Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
mmebovary

Rok leczenia...bez rezultatów?

Rekomendowane odpowiedzi

Wracam tu po raz któryś...Pierwszy raz spotkałam się z Wami przed moją pierwszą wizytą u psychiatry i przed diagnozą. Diagnoza-epizod depresyjny trwający prawie rok. Leczenie-venlectine 150 w docelowej dawce. Zatrzymałam się na 75. Terapia? Na razie niech pani sobie odpocznie. Ok. To odpoczywałam. Najpierw, bo dostałam zwolnienie ze studiów, potem bo były wakacje. Nauczyłam się, w warunkach inkubacyjnych, czytaj pozbawionych stresu, który u mnie wiązał się przede wszystkim z uczelnią, żyć całkiem nieźle. Zaczęłam pracę, wstawałam o 5, z ochotą do pracy, do ludzi, do życia. Aż do października, kiedy powinnam wrócić na studia. Wróciłam z IOSem, tzn. indywidualną organizacją studiów, która pozwalała mi na przykład nie chodzić na część zajęć, albo przyjść tylko na zaliczenie etc. Spowodowane to było bardziej niż chorobą, faktem, że powtarzam rok. I żeby móc za to zapłacić, musiałam iść do pracy. Powtórzenie roku kosztuje mnie 5 tysięcy. Przez pół roku, kiedy spłacałam raty i bardzo dużo pracowałam, jakoś dawałam sobie radę. Baardzo rzadko pojawiałam się na uczelni. Od tego semestru powinnam na niej być co drugi dzień, a nie ma mnie prawie wcale. Boję się tam wracać, tym bardziej, że spotkało mnie tam ogromne upokorzenie ze strony jednego z wykładowców, u którego mam obecnie coś do zrobienia. W głowie mam kilka rzeczy, które zawaliłam, ale boję się o nich komukolwiek opowiedzieć. Bliskim zależy przede wszystkim na tym, żebym skończyła ten rok. Słyszę, że albo jestem leniwa, albo wszystko tłumaczę strachem, albo nie widzę faktów. Fakty są takie, że mogę, albo z dużym prawdopodobieństwem, nie zaliczę tego roku. Nie-fakty są takie, że panicznie boję się tego miejsca, ludzi, wykładowców.

Dodam, że nadal biorę leki, nie byłam na terapii, bo nie zaleciła pani doktor. Nie wiem, kto ma rację. Mój strach, lęk, stres, czy wszyscy naokoło, którzy wmawiają mi lenistwo? Lenistwo względem studiów, z pracą radzę sobie nadal nieźle. Co powinnam zrobić? Do kogo się zgłosić? Jestem nadal chora, czy po prostu nieodporna? Albo leniwa?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znacznie bardziej niż praca przeszkadzam sobie sama w chodzeniu tam. Pracodawca ustalił wszystko tak, bym mogła studiować. Nie chodzę tam, bo się boję. W gruncie rzeczy nawet zabrania się do pisania pracy czy czegoś podobnego. To też wiąże się ze stresem. Odbieranie maili od wykładowców...dawno tego nie robię. Odbiera je moja siostra, a potem mówimi, co w nnich jest. W zeszłym roku w takim mailu odebrałam info, ze muszę powtarzać rok...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wracam po jakimś czasie, bo odwiedziłam psychiatrę. Leki na chwilę obecną: venlectine 100 mg, elicea 10 mg i imovane na spanie przez 10 dni. Plus, jeżeli chcę psychoterapia. Pani doktor powiedziała, że przesadą jest na przykład nieodbieranie maili od wykładowców, czy strach przed samym budynkiem....

Rodzina jest zła na mnie, że skupiam się na chorobie, że poszłam do lekarza. Grożą, wzbudzają poczucie winy, krzyczą, żeby wymóc na mnie pójście na uczelnię. Ale to nic nie zmienia. Wręcz przeciwnie, boję się tylko bardziej. Co robić? Najchętniej wzięłabym kilka tych na spanie i zasnęła na jakiś czas, żeby nie musieć ciągle słyszeć, jak bardzo właśnie przegrywam swoje życie. Bo przegrywam, wiem o tym. Ale to nie sprawia, że przestaję się bać...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Prawda jest strasznie smutna :-| Ktoś kto nie doświadczył depresji, nie czuł tego, co czuje osoba chora będzie gadał, przybijał, "karcił". I nawet czasem nie pomyśli, że czymś takim wcale nie pomaga, tylko szkodzi jeszcze bardziej! Często to przerabiam ostatnio, więc wiem co czujesz. Też mam taki okres, w którym czuje, że przegrywam swoje życie, dochodzi jeszcze właśnie cholerny strach...

 

Pozdrawiam i życzę siły.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Bo trzeba isc na terapie, masz jakis lęk przed studiami.

Dokladnie, ale to dluzszy proces. Szkoda, ze nie zaczelas od razu, wbrew opini Pani doktor :?

 

A te leki nie pomagaja? Nie umniejszaja w zadnym stopniu twoich stanow lekowych? Mialam podobna sytuacje kiedys na studiach. Leki, szczegolnie przez pierwsze miesiace pomogly mi szybko sie pozbierac i nie dopuscic do wiekszych zaleglosci na uczelni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
I co dalej? Co z tym zrobić? Uciec? Tylko gdzie? I czy to coś zmieni?

 

Co dalej? To dobre pytanie, na które sama szukam ostatnio odpowiedzi. Czy uciec? Też myślałam, żeby wyjechać, zmienić swoje miejsce zamieszkania, otoczenie itd..Zmiany mogą wyjść na dobre, ale czy są wskazane, czy uszczęśliwią i pomogą czy pogłębią ciężki stan?

Pamiętaj tylko, że zawsze warto uwolnić się od "toksycznych ludzi" i szukać prawdziwych przyjaciół, którzy okażą Ci troche empatii. A to nie łatwe w dzisiejszym zakłamanym świecie :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Diagnoza-epizod depresyjny trwający prawie rok. Leczenie-venlectine 150 w docelowej dawce. Zatrzymałam się na 75. Terapia? Na razie niech pani sobie odpocznie.

..............-fakty są takie, że panicznie boję się tego miejsca, ludzi, wykładowców.

Dodam, że nadal biorę leki, nie byłam na terapii, bo nie zaleciła pani doktor. Nie wiem, kto ma rację. Mój strach, lęk, stres, czy wszyscy naokoło, którzy wmawiają mi lenistwo? Lenistwo względem studiów, z pracą radzę sobie nadal nieźle. Co powinnam zrobić? Do kogo się zgłosić? Jestem nadal chora, czy po prostu nieodporna? Albo leniwa?

 

Ale przecież Ty się nie leczyłaś. Branie leków nie wyleczy depresji a przynajmniej tak się okazało w twoim przypadku. Moim zdaniem jesteś nadal chora i poszukaj sobie psychoterapii, lęk to nie jest lenistwo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przyznaję Wam rację. Też wydaje mi się, że rok brania leków bez terapii to rok jakby bez leczenia. Tylko, że mamy koniec roku akademickiego, powinnam bronić pracę, podejść do sesji, a ja siedzę w domu naćpana tym wszystkim, co zapisała mi psychiatra i boję się wyjść. Z domu w ogóle. Nie wspominając o uczelni. I nie potrafię rozmawiać z rodzicami. Zagrozili, że odetną pieniądze, sprzedadzą mieszkanie, wpędzają mnie w poczucie winy za to, jak oni bardzo martwią się o mnie (czyt. o moje studia). Jestem w kropce, totalnej czarnej murzyńskiej sami wiecie czym i nie mam bladego pojęcia, jak stąd wyjść. To, że oni prowadzą ze mną wojnę wcale nie polepsza mojego stanu. Wręcz przeciwnie. I wcale nie powoduje, że mam ochotę wrócić na studia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Heh z tym nieodbieraniem maili miałam identycznie jak "pisałam" magisterkę ;) I tego typu działanie u mnie występuje cały czas. To jest genialne unikanie odpowiedzialności. Wiem, że tak robię, wiem, że nic mi to nie da i cały czas powtarzam ten sam schemat :) Mogę się mylić, ale widzę jedyne wyjście - wyleczenie choroby, dopóki tego nie osiągniesz żadne porady typu dasz radę, postaraj się zrób to i tamto nie zmobilizują cię. Wiem z autopsji. Mam kupę zaległych spraw i gdy o nich myślę, ściska mnie w żołądku, ale nie staram się ich załatwić, a im bardziej się przeterminują, tym bardziej mnie stresują i tym bardziej nic z nimi nie robię ;) Więc wiem o czym mówisz ale pomóc nie potrafię :( Samej sobie też nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
powinnam bronić pracę, podejść do sesji, a ja siedzę w domu naćpana tym wszystkim, co zapisała mi psychiatra i boję się wyjść. Z domu w ogóle. Nie wspominając o uczelni. I nie potrafię rozmawiać z rodzicami. Zagrozili, że odetną pieniądze, sprzedadzą mieszkanie, wpędzają mnie w poczucie winy za to, jak oni bardzo martwią się o mnie (czyt. o moje studia). Jestem w kropce, totalnej czarnej murzyńskiej sami wiecie czym i nie mam bladego pojęcia, jak stąd wyjść. To, że oni prowadzą ze mną wojnę wcale nie polepsza mojego stanu. Wręcz przeciwnie. I wcale nie powoduje, że mam ochotę wrócić na studia.

 

Możesz szczerze porozmawiać z rodzicami właśnie w taki sposób ? Przedstawić im tak sprawę ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Heh z tym nieodbieraniem maili miałam identycznie jak "pisałam" magisterkę ;) I tego typu działanie u mnie występuje cały czas. To jest genialne unikanie odpowiedzialności. Wiem, że tak robię, wiem, że nic mi to nie da i cały czas powtarzam ten sam schemat :) Mogę się mylić, ale widzę jedyne wyjście - wyleczenie choroby, dopóki tego nie osiągniesz żadne porady typu dasz radę, postaraj się zrób to i tamto nie zmobilizują cię. Wiem z autopsji. Mam kupę zaległych spraw i gdy o nich myślę, ściska mnie w żołądku, ale nie staram się ich załatwić, a im bardziej się przeterminują, tym bardziej mnie stresują i tym bardziej nic z nimi nie robię ;) Więc wiem o czym mówisz ale pomóc nie potrafię :( Samej sobie też nie.

 

@mambałaga cieszę się, chociaż w tym miejscu to stanowczo złe słowo, że ktoś mnie rozumie. Bo robię dokładnie to, co Ty. Możemy sobie zatem przybić piątkę, wznieść toast zimnym piwem, tylko...nie wiem, jak możemy sobie pomóc.

 

@NaaN dzisiaj próbowałam. Z ojcem. Tylko, że...oni są na mnie wściekli w tej chwili, kiedy nie wiedzą wszystkiego. Nie znają skali problemu. Gdyby się dowiedzieli, a raczej kiedy się dowiedzą, chyba mnie zabiją. Za to, w jakie bagno się wpakowałam i że ich okłamałam. I nikt nie będzie pamiętał, że powodem jest choroba. Bo ojciec mi dzisiaj powiedział, że choroba też wynika z lenistwa, bo zachorowałam przez zaległości i problemy, które sobie narobiłam, a one są totalnie z lenistwa...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

@NaaN dzisiaj próbowałam. Z ojcem. Tylko, że...oni są na mnie wściekli w tej chwili, kiedy nie wiedzą wszystkiego. Nie znają skali problemu. Gdyby się dowiedzieli, a raczej kiedy się dowiedzą, chyba mnie zabiją. Za to, w jakie bagno się wpakowałam i że ich okłamałam. I nikt nie będzie pamiętał, że powodem jest choroba. Bo ojciec mi dzisiaj powiedział, że choroba też wynika z lenistwa, bo zachorowałam przez zaległości i problemy, które sobie narobiłam, a one są totalnie z lenistwa...

 

Uff.....przykro mi.....

Obawiam się, że będą musieli się skonfrontować z rzeczywistością ale nie będzie to łatwe dla nikogo.

 

Może zapisz się na terapię i w jej ramach terapeuta porozmawia z rodzicami i będzie starał się naświetlić sprawę tak, żeby nie było jakichś wielkich strat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@NaN masz rację. Nie ma na co czekać. Musi być ktoś, komu powiem prawdę. W poniedziałek spróbuję się umówić. Bez względuna wwszystko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
@NaN masz rację. Nie ma na co czekać. Musi być ktoś, komu powiem prawdę. W poniedziałek spróbuję się umówić. Bez względuna wwszystko.

 

Myślę, że to dobry pomysł. Trzymaj się :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pomóżcie. Rodzina wpedza mnie w coraz większe poczucie winy. Ze przeze mnie bardzo się stresuja, żebardzo ich kkrzywdę. To nie pomaga, nie motywuje. Jest mi tylko trudniej. Mimo leków nie rozstaje się z bólem głowy, nudnosciami. Gdyby tylko wiedzieli, jak strasznie ich oklmalam. Przecież oni mnie zabiją. Krzywdze ich i nie umiem nic z tym zrobić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wracam tu po raz któryś...Pierwszy raz spotkałam się z Wami przed moją pierwszą wizytą u psychiatry i przed diagnozą. Diagnoza-epizod depresyjny trwający prawie rok. Leczenie-venlectine 150 w docelowej dawce. Zatrzymałam się na 75. Terapia? Na razie niech pani sobie odpocznie. Ok. To odpoczywałam. Najpierw, bo dostałam zwolnienie ze studiów, potem bo były wakacje. Nauczyłam się, w warunkach inkubacyjnych, czytaj pozbawionych stresu, który u mnie wiązał się przede wszystkim z uczelnią, żyć całkiem nieźle. Zaczęłam pracę, wstawałam o 5, z ochotą do pracy, do ludzi, do życia. Aż do października, kiedy powinnam wrócić na studia. Wróciłam z IOSem, tzn. indywidualną organizacją studiów, która pozwalała mi na przykład nie chodzić na część zajęć, albo przyjść tylko na zaliczenie etc. Spowodowane to było bardziej niż chorobą, faktem, że powtarzam rok. I żeby móc za to zapłacić, musiałam iść do pracy. Powtórzenie roku kosztuje mnie 5 tysięcy. Przez pół roku, kiedy spłacałam raty i bardzo dużo pracowałam, jakoś dawałam sobie radę. Baardzo rzadko pojawiałam się na uczelni. Od tego semestru powinnam na niej być co drugi dzień, a nie ma mnie prawie wcale. Boję się tam wracać, tym bardziej, że spotkało mnie tam ogromne upokorzenie ze strony jednego z wykładowców, u którego mam obecnie coś do zrobienia. W głowie mam kilka rzeczy, które zawaliłam, ale boję się o nich komukolwiek opowiedzieć. Bliskim zależy przede wszystkim na tym, żebym skończyła ten rok. Słyszę, że albo jestem leniwa, albo wszystko tłumaczę strachem, albo nie widzę faktów. Fakty są takie, że mogę, albo z dużym prawdopodobieństwem, nie zaliczę tego roku. Nie-fakty są takie, że panicznie boję się tego miejsca, ludzi, wykładowców.

Dodam, że nadal biorę leki, nie byłam na terapii, bo nie zaleciła pani doktor. Nie wiem, kto ma rację. Mój strach, lęk, stres, czy wszyscy naokoło, którzy wmawiają mi lenistwo? Lenistwo względem studiów, z pracą radzę sobie nadal nieźle. Co powinnam zrobić? Do kogo się zgłosić? Jestem nadal chora, czy po prostu nieodporna? Albo leniwa?

 

Może to jest odpowiedź:

(wciśnij napisy)

 

https://www.youtube.com/watch?v=HuvJmEBt2Hk

https://www.youtube.com/watch?v=DHl5EL4Sygs

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Pomóżcie. Rodzina wpedza mnie w coraz większe poczucie winy. Ze przeze mnie bardzo się stresuja, żebardzo ich kkrzywdę. To nie pomaga, nie motywuje. Jest mi tylko trudniej. Mimo leków nie rozstaje się z bólem głowy, nudnosciami. Gdyby tylko wiedzieli, jak strasznie ich oklmalam. Przecież oni mnie zabiją. Krzywdze ich i nie umiem nic z tym zrobić.

 

Uciekasz od rzeczywistości i płacisz za to cenę. A przecież ta rzeczywistość za chwilę Cię dopadnie tylko Ty stracisz całkowicie kontrolę. Inni będą rozgrywać twoje życie a uwierz mi, jest to jeszcze trudniejsze niż to co przeżywasz teraz.

Uznaj siebie, swoje trudności i swoją sytuację aktualną, pogódż się z nią, bo ona akurat teraz taka jest i zobaczysz, że dużo łatwiej będzie Ci rozmawiać z innymi na ten temat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×