Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Re: Kiedy fobie niszczą mi życie... - co robić?

przez shadow_no 21 gru 2009, 13:54
Nie smrodzić nowego tematu.
Kłótnie: ile-razy-w-tygodniu-uprawiacie-seks-t8919.html
Ostatnio edytowano 21 gru 2009, 14:05 przez shadow_no, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Część postów została wydzielona.
Zapraszam do sklepu z odzieżą damską i torebkami.
Offline
Założyciel / Administrator
Posty
4758
Dołączył(a)
13 lip 2005, 01:45
Lokalizacja
Częstochowa

Re: Kiedy fobie niszczą mi życie... - co robić?

przez Pain 21 gru 2009, 14:16
załamka87, też słyszałam o tej terapii z obiektem lękotwórczym, jednak w moim przypadku jest to raczej niemożliwe. Nie zbliże się do żadnego węża lub pająka, choćby mi zapłacili :(
Offline
Posty
128
Dołączył(a)
13 lis 2009, 18:23
Lokalizacja
Solec Kujawski

Re: Kiedy fobie niszczą mi życie... - co robić?

przez magdalenabmw 21 gru 2009, 14:26
Pain- terapia szokowa to chyba jedyna jaką stosują. Ale naprawdę aż tak bardzo Ci to przeszkadza w życiu? Węże raczej rzadko sie spotyka na codzień (ja je widuję tylko w cyrku albo na molo nadmorskim, a szkoda bo je lubię) a pająki są tylko jak jest ciepło- teraz żadnego nie uświadczysz. Czy Ciebie przeraża sama myśl o nich??
magdalenabmw
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Kiedy fobie niszczą mi życie... - co robić?

przez solipsea 21 gru 2009, 15:07
Pain napisał(a):Witam wszystkich.

Na dzień dzisiejszy nie mam stwierdzonej nerwicy lękowej. Męczę się z depresją, myślami samobójczymi, fobią społeczną i lekkimi stanami psychotycznymi. Jestem też w trakcie diagnozowania dalszych zaburzeń wraz z moją psycholog i psychiatrą. Jest mi naprawdę ciężko, głównie z racji swojej aspołeczności. Na studiach już od dawna jestem przegrana, ponieważ ludzie z roku wiedzą, że choruję i zaczęli traktować mnie jak pariasa. Wcześniej sama się tak czułam, teraz wiem już, że zasłużenie. Nie potrafię rozmawiać z ludźmi. Rozmawiając, głupieję. Mam wrażenie, że nie znam poprawnej polszczyzny i pieprzę trzy po trzy, jakieś bzdury, które wstyd przytaczać. Czerwienię się i zapominam języka w gębie. Trzęsę się albo jestem nadpobudliwa i chodzę w miejscu jak jakaś idiotka. Boję się obcych ludzi. Nie chcę być oceniana, a wiem, że jestem. Kompleksy nie dają mi spokoju, wciąż powtarzam sobie, że jestem brzydka, gruba i beznadziejna. Zamykam się w domu, w pokoju, godzinami leżę w łóżku i gapię się w sufit. Mam tego serdecznie dosyć.

A to przecież nie wszystko. Mam mnóstwo lęków, które wylazły na teście diagnostycznym u psychologa. Wymienię większość z nich: pająki, węże + inne gady, pszczoły, osy, szerszenie + inne owady, wichury, burze z piorunami, woda, mosty, dźwigi, wiatraki, windy. Mam też lęk wysokości. Coraz bardziej boję się ciemności, bo właśnie wtedy mam napady psychozy i widzę bądź czuję rzeczy, których nie powinnam widzieć i czuć.

Tego jest po prostu za dużo, ja już sobie nie radzę. Jak sobie z tym radzicie? Jak udało Wam się podołać tylu dolegliwościom na raz i nie zwariować do reszty? Jak unikać myśli samobójczych, które dręczą mnie wraz z pogorszeniem nastroju? Błagam, pomóżcie mi...


Pain (droga Angie ;D) nie pisz o sobie, jako o zasłużonym pariasie... Ludzie z Twojej uczelni, no cóż niedomytki z Ciemnogrodu, wiem że to niewiele pomoże ale CH** im w dupę! W czym oni niby są od Ciebie lepsi?! W tym, że umieją komuś konkretnie doje***?! Angie nie raz rozmawiałyśmy i ja widzę wspaniałą dziewczynę, ale Ty niestety tego nie dostrzegasz... My nerwusy i fobicy w lustrze nie dostrzegamy siebie, tylko odbicie spektrum postrzegania nas przez innych. To co zasłyszeliśmy od innych zastąpiło nam własny obraz ja. W skrzywionym zwierciadle tak trudno jest zobaczyć siebie... (Ale mnie nawiedziło dzisiaj... hehe)
Co do objawów bardzo dobrze, że lekarka przepisała ci takie a nie inne leki. Uważam, że to nie żaden Twój wymysł, cyt. "bujna wyobraźnia" ( jak napisała jedna z przedmówczyń), tylko objaw chorobowy, który da się skutecznie leczyć, tak ażeby więcej nie powrócił. PAMIĘTAJ jesteś KIMŚ wyjątkowym, bez względu na to, czy inni wyleją na ciebie pomyje czy nie. Świnki przecież tak bardzo lubią zamaczać ryjki w pomyjach, ale należy pamiętać, że tymi pomyjami mogą się kiedyś zakrztusić... POZDRAWIAM I WIELKI BUZIAK ODE MNIE. :o :D

PS: W tym poście zabrzmiałam jak jakaś przedstawicielka sekty hehe ;D
solipsea
Offline

Re: Kiedy fobie niszczą mi życie... - co robić?

przez Pain 21 gru 2009, 17:05
magdalenabmw, co z tego, że węży na co dzień nie spotykam, skoro spotykam w ogóle? Jeśli już mam się leczyć, to skrupulatnie, nie pomijając nawet takich fobii, których czynniki lękotwórcze pojawiają się niezwykle rzadko. Ja chcę być normalna...

Ewka, wiem, że Ty i Kasia uważacie mnie za fajną dziewczynę. Cieszę się, że Was znam, bo mogę z Wami pogadać i nie wyzwiecie mnie od idiotek, kiedy powiem, że nie mam siły wstać z łóżka (co natychmiast usłyszałabym od kogoś 'normalnego'). Też uważam, że to nie jest moja wyobraźnia. Gdybym miała sobie coś wyobrażać, byłoby to coś dobrego, a to co mnie spotyka, dobre nie jest...
Offline
Posty
128
Dołączył(a)
13 lis 2009, 18:23
Lokalizacja
Solec Kujawski

Re: Kiedy fobie niszczą mi życie... - co robić?

przez fobia 21 gru 2009, 17:19
Pain, ja też się panicznie boję pająków - jak byłam w irlandii to prawie coddziennie wpadałam na jakiegoś (a tam są pająki -giganty;)) ) nie wiem jakim cudem przetrwałam. Dla mnie nie istnieje lekarstwo na tą fobię - siatki w oknach mam owszem, ale mimo to znalazłam w domu pająka, działaja nie powiem ,ale nie powiedziałabym ,ze w 100% - zawsze cossie prześlizgnie. Oprócz pająków boję sie wysokości.
Offline
Posty
2243
Dołączył(a)
12 wrz 2008, 01:39

Re: Kiedy fobie niszczą mi życie... - co robić?

przez Pain 21 gru 2009, 18:29
Moją najgorszą fobią też są pająki. I to nieprawda, że w zimie ich nie ma. Siedzą gdzieś w kącie i raz na jakiś czas wyłażą, wywołując u mnie traumę. Boję się do nich podchodzić, kiedy na przykład chcę je zabić kapciem. Mam wrażenie, że cholerstwo się na mnie rzuci. Wiem, że nigdy się tego nie pozbędę, bo na sam widok pająka dostaję szału. Wystarczy obrazek albo coś podobnego do pająka i już kawał gotowy. Tylko mnie do śmiechu nie jest...
Offline
Posty
128
Dołączył(a)
13 lis 2009, 18:23
Lokalizacja
Solec Kujawski

Re: Kiedy fobie niszczą mi życie... - co robić?

przez magdalenabmw 21 gru 2009, 18:35
Rozumiem to bo też panicznie boję się pająków, obrazek z nimi działa na mnie lękowo a ich widok na żywo, nawet z odległości kilku metrów kończy sie moją histerią, płaczem, krzykiem i skakaniem w miejscu, a raz nawet straciłam przytomność ! O lęku wysokości też zapomniałam, ale nie jest on jakiś wybitny więc nie ma co sie użalać nad sobą. Po prostu nie włażę nigdzie wysoko i tyle. Też sie boje tych kilku rzeczy-pająków i wody w jeziorze/rzecze panicznie -ale nauczyłam sie z tym żyć, przecież nie mogę pozwolić na to aby taki mały pająk mi życie zniszczył ! Raz na jakiś czas go spotkam, przeżyję traumę...i idę dalej, przecież sie nie potne bo zobaczyłam pająka.
magdalenabmw
Offline

Re: Kiedy fobie niszczą mi życie... - co robić?

przez fobia 21 gru 2009, 20:11
Pain, heh ja też sie boję do tego stopnie ,ze boje sie nawet zabić pakąka - zawsze proszę męża lub siostrę (ona też sie boi ,ale ja bardziej ;) ), raz tylko zabiłam pająka łapciem - ale byłam lekko podchmielona ;) a drugi raz wciągnęłam odkurzaczem - po czym nie ruszyłam go przez pól dnia- jak ciepłam tak leżał ;)
Offline
Posty
2243
Dołączył(a)
12 wrz 2008, 01:39

Re: Nerwica

Avatar użytkownika
przez Victorek 22 gru 2009, 00:44
Cloranxen to ogólnie nie jest silne benzo, na mnie np słabo działał, ale już Xanax w wypadkach krytycznych lepiej.
Z tym że takimi lekami nie zaleczysz nerwicy one uspokajają silniejsze ataki i poziom strachu, przynajmniej powinny. Możliwe że po tym choróbsku które padło ci na oskrzela, wytworzył się ten lęk.
Jeżeli bardzo cię niepokoi to że nie miałeś jakiś badań zrobionych to możesz je wykonać, bo jeżeli wszystko jest oki, to teraz będziesz się dołował tym, że nie zostało to potwierdzone przez badanko i nasilał swój strach.
A jaką dawkę masz tego cloranxenu?? I czy wcześniej przed tym łapały cię czasem jakieś małe lęki czy coś?
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Re: Kiedy fobie niszczą mi życie... - co robić?

przez Pain 22 gru 2009, 10:01
fobia, wiesz co jest najgorsze? Kiedy pojawia się jakaś zmora na ścianie, idę prosić matkę lub ojca o zabicie, a oni mówią, że sama mam to zrobić! Proszę drugi raz, to ojciec pomarudzi i zabije, a matka jeszcze mnie tym badziewiem postraszy. Ech, nie ma to jak rodzina, która wspiera chorego :/
Offline
Posty
128
Dołączył(a)
13 lis 2009, 18:23
Lokalizacja
Solec Kujawski

Re: Kiedy fobie niszczą mi życie... - co robić?

Avatar użytkownika
przez Majster 22 gru 2009, 10:15
solipsea napisał(a):My nerwusy i fobicy w lustrze nie dostrzegamy siebie, tylko odbicie spektrum postrzegania nas przez innych. To co zasłyszeliśmy od innych zastąpiło nam własny obraz ja. W skrzywionym zwierciadle tak trudno jest zobaczyć siebie... (Ale mnie nawiedziło dzisiaj... hehe)
PS: W tym poście zabrzmiałam jak jakaś przedstawicielka sekty hehe ;D

Bardzo ladnie powiedziane! Dokladnie tak! Ja do tego dorzuce jeszcze wszelkie deprechy, bulimie, anoreksje. I bynajmniej nie jest to glos sekty, tylko zwiezly opis wlasnego krytycyzmu.
K.Vonnegut: "Rozmawiając ze mną wcale nie musisz być świrem... Ale miałbyś dużo łatwiej!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1859
Dołączył(a)
04 gru 2009, 18:24
Lokalizacja
Miasto korków pozbawione

Niemożność wytrzymania ze sobą.

przez fiss 22 gru 2009, 12:08
Witam,
od kilku miesięcy borykam się ze stanami tragicznego wręcz samopoczucia, tj. maksymalne obniżenie nastroju, jakieś lęki, ale to co przeżywam teraz bije tamto na głowę. Od jakiegoś czasu po prostu nie mogę ze sobą wytrzymać, czuję takie wewnętrzne tarcie, taki rodzaj "ciśnienia" w sobie, że nie pozwala mi się to na niczym skupić, a o zrelaksowaniu się przy jakimś filmie czy książce nie ma w ogóle mowy. Przed tym wszystkim miałem szerokie zainteresowania, fascynował mnie świat, kultura, życie, a teraz? Wszystkie pasje i to co uwielbiałem robić przestało dla mnie cokolwiek znaczyć, zaszyłem się w czterech ścianach by tylko one były świadkami mojej wszechogarniającej rozpaczy i beznadziei. Cały czas walczę z natrętnymi myślami które generuje mój umysł, jakby sam chciał robić mi na złość. To jest w tym najgorsze, bo jeszcze niedawno ceniłem swoją inteligencję, sposób myślenia i przeżywania rzeczywistości, a teraz to się ze mną kłóci i tak jakby ciągnie mnie na samo dno. Ciężko to opisać, ale jest to uczucie jakby zaraz miało się totalnie postradać zmysły i na koniec wyskoczyć z okna. Cały czas powracam do przeszłości, bo jeszcze w te lato czułem się zupełnie inaczej. W ogóle to był dla mnie b.dobry rok, gdyby nie wydarzenia ostatnich miesięcy. Czuję się jak w złym śnie, co noc modlę się by to wreszcie się skończyło, bo szumi mi od tego wszystkiego w głowie. Jeśli tak wygląda prawdziwa depresja, to ja się nie dziwię że ludzie mogą targać się na swoje życie, bo to stan NIE DO ZNIESIENIA! Cały czas patrzę na innych i zazdroszczę im ich życia, podejścia do niego, oraz tego że mogą normalnie ŻYĆ, cieszyć się nim. Mam poczucie że sam z tego nie wyjdę, a perspektywa siebie zażywającego (kontrowersyjne) antydepresanty byle tylko móc się rano obudzić i być zdolnym do najprostszych czynności, wielce mnie przeraża. Coraz częściej mam poczucie osaczenia, stania pod ścianą, spod której nie ma już ucieczki... Czarna dziura.... Możecie mi coś poradzić, albo spróbować "zdiagnozować" mnie jakoś? Dodam też że paniczny lęk na skraju histerii przed chorobą psychiczną nie jest mi obcy.
Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkim Wesołych Świąt, które nigdy nie były mi tak obojętne jak teraz...
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
22 gru 2009, 11:44

Re: Niemożność wytrzymania ze sobą.

przez solipsea 22 gru 2009, 12:21
Fiss, sama doświadczyłam już takich stanów... Poczucie, że stoi się na krawędzi deski, a na dole głęboka woda, krążące stado rekinów, czekające na deserek z żywych zwłok... Co do leków, bez nich się nie obejdzie. Ja też na początku miałam takie podejście, ale cóż dzięki tym prochom mam ochotę do podjęcia jakiegokolwiek działania, a dla mnie to już bardzo dużo. Natrętne myśli... niszczące, autodestrukcyjne też mnie nawiedzają. Podobnie do ciebie, bałam się panicznie schizofrenii, paranoi czy chad. Podobno z tymi myślami jest tak, że dają nam one poczucie bezpieczeństwa (no, wiem dziwnie to brzmi, ale cóż). Pozwalają na zamknięcie się przed światem, realnymi wyzwaniami i zagrożeniami... itd...itd. Co ci radzę - idź do lekarza psychiatry, do psychologa i zażywaj leki, które zostaną ci przepisane. Pozdrawiam :)
solipsea
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 29 gości

Przeskocz do