, że cos nie tak. Znalazłam innego psychologa, myślę, zeby do niego zadzwonić w przyszłym tyg.

Co do wyjśc ze znajomymi - jutro ide na male spotkanie, ciekawe, jak to zniosę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
305
Dołączył(a)
18 cze 2011, 18:46

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 04 lip 2011, 00:39
Siasia, No to dobrze,że stwierdził od czego są objawy. Ale miał Ci pomóc!
Dobrze,że zmieniłaś terapeutę.
Ja pierdzielę......niektórzy specjaliści naprawdę pomylili się z powołaniem! :evil:
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez okpol1006 05 lip 2011, 00:05
Może to śmieszne ale kilka razy podczas ataku, czy to w trakcie, czy tuż przed, kiedy już myśli robiły swoje, niechcący walnąłem kolanem o kant stołu, lub palcem u stopy o róg ściany... i wiecie, tak mnie napiep***ało że w mig mijało wszystko związane z nerwicą! Taki fajny ból, bo chwilowy, nieszkodzący, a ratował od nerwicy. Napisałem o tym teraz bo właśnie się walnąłem kolanem ;] mało tego, po tym uderzeniu przechodzi na kilka godzin.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
16 mar 2011, 16:38
Lokalizacja
Warszawa

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Thazek 05 lip 2011, 00:08
okpol1006, Ja mam tak samo ;) to najlepiej odwraca uwagę ;)
tak samo jak ból zęba... od razu lęki odchodzą na drugi plan :twisted:
Nerwico chcesz mnie znów dopaść?!?!To skoczę do apteki po stoperan bo Cię chyba POSRAŁO!
http://www.youtube.com/watch?v=jYj7T9eEQ4U
F41.0<--- Było minęło... F41.1<--- już prawie nie ma :D CHYBA ZDROWIEJĘ :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5290
Dołączył(a)
18 mar 2011, 21:36
Lokalizacja
South

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 05 lip 2011, 00:11
okpol1006, Lukasz dobrze napisał...odwracasz uwagę i nie skupiasz się na sobie.
Jak tam lot samolotem?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez okpol1006 05 lip 2011, 00:13
Lot jest 10 lipca, wylot o 6:05 , o 8:10 jestem w Amsterdamie, i tak wejde na neta i napewno coś napisze w tym temacie żeby było mi raźniej! Następnie o 12:30 drugi samolot i w Limie będe o 01:30 czasu Polskiego, a tam będzie 18:30
Avatar użytkownika
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
16 mar 2011, 16:38
Lokalizacja
Warszawa

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 05 lip 2011, 00:20
okpol1006, Super. Jedziesz tam na wakacje?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez okpol1006 05 lip 2011, 00:27
Nie, popracować miesiąc. Rodzice tam są od 2 lat wraz z moją siostrą. No i pozwiedzać też.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
57
Dołączył(a)
16 mar 2011, 16:38
Lokalizacja
Warszawa

Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez *Monika* 05 lip 2011, 00:32
okpol1006, No to zazdroszczę :D
NIe myśl w samolocie o najgorszym!
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 30 gości

Przeskocz do