Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez rudzia 26 paź 2008, 22:42
A właśnie Aniu, że powinni: chodzić do Kościoła, marketów i tych wszystkich traumatycznych miejsc i wytrzymać, bo nic sie nie stanie poza bardzo złym samopoczuciem.
Są to słowa wielu lekarzy.
Bo inaczej jak Ty to sobie wyobrażasz? Nerwica potem dopadnie nas w przychodni. łóżku, kuchni i co? Do kuchni nie będziesz wchodzić, a spać w samochodzie?
Pozdrawiam gorąco!!!!
Nic nam nie jest, to TYLKO nerwica:))))
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
24 paź 2008, 00:19
Lokalizacja
Gdynia

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Misiek 26 paź 2008, 22:43
Ja jeszcze nie miałem ataku w kościele, tylko boje się że może tak byc...
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez rudzia 26 paź 2008, 22:49
No i nawet jak będziesz miał, to też nic Ci nie będzie, uwierz mi na słowo: choruję od 6ego roku życia, miałam kilka nawrotów, proszę uwierz, bo już tego próbowałam, nic Ci nie będzie, najwyżej się słabo poczujesz i spocisz ze strachu. Ale wytrzymaj, nie zemdlejesz, obiecuję:))))
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
24 paź 2008, 00:19
Lokalizacja
Gdynia

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Misiek 26 paź 2008, 22:55
rudzia, Dzięki... Postaram się Ci uwierzyć... :smile:
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez ewa125 26 paź 2008, 23:21
co do kosciolow to pamietam jak kiedys na mszy ksiadz grzmil ze jak to mozna wyjsc w srodku mszy, ze ludzie wychodza z kosciola i siedza na lawce obok i sluchaja stamtad mszy, ze juz moga wogole nie przychodzic bo nie moga wysiedziec calej mszy .. i tak sobie pomyslalam o nas.. ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez anna en 27 paź 2008, 10:29
Masz racje Rudziu tylko ja niejestem psychologiem ani innym lekarzem mam 19 lat , zaden psycholog mi nie pomog wiec staram sie radzic sobie sama, ja dostalam ataku w kawiarni w barze z kabebem i i milionie innych miejsc i nie weszlam po raz drugi tam, owszem dostalam ataku tez w kuchni jedzac kanapke po zarzyciu 1 w zyciu psychotropa ale wiedzialam ze musze tam wchodzic to w koncu kuchnia noi wchodzilam , fajnie wogole ze to forum dziala muyslalam ze jest martwe 8)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
107
Dołączył(a)
26 paź 2008, 19:41

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Gosiulka 27 paź 2008, 10:58
Ja tak samo jak już idę do kościoła to staję tylko z tyłu aby czuć świeże powietrze i mieć ewentualną drogę ucieczki Nie potrafiłabym wejść do zatłoczonego kościoła czuć tą duchotę i w ogóle wysiedzieć tyle czasu bez ruchu koszmar !!! Chciałabym wreszcie normalnie iść z dziećmi do kościoła usiąść i bez lęków wysiedzieć całą msze ale tak nie da się może kiedyś tam anna en, tak samo jak ty jak dostałam gdzieś tam ataku to już tam nie szłam bałam się że ponownie dostanę tam ataku i tak w kółko Teraz jest już lepiej ale staram się nie wychodzić za daleko bo właśnie to jest dla mnie problemem wyjście daleko od domu :oops:
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
851
Dołączył(a)
15 wrz 2007, 16:26
Lokalizacja
pomorskie

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Misiek 27 paź 2008, 11:58
Gosiulka, Jeszcze będziesz wychodzić daleko od domu... :smile:
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Victorek 27 paź 2008, 20:18
tzn moim zdaniem to na pewno jest właśnie tak że tam gdzie raz dostanę ataku to już później boję się iść w to samo miejsce ja ostatnio np. podczas kąpieli dostaje bardzo silne ataki depersonalizacji czy już sam nie wiem czego :) i teraz boję się wręcz kąpać co kiedyś uwielbiałem, biorę szybki prysznic który i tak kończy się jaką okropną dezorientacją... Co prawda do Kościoła i w inne miejsca zawsze miałem problem chodzić bowiem zawsze miałem coś w rodzaju fobii społecznej, tam gdzie tłum to ja od razu zawracałem ale to i tak było niczym w porównaniu do tego co jest teraz, przynajmniej czasem mogłem się przełamać a teraz to ani w tą ani w tą :) tylko jeden stały koszmar
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez Misiek 27 paź 2008, 20:20
Victorek, Mam podobnie... masakra :(
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez anna en 27 paź 2008, 21:30
bardzo pomaga mi to ze jestescie tutaj i mowicie ze macie tak jak ja, wogole czlowiek ktory nie jest swiadomy ze inni tez to maja jest samotny i wie mniej , swiadomosc tego ze tez macie takie stany mipomaga bardzo, i wogole czulam sie dzisiaj przez to tak normalnie ale w pracy wyszlam na papierosa i wrocilam i tak sie zaczelam bac nie czegos konkretnego tylko myslalam ze zaraz zwariuje czasami mam juz dosyc, najgorezej jest jak juz jest tak zle ze niemam sily walczyc ni juz wtedy nie pozostaje tylko placze placze i placze u spychologa u psyhiatry i jak widze ze one juz nic nie moga powiedzioec bo ciagle mowie nienienie to mysle sobie ze mam tyle argumentow zeby sie zabic ze to wlasciwa decyzja, nie chche tak zyc nie chche tak dluzej zyc, nie mowcie ze bedzie dobrze ciagle to czytam a jednak nie jest dobrze i nie bedzie, sory za ten pesymizm powinnam pocieszac ale teraz jestem za slaba, baj :cry:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
107
Dołączył(a)
26 paź 2008, 19:41

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez mag27 27 paź 2008, 21:54
Hej, wiecie, ja mam tak, że się boję do urzędów i do banków wchodzić. Tam mam straszne napady.
Wydaje mi się, że mnie wszyscy obserwują tj. widzą moje zdenerwowanie ( cała drętwieję ). Najgorzej jest podczas pisania-ręce mi się trzęsą i są całe mokre. Czuję, jakby były sparaliżowane...
Zimą to jeszcze jakoś idzie przeżyć, bo normalnie przez to rękawiczek nie ściągam ( żeby nie widać było wilgotnych dłoni ). Latem jest tragicznie. Zawsze już kilka dni przed cała dygoczę, gdy mam coś załatwić.
Może przechodziliście coś podobnego? Jak sobie z tym radziliście? Czasem tak mnie to dobija, bardzo boję się tych ataków :(

Pozdrowienia
Mag27
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
21 paź 2008, 21:02

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

Avatar użytkownika
przez Victorek 27 paź 2008, 22:02
Anna en posłuchaj jak nie chcesz to nie będę pisał że będzie dobrze :) ale i tak będzie !! ja staram się w to wierzyć bo tez nie lubię tych słów "bedzie dobrze", za długi czas je słyszę ale mam nadzieję że nam wszytstkim przejdą te schizy raz na zawsze!! Dzisiaj tak miałem właśnie w pracy było jako tako, ale wracając do domu poczułem ten lęk tak dobrze mi już znany, i to przeczucie że zaraz zwariuję że już nikogo nie będe poznawał, albo nie wstanę już nigdy z łóżka, masakryczne myśli w ogóle nie na temat nawet nie wiem skąd się biorą i jest tak do teraz i tak codzień i codzień i też jestem słaby i słabszy. Nie chciałem jeszcze bardziej spesymistyczniać :) atmosfery ale tak się czuje i chciałem to napisać. Mag27 ja tak miałem całe życie zanim dostałem ten shit jaki mam obecnie, ledwo co załatwiałem urzędowe sprawy a ręce jak np. coś podpisywałem to trzęsły mi się jak galareta, teraz to mineło bo od czego innego gorszego dostaje po dupie :) pozdro
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Re: Ataki (jak wyglądają, jak sobie radzimy)

przez mag27 27 paź 2008, 22:11
Oj, Victorek- jak tak piszesz, że dostałeś jeszcze coś gorszego, niż kiedyś miałeś, to ciekawe, co będzie ze mną za jakiś czas...
Dziś wogóle kiepsko mi się wiodło, jedyne pocieszenie w tym, że nie jestem sama jedyna na świecie z podobnymi kłopotami.
Ach!
Trzymajmy się, my nadwrażliwcy niezrozumiani przez samych siebie i innych ( a możeby tak filozofem zostać? , heh ).
Pozdrawiam
Mag27
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
21 paź 2008, 21:02

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 36 gości

Przeskocz do