Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Dusiorek

Użytkownik
  • Zawartość

    239
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Może faktycznie powinnam bardziej w temacie wyjaśnić, moje "zjebanie sprawy", niż wady Vian, ale posta pisałam czując frustrację i gubiąc się w tym wszystkim. Wiem, że nim Vian mi wybaczy minie kupa czasu, o ile w ogóle, ale nawet Wy macie dość czytając nasz dialog. Ja też mam dość. Nasza wymiana zdań wyglądała bardzo podobnie i twała też ze 2 miesiące - mailowo. Maile miały po parę stron. Nie umiemy się dogadać. Każda próbuje złapać drugą za słówko, albo temat jest drążony wielokrotnie, co jest zrozumiałe z punktu widzenia pokrzywdzonej Vian - bo temat nie jest dla niej zamknięty. Z mojego punktu widzenia - nie rozumiem czemu po raz enty mam się tłumaczyć, czemu nie miałam czasu, co było moim priorytetem, czy czemu chciałam ją wspierać. Łatwo powiedzieć, że nic się nie oczekuje, ale co? Czy ktoś z Was byłby z przyjaciółką, która by powiedziała "nie sprostam zadaniu wspierania Ciebie, więc nawet nie będe próbować?". Vian to wspaniałomyślnie z Twojej strony, że tak mi pozwoliłaś, ale choć nie jestem dla drugiego człowieka w stanie zrobić tego co Ty, to takie podejście, jakbym chociaż nie spróbowała, byłoby dalekie z kolei od mojej definicji przyjaźni. Dawałam ile mogłam i kiedy mogłam. W ostatnim czasie z kolei pomijając fakt, że praktycznie nie mogłam jeszcze pogubiłam się w tym, czego Ty chcesz. Nawet jak już wydawało mi się, że idzie ku dobremu okazywało się, że się mylę. Jestem już skłonna zgodzić się z Tobą we wszystkim, byleby skończyć te kłótnie. Nie wiedziałam, że znajdziesz ten temat, ale tak był on pisany ze zmęczeniem i frustracją z zaistniałej sytuacji i zamiast w końcu nakreślić mi, czy Ty jednak chcesz się ze mną spotykać, skoro już mam ten czas, czy jednak nie, wracamy do punktu wyjścia, do wszystkich praktycznie tematów, które pojawiły się w tych mailach. Nie wiem jak Ty Vian, ale ja nie mam do tego cierpliwości. Powiedziałaś w weekend, że nie chcesz się ze mną widzieć - byłas zdenerwowana i piszesz mi teraz że nawet nie próbowałam tego wyjaśnić - to świetnie oddaje mój stan. Nie próbowałam, bo naprawdę wolę pokornie schylić głowę i wziąć na siebie winy za wszystko, byleby właśnie zakończyć te kłótnie, które mnie po prostu strasznie męczą. Sama też nie odkręciłaś tego, więc prawdopodobnie na ten weekend nie pojawiłaby się żadna kolejna propozycja z mojej strony, o co pewnie znowu byłabyś zła. I tak w kółko. Możemy się nakręcać i wściekać o to, że nie miałam czasu jak pracowałam, ale po co skoro już nie pracuję? Wiesz jak wyglądał mój plan zajęć mniej więcej, mimo to przeprosiłam Cię za tamto i wytłumaczyłam, że bałam się Ci proponować spotkania na które raz miałaś chęć raz nie. Moje tłumaczenia się nie zmienią w zależności od tego jak długo na ten temat pogadamy. Tego już nie zmienię. Przykro mi. -- 16 paź 2014, 12:23 -- Temat już będzie do zamknięcia. W końcu udało nam się porozumieć z Vian i myślę że będzie juz dobrze między nami :) Dziękuję Wam za cierpliwość :)
  2. Czuję sie doceniana, mimo że nie czuję że na to zasługuję. Czuję że więcej dałam z siebie złego niż dobrego w naszej relacji, i mimo że na początku nie wiedziałam jak dawać to dobre, to po prostu z czasem gdy się dowiedziałam, nie umiałam się w naszej relacji zmienić i zacząć jakby od nowa. Liczyłam że przyjdzie taki dzień, kiedy Ci wszystko zwrócę z nawiązką, ale potem nie dawałam rady często z banalnymi rzeczami, a to mnie jeszcze bardziej dołowało. A kiedy czas na wykazanie się zbiegł się w dodatku ze wszystkim co mi się zwaliło na głowę... nawet nie wiedziałam czy jest co zbierać, szczególnie, że raz dawałaś mi nadzieję, rozmawiając ze mną w miarę normalnie, a potem bum. Nie zdążyłam nawet tego wykorzystać, przez nawał pracy i znów zawiodłam czymś tam, czasem nawet ode mnie niezależnym, bo a to wiadomości nie dochodziły, a to po prostu zasnęłam... No i tak czułam że kręcimy się trochę w kółko, a jak już zacyznało być dobrze, byłam przekonana, że to chwilowe, zaraz znów coś zawalę.
  3. Pasimba, Vian bardzo czesto mnie chwali i mówi mi miłe rzeczy, choć w moim mniemaniu ja na nie nie zasługuję. W ogólnym rozrachunku bardzo słabo wychodzę jako jej przyjaciółka, niezależnie od tergo czy pochwali u mnie coś małego, czy nie Choć owszem długo obrywałam za to, że ją zawiodłam i nie raz nawet sama chciałam odejść, czując że Vian zasługuje na lepszą przyjaciółkę, ale umówmy się - nalezało mi się. Oberwałam słusznie. Więc jeśli coś tu nie gra, to nie gra we mnie, w środku i w mojej samoocenie, choć uważam ją obiektywnie za słuszną. Bo jak wyżej - długo nie wiedziałam w ogole jak postepowac z ludźmi na których mi zależy
  4. Odzywałam się, nie zawsze jasne, bo gdy miałam wolną chwilę KAŻDY nagle coś ode mnie chciał. Pryzjaciel z Niemiec poczuł się olany, mój chłopak chciał spędzić ze mną czas, ciotka już czekała, aż posprzątam, poprasuję, zrobię co do mnie należy itd. Naprawdę nie było mi łatwo i jeśli mi nie wierzysz, powołuję się na to, jak wcześniej często rozmawiałyśmy. Zawsze byłas dla mnie ważna. Jednak w ostatnim czasie naprawdę jedyne czego chciałam to dobrnąć do tamtego piątku, kiedy to się skończy... Nie chciałam wyjasniać, bo obiecałam sie więcej nie tłumaczyć. nie chciałam byś moje wyjasnienie potraktowała jako wymówki, bałam się Ciebie rozłościć jeszcze bardziej. Byłam na fb na kompie , ale naprawdę nie przyszło mi do głowy, że gg na telefonie nie działa , więc nawet go nie włączałam na kompie. Sama też skoro mnie widziałaś mogłaś się spytać czy dostałam Twoje wiaodmości, nie raz nie dochodziły. Wiesz jak weszłam na fb np przeczytać wiadomość, czy coś skomentować to kwestia 2 min. Twój mail miał no nie raz śmiało parę stron A4. Wymagał poświęcenia znacznie więcej czasu i koncentracji i uwagi. Pomijając już czas konieczny na odpisanie, na odpisanie z sensem. Ale jak wyżej - Ty też nie miałaś czasu w tygodniu ^^'. Poza tym nie mów, że totalnie nic się nam nie udawało w przeciągu dwóch miesięcy. Rozmawiałyśmy średnio raz w tygodniu. Nie zawsze długo ale jednak. Czy to w pracy jak miałam luźniej popisałyśmy trochę, czy to któregoś wieczora później poszłam spać. Nie było idealnie jasne - biorę tu winę na siebie i nie raz Cię za to przepraszałam jak tylko mogłam. To naprawdę było CZASOWE. Chciałabym, aby między nami znowu było normalnie. Jak znajdę ten moment to napisze, ale było coś tam właśnie w stylu, że jemu zależy, czy że to było prostsze niż umówić się ze mną - mniejsza. Cieszę się, że macie kontakt i załatwiacie sprawy szybko. Chciałam tylko zaznaczyć, że ja też już jestem wolna, że też mi zależy. Ale proponujesz Potrafisz zwolnić się z pracy bo mnie coś boli, możliwość utrzymywania również padła parę razy jak miałam bardzo duże problemy z ciotką. Potrafiłabyś zrobić naprawdę masakrycznie wiele, co odrzucam, bo może masz racje wbijam sobie to do głowy niepotrzebnie, mimo że potrzebujesz niewiele, ale czuję się zobowiązana. Nie umiałabym przyjąć Twojej pomocy, która jest zbyt duża wg mnie i dalej dawać tyle samo z siebie co wcześniej. Może właśnie dlatego w sumie to czego nauczyłam się przy Tobie wykorzystuję w innych relacjach bardziej, sama nie wiem... Jednak sytuacja mojego braku czasu nie objęła tylko Ciebie, ale ogól moich znajomych wszystkich. Zapytaj na spotkaniu mojego faceta ile razy jemu odmawiałam spotkań, bo po prostu nie nadążałam. -- 15 paź 2014, 14:54 -- A to prawda, że w sumie dopiero dostawszy same komentarze oceniające naszą przyjaźń zamiast porad jak to przerwać, zrozumiałam, że trochę się zagalopowałam i w sumie nie oczekiwałam już wiele po tym wątku. Może dobrze Vian, że jednak zaczęłaś tu zaglądać
  5. Co do moich zaburzeń. Myślę, że Vian oberwała z nich najmocniej, jako że znała mnie jeszcze nim zaczęłam się leczyć, choć wtedy nasze relacje nie były szczególnie bliskie, choć kontakty częste. Wersji o to, czy da się to całkiem wyleczyć, czy tylko zaleczyć jest masa i nigdy nie zastanawiałam się nad tym dłużej. Jest jak jest. Jestem borderem, mam niektóre zachowania bordera, które Vian rozpoznaje i rzuca ewentualnie hasłem "border alarm" i staram się dzieki temu odnaleźć szybciej równowagę widząc swoje mechanizmy. Na co dzień jednak funkcjonuję dobrze moim zdaniem i zdaniem takowym, że dopóki ludziom nie mówię o tym, to nikt u mnie zaburzenia nie podejrzewa, a to chyba dobry znak. Jedyne co odczuwam to, że we mnie jest zbyt dużo emocji, zbyt silnych szybko przeskakujących z jednego skrajnego odczucia, na drugie. Ciężko mi ciągle się kontrolować by moje zachowanie było dla innych spójne i adekwatne do sytuacji. Vian miała chyba większy problem z tym, że nie miałam rodziny, mój poprzedni związek nie był związkiem - co w zasadzie ona pomogła mi dostrzec. Moje przyjaciółki nie rozumiały mnie i się mnie bały, więc nie były właściwie przyjaciółkami. Vian była pierwszą, która mnie zaskakiwała swoim zachowaniem. Nie wiedziałam, że jak ktoś jest chory to się powinno jechać do niego z lekami, ani że ja czegoś mogę od kogoś oczekiwać, by dla mnie zrobił. Problem w tym, że nie zdążyłam jej "oddać" tego co mi dała, a nowe zachowania, które nabywałam od niej wykorzystywałam bardziej w nowych relacjach, gdzie miałam białą kartę. Niestety nawet jak obserwuję z boku ludzi... Mało kto w ogóle chce dawać od siebie choćby w połowie tego, co dałaby Vian. Pomijając już fakt, właśnie, że potrafiła nie pójść dla kogoś na egzamin swój, czy utrzymywać przyjaciółkę, czy wziąć na kogoś tam kredyt. Więc odwdzięczyć się Vian jest naprawdę ciężko, biorąc pod uwagę kaliber jej oddania dla osób bliskich
  6. Vian, napisałam jak to wygląda z mojej strony. Nawet jak lubię siedzieć po nocach, to zawsze jak siedziałam aż tak długo narażałam się mojej cioci, z którą mieszkam w jednym pokoju. Często by skończyć z Tobą rozmowę nie ucinając "sorry spadam, pa", musiałam jednocześnie odpisywać Ci i kłócić się z ciotką, którą obudziło światełko. Kiedy z kolei nie mogłam siedzieć po nocach - nie raz zaczynałyśmy rozmowę 22-23 i kończyłyśmy po północy i to nie było raz w miesiącu, a więcej razy :). Tak wiem nie wymagałaś tego, ale zależało mi właśnie na dłuższej rozmowie z Tobą, niczym nie przerwanej. Więc biorąc pod uwagę, że wracałaś do domu właśnie wtedy, kiedy ja chciałam niebawem pójść spać, to stwierdzenie, że: Jest cholernie niesprawiedliwe. Co do spotkań co rusz zmieniałaś zdanie i zmieniasz nadal. W poście dzisiaj przeczytałam, że umówiłaś się z moim facetem m.in dlatego, że z nim było łatwiej. I piszesz to w 3 dni po tym jak mi powiedziałaś, że nie chcesz mnie widzieć, ani ze mną rozmawiać! Po czym dopisujesz jak to ja zła przyjaciółka nie mam dla Ciebie czasu właśnie na te rozmowy i spotkania... No kurde... Naprawdę się gubię, więc jak jest? I o ile pamiętam, to nie chciałaś mnie widzieć ponownie właśnie dlatego, że mnie nie zastałaś na gg któregoś dnia, gdy mnie potrzebowałaś a nie miałaś nic na koncie na kom. Na Twoje długie maile, jak nie odpisałam w miarę szybko, też było Ci przykro, na niektóre wręcz pisałaś, abym w miarę szybko zareagowała - i ok! Nie mam nic przeciwko, ale robienie ze mnie tej mocno złej, która nie robiła kompletnie nic i podkreślanie jak to Ty nic nie oczekiwałaś jest no dość przykre. Oczekiwałaś, chciałaś bym zrobiła coś, co by pokazało jak mocno mi na Tobie zależy. A ja próbowałam temu sprostać. Raz wychodziło mi, byłam na miejscu, raz nie i akurat fakt, że raz poszłam na urodzinową imprezę, czy mój facet w związku z imieninowym prezent zabrał mnie do zoo, nie ma tu nic do rzeczy. Nawet na tej imprezie byłam ze dwie godziny? Krótko bo padałam na pysk. Nie wiem czy byś miała ochotę na tak krótko w ogóle robić sobie problem z dojazdem. Naprawdę jedyne co chciałam to zacisnąć zęby, do końca pracy i naprawić w ogóle moje życie społeczne, które po prostu upadło. Byłaś jedyną prócz mojego faceta osobą, dla której coś chciałam kombinować, przesuwać itd. Nie wyszło, ale podkreślam po raz kolejny - nie tylko ja z nas dwóch nie miałam czasu. Co do tego, że zgodziłam się z tym "roszczeniowa". Chciałaś bym zrobiła coś, co będzie punktem zaczepiania, co pozwoli Ci wybaczyć, mówiłaś że chcesz bym to ja dostosowywała się do Ciebie w ramach rekompensaty i na ostatnim spotkaniu też mówiłam Ci, jak bardzo się tym stresuję. Nie odpisałam na maila 2 dni? Jesteś zła. Nie było mnie na gg? Jesteś zła. Nie proponuję spotkania? Jesteś zła. Proponuję spotkanie? Nie chcesz mnie już/na razie widzieć. Kiedy teraz próbuję dostosować się do Ciebie bo w sumie nawet pasuje mi późny wieczór w tygodniu, to nie, bo będę nocnymi jeździć i się nie zgadzasz. Kiedy mam pierwszy wolny piątek od dawna, to już umówiłaś się z moim facetem, a nie chcesz widzieć nas w trójkę ^^'. Może ze mną nie jest łatwo się umówić, ale naprawdę Vian mi nie ustępujesz pod tym względem . Nawet gdy już dałaś sygnał, że możesz być gotowa na spotkanie, wystarczyło, że nie wiem nie odpisze na maila na czas, albo że nie mogłam rozmawiać i zaraz znowu nie chciałaś mnie widzieć. Obie miałyśmy ciężki okres. Ty pod względem emocjonalnym, ja pod względem pracy, całkowitej zmiany trybu życia, choroby. U mnie też się bardzo dużo działo i pamiętasz zresztą że nim nastąpiły te zmiany rozmawiałyśmy praktycznie codziennie, i wcale nie krótko, nie raz były to wielogodzinne rozmowy. Więc ten okres to naprawdę nie był mój brak chęci, tylko przede wszystkim zmęczenie.
  7. Inga_beta chyba niezbyt dokładnie mnie czytałaś Prostowałam już fakt, że Vian nie oczekiwała tego ode mnie tylko, że ja czułam się zobowiązana jej to dać. W momencie kiedy tłumaczyła mi, że mogę olać jej chorobę, tylko mam uprzedzić, no to halo... naprawdę ktoś komu zależy powie "sorry nie jestem w stanie"? Ja chciałam spróbować, może spróbowałam za nadto, przez co poczuła się potem odrzucona, kiedy mnie zwaliły się różne rzeczy na głowę. Nie chcę się tłumaczyć, nie jestem łatwą osobą w pożyciu, ale też myślę, że niejeden z Was miewa takie okresy, gdzie nie ma czasu kompletnie i się przepracowuje (szczególnie, że pisałam nie raz, że to nie tylko kwestia była mojego braku czasu, ale i jej), i też myślę, że nie tylko ja, jako osoba z zaburzeniami, miałabym problem, by wyrównać relacje z osobą chorą na depresję. Vian sobie świetnie radzi i tak, ale też nie jest łatwą osobą Zjebałam - co przyznaję od początku, więc też uważam ten komentarz: "Osoba jest niby zdrowa, została wyleczona z zburzenia osobowości, ale nie potrafi tworzyć zdrowych relacji i nawet nie widzi tego że nie potrafi." za zbędny i dość dziwny. Szczególnie Inga_beta, że nie masz wglądu w moje inne relacje.
  8. Heh... nie chcę od nowa w sumie tego przerabiać... Tak miałam ciężki okres cholernie. Tak byłam przemęczona do tego stopnia, że nabawiłam się anemii i tak nie miałam czasu dla nikogo. Dla Vian, dla swojego chłopaka też. Dla nikogo. Jedyny czas jaki miałam dla siebie na chwilę, w zasadzie próbowali mi wyrwać wszyscy moi znajomi. Wszystkich rozczarowałam, ale wiedziałam też, że to CZASOWE. Vian to nie było też tak, że tylko ja ciężko pracowałam. Ty pracowałaś tak samo ciężko, w dodatku o kompletnie innych godzinach. Kiedy mogłam ja - nie mogłaś Ty. Nie chcę byś z tego powodu zwala na mnie całą odpowiedzialność, za te 2 miesiące. Jeśli po pracy nie leciałam do kolejnej pracy, nie mogłam z Tobą umówić się po południu, tylko ewentualnie koło 21-22. Masz wolne tylko dwa wieczory w tygodniu i uwierz, że naprawdę ciężko było się w nie wpasować. Dobrze też wiesz, że jak pierwszy raz odmówiłaś mi spotkania, to nie usłyszałam wtedy, że masz "muchy w nosie", ale że jeszcze nie jesteś gotowa się ze mną spotykać. Może źle zrobiłam, że długo nie proponowałam kolejnego spotkania, ale wolałam poczekać, niż narażać się na kolejnego kosza. Czekałam na jakiś znak, że to ten moment, że zrobisz też jakiś krok. Kiedy spytałam niedawno o sobotę Twoją, ale w sobotę, gdzie było to dla Ciebie już za późno, znów stwierdziłaś, że nie chcesz mnie widzieć. Potem znowu rozmawiałyśmy już normalnie, ale naprawdę nie wiem już kiedy będzie dobry moment, by się z Tobą umówić. Popełniłam wiele błędów. Jasne, że nie były one dojrzałe. Na Vian uczyłam się relacji międzyludzkich, była pierwszą osobą, z którą stworzyłam jakąś w miarę normalną więź.Miała pecha pokazywać mi, jak o ludzi trzeba dbać, co się robi gdy nam zależy, a ja uczyłam się na błędach popełnianych w naszej relacji. Nie pisałam tutaj tematu, aby zj**bać swoją przyjaciółkę, ani po to aby poskarżyć się jaka to byłam nie dobra. Chciałam rad, jaki zrobić kolejny krok. Chciałam być wiedzieć Vian, czy zechcesz się ze mną jednak spotykać.
  9. Może to i dobrze, ktoś rzuci na to okiem mając dwie relacje. Napisałam ten temat, bo naprawdę czuję się zagubiona, kiedy raz mówisz, że nie chcesz mnie widzieć i ze mną rozmawiasz, a raz rozmawiasz wydaje mi się w miarę normalnie, ale już tak było i po jakimś czasie dowiaduję się, że jednak normalnie nie jest i dalej nie chcesz mnie widzieć. Wszystkie aspekty w zasadzie sobie wyjaśniłyśmy. Wiec może potraktuję większość Twoich odpowiedzi po prostu jako opis tego jak wygląda sytuacja z Twojej strony. Jak zauważyłaś w moim ostatnim poście sama napisałam, że nie wymagasz żadnej opieki. Jednakże jako przyjaciółka, która mi pomagała wielokrotnie, a teraz ma długoterminowy problem - po prostu chcę Ci dawać wsparcie niezależnie czy o nie prosisz, czy nie - zasługujesz na nie. Czasami będę w stanie dać Ci go więcej, czasami mniej, moim błędem było nagłe wycofanie się z tego większego, gdy ja potrzebowałam oddechu, ale to nie znaczy, że tego nie chcę. Wiele rzeczy w trakcie naszej... dość długiej kłótni mówiłam i w złości i też wielokrotnie Ci już je wyjaśniałam. Wiem, że pewnie minie trochę czasu, nim rzeczywiście o nich zapomnisz, ale naprawdę niektóre ze zdań które cytujesz są oderwane z kontekstu i tłumaczyłam już co miałam na myśli wówczas. Na początku nie czułam się winna, co i pisałam, od jakiegoś czasu czuję się winna aż za bardzo. Widzę ile Cię to kosztowało, i kosztuje nadal, szczególnie, że po drodze wypadają kolejne grzeszki, a to nie zauważę, że napisałaś, akurat gdy potrzebowałaś pogadać, a to coś mi wypadnie w dniu gdy akurat jako jednym z nielicznych masz wolne... Vian... ja wracałam późnym wieczorem do domu... A nawet jak zdarzyło mi się mieć luźniejszy dzień to też było sporo domowych robót do zrobienia, które zaniedbywałam regularnie. Pewnie jakbym zdecydowała pracować tam na stałe -> nie brałabym dodatkowych zleceń i też jakoś lepiej się zorganizowała z lekarzami, zaświadczeniami i innymi duperelami. Jednak skoro wiedziałam, że to tylko do max połowy października - zacisnęłam zęby byle dotrwać i wiedziałam, że potem nadgonię zaległości towarzyskie. Widać źle myślałam. Spotkanie w trójkę zaproponowałam na weekend, bo akurat spędzałam ten weekend z chłopakiem. Powiedziałam mu, że chciałabym się z Tobą spotkać i sam to zaproponował w sumie, bo zawsze się dogadywaliście. My też byłyśmy po jednym takim oczyszczającym spotkaniu, rozmawiałyśmy normalnie... No dlatego zaryzykowałam Teraz też zdarza nam się rozmawiać w miarę swobodnie, i też tracę wówczas czujność. Nie wiem, czy to JUŻ, czy ejszcze nie. Myślę, że jeśli w końcu wypracuję sobie wybaczenie u Ciebie, to po prostu tego nie zauważę Bo już teraz udaje Ci się być czasem ponad to, dlatego też głupieję, kiedy potem słyszę, że nie masz ochoty mnie widzieć. Powiem szczerze, że jak umówiłaś się na spotkanie z moim chłopakiem w tym tygodniu, jeszcze bardziej zgłupiałam i było mi przykro, że to ja jestem tą z tej trójki, której nie chcesz widzieć. No chyba, że po paru dniach coś się zmieniło i teraz ponownie czekasz na moją propozycję spotkania. Naprawdę jednak pojęcia nie mam kiedy jest dobry moment, by Ci je zaproponować. Czy w ogóle tego jeszcze chcesz.
  10. bittersweet, żle mnnie zrozumiałeś, nie ja mam ją leczyć i nie potrzebuje opieki, ale wsparcia, więcej wsparcia niż zdrowa osoba. Szczególnie dlatego, że nie ma wokół siebie zbyt duzo ludzi na których mogłaby polegac.
  11. Każdy z Was ma po troszce rację. Ta relacja teraz wygląda jak masakra, bo ona nie umie mi wybaczyć i długo pewnie nie będzie potrafiła, a ja nie wiem już co mam robić aby zacząć choćby odbudowywać jej zaufanie. Wcześniej była taką przyjaciółką o jakiej można pomarzyć, więc wydaje mi się, że niezaleznie czy jej działania wyglądają na manipulacje, czy jest roszczeniowa, wiem że warto o nią walczyć! Inaczej bym tego wszystkiego nie robiła. Jestem w tym jednak strasznie zagubiona. Czasem udaje nam się pogadać jakby nigdy nic, ale na drugi dzień, jak chcę gdzieś ją zaprosić okazuje się, że nadal nie chce mnie widzieć. Nie wiem na czym stoję i mam wyrzuty sumienia za każdym razem, jak nie jestem dostępna na necie, czy nie odpiszę jej na smsa, wiadomość na czas. Przez co zaczynałam niechętnie podchodzić do naszych kontaktów. Przyjaciółka stała się moim realnym brzemieniem, a kontakt z nią - obowiązkiem. Niedawno zaczęłyśmy jednak znowu prowadzić więcej rozmów, miała akurat parę problemów, w których mogłam jej pomóc, albo chociaż mogłam wysłuchać. Jednakże myślę, że gdybym nie rzuciła pracy do tych rozmów nigdy by nie doszło. Z pracy zrezygnować musiałam ze względu na swoje studia, bo już nie mogłam tego pogodzić. Padałam na pysk, miałam też drugą pracę - udzielam korepetycji i uczę angielskiego. No i od jakiegoś czasu mogę kłaść się później. Moja przyjaciółka kładzie się spać ok 7 rano, wstaje ok 12. Pracę swoją zaczyna 13-14 i tak do 22. Teraz mogę sobie pozwolić na kładzenie się po 2 w nocy i poświęcenie jej tego czasu, ale wiem, że już za rok jak skończę studnia, znowu staniemy przed tym samym problemem. A jak za rok skończe studia, znajdę pracę, założe rodzinę? Moja przyjaciółka się leczy od dawna. Wiele przeszła, uczestniczyła w paru terapiach, aktualnie bierze leki, ale depresja ma to do siebie, że ma nawroty. To nie jest jej pierwszy, choć pierwszy z jakim musimy zmierzyć się razem. Nie wiem czy choroba umożliwi jej znalezienie normalnej pracy, ukończenie studiów, czy kiedykolwiek zmieni tryb życia? Martwię się o jej przyszłość i tym jak sobie poradzi. Jest bardzo dzielna, ale każdy ma swoje granice. A ja...? Zawaliłam, ale chcę to jakoś naprawić choć już nie mam pomysłu jak. Nie wiem przede wszystkim jak to naprawić, tak bym nie czuła się pokrzywdzona teraz ja z kolei. Bo mimo wszystko, że zawaliłam, to nie zrobiłam nic takiego kalibru, by rzeczywiście musieć się czołgać teraz i stresować kimś kogo kocham. Mogłam odzywać się częściej, mogłam olać swoje problemy i poświęcić się jej, ale depresja to nie stan na tydzień, nie wiadomo kiedy jej odpuści. To nie zadziała, że poświęcę jej więcej czasu przez miesiąc i będzie ok. Nie będzie ok, bo będzie dalej mnie potrzebować bardziej, niż gdyby była zdrowa. Więc będzie rozszczeniowa, bo będzie najzwyczajniej w świecie walczyć z tą paskudną chorobą.
  12. Traktuję ją jak siostrę, więc wiadomo, ż echcę jakoś pokazac, ż emi zalezy i tu akurat środki nie grają roli. Ale już nie mam na to pomysłu. Chciałabym by było jak dawniej, ale nie wiem... jak to zrobić...
  13. Piszę w tym dziale, gdyż moja przyjaciółka stała mi się bliska, jak siostra. Nie widywałyśmy się aż tak często, ale rozmawiałyśmy codziennie godzinami. Zawsze mogłam liczyć na nią i to nawet bardziej niż potrzebowałam. Niestety czuję, że nasza relacja się rozpada i nie mam już pomysłu, co zrobić, jak też nie mam sił by dłużej walczyć. Liczę na jakieś dobre rady... Otóż z przyjaciółką znamy się od około 6 lat. Jestem od niej młodsza 5 lat, ale szybko znalazłyśmy wspólny język. Opiekowała się mną w nadmiarze. Jest to osoba, która nie ma granic "zdrowego egoizmu", jeśli komuś bliskiemu źle się dzieje, jest gotowa rzucić wszystkie swoje sprawy i do niego przyjechać. Wiem, że były osoby, dla których porzucała studia, czy nawet je utrzymywała, gdy zaszła taka potrzeba. Starałam się tego nie wykorzystywać, ale prawdą jest, że nigdy nie byłam, i nie jestem w stanie być dla niej przyjaciółką w taki sam sposób jak ona dla mnie. Ja swoje sprawy dla niej rzuciłabym tylko w wyjątkowej sytuacji. Nigdy nie robię dla innych czegoś, swoim kosztem. Oczywiście jeszcze zależy jakim, bo jest różnica między rezygnacją ze spotkania z chłopakiem, a rezygnacją z egzaminu, czy olaniem pracy. No, ale mimo że uważam swoje podejście za w miarę rozsądne i zdrowe, suma summarum, od przyjaciółki otrzymywałam więcej, niż dawałam. Więcej niż nawet mogłabym przyjąć. Problem zaczął się parę miesięcy temu. Przyjaciółka już wcześniej chorowała na depresję, ale w tym roku miała dość potężny jej nawrót. Nie powiedziała mi jednak o tym wprost. Zaczęła tylko mówić, że "jest zmęczona", że "źle spała" itd. Więc zamiast z nią w zasadzie rozmawiać dłużej odsyłałam ją do łóżka i na relaks z książką, co ją trochę zdenerwowało. Poczuła, że bagatelizuję jej problemy. Musiało minąć naprawdę wiele czasu nim mi to wybaczyła. Pośród wielu swoich zalet, akurat to jedno jest jej większym mankamentem. Ma problem z wybaczeniem, bardzo długo siedzi w niej żal, jeśli ktoś ją zwiódł. No, a ja ją zawiodłam. Nie pamiętałam, że kiedyś chorowała na depresję, nie wyłapałam objawów, mimo że czasem była naprawdę w złym stanie. Myślałam, że to kwestia przemęczenia i nie dopytywałam dalej. Chciałam zmazać swój błąd, wykazać się jakoś, pokazać że może na mnie polegać. Poświęcałam jej masę czasu, gdy już dowiedziałam się jaka jest sytuacja. Mimo sesji siedziałam z nią i do 4 rano, narażając się na złość współlokatorki, aby tylko poprawić jej humor, wesprzeć ją. Niestety sama zaczęłam mieć problemy. Nie mam rodziców i dostaję rentę rodzinną, dzięki której opłacam wysokie czesne na uczelni. Miałam właśnie utracić to świadczenie. Rozstałam się tez z kochankiem, parę miesięcy wcześniej z facetem, z którym byłam 4 lata. Musiałam stanąć na głowie i zdobyć tez pracę na etat, poprzesuwać plan, by studiować wieczorowo no i chciałam jeszcze powalczyć o tą rentę. No i nazbierało się u mnie. Sama miałam dość, więc zrobiłam sobie takie "wolne od świata". W ciągu 3 dni do swojej przyjaciółki raz tylko zadzwoniłam, i raz wysłałam smsa, z zapytaniem, jak się czuje. Nie informowałam jej o swoich problemach i wiem, że nagła utrata szerszych kontaktów dla osoby z taką chorobą musiała wydawać się niezrozumiała i była nooo "niefajna" delikatnie mówiąc. W końcu rozmawiałyśmy parę godzin dziennie a tu nagle cisza i krótki sms. No, ale nie czułam się winna. Nigdy nie traktowałam jej jak obowiązek, nie widziałam potrzeby, aby brać u niej "wolne", czy się tłumaczyć, jak przed rodzicem. Przyjaciółka nie chciała jednak ze mną rozmawiać, nie chciała się widzieć, ale pisała ze mną maile pragnąc mnie uświadomić, że zawiodłam ja po raz kolejny. Dowiedziałam się też po fakcie, że chciała sobie coś zrobić wtedy. Rozumiałam jej perspektywę, ale nie potrafiłam ustąpić. Po 2 miesiącach takich... dość długich mailów, miałam już dość, ale zależało mi na niej, więc wykazałam się w końcu pokorą. Stwierdziłam, że postaram się jeszcze raz, aby nasze kontakty były zdrowe i dobre. Szczególnie, że była dla mnie nieocenionym wsparciem, kiedy ja potrzebowałam jej. No, ale miałam już etat w dodatku na drugim końcu miasta. Zaczęła też się pojawiać szansa na związek, też chciałam jakiś czas poświęcić temu człowiekowi i nie mogłam siedzieć nocami, a ona miała akurat bardziej nocny tryb życia. Nie było kiedy normalnie pogadać. Powiedziała, że potrzebuje jakiegoś punktu zaczepienia, aby wiedziała, że mi jednak zależy, by odbudować jej zaufanie. No ale fakt, faktem odbudowywanie zaufanie było mozolne. Musiałam być dla niej dostępna, jak wyznaczyła datę spotkania, na które się w końcu zgodziła, też nie miałam nic do gadania. Musiałam po prostu być. Odpisywałam od razu jak do mnie pisała, aby pokazac jej, że jestem dostepna i może na mnie liczyć. Wysłałam jej nawet bukiet kwiatów z przeprosinami. Mimo to znowu nie było mnie przy niej, kiedy coś się u niej wydarzyło. Nie miała kasy na koncie, a mi znowu coś się przydarzyło i nawet nie wiedziałam że nie mam już internetu w komórce. Jej wiadomości na gg odczytałam mocno po czasie, mimo że obiecywałam, że będe taka dostępna i znowu gucio. Cóż... mogłam nie obiecywać, ale nie wiedziałam zbytnio jak ją przekonać, że mi na niej zależy. Znowu zbieram ochrzany, znowu ją zawiodłam, znowu nie chce się ze mną widzieć, ani rozmawiać. Teraz mam więcej czasu, ale "to żaden problem dzielić się czasem, który się ma". Szczerze powiedziawszy nie wiem, ani jak zachowywać się względem osoby chorej na depresję, ani jak mam jej pokazać, że mi zależy. Zawsze jasno wyrażałam swoje uczucia do niej i jaka jest dla mnie ważna. Jednak nie ukrywam, że ta sytuacja zaczyna mnie przerastać. Nie mam już ani sił, ani nawet dużych chęci, by ponownie o nią walczyć, bo nawet nie wiem czy kiedykolwiek wybaczy mi moje grzeszki. Na razie wygląda to tak, że jak już po wielu moich staraniach pogadamy parę razy normalnie to jak tylko coś mi znowu wypadnie, wracamy do punktu wyjścia. Nie chce jej zostawić skoro zawsze była dla mnie, a teraz naprawdę mnie potrzebuje, ale też nie widzę już zbytniego wyjścia z sytuacji. Zastanawiam się, czy nie powinnam się poddać. Dla dobra mojego i jej, bo bardzo przezywa kolejne zawody. Choć nie wiem też, jak mocno przeżyje nasze "rozstanie". Czy wtedy sobie czegoś nie zrobi. Niestety prócz mnie ma jeszcze tylko jedną bliską osobę, która nie ma dla niej czasu praktycznie wcale, już od paru lat. Jest bardzo samotna. Ja tez nie chcę jej stracić, ale czuję że ta relacja staje się toksyczna dla nas obu. Co o tym myślicie?
  14. tarantula, co racja to racja. Gdzie się nie obejrzę, faceci powyżej 25 roku życia zaczynają już chodowac sobie brzuchy, czy gdzieniegdzie łysieć, ale po co skrócić włosy aby było mniej łyse placki widać, po co pomyślec o innej fryzurze, po co rezygnować z piwka... Niedawno gadałam z nowo poznanym, bardzo atrakcyjnym facetem, który uprawia dużo sportu. Stwierdził, że Polacy kompletnie o siebie nie dbają, ale to dla niego dobrze, bo za parę lat będzie mógł przebierać w młódkach, bo to nowe pokolenie "rurek" i ludzie w jego wieku "brzuchate misie", niewiele sobą reprezentują. I to są drodzy panowie słowa przedstawiciela Waszej płci. Dla mnie bardzo liczy się wnętrze, ale jak mnie ktoś nie pociąga, bo coś, no to nie może liczyć na nic więcej niż przyjaźń. Miałam kiedyś faceta, który od 10 lat chodzi w sprawnych, starych koszulkach, które wciąga do spodni i spina ścisło paskiem, eksponując swój mięsień piwny. Przez nadwagę bardzo dużo się pocił, naprawdę mimo że go kochałam, czasami wręcz odrzucało mnie to i chyba nie ma w tym nic dziwnego...
  15. Gratuluję tym, którzy uważają że brak granic w dawaniu sobie przyjemności jest ok :) Alkohol nie szkodzi od czasu do czasu, alkoholizm rujnuje życie. Seks jest zajebisty, nimfomania już nie. Narkotyki są ok, ale gdy już się człowiek uzależni, to średnio może prowadzić sensowny tryb życia, pomijając fakt, ze zazwyczaj to życie już sobie skraca. Przemyślcie swoje opinie zanim znowu napiszecie komuś, kto deklaruje, że jest alkoholikiem, z zaburzeniami, i zmienia codziennie partnerów seksualnych, aby kontynuował swoje dzieło, bo to żenujący poziom porad.
×