Fobia społeczna!

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Fobia społeczna!

Avatar użytkownika
przez jesse237 18 wrz 2013, 15:03
I byłam u następnego z nudów. Okazało się że WOW- mam zaburzenie antyspołeczne .Zostałam nazwana socjopatą. Nic złego nie mówiłam i raczej się zagalopowała w ocenie jak każda psycholog. Wątpię żebym nim była , ale chciałam podzielić się z każdym niekompetencją współczesnych psychologów. Dziękuję . Pozdrawiam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
16 sie 2012, 02:57

Fobia społeczna!

Avatar użytkownika
przez mark123 18 wrz 2013, 16:24
milady napisał(a):Cała ja, z tym unikaniem dzieci i nastolatków! Ale na jakim tle to masz? Bo ja się najzwyczajniej w świecie boję, że one coś do mnie powiedzą, czy nawet wyśmiewają, a ja się będę bała odpowiedzieć i będzie wstyd na całego, bo jak to, do dzieciaków "stara baba" (prawie 20 lat, hueh) nie umie się postawić?! Jeszcze dzisiaj już podstawówka i jest tak głośna i bezczelna jak młodzież. Ja w sumie dopatruję się w tym lęku pozostałości z czasów podstawówki i gimnazjum, kiedy byłam trochę dręczona przez rówieśników i oczywiście nie umiałam reagować. Te odczucia musiały zostać do dzisiaj.

Ja w przypadku dzieci i nastolatek boję się przede wszystkim, że będą się ze mnie naśmiewać, a w przypadku nastolatków dodatkowo, że mi coś zrobią. No i wstydzę się też, że patrząc się na mnie uda im się spostrzec, że jestem totalny życiowy niedorobieniec.
Nie wiem, co jest przyczyną u mnie, bo rówieśników się bałem, wstydziłem od początku okresu szkolnego, jeszcze zanim zaczęli mi dokuczać (tyle, że przed tym, jak zaczęli mi dokuczać, miało to trochę mniejsze nasilenie). Miałem jakoś wrażenie, że mogą mieć złe zamiary.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10129
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Fobia społeczna!

przez kamilwin 18 wrz 2013, 22:15
mark123 napisał(a):
milady napisał(a):Cała ja, z tym unikaniem dzieci i nastolatków! Ale na jakim tle to masz? Bo ja się najzwyczajniej w świecie boję, że one coś do mnie powiedzą, czy nawet wyśmiewają, a ja się będę bała odpowiedzieć i będzie wstyd na całego, bo jak to, do dzieciaków "stara baba" (prawie 20 lat, hueh) nie umie się postawić?! Jeszcze dzisiaj już podstawówka i jest tak głośna i bezczelna jak młodzież. Ja w sumie dopatruję się w tym lęku pozostałości z czasów podstawówki i gimnazjum, kiedy byłam trochę dręczona przez rówieśników i oczywiście nie umiałam reagować. Te odczucia musiały zostać do dzisiaj.

Ja w przypadku dzieci i nastolatek boję się przede wszystkim, że będą się ze mnie naśmiewać, a w przypadku nastolatków dodatkowo, że mi coś zrobią. No i wstydzę się też, że patrząc się na mnie uda im się spostrzec, że jestem totalny życiowy niedorobieniec.
Nie wiem, co jest przyczyną u mnie, bo rówieśników się bałem, wstydziłem od początku okresu szkolnego, jeszcze zanim zaczęli mi dokuczać (tyle, że przed tym, jak zaczęli mi dokuczać, miało to trochę mniejsze nasilenie). Miałem jakoś wrażenie, że mogą mieć złe zamiary.


Musisz popracować nad pewnością siebie i uwierzyć w to, że jesteś wartościowym gościem. Takie objawy świadczą o Twojej niskiej samoocenie. Budowanie pewności siebie jest czaso i trudo-chłonne, ale trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, że Ci się uda.

Powodzenia!
"Sztuka Zarządzania Strachem"
Offline
Posty
125
Dołączył(a)
20 lis 2012, 11:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Fobia społeczna!

Avatar użytkownika
przez zima 18 wrz 2013, 22:20
ooo, temat dla mnie...
specjalista ds. fobii społecznej, depresji i nerwicy.
propagator asertinu i trittico.
setralin [high speed resource] 200mg - 100 mg - 0 mg
trazodon [so good to back home] 75mg/ 0 mg
benzo one day dancer
live yourself.
watch, see your chances, live now.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2606
Dołączył(a)
17 mar 2013, 18:30

Fobia społeczna!

przez NieznanySprawca 18 wrz 2013, 22:29
zima, heeej, sroga zimo. nie martw sie. mam dla Ciebie rade:
Musisz popracować nad pewnością siebie i uwierzyć w to, że jesteś wartościowym gościem. Takie objawy świadczą o Twojej niskiej samoocenie. Budowanie pewności siebie jest czaso i trudo-chłonne, ale trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, że Ci się uda.

Powodzenia!



......
Ostatnio edytowano 20 wrz 2013, 19:33 przez niosaca_radosc, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Poprawiono cytowanie
NieznanySprawca
Offline

Fobia społeczna!

przez kamilwin 18 wrz 2013, 22:52
NieznanySprawca napisał(a):zima, heeej, sroga zimo. nie martw sie. mam dla Ciebie rade:
Kod: Zaznacz cały
Musisz popracować nad pewnością siebie i uwierzyć w to, że jesteś wartościowym gościem. Takie objawy świadczą o Twojej niskiej samoocenie. Budowanie pewności siebie jest czaso i trudo-chłonne, ale trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, że Ci się uda.

Powodzenia!


......


;)

Masz lepszą radę to się podziel, chętnie poczytam, może się czegoś dowiem.
"Sztuka Zarządzania Strachem"
Offline
Posty
125
Dołączył(a)
20 lis 2012, 11:22

Fobia społeczna!

Avatar użytkownika
przez Rebelia 18 wrz 2013, 22:55
Ja w przypadku dzieci i nastolatek boję się przede wszystkim, że będą się ze mnie naśmiewać, a w przypadku nastolatków dodatkowo, że mi coś zrobią.

Też się boję :D Raz nawet jedno dziecko szło przede mną z ojcem, zerkało w moją stronę, żeby w końcu z impetem przystanąć i krzyknąć "ty stara babo!" 8)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3628
Dołączył(a)
25 lip 2013, 14:18

Fobia społeczna!

przez NieznanySprawca 18 wrz 2013, 23:00
kamilwin, nie no, rady super. tylko, ze to truzim. ;) masz gdzies tu opis swojego przypadku? :mrgreen:
NieznanySprawca
Offline

Fobia społeczna!

Avatar użytkownika
przez koszykova 18 wrz 2013, 23:19
milady, skąd ja to znam... strach przed tablica. Tyle dobrze, że zajęcia się prowadzone w grupach, jakoś wtedy łatwiej jest. Wg mnie nie ma nic gorszego jak wykład (NIEOBOWIĄZKOWY), na którym w pewnej chwili wykładowca zadaje pytanie akurat mi, do tego na sali ponad 100 osób. Jeszcze pół biedy jak zada pytanie trudne, bo wiele ludzi nie zna odpowiedzi. Kiedy zada banalne pytanie to czlowiek boi sie odezwać czy na pewno dobrze myśli... przecież to za proste.


Apropos rad... Ostatnio słyszałam jedną: Myśl pozytywnie i weź się w garść !
Umiłowanie mądrości.
_____
INTJ
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1108
Dołączył(a)
22 mar 2013, 19:23
Lokalizacja
śląsk

Fobia społeczna!

przez kamilwin 18 wrz 2013, 23:28
NieznanySprawca napisał(a):kamilwin, nie no, rady super. tylko, ze to truzim. ;) masz gdzies tu opis swojego przypadku? :mrgreen:


No niestety to truizm. Wiem. Ale to też prawda, bo truizmy skądś się biorą i zazwyczaj przedstawiają w najprostszy możliwy sposób jakieś życiowe prawdy, rozwiązania problemów.

Jeśli chcesz poznać mój przypadek, to mogę zacytować wstęp z mojego poradnika, w którym opisałem w skrócie swoją nerwicową historię. Wątpię, żeby komuś chciało się to czytać, ale zapytałeś, to wrzucam ;)

"To była niedziela. Siedziałem sobie w pidżamie na pufie przed
komputerem, coś tam ogarniałem. Byłem na mocnym, dwudniowym
kacu. W piątek balowałem w klubie , a w sobotę w pubie. Jak
wstałem, to mamy w domu nie było. Byłem głodny, więc zrobiłem
sobie pizzę. Podczas jedzenia zauważyłem, że mi się trzęsą ręce. Nie
czułem się z tym komfortowo, ale głód był silniejszy ;) Nagle
usłyszałem dźwięk dzwonka od domofonu – mama wracała. Serce
zaczęło mi walić jak szalone, zacząłem się cały trząść, nogi jak z
waty, duszno mi się zrobiło, coś mnie w gardle zaczęło ściskać. Nie
wiedziałem co się dzieje. Uciekłem do łazienki – usiadłem na desce
klozetowej i tak siedziałem. Nogi mi się trzęsły jak cholera, serce
waliło jak opętane. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, ale to był mój
pierwszy odnotowany atak paniki…

…Siedziałem na tym klopie i czekałem, aż napad przejdzie. Po
paru minutach uspokoiłem się na tyle, że mogłem wyjść z łazienki.
Chociaż szczerze mówiąc byłem bardzo daleki od spokoju. Cicho się
przywitałem z mamą i poszedłem do pokoju dokończyć pizzę. Ręce
nadal mi się trzęsły. Tak, jak już napisałem wcześniej, to był mój
pierwszy, odnotowany atak paniki. To było chyba ze 2-3 lata temu.
Od tego czasu miałem je coraz częściej. Na początku miewałem je na
mocnych kacach – później nawet na delikatnych. Potem zacząłem
mieć je nawet w dwa dni po tym, jak wypiłem 2-3 piwa z kolegami.
Wiedziałem, że zaczyna się robić nieciekawie. Myślałem, że to wina
alkoholu, więc zrobiłem sobie miesiąc bezalkoholowy. Czułem się
lepiej, ale nadal się obawiałem, że mój problem gdzieś tam ciągle
siedzi. I rzeczywiście siedział – zaczęło mnie łapać mimo odstawienia
alkoholu. Czego się bałem? Wszystkiego. Na początku największy
problem dla mnie stanowiły trzęsące się ręce. Cokolwiek robiłem,
badałem czy mi się trzęsą, czy nie. Jak myłem zęby, jak wsypywałem
sobie łyżeczką cukier do herbaty, jak się goliłem, jak pisałem na
komputerze, jak jadłem. Bałem się, że ktoś zobaczy, jak mi się ręce
trzęsą podczas jedzenia, dlatego starałem się jadać sam. Unikałem
wspólnych posiłków, przy których trzeba było posługiwać się
sztućcami. Niestety dla mnie - nie zawsze mi się udawało. Był to dla
mnie ogromny stres – im bardziej próbowałem to ukryć , tym bardziej
wydawało mi się, że wszyscy to widzą. Nie wiem jak to jest u Ciebie
– jakie „sensacje”, symptomy Tobie spędzają sen z powiek. Może to
walące serce, ucisk w gardle, nadmierne pocenie się, może coś innego.

Moje stany lękowe doszły do takiego momentu, w którym
zacząłem się bać wychodzić z domu (początki agorafobii). Leżałem
pod kocem w ciągu dnia, bojąc się wyjść. Powiedziałem mamie o tym,
co się działo, zresztą trudno to było ukryć. Zawsze mnie wspierała -
więc i tym razem mogłem liczyć na jej zrozumienie. Ale musiałem
przecież jakoś żyć – wtedy jeszcze studiowałem. Tak więc jakoś się
przełamałem i jeździłem na zajęcia. Ale lęki jeździły tam ze mną.
Łapały mnie nawet na takich zajęciach, na których nie musiałem nic
mówić, ani robić. Robiło mi się duszno, słabo, serce mi zaczynało
walić, kręciło mi się w głowie, czułem się tak, jakbym miał zaraz
zemdleć. I jakoś tak sobie żyłem – nieustannie walcząc – tak - każdy
dzień był dla mnie walką. Jak się budziłem, to miałem tzw.
„sondowanie poziomu niepokoju”. Pewnie wiesz coś o tym?
Zastanawiałem się jak się czuję, obserwowałem jak się trzęsą moje
ręce - czy bardzo, czy bardzo bardzo? A jak napięcie w mięśniach?
Sztywne nogi? Serduszko już przyspieszyło bicie, czy dopiero się
rozkręca? Nie byłem w stanie skupić się na żadnej czynności –
najważniejsze było dla mnie moje samopoczucie. Sam się nakręcałem.
Były dni, kiedy budziłem się w miarę spokojny, coś tam robiłem i nie
myślałem o lękach. I nagle przychodziła myśl „oho coś za spokojny
jestem”. I się zaczynało od nowa. Masakra. Zacząłem się bać
przebywania z ludźmi, z rodziną, z dobrymi znajomymi. Jak miałem
gdzieś pojechać, z kimś się spotkać, to się stresowałem, że mnie
najdzie atak, że się będę dziwnie zachowywał, że mnie wyśmieją,
wezmą za czubka, że będę miał spocone ręce, że będą się trzęsły
podczas palenia papierosa, itd. Jednym słowem - masakra. W
towarzystwie miałem i dalej mam łatkę osoby raczej pozytywnej –
trochę nieśmiałej, ale pozytywnej, wyluzowanej i lubianej. To też mi
nie ułatwiało zadania. Co by było, gdyby nagle mnie
„zdemaskowali”? Jakby powiedzieli, „oho Kamil niby taki luzak, a
popatrz jaki jest zestresowany”. Nie chciałem, żeby mnie wzięli za
osobę nieszczerą, za czubka. Przyjąłem taką taktykę, że w miarę
szybko powiedziałem wszystkim swoim bliskim, co się dzieje. W ten
sposób ubezpieczyłem się na wypadek gdybym coś „odwalał” podczas
spotkania z rodziną, czy ze znajomymi. Zacząłem nawet z tego
żartować (polecam Ci gorąco takie podejście). Jak mnie jakiś znajomy
zapraszał na imprezę, to mówiłem, że ok - spróbuję przyjść, no chyba
że mnie napadną lęki, to wtedy mogę spanikować i jakby co, to
szukajcie mnie gdzieś w pobliskim lesie. Do czego to doszło? Ano do
tego, że np. bałem się odebrać telefon od znajomego. Bałem się, że
mnie będzie gdzieś zapraszał. Bałem się, że nie podołam. Że powiem,
że przyjadę, a później, jak mnie napadną lęki, to nie będę w stanie
wyjść z domu. Może jeszcze kilka przykładów ataków podam, żebyś
nie myślał, że miałem jeden, przeżyłem i postanowiłem napisać
poradnik.

Pamiętam, jak miałem na drugi dzień jechać do dentysty na
wyrywanie ósemki. Oczywiście nic nie piłem nawet tydzień przed,
żeby nie było. A i tak było. Jeden z najstraszniejszych ataków, jakie
przeżyłem. Byłem sam w domu. Wiedziałem, że muszę iść do
dentysty. A to nakręca tylko panikę – jak musisz coś zrobić. Np.
powiedziałeś komuś, że gdzieś przyjdziesz. I się zaczyna. Czy dam
radę? A jak zemdleję na środku? Ja wiedziałem, że muszę iść do
dentysty. Dentystów wcześniej się nie bałem, ale podczas tamtego
okresu bałem się wszystkiego – zwłaszcza dentystów ☺ Oczywiście
mogłem odwołać wizytę, znowu jechać o 5 rano, czekać w kolejce,
żeby się umówić na kolejną wizytę. Ale jaką bym miał pewność, że
następnym razem mnie nie złapie? Co bym rodzicom powiedział?
Jakbym im powiedział, że znowu mam swoje akcje, to by mnie
pewnie chcieli już leczyć. Sprawa wyglądała tak , że oni wiedzieli, że
ja mam te swoje akcje i tyle. Nie zdawali sobie sprawy z powagi
sytuacji - z tego, że te akcje mam non stop praktycznie - podczas
codziennych, rutynowych czynności. Tak więc postanowiłem, że
pojadę do dentysty. Tamtej nocy nigdy nie zapomnę... Leżałem w
łóżku, trząsłem się jak osika na wietrze, serce mi kołatało jak szalone.
Chciałem dzwonić na pogotowie, chciałem dzwonić do taty, żeby
przyjechał, chciałem się napić wódki, cokolwiek. Już nawet
postanowiłem, że zacznę brać jakieś psychotropy - niech tylko
przyjdzie spokój. I leżałem tak nie wiem ile. Rano się czułem trochę
lepiej, ale jak pani dentystka wywołała moje nazwisko znów się
zaczęło. Masakra. No, ale nie ma co się powtarzać, pewnie wiesz
dokładnie, jak to jest. Jakoś dałem radę i nie zemdlałem. Pamiętam jak
się bałem, że serce mi tak mocno pompuje krew, że jak zacznie mi
tam dentystka piłować, to krew tak tryśnie, że się wykrwawię(?!). O
tak! Różne myśli podczas ataków paniki przychodzą. I tak sobie
żyłem. Jednego dnia się czułem lepiej, drugiego masakra. Każde
wyjście z domu wiązało się dla mnie z ogromnym stresem. Aż
pewnego dnia sytuacja się jeszcze bardziej pogorszyła ☺

Wracałem sobie z kolegą z pubu, w którym wypiliśmy 3 piwa (jak na mnie to
było niewiele) i paliliśmy fajkę wodną (nie, nie - naprawdę paliliśmy
tytoń smakowy, żadne nielegalne rzeczy ;) No i ja się tego dnia
czułem jak zwykle, czyli fatalnie ☺ Pamiętam, że mi się trochę w
głowie kręciło już w tym pubie, ale znając swoje akcje, za bardzo się
tym nie przejmowałem. Ale jak wsiedliśmy do autobusu, to jakoś mi
tak buchnęło gorąco – zaczęło mi się znowu w głowie kręcić. Ale
myślę sobie „oj tam przesadzasz”. Były miejsca siedzące, ale my
staliśmy i o czymś tam gadaliśmy. I nagle – bach! Ocknąłem się jak
mój kolega z jakimś innym facetem podnosili mnie z podłogi. Pytają
się czy już ok.? Ja, że tak, tak. Puścili mnie - nagle znowu - bach!
Znowu się ocknąłem, po czym znowu zemdlałem. Potem się
ocknąłem jak mnie wywlekali z autobusu na przystanek. Usiadłem
sobie na ławce, zimne powietrze trochę mnie ocuciło – to była zima.
Dali mi trochę śniegu, żebym się na twarzy posmarował. Tamten pan
dał mi nawet trochę czekolady ☺ Potem pojechaliśmy kolejnym
autobusem, tym razem już siedzieliśmy. Opowiedziałem historię
mamie - przejęła się na poważnie. Na drugi dzień pojechałem z tatą do
szpitala na badania. Nieoczekiwanie zatrzymali mnie na cały tydzień.
Nic nie wykryli – młody zdrowy chłopak. Podczas pobytu w szpitalu
miałem dwa ataki paniki. Jeden podczas oglądania jakiegoś zwykłego
filmu sensacyjnego w TV, drugi przed jakimś badaniem. Ciśnienie mi
mierzyła pielęgniarka - miałem ze 150 chyba ☺ i nie chciało zejść
przez kilkanaście minut. Wtedy nazywałem to „kołataniem serca” i
oczywiście mówiłem lekarce prowadzącej o tych „swoich akcjach”.
Pod koniec lekarze nie mieli dla mnie żadnej diagnozy, to napisali że
mam „podejrzenie padaczki pourazowej” (kilka lat wcześniej
dostałem dosyć poważnie w oko przez co słabo na nie widzę). Uznali,
że to może być po tym wydarzeniu. No to sobie teraz wyobraź, jak się
czułem wychodząc ze szpitala ze świadomością padaczki pourazowej
i „moich akcji”. Mieszanka wybuchowa! Już jak wracałem ze szpitala
autobusem przyszedł atak. Od tamtego momentu miałem mnóstwo
ataków w autobusach, pociągach, hipermarketach, itp. Za każdym
razem bałem się, że zemdleję, że dostanę padaczki, że umrę. Nic
sympatycznego, uwierz mi. Dosyć o mnie. Mam nadzieję, że Ci
udowodniłem, że wiem co nieco na ten temat. Tak na dobrą sprawę, to
chyba każdy atak paniki jest takim przeżyciem, które zapamiętujesz
na długo. To przez emocje, jakie im towarzyszą. A ja „kilka” ich
miałem, ale uważam, że nie o to chodzi, żeby je tu wszystkie
szczegółowo opisywać. "

Jeśli chodzi o objawy bardziej "społeczne", pasujące do tego wątku, to też się "bałem" (wstydziłem?) dzieci. Bo one są takie ciekawskie i potrafią się w Ciebie wpatrywać intensywnie przez długi czas. Łatwo się wtedy zawstydzałem. Jak się na przystanku obok mnie jakichś dwóch młodszych chłopaków śmiało, to myślałem, że ze mnie. Trudno mi było utrzymywać kontakt wzrokowy z rozmówcami. Bałem się, że nie będę się w stanie uśmiechnąć, jak ktoś mi coś będzie opowiadał. Że mi wargi będą drgać w nerwowym uśmiechu. Nic nie opowiadałem nawet w małych grupach, bo się bałem ich atencji. Jak przez kilka sekund się na mnie grupa patrzyła, to dla mnie to nie były sekundy tylko lata :) Chciałem uciekać. W szkole (głównie w LO tak miałem i później na studiach) jak miałem odpowiadać, to zazwyczaj rezygnowałem na starcie i jak babka mi wstawiała laskę do dziennika, to się cieszyłem jak małe dziecko, że mam z bani stres na parę tygodni :) Słabe oceny z odpowiedzi nadrabiałem dobrymi ocenami ze sprawdzianów. I tak dalej. Trochę tego było ;)

Pozdro dla Walczących!
"Sztuka Zarządzania Strachem"
Offline
Posty
125
Dołączył(a)
20 lis 2012, 11:22

Fobia społeczna!

przez NieznanySprawca 18 wrz 2013, 23:47
kamilwin, dzieki za wrzute, jak sie wyspie, to przeczytam ;)
NieznanySprawca
Offline

Fobia społeczna!

przez milady 18 wrz 2013, 23:51
koszykova, nie pocieszasz... To na wykładach też zadają pytania?

Wiecie? Ja się czasem czuję, jak ktoś wrzucony w moje ciało bardzo przypadkowo. Jak obcy. Wszystko przez lata robi nie tak, począwszy od koordynacji ruchowej, przez czynności manualne, zdolności umysłowe i w końcu umiejętności społeczne. Nie będzie mieć nikogo do pary, bo stworzony został bez popędu.
Teorię zna dobrze, nawet lepiej niż niektórzy rodowici Ziemianie, ale nie przekłada się to na praktykę, bo tego nie potrafi. Brak mu samodyscypliny i odwagi i siły bo u niego to pojęcia obce. Może nie powinien nigdy przychodzić na Ziemię?
Offline
Posty
380
Dołączył(a)
03 wrz 2012, 12:31
Lokalizacja
_______

Fobia społeczna!

Avatar użytkownika
przez monk.2000 18 wrz 2013, 23:54
milady, ja liczę, że jakby istniała reinkarnacja i jakiś przewodnik chciałby mnie wysłać z powrotem to już dziś ćwiczę charyzmę, żeby mu odmówić.
Ostatnio edytowano 19 wrz 2013, 00:04 przez monk.2000, łącznie edytowano 1 raz
Awatar to skarb Atlantydy: starożytny Scion.

:( F.20
:smile: Solian 600mg
8) Akineton
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8369
Dołączył(a)
26 lis 2011, 14:49
Lokalizacja
mój pokój

Fobia społeczna!

przez milady 19 wrz 2013, 00:01
Noo, właśnie! Chociaż.. Jeżeli nacierpieliśmy się w tym życiu, to w następnym problemów społecznych teoretycznie moglibyśmy już nie mieć. Ale tak naprawdę każde życie to rozterka, tylko różnorakiego typu ;). I męcz się człowieku 10 000 lat, nim zostaniesz błękitno-fioletowym mędrcem-duszą.
Offline
Posty
380
Dołączył(a)
03 wrz 2012, 12:31
Lokalizacja
_______

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 18 gości

Przeskocz do