Problem z Psychiką. Zapaliłem 3 raz w życiu...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Problem z Psychiką. Zapaliłem 3 raz w życiu...

przez zwii 08 lis 2007, 20:43
Witam. Nazywam się Łukasz i mam 16 lat. Mam straszny problem. Mianowicie zapaliłem 3 raz w życiu Trawkę. Pierwsze dwa razy były w porządku. Jakaś tam jazda śmiechy hihy i wszystko było tak jak sie należało. Pochodzenia towaru nie znałem. Sądzę, że były to jakieś słabe skuny. Pierwszy raz zapaliłem na początku tego roku. Następny na początku wakacji. I po nich na następny dzień czułem się super. A teraz 20 Listopada w sobotę. Czyli jakieś 2,5 tygodnia temu. Za trzecim razem paliłem w dość melancholijnej atmosferze i lekkim napięciu. Chciałem sie wyluzować po prostu. Tego dnia kumpel mówił ze towar jest bardzo mocny. Podobno jak palił to, to po 2 buchach był już nieźle klepnięty. Tego dnia mało jadłem. Przed wyjsciem zjadłem 4 kromki z majonezem bo lubię :) i jednego Mc Chickena. Byłem z dwoma kumplami i moją dziewczyną. Kumple wszyscy palili prócz mojej dziewczyny. Byłem nieco zły, dlatego bo inni kuple pojechali na imprezę i mnie nie wzieli. Później kilka buchów i było ok. Jakieś 4-5. Za 20 min wziąłem 3 ale bardzo mocne które długo trzymałem. I wtedy sie zaczęło... Było potwornie. Poszedłem po całej linii... Czułem jak kończy mi się życie. Na początku się śmiałem i było ok. Na pewno każdy z was słuchał nagrania Bodka o narkotykach. Ja z nudów często tego słuchałem na lekcjach WF. I wtedy cały czas to nagranie mi chodziło po głowie. Ciągle słyszałem "Defekt Mózgu" "Co za nie fart". Ale później wpadłem w taką schize, która polegała na tym, że za każdym głębszym śmiechem urywał mi się obraz. Już wtedy zacząłem sie niepokoić. Od tamtego momentu nie śmiałem się tylko zacząłem główkować czy aktualne zdarzenie jest jawą czy snem. Wszyscy byli w dobrych chumorach, jedynie ja byłem zaniepokojony. Szła zemną Ola, moja dziewczyna. Na początku nie zwracała uwagi, bo uznała, że jestem po prostu odurzony. Później wydawało mi się (albo i nie), że jak zamykam oczy, to zapominam co było przedtem. I faktycznie zapominałem. Miałem problemy z wysłowieniem. Za każdym razem kiedy mrugałem oczami, zapominałem o tym co miałem przed chwilą powiedzieć. Ola zaniepokoiła się mną a kumple poszli dalej. Wpadłem w panikę. Zacząłem płakać, bo bałem się że zeświruje i Ola odemnie odejdzie i nie będe miał po co żyć. Jestem już z nią prawie 8 miesięcy i Kocham ją nad życie. Nie wyobrażam sobie świata bez niej. Było to koło godziny 20. Przyjechał kolega samochodem i czekaliśmy aż mi przejdzie. Wszystko pamiętam jakby przez mgłę. Pojechaliśmy koło 22 do sklepu, bo chciało mi się strasznie pić. Gdy tomek zapalił w środku lampę, wszyscy zauważyli że jestem blady jak ściana. Jak zobaczyłem się w lustrze, to prawie zemdlałem. Nigdy nie byłem tak głodny jak wtedy i nigdy nie bolała mnie tak głowa. Gorszego samopoczucia również nie pamiętam. Troszkę zdrowego rozsądku wtedy posiadałem. Więc uznaliśmy, że pojade do Oli spać i na zajutrz wrócę do siebie. Niestety jak rano się obudziłem, to poczucie nierealności mojej sytuacji nadal było we mnie. Obudziłem się koło 7. Odrazu wziąłem się za szukanie informacji w internecie. Przeszukałem masę stron i przeczytałem kupę informacji. Zacząłem znów wpadać w panikę.
Serce waliło mi jak dzwon. Pojechałem z Olą i kolegą do szpitala. Powiedziałem o tym wszystkim kardiolog. Lekarz zbadała mi ciśnienie i serce i powiedziała, że jestem bardzo zdenerwowany. Powiedziała, ze muszę dużo pić aby to ze mnie zeszło. Jak przyjechałem do domu wmawiałem sobie, że wszystko jest ok i wogóle. Próbowałem wrócić do codzienności.
Ale ciągle prześladowały mnie te myśli, że zwariuje, że to nie prawda i że coś jest nie tak. Widziałem bardzo nie ostro. I po tym jak się naczytałem o schizofrenii i w ogóle, to jak sie kąpałem i byłem sam. Gdzie nie słyszałem ludzi którzy coś mówią. Wpadałem w paniki. Ale bez krzyku. Chodziłem w tą i we w tą. I nie mogłem nic z tym zrobić. Każdy kto wiedział, ze jest coś nie tak pytał sie jak sie czuje i w ogóle. Mówię o kumplach. Tego samego dnia. A była to niedziela. Postanowiłem powiedzieć o tym rodzicom. Tata powiedział, że jestem na haju i że mi to przejdzie. Mama była trochę zaniepokojona, ale była dobrej myśli. Nie poszedłem w poniedziałek do szkoły. Pojechałem z mama do lekarza pediatry. Bo miałem rozwolnienie i zawroty głowy. Nie powiedzieliśmy o marihuanie. Nie miałem w ogóle apetytu i nie czułem się sobą. Lekarz uznał ze mam jakiegoś wirusa żołądka i przepisał jakieś witaminy i Elektrolity dla wzmocnienia. Było mi de facto lepiej. Dostałem zwolnienie na cały tydzień. I tutaj znów jak na złość. Ranek zaczynał się od czytania w internecie o najróżniejszych chorobach psychicznych. Ciągły strach i bule żołądka z nerwów.... Rozwolnienie trwało aż 9 dni. Bule żołądka również. Z dnia na dzień miałem coraz mniej sił. W akcie desperacji w środę zacząłem dzwonić do różnych psychologów i w ogóle. Nidzie nie było natychmiastowych terminów. A potrzebowałem pomocy. W końcu dostałem telefon do jakiegoś terapeuty od uzależnień. Pojechałem tam z rodzicami. Na wstępie powiedział, że uszkodziłem sobie mózg i najprawdopodobniej będę taki do końca życia. Powiedział, że muszę iść do szpitala natychmiast. Słysząc te słowa, wychodzące z ust tego człowieka. Przeleciało mi całe życie przed oczami. Mama wpadła w płacz. Ma słabe nerwy. Leczy się psychiatrycznie na nerwicę lękową. Ma kłopoty z rękami. Szkoda mi jej było :( Tata jako człowiek o silnej psychice. Podziękował panu i w drodze do domu powiedział mi, że tam nie pójdę bo nie jestem jakimś narkomanem. W ogóle ten człowiek uznał mnie za nałogowca. Wyglądałem owszem fatalnie, ale tylko dlatego ze nie dbałem o siebie przez okres kiedy byłem w domu. Tamto zdarzenie spotęgowało mój strach i niepokój o moje dawne "ja". Sprawdzał mi ręce i w ogóle. Paranoja... Trzeźwość umysłu zachowałem. Intelekt w normie. Ale wtedy po prostu mnie zżerały nerwy i strach, przed niemożnością powrotu do pierwotnego stanu. Przez cały tydzień w domu, żyłem od ranka do wieczora. Potrafiłem spać po 10-12 godzin. I byłem nadal zmęczony. Każde zaśnięcie, to była nadzieja na lepsze jutro. Z moim dawnym ja. Ale niestety tak nie było... W ciągu tego tygodnia wpadałem w takie paniki, że nie mogłem wytrzymać już ze sobą. Oglądałem film "PsY" i bałem się, że mogę kogoś zabić. Miałem nawet myśli samobójcze. Lekarz pediatra widział moje zaniepokojenie i przepisał mi środek na uspokojenie. Środek nazywał się KALMS. Brałem go dwa razy dziennie o regularnych porach. Któregoś dnia tego koszmarnego tygodnia. Wziąłem magiczną pigułkę Kalms (jak sie okazało) i wszystko nagle wróciło. Powróciło moje "ja". Od razu pojechałem sobie do kumpli pogadać o tym co mnie spotkało. Ale niestety rano się budzę i znów to samo złe samopoczucie. PLACEBO ? Najwyraźniej tak. Wtedy już opadłem z sił kompletnie. Mam świetny kontakt z rodzicami. Mówię im o większości moich problemów. Mama zapisała mnie do psychologa. Było to w następną środę po wizycie u pana który mnie skreślił z listy normalnych ludzi. Opowiedziałem o tym wszystkim. Postawił mi nawet diagnozę. Niestety nie powiedział mi o tym, dlatego bo uznał ze będę szperał w internecie i się będę niepotrzebnie nakręcał. A oficjalny werdykt wyda pani psychiatra. W każdym razie powiedział, że moje samopoczucie spowodowane jest lękiem. Najgorsze. O czym nie wspomniałem wyżej, to to że nie czułem, że żyje. Wydawało mi się wszystko jak ze snu. Zjawisko to nazywane jest Derealizacją. Towarzyszy nerwicy i depresji. Oczywiscie wyczytałem o tym w internecie. Pomyślałem, że nie będzie tak źle i że wyjdę z tego. Psycholog zapisał mnie na następną środę do psychiatry. Wczoraj, bo dziś mamy czwartek. Byłem u pani doktor. Powiedziała mi, że nie może mi pomóc, gdyż oni jako przychodnia psychologiczna. Nie zajmuje się leczeniem ludzi po zażyciu. I wtedy wewnętrzne "/cenzura/". Wyszedłem i włączył się mój przyjaciel, który mi towarzyszy od soboty 20 listopada. Pan lęk. Wtedy straciłem poczucie czasu, miejsca i wszystkiego. Włączył się mój sen jebany. I pojechałem z mamą do tej poradni. Dzielna 7. Niby ok, ale wizytę mam za tydzień na środę. A sam już nie wiem co mi dolega. Nie czuje się sobą. Nic mi sie nie chce i ta pierdolona derealizacja. Boje się ze tak zostanie na zawsze. Już nawet nie pamiętam tego swojego dawnego ja. Moim hobby stało sie szukanie przyczyny i choroby na moje dolegliwości. Nie wiem co mi dolega i to jest najgorsze. Mam zawroty głowy, towarzyszy mi derealizacja, tracę poczucie czasu, nie mogę sie skoncentrować nad niczym. Najgorsza jest ta wewnętrzna pustka. Nie mogę sobie już z tym dać rady. Mam codziennie przynajmniej jedną myśl, żeby to skończyć. Ale jedynie Ola i rodzice mnie jakoś podtrzymują. Współczuje ludziom, którzy są samotni. Którzy nie mają kogoś kto może im pomóc. Sadze ze jak bym był sam bez tych kochanych ludzi, którzy mnie otaczają, to bym sobie coś zrobił. idę ulicą i cały czas mam w głowie "coś jest nie tak"," tobie coś dolega" "idź sprawdź to w necie" itp... Staram sie zapominać i wmawiać ze wszystko jest ok. Ale nie jest. Mam koszmary i w ogóle. Boje sie ze mi to zostanie. Idę po coś na do pokoju i zapominam. Nie mam takiego poczucia, ze jutro coś będę robił. Któregoś dnia będzie jakieś zdarzenie. Tylko pustka i własne negatywne myśli. Jestem ciekawy, czy pójdę do szpitala i czy moje życie wróci. Obawiam się, ze tez dziewczyna mnie rzuci. Bo nie będzie mogła tego wytrzymać. W szkole nie potrafię skupić, ale mówię na lekcji dużo i pozytywnie. Dostałem w nawet kilka 4 i 5. Ale ciągle jest ten chaos w głowie. Idę korytarzem i wydaje mi nie pamiętam tego co było przed chwilą. Mówię coś do kogoś i nie czuje się sobą. W ciągu dnia łapię kilkanaście różnych dołków. Dlatego, że uświadamiam sobie, że nie ma tego. Nie ma tego. Teraz to jest inne i w ogóle. Przychodzę do domu to jest inne. To jest tak okropne, że już nie mogę tego wytrzymać. Codzienna, ciągła walka z samym sobą. Tylko momentami wydaje mi się, że wszystko jest ok. Ale wtedy jest lęk, ze to wróci. Być może jestem podatny na swoje sugestie. Nie wiem. Pomóżcie mi proszę. Może powiedzcie mi co mi może dolegać i co się mogło stać. Do psychiatry na pewno pójdę. Pewnie będę chodził na terapie i brał leki. Ale od czego mi sie to stało ? Dlaczego 3 raz kiedy zapaliłem trawę w życiu wyzwoliło we mnie taki stan ? Kumple jarają więcej i częściej. Znam ich od urodzenia i z nimi jest wszystko ok. Nie widzę istotnych zmian w ich osobowości. Mam dobre towarzystwo. Obracam się wokół inteligentnych i porządnych ludzi. Nie przesiaduje godzinami na bloku jarając szlugi i pijąc piwo. Nie próbowałem nigdy innych narkotyków. Miałem aspiracje, marzenia, zainteresowania, poglądy. Niektórzy nawet nie lubili mnie, za to jakie mam poglądy i uważali mnie za dziwaka. Dlatego bo niby uważam się za jakiegoś filozofa. Wiele ludzi naszą paczkę tak postrzega. Ale to zgrana ekpi.a Owszem interesuje się tym. Ale nie mam takiego wystrzelonego EGO, żeby ludzie mnie odbierali za Egocentryka. Moje towarzystwo mnie ceni za szczerość i za to jaki jestem. Nie raz przekonałem się o wartościowości tych ludzi. I cholera mnie bierze jak myślę sobie. Co teraz ! To wszystko uciekło. Ta wewnętrzna Verwa... Co mi jest ? Boje się, że przyzwyczajam sie do tego stanu i taki zostane. POMOCY
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
08 lis 2007, 20:37

Avatar użytkownika
przez agapla 08 lis 2007, 23:56
Cóz zgodze sie z Poliną tak to już jest człowiek mądry po szkodzie ,masz delikatna psychike ze skłonnością do stanow nerwicowych a tacy ludzie nie powinni nigdy sięgac po używki !!!!! u mnie jazdy się zaczeły po alkoholu , jak ja bym chciała cofnąć czas ,gdybym nie chlała może nigdy by mi to nie wylazło albo przynajmniej nie w takim stopniu .Jedno jest pewne człowiek po takim koszmarze nie jest już tym kim dawniej był :cry:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 09 lis 2007, 00:29
no cóż przebrnęłam masz gadane stary :lol: trudno się nie zgodzić z Polinką poza tym u mnie zaczęło się podobnie tylko od amfetminy a nie trawy.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 12:30 am ]
przenoszę temat na subforum Nerwica
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez zwii 09 lis 2007, 10:05
I co teraz ? Zapewne pójdę do szpitala ? Mówicie, że już nigdy nie będę sobą ? Nie wróci wszystko jak dawniej ? Codziennie mam jakieś koszmar. Może są to urojenia na tle nerwicowym albo depresyjnym ? Sam już nie wiem. Z dnia na dzień, wydaje mi się, że jest lepiej. Ale i wydaje mi się, że jestem inny i jest źle. Najgorsza jest ta Derealizacja. W środę psychiatra. Ciekawe co orzeknie. Sądzę, że pójdę do jakiegoś szpitala dla wariatów. I już w ogóle walnie mi na łeb. Jak mnie będą szprycować tymi lekami. Miał ktoś może "przysłowiową pustkę" ? Jak wy to definiujecie ? Mi się objawia to, ciągłym nie pokojem i tym, że nie potrafię jak dawniej skupić się na wszystkim. Mam tylko te cholerne myśli w głowie. I nic mnie nie interesuje.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
08 lis 2007, 20:37

Avatar użytkownika
przez pyzia1 09 lis 2007, 12:18
Z tego, co pamiętam (kiedyś ten temat bardziej mnie interesował:) THC, czyli aktywna substancja w marihuanie kumuluje się i pozostaje w orgaźmie ok miesiąca. Może po tym czasie wszystko wróci do normy, musisz być dobrej myśli, od tego też zależy jak szybko dojdziesz do siebie. Mój brat kiedyś dostał podobnego stanu (ale jeszcze połączonego z halucynacjami) po amfetaminie. Trwało to u niego dwa przerażające dni ale na szczęście minęło. Bardzo Ci współczuję i mam nadzieję, że się nie obwiniasz. Powodzenia!

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 12:24 pm ]
Co do szpitala, to postaraj się tam nie trafić, różne są opinie na ten temat ale ja myślę, że pobyt tam wcale by Ci nie pomógł. Nie sądzę, żeby Ci "to" zostało na zawsze. Ale to tylko moja opinia, w końcu nie jestem lekarzem.
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

przez zwii 09 lis 2007, 12:32
Obwiniam sie cały czas. Wczoraj sie zatrułem jakimiś kotletami i wymiotowałem przez całą noc. Teraz znów wraca mi to cholerstwo. Siedzę i pisze i wpadam w jakieś skrajności i wątpliwości czy tu jestem itp. Myślę cały czas, że to sen. Nie mam poczucia bycia. Nawet nie potrafię tego określić. Boję się, że tracę kontakt z rzeczywistością. Tak jakby to był sen. Jezu. Żyje nadzieją do środy. Nie mniej jednak boję sie wyroku. Ze zostanie mi to na całe życie. Jeśli chodzi o nadzieje. Postawcie się w mojej sytuacji. 3 tydzień mam taki stan. Jak można mieć nadzieje na lepsze życie?
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
08 lis 2007, 20:37

Avatar użytkownika
przez agapla 09 lis 2007, 13:16
zwii napisał(a):Postawcie się w mojej sytuacji. 3 tydzień mam taki stan. Jak można mieć nadzieje na lepsze życie?
ja miałam takie stany 2 lata a jednak cały czas żyłam nadzieją i wyszłam z tego ,oczywiście trzeba było sie napracować bo latwo jest coś schrzanić ,ale nie jest łatwo naprawić :!: na wszystko potrzeba czasu i odpowiedniego leczenia ,poczytaj forum jest tu wielu ludzi takich jak ty ,tylko bez paniki ,nie z takich rzeczy ludzie wychodzili
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Avatar użytkownika
przez Mooni 09 lis 2007, 14:23
agapla napisał(a):jednak cały czas żyłam nadzieją i wyszłam z tego


ja tez nie widzę innej opcji. Lęki miałam, odkąd pamiętam, dlatego był to dla mnie stan niejako naturalny. Kilkanaście lat temu, przez jakiś rok, wciągałam prawie codziennie, do tego zielsko i alkohol. Od tego czasu lęki mi się pogłębiły (miałam okres, kiedy bałam się ludzi na ulicy - miałam wrażenie, że idą na mnie), ale dopiero w lipcu poszłam do psychiatry i zaczęłam leczenie.

Polina napisał(a):jesteś inny. Bo jesteś! I już taki zostaniesz


to jest pewne. Doświadczyłam na sobie.
Jeżeli nie wolno, a bardzo się chce, to można :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
670
Dołączył(a)
24 sie 2007, 09:13

przez zwii 09 lis 2007, 14:42
Może to wszystko to autosugestia ? Moze po prostu sobie to wszystko wmawiam ? Bo jak czasami uda mi sie cos robic i o tym nie myslec. Ale tutaj włącza sie błędne koło. Jak nie mysle, to zastanawiam sie czy to prawda... Nie ulega wątpliwosci ze coś mi dolega. Oszaleje jak sie nie dowiem co mi jest. Uszkodziłem sobie banie ? Czy mam raczej jakąś nerwice czy depresje ? Sam juz nie wiem. Czasami próbuje sobie wmówić, że to depresjai wtedy jest ok. Żyję nadzieją, że wyjde z tego i będzie wporządku. Ale jak jestem sam i ogarnia mnie lęk, to myśle ze uszkodziłem sobie mózg i wogóle. Ale wtedy przychodzi ktos i cos odemnie chce i jest ok. W każdym razie, odczuwam moje poczucie innosci :(
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
08 lis 2007, 20:37

przez zwii 09 lis 2007, 19:19
Wyprzeliście mnie na duchu. Teraz wiem, że nie jestem sam. Najgorsze jest popadanie w te skrajności, że nie jest tak jak było. Poczucie ogólnej inności i smutek :( Nieumiejętność okazywania i poczucia radości życia :( Ja chyba tez powoli się przyzwyczajam do tego stanu. Niedorzeczne jest to, że jak niby świadomie wiem co mam robić. Ale jak np idę do garderoby wziąć odkurzacz, aby poodkurzać pokój. A w drodze nie jestem tego świadom. Dziwne... W ogóle widzę same zmiany. Niemiłe jest też to, że wydaje mi się że nie żyje. Właściwie takie złudzenie. Jestem na poczcie i rozmyślam czy to prawda. Podtrzymuje mnie to na duchu, ze potrafię przeprowadzać obszerne i rozmowy między ludźmi jak dawniej. Nadal to wszystkich denerwuje :) Przynajmniej to nie jest zmienione... Miałem tez kumpla księżyka w klasie. Mówili na niego zawiecha, bo zawsze odpowiadał z dużym opóźnieniem. Przez pierwsze dwa lata gimnazjum palił codziennie i miał problemu z nauką. W trzeciej klasie odstawił i inny człowiek. Zwiechy nadal miewa, ale przynajmniej nie takie długie. Ja na szczęście nie mam zawiechy i potrafię odpowiadać bez spóźnienia :) Nigdy tez nie zastanawiałem się nad potrzebą istnienia. Jestem np u lekarza i nie czuje tego że tam jestem. Wydaje mi się, że wydaje. Potrafię pisać tu z wami i odpowiadać komuś w domu. Ale nie ma tego poczucia bytu. Nie wiem czy to derealizacja , czy znów jakieś inne urojenie. A być może robi się dobrze. Nie sądzę, że by to był jakiś defekt. Dragów nie brałem nigdy nałogowo. Alkohol rok temu piłem często. Też nie nałogowo. Po prostu lubiłem się najebać często do nieprzytomności na imprezach. Wtedy po czasie i odstawieniu, zauważyłem różnicę w moim rozumowaniu i koncentracji. Papierosy paliłem przez rok i rzuciłem. Teraz jak z mamą mamy dołki to sobie z nią popalam. Chyba z nerwów. Nie wiem sam. Od początku tego roku pije bardzo sporadycznie. Jedno dwa piwa na imprezie. Mottem zabawy na domówkach nie jest już alkohol. Wcześniej potrafiłem sam wypić 0,5l i jeszcze chodzić :) Lubie teraz być trzeźwy i po prostu czysty :) Lepiej mi się wtedy myśli i mogę sie skoncentrować na wszystkim i dojść do ideału. Generalnie jestem perfekcjonistą. Niestety mając zamiar palić to gówno, nie zdawałem sobie sprawy, że może wyrządzić mi to taką krzywdę. Przepraszam, że tak się użalam. Ale może wy też macie takie paranoje jak ja. Martwi mnie to, a przynajmniej wy mi nie gadacie (jeszcze), że się powtarzam. Jak mówią mi to bliscy.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 6:22 pm ]
Ogólnie moi teraźniejszym hobby jest użalanie się nad sobą. I doszukiwanie się inności. Ale niestety to mi się daje tak we znaki, że ciężko mi myśleć o czymś innym. Cieszyłbym się chyba bardziej z urazu fizycznego. Niż zjebaniu mojej psychiki. Najgorsze kiedy człowiek nie czuje się sobą :( Odechciewa mu się żyć. Ale jak wstaje rano, to myśli że będzie lepiej. I tak żyje z dnia na dzień.......
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
08 lis 2007, 20:37

przez arturk 10 lis 2007, 02:22
no to temat dla mnie, równiez jestem wrażliwym wewnętrznie człowiekiem, uważam się za inteligentnego, delikatnego chlopaczyne i wcale nie mam wysokiego ego. Skończyłem studia jestem inżynierem teraz robie mgra i jestem z siebie dumny ale mam hardcorowa przeszlość ;/ dragi... oj było tego troche ziele, amfinka, a nawet bieluń (silna substancja powodująca nawet ślepotę) - młody i głupi byłem. Jazdy były rózne najgorsze po bieluniu jak z chłopakami poślepliśmy na 3 dni hehe, po trawencji był luz - śmichy hihy, no i ostatni raz jak zazylem amfi 2002 wrzesien - pamiętam jak dziś... na 2 dzien tragedia kompletna - nie wiedzialem co sie ze mna dzieje - od tego momentu podejrzewam zaczeły sie moje lęki bo tak mnie spięło, że nie potreafiłem się wysfobodzic. PÓźniej już tylko jaranie przez jakies 2-3 lata i od tamtego czasu 0 dragów - zastąpiłem je alko ;) świetnie!!! na początku było świetnie - czułmk sie wkońcu jak prawdziwy polak bo piliśmy dużo i bawiliśmy się świetnie, ale od jakichś 2 lat 2 dzień po libacji alkoholowej poprostu mnie zabiera!!! takie lęki, że zdechnę, że się uduszę, ręce drętwieją itp, masakra!!! ale jak myślę o dragach to wole już to alko!!! nie biorę nic tylko zapijam na balangach, których ostatnio też się wystrzegam, bo boję się poprostu, że coś mi się stanie i będę chciał uciec ale dokąd... będę daleko od domu, w którym jedynie czuję się bezpiecznie i to też nie zawsze... teraz też jestem cykniety ale jest luzik, jutro bedzie gorzej, ale ja już musze zapić, chyba jestem alkoholikiem niestety ;/ miałem różne jazdy po trawunio i innych specyfikach, więc "zwii" się nic nie łąm jakoś to pójdzie sobie, u mnie poszło ale i tak jakiś inny iż wszyscy jestem, z tym, że jestem sobą poprostu... jestem sobą... taka ma natura - wrażliwy na życie, też taki jesteś, ale ochłoń będziew git i trzymaj się tej panny ona jest twym wybawieniem, eż mam taką ;) wyluzuj trochę i dawaj znak jak z Tobą. Pozdro.
Offline
Posty
177
Dołączył(a)
04 paź 2007, 17:22
Lokalizacja
Koszalin

przez sebcio 10 lis 2007, 09:07
A ja Was blagam, nie palcie nie bierzcie niczego(nie pale, nie pije, nie cpam) to do niczego nie potrzebne
Masz dziewczyne ktora Cie kocha i ona nia palila,ona z pewnsocia by nie chciaal by Tobie cos sie stalo
sebcio
Offline

Avatar użytkownika
przez scrat 10 lis 2007, 10:23
Jak dla mnie, to Bodek gadał bzdury, ten gość od uzależnień też. Mózg ma niesamowite zdolności do regeneracji po zatruciu, może nie działa to tak szybko jak w reszcie ciała, ale działa. Po prostu towar był niewiadomego pochodzenia, cholera wie, co w nim było oprócz THC. Oczywiście może być też tak jak inni pisali, że te substancje (niekoniecznie samo THC) wyzwoliły ukrywane lęki i po prostu jesteś zbyt wrażliwy żeby palić. Ja na twoim miejscu spróbowałbym przeczekać, dać sobie czas, ewentualnie pomagając sobie lekami na uspokojenie. Jak nie zacznie przechodzić po np. miesiącu, to wtedy do lekarza.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
2093
Dołączył(a)
17 lip 2007, 16:44
Lokalizacja
Warszawa

przez zwii 10 lis 2007, 13:38
Ale wierzcie mi. Ciężko żyć z tą świadomością, że jest coś nie tak. Nie wiesz co ci jest i twoją obsesją staje się pomoc. Szukanie w necie i sprawdzanie czy jest ok. Wstaje dziś rano i zonk. Niby wszystko ok ale znów jakieś cholerne lęki. Próbuje zasnąć idę spać wchodzi ojciec i serce w gardle. Stałem się podatny na wszelkie impulsywne sytuacje. Jedyne co mnie trzyma to właśnie ona i rodzice. Sam bym chyba wykorkował. Sądzicie, żebym poszedł do tego psychiatry w środę ? Co jeśli będzie chciał mnie umieścić w szpitalu ? Mam się sprzeciwiać ?
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
08 lis 2007, 20:37

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 44 gości

Przeskocz do