Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
gcextreme

Brak celu w życiu doprowadza mnie do depresji

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkim, jestem 25 letnim mężczyzną.

Od kilku lat borykam się z pewnym problemem. Wszystko zaczęło się generalnie jakoś na kilka miesięcy przed zdaniem matury. Od tego czasu mija już około 5 lat.

Nigdy tak naprawdę nie wiedziałem co chcę w życiu robić, nie miałem pomysłu na siebie, żadnego planu itd. W czasach technikum moje życie było beztroskie ponieważ wiadomo miałem zaplanowane wszystko na 4lata, nie musiałem tak naprawdę martwić się co chce robić. Miałem jeszcze trochę czasu. Kubel zimnej wody nastąpił właśnie na kilka miesięcy przed maturą. Nadal nie wiedziałem czego od życia chcę. Od tego czasu narastało we mnie poczucie winy, poczucie bycia gorszym. Wszyscy wokół mieli poplanowane co chcą dalej robić, ja czułem się jak zagubione dziecko w tłumie ludzi. Bałem się dorasnac, czułem się naprawdę dzieckiem. Trochę w akcie desperacji zapisałem się na studia, które były rzekomo coś tam związane z moimi zainteresowaniami z paczką znajomych z technikum. Myślałem, że może to mnie bardziej zainteresuje i będzie to dobry krok. W końcu każdy mówił, że "po studiach będziesz miał łatwiej" chociaż wiedziałem, ze to bzdury to chciałem jakoś w to uwierzyć. Po drugim semestrze wiedziałem już, że to nie jest to. Że nie chce tego, nie Interesuje mnie to. Ale nie potrafiłem zrezygnować, nie miałem też alternatywy. Bałem się podjąć pracę nawet najprostszą. Bałem się, że sobie nie poradzę. A rezygnacja ze studiów oznaczała pracę. Mieszkałem z rodzicami. Finalnie studia skończyłem chociaż tak naprawdę do dzisiaj jestem w szoku jak mi się to udało przetrwać. Studia mnie bardzo bardzo mocno wymęczyły psychicznie. Przez to wszystko zacząłem pić, zaczął się problem alkoholowy, ponieważ zawsze gdy poczułem się gorzej albo sobie z czymś nie radziłem to to zapijalem, a że codziennie czułem się źle więc codziennie piłem. Wiele razy chciałem ze sobą skończyć. Gdybym tylko miał przy sobie broń gdy byłem pod wpływem pewnie już by mnie tu nie było bo wiem, ze byłbym zdolny do tego. Skończyłem studia a problem nadal pozostał. Podjąłem pierwsza pracę w fabryce 3 miesiące po skończeniu studiów. To był czas gdzie postanowiłem sobie, że już nie chce więcej ruszać alkoholu bo nie będę w stanie pracować i tak pozostało do dzisiaj. W między czasie dziewczynę która kochałem i która tak bardzo mnie wspierała i z którą planowałem wspólną przyszłość po prawie 7 latach ze mną nagle stwierdziła, ze nie chce ze mną być. Był to ogromny cios dla mnie. Myślałem, ze świat się zawalił i że teraz na pewno sobie nie poradzę. Przez to prawie straciłem pracę która dopiero co niedawno podjąłem wtedy. Były to chyba najgorsze kilka miesięcy mojego życia w którym walczyłem o siebie. Zapisałem się do psychiatry który wypisał mi leki przeciwdepresyjne ( SSRI). Brałem je jakoś przez 8 miesięcy. Podczas brania tych leków czułem się troszkę lepiej aczkolwiek skutek uboczny był taki, że kompletnie nie miałem na nic siły i czułem się kompletnie obojętny na wszystko. Po skończeniu terapii czyli jakoś 3 miesiące temu czuję się troszkę lepiej ale tylko jeżeli chodzi o kwestię rozstania, reszta stanów pozostała. Później pojawiła się kolejna dziewczyna, relacja trwala kilka miesięcy, również zostałem odrzucony, chociaż nadal utrzymujemy kontakt. Te dwie dziewczyny poznałem przez internet. Gdyby nie internet nie poznałabym nikogo. Nigdy nie widziałem żadnego zainteresowania ze strony dziewczyny w życiu realnym, chociaż za brzydkiego się nie uważam, raczej przeciętniak z wyglądu. Wielu moich znajomych nie ma z tym problemu. Każdy z nich tworzy jakaś udaną relacje lub ma bogate życie towarzyskie ( słuchając ich opowiadań). Obawiam się, że już nigdy nie spotkam kogokolwiek, z kim związe się tak na zawsze i mnie nie zostawi po jakimś czasie. Do tego dzisiaj odebrałem telefon od byłej dziewczyny( tej z którą byłem 7 lat) po prawie roku odcięcia całkowitego kontaktu ( nie wiedząc, że to ona dzwoni) , że chciałaby się spotkać i mnie przeprosić. Mówiła to wszystko w łzach. Trochę mnie to zmieszało ponieważ zamknąłem już ten rozdział i nie chce do tego wracać, a tutaj nagle takie coś. Powróciły po części te bardzo bolesne chwile, których doświadczyłem po rozstaniu. Oprócz tego codziennie czuję się koszmarnie ze sobą, czuję się gorszy od innych. Bez planu na życie, bez perspektyw, bez marzeń, bez partnera. Pracując w pierwszej lepszej pracy w której zarabiam psie pieniądze mieszkając nadal z rodzicami. Widzę jak inni moi znajomi mają już w miarę poukładane życie, mieszkania, partnerów, narzeczonych, żony, dzieci, dobrą pracę, fajne samochody, pasje, wakacje. Czuję się jak przegrany. Ten stan się nie zmienia od kilku lat i czuję, że to może się już nigdy nie zmienić a ja będę tak gnił przez całe życie albo wcześniej sobie strzelę w głowę. Przeraża mnie wiek, teraz już coraz bliżej trzydziestki. Tak, wiem, że nie robiąc nic więcej w tym kierunku nie zmienię swojego życia. Problem w tym, że ja nie mam kompletnie na nic siły. Robię absolutnie minimum jakie powinienem. Czyli jedzenie, spanie, praca i siłownia, na którą i tak bardzo ciężko mi za każdym razem się zmotywować. Każde zrobienie jakiekolwiek rzeczy - wysłanie CV, jakikolwiek telefon, załatwienie sprawy jakiekolwiek, jakikolwiek krok ku lepszego przychodzi mi z ogromnym trudem. Nie mam na sił siły, już nic mi nie sprawia radości. Nie mam żadnej pasji, celu. Bardzo się za to obwiniam. Ktoś może pomyśleć - ale co ty chłopie masz za problemy - masz dach na głową, masz rodzinę, masz pracę. Tak, mam ale co z tego jak czuję się strasznie, czuję, że chciałbym zniknąć z tego świata, ten stan mnie przytłacza i nie chce takiego życia. Nie wiem jak się z tego wyrwać gdy nie mam kompletnie na nic siły. Nie chcę też robić problemu rodzicom i mieszkać z nimi jeszcze przez kolejne np kilka lat (dokładam się do rachunków). Nie wiem co dalej... Nie chcę tak żyć. Może ktoś mi coś doradzi, co powinienem zrobić, jak sobie z tym wszystkim poradzić? Nie radzę sobie z tym psychicznie. Bardzo dziękuję każdej osobie, którą to przeczyta i zechce mi cokolwiek napisać. Dziękuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kurczę. Brzmi jakby przydała Ci się jednak pomoc specjalisty. Bo z tego co rozumiem, to nie leczysz się w tej chwili? Problemy o których piszesz są dość powszechne w tym wieku, zwłaszcza jak porównujesz się do innych. Nie wolno porównywać się do innych (chyba, że jest to dla Ciebie motywujące, a jak widzę - raczej nie jest). Jak dla mnie stanąłeś w martwym punkcie i potrzebujesz pozytywnego kopa. Lekarza, leków, nowych znajomych, cokolwiek zadziała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem czy to co napiszę, pomoże Ci jakiś sposób ale mi kiedys pomogło. 

Też miałam problem z tym że moje życie nie miało żadnego sensu i nie miało  celu. Wszystko wydawało mi się bezsensu i takie tam. Aż przeczytałam gdzieś że życie nie ma sensu. Życie to poprostu życie, odwrotność śmierci. Życie nie ma w sobie jakiegoś celu, a jak już bardzo chcemy się czegoś doszukać to w życiu chodzi o to żeby żyć, czyli nie umrzeć. I jak tak zaczęłam myśleć to zrobiło mi się lżej. Może To nie takie przestawienie myśli też pomoże. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej, wiesz jaki jest pozytyw z tej sytuacji? Ze Ci to przeszkadza. Czyli mimo, że czujesz się bardzo źle chcesz to zmienić. Dostrzegasz,że  Cie to meczy. Świadomość bycia w takiej sytuacji to jest połowa sukcesu. Bo podejmując terapię jesteś w stanie świadomie w niej uczestniczyć.  Nie powiem Ci pewnie nic nowego jak tylko to ,że jedyne co może Ci pomóc to terapia u dobrego specjalisty. Ja mogę Ci polecić Panią Agatę Madej Molczyk. To psychoterapeutka online,z  która godzina rozmowy kosztuje 120 zł, a ona naprawdę potrafić być plastrem Na rany. Pierwszy krok zrobiłeś, teraz pora na drugi. Trzymam za Ciebie kciuki bo masz duży potencjał.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Według mnie postawiłeś sobie w głowie bardzo wysoko poprzeczkę. Wyimaginowaną poprzeczkę której tak naprawde nie ma. Spróbuj ja zdjąć. Staraj się poczuć miłość od rodziny, poczuć wdzięczność. Nic nie musisz, a twoje wewnętrzne przekonanie z góry pokazuje ze jestes gorszy, ze robisz zle. Tak nie jest, nikt tak nie twierdzi poza tobą!! Życze zebys znalazl spokoj ducha ;) i zeby sie ulozylo z dziewczyna, tą byłą czy jakąs nową ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj! Przeczytałem. Mam bardzo podobnie jak ty 🙂 Z tym, że ja mam 23 lata i teraz zapisałem się na 3-6 miesięczną terapię nerwic. Biorę też dobrze dobrane leki. Po nieudanych próbach źle prowadzonej 2,5-letniej psychoterapii indywidualnej, dopasowywania różnych leków i bycia wiele razy niemalże na krawędzi, dopadały bardzo silne stany lękowe, okropne sny itd. to teraz będę się powolutku podnosił z tego bagna. Wciąż jednak nie jest jakoś łatwo, bo nie dość, że parę miesięcy temu zmarła moja mama, to nie mam rodzeństwa ani stałych znajomych, myślałem mocno o samobóju, ale leki i terapia zaczynają powoli działać, więc może znajdę ten swój sens życia. 

Edytowane przez MarekWawka01

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tez czuje brak celu w zyciu, no moze poza odburzeniem sie. kompletnie nie wiem do czego mam dązyc w zyciu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z opisu wyłania się chyba depresja. Warto byłoby udać się ponownie do specjalisty i kontynuowanie leczenia.

7-letni związek to kupa czasu i emocji, przywiazania. Rozstanie spowodowało u Ciebie ogrom cierpienia. Wchodzenie w nowe związki chyba nie jest dobre w tym momencie. Rozważ danie sobie czasu i przeżycie straty.

Z byłą zawsze możecie zostać na stopie przyjacielskiej. Zależy od wspólnych emocji. Też za jakiś czas. Jeśli niczego nie chcesz = nie musisz, dbaj przede wszystkim o siebie. 

Wielu ludzi ma podobne problemy do Ciebie, ale mało z nich się przyznaje. Ty powiedziałeś co Cię boli i to jest ważne! Teraz drugi krok - co z tym zrobię? Zastanów się na spokojnie, daj sobie czas, sprawdzaj co lubisz, pozwól sobie na popełnianie błędów. Póki żyjesz nie wszystko stracone. 

Trzymaj się ❤️

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×