Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Piszę w tym dziale, gdyż moja przyjaciółka stała mi się bliska, jak siostra. Nie widywałyśmy się aż tak często, ale rozmawiałyśmy codziennie godzinami. Zawsze mogłam liczyć na nią i to nawet bardziej niż potrzebowałam. Niestety czuję, że nasza relacja się rozpada i nie mam już pomysłu, co zrobić, jak też nie mam sił by dłużej walczyć. Liczę na jakieś dobre rady...

 

Otóż z przyjaciółką znamy się od około 6 lat. Jestem od niej młodsza 5 lat, ale szybko znalazłyśmy wspólny język. Opiekowała się mną w nadmiarze. Jest to osoba, która nie ma granic "zdrowego egoizmu", jeśli komuś bliskiemu źle się dzieje, jest gotowa rzucić wszystkie swoje sprawy i do niego przyjechać. Wiem, że były osoby, dla których porzucała studia, czy nawet je utrzymywała, gdy zaszła taka potrzeba. Starałam się tego nie wykorzystywać, ale prawdą jest, że nigdy nie byłam, i nie jestem w stanie być dla niej przyjaciółką w taki sam sposób jak ona dla mnie. Ja swoje sprawy dla niej rzuciłabym tylko w wyjątkowej sytuacji. Nigdy nie robię dla innych czegoś, swoim kosztem. Oczywiście jeszcze zależy jakim, bo jest różnica między rezygnacją ze spotkania z chłopakiem, a rezygnacją z egzaminu, czy olaniem pracy. No, ale mimo że uważam swoje podejście za w miarę rozsądne i zdrowe, suma summarum, od przyjaciółki otrzymywałam więcej, niż dawałam. Więcej niż nawet mogłabym przyjąć.

 

Problem zaczął się parę miesięcy temu. Przyjaciółka już wcześniej chorowała na depresję, ale w tym roku miała dość potężny jej nawrót. Nie powiedziała mi jednak o tym wprost. Zaczęła tylko mówić, że "jest zmęczona", że "źle spała" itd. Więc zamiast z nią w zasadzie rozmawiać dłużej odsyłałam ją do łóżka i na relaks z książką, co ją trochę zdenerwowało. Poczuła, że bagatelizuję jej problemy. Musiało minąć naprawdę wiele czasu nim mi to wybaczyła. Pośród wielu swoich zalet, akurat to jedno jest jej większym mankamentem. Ma problem z wybaczeniem, bardzo długo siedzi w niej żal, jeśli ktoś ją zwiódł. No, a ja ją zawiodłam. Nie pamiętałam, że kiedyś chorowała na depresję, nie wyłapałam objawów, mimo że czasem była naprawdę w złym stanie. Myślałam, że to kwestia przemęczenia i nie dopytywałam dalej.

 

Chciałam zmazać swój błąd, wykazać się jakoś, pokazać że może na mnie polegać. Poświęcałam jej masę czasu, gdy już dowiedziałam się jaka jest sytuacja. Mimo sesji siedziałam z nią i do 4 rano, narażając się na złość współlokatorki, aby tylko poprawić jej humor, wesprzeć ją. Niestety sama zaczęłam mieć problemy. Nie mam rodziców i dostaję rentę rodzinną, dzięki której opłacam wysokie czesne na uczelni. Miałam właśnie utracić to świadczenie. Rozstałam się tez z kochankiem, parę miesięcy wcześniej z facetem, z którym byłam 4 lata. Musiałam stanąć na głowie i zdobyć tez pracę na etat, poprzesuwać plan, by studiować wieczorowo no i chciałam jeszcze powalczyć o tą rentę. No i nazbierało się u mnie. Sama miałam dość, więc zrobiłam sobie takie "wolne od świata". W ciągu 3 dni do swojej przyjaciółki raz tylko zadzwoniłam, i raz wysłałam smsa, z zapytaniem, jak się czuje. Nie informowałam jej o swoich problemach i wiem, że nagła utrata szerszych kontaktów dla osoby z taką chorobą musiała wydawać się niezrozumiała i była nooo "niefajna" delikatnie mówiąc. W końcu rozmawiałyśmy parę godzin dziennie a tu nagle cisza i krótki sms. No, ale nie czułam się winna. Nigdy nie traktowałam jej jak obowiązek, nie widziałam potrzeby, aby brać u niej "wolne", czy się tłumaczyć, jak przed rodzicem. Przyjaciółka nie chciała jednak ze mną rozmawiać, nie chciała się widzieć, ale pisała ze mną maile pragnąc mnie uświadomić, że zawiodłam ja po raz kolejny. Dowiedziałam się też po fakcie, że chciała sobie coś zrobić wtedy. Rozumiałam jej perspektywę, ale nie potrafiłam ustąpić. Po 2 miesiącach takich... dość długich mailów, miałam już dość, ale zależało mi na niej, więc wykazałam się w końcu pokorą. Stwierdziłam, że postaram się jeszcze raz, aby nasze kontakty były zdrowe i dobre. Szczególnie, że była dla mnie nieocenionym wsparciem, kiedy ja potrzebowałam jej.

 

No, ale miałam już etat w dodatku na drugim końcu miasta. Zaczęła też się pojawiać szansa na związek, też chciałam jakiś czas poświęcić temu człowiekowi i nie mogłam siedzieć nocami, a ona miała akurat bardziej nocny tryb życia. Nie było kiedy normalnie pogadać. Powiedziała, że potrzebuje jakiegoś punktu zaczepienia, aby wiedziała, że mi jednak zależy, by odbudować jej zaufanie. No ale fakt, faktem odbudowywanie zaufanie było mozolne. Musiałam być dla niej dostępna, jak wyznaczyła datę spotkania, na które się w końcu zgodziła, też nie miałam nic do gadania. Musiałam po prostu być. Odpisywałam od razu jak do mnie pisała, aby pokazac jej, że jestem dostepna i może na mnie liczyć. Wysłałam jej nawet bukiet kwiatów z przeprosinami. Mimo to znowu nie było mnie przy niej, kiedy coś się u niej wydarzyło. Nie miała kasy na koncie, a mi znowu coś się przydarzyło i nawet nie wiedziałam że nie mam już internetu w komórce. Jej wiadomości na gg odczytałam mocno po czasie, mimo że obiecywałam, że będe taka dostępna i znowu gucio. Cóż... mogłam nie obiecywać, ale nie wiedziałam zbytnio jak ją przekonać, że mi na niej zależy.

 

Znowu zbieram ochrzany, znowu ją zawiodłam, znowu nie chce się ze mną widzieć, ani rozmawiać. Teraz mam więcej czasu, ale "to żaden problem dzielić się czasem, który się ma". Szczerze powiedziawszy nie wiem, ani jak zachowywać się względem osoby chorej na depresję, ani jak mam jej pokazać, że mi zależy. Zawsze jasno wyrażałam swoje uczucia do niej i jaka jest dla mnie ważna. Jednak nie ukrywam, że ta sytuacja zaczyna mnie przerastać. Nie mam już ani sił, ani nawet dużych chęci, by ponownie o nią walczyć, bo nawet nie wiem czy kiedykolwiek wybaczy mi moje grzeszki. Na razie wygląda to tak, że jak już po wielu moich staraniach pogadamy parę razy normalnie to jak tylko coś mi znowu wypadnie, wracamy do punktu wyjścia. Nie chce jej zostawić skoro zawsze była dla mnie, a teraz naprawdę mnie potrzebuje, ale też nie widzę już zbytniego wyjścia z sytuacji. Zastanawiam się, czy nie powinnam się poddać. Dla dobra mojego i jej, bo bardzo przezywa kolejne zawody. Choć nie wiem też, jak mocno przeżyje nasze "rozstanie". Czy wtedy sobie czegoś nie zrobi.

 

Niestety prócz mnie ma jeszcze tylko jedną bliską osobę, która nie ma dla niej czasu praktycznie wcale, już od paru lat. Jest bardzo samotna. Ja tez nie chcę jej stracić, ale czuję że ta relacja staje się toksyczna dla nas obu.

 

Co o tym myślicie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Niestety prócz mnie ma jeszcze tylko jedną bliską osobę, która nie ma dla niej czasu praktycznie wcale, już od paru lat. Jest bardzo samotna. Ja tez nie chcę jej stracić, ale czuję że ta relacja staje się toksyczna dla nas obu.

Masz racje że staje sie toksyczna, przyjaciólka nie potrafi nakreslic zdrowych granic przyjaźni, pewnie dlatego jest samotna. Za duzó wymaga i za duzó daje z siebie, przyjaciel to nie bliźniak syjamski, który ma byc po reka 24h/7.

Nie chce stawiac diagnoz prze neta, ale przyjaciólka wydaje mi sie posiadac cechy osobowosci zaleznej.

Wgl Wasza relacja przypomina troche toksyczna miłosc, w której wymaga sie całkowitego oddania, poswiecenia i stawianie partnera na pierwszym miejscu, przed soba.. musiałas sie kajac, ona strzelała focha.... nawet kwiaty jej posłałaś :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Traktuję ją jak siostrę, więc wiadomo, ż echcę jakoś pokazac, ż emi zalezy i tu akurat środki nie grają roli. Ale już nie mam na to pomysłu. Chciałabym by było jak dawniej, ale nie wiem... jak to zrobić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ta relacja to jakaś masakra. Jeśli tak wygląda przyjaźń, to ja się cieszę, że nie mam przyjaciół. bittersweet ma rację. Aż ciężko mi tego posta czytać, bo moje wnętrze zaczyna się skręcać i wrzeszczeć z przerażenia. Nie wiem, co tu radzić. Ja bym zwiewała, gdzie pieprz rośnie...

 

Z drugiej strony to tak szlachetne, przejmować się innymi i to tak mocno, zwłaszcza w dzisiejszym, obrzydliwie egoistycznym świecie:( Powinnam chwalić waszą przyjaźń, a jestem przerażona.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość pysiunia

Dusiorek, Przyjaciółka ma rację, że nie można na Ciebie liczyć.

Rozumiem, że każdy ma swoje życie, ALE prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Kiedy Ty potrzebowałaś od Niej pomocy - zawsze mogłaś na nią liczyć. To powinno działać w obie strony.

Nie chodzi o to, by zarywać noce i rozmawiać z nią; nie chodzi, by rzucać pracę, itd. Można zatelefonować, wysyłać częściej sms-y, wpadać chociaż na chwilę, by okazać zainteresowanie i chęć pomocy chorej przyjaciółce.

I tak jest cierpliwa i - choć ją zawiodłaś wtedy, gdy najbardziej Ciebie potrzebowała - dawała Ci szanse, by to naprawić.

Ja na jej miejscu zachowałabym się tak samo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Dusiorek, Myśle,że Ty w tych relacjach weszłaś już w rolę ofiary,czujesz się winna mimo że wspierasz przyjaciólkę która ma postawe roszczeniową.Rozumiem wsparcie itd.ale nie rezygnuj z siebie dla niej.Manipuluje Tobą wzbudzając poczucie winy .Przyjaciólka się leczy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdy z Was ma po troszce rację. Ta relacja teraz wygląda jak masakra, bo ona nie umie mi wybaczyć i długo pewnie nie będzie potrafiła, a ja nie wiem już co mam robić aby zacząć choćby odbudowywać jej zaufanie. Wcześniej była taką przyjaciółką o jakiej można pomarzyć, więc wydaje mi się, że niezaleznie czy jej działania wyglądają na manipulacje, czy jest roszczeniowa, wiem że warto o nią walczyć! Inaczej bym tego wszystkiego nie robiła.

 

Jestem w tym jednak strasznie zagubiona. Czasem udaje nam się pogadać jakby nigdy nic, ale na drugi dzień, jak chcę gdzieś ją zaprosić okazuje się, że nadal nie chce mnie widzieć. Nie wiem na czym stoję i mam wyrzuty sumienia za każdym razem, jak nie jestem dostępna na necie, czy nie odpiszę jej na smsa, wiadomość na czas. Przez co zaczynałam niechętnie podchodzić do naszych kontaktów. Przyjaciółka stała się moim realnym brzemieniem, a kontakt z nią - obowiązkiem. Niedawno zaczęłyśmy jednak znowu prowadzić więcej rozmów, miała akurat parę problemów, w których mogłam jej pomóc, albo chociaż mogłam wysłuchać. Jednakże myślę, że gdybym nie rzuciła pracy do tych rozmów nigdy by nie doszło.

 

Z pracy zrezygnować musiałam ze względu na swoje studia, bo już nie mogłam tego pogodzić. Padałam na pysk, miałam też drugą pracę - udzielam korepetycji i uczę angielskiego. No i od jakiegoś czasu mogę kłaść się później.

 

Moja przyjaciółka kładzie się spać ok 7 rano, wstaje ok 12. Pracę swoją zaczyna 13-14 i tak do 22. Teraz mogę sobie pozwolić na kładzenie się po 2 w nocy i poświęcenie jej tego czasu, ale wiem, że już za rok jak skończę studnia, znowu staniemy przed tym samym problemem. A jak za rok skończe studia, znajdę pracę, założe rodzinę?

 

Moja przyjaciółka się leczy od dawna. Wiele przeszła, uczestniczyła w paru terapiach, aktualnie bierze leki, ale depresja ma to do siebie, że ma nawroty. To nie jest jej pierwszy, choć pierwszy z jakim musimy zmierzyć się razem. Nie wiem czy choroba umożliwi jej znalezienie normalnej pracy, ukończenie studiów, czy kiedykolwiek zmieni tryb życia? Martwię się o jej przyszłość i tym jak sobie poradzi. Jest bardzo dzielna, ale każdy ma swoje granice.

 

A ja...? Zawaliłam, ale chcę to jakoś naprawić choć już nie mam pomysłu jak. Nie wiem przede wszystkim jak to naprawić, tak bym nie czuła się pokrzywdzona teraz ja z kolei. Bo mimo wszystko, że zawaliłam, to nie zrobiłam nic takiego kalibru, by rzeczywiście musieć się czołgać teraz i stresować kimś kogo kocham. Mogłam odzywać się częściej, mogłam olać swoje problemy i poświęcić się jej, ale depresja to nie stan na tydzień, nie wiadomo kiedy jej odpuści. To nie zadziała, że poświęcę jej więcej czasu przez miesiąc i będzie ok. Nie będzie ok, bo będzie dalej mnie potrzebować bardziej, niż gdyby była zdrowa. Więc będzie rozszczeniowa, bo będzie najzwyczajniej w świecie walczyć z tą paskudną chorobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
moja przyjaciółka kładzie się spać ok 7 rano, wstaje ok 12. Pracę swoją zaczyna 13-14 i tak do 22. Teraz mogę sobie pozwolić na kładzenie się po 2 w nocy i poświęcenie jej tego czasu, ale wiem, że już za rok jak skończę studnia, znowu staniemy przed tym samym problemem. A jak za rok skończe studia, znajdę pracę, założe rodzinę?
nie powinna wymagać żebys dla niej zarywała noce, no chyba ze raz na miesiac, ale nie czesciej... to jakis absurd, tak sie ludzie opiekują niemowletami.
Mogłam odzywać się częściej, mogłam olać swoje problemy i poświęcić się jej, ale depresja to nie stan na tydzień, nie wiadomo kiedy jej odpuści. To nie zadziała, że poświęcę jej więcej czasu przez miesiąc i będzie ok. Nie będzie ok, bo będzie dalej mnie potrzebować bardziej, niż gdyby była zdrowa. Więc będzie rozszczeniowa, bo będzie najzwyczajniej w świecie walczyć z tą paskudną chorobą.
To ona ma sie leczyć z depresji, a nie Ty ją :shock: jezeli jest z nia tak źle, ze potrzebuje nieustajacej opieki powinna isc do szpitala... egoistycznie ze obarcza Ciebie takim ciezarem :? i nie usprawiedliwiaj jej, ze jest roszczeniowa bo jest chora, nie powinna tak robić :nono:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bittersweet, żle mnnie zrozumiałeś, nie ja mam ją leczyć i nie potrzebuje opieki, ale wsparcia, więcej wsparcia niż zdrowa osoba. Szczególnie dlatego, że nie ma wokół siebie zbyt duzo ludzi na których mogłaby polegac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dusiorek, wszystko ma granice, takze wsparcie i pomoc. Dla mnie Twoje zaangazowanie przekracza zdrowe granice, zachowujesz sie jak jej matka czy małzonek, bo tylko od najbliższych mozna oczekiwac takiego poświęcenia czasu i energii jakie Ty jej dajesz - i to w ograniczonym czasie i w mega powaznych okolicznosciach, w jakis wyjatkowych sytuacjach. Oczywiscie, mozna powiedziec że depresja to jest wyjatkowa sytuacja, ale znam wiele osób z deprecha, sama przechodzilam, i nigdy nie widziałam zeby ktos tyle wymagał od przyjaciela :shock:

Ty zapewne tez odczuwasz to jako ciężar, inaczej bys tu nie pisała... zastanawiałaś sie jak bedzie dalej ? jak długo będziesz mogła ja tak "wspierać"? jak chcesz to rozwiazac ? albo dlaczego Ty jestes jedyna osoba, która ma czas dla niej, gdzie reszta jej przyjaciół ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jako, że to ja jestem tą egoistyczną, roszczeniową przyjaciółką, to może wyklaruję parę rzeczy ze swojej strony. (Miałaś pecha/szczęście, zależnie od perspektywy, trafić na moment, kiedy akurat zaczęłam ponownie zaglądać na nerwicę, dosłownie ze 3 dni temu. ;-) )

 

Więc po kolei.

Nie, nie mam osobowości zależnej akurat, a przynajmniej nikt od -nastu lat tego nie stwierdził i tak, leczę się.

 

Przyjaciółka już wcześniej chorowała na depresję, ale w tym roku miała dość potężny jej nawrót. Nie powiedziała mi jednak o tym wprost. Zaczęła tylko mówić, że "jest zmęczona", że "źle spała" itd. Więc zamiast z nią w zasadzie rozmawiać dłużej odsyłałam ją do łóżka i na relaks z książką, co ją trochę zdenerwowało.

Konkretnie, to zdenerwowało mnie, kiedy za którymś razem serio nie miałam siły, pisałam Ci, że "nie mogę teraz rozmawiać, bo bardzo źle się czuję, nie spałam od kilku dni", a Ty tak byłaś zajęta terkotaniem o swoim nowym romansie, że w ogóle tego nie widziałaś. A napisałam Ci to 6 (sic!) razy pod rząd. Myślę, że każdy by się zdenerwował po czymś takim, bo jeśli 6 razy ignorujesz bardzo jasny komunikat, to albo masz w nosie to, że źle się czuję, albo w ogóle wszystko co piszę. W obu przypadkach - po co ze mną rozmawiasz.

 

Chciałam zmazać swój błąd, wykazać się jakoś, pokazać że może na mnie polegać.

Zapomniałaś powiedzieć, że nie dość, że Cię o to nie prosiłam, to wręcz odradzałam i to wielokrotnie. ;-) Mówiłam "maleńka, to nie na Twoje siły, masz swoje problemy albo będziesz miała, zajmij się sobą, a ja sobie poradzę". Mówiłam, że przyjdzie taki moment, że coś się u Ciebie pokiełbasi, olejesz mnie kompletnie na ten okres (bo tak robiłaś niestety ładne parę razy w mniejszych sprawach), a ja sobie z tym wtedy nie poradzę. Ale nie miałam nic przeciwko temu, żebyś się w ogóle za wspieranie mnie nie brała, podkreślałam tylko, że jeśli się weźmiesz, to potem nie zostawiaj bez ostrzeżenia, bo to nie jest dobry okres. Nie, uparłaś się, mówiłaś "zaufaj". No to zaufałam, tak? :-) Ale ja nigdy od Ciebie nie WYMAGAŁAM wsparcia, ani w depresji, ani w żadnym innym momencie. I świetnie to, moja mała, wiesz.

 

Poświęcałam jej masę czasu, gdy już dowiedziałam się jaka jest sytuacja.

Byłaś perfekcyjna, aż za bardzo, co też Ci mówiłam i o czym też tu nie wspomniałaś. ;-) Wprost mówiłam, że aż tyle wsparcia nie potrzebuję i żebyś się starała mniej, bo się szybko wypalisz. Też nie słuchałaś. Ale jak najbardziej, przez jakieś 3-4 tygodnie byłaś przyjaciółką jak z marzenia.

 

No i nazbierało się u mnie. Sama miałam dość, więc zrobiłam sobie takie "wolne od świata". W ciągu 3 dni do swojej przyjaciółki raz tylko zadzwoniłam, i raz wysłałam smsa, z zapytaniem, jak się czuje.

Haha, no ja to inaczej zapamiętałam. :D

Było dobrze, dobrze, dobrze, aż Ci się nagle popsuł humor i rozmowy ograniczyły się do monosylab. "Hej, spoko, no, mhm, nara". Jak się zapytałam, co się dzieje, to na mnie nasiadłaś, że masz prawo być nie w humorze. Jak miałam kryzys wtedy w nocy i napisałam do Ciebie pogadać, to się uparłaś wtedy mnie przekonywać, że muszę sobie więcej przyjaciół znaleźć i to szybko. Potem musiałaś przerwać, bo współlokatorkę klikaniem obudziłaś, stanęło, że rozmowę dokończymy jutro, ale nie dokończyłyśmy, bo Cię już nie było. Następnego dnia też Cię nie było. A następnego wysłałaś sms o treści "mam nadzieję, że u ciebie ok, ja sobie siedzę z kumplem i jest fajowsko". ;-) W sumie to trwało mniej więcej 2 tygodnie, nie 3 dni.

 

I tak, czułam się wtedy zawiedziona i smutna, bo to było właśnie to, o co Cię prosiłam, żebyś nie robiła. Jak najpierw się bez wyjasnienia zdystansowałaś, potem mi wstawiłaś gadkę, że muszę sobie znaleźć więcej przyjaciół, a potem w ogóle zniknęłaś, to jak to miałam odebrać? Nie za fajnie raczej, skoro zrobiłaś to bez słowa wyjasnienia czy uprzedzenia, bo nie musisz się tłumaczyć. No pewnie, że nie musisz, ale wtedy się nie dziw, że ktoś Cię odbierze negatywnie.

 

No a jak Ci o tym powiedziałam, to co było? Krótka, gwałtowna sprzeczka zakończona tekstem, że jak mi Twoje zachowanie nie pasuje, to żebym sobie znalazła lepszą przyjaciółkę. Tak, dość mocno mnie to wszystko w sumie przybiło. Byłam zawiedziona, ze najpierw chwyciłaś o wiele więcej niż mogłaś unieść, mimo ostrzeżeń, potem, zamiast to przyznać, wolałaś się dystansować i uciekać, a na koniec jeszcze się wściekłaś, że mi to nie pasuje. A wystarczyło po prostu być szczerą i powiedzieć "hej, nie dam rady, przykro mi". Ja bym wiedziała, na czym stoję i by nie było dramatu.

 

No, ale nie czułam się winna. Nigdy nie traktowałam jej jak obowiązek, nie widziałam potrzeby, aby brać u niej "wolne", czy się tłumaczyć, jak przed rodzicem. Przyjaciółka nie chciała jednak ze mną rozmawiać, nie chciała się widzieć, ale pisała ze mną maile pragnąc mnie uświadomić, że zawiodłam ja po raz kolejny.

Chciałam Ci uświadomić to, co napisałam powyżej, a Ty jak katarynka raz za razem powtarzałaś, że się nie czujesz winna, więc ja nie powinnam być zła i w ogóle nie powinnam się czuć jak czuję, bo przyjaźń z Tobą leży w moim interesie bardziej niż w Twoim, bo Ty sobie świetnie beze mnie poradzisz z nowym facetem i pracą i tym podobne teksty, które same w sobie nie były szczególnie miłe. ;-)

 

Zaczęła też się pojawiać szansa na związek, też chciałam jakiś czas poświęcić temu człowiekowi i nie mogłam siedzieć nocami, a ona miała akurat bardziej nocny tryb życia. Nie było kiedy normalnie pogadać.

Było - ja 2 dni w tygodniu siedziałam w domu, więc mimo nocnego trybu życia było i kiedy pogadać i kiedy się spotkać, tylko jakoś przez 2 miesiące nie bardzo się to udawało. Mogłaś spokojnie wrócić w piątek po pracy do domu, zejść obiadek i odezwać się o w miarę wczesnej godzinie. Albo w niemalże dowolnym momencie w sobotę, chociaż oczywiście nie siedziałam jak przymurowana całe wolne dnie przed monitorem i nie czekałam na Ciebie jak kania dżdżu, to spokojnie byśmy się zgadały, gdybyś tylko chciała. Zamiast tego sama odzywałaś się późno wieczorem i zwykle zaraz pisałaś, że idziesz spać. Ja Ci tego na pewno nie kazałam.

 

Przez 2 miesiące wyszłaś z jedną propozycją spotkania o takiej porze, że mogłam bez problemu jechać, którą faktycznie odrzuciłam, bo miałam muchy w nosie. No ale to jedna taka była. ;-) Ja zresztą też proponowałam i też odrzuciłaś, bo tam jakieś plany miałaś. A poza tym, to owszem, chciałaś się spotykać, ale rano (kiedy śpię) albo we trójkę z Twoim facetem, co nie było najlepszym pomysłem ze względu na problemy między nami. Chciałam się najpierw spotkać z Tobą solo, a nie we trójkę. We trójkę to można iść jak już wszystko jest git.

 

Musiałam być dla niej dostępna, jak wyznaczyła datę spotkania, na które się w końcu zgodziła, też nie miałam nic do gadania.

No teraz to jesteś mocno niesprawiedliwa. O którym mówisz? O tym pierwszym? Wtedy po prostu powiedziałam, że będę o tej i tej, tam i tam i jak chcesz to przyjedź, a jak nie to nie. Do niczego Cię nie zmuszałam, ale miałam serdecznie dość pisania tych maili i chciałam to po prostu zakończyć, w ten czy inny sposób. Zresztą wtedy sama napisałaś, że się do mnie dostosujesz kiedy i gdzie mi pasuje. A może o drugim, kiedy po prostu wyszło nieporozumienie co do daty i się zwyczajnie nie zrozumiałyśmy? Ani razu Ci nie powiedziałam, że masz gdzieś być i nie masz nic do gadania. Ani razu NIGDY nie oczekiwałam, że zarwiesz dla mnie noc, wręcz sama Cię wysyłałam do łóżka, żebyś sie wyspała, ani razu nigdy nie oczekiwałam, że zawsze będziesz dla mnie dostępna.

 

Oczekiwałam po prostu, że skoro jesteś i chcesz być przyjaciółką, będziesz się zachowywała jak przyjaciółka, a nie odległa znajoma, która MOŻE KIEDYŚ znajdzie czas na rozmowę jak będzie miała dobry humor i dużo czasu. Tylko, że będziesz po prostu chciała, z własnej nieprzymuszonej woli, znaleźć choćby raz w tygodniu w ten weekend trochę czasu na rozmowę czy spotkanie. Nie z obowiązku, ale tak po prostu. To też wiesz. Teraz, jak się wkurzyłam po raz 1500-ny, mówisz mi, że możesz do mnie przyjechać w środku tygodnia po nocy przez całe miasto i sama się tłuc nocnym do siebie. Po co. Ja nie chcę tego, ani żebyś się tłukła po nocy, bo to niebezpieczne i nieprzyjemne po prostu, ani żebyś się dla mnie poświęcała. Ja chciałam najwyżej paru godzin wykrojonych raz na ten tydzień czy dwa, kiedy dla nas obu to relatywnie komfortowe. Nie wiem, czemu się nie dało, serio...

 

Nie miała kasy na koncie, a mi znowu coś się przydarzyło i nawet nie wiedziałam że nie mam już internetu w komórce. Jej wiadomości na gg odczytałam mocno po czasie, mimo że obiecywałam, że będe taka dostępna i znowu gucio.

Serio, do tej pory nie wiem, co ma internet w komórce do tego. :)

Napisałam na gg, nie odpowiadasz. Widzę Cię na facebooku (czyli w necie jesteś), piszę tam, bo może na gg nie doszło, też nie odpowiadasz. Myślę sobie, może teraz nie możesz albo coś. Ale następnego dnia też nic. No to się wkurzyłam, owszem, bo to była dla mnie ważna sprawa, a wyszło na to, że na lajkowanie postów albo pisanie o książkach czas był, a choćby słowem odpowiedzieć mnie, już nie było. Może i wtedy przesadnie o to na Ciebie nawrzeszczałam, ale myślę, że wiele osób by zareagowało podobnie, bo kurczę... No.

 

Teraz mam więcej czasu, ale "to żaden problem dzielić się czasem, który się ma".

No bo taka prawda, maleńka. Żadne osiągnięcie znaleźć dla kogoś chwilę, jak się ma kupę czasu wolnego, ale dla przyjaciela w biedzie albo w sytuacji, kiedy w przyjaźni się coś posypało i chce się ją odratować, zwykle człowiek stara się znaleźć też trochę czasu, jak się go ma mniej. Dla mnie to zwyczajne, ludzkie. Dla jakichś odległych znajomych go można nie mieć, ale nie można bliższych odstawiać na boczny tor za każdym razem jak tak jest wygodniej i oczekiwać, że pozostaną bliscy, że ich to nie zaboli.

 

Jest to osoba, która nie ma granic "zdrowego egoizmu"

Serio? :)

Ja myślę, że mam je właśnie teraz.

 

Jak coś nie napisałam w całym tym długim poście jednego zdania i jednej myśli, której Dusiołek by już nie słyszała, zwykle po wielokroć. No ale ponieważ wiem, że to ciężko przedstawić obiektywnie taki problem, to teraz macie wgląd w obie strony. Jeśli nadal uważacie, że jestem egoistyczna, roszczeniowa i nigdy nie widzieliście osoby, która by tyle wymagała od przyjaciela, proszę, pokażcie mi, co konkretnie, bo ja, jakkolwiek mam wiele wad, to raczej nie te.

 

albo dlaczego Ty jestes jedyna osoba, która ma czas dla niej, gdzie reszta jej przyjaciół ?

Akurat moja pracująca po 12h/dobę druga przyjaciółka jest i trochę czasu znajduje. ;-) Poza tym jest dziewczyna, z którą się spotykam, jest trochę znajomych bliższych i dalszych, ale to nie o to chodzi. To chodzi o to, że jak ktoś chce być przyjacielem, to niech się jak przyjaciel zachowuje, a jak nie chce, bo nie ma czasu ochoty czy coś, niech to powie. Jestem duże dziecko i to zniosę. Natomiast jak ktoś mówi, że jest przyjacielem, ale zachowuje się często gęsto jak znajomy, to głupieję, chyba każdy by zgłupiał.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może to i dobrze, ktoś rzuci na to okiem mając dwie relacje. Napisałam ten temat, bo naprawdę czuję się zagubiona, kiedy raz mówisz, że nie chcesz mnie widzieć i ze mną rozmawiasz, a raz rozmawiasz wydaje mi się w miarę normalnie, ale już tak było i po jakimś czasie dowiaduję się, że jednak normalnie nie jest i dalej nie chcesz mnie widzieć.

 

Wszystkie aspekty w zasadzie sobie wyjaśniłyśmy. Wiec może potraktuję większość Twoich odpowiedzi po prostu jako opis tego jak wygląda sytuacja z Twojej strony. Jak zauważyłaś w moim ostatnim poście sama napisałam, że nie wymagasz żadnej opieki. Jednakże jako przyjaciółka, która mi pomagała wielokrotnie, a teraz ma długoterminowy problem - po prostu chcę Ci dawać wsparcie niezależnie czy o nie prosisz, czy nie - zasługujesz na nie. Czasami będę w stanie dać Ci go więcej, czasami mniej, moim błędem było nagłe wycofanie się z tego większego, gdy ja potrzebowałam oddechu, ale to nie znaczy, że tego nie chcę.

 

Wiele rzeczy w trakcie naszej... dość długiej kłótni mówiłam i w złości i też wielokrotnie Ci już je wyjaśniałam. Wiem, że pewnie minie trochę czasu, nim rzeczywiście o nich zapomnisz, ale naprawdę niektóre ze zdań które cytujesz są oderwane z kontekstu i tłumaczyłam już co miałam na myśli wówczas. Na początku nie czułam się winna, co i pisałam, od jakiegoś czasu czuję się winna aż za bardzo. Widzę ile Cię to kosztowało, i kosztuje nadal, szczególnie, że po drodze wypadają kolejne grzeszki, a to nie zauważę, że napisałaś, akurat gdy potrzebowałaś pogadać, a to coś mi wypadnie w dniu gdy akurat jako jednym z nielicznych masz wolne...

 

Zamiast tego sama odzywałaś się późno wieczorem i zwykle zaraz pisałaś, że idziesz spać.
Vian... ja wracałam późnym wieczorem do domu... A nawet jak zdarzyło mi się mieć luźniejszy dzień to też było sporo domowych robót do zrobienia, które zaniedbywałam regularnie. Pewnie jakbym zdecydowała pracować tam na stałe -> nie brałabym dodatkowych zleceń i też jakoś lepiej się zorganizowała z lekarzami, zaświadczeniami i innymi duperelami. Jednak skoro wiedziałam, że to tylko do max połowy października - zacisnęłam zęby byle dotrwać i wiedziałam, że potem nadgonię zaległości towarzyskie. Widać źle myślałam.

 

Spotkanie w trójkę zaproponowałam na weekend, bo akurat spędzałam ten weekend z chłopakiem. Powiedziałam mu, że chciałabym się z Tobą spotkać i sam to zaproponował w sumie, bo zawsze się dogadywaliście. My też byłyśmy po jednym takim oczyszczającym spotkaniu, rozmawiałyśmy normalnie... No dlatego zaryzykowałam ;)

 

Teraz też zdarza nam się rozmawiać w miarę swobodnie, i też tracę wówczas czujność. Nie wiem, czy to JUŻ, czy ejszcze nie. Myślę, że jeśli w końcu wypracuję sobie wybaczenie u Ciebie, to po prostu tego nie zauważę ;) Bo już teraz udaje Ci się być czasem ponad to, dlatego też głupieję, kiedy potem słyszę, że nie masz ochoty mnie widzieć.

 

Powiem szczerze, że jak umówiłaś się na spotkanie z moim chłopakiem w tym tygodniu, jeszcze bardziej zgłupiałam i było mi przykro, że to ja jestem tą z tej trójki, której nie chcesz widzieć. No chyba, że po paru dniach coś się zmieniło i teraz ponownie czekasz na moją propozycję spotkania. Naprawdę jednak pojęcia nie mam kiedy jest dobry moment, by Ci je zaproponować. Czy w ogóle tego jeszcze chcesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość pysiunia

Uważam, że przyjaciel zawsze znajdzie czas dla przyjaciela. Nawet, gdyby to miałoby być tylko raz w tygodniu.

Unikanie, nieodpowiadanie na sms-y, proszenie o przebaczenie i powtórka "takiego" zachowania wobec przyjaciółki - to nieodpowiedzialność, dziecinada.

 

Odniosłam i nadal odnoszę wrażenie, że Dusiorek jest bardzo egoistyczna. Bierze, jeśli jej jest źle - nie dając NIC w zamian.

 

Vian, ja nie liczyłabym na taką "przyjaciółkę" ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Uważam, że przyjaciel zawsze znajdzie czas dla przyjaciela. Nawet, gdyby to miałoby być tylko raz w tygodniu.

TYLKO raz w tygodniu? Ojej, gdyby Dusiorek miała dla mnie czas raz w tygodniu, to ja bym nie wiedziała co z całym swoim szczęściem zrobić. :D Wcale nie ironizuję.

 

Odniosłam i nadal odnoszę wrażenie, że Dusiorek jest bardzo egoistyczna. Bierze, jeśli jej jest źle - nie dając NIC w zamian.

Nie, to nie tak...

Dziewczyna, z którą się spotykam, słysząc o tej sytuacji walnęła dość obcesowo, że Dusiołek "najpierw się sama pcha z pomocą, a potem irytuje, jeśli ktoś tę pomoc przyjmie". (Obcesowo bo obcesowo, ale wiesz, moja mała, że sporo w tym racji.)

Po prostu jej zdecydowanie i samozaparcie nie dorasta do jej chęci.

Ale to wspaniała dziewczyna jak chce i się postara. :-)

 

Tylko ja Ciebie, maleńka, uprzedzałam, że akurat ten epizod depresji to nie jest moment, kiedy możesz sobie ćwiczyć dotrzymywanie słowa, bo to dla mnie za poważna sprawa. Że nie ma problemu, że powiesz "nie dam rady", ale jak powiesz "dam radę" to musisz dotrzymać słowa.

 

@Dusiołek

Sama wiesz jak jest z tym czasem, wieczorami, zajęciami. Wiesz dobrze, że jakbyś chciała, to byś bez problemu czas znalazła, bo dla chłopaka jakoś się znajdował i to nie tylko wtedy, kiedy ja nie mogłam, ale i wtedy, kiedy mogłam.

 

O spotkaniu we trójkę rozmawiałyśmy przed Twoją propozycją i jasno powiedziałam, że czułabym się dziwnie i że ogólnie chętnie, ale najpierw chciałabym raz czy dwa spotkać się z Tobą sam na sam, bo no jest taka sytuacja między nami. Powiedziałaś "ok", a za jakiś czas dostaję sms z czymś, co brzmi prawie jak ultimatum - "możemy się spotkać w weekend we trójkę albo same w tygodniu rano". Żadne tam "jestem u chłopaka, co byś powiedziała, jakby poszedł z nami", tylko takie albo-albo i żadna opcja nie uwzględniała za bardzo mojej wygody, a jedynie Twoją. No mnie się to nie spodobało. Wybacz.

 

W sierpniu powiedziałam, że nie będziesz miała czasu na odbudowywanie czegokolwiek ze mną, bo albo będziesz pracą zajęta, albo chłopakiem. Powiedziałaś, że się przekonam, że to nieprawda, a Twój chłopak jest duży i świetnie się umie sobą zająć jakiś czas, a w ogóle z nim możesz się spotykać w tygodniu, więc z czasem dla mnie nie będzie problemu. I co? :-) I jajco.

 

Teraz mogę sobie pozwolić na kładzenie się po 2 w nocy i poświęcenie jej tego czasu, ale wiem, że już za rok jak skończę studnia, znowu staniemy przed tym samym problemem. A jak za rok skończe studia, znajdę pracę, założe rodzinę?

Ekhm, to są moje słowa i moje pytania, a Ty nie dalej jak 2 tyg temu zapewniałas mnie, że nie będzie problemu. ;-) A ja myślę, że będzie właśnie, bo niestety, ale albo nie umiesz sobie wybierać priorytetów (np. priorytetem będzie spotkanie ze mną w 1 dzień wolny w tygodniu, bo z chłopakiem możesz spędzić pozostałe 6) albo nie chcesz tego robić, bo coś takiego nie jest dla Ciebie priorytetem.

 

Umówiłam się z Twoim chłopakiem i świetnie wiesz, po co - bo chcę mu przekazać rzeczy, które kupił i nauczyć je używać. Nie umówiłam się na ploteczki towarzysko, a Ciebie złośliwie nie uwzględniłam. Jak nie chciałam na razie spotkań we trójkę tak na razie nie chcę z wyżej wymienionych powodów. Jemu zresztą wyjaśniłam co i jak i nie było (chyba?) problemu. Zresztą umówiłam się z nim też bez problemu i trwało to kilka minut a nie 2 miesiące. Czemu? Bo chciał dostać to, co kupił, więc chciał się spotkać.

 

moim błędem było nagłe wycofanie się z tego większego, gdy ja potrzebowałam oddechu, ale to nie znaczy, że tego nie chcę

Twoim błędem było wycofanie się BEZ UPRZEDZENIA. A jeśli taki masz już straszny opór przed wysłaniem wiadomości "potrzebuję trochę czasu dla siebie, nie będzie mnie jakiś czas", bo to "spowiadanie się" czy jak to tam określiłaś, no to powinnaś była chociaż wziąć na klatę, że ja się wtedy przez to poczułam źle. Zamiast tego zrobiłaś awanturę, a potem poszłaś w zaparte, że byłaś wzorową przyjaciółką a ja wreda się czepiam. Nie czepiam się, tylko chwalę i dziękuję jak coś mnie cieszy, a wkurzam się i mówię, że zabolało, jak coś mnie zrani. Wydaje mi się to słuszne, ale teraz też czuję się tak, jakbym nie mogła się za nic na Ciebie wkurzyć, czy robisz dobrze czy źle.

 

Powiedziałam, że możesz popełniać błędy i mnie dotykać/ranić tak długo jak ja mogę się za nie na Ciebie wściekać, Ty że to ok i sprawiedliwe. Zmieniłaś zdanie?

 

Jak zauważyłaś w moim ostatnim poście sama napisałam, że nie wymagasz żadnej opieki.

Dokładnie to napisałaś:

 

bittersweet, żle mnnie zrozumiałeś, nie ja mam ją leczyć i nie potrzebuje opieki, ale wsparcia, więcej wsparcia niż zdrowa osoba. Szczególnie dlatego, że nie ma wokół siebie zbyt duzo ludzi na których mogłaby polegac.

A ja Ci powiedziałam wielokrotnie, że jak Cię na to wsparcie nie stać, to ja i bez niego sobie świetnie poradzę. Mniej świetnie niż z nim, ale poradzę. Natomiast jak mi je obiecujesz a jak go potrzebuję, jest lipa - wtedy sobie nie radzę. Wtedy czuję się przez Ciebie zawiedziona i wybacz - chyba słusznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dusiorek, Vian, widać że obojgu Wam zależy na Waszej relacji, tylko ze nie potraficie sie jakos dogadać..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dusiorek

Widzę że masz braki i powinnaś popracować nad sobą w obszarze - dojrzałość i odpowiedzialność.

 

-- 15 paź 2014, 11:34 --

 

Dla mnie ten wątek jest bardzo pouczający i to w kilku kwestiach.

Np w kwestii skuteczności terapii behawioralno poznawczej.

Osoba jest niby zdrowa, została wyleczona z zburzenia osobowości, ale nie potrafi tworzyć zdrowych relacji i nawet nie widzi tego że nie potrafi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Heh... nie chcę od nowa w sumie tego przerabiać...

 

Tak miałam ciężki okres cholernie. Tak byłam przemęczona do tego stopnia, że nabawiłam się anemii i tak nie miałam czasu dla nikogo. Dla Vian, dla swojego chłopaka też. Dla nikogo. Jedyny czas jaki miałam dla siebie na chwilę, w zasadzie próbowali mi wyrwać wszyscy moi znajomi. Wszystkich rozczarowałam, ale wiedziałam też, że to CZASOWE.

 

Vian to nie było też tak, że tylko ja ciężko pracowałam. Ty pracowałaś tak samo ciężko, w dodatku o kompletnie innych godzinach. Kiedy mogłam ja - nie mogłaś Ty. Nie chcę byś z tego powodu zwala na mnie całą odpowiedzialność, za te 2 miesiące. Jeśli po pracy nie leciałam do kolejnej pracy, nie mogłam z Tobą umówić się po południu, tylko ewentualnie koło 21-22. Masz wolne tylko dwa wieczory w tygodniu i uwierz, że naprawdę ciężko było się w nie wpasować.

 

Dobrze też wiesz, że jak pierwszy raz odmówiłaś mi spotkania, to nie usłyszałam wtedy, że masz "muchy w nosie", ale że jeszcze nie jesteś gotowa się ze mną spotykać. Może źle zrobiłam, że długo nie proponowałam kolejnego spotkania, ale wolałam poczekać, niż narażać się na kolejnego kosza. Czekałam na jakiś znak, że to ten moment, że zrobisz też jakiś krok.

 

Kiedy spytałam niedawno o sobotę Twoją, ale w sobotę, gdzie było to dla Ciebie już za późno, znów stwierdziłaś, że nie chcesz mnie widzieć. Potem znowu rozmawiałyśmy już normalnie, ale naprawdę nie wiem już kiedy będzie dobry moment, by się z Tobą umówić.

 

Popełniłam wiele błędów. Jasne, że nie były one dojrzałe. Na Vian uczyłam się relacji międzyludzkich, była pierwszą osobą, z którą stworzyłam jakąś w miarę normalną więź.Miała pecha pokazywać mi, jak o ludzi trzeba dbać, co się robi gdy nam zależy, a ja uczyłam się na błędach popełnianych w naszej relacji. Nie pisałam tutaj tematu, aby zj**bać swoją przyjaciółkę, ani po to aby poskarżyć się jaka to byłam nie dobra. Chciałam rad, jaki zrobić kolejny krok. Chciałam być wiedzieć Vian, czy zechcesz się ze mną jednak spotykać.;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie pierwszym krokiem jest nauczenie się rozrózniać swoje projekcje od rzeczywistości.

Wg twoich wyobrażeń Vian oczekiwała żebyś się nią zajmowała prawie jak niemowlęciem. Oczywiście tego nie jesteś w stanie dokonać i z tego powodu czujesz się winna.

Vian chciała naprawdę jednego spotkania w tygodniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Inga_beta chyba niezbyt dokładnie mnie czytałaś ;)

Prostowałam już fakt, że Vian nie oczekiwała tego ode mnie tylko, że ja czułam się zobowiązana jej to dać. W momencie kiedy tłumaczyła mi, że mogę olać jej chorobę, tylko mam uprzedzić, no to halo... naprawdę ktoś komu zależy powie "sorry nie jestem w stanie"?

Ja chciałam spróbować, może spróbowałam za nadto, przez co poczuła się potem odrzucona, kiedy mnie zwaliły się różne rzeczy na głowę.

 

Nie chcę się tłumaczyć, nie jestem łatwą osobą w pożyciu, ale też myślę, że niejeden z Was miewa takie okresy, gdzie nie ma czasu kompletnie i się przepracowuje (szczególnie, że pisałam nie raz, że to nie tylko kwestia była mojego braku czasu, ale i jej), i też myślę, że nie tylko ja, jako osoba z zaburzeniami, miałabym problem, by wyrównać relacje z osobą chorą na depresję. Vian sobie świetnie radzi i tak, ale też nie jest łatwą osobą ;)

 

Zjebałam - co przyznaję od początku, więc też uważam ten komentarz: "Osoba jest niby zdrowa, została wyleczona z zburzenia osobowości, ale nie potrafi tworzyć zdrowych relacji i nawet nie widzi tego że nie potrafi." za zbędny i dość dziwny. Szczególnie Inga_beta, że nie masz wglądu w moje inne relacje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja bym na początek chciała się dowiedzieć, czemu Dusiorku (R, stale Cię przerabiam na Dusiołka, nick bez związków z Leśmianem?) mnie tak niesprawiedliwie odmalowałaś? Tzn nie zrozum mnie źle, ja się cieszę bardzo, że temat założyłaś, nawet jakbym na niego nie wpadła, ale ja kazałam Ci być zawsze dostępna?! Narzucałam odgórnie czas i miejsca spotkań, a Ty nic nie miałaś do gadania?!? Kazałam Ci zarywać noce a do tego częściej niż raz w miesiącu :D ?!?! Ahahaha no przecież to śmieszne po prostu jest. Czemu, jak bittersweet tak opacznie to zrozumiała, nie wyjaśniłaś jej, że jak ze mną siedziałaś do 4 w nocy, sama prowadziłaś nocny tryb życia i chodziłaś spać niewiele wcześniej? Owszem, zdarzyło Ci się parę razy siedzieć później specjalnie dla mnie, bo ja chciałam się wygadać, ale przecież ani razu tak, że miałaś iść spać o 23:00 powiedzmy, a do 4:00 siedziałaś, a przynajmniej ja o tym nie wiem. A jak nawet zostawałaś później którejś nocy, to zwykle wtedy, kiedy mogłaś odespać spokojnie następnego dnia. Zamiast tego wielkodusznie tłumaczysz, że roszczeniową manipulantką jestem przez chorobę. Dziękuję, obędzie się, bo ani szczególnie roszczeniowa nie jestem, ani Cię nigdy nie manipulowałam, żeby coś dostać. Chcę normalnych rzeczy jakie się składają na normalną przyjaźń.

 

Tak nie było zwyczajnie i świetnie wiesz o tym. Jak chciałaś mi obrobić pupę to mogłaś napisać o mojej drażliwości czy o tym, że jak się zdenerwuję, to często wrzeszczę (dosłownie, na Dusiorka potrafię nakrzyczeć, bo jestem w nerwowym proszku). Albo że się czepiam Ciebie o pierdoły np. jak bez słowa sobie odchodzisz na dłuższy czas od komputera w czasie rozmowy, co nieodmiennie i z każdym wnerwia mnie równo.

 

Nie pisałam tutaj tematu, aby zj**bać swoją przyjaciółkę, ani po to aby poskarżyć się jaka to byłam nie dobra.

No ale siebie odmalowałaś jako ofiarę moich humorów, która z sercem na dłoni robi wszystko co Ci każę, a mnie jako roszczeniową sukę, której ciągle mało i ciągle źle. Gdybym przypadkiem nie znalazła tematu, to tak by zostało. Przecież wtedy logiczne, że nie dostałabyś skutecznych rad...

 

Dobrze też wiesz, że jak pierwszy raz odmówiłaś mi spotkania, to nie usłyszałam wtedy, że masz "muchy w nosie", ale że jeszcze nie jesteś gotowa się ze mną spotykać. Może źle zrobiłam, że długo nie proponowałam kolejnego spotkania

No ale ja zaproponowałam, a Ty powiedziałaś "Hm... no nie wiem, coś tam coś tam, plany chyba jakieś mam... może rano dam radę..." i ogólnie stanęło na nie, bo ja rano nie dałabym rady. Myślałam, że to jasne, że jak sama wychodzę z propozycjami, to znaczy, że się już przygotowałam. ;-)

 

Masz wolne tylko dwa wieczory w tygodniu i uwierz, że naprawdę ciężko było się w nie wpasować.

Kotek, każdy normalny pracujący człowiek ma wolne 2 dni w tygodniu, tylko większość ma wolną sobotę i niedzielę, a ja piątek i sobotę. Cała różnica.

 

Kiedy spytałam niedawno o sobotę Twoją, ale w sobotę, gdzie było to dla Ciebie już za późno, znów stwierdziłaś, że nie chcesz mnie widzieć.

No bo było późno, a ja bardzo zdenerwowana, a Ty mi WTEDY, jak ja jestem w proszku emocjonalnym i to słychać było (nie, nie chodziło o moje relacje z Dusiorkiem, zupełnie z innego powodu się denerwowałam), proponujesz wypad na piwko. Albo mi mówisz, że Ty teraz znowu noce możesz zarywać, więc przyjedziesz do mnie do knajpy u mnie po mojej robocie o 22:00 czy 23:00 i Ty będziesz nocnym jeździć. No gdzie dziewczyno! Kiedy ja Ci pozwoliłam jeździć po nocy bez protestu? Chyba logiczne, że bym się denerwowała o Ciebie a w ogóle zła bym była, że ja sobie w domciu siedzę, a Ty gdzieś marzniesz jadąc przez całe miasto i że już sama bym wolała marznąć. Nawet jak siedziałam jak kupa nieszczęścia i płakałam, to nie chciałam, żebyś po nocy do mnie jeździła, bo to za wiele dla mnie. Ja nie potrzebuję i nie chcę Twojego POŚWIĘCENIA. Ja nienawidzę poświęcania się dla kogoś.

 

Poza tym nie podoba mi się, że jak Ty raz zrobisz coś dobrego, fajnego, miłego, to traktujesz to jako usprawiedliwienie jak następnym razem zrobisz coś źle i chyba uważasz, że już o to nie powinnam się złościć. Obawiam się, że wtedy bym usłyszała "ooo, a ja do ciebie 2 miesiące temu wieczorem przyjechałam, a tobie się nie podoba to i to". Ja nie chcę, żeby to tak działało.

 

A powiedziałam Ci, że nie chcę już obietnic, że mnie "złapiesz w tygodniu", bo co tydzień od 2 miesięcy to słyszałam i ani razu nie wyszło, tylko zwykle w sobotę czy w niedzielę nawet dostawałam wiadomość, że jesteś u chłopaka i może we trójkę, albo że byłaś na imprezie albo w ZOO albo gdzieś tam. Albo po prostu co tam u mnie, bez słowa o spotkaniu. No i potrzymuję to, nie chcę. Jak następnym razem usłyszę, że "mnie złapiesz w tygodniu", to chyba nawrzeszczę na Ciebie znowu. :P

 

Chciałam być wiedzieć Vian, czy zechcesz się ze mną jednak spotykać.

Może mi najpierw odpowiedz na moje pytanie na samej górze, bo ja w pierwszej chwili się ucieszyłam, że temat założyłaś i że chcesz jakoś aktywnie zadziałać coś, dowiedzieć się czegoś, ale za chwilę mi się przykro zrobiło jak mnie przedstawiłaś, że pozwoliłaś na takie złe zrozumienie problemu. I nadal jest mi przykro mówiąc szczerze. Chciałabym to zrozumieć...

 

Vian chciała naprawdę jednego spotkania w tygodniu.

Mniej nawet, wiadomo, ze nie w każdy tydzień da się radę. Ale jak się nie da, to miło byłoby, gdyby znalazła czas na dłuższą rozmowę choćby na tym komunikatorze, żeby po prostu kontakt jakiś był poza "hej, co u ciebie, ja idę spać". ;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Matko i córko :o, oczom nie wierzę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Matko i córko :o, oczom nie wierzę.

Huh?

A chciałabyś rozwinąć? :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Np w kwestii skuteczności terapii behawioralno poznawczej.

Osoba jest niby zdrowa, została wyleczona z zburzenia osobowości, ale nie potrafi tworzyć zdrowych relacji i nawet nie widzi tego że nie potrafi.

Mozesz wyjaśnic ? myślałam zawsze , ze nie można wyleczyc z.o. , można tylko nauczyc sie z nim funkcjonować :?:

 

Dusiorek, mozesz cos napisac o swoim z.o. ? oczywiscie jezeli nie chcesz, rozumiem.

 

Vian, przykro mi czytac ze jesteś w złym stanie teraz... trzymaj sie dziewczyno, jak masz strupa zawsze sie mozna wbijac na foruma ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dusiorek,

Przeczytaj jeszcze raz komentarze jakie dostałaś po tym jak opisałaś swoją przyjaciółkę i waszą przyjaźń.

Gdybyś potrafiła tworzyć zdrowe relacje to potrafiłąbyś w sposób obiektywny i prawdziwy opisać swoją relację z przyjaciółką.

Chcesz rad ale takich aby nie trzeba się było w ich wyniku zmieniać i mierzyć z prawdą o sobie.

Jeżeli jednej zdrowej relacji nie potrafisz stworzyć to znaczy że innych też nie potrafisz. Taka jest prawda psychologiczna, ale psychologia to twoja słaba strona więc nie będę cię już więcej uświadamiać.

 

-- 15 paź 2014, 13:06 --

 

bittersweet,

Co to znaczy nauczyć się funkcjonować z z.o. ?

Nieraz czytam takie sformułowanie i tego nie rozumiem.

z.o. można wyleczyć tak samo jak leczy się nerwicę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej, Dusiorek to wspaniała dziewczyna, naprawdę. :) Tylko jej się... kręci czasami chyba. Raz daje z siebie za dużo i nie zawsze to, czego bym potrzebowała, a potem się szybko zniechęca... Ale ma milion wspaniałych cech i jak będę miała więcej czasu, to je wypiszę. :) Ja ją bardzo doceniam ogólnie, tylko w kwestii pokazania jakoś zachowaniem, że jej zależy na przyjaźni jakkolwiek, że to traktuje jak przyjaźń a nie znajomość, wychodzi słabo. Przez to w mojej głowie robi się misz-masz, bo słyszę o przyjaźni, a de facto z relacji to wychodzi luźna znajomość.

 

I to ze mną, bo np. z byłym facetem starała się bardzo i cały czas. Teraz z obecnym też chyba jej się układa bardzo dobrze, co mnie ogólnie cieszy, tylko jeszcze chciałabym mieć swoje miejsce w tym wszystkim... :)

 

@Inga

Nie moja specjalność, ale też znam wersję, że zaburzenia osobowości można zaleczyć, a nie wyleczyć i to zaleczyć, to znaczy właśnie opanować, nauczyć się rozpoznawać mechanizmy pewne, reagować na nie itd.

Dusiorek moim zdaniem sobie ze swoim znakomicie radzi, znam wiele innych osób z jej zaburzeniem i każda praktycznie radzi sobie gorzej. Ja bardzo długo w ogóle nie poznałam, że cokolwiek ma, sama mi dopiero powiedziała.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×