Skocz do zawartości
Nerwica.com

Diabeł nie istnieje, a przecież mówi do mnie


nolite

Rekomendowane odpowiedzi

Natomiast wkurza mnie takie gadanie, jakoby ludzie prowadzący badania naukowe nad lekami mieli wyłącznie złe intencje.

To właśnie napisałem, że w większości jest to raczej obłęd niż spisek, czyli nie złe intencje.

Weźmy na przykład żywność: pewnie z połowa gotowej i przetworzonej marketowej żywności jest niezdrowa. Co nie znaczy, że produkujący ją chcą zatruwać ludzi.

W większości może nie. Ale to nie znaczy znowu, że nie czynią źle. Poza tym ponadprzeciętna rentowność (na tle przemysłu), niechęć np. do obniżek cen dla ubogich krajów leków ratujących życie świadczą często o intencjach kierujących farmaceutycznymi koncernami. Firmy medyczne raczej nie pracują nad lekami, które mają zwalczać egzotyczne choroby biednych, albo lekami przeciw naprawdę rzadkim chorobom.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajnie tak sobie uogólniać w myśl wzniosłych teorii filozoficznych, ale na jakiej podstawie twierdzisz, że my, czyli ci którzy bierzemy leki, zagłuszamy sobie sumienie? Fajnie tak osądzić innych? Tak każdy jak leci zagłusza czy może bierzesz pod uwagę jakąś różnorodność przypadków? Czy objawy nerwicowe są dla Ciebie równoznaczne z sumieniem (to jakieś kulawe byłoby to sumienie)?

 

Właściwe działanie sumienia polega na tym, że prowadzi do zrozumienia błędu, poprawy, zadośćuczynienia, a nie zamęczania się.

 

Część osób zaburzonych obwinia się, kiedy się spóźni 5 minut na mszę

 

Twierdzę trochę inaczej na podstawie, o której pisałem, tj. wg mnie prawdziwych przyczyn nerwicy. Nikogo tu nie osądziłem, piszę tylko o swych intuicjach. I chyba się nie zrozumieliśmy. Chodziło mi o zagłuszenie trwałego konfliktu, w którym jedną ze stron jest sumienie (w znaczeniu głosu prawdy), a inną np. zewnętrzne duchowe przyczyny (pokusy). Stąd objawy nerwicowe to nie sumienie, ale raczej przejaw także jego głosu. Prawda, czasem ten konflikt staje się na tyle destrukcyjny, że może doprowadzić np. do samobójstwa i można wtedy znieczulić takiego człowieka. Ale z drugiej strony jest wiele świadectw, że w takich dramatycznych okolicznościach dochodzi do nawróceń całkiem letnich osób, że czasem Bóg tym udręczonym okazuje niebywałą łaskę i pomoc.

W nerwicy sumienie jest chyba zbyt słabe, by zadziałać w sposób, o którym piszesz, ale jest ona chyba właśnie okazją do jego wykształcenia. Tymczasem tabletki mogą dać fałszywy ogląd sytuacji, głównie przesłonić to, że życie ma charakter walki moralnej i duchowej. Człowiekowi umyka ta walka, jak w Gladiatorze Kommodusowi cała wojna. I umyka okazja do rozwoju. Tabletki nie usuwają zarazem zła, które jest przyczyną choroby, możemy się domyślać, że ono jakoś się przepoczwarza i działa inaczej. Jak rak, ma swoje przerzuty. To utrudnia prawdziwe uleczenie. Znieczulenie na dostrzeganie złych przyczyn jest zarazem znieczuleniem na ingerencję dobrego ducha, na pocieszenie i ulgę, które nierzadko w chwilach ekstremalnych lęków daje dobry Bóg. Niedawno zauważyłem w psalmie 94: Gdy się w moim sercu mnożą niepokoje, Twoje pociechy mnie orzeźwiają.

 

Od pewnego czasu spóźnianie się do kościoła, szczególnie gdy mam przyjąć Komunię, stało się dla mnie dużym wyrzutem. Nie widzę w tym nic szczególnie nerwicowego, wielu dawnych mistrzów duchowości zaleca dłuższe, np. półgodzinne wyciszenie i przygotowanie się do mszy. I to jest słuszne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nolite, pytanie brzmi: jak mozna storturowac sadyste?

Śmiać się z sadysty będąc przez niego torturowanym :-)

 

Albo w ogóle nie reagować , obojętność .

Tak czy siak popieram INTEL'a

 

To takie stereotypowe pytanie , tak jak nie trafione pytanie Lepera jak można zgwałcić prostytutkę .

Normalnie. Chyba że chodziło mu o nimfomankę .... można polemizować .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajnie tak sobie uogólniać w myśl wzniosłych teorii filozoficznych, ale na jakiej podstawie twierdzisz, że my, czyli ci którzy bierzemy leki, zagłuszamy sobie sumienie? Fajnie tak osądzić innych? Tak każdy jak leci zagłusza czy może bierzesz pod uwagę jakąś różnorodność przypadków? Czy objawy nerwicowe są dla Ciebie równoznaczne z sumieniem (to jakieś kulawe byłoby to sumienie)?

 

Właściwe działanie sumienia polega na tym, że prowadzi do zrozumienia błędu, poprawy, zadośćuczynienia, a nie zamęczania się.

 

Część osób zaburzonych obwinia się, kiedy się spóźni 5 minut na mszę

 

Twierdzę trochę inaczej na podstawie, o której pisałem, tj. wg mnie prawdziwych przyczyn nerwicy. Nikogo tu nie osądziłem, piszę tylko o swych intuicjach. I chyba się nie zrozumieliśmy. Chodziło mi o zagłuszenie trwałego konfliktu, w którym jedną ze stron jest sumienie (w znaczeniu głosu prawdy), a inną np. zewnętrzne duchowe przyczyny (pokusy). Stąd objawy nerwicowe to nie sumienie, ale raczej przejaw także jego głosu. Prawda, czasem ten konflikt staje się na tyle destrukcyjny, że może doprowadzić np. do samobójstwa i można wtedy znieczulić takiego człowieka. Ale z drugiej strony jest wiele świadectw, że w takich dramatycznych okolicznościach dochodzi do nawróceń całkiem letnich osób, że czasem Bóg tym udręczonym okazuje niebywałą łaskę i pomoc.

W nerwicy sumienie jest chyba zbyt słabe, by zadziałać w sposób, o którym piszesz, ale jest ona chyba właśnie okazją do jego wykształcenia. Tymczasem tabletki mogą dać fałszywy ogląd sytuacji, głównie przesłonić to, że życie ma charakter walki moralnej i duchowej. Człowiekowi umyka ta walka, jak w Gladiatorze Kommodusowi cała wojna. I umyka okazja do rozwoju. Tabletki nie usuwają zarazem zła, które jest przyczyną choroby, możemy się domyślać, że ono jakoś się przepoczwarza i działa inaczej. Jak rak, ma swoje przerzuty. To utrudnia prawdziwe uleczenie. Znieczulenie na dostrzeganie złych przyczyn jest zarazem znieczuleniem na ingerencję dobrego ducha, na pocieszenie i ulgę, które nierzadko w chwilach ekstremalnych lęków daje dobry Bóg. Niedawno zauważyłem w psalmie 94: Gdy się w moim sercu mnożą niepokoje, Twoje pociechy mnie orzeźwiają.

 

Od pewnego czasu spóźnianie się do kościoła, szczególnie gdy mam przyjąć Komunię, stało się dla mnie dużym wyrzutem. Nie widzę w tym nic szczególnie nerwicowego, wielu dawnych mistrzów duchowości zaleca dłuższe, np. półgodzinne wyciszenie i przygotowanie się do mszy. I to jest słuszne.

 

Problem w tym, że wymyślasz sobie własną koncepcję nerwicy nie wiadomo na jakiej podstawie. Owszem, pewne rzeczy można poznać intuicją, ale małemu dziecku intuicja może np. mówić, że wyraz pastor pochodzi od pasty, a osobom nie znającym depresji oczywiste się wydaje rozwiązanie "weź się do roboty, to Ci przejdzie" (jak Cię znam zresztą, to tak uważasz). Intuicyjne "mądrości" niekoniecznie są zgodne z prawdą.

 

W nerwicy sumienie jest chyba zbyt słabe, by zadziałać w sposób

 

To raczej potwierdza, że niekoniecznie znasz problem, może wyciągasz wnioski na podstawie własnych doświadczeń czy nie wiadomo skąd. Uważasz, że nerwica jest efektem zagłuszania sumienia i koniec. Tylko że nawet na tym forum przewijają się osoby, które mają, mówiąc metaforycznie, problem z tym, że zdeptały biedronkę i jeśli jeszcze przeczytają, że jedną stroną w nerwicy jest sumienie, to się dobiją. Dlatego zresztą dyskutuję z Tobą, choć wiem że Cię nie przekonam, ale jakoś się o takie potencjalnie dobite osoby martwię.

Nie chcę uogólniać, ale nieraz w nerwicy natręctw, co zauważają też myśliciele chrześcijańscy, prawo staje się formułą bez ducha, a potem formułkami czy paragrafami organizującymi całe życie, które to formułki się spełnia, aby uniknąć napięcia psychicznego, mimo że nie mają sensu obiektywnego i/lub subiektywnego. Przepisy prawa bez ducha to jest coś na kształt faryzeizmu, ktoś może się dręczyć, że zjadł plasterek wędliny w piątek, a nie widzi, że ktoś inny jest głodny, bo jest tak zajęty rozważaniem plasterka, czy to grzech czy nie.

 

Co do spóźniania się - mówisz, że dobrze się nie spóźniać, no jasne że tak, gdyby niespóźnianie się było ogólnie czymś moralnie złym albo głupim, to ludzie z nadwrażliwym/regułkowym sumieniem by się tym nie przejmowali.

Tylko, że obiektywnie patrząc, 5 minut spóźnienia to nie jest wielkie przewinienie a może być całkiem niezależne od kogoś. Są tez rzeczy, które mają sens subiektywny albo nie mają i przez to są dla kogoś konstruktywne albo nie. Działanie moralne, to działanie wolne i nadaje życiu sens. Jeśli Ty jesteś na takim etapie, że potrafisz wejść na poziom, w którym już 5-minutowe spóźnienie jest poczuciem straty jakiegoś dobra, to tym lepiej dla Ciebie, ale to nie znaczy, że dla kogoś innego przejmowanie się tym będzie konstruktywne, bo on może być pod tym względem na innym etapie.

Nikt nie jest doskonały we wszystkich drobiazgach i nie można pracować nad wszystkimi rzeczami naraz, tylko nad tymi się pracuje, które są w naszym zasięgu i nadają życiu w tym momencie sens.

 

Konflikt między sumieniem a pokusą (światem) jest konfliktem zdrowym, a nie nerwicowym. Tak samo jak depresja po stracie kogoś bliskiego jest czymś naturalnym, natomiast depresja z powodu tego, że koleżankom się lepiej powodzi albo z powodu wymyślania sobie coraz to nowych chorób już mniej.

 

Owszem, Bóg niejednokrotnie daje pomoc w ekstremalnych sytuacjach (nie sądzę, żeby leki zamykały na taką możliwość, raczej człowiek bywa na to zamknięty z powodów duchowych, niewiary, powodów psychicznych).

Ale nie zawsze nagle w jednej chwili Duch wszystko uzdrawia czy nagle człowiek przeżywa oświecenie i "otwierają mu się oczy" (choć takie przypadki się zdarzają), nieraz czy nawet zwykle jest to praca do wykonania, jakieś etapy rozwojowe do przejścia i nadmiar reakcji nerwicowych właśnie ten zdrowy rozwój hamuje.

 

Oczywiście poza osobami o "nadgorliwym" sumieniu są przypadki odwrotne i zgodzę się, że nerwica może być efektem zaniedbanego rozwoju moralnego, ale jeśli chodzi o nerwicę natręctw, to nie ma zwykle takiego prostego przełożenia, że treść natręctw odzwierciedla w sposób prosty konflikt między sumieniem a nie-sumieniem. Ludzie mają np. natręctwa, że są pedofilami i nie będzie dla nich właściwą drogą "nawracanie" się z pedofilii, bo oni wcale nie są pedofilami tylko mają taki neurotyczny lęk (neurotyczny, bo problem jest fikcyjny).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie obudził dziś diabeł prawdziwy! Rozumiem, że cisza nocna kończy się o szóstej rano, ale żeby od razu wiercić dziury w ścianie o tej porze? Jak tylko się dobudzę, to założę moją odświętną aureolę i pójdę do sąsiada na audiencję. :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

. Tylko że nawet na tym forum przewijają się osoby, które mają, mówiąc metaforycznie, problem z tym, że zdeptały biedronkę i jeśli jeszcze przeczytają, że jedną stroną w nerwicy jest sumienie, to się dobiją.

Przepisy prawa bez ducha to jest coś na kształt faryzeizmu, ktoś może się dręczyć, że zjadł plasterek wędliny w piątek, a nie widzi, że ktoś inny jest głodny, bo jest tak zajęty rozważaniem plasterka, czy to grzech czy nie.

 

Są tez rzeczy, które mają sens subiektywny albo nie mają i przez to są dla kogoś konstruktywne albo nie. Działanie moralne, to działanie wolne i nadaje życiu sens.

 

Konflikt między sumieniem a pokusą (światem) jest konfliktem zdrowym, a nie nerwicowym. Tak samo jak depresja po stracie kogoś bliskiego jest czymś naturalnym, natomiast depresja z powodu tego, że koleżankom się lepiej powodzi albo z powodu wymyślania sobie coraz to nowych chorób już mniej.

 

Owszem, Bóg niejednokrotnie daje pomoc w ekstremalnych sytuacjach (nie sądzę, żeby leki zamykały na taką możliwość, raczej człowiek bywa na to zamknięty z powodów duchowych, niewiary, powodów psychicznych).

Ale nie zawsze nagle w jednej chwili Duch wszystko uzdrawia czy nagle człowiek przeżywa oświecenie i "otwierają mu się oczy" (choć takie przypadki się zdarzają), nieraz czy nawet zwykle jest to praca do wykonania, jakieś etapy rozwojowe do przejścia i nadmiar reakcji nerwicowych właśnie ten zdrowy rozwój hamuje.

 

Oczywiście poza osobami o "nadgorliwym" sumieniu są przypadki odwrotne i zgodzę się, że nerwica może być efektem zaniedbanego rozwoju moralnego, ale jeśli chodzi o nerwicę natręctw, to nie ma zwykle takiego prostego przełożenia, że treść natręctw odzwierciedla w sposób prosty konflikt między sumieniem a nie-sumieniem. Ludzie mają np. natręctwa, że są pedofilami i nie będzie dla nich właściwą drogą "nawracanie" się z pedofilii, bo oni wcale nie są pedofilami tylko mają taki neurotyczny lęk (neurotyczny, bo problem jest fikcyjny).

 

Zgoda, wiele konfliktów w nerwicach jest jakoś fikcyjna. Ale patrząc z drugiej strony tak nie jest, bo subiektywnie są one istotne, poza tym: to, co dziś kulturowo jest jeszcze (np. dla dorosłych) absurdalne (troska o biedronki), może niedługo być ważne (gdyby ktoś 50 lat temu twierdził, że z "troski o żabki" przy budowie dróg należy poświęcać miliony zostałby skierowany pewnie do psychuszki) . I czy te iluzoryczne rzekomo konflikty biorą się z niczego? Przecież nie, to trochę jak z czynnościami pomyłkowymi, prawdziwa walka jest gdzie indziej, a przykrywa ją fikcyjny konflikt. Tak bywa i wśród tych ponoć zdrowych: w polityce, która często jest teatrem, czy w sporcie. Sama dajesz przykład faryzeuszy, a Pan Jezus świadczy inaczej: w nich jest duch, tyle że szatański, a nie "niewinna" próżnia. Sama zapętlona, zawiła struktura nerwic świadczy o ich pierwotnej zawiłej, pokrętnej, złej duchowej przyczynie. Wielu psychologów uważa, że u źródeł jest wyparta wrogość, złość. Tylko mylnie zakłada, że drogą do uzdrowienia jest jedynie jej wyrażanie, asertywność. To nieprawda. Złem jest zresztą już wybieranie mniejszego dobra, a gdy ktoś dorosły zamiast w ludziach lokuje uczucia w owadach to sama ta różnica poziomów, świadczy już o tym, że nie jest z nim w głębi dobrze.

Wreszcie fikcyjność konfliktu, przy jego zarazem dokuczliwości, powinna tym bardziej skłaniać do poszukania, co się za nim w głębi kryje, a nie do jego zbagatelizowania przez znieczulenie i o tym jest chyba ten wątek. I nie pisałem, że nerwica w prosty sposób odzwierciedla konflikty moralne. A to, co wydaje się nam osobiście sensowne nie zawsze jest konstruktywne - z tego błędnego przekonania bierze się dziś deprecjonowanie cierpienia. Większość właśnie w swym pysznym przekonaniu odrzuca to, co jest dla nich tak naprawdę dobre. Bo tak jest łatwiej, wygodniej, na krótką metę przyjemniej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uciekamy od kryzysów, chociaż są one często rozwijające.

W ogólności granica między konfliktem zdrowym, a nerwicowym jest płynna. I może lepiej mówić o mniej i bardziej zawiłych. Może te ostatnie bardziej odsyłają do wewnątrz i "nadgorliwe" sumienie raczej nie oznacza dobrego sumienia, chyba, że ta gorliwość ukierunkowana jest na sprawy ważne: czyli właśnie Boga, czy dobro innych. Ale nie zawsze pierwotna, zła przyczyna jest zawiniona, przez chorującego na rozum człowieka. Czasem to kwestia dużych zranień, czy przewin przodków, np. rodziców., albo jakichś silnych ataków demonicznych

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ambaras, jest sporo słuszności w tym co piszesz, z tym że rozmowa się zrobiła o wszystkim i o niczym. Mocno abstrakcyjna. Piszesz, że za konfliktami stoi zły duch, może i stoi, pewnie nie raz, ale lepiej nie tworzyć teorii, która w łatwy sposób wyjaśnia wszystko. Bo nie masz dostępu do świata nadprzyrodzonego ani do psychiki drugiego człowieka, nie wiesz co tam się bije ze sobą i gdzie.

 

 

Zgadzamy się chyba w tym, że za konfliktami może stać coś innego niż jest w nich zawarte wprost. Piszesz, że jak ktoś się bardziej przejmuje owadami niż ludźmi, to nie jest to zdrowe, ja uważam tak samo o magicznym rozumieniu powołania, powołania neurotyczne nie są raczej dojrzałe, a Ty jakoś ciągnąłeś w stronę, że neurotyczne też może zmienić się w prawdziwe. Dla mnie to tak, jakby pisać, że fałszywe objawienie może się zmienić w prawdziwe.

 

A to, co wydaje się nam osobiście sensowne nie zawsze jest konstruktywne - z tego błędnego przekonania bierze się dziś deprecjonowanie cierpienia. Większość właśnie w swym pysznym przekonaniu odrzuca to, co jest dla nich tak naprawdę dobre. Bo tak jest łatwiej, wygodniej, na krótką metę przyjemniej.

 

Nie wszystko co komuś wydaje się sensowne takie jest w istocie, ale człowiek jest tak skonstruowany, że musi działać zgodnie z własnym poczuciem sensu i zgodnie z własną wolą. Inaczej wpada w szaleństwo. Można co najwyżej zmieniać swoją perspektywę, dojrzewać, poznawać dobro. Zapewne Bóg chce, żebyśmy byli w niedzielę w kościele, ale nikogo nie porywa i nie zamyka tam na siłę, to nie byłoby dobre. Tej ludzkiej wolności nie można pomijać, a jakoś mam wrażenie, że dla Ciebie nie jest istotna czy dobra.

 

Jeśli piszesz, że większość ludzi odrzuca to, co jest dla nich dobre, to sam się chyba ustawiasz w jakiejś "mniejszości", która akurat poznała prawdę. Ryzykowne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czyta, czyta i plan dla każdego już swój ma :twisted::mrgreen: czemu on też mi krzyżuje plany ? Nie z pomocy, chociaż on lubi, jak się źle czyni, lecz chce bardziej zdołować psychicznie swoją ofiarę, do takiego stopnia, żeby ta sobie samobója strzeliła. Widziałem diabła, nie tylko w lustrze. Widziałem ludzi, którzy w oczach mieli całkowitą pustkę, jakby duszy nie posiadali. Sam wtedy na widok, takiego człowieka mam oczy szeroko otwarte i nie spuszczam go całkowicie z oczu, ponieważ nie wiem kiedy zaatakuje. Muszę być w gotowości. Przygotowany na to, co może się za chwilę wydarzyć. Wtedy dopiero patrzę w jego stronę agresywnie. Nie można pokazać, ze się jej boisz. Kontakt wzrokowy, prosto oko w oko, przez chwilkę, żeby pokazać mu, że się go nie boisz. Wtedy się bardziej waha zaatakować. Gościu był wielki, miał wielkie łapy, sam małych nie mam, ale on miał je jak Goryl. Z drugiej strony mogłem mocno odlecieć z interpretacją tego człowieka. Naprawdę może być miły spokojny facet. Mogło jemu się coś nie podobać w moim ubiorze, zachowaniu, Różnie mogło być, Podaje jeden przykład, a ich było kilka różnych innych ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×