Fobia społeczna!

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re

Avatar użytkownika
przez Homer Simpson 05 maja 2007, 22:49
Ja jak z kims rozmawiam to brakuje mi slow. Gubie sie we wlasnych slowach i ciagle zastanawiam sie co ta druga osoba mysli o mnie - tak samo jak u Ciebie. A jak wyleczyc sie z tego... to pewnie trzeba porozmawiac z psychologiem, najlepsze rozwiazanie :)
Doh...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
07 sie 2006, 12:27

Avatar użytkownika
przez Burza 08 maja 2007, 09:47
Ja odkąd pamiętam, bałam się i wstydziłam ludzi. W 2 albo 3 klasie szkoły podstawowej musiałam zaśpiewać podczas jakiejś imprezy piosenkę, przed całą masą ludzi. Z nerwów zapomniałam jednej zwrotki, ale żeby sobie całkiem obciachu nie zrobić, na biegu wymyśliłam jakieś słowa, byle tylko dobrnąć do końca utworu (taka ze mnie freestylerka była :) ). Ze sceny zeszłam na miękkich nogach, ledwo do domu wracałam. Na ulicy jakaś dziewczynka zaczepiła mnie i zapytała, czy to ja śpiewałam. Wpadłam w popłoch, powiedziałam, że nie i uciekłam. A potem... tydzień czasu przeleżałam w łóżku z gorączką.
Od tamtej pory bardziej niż przed tym zdarzeniem nienawidzę publicznych występów.

Mam problem z załatwieniem jakiejkolwiek sprawy, bo ciągle mi się zdaje, że ludzie patrzą na mnie, oceniają i śmieją się ze mnie. Nie jestem w stanie normalnie się podpisać, gdy ktoś mi patrzy na ręce. Nie potrafię zrobić nawet kanapki, gdy ktoś mnie obserwuje.
W towarzystwie nie potrafię swobodnie rozmawiać, zwłaszcza, gdy sobie uświadomię, że wszyscy na mnie patrzą i w czasie gdy mówię, panuje kompletna cisza. Wtedy zaczyna mi język kołowacieć, plączę się, gubię myśl, bełkoczę i gadam bez sensu.
Nie jestem w stanie nawet przez telefon załatwić sprawy. Ze znajomymi rozmawiam swobodnie, ale gdy dzwonię do ludzi, których nie znam, gadam straszne głupoty, mylę się i im bardziej próbuję się poprawić, tym bardziej się pogrążam. :(

No i najgorsze... W ubiegłym roku zaręczyłam się. Narzeczony nalega na ślub a ja się boję... Boję się, bo trzeba będzie przejść przez kościół i będą się na mnie gapili. Będą robić zdjęcia i, o zgrozo!, zapewne także ktoś to będzie filmował (NIENAWIDZĘ być fotografowana a filmowana jeszcze bardziej!!!). Ślub sprawi, że będę w centrum uwagi, a tego zwyczajnie nie zniosę. Boję się, że podczas mszy tak się nakręcę, że dostanę atak i albo wybiegnę z kościoła (byle od tej sytuacji uciec) albo zemdleję. W obu przypadkach będzie to dla mnie tak straszny wstyd, że chyba umrę! :cry:

Nie mam już do tego wszystkiego siły. Chcę przestać się bać!!!
"Im ciemniej dookoła, tym wyraźniej widać światło nawet najbardziej oddalone".

..."niewiele trzeba, by się w samym sobie dać żywcem zagrzebać"...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
06 maja 2007, 22:55

przez milka76 08 maja 2007, 22:05
Burza! nie jest chyba z toba tak zle skoro masz narzeczonego. ja nawet nie wyobrazam sobie bycia z kimś....
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
11 sie 2006, 20:45
Lokalizacja
wielkopolska

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Burza 09 maja 2007, 12:57
Ja też sobie nie wyobrażałam i zdarzają się chwile, gdy wolałabym być sama.

On ma anielską cierpliwość. Znosi moje nieustanne zmiany nastroju, płacze, nagłe "odloty", milczenie, fochy, złość...
Kiedyś musiałam załatwić pewną ważną urzędową sprawę. Bałam się wyjść z domu. Urząd jest ok. 15 min. drogi od mojego domu - to znaczy dla mnie: NA KOŃCU ŚWIATA. Wiedziałam, że jeśli nie załatwię tej sprawy, mogę mieć pewne problemy. Ale wolałam te problemy, niż wyjście z domu. Mój narzeczony wziął urlop na jeden dzień i poszedł ze mną...
Nie wiem, skąd w nim tyle siły. Chyba naprawdę mnie kocha. :D

A mnie się zdarza, że mam ochotę go zabić... Tak mnie czasem irytuje. CHCĘ BYĆ ZDROWA I NIE CZUĆ W TEN SPOSÓB!!!
"Im ciemniej dookoła, tym wyraźniej widać światło nawet najbardziej oddalone".

..."niewiele trzeba, by się w samym sobie dać żywcem zagrzebać"...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
06 maja 2007, 22:55

Avatar użytkownika
przez Sweety 09 maja 2007, 13:22
Burza napisał(a):Kiedyś musiałam załatwić pewną ważną urzędową sprawę. Bałam się wyjść z domu. Urząd jest ok. 15 min. drogi od mojego domu - to znaczy dla mnie: NA KOŃCU ŚWIATA. Wiedziałam, że jeśli nie załatwię tej sprawy, mogę mieć pewne problemy. Ale wolałam te problemy, niż wyjście z domu.


Ojj skąd ja to znam :evil: ,ja nawet czasem boję się wyjśc z dziećmi przed blok do piaskownicy,
czy do sklepu w drugim bloku po chleb,
choruje już na to świństwo 5 lat i tez już nie mam siły,
a mam 2 dzieci które mnie potrzebują-normalnej matki!


Burza napisał(a):Mój narzeczony wziął urlop na jeden dzień i poszedł ze mną...
Nie wiem, skąd w nim tyle siły. Chyba naprawdę mnie kocha.


Burza to ciesz się że masz ogromne wsparcie w swoim narzeczonym,
bo naprawde niewiele jest takich osób którzy nas rozumieją,
ja np jestem sama z dziećmi...no i tą cholerną nerwicą ;)
ŻYĆ W LĘKU TO ŻYĆ POŁOWICZNIE!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
23 cze 2006, 21:08

Avatar użytkownika
przez Burza 09 maja 2007, 23:37
Sweety, mnie ten potwór nerwica po raz pierwszy dopadł ze swoim atakiem, gdy miałam ok 9 lat. Ale przez wiele lat było całkiem dobrze. Rzadko kiedy coś dziwnego się ze mną działo i wtedy nawet do głowy by mi nie przyszło, że to nerwica.
Na dobre rozwinęła się i pokazała co potrafi 10 lat temu, po tym jak przytrafił mi się wypadek samochodowy.

Od 10 lat się z nią męczę, nie znajdując zrozumienia wśród ludzi. Tylko dwie osoby z mojego otoczenia naprawdę mnie rozumieją lub starają zrozumieć: moja koleżanka - osoba, którą poznałam w szpitalu psychiatrycznym, zmagająca się z nerwicą i depresją, oraz mój narzeczony, który nawet jeśli nie rozumie, bardzo mnie wspiera.
Dzięki nim jakoś udaje mi się funkcjonować.

Domyślam się jak ciężko musi Ci być... Człowiek jest tak bardzo bezradny wobec ataków nerwicy, a tu trzeba się zmobilizować dla dzieci. I do tego jeszcze sama jesteś...
Paradoksalnie ta słabość ujawnia Twoją siłę. Przecież jakoś sobie radzisz! :smile: JESTEŚ WIELKA!!! :D
"Im ciemniej dookoła, tym wyraźniej widać światło nawet najbardziej oddalone".

..."niewiele trzeba, by się w samym sobie dać żywcem zagrzebać"...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
06 maja 2007, 22:55

Avatar użytkownika
przez Sweety 11 maja 2007, 23:56
Burza napisał(a):Domyślam się jak ciężko musi Ci być... Człowiek jest tak bardzo bezradny wobec ataków nerwicy, a tu trzeba się zmobilizować dla dzieci. I do tego jeszcze sama jesteś...


No i w dodatku moja prawie 6-letnia córa ma cukrzycę insulinozależną,choruje ponad 2 lata i od tych 2 lat wstaję w nocy co 2 godziny żeby zmierzyc jej cukier,w dzień tak samo,musze jej wazyć dosłownie wszystko co je i przeliczać na węglowodany,białka i tłuszcze żeby podac odpowiednią ilość insuliny,czasem chciałabym gdzieś wyjść żeby oderwac się od tego wszystkiego,ale niestety babcie nie chcą zostac z wnuczką po prostu ze strachu że coś by się jej mogło stac podczas mojej nieobecności,choć bym im powiedziała co i jak maja robić,ale oni tylko potrafia powiedziec że ja chcę żeby wszystko robiono za mnie...już brak mi sił,bo nie dość że jestem sam na sam z ta cholerną nerwicą to jeszcze z chorobą córki :(
ŻYĆ W LĘKU TO ŻYĆ POŁOWICZNIE!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
23 cze 2006, 21:08

przez belinda 14 maja 2007, 23:30
Mam juz dosc tego blednego kola, z ktorego nie moge wyjsc dzieki fobii spolecznej! nie jestem w stanie wyjsc z domu, a tym samym zaczac sie leczyc, chcialabym wreszcie zaczac zyc, mam przeciez juz swoje lata. Tak bardzo mi wstyd, ze nie radze sobie z najprostszymi rzeczami, a jednoczesnie nie jestem w stanie nic zmienic, jestem jak dziecko, takie dorosle dziecko, niedojrzala emocjonalnie, leniwa, po prostu niezdara zyciowa. Tak to najlepsze okreslenie. Zawsze obawialm sie czy poradze sobie w doroslym zyciu i jak widac dobrze myslalam, oczywiscie zadzialal tu takze mechanizm samospelniajacej sie przepowiedni, jestem przeciez pesymistka.
Jakis czas bylo juz lepiej, przestalam myslec o ocenie innych ludzi, a teraz wyjscie chociazby za dom stwarza mi trudnosci, tzn musze sie przelamac zeby wyjsc i np rozwiesic pranie, nawet jak nikogo nie widze wydaje mi sie, tzn wiem, ze to absurd, ale mam wrazenie, ze jestem obserwowana z gory, wiecie.. z satelity. Smieszne prawda, ja sama sie z tego smieje ;)
ale tylko do momentu.
Tak czy inaczej napisalam to bo mam juz dosyc, jedyna rada na to jest po prostu przelamanie tego leku, choc nie wiem kiedy to nastapi, moze jeszcze posiedze sobie pare lat w domu i moze zrozumiem, ze to nic nie daje, ze trzeba sie ruszyc, choc jezt ciezko...

Sweety bardzo wspolczuje i Tobie i Twojej coreczce. Zycze Ci duzo sily.
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
09 wrz 2006, 17:33

przez marmarc 15 maja 2007, 08:10
Belinda - czy nie znasz nikogo kto mógłby ci towarzyszyć przy pierwszych wyjściach z domu?
moze jeszcze posiedze sobie pare lat w domu i moze zrozumiem, ze to nic nie daje

obawiam się że w Twoim wypadku czas działa na Twoją niekorzyść. I tak będzie Ci bardzo ciężko, ale po kolejnych latach siedzenia w domu będzie tylko gorzej.
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

przez belinda 15 maja 2007, 14:08
marmac
wiesz mam oczywiscie rodzine, tylko ze ten problem lezy wylacznie we mnie, bronie sie przed wyjsciem jak moge i w rezultacie to bledne kolko sie zamyka, powracaja stany depresyjne, obojetnosc i zwatpienie, nasila sie lek, ktory i tak trzesie mna w srodku kazdego dnia. Stalam sie tak nieporadna, ze trudno mi podjac jakas stanowcza decyzje, poddaje sie juz na wstepie, bo wiem, ze i tak nie podolam. Zazwyczaj po dniu pelnym euforii, ze teraz nareszcie sie uda, ze pokonam to raz na zawsze i chce nadrobic caly ten zmarnowany czas, ogarnac i naprawic wszystko co do tej pory zepsulam, moja motywacja gasnie jak plomien zapalki na silnym wietrze i ciezko mi znow ja odzyskac. Staram sie z tego wyjsc, sama juz czasem nie wiem czy nie za malo.
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
09 wrz 2006, 17:33

przez marmarc 15 maja 2007, 22:08
ja tego pomysłu żeby na początek zacząć wychodzić z kimś, przy kim czułabyś się bezpiecznie sam nie wymyśliłem - wyczytałem kiedyś, że taką metode przyjął psychoterapeuta przy leczeniu osoby z takim jak Twój problemem. Właśnie dlatego że problem jest w Tobie, możesz kogoś poprosić o pomoc. A po paru wspólnych wyjściach spróbujesz sama. Ja nie mam innego pomysłu. Pamiętaj że czas działa na Twoją niekorzyść.
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

przez belinda 15 maja 2007, 22:41
jestem pewna, ze jest tak jak mowisz, sama czuje, ze to pozwoliloby mi sie przelamac. Nie pozostaje mi nic innego jak po prostu tak zrobic. Bardzo tego chce, wiec musi sie udac :smile:
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
09 wrz 2006, 17:33

Avatar użytkownika
przez Mona75 15 maja 2007, 22:53
Powodzenia belinda, uda Ci się
Avatar użytkownika
Offline
Posty
601
Dołączył(a)
24 mar 2007, 12:19
Lokalizacja
Wrocław

przez belinda 15 maja 2007, 23:52
Dziekuje, to bardzo milo z Twojej strony:)
Offline
Posty
43
Dołączył(a)
09 wrz 2006, 17:33

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do