Skocz do zawartości
Nerwica.com

eleniq

Znachor
  • Postów

    2 695
  • Dołączył

Treść opublikowana przez eleniq

  1. Witam Wszystkich serdecznie! Jestem Marek, mam 27 lat. Zawsze byłem i jestem ambitną i pracowitą osobą, przy tym jestem też bardzo porządny, poukładany i mam bardzo analityczny wręcz taki naukowy umysł - tak mówią inni. Niestety życie dawało mi wiele razy w kość. W okresie nastoletnim doświadczałem przemocy psychicznej i braku akceptacji rówieśniczej. Byłem też troszkę niezdarny ruchowo. Prawdopodobnie w wyniku bardzo skrajnego wcześniactwa, mimo którego rozwijałem się prawidłowo. Nie mam żadnych uchwytnych uszkodzeń mózgu - żadnych leukomalacji, poszerzeń komór, zaników kory itd. Później na początku okresu dorosłości rozwinęły się u mnie zaburzenia lękowe. Ten okres był naznaczony naprawdę trudnymi wzmaganiami z lękiem - miałem ciężkie napady lęku, zaburzenia snu i wtórnie też stany depresyjne. Leki i psychoterapia grupowa pomogły mi się z nimi w pewien sposób uporać. Jakby tego było mało, w tym czasie zmarła nagle moja mama oraz dwie ukochane babcie. W międzyczasie wykryto u mnie też nadciśnienie tętnicze. Na szczęście zaburzenia lękowe minęły po 5 latach. Jednak po ich ustąpieniu, po miesiącu pewnej ulgi pojawił się kolejny problem... Dopadła mnie niedoczynność tarczycy. Początkowo miałem objawy nadczynności, które łatwo było pomylić z dolegliwościami psychicznymi, jednak ja już od razu wiedziałem, że problem jest hormonalny. Blisko dziesięciu endokrynologów w prywatnej klinice zbywało mnie, z trudem wyszarpałem od nich lek hormonalny, który po długim czasie podniósł mnie powoli na nogi. W tym czasie też byłem zmuszony przerwać swoje wymarzone studia i pod presją taty wrócić do pracy. Pracę niestety miałem i mam nadal taką bardziej fizyczną i w zmiennym, nieprzewidywalnym tempie, co dla osoby z moimi problemami podobno jest niekorzystne. Teraz będę starał się o orzeczenie o niepełnosprawności w celu znalezienia pracy w odpowiednich (tj. bardziej przewidywalnych i mniej obciążających fizycznie warunkach). Sęk w tym, że z tym wszystkim muszę sobie radzić sam. Najbliższa rodzina (czyli mój tata) nie okazuje mi wsparcia emocjonalnego. Jest on osobą chłodną i czasem wręcz apodyktyczną. Co prawda, nauczyłem się z tym żyć. Jednak kiedy zacząłem tych większych obciążeń doświadczać, nie mając już zaburzeń lękowych zakłócających prawidłowe postrzeganie, przekonałem się o jego niedojrzałości emocjonalnej. Ja po terapii zawsze starałem się rozmawiać z nim szczerze i otwarcie, mówić mu jak się czuję, asertywnie się wyrażać. Zaś mój tata często, kiedy coś było powiedziane jakby nie po jego myśli, od razu reagował krzykiem, negacją albo nawet takim odwracaniem kota ogonem. Co prawda teraz relacja z nim mam wrażenie, że się poprawiła, ale no ta jego presja związana z moim osłabieniem chorobą somatyczną i jeszcze presja ze strony pracodawców doprowadziła mnie ostatnio niemal do granicy. Zacząłem mieć takie jakby objawy depresji - wycofanie społeczne spowodowane nagłym zanikiem odczuwania niektórych emocji, osłabione libido, a nawet poczucie braku sensu w życiu i najgorsze - myśli o śmierci. W czwartek idę do psychiatry, by wypełnił mi zaświadczenie lekarskie do komisji orzekającej o niepełnosprawności. Miałem już wcześniej te orzeczenie, jednak nie wydłużyli mi go, bo przez swój spadek wydolności nie byłem w stanie powiedzieć wszystkiego na komisji. Teraz już będę starał się o to na nowo. Oczywiście mam chęć by pracować i mieć własny zarobek, tylko po prostu z racji wciąż regulującej się niedoczynności tarczycy i pewnych problemów psychicznych z tego wynikających potrzebowałbym zatrudnienia w bardziej dopasowanych warunkach. Przede wszystkim podobno nie powinienem pracować ciężko fizycznie, na zmianach nocnych i w nieprzewidywalnych (tj. zmiennych) warunkach - tak się dowiedziałem od jednej osoby chorującej na podobne choroby do moich - endokrynologiczne i psychiatryczne. Poza tym intelektualnie jestem teraz 100% wydolny, mogę wznowić naukę. Chodzę też na siłownię, by móc trochę schudnąć i poruszać się dla zdrowia i kondycji. Mięśnie też mogę budować, bo kontrolowany wysiłek bez presji mogę wykonywać. Tyle dobrego. W najbliższym czasie będę chciał też skorzystać z psychoterapii indywidualnej. Mimo pokonania tych większych przeszkód, mam jeszcze parę takich można powiedzieć detali do przepracowania. Ale tutaj będę musiał już prywatnie, jednak jestem gotowy na poświęcenie swoich pieniędzy na tę ciężką pracę nad sobą w kamieniołomach Chętnie przeczytam wszelkie odniesienia Dziękuję każdemu, kto przeczytał moją długą wypowiedź
  2. Z pozapsychicznych problemów, to mam nadciśnienie tętnicze i niedoczynność tarczycy.
  3. Ja całkiem niedawno wyszedłem z zaburzeń lękowych i niedoczynności tarczycy. Teraz mam bardzo dobrą przestrzeń na podjęcie psychoterapii indywidualnej. Mocno myślę o terapii schematów. Jednak jak już to bym chciał prywatnie. Tylko to gdzieś dopiero po wakacjach. Myślę o tej terapii, ponieważ mimo uporania się z większością swoich problemów, mam jeszcze parę drobniejszych spraw do przepracowania. To już będzie taka psychoterapia rozwojowa, świadoma, nie taka podtrzymująca, jaka była za wczasu, gdy miałem jeszcze aktywne zaburzenia lękowe. Wtedy naprawdę nie miałem przestrzeni na głębszą pracę. Przez to ostatnia moja indywidualna psychoterapia niezbyt mi pomogła i też terapeuta na niej okazał mi brak profesjonalizmu podczas przedostatniej sesji. W życiu bym nie pomyślał, że dojrzeję do tej świadomej decyzji o rozpoczęciu kolejnej psychoterapii indywidualnej Już myślałem, że nigdy się do niej nie przekonam.
  4. Z tym się zgodzę. Sam jestem bardzo empatyczny i nigdy bym nie chciał zadać dużego bólu czy stresu zwierzęciu, bo zwierzęta to w dużej mierze bezbronne istoty. Też zwierzęciu nie wytłumaczysz, że np. pobranie krwi jest dla jego dobra.
  5. eleniq

    Wieczni samobójcy

    U mnie myśli samobójcze najczęściej bywały sygnałem przeciążenia. Przez 5 lat walczyłem z dość mocno nasilonym lękiem, choć jego początki pojawiały się jeszcze przez 4 lata wstecz od momentu ich poważnego nasilenia. Lęk przejmował nade mną dużą kontrolę, zniekształcał mi postrzeganie siebie i innych. Było to bardzo trudne, bo odnosiłem wrażenie, że niewiele da się na to poradzić. Jednak całe szczęście to minęło. Stosowane leki i terapia dużo mi pomogły, tak podejrzewam. Teraz co prawda miewam tak przelotem te myśli samobójcze, ale to tylko w takich momentach naprawdę dużego przeciążenia czy też w momencie znalezienia się w sytuacji jakby "bez wyjścia".
  6. Biorę 100mg i jest właśnie lepiej z libido niż na 50mg. Tak tylko pytam, czy tylko mi się to zdarzyło.
  7. Czy ktoś miał na Fevarinie coś takiego, że po zwiększeniu dawki z 50mg na 100mg doszło do poprawy libido i erekcji? Dodam, że biorę dodatkowo kwetiapinę i memantynę. Przy 50mg libido prawie nie było - być może dlatego, że przy niższej dawce było odrobinę lęku jeszcze.
  8. Jako osoba, którą od zawsze pasjonowało zdrowie i choroby, powiem Ci, że rzeczywiście dla niektórych ludzi było by to bardzo ciężkie, ale też dużo zależy od tego, jak się na to patrzy. Ja patrzę na choroby z ciekawością, a nie przez emocje na zasadzie "O Jezu, jakie to musi być straszne" tylko na zasadzie "Hmm, ciekawe skąd taki objaw i co można by było na niego poradzić". Lekarz i farmaceuta to nie tylko opiekunowie pochylający się nad czyimś losem, ale też detektywi, analizujący stan zdrowia pacjenta i dobierający do tego w razie potrzeby odpowiednie środki zaradcze. Ja mogę to samo pomyśleć m.in. o zawodzie mechanika samochodowego. Cały czas grzebać w żelastwie, mieć ręce ubrudzone smarem i w zasadzie zero przy tym kontaktu z człowiekiem, jak sam naprawiasz. No cóż, co kto lubi. Mechanik z kolei może czerpać satysfakcję z tego, że komuś naprawia środek do transportu.
  9. To ja pisałem o tej farmacji a kolega krasnoludek74 się tylko do tego odniósł. Wypraszam sobie, nie jestem starym koniem Mam 27 lat. A to że te studia są wymagające no to fakt. Temu nie da się zaprzeczyć. Ale mnie zawsze do tego ciągnęło. Jakbym jednak nie mógł pójść na studia farmaceutyczne, to pójdę na technika farmaceutycznego. Zawsze jest jakieś wyjście.
  10. Cześć! Z grubsza przeczytałem, co napisałeś. Ja jestem osobą, u której zaburzenia lękowe minęły po 5 latach. Trwały one w latach 2019-2024, choć już w roku 2015 pojawiały się początki, choć wtedy jeszcze nie były tak nasilone i bardziej przypominały zaburzenia adaptacyjne (zdaniem lekarzy). Po ich ustąpieniu miałem jakiś miesiąc spokoju, jednak później zaczęły się nieprzyjemne objawy sugerujące zaburzenia hormonalne. Chodziłem do lekarzy endokrynologów przez 1 rok, ale oni upierali się, że nie mam problemów hormonalnych. Błagałem ich o wdrożenie leczenia, bo wyników nie miałem dobrych (choć też nie były dramatyczne), ale moje samopoczucie było fatalne. Okazało się, że mam niedoczynność tarczycy, która początkowo przez pierwsze 1-2 miesiące objawiała się nadczynnością, która mocno przypominała OCD. Teraz po 1,5 roku nie mam kompletnie żadnych objawów psychiatrycznych. Mało tego, czuję się jakiś taki naprawdę bardzo stabilny, dojrzały. Już nie jestem tym rozjechanym emocjonalnie i psychicznie 22-latkiem niemogącym się samodzielnie utrzymać z pracą i nauką przez swoje problemy. Teraz mam 27 lat (za pół roku będę miał 28 lat) i czuję, że zaczyna się u mnie już ta poważna dorosłość, a nie ta taka w toku rozwoju i wielu wahań. Stabilność to podstawa. Plus napisałeś, że młodzi ludzie z reguły zawsze są zdrowi i silni - no i tutaj Twoja teza jest zaledwie półprawdziwa, patrząc na moją historię, hehe Niestety to nie jest tak, że młodość jest zawsze rozwojowa. Często niektórzy zaczynają się naprawdę rozwijać i kształcić na poważnie w wieku blisko 30 lat, tak jak ja. Ja w tym momencie w końcu myślę o wyrobieniu sobie zawodu. Pracę mam dobrą, w miarę spokojną, ale niestety bardzo słabo płatną, choć to na ten moment nie jest priorytet większy, bo jestem dopiero w okresie rozwijania stabilności i dorosłej dyscypliny. Na studia to nie wiem, czy się jeszcze wybiorę. Coś tam studiowałem w wieku 19-26 lat, ale to były takie nie na poważnie te studia, bo jeszcze wtedy ta huśtawka nie pozwała mi się w nich utrzymać. Cóż, przykre to dla mnie mocno. Ale wiem, że jest jeszcze opcja. Myślę dość mocno o farmacji. Czuję, że to mój kierunek - sądząc po tych przeprawach przez różne rzeczy w ciągu tych 19-26 lat.
  11. Spektrum całościowych zaburzeń rozwojowych jest bardzo szerokie i są w nim osoby, które kończą studia, pracują, są w związkach i nawet mają dzieci. Osoby ze spektrum są wbrew pozorom naprawdę różne i tym samym mają rożne trudności o różnym nasileniu. Tak więc najprostsza odpowiedź na twoje pytanie brzmi - TAK, może. Ale żeby nie było, każdy człowiek - czy to ze spektrum, czy nie ze spektrum - może być zdolny albo niezdolny do budowania relacji. Przy czym u osób ze spektrum te trudności z nawiązywaniem relacji, wychwytywaniem niuansów społecznych itd. zawsze istnieją od wczesnego dzieciństwa przez całe życie i nie są podatne na takie całkowite zniwelowanie pod wpływem leczenia.
  12. eleniq

    Lekooporność

    U mnie jest to lek pomocniczy. Ona działa bardziej w tle bym powiedział. Podobno ona równoważy nadmiar niektórych neuroprzekaźników, przez co leki działają jakby "czyściej". Nie uznawałbym jej za jakiś szczególnie przełomowy lek, ale mogę powiedzieć, że na pewno nie spłyca tak głupio emocji jak lamotrygina czy inne takie leki normotymiczne wpływające na glutaminian. Dziękuję za odpowiedź
  13. eleniq

    Lekooporność

    Panie Doktorze, Chciałem zadać tylko jedno małe pytanko. Czy jeśli ktoś został pobieżnie (bez testów klinicznych i jedynie na podstawie wywiadu i krótkiej obserwacji) jako osoba z całościowymi zaburzeniami rozwojowymi i jeśli po wielu latach dobierania leczenia w końcu któryś zestaw leków zdołał na tyle wyregulować neurobiologię, że wszystkie objawy, które gdzieś tam podejrzewano o związek z CZR zostały zlikwidowane i człowiek poza sidłami zaburzenia psychicznego w końcu zaczął być empatyczny, energiczny, ekspresywny, pewny siebie i zaczął o wiele lepiej rozumieć relacje itd. to czy wtedy można by się powołać na unieważnienie diagnozy CZR? Tak pytam, bo u mnie zadziała się taka rzecz, że na odpowiednio dobranym zestawie leków wszystkie cechy, które były niemal automatycznie wiązane z CZR przez większość lekarzy po prostu zostały całkowicie zlikwidowane. Dlatego zamierzam poddać się diagnostyce na oddziale diagnostycznym w IPiN-ie w celu wykluczenia diagnozy CZR stawianej przez lekarzy "z automatu".
  14. To trochę wygląda tak jakbyś traktował benzodiazepiny jako leki na "ból życia". Benzodiazepiny ogółem nie mają żadnego wpływu na nastrój, bo nie mają takiej komponenty farmakologicznej. One co najwyżej działają na percepcję (czyli przetwarzanie bodźców). To są leki, które powinny być stosowane w ostateczności, w stanach naprawdę silnego i trudnego do opanowania pobudzenia. To każdy powinien wiedzieć. Sam dostałem od lekarza oksazepam ostatnio, bo to najłagodniejsza ze wszystkich benzodiazepin. Leczę się na niedoczynność tarczycy i dostałem oksazepam jako ratunek w razie wystąpienia ostrego pobudzenia przy zwiększaniu dawki lewotyroksyny.
  15. Ustalaniem dawek zajmuje się lekarz. Dobór dawki leku zależy od wielu czynników - m.in. wrażliwości na dany lek. Stąd jedni już na malutkich dawkach danego leku czują pełen efekt i dalsze zwiększanie dawki tylko potęguje działania uboczne leku, a drudzy na małych dawkach nie czują praktycznie nic i będą wymagać większych dawek w celu osiągnięcia odpowiedniego efektu leczniczego. W odniesieniu do flupentyksolu ja jestem zdecydowanie tym pierwszym typem, dlatego wystarcza mi zaledwie 0,5mg. Natomiast Ty kwestię dawkowania flupentyksolu musisz skonsultować ze swoim lekarzem psychiatrą.
  16. Nie masz na tym sulpirydzie spadku libido? Mimo że sulpiryd i flupentyksol oba w teorii działają na presynaptyczne D2/D3, to sulpiryd ma też już pewną zdolność blokowania postsynaptycznych D2/D3 już od najmniejszych dawek. Flupentyksol tego nie robi w najmniejszych dawkach. Mój lekarz mi powiedział, że w życiu nie przepisałby sulpirydu na aktywizację. Dlatego dostałem flupentyksol i bardzo sobie go chwalę. Leciutko zwiększa libido. I może niedługo zacznę mieć na nim życiowe i erotyczne sny, bo kiedyś miałem po nim taki efekt po 2 miesiącach regularnego brania.
  17. Wiesz, że wcale nie trzeba mieć robionego fMRI, żeby stwierdzić, jaki ma się układ dopaminergiczny? To powinno się łatwo stwierdzić po reakcjach danego pacjenta na leki dopaminergiczne. Gdyby psychiatrzy przy dobieraniu leczenia nie kierowali się tym, jak pacjent reagował uprzednio na inne leki, to wtedy 99% współczesnej psychiatrii totalnie nie miało by sensu. W moim przypadku reakcje na leki dopaminergiczne są na tyle przewidywalne, że łatwo stwierdzić, że jednak mam ten wrażliwy układ dopaminergiczny. Chcesz przykładów? 1. Moklobemid o mało co nie wpędził mnie w psychozę. Czy każdy może mieć psychozę po moklobemidzie? 2. Arypiprazol totalnie odciął mnie od libido i energii już od najmniejszej dawki. Czy u każdego arypiprazol takie coś powoduje? 3. Na lorazepam reaguję paradoksalnie, bo to benzodiazepina o wyjątkowo szybkim czasie działania i znana z tego, że drastycznie wpływa na dopaminę. Czy każdy ma taką reakcję po lorazepamie? 4. Mój obecny zestaw czyli kwetiapina, fluwoksamina, memantyna i flupentyksol działa na mnie naprawdę dobrze. Lekko podbija dopaminę, powtarzam LEKKO, co wywołuje u mnie naprawdę mocne podbicie dopaminy ale bez jakichś euforii czy manii. Czy każdy by tak zareagował na leki lekko podnoszące dopaminę? To tylko jedne z wielu takich przykładów u mnie, ale te są moim zdaniem najbardziej znaczące. Mówisz, że to gdybanie? Gdybanie jest wtedy, kiedy się coś przypuszcza, nawet tego nie sprawdzając. Sama później prawidłowo to nazwałaś, że jest to TEORIA, a to zupełnie co innego niż gdybanie. A czy nic z tego nie będzie? Haha... Ciekawe że lubisz w ten sposób oceniać innych ludzi i ich leczenie. Bardzo typowe zachowanie u osób z zaburzeniami osobowości. A u Ciebie wszystko ok po tych eksperymentalnych terapiach esketaminą? Jesteś teraz jeszcze w leczeniu? Bo coś mi się wydaje, że to chyba właśnie z Twojego leczenia za dużo w tym momencie nie wyszło...
  18. A masz przy takich wynikach jakieś objawy? Robiłeś USG tarczycy dla pełniejszego obrazu? Oznaczałeś przeciwciała anty-TPO, anty-TG?
  19. Całkiem spoko zestaw moim zdaniem. Chyba masz dobrego lekarza. Co będziesz tym zestawem leczyć, jeśli mogę spytać?
  20. To zostało wygenerowane przez sztuczną inteligencję
  21. Flupentyksol w małych dawkach praktycznie nie podbija prolaktyny. Zaś amisulpryd już tak. Flupentyksol i amisulpryd - mimo że oba działają na presynaptyczne receptory D2/D3 - to działają w różnych miejscach mózgu na te receptory.
  22. U mnie to leczenie jest dopasowane jako stabilizacja po długo nieleczonej niedoczynności tarczycy. Endokrynolodzy tak zaniedbali sprawę, że psychiatra stwierdził, że potrzebuję odbudowy. Leki tego typu mają zdolność trwałej zmiany sieci neuronalnych na lepsze. Ja z kolei gier nienawidzę, to totalnie nie mój świat. Prędzej jara mnie siłownia, choć siłownia to bardziej testosteron mi podniesie niż dopaminę.
×