Pomocy.

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Pomocy.

przez EugenN 21 sie 2012, 21:25
Witam. Mam 16 lat, piszę tutaj bo potrzebuję pomocy.
Otóż Lutego 2010 roku, doznałem poraz pierwszy ataku, wyglądał on następująco:
Jadąc autobusem do szkoły, rozmyślałem o życiu, czym jest życie,
co jest po śmierci, czy koniec świata nastąpi w 2012 roku?
I nagle omdliło mnie, wszystko było jak we mgle, koleżanka mówiła coś do mnie, a ja nie reagowałem na to,
serce waliło mi mocno, dopiero po około 30 sekundach przeszło mi.
Od tamtej pory męczę się z myślami, atakami derealizacji aż do dziś.
Na początku było tylko uczucie nierealności, wszystko jak przez mgłe,
panicznie się tego bałem, nie wiedziałem o co chodzi.
Powiedziałem o tym rodzicom, powiedzieli, że nic mi nie jest, że jestem rozpieszczony.
Mimo wszystko dalej ich męczyłem, mama w końcu uwierzyła, jak dostałem ataku, bałem się że to wszystko jest nierealne, że to sen,
że moi rodzice nie istnieją, że moje rodzeństwo też nie istnieje, a przecież tak ich kocham, nie wyobrażam sobie życia bez nich.
Pamiętam to wszystko jak dziś. Później dochodziły różne inne rzeczy, ciągle zadawanie pytań czym jest życie? czemu woda to ciecz?
RÓŻNE bezsensowne pytania pojawiały się w mojej głowie, i mimo że logicznie wiedziałem, że to chore, że poprostu tak to zostało stworzone,
to jednak bałem się tych pytań. Czemu? Sam nie wiem.
Do tego doszło uczucie, że ja to nie ja, a mianowicie było to na treningu boksu(chodziłem żeby wyładowac energie, myslalem ze pomoze),
popatrzalem na sparingu koledze w oczy i przestraszyłem się, w mojej głowie zrodziło się pytanie "dlaczego nie mogę zobaczyc siebie?"
a po chwili lęk że nigdy nie zobacze siebie swoimi oczami, pozniej doszly inne mysli, uczucia jakby nie swoistosci ciała, jak wstawałem nieraz w nocy
do ubikacji, to mialem uczucie jakbym nie mial ciala. Na poczatku przez pierwszy rok było to dla mnie strasznie męczące, niezrozumiałe,
dlaczego ja? dlaczego tylka ja tak mam? Może dlatego że tylko ja jestem prawdziwy? I mimo latania po forach, patrzenia na wypowiedzi innych,
widziałem ze nie tylko ja tak mam, ale moja myśl była nastawiona oczywiscie ku jednemu 'pieprzony teatrzyk', że to fikcja, oni zmyslaja.
Czasami patrząc na kolegów, koleżanki, rodzine, czułem się jakbym patrzał na kogoś obcego..
Często na lekcji fizyki, jak patrzałem na mapke z stopniami celsjusza w róznych miejscach wszechświata to oblatywał mnie strach i myśl, że jesteśmy nic nic nie znaczącym,
małym istnieniem, że nie mamy wpływu na to co sie z nami stanie.
Potem doszedł strach przed kosmosem, strach przed tym ze slonce nas pochlonie, przed wybuchem ziemi, ciągle
wydawało mi się, że za chwile może się coś takiego stać,siedząc w domu, w szkole, w kosciele, idąc do sklepu ciągle się tego bałem, za każdym razem
byłem caly spocony. Wszystkiego sobie tutaj nie przypomne, piszę to na szybko, gdyż własnie dopadła mnie derealizacja, wszystko jak przez mgłę, 2D.
Mimo wszystko jakoś się przyzwyczaiłem do tego, tak jakbym był skazany juz na to. Ten rok jest i tak nadzwyczaj łagodny, może przechodzi?
Znalazłem dziewczyne, i jakoś szło, mogłem spać po nocach, nie myślałem o tych BZDETACH, wiadomo że nie wszystko przeszło, uczucie nierealności, było wciąż
ale w porównaniu do tego co było dawniej, był to dla mnie sukces! Było ok do póki nie wyszło z dziewczyną, po tygodniu, dwóch zaczeło wracać, juz nei tak
jak kiedyś, ale wraca, dzisiejszy atak mówi za siebie. Dobrze, że mamy Czerwiec, bo aż boję się Grudnia, jak mi nie przejdzie to ja chyba na zawał umrę.
Tyle się naczytałem o końcu świata, o jakichś organizacjach NWO, już od paru lat odczuwam strach przedtym a co dopiero za te pare miesięcy...
I nikt nie umie mi przetlumaczyc ze to fikcja. Sam chcialbym w to wierzyc, a mimo to boję się. Byłem też u 2 psychiatrów, i psychologa, jeden mi powiedział po
3 minutach rozmowy, ze mam natretne myśle, dała leki i powiedziała że za pół roku powinno przejść. No nie przeszło. Drugi nie posatwił zadnej diagnozy,
po rozmowie z rodzicami, którzy jak zwykle opowiadają jaki to ja rozpieszczony itd.. uznał że poprostu udaję:) no cóż, świetny psychiatra nie ma co.
Później latałem po psychologach, ale nic to nie dawało, może by dało, ale jak ja byłem na wizycie z 3 razy? Więcej rodzice mi nie pozwalali,
zacytuje "Nie przechodzi Ci to ile masz zamiar tam chodzić?" a jak odpowiadam, że leczenie może trwać nawet 2-3 lata, to odpowiadają "jak zwykle sobie coś wmawiasz". Ciągle te chore spojrzenie na swiat, inne niz kiedys, patrze na swiat jak na cos obcego dla mnie, dlaczego tu zyje? dlaczego tam jest niebo, dlaczego to wyglada tak a nie inaczej? i lęk że ja zyje na ziemi, lęk przed zyciem, ja nawet nie moge sie pomodlic bo czuje lęk nawet przed wszystkim co zwiazane z bogiem, nie moge patrzec na otwarta przestrzen, nie moge patrzec na niebo bo zaraz rozkmina dlaczego ja tu zyje?
Dlatego piszę tutaj, bardzo proszę o pomoc, nie daję sobie rady, rodziców męczyć już nie będę, muszę czekać do osiemnastki.
Powiedzcie, co to do cholery jest? Czy to tylko okres dojrzewania? Co mam robić, żeby mi przeszło, żeby chociaż złagodniało ile się da.
Jak dać sobie radę w tym roku? Ja nie wytrzymam chyba tego grudnia. Dziękuję z góry za pomoc, i za to, że chciało się wam czytać mój niezbyt krótki tekst. Nawet nie wiem czy mam isc do psychologa, czy do psychiatry, nawet nie wiem czy to tylko nerwica, a moze schizofremia, boje sie ze lekarz mnei wysmieje, albo nie zrozumie, ze mi to nigdy nie przejdzie, moze nie przejdzie dlatego ze swiat nie istnieje? moze to tylko moj sen z ktorego sie wybudze wiec jak mam sie z tego wyleczyc? Kolega do mnie ostatnio 'co jest poza wszechswiatem?' wszyscy w okolo zaczeli rozmowe na ten temat, a ja odrazu napad paniki jak sobie to wyobrazilem.. Do tego na przyklad zwracanie uwagi na 'zbiegi okolicznosci' np jak czesto widze licze 666, albo 777, albo godzine 20:12, czy 20:20, 11:11 to odrazu nachodzi mnie strach ze to wszystko fikcja, ze normalnie by to nie bylo mozliwe ze tak czesto trafiam na takie godziny i cyfry. Ostatnio jak w całym miescie nie bylo pradu to moi znajomi mieli dobrą zabawe, a ja taki zestresowany byłem, tak odrealniony, co chwile taki szok i 'gdzie ja jestem?' nie wiem co sie ze mna dzieje, czasami trace nadzieje ze to choroba.. Pomozcie.

PS. Często szukałem powodów, ale nie miałem pojęcia co mogłobyć przyczyną, nawet jak coś przychodziło mi na myśl,
to odrzucałem to, bo nie miało to dla mnie znaczenia, ale teraz rozumiem, że może to co mnie nie poruszyło, jednak było powodem tej "nerwicy(nie wiem jak to nazwać)".
Miesiąc przed zmarł mi pies, z którym wychowywałem się od urodzenia, była jak siostra. Pod koniec życia ledwo słaniała się na nogach, a ja okazałem brak szacunku,
dopiero potem dotarło do mnie jak skandalicznie się zachowałe, dostarło że to był pies z którym przeszedłem całe 14 lat, obydwoje od malucha.
W Listopadzie przeprowadzka, z domu w którym się wychowałem, też to przeżyłem ale na początku tylko.
I nowa szkoła bez znajomych, z której chciałem się przepisać, ale wszystkie starania szły na marne. A jak już się przepisałem to i tak nie pomogło..

Pozdrawiam, proszę o szybką odpowiedź.. i pomoc.
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
16 cze 2012, 18:05

Pomocy.

Avatar użytkownika
przez Atalanta 21 sie 2012, 22:29
EugenN, witaj na forum. Co my Ci jesteśmy w stanie poradzić? Diagnozy nie postawimy, od tego jest specjalista i to do niego powinieneś się udać. Prawdopodobnie cierpisz na derealizację . Nie wiem do kogo powinieneś się najpierw udać. U psychiatry byłeś, brałeś elki, które nie pomogły. Spróbuj udać się do psychoterapeuty, terapia powinna coś zdziałać pod warunkiem, że będzie prowadzona do końca i skutecznie; wcześniejsze trzy wizyty to stanowczo za mało; postaraj się przekonać rodziców , że Twój stan jest naprawdę poważny i wymaga pomocy, wiem, że jest to trudne ale chodzi tutaj o Twoje zdrowie i przyszłość
. Póki co to trzymaj się :D staraj się nie myśleć o tym wszystkim , znajdź zajęcie czy hobby, które odwróci uwagę i pozwoli twardo stąpać po ziemi :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
766
Dołączył(a)
09 kwi 2011, 21:05

Pomocy.

Avatar użytkownika
przez Candy14 22 sie 2012, 00:56
Prawdopodobnie cierpisz na derealizację

MOim zdaniem bardziej sie nakreca niz na cos cierpi... wrazliwiec po prostu to rozkminia a rokminiajac nakreca sie
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Pomocy.

przez EugenN 22 sie 2012, 07:12
Candy14, czyli co mam zrobić ...
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
16 cze 2012, 18:05

Pomocy.

przez Anna1987 22 sie 2012, 09:06
Candy 14, jesteś chyba zbyt łagodnie do wszystkiego nastawiona. Trzeba pomagać, a nie krytykować.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
21 sie 2012, 22:55

Pomocy.

Avatar użytkownika
przez Candy14 22 sie 2012, 10:43
Anna1987, pomagam ..pokazuje mu inna alternatywe
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Pomocy.

przez EugenN 01 wrz 2012, 21:50
Posłuchajcie, przypomnialo mi sie dokladnie nad czym rozkminialem przed chorobą i w czasie gdy zaczelo sie to wszystko.
Czesto tak o rozkminialem jak to jest mozliwe ze wszechswiat powstal a przed nim nie bylo niczego, i taka rozkmina jak moglo nie byc niczego skoro zawsze musialobyc cos i pozniej jak to cos bylo zawsze, czyli ze nie mialo poczatku. I zawsze po takiej glebszej rozkminie chyba kazdy czlowiek czuje uczucie takiego stlumienia, strachu bo nie moze tego rozkminic. I robilem tak pare razy, jakos tak dla zabawy... -.-
I podczas jazdy tym autobusem wiem ze to byl owtedy ale zawsze opowiadalem ze to byly inne rozkminy ale teraz sobie przypomnialem wszystko, wtedy tez rozkminialem o tym bo nudzilem sie w autobusie zapatrzylem sie w to co sie dzieje za szyba i rozkminialem. I zamiast uczucia chwilowego stlumienia ogarnal mnie niepokoj, dlugie stlumienie takie rozmycie, bicie serca. I w sumie trwa to do dzis, i kolezanka ma racje, ze rozkminiam i sie nakrecam, co nie znaczy tez ze po czesci nie mam czegos tam, w tym rzecz ze od wtedy nie potrafie nie rozkminiac, rozkminiam to co sie nie da rozkminic tak jakbym chcial byc najmadrzejszy i wiedziec cos czego czlowiek nie pojmie ale im bardziej probuje to rozkminic tym wieksze stlumienie mnie ogarnia, co zle nazywalem poczatkiem ataku paniki.
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
16 cze 2012, 18:05

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 32 gości

Przeskocz do