Kilka metod na pokonanie lęku

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Kilka metod na pokonanie lęku

przez tomy 1939 22 lip 2010, 17:33
Monika1974 napisał(a):tomy 1939, a moze poprostu nastał koniec Twoich dolegliwości.....taki zbieg okoliczności.
Chodzileś na terapię?

Nie na terapię nie chodziłem,ale chciałem po przyjezdzie do Polski,już nawet myślałem o tym ażeby rzucić pracę i wracać do kraju,bo porostu nie dawałem rady,najbardziej przerażające były dla mnie przerwy w pracy,w tym czasie najczęściej dopadały mnie ataki lęku,no ale teraz jakoś potrafię usiedzieć w spokoju i nawet włączyć się w rozmowę.A co do ewentualności początku końca,też to biorę pod uwagę,co prawda był by to piękny zbieg okoliczności. :yeah:

[Dodane po edycji:]

Potas (K, Kalium) - uczestniczy w procesach przewodnictwa nerwowego i mięśniowego.
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
21 lis 2009, 15:00

Re: Kilka metod na pokonanie lęku

przez noise 25 lip 2010, 19:08
Witam, jestem nowa na forum i nowa w tym wątku. Trochę swoich aktualnych objawów opisałam tutaj: jak-si-dzi-czujecie-umiecie-to-opisa-t9027-11115.html i chyba doszłam do wniosku, że to najprawdopodobniej nerwica lękowa. Jeśli ktoś mógłby potwierdzić moje domniemania, byłabym wdzięczna... Kiedyś, jak byłam jeszcze w wieku gimnazjalnym i licealnym miałam chyba ostrzejszą wersję tego + jakaś fobia społeczna, bo strasznie bałam się ludzi, kontaktów z nimi, zatłoczonych miejsc, miejsc publicznych, dyskotek, mszy w kościele, apelów, spotkań rodzinnych, wystąpień publicznych. Czasami miałam też tzw ataki lęku czy paniki (trochę tutaj przeczytałam i wydaje mi się, że to jest to). Dostawałam tego na przerwie, w holu, tłum ludzi, hałas, tłok, rozmowy... Siadałam wtedy pod ścianą i czekałam aż przejdzie. To był taki paniczny strach, bicie serca, spięcie całego ciała, trudność w oddychaniu, zimny pot, przerażenie. Trwało to może 5 min i przechodziło. Po liceum już nie dostawałam takich napadów. Spróbuję juro w pracy zastosować metody ze tego skanu książki - z oddychaniem i rozluźnianiem mięśni. Mam nadzieję, że pomoże. Chociaż to tylko doraźna pomoc.. Wolałabym się jakoś sama wyleczyć. Nie wyobrażam sobie siebie spowiadającej się jakiemuś doktorkowi, który pewnie ma po dziurki w nosie kolejnych pacjentów robiących fobię z jakichś pierdół..

Pozdrawiam wszystkich. Jeśli ktoś ma podobne objawy do moich (z tego wątku o depresji) i jakoś sobie radzi, będę wdzięczna za wszelkie rady dot. tego, co z tym zrobić...

[Dodane po edycji:]

tomy 1939 napisał(a):Nie na terapię nie chodziłem,ale chciałem po przyjezdzie do Polski,już nawet myślałem o tym ażeby rzucić pracę i wracać do kraju,bo porostu nie dawałem rady,najbardziej przerażające były dla mnie przerwy w pracy,w tym czasie najczęściej dopadały mnie ataki lęku,no ale teraz jakoś potrafię usiedzieć w spokoju i nawet włączyć się w rozmowę.


Więc jesteśmy w podobnej sytuacji, też siedzę za granicą w pracy, która jest dla mnie beznadziejnie stresująca.. Pracy nie mogę sobie odpuścić, nie stać mnie na to. Właściwie to tylko praca na wakacje, do połowy września. Tylko nie rozumiem dlaczego dla Ciebie najbardziej stresujące są przerwy? Dla mnie przerwa to chwila na oddech i kanapkę, kiedy w końcu można na chwile się oderwać od rzeczywistości. Mnie najbardziej stresuje, gdy kończę jakieś zadanie i muszę je skonsultować lub iść po nowe. Zawsze totalnie się stresuję, że nie podołam, że nie będę czegoś wiedzieć/umieć, że ktoś akurat użyje jakiegoś słowa, którego tłumaczenia nie znam, że dostane jakieś zadanie, które mnie przerasta... Na razie radziłam sobie ze wszystkim dobrze, ale to nie pomniejsza mojego stresu ani trochę...

[Dodane po edycji:]

Muszę jeszcze trochę dodać, naprawdę muszę się chyba z tego porządnie wygadać, bo nic innego nie pomaga. Znowu zaczęłam się teraz denerwować aż do bólu brzucha, tym że miałam zrobić jeszcze parę rzeczy dziś przed jutrzejszym pójściem do pracy, ale zapomniałam o nich, a teraz w ogóle nie chce mi się tego robić, jest za późno i po ostatnim odcinku serialu pójdę spać. Nie chcę się tak stresować pierdołami... A to naprawdę są pierdoły, które bez życia społecznego, pracy nie byłyby w ogóle mi do niczego potrzebne. No i stresuję się tym jak czegoś zapomnę, jak coś odkładam na później (a robię tak bardzo często), denerwuję się odpowiedzialnością, obowiązkami, tym całym społecznym bełkotem, tym, co trzeba, czego nie trzeba, wymaganiami zewsząd, w ogóle tym całym życiem. Potrafię się nawet denerwować bez powodu. Przez cały dzień odczuwać ból brzucha umiejscowiony w jelitach, coś w rodzaju bardzo silnej kolki, jedynie leżenie i nie robienie niczego mi wtedy pomaga. W pracy góruje strach, lęk, poza nią przejmowanie się wszystkim, głównie tym, co będzie, co muszę zrobić, o czym pamiętać, itd. Życie powinno być dla nas, a nie my dla życia, a wykonując to wszystko ciągle wydaje mi się, że żyję tylko po to, aby utrzymać się dalej przy życiu, a nie by mieć coś z tego życia. Nie potrafię się cieszyć przez to wszystko. Nawet jak nie ma pracy, denerwuję się tym co kiedy zrobię, że czegoś nie zaplanowałam, że o czymś zapomniałam, że muszę się z kimś spotkać, że muszę jechać do domu.. Muszę to, muszę tamto. Mam dość takiego życia. Jestem chora od tego wszystkiego. Mam dość muszenia. Ale jak rzucę pracę, rzucę studia, rzucę wszystko, to zostanę spłukana bez niczego na ulicy... Najchętniej żyłabym chwilą, nie martwiąc się o nic, nie przejmując się przyszłością, nie bojąc się niczego i niczym się nie stresując. Z dnia na dzień. Ale najpierw musiałabym wygrać w głupie lotto... A to graniczy z niemożliwością. Więc muszę się jakoś dostosować, tylko ten stres, ten ból brzucha i ten strach zabijają mnie. Jak to zwalczyć?
noise
Offline

Re: Kilka metod na pokonanie lęku

przez tomy 1939 28 lip 2010, 20:54
noise napisał(a):Witam, jestem nowa na forum i nowa w tym wątku. Trochę swoich aktualnych objawów opisałam tutaj: jak-si-dzi-czujecie-umiecie-to-opisa-t9027-11115.html i chyba doszłam do wniosku, że to najprawdopodobniej nerwica lękowa. Jeśli ktoś mógłby potwierdzić moje domniemania, byłabym wdzięczna... Kiedyś, jak byłam jeszcze w wieku gimnazjalnym i licealnym miałam chyba ostrzejszą wersję tego + jakaś fobia społeczna, bo strasznie bałam się ludzi, kontaktów z nimi, zatłoczonych miejsc, miejsc publicznych, dyskotek, mszy w kościele, apelów, spotkań rodzinnych, wystąpień publicznych. Czasami miałam też tzw ataki lęku czy paniki (trochę tutaj przeczytałam i wydaje mi się, że to jest to). Dostawałam tego na przerwie, w holu, tłum ludzi, hałas, tłok, rozmowy... Siadałam wtedy pod ścianą i czekałam aż przejdzie. To był taki paniczny strach, bicie serca, spięcie całego ciała, trudność w oddychaniu, zimny pot, przerażenie. Trwało to może 5 min i przechodziło. Po liceum już nie dostawałam takich napadów. Spróbuję juro w pracy zastosować metody ze tego skanu książki - z oddychaniem i rozluźnianiem mięśni. Mam nadzieję, że pomoże. Chociaż to tylko doraźna pomoc.. Wolałabym się jakoś sama wyleczyć. Nie wyobrażam sobie siebie spowiadającej się jakiemuś doktorkowi, który pewnie ma po dziurki w nosie kolejnych pacjentów robiących fobię z jakichś pierdół..

Pozdrawiam wszystkich. Jeśli ktoś ma podobne objawy do moich (z tego wątku o depresji) i jakoś sobie radzi, będę wdzięczna za wszelkie rady dot. tego, co z tym zrobić...

[Dodane po edycji:]

tomy 1939 napisał(a):Nie na terapię nie chodziłem,ale chciałem po przyjezdzie do Polski,już nawet myślałem o tym ażeby rzucić pracę i wracać do kraju,bo porostu nie dawałem rady,najbardziej przerażające były dla mnie przerwy w pracy,w tym czasie najczęściej dopadały mnie ataki lęku,no ale teraz jakoś potrafię usiedzieć w spokoju i nawet włączyć się w rozmowę.


Więc jesteśmy w podobnej sytuacji, też siedzę za granicą w pracy, która jest dla mnie beznadziejnie stresująca.. Pracy nie mogę sobie odpuścić, nie stać mnie na to. Właściwie to tylko praca na wakacje, do połowy września. Tylko nie rozumiem dlaczego dla Ciebie najbardziej stresujące są przerwy? Dla mnie przerwa to chwila na oddech i kanapkę, kiedy w końcu można na chwile się oderwać od rzeczywistości. Mnie najbardziej stresuje, gdy kończę jakieś zadanie i muszę je skonsultować lub iść po nowe. Zawsze totalnie się stresuję, że nie podołam, że nie będę czegoś wiedzieć/umieć, że ktoś akurat użyje jakiegoś słowa, którego tłumaczenia nie znam, że dostane jakieś zadanie, które mnie przerasta... Na razie radziłam sobie ze wszystkim dobrze, ale to nie pomniejsza mojego stresu ani trochę...

[Dodane po edycji:]

Muszę jeszcze trochę dodać, naprawdę muszę się chyba z tego porządnie wygadać, bo nic innego nie pomaga. Znowu zaczęłam się teraz denerwować aż do bólu brzucha, tym że miałam zrobić jeszcze parę rzeczy dziś przed jutrzejszym pójściem do pracy, ale zapomniałam o nich, a teraz w ogóle nie chce mi się tego robić, jest za późno i po ostatnim odcinku serialu pójdę spać. Nie chcę się tak stresować pierdołami... A to naprawdę są pierdoły, które bez życia społecznego, pracy nie byłyby w ogóle mi do niczego potrzebne. No i stresuję się tym jak czegoś zapomnę, jak coś odkładam na później (a robię tak bardzo często), denerwuję się odpowiedzialnością, obowiązkami, tym całym społecznym bełkotem, tym, co trzeba, czego nie trzeba, wymaganiami zewsząd, w ogóle tym całym życiem. Potrafię się nawet denerwować bez powodu. Przez cały dzień odczuwać ból brzucha umiejscowiony w jelitach, coś w rodzaju bardzo silnej kolki, jedynie leżenie i nie robienie niczego mi wtedy pomaga. W pracy góruje strach, lęk, poza nią przejmowanie się wszystkim, głównie tym, co będzie, co muszę zrobić, o czym pamiętać, itd. Życie powinno być dla nas, a nie my dla życia, a wykonując to wszystko ciągle wydaje mi się, że żyję tylko po to, aby utrzymać się dalej przy życiu, a nie by mieć coś z tego życia. Nie potrafię się cieszyć przez to wszystko. Nawet jak nie ma pracy, denerwuję się tym co kiedy zrobię, że czegoś nie zaplanowałam, że o czymś zapomniałam, że muszę się z kimś spotkać, że muszę jechać do domu.. Muszę to, muszę tamto. Mam dość takiego życia. Jestem chora od tego wszystkiego. Mam dość muszenia. Ale jak rzucę pracę, rzucę studia, rzucę wszystko, to zostanę spłukana bez niczego na ulicy... Najchętniej żyłabym chwilą, nie martwiąc się o nic, nie przejmując się przyszłością, nie bojąc się niczego i niczym się nie stresując. Z dnia na dzień. Ale najpierw musiałabym wygrać w głupie lotto... A to graniczy z niemożliwością. Więc muszę się jakoś dostosować, tylko ten stres, ten ból brzucha i ten strach zabijają mnie. Jak to zwalczyć?

Witam cię Noise,widzisz u mnie przerwy wyglądają w ten sposób że do jednego stołu zasiada co najmniej 15 osób,przy czym wszyscy zaczynają o czymś nawijać,a u mnie ataki najbardziej dają się we znaki w miejscach publicznych.Automatycznie mam napady hiperwentylacji,chociaż ostatnimi czasy nie wiem czemu,ale radzę sobie z nimi coraz lepiej. Druga sprawa jest taka,że chyba sam sobie pomogłem przy swojej nerwicy,a to wszystko przez to że za wszelką cenę chciałem przywiezć do Polski jak najwięcej pieniędzy,ale w jakim stylu :roll: ,cały czas chwytałem nadgodziny,momentami pracowałem po 14 godz dziennie,do tego posiłek raz dziennie i hektolitry wypitej kawy,nie wspominając o stresie,akurat należę do ludzi którzy się wszystkim przejmują,aż któregoś pięknego dnia poczułem jakiś dziwny ból w klatce piersiowej,przy czym nie mogłem nabrać głębokiego oddechu,no i tak zostało do dzisiaj,chociaż ostatnimi czasy czuję się lepiej.
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
21 lis 2009, 15:00

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Kilka metod na pokonanie lęku

Avatar użytkownika
przez *Monika* 28 lip 2010, 21:12
tomy 1939, klasyczny objaw nerwicy lękowej, chodzi mi o objawy.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Kilka metod na pokonanie lęku

przez noise 01 sie 2010, 15:38
tomy 1939 napisał(a):Witam cię Noise,widzisz u mnie przerwy wyglądają w ten sposób że do jednego stołu zasiada co najmniej 15 osób,przy czym wszyscy zaczynają o czymś nawijać,a u mnie ataki najbardziej dają się we znaki w miejscach publicznych.Automatycznie mam napady hiperwentylacji,chociaż ostatnimi czasy nie wiem czemu,ale radzę sobie z nimi coraz lepiej. Druga sprawa jest taka,że chyba sam sobie pomogłem przy swojej nerwicy,a to wszystko przez to że za wszelką cenę chciałem przywiezć do Polski jak najwięcej pieniędzy,ale w jakim stylu :roll: ,cały czas chwytałem nadgodziny,momentami pracowałem po 14 godz dziennie,do tego posiłek raz dziennie i hektolitry wypitej kawy,nie wspominając o stresie,akurat należę do ludzi którzy się wszystkim przejmują,aż któregoś pięknego dnia poczułem jakiś dziwny ból w klatce piersiowej,przy czym nie mogłem nabrać głębokiego oddechu,no i tak zostało do dzisiaj,chociaż ostatnimi czasy czuję się lepiej.


Z przerwami u mnie jest podobnie, z tym, że mniej ludzi przy jednym stole, bo kto chce ten zostaje w biurze przy swoim kompie. Ja w sumie wolę na to pół godzinki zmienić otoczenie i posiedzieć w stołówce. Co prawda nie odzywam się za często, bo też nie jestem za towarzyska i ciągle mam pozostałości po fobii społecznej.

Lubię, jak mam dużo pracy, mogę wtedy siedzieć na miejscu, skupić się i czas mija szybciej. A jak jest mało pracy, to co chwilę stresuję się tym, że zaraz znowu będę musiała biegać do kogoś pytać się co teraz mam robić. A jak dana osoba nic nie będzie miała, to do następnej, i tak latać od jednego do drugiego... Najbardziej nie lubię tego robić. Dowiadywać się, co teraz mam robić. Właściwie nie wiem czemu tak jest, chciałabym bardzo, żeby to się zmieniło. Może ktoś dostrzega tu jakiś psychologiczny schemat działania lub jakieś powody, których może sobie nie uświadamiam. Byłabym wtedy bardzo wdzięczna za doradzenie. Znając przyczyny łatwiej byłoby sobie poradzić z tym problemem.
noise
Offline

Re: Kilka metod na pokonanie lęku

Avatar użytkownika
przez Mallena 01 sie 2010, 21:05
witam serdecznie! od paru tygodni czytuję to forum, piszę poraz pierwszy. jestem z wrocławia :) od kilku lat mam objawy nerwicy. stwierdzona naczyniowa, wegetatywna, a przy tym niedotlenienie mózgu, przez stres, podrażniony żołądek przez wymioty... nie chcę stosowac leków na receptę, unikam jak mogę. łykam każdego dnia pigóły ziołowe uspakajające oraz nasenne. szukam metod niekonwencjonalnych. od czerwca chodzę na wizyty do bioenergoterapeuty, raz w tygodniu i czuję ogromną poprawę. nie szaleję! wychodzę od niego naładowana i wyciszona, zawsze z nową nutą nadzieii, że będzie dobrze. jeszcze nic dotąd nie przynosiło takich efektów, także jestem dobrej myśli. w sensie... coraz lepszej, bo nie muszę tu nikomu tłumaczyć jak ciężko jest toczyć się przez życie jako kłębek nerwów, z fizycznymi skutkami ubocznymi. pozdrawiam Was wszystkich ciepło! robicie mega robotę tworząc wspólnie to forum! Mallena
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
01 sie 2010, 20:39

Re: Kilka metod na pokonanie lęku

przez noise 02 sie 2010, 20:05
Co do metod na pokonanie lęku: dobrym sposobem jest zajęcie myśli, siebie czymś innym. Myślowe odizolowanie się, od tego, co budzi w nas niepokój. Na mnie to działa. Gdy na siłę zajmuję się czymś innym, myślę o górach, wycieczkach, samochodzie, jaki chciałabym sobie kupić, o domu, o nowej roślinie, którą kupiłam, o mężczyźnie, z którym chciałabym się wreszcie zobaczyć... To pomaga. Nie można skupiać się na stresorach, nie można przeceniać znaczenia rzeczy, które budzą w nas stres i lęk. A wręcz dobrze ich znaczenie nieco zaniżać, aby móc się w końcu zrelaksować. Gdy po pracy całkowicie się od niej odcinam, nie myślę o niczym z nią związanym, nie analizuję całego dnia w pracy, słów, gestów, itd, itp, tylko zachowuję jakby w ogóle tego nie było, jest 100 razy lepiej. Zajmuję się swoimi zainteresowaniami, przyjemnymi rzeczami. Zasypianie chyba jest najtrudniejszym momentem, gdy aby w końcu zasnąć, najlepiej nie myśleć o niczym, a to np mi trudno zrobić. Więc wtedy najpierw wyobrażam sobie ogrom gór i powtarzam w myślach "z każdą sekundą jestem coraz bardziej zrelaksowana" albo "wszystko jest piękne", "czuję się świetnie", itp. To uspokaja i ja osobiście wierzę, że autosugestia działa też na dłuższą metę. Jak sobie coś wystarczająco długo będziemy powtarzać, nawet coś, w co nie wierzymy, w końcu zaczniemy zachowywać się wg tego. Nasz mózg chłonie wszystkie myśli, które mu podsuwamy.
noise
Offline

Re: Kilka metod na pokonanie lęku

Avatar użytkownika
przez Bazylek 23 sie 2010, 16:17
Ah, tak sobie czytam i czytam... wiele waszych wypowiedzi odczowam jak moje wlasne... identyczne przypadki...

Nie mam zadnej metody na pokonanie leku, przy natretnych myslach porostu nie wiem co ma mze soba zrobic...mam wrazenie,ze zaraz oszaleje,a lapia mnie najczesciej pod czas zasypiania, albo osatnio miewam jakeis dziwne koszmary, budze sie i mam totalnie strasznie mysli, moj parner spi, wtulam sie do niego najmocniej jak moge,ale to nie pomaga specialnie, w domu wszyscy spia, a ja potrzebuej czyms sie zajac,ale czym i jak, jesli boje sie wyjsc z lozka, bo moze jaksi zlodziej,albo morderca jest w domu,albo jakeis duchy... wiec leze przytulona, opatylona po uszy koldra i trzese sie ze strachu...

Ostatnio raz jak juz nie moglam sobie proadzic z natretnymi myslami przed snem,zaczelam liczyc barany- skupialam sie nad tym baaardzo mocno, pierwszej i drugiej nocy pomoglo, 3-ej juz nie- doliczylam do 200 i nic ...

Moja wychowawczyni z LO kiedys nap podala cwiczenie relaksacyne przed snem, kiedys pomagalo-hymmm w sumie dobrze ze sobie o nim eraz przypomnialam... dzis w nocy zastosuje,a mianowicie:

Kladziecie sie na plecach, staracie sie rozluznic miesnie, wyobrazacie sobie,ze prawa reka robi sie ciezka, ciezsza, coraz ciezsza, i staracie sie dotrzec do momentu, kedy podswiadomie wydaje sie wam tak ciezka,jakby wgniatala sie w materac... i jak juz uda wam sie z jedna reko, zostawimay ja w taki mstanie i idziem ydo drugiej reki, potem nogi, tlow i na koncu glowa, jak juz cale cialo ebdzie "ciezkie"i bedzie sie wgniatal ow materac wracamy do prawej reki i wyobrazamy sobie,ze zaczyna sie ona robic, ciepla ,cieplejsza, goraca i powtarzamy rytual z kada inna czescia ciala - NIGDY nie doszlam do konca, bo zasypialam :):):), tylko trzeba maxymalnei sie na tym skupic!
TAK-musze o tym pamietac dzis w nocy!
Zycze wam rowniez powodzenia :)
Pozdrawiam :)
Każdej akcji towarzyszy reakcja równa co do wartości i kierunku lecz przeciwnie zwrócona.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
03 sie 2010, 17:04

Re: Kilka metod na pokonanie lęku

Avatar użytkownika
przez Mallena 24 sie 2010, 14:06
witaj! ta metoda, o której napisałaś (Twoja "ciężka ręka"), to autohipnoza. i w zasadzie, zalogowałam się tu dziś po to ,by ją polecić :) Byłam na trzech wizytach u hipnotyzera, wciągu ostatnich trzech tygodni. podeszłam do tego sceptycznie, a teraz nie mogę uwierzyć w pozytywne efekty! jestem silniejsza, pewniejsza siebie, a przy tym spokojniejsza wewnętrznie.... szczęśliwsza! nie są to tanie spotkania (sesja to dwie lub trzy wizyty), ale jeśli ktoś ma możliwość powinien zainwestować. przecież tu chodzi o zdrowie psychiczne, przy tym fizyczne.. po prostu o życie, jego kształt. jestem niemal w niebo wzięta, że zdecydowałam się spróbować.
kontynuuję także wizyty u bioenergoterapeuty, magia!!!!! nic, nic!mi do tej pory nie pomogło, jak medycyna niekonwencjonalna. powodzenia Wam, szczerze!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
01 sie 2010, 20:39

Re: Kilka metod na pokonanie lęku

przez noise 25 sie 2010, 18:16
Więc ile dokładnie kosztuje taka sesja składająca z tych 3 wizyt? Jeśli będzie poza moim zasięgiem, to może nauczę się autohipnozy...
noise
Offline

Re: Kilka metod na pokonanie lęku

Avatar użytkownika
przez wiejskifilozof 26 sie 2010, 14:25
Mam lęk przed kontaktem z innymi . Czasem jest tak silny ,że nie mogę się przełamać . Bywa ,że rzadko się odzywam . Na szczęście mam znajomych , którym mogę się wygadać . Jednak jestem lękliwy i nieśmiały .
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16480
Dołączył(a)
15 sie 2009, 16:08

Re: Kilka metod na pokonanie lęku

Avatar użytkownika
przez Mallena 28 sie 2010, 14:03
noise, 1 sesja u tego hipnotyzera to koszt od 250 zł. dostałam od niego 3 płyty cd, do codziennego odsłuchiwania. oddziałowują na podświadomość, zawierają muzykę relaksacyjną z załączonym, wyciszającym głosem hipnotyzera, mają na celu wzmocnić pewność siebie, zsynchronizować półkule mózgowe, odprężać. może jak się z nim skontaktujesz, to je Tobie wyśle, nie wiem(ma stronę w necie,kaczorowski, z wrocławia). bioenergoterapeuta, to bogusław mikołajczak, wizyta 60zł. chodzę do niego we wrocławiu, ale wiem, że przyjmuje także w kilku innych miastach i serdecznie go Wam polecam. to moje pierwsze jasne światło w tunelu :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
01 sie 2010, 20:39

Re: Kilka metod na pokonanie lęku

Avatar użytkownika
przez linka 30 sie 2010, 11:32
No jak dla mnie to bania.........relaksacja, owszem, pomaga, bo czasem potrzeba jest chwili spokoju...ale czy to ma leczyć nerwicę? W jaki sposób? To nie rozwiąże żadnych problemów....
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Kilka metod na pokonanie lęku

Avatar użytkownika
przez Mallena 30 sie 2010, 14:14
nie rozwiąże problemów? nie znasz tematu. to oddziaływanie na naszą podświadomość, czyli główne źródło psychicznych, a zatem i fizycznych niedogodności. i hipnoza i bioenergoterapia wpływają na podświadomość. zresztą, polecam zasięgnąć choć podstawowej wiedzy w temacie, zanim rzucisz gdzieś jeszcze luźno zdanie 'nie rozwiąże problemów'. z takim nastawieniem, to faktycznie, nie wiem co może Ci pomóc. może wolisz farmakologię, oby rozwiązała Twe problemy. i ja widzę co wspiera mnie w zwalczaniu moich, także proszę powstrzymaj się od negacji :)


ps. ...albo przeczytaj raz jeszcze swój własny ulubiony cytat Tuwima...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
01 sie 2010, 20:39

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do