Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

nerwica bezsenność i lęki

przez rendolfik 14 sty 2015, 18:40
Bardzo często wypijam 2 puszki piwa przed snem. Ale to średnia rada z mojej strony.
Łykam też ziołowe tabletki na sen 4-krotną dawke. Czasami udaje się zasnąć bez problemów.
Najgorzej jest zazwyczaj w niedzielną noc... Co bym nie zrobił do 2 niema mowy o śnie.
A jak nie mogę zasnąć to nie zostaje nic innego jak tv i zabawa smartfonem... zazwyczaj do pary mam jakiś atak lękowy...
"Sky is the Limit" - mam to wytatuowane.
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
12 sty 2015, 00:56
Lokalizacja
pod wawá

nerwica bezsenność i lęki

przez girl_anachronism 14 sty 2015, 21:59
Przede wszystkim to chyba bez sensu nie mowic lekarzowi, ze sie nie stosuje jakiegoś leku - to mu uniemożliwia ocenę postępów, skutków ubocznych i sensowną zmianę leczenia. Rozumiem, ze to moze być trudne - sama musze powiedziec, ze samowolnie zrezygnowałam z jednego z leków i denerwuje sie tym ale wole jednak powiedziec niż ściemniać - zeby lekarz miał pełen obraz.

Co do samych problemów ze snem to sama jestem ciekawa czy padną tu jakieś pomocne odpowiedzi - dołączam sie do pytania. Tez chciałabym znaleźć jakiś naturalny sposob, zioła czy cos. Próbowałam wszystkich klasycznych sposobów dla "normalnych" ludzi: wywietrzony pokój, zmęczenie fizyczne (np. bieganie), ziołowa herbatka, cicha spokojna muzyka(tak zupełnie bez dźwięków nie moge jakoś), zgaszone światło, nie zabieranie komputera do łóżka a najlepiej i telefonu tez nie - nie dziala. Prawdopodobnie zdecyduje sie na tabletki bo bardzo chce sie normalnie wysypiac i miec sile do nauki ale jak ktoś sie podzieli jakimś sensownym sposobem to spróbuje wszystkiego.
Posty
14
Dołączył(a)
03 sty 2015, 14:34

Nieuzasadniony lęk. Co robić?

przez Ginny 14 sty 2015, 22:25
Najgorszą rzeczą, którą możesz teraz zrobić to rzucić szkołę, naprawdę. W momencie podjęcia takiej decyzji i pokonania lęków byś tego żałowała. Ja przez nerwicę skończyłam liceum, ale nie byłam w stanie pójść na maturę i teraz muszę się przygotowywać według nowego programu nauczania, także nie polecam.
Ja również miałam problemy z czytaniem na głos. Miałam ułatwienie, bo dostałam nauczanie indywidualne, ale i tak się stresowałam. Jednak zacisnęłam zęby, skończyłam szkołę i mam spokój.
Myślę, że powinnaś spróbować nie przejmować się tym ta bardzo. Nawet jak popełnisz jakąś gafę to co? Każdemu się przecież zdarza, a inni szybko o tym zapomną :)
Jeśli chodzi o terapię to mam dwa pomysły. Jednym z nich jest szczera rozmowa z rodzicami. Wytłumacz im jak się czujesz kiedy czytasz, jakie towarzyszą temu objawy itp. Powiedz im, że tutaj chodzi o Twoje zdrowie i samopoczucie.
A drugą sprawą jest szkolny psycholog. Nie myślałaś, żeby się do niego zgłosić? Jeśli jemu powiesz o swoim problemie to powinien Ci pomóc. Możesz poprosić go aby porozmawiał z Twoimi rodzicami i przekonał ich do psychoterapii. Dorośli ludzie często zmieniają zdanie kiedy ktoś z zewnątrz zwróci im na to uwagę :)
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
27 paź 2014, 14:10

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nieuzasadniony lęk. Co robić?

Avatar użytkownika
przez pysiunia 14 sty 2015, 23:53
anneblack888, Psycholodzy na NFZ mogą pomóc.
Radziłabym Ci poszukać w internecie certyfikowanego terapeutę w Twoim mieście/rejonie.
Szukaj tutaj: psychoterapeuci.biz Na tej stronie u góry jest zakładka: Psychoterapeuci /z certyfikatem Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, ułożeni nazwiskami wg alfabetu/.

Gdy ukończysz 18 lat - idź do lekarza rodzinnego, weź skierowanie na psychoterapię i zanieś do Przychodni, w której pracuje ten certyfikowany terapeuta. Będziesz oczekiwać w kolejce na terapię.
Ja czekałam prawie rok, ale warto było.
Wiesz, mam porównanie psychoterapeuty, do którego chodziłam prywatnie i do tego na NFZ.
Zdecydowanie lepszy okazał się jest ten na NFZ - rzeczywiście chce pomóc, ma fajne podejście do pacjenta.

anneblack888, Nie rzucaj szkoły !!! To byłoby największe głupstwo, jakie zrobiłabyś.
Zacinanie się podczas czytania to nie koniec świata! Tylko Tobie tak się w tym momencie wydaje.
Pozwól sobie na takie zacinanie. Im mniej będzie zależało na tym, by płynnie czytać --> tym mniejsze będzie napięcie nerwowe.
Zabierz temu płynnemu czytaniu ważność, jaką mu nadałaś. Odpuść. Staraj się odwracać od tego swoją uwagę, nie myśl o tym.
A z czasem problem straci na sile i powoli ustąpi :-)

-- 14 sty 2015, 23:00 --

Ginny napisał(a):A drugą sprawą jest szkolny psycholog. Nie myślałaś, żeby się do niego zgłosić? Jeśli jemu powiesz o swoim problemie to powinien Ci pomóc. Możesz poprosić go aby porozmawiał z Twoimi rodzicami i przekonał ich do psychoterapii. Dorośli ludzie często zmieniają zdanie kiedy ktoś z zewnątrz zwróci im na to uwagę :)
Zawsze bądź sobą, wyrażaj siebie, wierz w siebie, nie szukaj udanej osobowości i powielaj jej.
Jestem sobą, bo oryginały są więcej warte niż kopie :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
277
Dołączył(a)
14 mar 2010, 12:48
Lokalizacja
Poland

Samotna walka z nerwicą

przez Ginny 16 sty 2015, 15:17
Cześć wszystkim.
Zakładam ten temat po to żeby się wyżalić. Osoby które walczą z nerwicą będą potrafiły w jakiś sposób mnie zrozumieć.
Zacznę od tego, że nerwica dopadła mnie jakieś 6 lat temu, w pierwszej klasie gimnazjum. Przez całe gimnazjum i liceum miałam nauczanie indywidualne. W liceum miałam jedynego nauczyciela, który potrafił mnie zrozumieć. Mieliśmy takie same zainteresowania (sport) więc dobrze się dogadywaliśmy. Wszyscy widzieli, że przy nim byłam rozgadana i pełna humoru.
Inni nauczyciele mieli mi za złe, że np. w zimie muszą chodzić do mnie zamiast siedzieć w ciepłej szkole (chociaż do szkoły miałam może 5-6 minut na piechotę). Mój brak koncentracji przez branie leków tłumaczyli lenistwem. Nauczycielka od geografii co roku próbowała mnie „usadzić”.
Teraz po skoczeniu liceum nie mam nikogo kto by mnie rozumiał. Nie mam ani jednego znajomego z którym mogłabym wyjść na kawę, spacer, do kina. Ludzie z klasy pisali do mnie tylko po to żeby się dowiedzieć jak to jest uczyć się w domu. Jak ja się do kogoś odezwałam to szybko mnie zbywali. Mieszkam sama, bo moja mama wyprowadziła się do swojego nowego faceta. Ostatnio byłam u mojej lekarki po zmianę leków. Mimo iż nie zawsze było kolorowo to udało mi się w jakiś sposób pokonać fobię społeczną. Nie mam problemu z rozmową z obcą osobą, nie czuję się źle w tłumie itp. Wręcz przeciwnie, bardzo dobrze czuję się w tłumie. Jednak po ostatniej wizycie u lekarza jestem wręcz dobita. Lekarka traktowała mnie z góry, jak jakąś idiotkę. Przyczepiła się do tego, że czytam dużo książek i do tego, że nie mam znajomych. A nie mam ich, bo przez nerwicę zostałam wykluczona z życia towarzyskiego i nawet jak szukałam znajomości to ludzie mnie olewali i robią to do dzisiaj.
Przyczepiła się też, że nie mam pracy i całkiem miała gdzieś fakt, że cały czas jej szukam, a nie siedzę na tyłku bezczynnie. Skończyło się na tym, że opuściłam gabinet ze łzami w oczach.
Potem przyczepił się do mnie facet mamy, mówiąc, że ja nawet nie będę krawcową, albo sklepikarką. Moja mama tylko mu przytakiwała. Dla mnie to było bardzo poniżające. Oczywiście nie twierdzę, że poniżające są te zawody, ale myślałam, że wierzą w to iż będę w życiu kimś więcej i, że coś osiągnę. W ogóle odkąd moja mama ma nowego faceta to nie mam w niej w ogóle oparcia. Stwierdziła, że ma swoje życie. Wychodzi na to, że ja nie jestem mile widziana w jej nowym życiu.
Więc siedzę w domu całkiem sama. Czasami łapię się na tym, że prowadzę żywą dyskusję z kimś w myślach. Nie mam się do kogo odezwać. Czasami wymyślam jakiś głupi powód, żeby zadzwonić do mamy i po prostu pogadać. Ale ona oczywiście twierdzi, że właśnie je, robi obiad, nie ma czasu itp.
Mam dość wszystkiego. Każdemu jest łatwo mnie oceniać i mówić „weź się za siebie”. Szczególnie łatwo jest mówić to osobom, które mają wokół siebie wielu zaufanych ludzi i mogą liczyć na ich wsparcie. Ja nie mam nikogo takiego, o każdy dzień muszę walczyć sama. Teraz nawet moja lekarka nie potrafiła powiedzieć jednego miłego zdania co do tego, że pokonałam fobię społeczną. Zamiast tego zmieszała mnie z błotem.
Starałam się nie myśleć, że jestem taka beznadziejna, bo nie chciałam wpaść znowu w depresję. Ale skoro tak wiele osób mnie miesza z błotem, ma mnie gdzieś i nikt nie chce się ze mną zadawać... Może mają rację?
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
27 paź 2014, 14:10

Samotna walka z nerwicą

Avatar użytkownika
przez warrior11 16 sty 2015, 16:09
Ginny,
Dokładnie..najłatwiej jest innym oceniać Ciebie,trudniej jest im zrozumieć,co tak naprawdę czujesz..
przykre,że takie niezrozumienie spotyka Cię ze strony najbliższych i lekarza i że nie masz wsparcia tam,gdzie
powinnaś je otrzymać..jesteś dzielna,że pokonałaś fobie społeczną,że walczysz sama i że się nie poddajesz..
i nigdy nie myśl,że jesteś beznadziejna,bo to nie prawda,
Wolność kocham i rozumiem..wolności oddać nie umiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1004
Dołączył(a)
19 gru 2013, 16:19

Samotna walka z nerwicą

przez Ginny 16 sty 2015, 17:48
warrior11 napisał(a):Ginny,
Dokładnie..najłatwiej jest innym oceniać Ciebie,trudniej jest im zrozumieć,co tak naprawdę czujesz..
przykre,że takie niezrozumienie spotyka Cię ze strony najbliższych i lekarza i że nie masz wsparcia tam,gdzie
powinnaś je otrzymać..jesteś dzielna,że pokonałaś fobie społeczną,że walczysz sama i że się nie poddajesz..
i nigdy nie myśl,że jesteś beznadziejna,bo to nie prawda,


Dziękuję bardzo za miłe słowa. Cieszę się, że chociaż na forum są ludzie, którzy mnie rozumieją :)

Teraz jestem roztrzęsiona, bo ojciec dawał mi pieniądze jako alimenty. I dzisiaj patrzę na konto i zabrał mi 200 zł. Nie mam pracy chociaż cały czas się o nią staram. Mam do zapłacenia rachunki itp. Już teraz jem dziennie 1-2 posiłki żeby mi na wszystko wystarczyło, bo wiadomo, że jedzenie jest drogie. Miałam odłożyć sobie pieniądze na wakacje żeby w jakiś sposób się nagrodzić za pokonanie fobii społecznej. A teraz będę musiała zbierać pieniądze na ubrania. Nie mam już siły. Ojciec ukarał mnie za to, że nie poszłam na studia przez nerwicę. Nigdy go przy mnie nie było, nawet jakby go ktoś zapytał to nie wiedział by czy biorę jakieś leki i jak się nazywa mój lekarz. Nazywa siebie ojcem, a kilka tygodni temu okazało się, że jak przyjechał (pracuje za granicą) to nie dość, że mnie śledził to jeszcze wypytywał o mnie obcych ludzi.
To chyba nie jest normalne, żeby ojciec się tak zachowywał. Ukarał mnie za coś, co nie jest zależne ode mnie. Nie miał jak mi dopiec to zmniejszył alimenty. On mieszka za granicą ma dobrze płatną pracę tak że kupuje wszystko co chce, podróżuje i jeszcze mu zostaje. Mojej mamie mówił żeby mu resztę z zakupów oddawała, a jak wzięli rozwód to odgrywa się na mnie.
I jak tu wyjśc z nerwicy? Za miesiąc mam kontrolę u lekarza, a nie mam na to pieniędzy. Dojazd i leki też kosztują. Nie mam już siły...
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
27 paź 2014, 14:10

Zespół lęku napadowego - Moja prywatna historia.

przez czarek663 16 sty 2015, 23:19
Witam, jestem Łukasz, mam 23 lata.

Na początku chciałem się pochwalić że przekułem, ten lęk na coś pozytywnego w tym okresie mojego życia, przynajmniej w moim mniemaniu i na moim podłożu psychicznym. Sam odkryłem że cierpię na tą przypadłość, nie stwierdzano tego u mnie, ale objawy są dokładnie takie same.

Przedstawie swój bardzo sielankowy tryb życia który prowadziłem.

Miałem 16 lat, i zacząłem ostro imprezować, do 19 roku życia upijałem się co dwa dni do stanu nieprzytomności.
Od czasy do czasu zapaliłem trawkę - bo w sumie tyle dobrego się o tym nasłuchałem - i było ok.
Któregoś razu, zapaliłem 0.5 grama trawki sam z rana na kacu. Po kilku minutach dostałem napadu - nie wiedziałem co i jak i dlaczego - myślałem że to przez marihuanę. Przestałem ją palić. Następny atak miałem na kacu, w kinie, w kluczowym momencie filmu, musiałem uciekać z kina, myślałem że zaraz umrę. Wezwałem taxówke i pojechałem do szpitala. W szpitalu kazano przestać mi pić, gdyż jeżeli chodzi o zdrowie to niczego nie ukrywam, bo wierzę w wiedzę lekarzy. Niczego nie stwierdzono, żadnych specjalnych badan tez nie przeprowadzono. Przestałem pić. Tydzień przed sylwestrem, dostałem ataku, zadzwoniłem po Tatę, żeby pojechać na pogotowie. Zbadano mnie, tam też dostałem drugiego ataku. Lekarka zrozumiała że coś jest nie tak, i wysłała mnie do szpitala chorób zakaźnych. Dostałem zastrzyk i się uspokoiłem, natomiast lekarz stwierdził że mam wypłukane witaminy (Potas i magnez). Więc je regularnie brałem. Ale ataki się powtarzały - w dodatku nie piłem od czasu kiedy przestałem. Bywałem u kardiologa, który również nic nie stwierdził. Z brakiem rozwiązania i wiedzy na temat co się ze mną dzieje, żyłem dalej od czasu do czasu miewając ataki. Moje lęki przed atakiem koił ten filmik, który dodawał mi pewności siebie i mocy kontrolowania własnego ciała emocji i życia : https://www.youtube.com/watch?v=PaN41CDWaio
Bardzo mi pomógł, co więcej osłabił siłę ataków i ich częstotliwość.(Po mimo że jestem ateistą i w anioła stróża nie wierzę)
Drogą doświadczeń wiem ,że muszę pić dużo wody pod czas ataku i oddychać.
Ale drogą refleski doszedłem do wniosku że moje ciało reaguje w sposób , jak gdyby czuło zagrożenie, więc postanowiłem to wykorzystać. Jeżeli moje ciało odczuwa zagrożenie, w ten czas musi produkować jakieś substancji powodujące ten stan.. może adrenaline itd. ...
Nigdy nie byłem za sportem ,ale jak już coś ćwiczyłem to czułem się świetnie.
Postanowiłem, że jak dostanę ataku to wykorzystam tą sytuacje. Zakodowałem sobie w głowie co mam robić jak dostanę ataku ( taki schemat działania) : Ubieram się jak najszybciej, wychodzę na ulicę i zaczynam biec ! Nie ważne jak gdzie i czy jest zimno czy ciepło, tu chodzi o mnie więc robię to bez zwłoczni, nie tłumacząc się nikomu.
I nie uwierzycie, od kiedy to sobie zakodowałem, moje lęki i ataki, jak gdyby odeszły, a jeżeli mam atak to w momencie jego pojawienia się , zaraz znika , bo dostaję euforii na myśl, że zaraz wykorzystam swój potencjał i będę biegł ile tylko będę miał siły.. To dla mnie jak wyzwanie.

Chciałem się podzielić moją historią , może komuś to może. :) Ja się czuję siwienie, i czuje że świat stoi dla mnie otworem :)
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
16 sty 2015, 22:50

Zespół lęku napadowego - Moja prywatna historia.

Avatar użytkownika
przez agusiaww 17 sty 2015, 20:58
czarek663, bo sport pomaga :) uwalnia endorfiny a dzieki temu zmniejsza uczucie lęku. Tez sie lepiej czuje po cwiczeniach tylko ze nie zawsze mam na nie ochote :D Powodzenia :brawo:
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Samotna walka z nerwicą

Avatar użytkownika
przez agusiaww 17 sty 2015, 21:06
Ginny, udaj sie do osrodka pomocy spolecznej, moze wynajmij jeden pokoj, niestety jak sie nie uczysz dziennie to rodzice nie musza utrzymywac. Postaraj sie o jakas prace, jakąkolwiek byle miec chociaz na oplaty i jedzenie. W pracy tez mozesz poznac ludzi, zakolegowac sie, poprzez te nauczenie indywidualne zostalas odsunieta od rowiesnikow, a jednak zazwyczaj takie relacje nawiazuje sie w szkole. Jednak szanse masz na to aby to sie zmieniło, piszesz ze niezle czujesz sie w tłumie szukaj wiec pracy nawet sprzataczka byle miec na jedzenie itd. Powiem Ci ze jak ja mialam depresje i lezałam jak kłoda to tez bylam sama jak palec i bez kasy (tzn bylam na zwolnieniu ale nikt mnie nie utrzymywał) i było ciezko chociaz miałam pieniadze z wypłaty i trzeba bylo zaplacic rachunki i wrocic do pracy chociaz nie było łatwo a wrecz trudno. Jednak takie sytaucje mozna przetrwac i wyjsc z tego, zacznij jak napisalam wyzej od pojscia do osrodka pomocy spolecznej, zarejestruj sie w urzedzie pracy jako bezrobotna -dostaniesz darmowe wizyty u lekarza, wiec placic nie bedziesz musiala za wizyty i szukaj pracy. Czekam na relacje, jak u Ciebie chociaz ja w sumie sie na forum pojawiam od czasu do czasu ale bede Ci kibicowac :) i na pewno wroce przeczytac. :great:
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Jak poradzić sobie z takim wyzwaniem jak moje życie?

przez MoreTea 18 sty 2015, 14:29
SzatanskaArcypelina napisał(a):Ja to rozumiem tylko nie chodzi tu o to żeby cały czas okłamywać siebie i innych. Warto zainteresować się tematami którymi inni się interesuja i przez to znajdywać tematy do rozmów. Z tym że ja musze udawać osobe którą nie jestem bo mój problem polega na tym że sama już nie wiem kim ja jestem. Jest to w moim przypadku jakieś wyjście, na pewno lepsze niż zamykanie się w sobie bo tego bym nie chciała :) Ale to nie jest też tak że wymyślam jakieś niestworzone historie, akurat to jest przesadną. Źle to ujęłam. Udaję po prostu tzw. luzaka.

Ja mam na odwrót bardzo się zamknęłam bo często mam wrażenie że ludzie uważają, że jestem brzydka i oceniają mnie pod tym względem.

-- 18 sty 2015, 13:59 --

Nadie napisał(a):Myślę,że podstawą jakiej musisz się nauczyć jest "miećtowdupizm". Za bardzo porównujesz się do innych i to cię wkręca w błędne koło. Jesteś jaka jesteś i jeżeli ktoś cię nie lubi, to jego problem, a nie twój.

wszyscy wytykają mnie, że jestem głupia.


(...)uzyskałam pasek


Wierzysz ludziom,że jesteś głupia a potem dostajesz pasek?

do tej pory nie wiem kiedy była I lub II Wojna Światowa (...) A nawet jak się nauczę daty to zapomnę bo mam taką kiepską pamięć.


To najwyższa pora się nauczyć. Ot i filozofia :D Powtarzać sobie milion razy, aż się zapamięta. I piszę to jako osoba, która również ledwo dawała sobie na historii radę ze względu na problemy z pamięcią.

Wory pod oczami, które mam genetycznie(...)moje monstrualnie wysokie czoło


To tak jak ja. Nic z takimi rzeczami nie zrobisz, więc po co się nimi przejmujesz?

nie zaakceptuje siebie. Jest to tak jakby mój wybór


Bo to jest tylko i wyłącznie twój wybór.

Dla mnie drogą do jakiejś akceptacji jest parę zabiegów typu pozbycie się wysokiego czoła (...) .


Wysokie czoło jest nieoperacyjne, istnieje tylko transplantacja włosów, która potem wygląda niedorzecznie.

A jestem osobą, która z charakteru żyje dzięki ludziom, ich słowom ich przystosowaniu do mnie. I tak mi lepiej bo tylko dzięki ludziom umiem być szczęśliwa.A jestem osobą, która z charakteru żyje dzięki ludziom, ich słowom ich przystosowaniu do mnie. I tak mi lepiej bo tylko dzięki ludziom umiem być szczęśliwa.

To może zainteresujesz się wolontariatem i pomaganiem innym ludziom, może to by ci pomogło skoro od nich uzależniasz swoje szczęście?

Nawet zauważyłam, że strasznie wolno myślę, jestem niekumata.


To trzeba ten umysł ćwiczyć. Czytać, grać w gry logiczne, rozwiązywać krzyżówki. Nic z nieba nie spada.

siedzę w domu nudzę się bo mieszkam na wsi.

Jako osoba również z małego miasteczka sądzę,że przesadzasz. Możesz chodzić na spacery, jeździć na rowerze, fotografować, pisać, uprawiać ogródek, biegać...

To nie jest tak, że ja jestem ponura, przez bardzo długi czas mimo, wielu porażek

Porażek w jakim sensie? Życia towarzyskiego? Nauki? Braku przyjaciół?

Nie mam kasy na prywatnego psychologa, czy psychiatrę.

A NFZ?

SzatanskaArcypelina
Często też wymyslam jakieś głupie historie o sobie, udaje totalnie wyluzowaną dziewczynę, oraz jak ktoś mi mówi o swoich zainteresowaniach to ja wgłebiam się w temat i mówie że mam takie same.


Sory, ale dla mnie to to jest dopiero porażka. Kiedyś miałam koleżankę, która również wymyślała sobie niesamowite historię, tak jakby po powrocie ze szkoły diametralnie zmieniała jej się osobowość. Prosta droga do znienawidzenia się. Zwłaszcza,że nawet ja, osoba z nerwicą lękową przez którą nie mogę spać i depresją nie wierzę,że można mieć 0 zainteresowań, świat jest na to za wielki.



Wiesz to, że będe miała wszystko w dupie nie poprawi nic w moim życiu bo miałam tak przez dłuższy okres a inni tym bardziej mieli mnie gdzieś i tym bardziej się ze mna nie kolegowali. Wychodzi na to, że nie byłam im do niczego potrzebna ani nie mam nic do zaoferowania od siebie. Przejmuje się swoim wyglądem bo wiem jak ludzie na mnie patrzą często w sklepie mnie obgadują sklepowe bo to wyglądam jak 15 latka i co ja robię w takim sklepie o bo szpilki przymierzam o bo tamto o jak ja wyglądam itd sorry ale mnie to niszczy. Chciałabym być potraktowana jak normalna kobieta. Wlaśnie miałam na myśli przeszczep włosów. Dla mnie nawet to byłoby ratunkiem bo nienawidze włosów na czole mam taką cerę że momentalnie wygląda to nieciekawie. Chciałabym zaczesać sobie włosy czuć się swobodnie a tak nie mogę. Szukałam wolontariatu ale w moim małym miasteczku ciężko o to. Mam chodzić na spacery sama ? nie dziękuję, nie lubię takich rzeczy robić sama, zresztą każdy dzień samotności sprawia, że popadam w paranoje zaczynam mieć dziwne myśli coraz bardziej się katuję swoimi myślami, zaczynam płakać zaczynają dziać się ze mną dziwne rzeczy, zaczynam mieć problemy ze snem. Dlatego muszę z kimś wyjść coś porobić bo inaczej nie potrafię..
Porażek z ludźmi, nauką itp. Byłam u psychologa na NFZ jedynego w mieście obok mojej miejscowości i naprawdę uważam, że był to kiepski lekarz bo ciągle robiła mi test o którym zapomniała, że mi robiła. I potem nagle zauważała kartkę z poprzedniej sesji.. Gadała jakieś rzeczy które w ogóle w żaden sposób nie miały dla mnie sensu chociaż starałam się brać to do serca i zrozumieć.. ale sorry no nie umiała kobieta do mnie dotrzeć po czym w którejś sesji stwierdziła że jednak potrzebuje psychiatry i leków przy czym psychiatra na NFZ przepisał mi syropek i nara.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
04 sty 2015, 03:03

Proszę o wszelką możliwą pomoc w diagnozie, interpretacji.

przez slizzehr 19 sty 2015, 22:51
Ok. W takim razie prawdopodobnie czeka mnie wizyta u psychiatry. Przedtem kontrolnie zapisałem się jeszcze do neurologa. I tak się w zasadzie zastanawiam, jakie badania mogłyby pomóc w diagnozie, interpretacji etc. Przeglądając przykładową listę w pewnej klinice, zwróciłem uwagę na kilka. Jako że nie jestem ekspertem, chętnie poczytam, co myślicie o tychże badaniach i jaki mogą mieć potencjalny wpływ na diagnostykę. Tak gwoli ścisłości jestem niemalże na wszystko gotowy, aby tylko się poprawiło (szkoda wyrzucać pieniądze w błoto, dlatego proszę o opinie dotyczące przydatności). Przy okazji zadam kilka pytań co do materii, której nie jestem pewien.

- testy na boreliozę - IgG, IgM - czym różnią się obydwa badania? Które jest bardziej polecane? Czy waszym zdaniem badanie w ogóle zalecane? Szczerze powiedziawszy, zanim zapadłem na obecne dolegliwości to pamiętam, że doskwierały mi problemy ze świądem skóry. Mimo braku alergii, leczone były lekami antyalergicznymi (aleric) i o dziwo pomagały. Testy nie wykazały jednak żadnych alergii, lekarz stwierdził, że to atopowe zapalenie skóry. Po jakichś kilku miesiącach ustąpiło (no tak może z 10-12mies.). Nie zauważyłem, żadnego rumienia ani nic z tych rzeczy.

- coś z autoimmunologii?

- Candida albicans (drożdżaki) - co o tym myślicie? Realne? Dają podobno zbliżone objawy.

- Kortyzol/ adrenalina - A to? Potencjalnie związane, ale zastanawiam się, czy na podstawie samego badania można wykluczyć bądź potwierdzić ewentualne powiązania z jakimkolwiek schorzeniem.

- może jakieś inne badanie? Coś ma jeszcze sens? Oczywiście nie licząc TSH, FT3 i FT, o których wspomniał Kahir.

Pozdrawiam i proszę o pomoc.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
11 sty 2015, 17:54

Samotna walka z nerwicą

przez alu 21 sty 2015, 18:14
Ginny, a internetowe znajomości? Teraz tak łatwo znaleźć osoby, które jadą na tym samym wózku :) Albo portale randkowe :P wiem, ze kontrowersyjne, ale pozwala się trochę oderwać, poflirtować i podbudować własne ego ;)

Pamiętam czasy liceum (horror), ważyłam wtedy 37kg i wszyscy nauczyciele zamiast moimi faktycznymi problemami zajmowali się wytykaniem mi wagi, najlepiej przy pozostałych uczniach. Ciągle słyszałam, że nie skończę szkoły (skończyłam z II średnią), nie dostanę się na żadne studia (skończyłam dziennikarstwo) i w ogóle nic ze mnie nie będzie. Inna sprawa, że ja mialam ogromne wsparcie w rodzinie, choć wiadomo, że i oni mieli chwile słabości. Zacznij myśleć o sobie, nie trać czasu na próby kontaktu z kimś, kto go nie chce, pomyśl, że wokoło jest mnóstwo osób równie samotnych jak Ty, czasem trzeba się tylko odnaleźć :)
alu
Offline

Samotna walka z nerwicą

przez Samotny25 21 sty 2015, 21:28
Ja mam to samo....Czuje sie masakrycznie a głowa mi teraz pęka...Samotność mi doskwiera momentami bardzo....wiem co czujesz bo tez przez to przechodze.
Do tego kolejne stresy zwiazane z wyjazdem do NL...poprostu nie daje rady samemu juz z tym wszystkim.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
21 sty 2015, 02:18

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 24 gości

Przeskocz do