Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
mgla

kim jestem?

Rekomendowane odpowiedzi

Czesc!

Zalozylem wątek, poniewaz jak wielu tutaj - zagubilem sie.

Nie wiem kim jestem, nawet nie wiem juz kim chcialbym byc. Przez szukanie atencji ze strony ludzi i chęc przypodobania sie schowalem swoje prawdziwe oblicze, swoje 'ja' tak glęboko, ze nie jestem w stanie go odnalezc. Teraz tego potrzebuje. Jak poznac siebie samego?

Tak, wiem, psycholog. Samemu nie mozna? Pomozcie, prosze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Będę powtarzał do znudzenia - jak masz wystarczającą ilość czasu wolnego oddaj się czytaniu filozofów, na pewno może pomóc lepiej poznać siebie samego. Gdybyś był zainteresowany, służę na priw propozycjami lektur.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czesc![ciach]

Tak, wiem, psycholog. Samemu nie mozna? Pomozcie, prosze.

 

Nie, nie można...tzn. można ale efekty mogą być słabe...kiedyś niejaki Jezus Chrystus powiedział: "widzisz drzazgę w oku sąsiada a belki w swoim nie dostrzegasz" (cytat niedokładny)...i dlatego samemu jest o wiele trudniej...jesteśmy zaślepieni przez własne schematy, złe wzory, mechanizmy obronne, dlatego istota sprawy jest przed nami zakryta. Dostrzec ją może tylko inny człowiek - dobrze gdy jest nam przychylny i powie o tym w bezpiecznych warunkach...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psycholog najbardziej Ci pomoze, a jak nie... to moze by pamietnik zaczac pisac, a potem czytac i analizowac? :)

Ja bym chyba tak zrobila.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Nie, nie można...tzn. można ale efekty mogą być słabe...kiedyś niejaki Jezus Chrystus powiedział: "widzisz drzazgę w oku sąsiada a belki w swoim nie dostrzegasz" (cytat niedokładny)...i dlatego samemu jest o wiele trudniej...jesteśmy zaślepieni przez własne schematy, złe wzory, mechanizmy obronne, dlatego istota sprawy jest przed nami zakryta. Dostrzec ją może tylko inny człowiek - dobrze gdy jest nam przychylny i powie o tym w bezpiecznych warunkach..."

 

:great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Łapa, nawet nie wiesz, jak mnie ucieszył Twój post...! :brawo:

 

mgla, tak jak Łapa pisze - poczytaj filozofów.

 

Jak to się dzieje, że kiedy ktoś zadaje pytania egzystencjalne, ludzie odsyłają go do psychologa?? :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Skoro zalozylem ten wątek, to chyba jasne ze nie jestem specjalistą, heh. No ale w kazdym razie mnie sie jednak wydaje, ze zarowno jedni jak i drudzy mają w pewnym sensie racje.

Psycholog to czlowiek, ktory potrafilby spojrzec 'na mnie' obiektywnym i profesjonalnym okiem. Tutaj problem tkwi dla mnie w tym, ze musi to byc naprawde ktos, kogo bede szanowal, kto wzbudzi moje zaufanie i kto wedlug mnie będzie znakomitym specjalistą. Nie oddam sie w ręce kogos, kto mi nie imponuje. Perfekcjonizm. Czy terapia polega na szukaniu uniwersalnego dobra i prawdy dla pacjenta, czy na faktycznym odnalezieniu jego prawdziwej osobowosci? Ale czy w ogole istnieje cos takiego jak obiektywna prawda? Eh. Tutaj jest filozofia.

Szukanie siebie wsrod wywodow stoikow, epikurejczykow i innych postmodernistow wydaje sie rozsądnym rozwiązaniem. Czy lekarz jest w stanie uksztaltowac twoje poglądy? Sam to powinienes zrobic. Pod warunkiem, ze znasz siebie. Tyle, ze ja nie wiem kim jestem. Czy ja to ten patologiczny smiec dla kolegow z pod bloku, czy moze dobry opiekunczy czlowiek, jakim jestem dla siostry? Moze jestem wrazliwym pajacem, jakim bylem w stosunku do bylej dziewczyny, a moze przesmiewczym cynikiem z lozy szydercow palającym nienawiscią do innych, bo i tak jest czasem. Nie wiem, tyle tych masek, ktora prawdziwa? Wszystkie po trochu? Dlaczego sie wykluczają? Nie potrafie juz spojrzec na siebie inaczej niz przez perspektywe kreowania swojego wizerunku. Mnie nie ma, jest hologram stworzony na potrzeby kontaktow z ludzmi. Ale plote bzdury pewnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nigdy nie znajdziesz swojej tożsamości.

lepiej się z tym pogódź ;)

 

-- 30 sty 2014, 20:44 --

 

człowiek składa się z wielu ludzi.

żaden nie jest bardziej prawdziwy niż ten drugi.

uczepiać się jakiegoś jednego wizerunku to złudzenie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mgla, wcale nie piszesz bzdur. To, o czym wspomniałeś, o maskach, o tym, że raz jesteś prześmiewczym cynikiem, innym razem opiekuńczym człowiekiem, może być po prostu tym, co psychologowie nazywają "negocjowaniem tożsamości". Mówi się, że człowiek nakłada różne maski, odgrywa role - jest się ojcem, mężem, pracownikiem, bratem, szwagrem, sąsiadem etc. "Rolę" wyznacza kontekst społeczny. Tymczasem idea wielości "Ja" wydaje się fałszywa, gdyż idzie ciągle o tę samą osobę, a podstawowym problemem jest wyjaśnienie, jak ten sam człowiek może mieć tak różne tożsamości. Dlaczego człowiek "negocjuje" swoją tożsamość? Bo tożsamości są i muszą być różne dla różnych partnerów, jeżeli interakcje społeczne mają przebiegać sprawnie i doprowadzać do zamierzonych celów. Stąd takie coś jak autoprezentacja.

Nie wiem kim jestem, nawet nie wiem juz kim chcialbym byc. Przez szukanie atencji ze strony ludzi i chęc przypodobania sie schowalem swoje prawdziwe oblicze, swoje 'ja' tak glęboko, ze nie jestem w stanie go odnalezc.

To wydaje się być meritum Twojego problemu. Śmiem twierdzić, że problem dotyczy samooceny, stąd potrzeba aprobaty ze strony innych.

 

"Martwiąc się o aprobatę innych ludzi, stajesz się ich więźniem." Lao Tzu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ekspert_abcZdrowie a ja smiem twierdzic, ze masz absolutną racje.

oczywiscie, ze problem tkwi w mojej samoocenie. brak pewnosci siebie sprawil, ze moim zyciem kieruje abstrakcyjna potrzeba kreowania wlasnego wizerunku w oczach innych. to jak bardzo staram sie 'zablysnąc', to ze wlasnie na stworzeniu idealnego siebie oparlem ostatnie lata sprawilo z kolei, ze zgubilem osobowosc. nie potrafie juz nawet samodzielnie myslec inaczej niz poprzez perspektywe 'jak to bedzie wyglądalo'

 

-- 30 sty 2014, 20:19 --

 

smiem tez twierdzic, ze jest to poniekąd 'choroba' mojego pokolenia.

u mnie objawia sie do potęgi n-tej.

wezmy konto na facebooku. to twoja wizytowka, twoj obrazek i w jakims stopniu część wizerunku. tam poprzez najechanie myszki i kliknięcie 'lubię to' wyrazasz siebie. tworzysz zarys osobowosci, czy nie jest tak?

no a moj 'fejs' musi byc bezblędny. musi byc interesujący, mily dla oka i estetyczny. musi byc idealny. w zasadzie klikam tylko dlatego, zeby inni widzieli co kliknąlem. tylko to, co sprawi, ze moj fejs bedzie 'bogatszy'. nawet nie wiem czy niektore z poszczegolnych kliknięc mają cos wspolnego ze mną.

tak jest z calą resztą

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no skoro wiesz co do tego doprowadziło to możesz łatwo wyeliminować przyczynę.

bez utraty w oczach ludzi się nie obejdzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moze to zabrzmi idiotycznie, skoro sugerujesz, ze odpowiedzi udzielilem sobie sam.

ale pozwol, ze zapytam, w jaki sposob mam ją ŁATWO wyeliminowac?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no przestać to robić, co robiłeś do tej pory by błysnąć przed innymi.

może się okazać, że stracisz motywację, do działania w ogóle.

to już byłby problem jakiś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

z calym szacunkiem, ale zupelnie nie wiesz o czym mowisz.

to nie jest latwe. to jest glowna i zarazem jedyna motywacja mojego zycia. zylem w ten sposob od, uff, nie pamietam kiedy i nie potrafie zyc inaczej. to wszystko doprowadzilo do tego, ze trzeci rok wegetuje w kompletnym wyalienowaniu, a jedyni ludzie z ktorymi nie zerwalem kontaktu to moi wspollokatorzy. rozmawiam tylko z nimi, a jedyne co dalej robie to kreuje wlasny wizerunek. teraz robie to w swiecie wirtualnym, bo ten prawdziwy (w sumie, to mam wątpliwosci czy faktycznie jest prawdziwy) jest zbyt straszny. mam problemy z wyjsciem po bułki, bo boje sie ze wyglądam tragicznie. znajomosci nie nawiązuje, bo boje sie mojej przeciętnosci w kontaktach z drugim czlowiekiem. jedyne co mnie trzyma to ta nieszczesna nadzieja, ze kiedys sie cos zmieni, ze kiedys bede kims. drugą rzeczą, ktora, tak sobie pomyslalem, moglaby mnie jakos uratowac jest odnalezienie tego wypartego 'ja', zmierzenie sie z nim i proba akceptacji. wlasnie dlatego szukam siebie. i uwierz, to nie jest latwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mgla, piszesz, że zupełnie nie wiem o czym mówię, a cały mechanizm problemu tak jak go przedstawiłem, potwierdziłeś, poza względnym 'łatwe'.

 

ok to łatwe w tym sensie, że już znasz rozwiązanie, a czy łatwe w ogóle to już kwestia motywacji, na ile chcesz odzyskać siebie.

 

-- 30 sty 2014, 22:24 --

 

nie ma innej drogi, niż przestać kreować swój wizerunek.

na marginesie, obstawiam, że bardzo wielu ludzi żyje w ten sposób.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zaczne od tego, ze to nie ty przedstawiles mechanizm tego problemu, a zrobilem to ja. chyba nie musze tlumaczyc, ze najwyrazniej wiem na czym sie opiera. pisząc dwa ostatnie posty zapomniales takze o bardzo istotnym sczegole, jakim byl glowny powod dla ktorego zdecydowalem sie na zalozenie tego wątku.

nie zapytalem 'CO?', zapytalem 'JAK?'. mniej wiecej znam przyczyne problemu, no powiedzmy, ale czy samo to czyni go rozwiązanym?

napisalem, ze nie wiesz o czym mowisz, bo zbagatelizowales moj problem traktując go jak blahostke, ktorej rozwiązanie jest oczywistoscią. przynajmniej ja tak to odebralem. zapewne wiesz jednak, ze prawdopodobnie przez te wszystkie lata mechanizmy w mojej psychice ulegly zmianie, a cofnięcie ich, czy wprowadzenie na swoje miejsce nie jest rzeczą do konca łatwą. patrze na swiat zupelnie inaczej niz ty i z dnia na dzien tego nie zmienie. ja to tylko hologram, nadzieja dnia jutrzejszego. zrozum, ja widze ten piepszony brzeg po tamtej stronie, ale jest jeszcze rzeka ktorą trzeba pokonac. tak, wiem ze trzeba po prostu przeplynąc, tyle ze ja nie umiem plywac. nigdy nie mialem stycznosci z wodą, rozumiesz? nie mow 'po prostu płyń' komus, kto nigdy tego nie robil. heh grafomanstwo overload.

sęk tego co chce powiedziec tkwi w tym, ze caly moj dotychczasowy 'byt' opieral sie na tym, co mam teraz zniszczyc. nawet nie wiem jak do samego tego zniszczenia doprowadzic. po prostu przestac, tak? w tym momencie mowisz mi 'strać sens zycia i zyj'. tak sie nie da, to nie tak latwo rozwiązac. ale mimo wszystko ja szukam tego rozwiązania, miedzy innymi (UWAGA UWAGA) w tym wątku wlasnie. i tak jak pisalem wczesniej, pomyslalem, ze moze wlasnie to odnalezienie, tego prawdziwego ja (o ile istnieje), zmierzenie sie z nim i proba akceptacji daloby ulge, przynioslo pomoc i zakonczyloby bieg za kims kto nie istnieje. w pierwszym poscie spytalem po prostu jak i gdzie szukac, bo nie potrafie.

jesli moj post wydal sie szorstki to przepraszam, doceniam fakt, ze ktos pisze, chce pomoc. czasem lubie po prostu podyskutowac. i szczerze? mam nadzieje, ze ktos jutro w tym wątku znow napisze. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
jedyne co dalej robie to kreuje wlasny wizerunek. teraz robie to w swiecie wirtualnym, bo ten prawdziwy (w sumie, to mam wątpliwosci czy faktycznie jest prawdziwy) jest zbyt straszny. mam problemy z wyjsciem po bułki, bo boje sie ze wyglądam tragicznie. znajomosci nie nawiązuje, bo boje sie mojej przeciętnosci w kontaktach z drugim czlowiekiem. jedyne co mnie trzyma to ta nieszczesna nadzieja, ze kiedys sie cos zmieni, ze kiedys bede kims. drugą rzeczą, ktora, tak sobie pomyslalem, moglaby mnie jakos uratowac jest odnalezienie tego wypartego 'ja', zmierzenie sie z nim i proba akceptacji. wlasnie dlatego szukam siebie.

mgla, wiesz, Twój własny wizerunek w Twoich oczach niekoniecznie jest prawdziwy. Zazwyczaj dla siebie samych jesteśmy najsurowszymi krytykami. Nasze opinie o sobie samych są subiektywne. Podejrzewam, że nie jesteś taki "przeciętny", za jakiego się uważasz. Sam temat wątku, który założyłeś, sposób, w jaki się wypowiadasz, jest interesujący. Masz wiele do zaoferowania dla innych bez potrzeby kłamania, kreowania czy zakładania masek. Napisałeś, że wiesz CO, ale nie wiesz JAK. Obawiam się jednak, że wiedzy "know how", jak dotrzeć do Twojej (prawdziwej) tożsamości nie zna nikt inny, jak tylko Ty sam. Możemy podpowiadać sposoby na to, w jaki sposób możesz się dowiedzieć o sobie czegoś więcej, ale czy będą one skuteczne - tego nikt nie zagwarantuje, bo nikt nie zna "klucza" do Ciebie ;) Ja poleciłabym Ci przeczytać "Ucieczkę od wolności" Fromma, o ile jeszcze nie czytałeś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mgla,

zaczne od tego, ze to nie ty przedstawiles mechanizm tego problemu, a zrobilem to ja.

 

napisałem

 

może się okazać, że stracisz motywację, do działania w ogóle.

to już byłby problem jakiś.

 

po czym odpisałeś...

z calym szacunkiem, ale zupelnie nie wiesz o czym mowisz.

to nie jest latwe. to jest glowna i zarazem jedyna motywacja mojego zycia.

 

więc potwierdziłeś to co napisałem, jednocześnie pisząc, że zupełnie nie wiem o czym mówię.

to się wyklucza. o ten prosty mechanizm motywacji mi chodziło i go potwierdziłeś. zresztą mniejsza o to.

 

odnośnie tego 'co' i 'jak'.

przypomina mi to jak rzucałem fajki, wiele razy próbowałem, udało się wtedy dopiero jak mnie olśniło:

że tu nie trzeba metod, wysiłków, a jedynie zaniechania - ludzie pytają jak rzucić palenie, to sugeruje jakąś aktywność, na odwrót - po prostu przestać to robić. tak PO PROSTU

 

na marginesie wróciłem do palenia po latach ale to inna sprawa.

 

a kreowanie wizerunku, facebook itp., to też jest nawykowy sposób działania.

 

nie uciekniesz się tu do metody która zrobi to za Ciebie, jedyne co to powinieneś to zauważać momenty kiedy to robisz i powstrzymywać się od tego.

 

jak zdasz sobie sprawę, że masz tą siłę by to zrobić i to jest właśnie ten moment na to, nie będziesz się rozpraszał poszukiwaniem jakiegoś cudownego sposobu, technik i przystąpisz do tego od razu.

 

just do it.

tak wyeliminowałem też przymus wykonywania natrętnych czynności, obsesyjne mycie rąk itp., na co nie pomagały żadne leki, ani metody.

 

z początku jest trudno, później będzie coraz lżej, bo nawyk zaniechania się wzmacnia - świadomość tego faktu też pomaga, motywacja? "walcze o samego siebie".

 

takie jest moje zdanie oparte na doświadczeniu osobistym, nie moja sprawa czy je przyjmiesz czy je zignorujesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@jetodik, ah, myslalem ze masz na mysli inny mechanizm. no faktycznie, nieistotne juz.

dzieki serdeczne za odpowiedz w ogole, ale wolalbym, zebys czytal mnie ze zrozumieniem. nie bardzo rozumiem jak ma sie twoje rzucanie papierosow do, jak sam slusznie zauwazyles pogrubiając cytowany tekst, 'jedynej motywacji mojego zycia'. ze to i to nalog? moze, ale z pewnoscią zupelnie innej kategorii.

 

Moją egzystencje w 'normalnym swiecie' mniej wiecej moge zobrazowac w ten sposob: jestem ja a przede mną lustro w ktore przez caly czas spoglądam i ktore jest murem dzielącym mnie od innych ludzi. Na obraz w lustrze sklada sie nie tylko to, jak ja widze siebie, ale tez to, jak widzą mnie inni. Moge przez chwile w nie nie spoglądac i wyobrazac sobie (co z resztą robie przez drugie pol mojego zycia, eskapizm jest moją ucieczką), ze ten obraz jest zadowalający, ze mi sie podoba. Ale caly czas mam swiadomosc tego, ze nie jestem w stanie zmienic tego odbicia na zadowalające, nie przejrze sie w nim NIGDY ze szczerym i dluzszym usmiechem na twarzy. Chcialbym przejsc na drugą strone, zbić je, nie patrzec, tyle ze chocbym nie wiem jak chcial, to jest niemozliwe, odbicie caly czas jest przede mną.

 

@ekspert_abcZdrowie, i tu jest dosyc ciekawie, bo ja zdaje sobie z tego sprawe. paradoksalnie wiem tez, ze wizerunek ktory chcialbym stworzyc niekoniecznie wyglądalby na zewnątrz tak, jak widzialbym go ja. czyli rozumiem, ze to co dla mnie jest prawdą faktycznie moze tą prawdą nie byc. i okej. ale jakie to ma znaczenie, co to zmienia? przeciez, jak sam zauwazasz, nadal jestem zamknięty w klatce przez ktorą moge patrzec na siebie tylko w sposob subiektywny. jak mowilem, na 'obraz w lustrze' sklada sie rowniez to jak widzą mnie inni, ale to brednie, bo to co inni myslą, mowią i to w jaki sposob ja odbieram siebie w ich oczach to zupelnie rozne rzeczy. klatka sprawia, ze zwracam uwage tylko na to ostatnie i to na tym mi zalezy. pytanie o sposob znalezienia siebie mialo na celu pomoc w odszukaniu tego obiektywnego ja (o ile cos takiego istnieje), przynajmniej tak mi sie wydaje. a moze jest zupelnie inaczej, moze po prostu kieruje mną potrzeba utozsamienia sie z czyms konkretnym. swiat marzen, fantazji i dązen sprawil, ze na teraz czuje sie calkowicie pusty.

 

ok, nastepna rzecz. moze zaczne od tego, ze istnieje tez spory procent szansy, ze ten wątek jest jedną z moich prob szukania atencji, a nie tylko pomocy. chce zeby ktos powiedzial mi o mnie cos, czego nie wiem sam. zawsze czekam na slowa otuchy i ze 'nie, nie jest tak zle wcale'. moze lepiej, zebym tych slow nie slyszal, bo wtedy przestaje skupiac sie na tym, ze to ktos kto chce mi pomoc, a nie ktos w kogo oczach mam szanse zablysnąc. postaram sie w ten sposob nie myslec.

ale to ze potrafie napisac dwa zdania bez blędu ortograficznego czyni mnie ponad przeciętnym? mam do zaoferowania co? wybacz, nie kokietuje teraz i nie chodzi o to, zebys mnie przekonywal, ze jestem kims, ale takie zdania brzmią dla mnie jak slowa ktore mają na celu podniesc na duchu zainteresowanego, a nie ukazac mu jaka to jest naprawde. no ale mniejsza. w kazdym razie ja to widze w sposob zupelnie inny, zyje w swiecie w ktorym poprzeczka postawiona jest dosyc wysoko. Tak jak mowilem, moje zycie polega na ciąglym szukaniu uznania. Musze widziec siebie w dobrym swietle, musze czuc sie KIMŚ. To dązenie do czegos, czego nie jestem w stanie osiągnąc. Bez osiągniecia czegos wielkiego nie jestem w stanie poczuc sie szczesliwym. Czuje nawet, ze gdybym osiągnąl zamieżony cel, to byloby dla mnie za malo, ucieszyloby przez moment, a pragnąlbym znow jeszcze wiecej nigdy nie akceptując tego jaki jestem. Dbam tylko o profil. Ale to przeciez tylko malutki pierwiastek, skrawek naszego prawdziwego JA. Tak naprawde, to moze byc tylko ladna okladka do bardzo brzydkiego srodka tej ksiązki. Przez moj brak poczucia wlasnej wartosci ja dbam o ten wlasnie profil, staram sie zapelnic go czyms pieknym i imponującym, zeby nie pokazac brzydkiego srodka. Mysle o tym wrecz maniakalnie, jesli nie ten srodek to choc on musi byc wspanialy. Nie zrozum mnie zle, to nie jest tak, ze ja do konca czuje sie bezwartosciowym czlowiekiem (moze dzięki komplementom, ktore zdazalo mi sie slyszec od ludzi). Uwazam sie za dosyc 'ogarnietego' i w miare inteligentnego goscia z 'poczuciem smaku', tyle ze to przeciez tak niewiele. To tak mało. A ja mam ogromną potrzebe bycia w czyms nie calkiem niezlym, nie dobrym, tylko NAJLEPSZYM. Tak naprawde nie jestem w niczym nawet chocby dobry, to jedna z przyczyn mojej frustracji, zrezygnowania i ucieczki. Jedyne co mi dobrze wychodzi i w czym jestem mistrzem, to ta zewnętrzna autokreacja wlasnej osobowosci. Widzisz, dbam o to co widać na zewnątrz nie tylko dlatego, ze tak łatwiej i prosciej, ale takze ze wzgledu na to, ze takie rzeczy ludzie dostrzegają golym okiem i od razu. W ten sposob moge zaimponować wiekszej rzeszy ludzi. Poprawić sobie humor chocby tym, ze jakas ładna dziewczyna uśmiechneła sie do mnie w tramwaju, czy nowopoznanym ludziom zaimponowalem swietnym gustem i obyciem w jakiejs konkretnej dziedzinie. Robie to dla siebie, ale tak naprawde jesli nie zauwazą tego inni, to wiekszosc rzeczy staje sie bezwartosciowa. Nieslusznie dziele ludzi na gorszych i lepszych, z dobrym statusem spolecznym, wiedzą i tych gorszych, zacofanych ludzi przeszlosci. Tylko ci pierwsi mi imponują, z tych pierwszych zdaniem sie licze. Sam chce byc kims, kto imponuje. Tylko to sie w zyciu liczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no chodziło o to, że to i to nałóg.

hmm, mnie to wygląda na ucieczke w siebie, przed rzeczywistością, więc i kontakt z rzeczywistością, obecność tu i teraz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
potrafie napisac dwa zdania bez blędu ortograficznego czyni mnie ponad przeciętnym?

A chwilę potem:

zamieżony cel,

Auć.

A tak na poważnie:

A ja mam ogromną potrzebe bycia w czyms nie calkiem niezlym, nie dobrym, tylko NAJLEPSZYM.

Jeśli chcesz być w czymś NAJLEPSZYM, musisz trenować to przez 10 lat. Zacznij od dzisiaj, do roboty!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż, mogę powiedzieć, że też nigdy nie czułam się sobą. Później zaczęłam brać antydepresanty aby leczyć zespół jelita drażliwego i jakoś tak przestałam przeżywać wszystkich wokół i poczułam, że, że tak powiem, jestem bo chcę, a nie bo muszę. Ale wiadomo, leki to tylko podkładka pod terapię.. Tak więc już się na nią zapisałam, bo cudowne działanie tabletek zaczyna się wyczerpywać.. Reasumując, moim zdaniem nie da się znaleźć siebie nie pozbywając się najpierw lęku przed światem, dopiero gdy się go pozbędziesz poczujesz siebie - czyli swoje prawdziwe reakcje na otoczenie. Powodzenia;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem sobie prawdą, fałszem i zagadką też

Jestem sobie ojcem, sobie matką, sobie bratem

Jestem sobie prawdą, fałszem i zagadką też

Jestem sobie ojcem, sobie matką, sobie bratem

 

Szatanem jestem złym, aniołem z aureolą

Wrogiem i kochankiem, aktorem z ulubioną rolą

Dopełnieniem świata, oceanem, pustą szklanką

Jestem i wyrokiem, nawet sędzią, nawet katem

nawet katem jestem ja, ja...

 

Jestem, jestem wszystkim, jestem nawet Bogiem,

tylko sobą, sobą być nie mogę, o nie!

Jestem, jestem wszystkim, nawet Bogiem,

tylko sobą, sobą być nie mogę !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Prokrastynacja, zyciowe kalectwo, ogromny strach - to wszystko nie pozwala mi sie wziąc za siebie.

Czuje sie przytloczony, wszystkiego sie boje. 3 rok mija, a ja nadal prawie nie wychodze z domu.

Przysięgam, naprawde nie wiem jak sobie z tym poradzic. Czy jest ktos z kim moglbym gdzies porozmawiac/poradzic sie? Mieszkam w Warszawie, ale na psychologa mnie nie stac. Potrzebuje pomocy, teraz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

możesz się zapisać do poradni na nfz, wtedy nie zapłacisz, ale pewnie są kolejki...są też różne książki do autoterapii, wysoko oceniane: "umysł ponad nastrojem", "radość życia".

 

prokrastrynacja, to nie ma chyba innej metody, jak kartka plan na dziś i pisanie.

na początku mało, tyle ile uczciwie szacujesz, że zrobisz, z czasem dorzucasz, wieczorem odhaczasz.

 

odnośnie jeszcze tego kim jestem - ostatnio na taką książkę się natknąłem http://ksiazkowy-blog.blogspot.com/2014/01/recenzja-ksiazki-pt-tozsamosc-trudne.html

nie czytałem, ale wydaje się korespondować z Twoim problemem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×