Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
LINA

Hipochondria - jakie choroby sobie przypisywaliście..?

Rekomendowane odpowiedzi

Zakazana nie da sie przestac myslec, kluczem jest zmiana podejscia do tych mysli, madrze sie, ale sama tego nie potrafie. A ten psycholog to Ci jakos pomaga? To jest jakas konkretna terapia czy tylko takie rozmawianie sobie? Leki same moga troche wyciszyc problem, ale na pewno nie wylecza. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
42 minuty temu, biedronka napisał:

Zakazana nie da sie przestac myslec, kluczem jest zmiana podejscia do tych mysli, madrze sie, ale sama tego nie potrafie. A ten psycholog to Ci jakos pomaga? To jest jakas konkretna terapia czy tylko takie rozmawianie sobie? Leki same moga troche wyciszyc problem, ale na pewno nie wylecza. 

Wiesz rozmawiamy ale jak od niej wychodzę zawsze lepoej sie czuje. Doszlysmy poki co do wniosku, ze moim problemym jsst to ze duzo siedze sama w domu z dziećmi, mam brak kontaltu z ludzmi , brak przyjemności, ze po prostu moje zycie mnie nie satysfakcjonuje ze musze cos zrobic z nim aby bylo lepiej. Jak narazie zero pomyslu.

Podobno moj uklad nerwowy daje mi znac w postaci bolow glowy zeby cos zrobic dla siebie zeby zycie bylo bardziej satysfakcjonujace.

Chcialabym aby te leki choc na hakis czas wyciszyly te bole glowy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
8 godzin temu, biedronka napisał:

Z tym rakiem, mam wrazenie, ze to jakas wypadkowa jest, kwestia szczescia chyba, moja szwagierka z natury jest optymistka, nigdy specjalnie sie nie stresowala, zawsze usmiechnieta i beztroska i co? W wieku 35 lat zachorowala na raka piersi i nawet obciazona genetycznie nie byla, u mojego meza w rodzinie nigdy raka piersi nie bylo.  

Ja z 2 miesiące temu jechałam blabla z dziewczyną, której matka chorowała w takim właśnie wieku na raka piersi. Jak się okazało, u nich też nie było wcześniej zachorowań na raka. Natomiast ta dziewczyna, w w wieku 21 lat, miała wykrytą mutację genu BRCA1 ;/ Matka tego nie miała. Nie ukrywam, że wtedy mnie to załamało. Myślę, że nie jest to więc kwestia ani stylu życia ani zaburzeń hormonalnych, tylko jakiś wadliwy gen, który jeszcze nie został wykryty...

 

7 godzin temu, Roza00 napisał:

Zgadzam się, że od stresu nie można dostać raka. Nie o to chodziło. Chodziło o to, że długotrwały stres, jak u nas hipochondrykow, bardzo obciąża układ odpornościowy, którego zadaniem jest zwalczanie patogenow. Natomiast, jeżeli ktoś ma predyspozycje lub wrodzone wady natury fizycznej to nawet pozytywny tok myślenia nie pomoże. To też powiedział mi psycholog. Ale to, że stres jest zapalnikiem wielu chorób jest udowodnione. Tylko, że mówimy o długotrwałym stresie. Ja np w takim żyje już grubo ponad rok. Nie wierzę, że to na mnie nie działa. 

 

Tak, u każdego lekarza POZ usłyszysz zazwyczaj, że higieniczny tryb życia (brak stresu, zdrowe odżywianie, minimum 8 godzin snu dziennie) to podstawa zatrzymania zdrowia. Natomiast jak już chorujesz i idziesz do onkologa, szczególnie w młodym wieku, to nikt się nie pyta, jaki styl życia prowadziłaś. Bo to zazwyczaj nie ma przełożenia. Dla mnie wmawianie światu, że choruje na raka czy cokolwiek innego li z powodu stresu jest sekciarskim tekstem. Nie znam osób, które się nie stresują.
I szczerze, ja nie wiem, co to jest długotrwały stres. Jestem wobec siebie bardzo krytyczna i całe życie się krytykowałam za coś, w szczególności za to, że uważałam się i nadal uważam za osobę słabą i narzekającą. Dlatego nigdy nie narzekałam. I w sumie nie wiem, jakie chwile mogłabym określić jako długotrwale stresujące, choć pewnie każdy psychiatra czy psycholog mógłby je konkretnie nazwać. Jak nie szukam w internecie o objawach mojej choroby to się nie stresuję? Jak myślę od kilku lat o tym, że mogę być kiedyś chora, dajmy na to, przez 10 minut dziennie (bo o tym nie da się zapomnieć, tak jak nie da się zapomnieć o jakiejś traumie), czy to jest długotrwały stres? Jak myślę od 2 tygodni, jak ratować ojca, przez większość dnia, czy to jest długotrwały stres (mając w planie najbliższe miesiące, a może lata)? Jak martwię się o to, na ile miesięcy wystarczy mi na życie samej na zwolnieniu lekarskim to czy to jest długotrwały stres? I tak w sumie każdy pewnie , nawet zdrowy, potencjalnie w dobrej sytuacji życiowej, mógłby napisać podobną litanię.

Zupełnie tutaj abstrahuję od hipochondrii, bo to zupełnie inny problem, niż to, o czym piszę.

Przyznaj jednak, że komentarz dot. Przybylskiej, u której rak wynikał najprawdopodobniej z posiadania wadliwego genu i/lub z wadliwej budowy trzustki, był po prostu debilny. Statystyka w przypadku takiego obciążenia jest okrutna, a ja osobiście wierzę w statystykę.

Nawiązując jeszcze do raka, śledzę w internecie, mniej lub bardziej powierzchownie pewną A. z USA, która jest posiadaczką pewnego genu. Jest ode mnie w sumie młodsza, od jakiegoś czasu jest frutarianką (? je tylko owoce), w zasadzie od kilku lat. Całe życie podporządkowała pod profilaktykę zachorowania. Karmi tak swoją małą córkę, internety jej zarzucają, że niszczy zdrowie swojej córki, nie dostarczając jej podstawowych wartości odżywczych, potrzebnych do rozwoju dziecka. I choć nie zgadzam się z taką dietą, uważam, że ona ma szkodliwe poglądy na temat konwencjonalnego leczenia onkologicznego, to cholernie ją rozumiem.

 

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
2 godziny temu, Roza00 napisał:

🙂 rozumiem, że mógłbyś mnie posadzac o szajbe, jeżeli na usg by wyszło, że nie mam powiększonych węzłów, ale ja je czuję mimo, że ich nie ma. Natomiast jeden z moim węzłów na szyi ma ponad 3 cm 🙂 także to nie wytwór mojej wyobraźni. 

Na czym polega inwazyjność kolonoskopii? Taki rezonans wykonuje się ze wskazań medycznych. Nie wiem, co to za inne cuda, ale żaden normalny lekarz nie da skierowania na inwazyjne badania bez wyraźnych wskazań medycznych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Słuchajcie, pewnie tez juz macie mnie dosyć bo za przeproszeniem pieprze ciagle o tych moich wypróżnieniach i ciagle mnie pocieszacie a ja dalej swoje ALE odpowiedzcie mi na jedno pytanie.

Dzis na obiad zjadłam buraczki ok 14 a teraz miałam juz bordowy stolec. Czy to znaczy ze mam taki szybki pasaż jelit?? Myślicie ze to normalne żeby tak szybko resztki obiadu pojawiły się w kibelku?? 

Pocieszcie mnie bo zwariuje dosłownie 😢

Edytowane przez zestresowana1990

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ania, tak, ja mam nawet po godzinie czerwono w toalecie po buraczkach 🙂 także spokojnie 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
33 minuty temu, zestresowana1990 napisał:

Słuchajcie, pewnie tez juz macie mnie dosyć bo za przeproszeniem pieprze ciagle o tych moich wypróżnieniach i ciagle mnie pocieszacie a ja dalej swoje ALE odpowiedzcie mi na jedno pytanie.

Dzis na obiad zjadłam buraczki ok 14 a teraz miałam juz bordowy stolec. Czy to znaczy ze mam taki szybki pasaż jelit?? Myślicie ze to normalne żeby tak szybko resztki obiadu pojawiły się w kibelku?? 

Pocieszcie mnie bo zwariuje dosłownie 😢

Ja tam mam, malo tego, sikam tez na rozowo 😛 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
29 minut temu, stworzonabyzyx napisał:

Na czym polega inwazyjność kolonoskopii? Taki rezonans wykonuje się ze wskazań medycznych. Nie wiem, co to za inne cuda, ale żaden normalny lekarz nie da skierowania na inwazyjne badania bez wyraźnych wskazań medycznych.

Kolonoskopia jest inwazyjnym badaniem, bo jeden niewłaściwy ruch i można uszkodzić jelito. Lekarze zawsze po tym badaniu ostrzegają, że gdyby po posiłku działo się coś niepokojącego to trzeba się zgłosić na pogotowie. Chodziło mi o to, że bywalcy tego forum często robili takie badania prywatnie, za własne pieniądze, bo lekarze nie dawali im skierowan. Ja, pomimo, iż naczytalam się o niedogodności w badaniu usg i rtg, nie umawiam się prywatnie na rezonans o tomografie, bo rozsądek podpowiada mi, że gdyby coś się działo, to zostałabym skierowana. A pomimo to, martwię się, czy na rtg na pewno wszystko było widoczne. Z racji, że nie chce nikogo straszyć, nie pisze tutaj o błędach radiologow, o których słyszałam i to nie z internetu. Nawet dziś kolega z pracy, którego córka ma kłopoty zdrowotne, opowiadał mi o błędzie radiologa podczas opisywania tomografii. Dzięki Bogu inny się dopatrzyl. 

Co do czynników wywołujących chorobę. Każdy ma swój pogląd na to, nie mam zamiaru wyklocac się tutaj o swoją rację, bo każdy ma ja własną. A mnie uczono, że trzeba rozumieć każdy pogląd i punkt widzenia. Bo każdy z nas jest inny. I nikomu niczego nie narzucać 🙂 więc szanuje Twoje zdanie w tym temacie i na pewno masz sporo racji 🙂

Oprócz tego, zrobiło mi się po ludzku przykro, kiedy ktoś mi tu wyjeżdża z szpitalem psychiatrycznym. Wybaczcie, może źle zrozumiałam, ale wydawało mi się, że to forum jest po to, żeby się wyzalic, wspierać i napisać nawet głupotę, która spędza nam sen z powiek. Bo życie hipochondryka to składowa blahostek, które się zbierają w jedną duża całość. Mam więc zatem wrażenie, że Tukaszwili, pisząc to, chyba nie do końca wiedział, że trochę go poniosło. Nie posadzam go o źle intencje lub złośliwość. Ale chyba nigdy nie był w takim szpitalu. Ja byłam, mając praktyki, i tam są ludzie, którzy już często nie mają kontaktu z rzeczywistością. A ja z racji swojego zawodu i pelnionego stanowiska w pracy zachowuje pokerowa twarz. Negocjuje kontrakty, zarządzam działem, podpisuje umowy... I nikt nawet nie przypuszcza jaki mam problem 🙂 a forum traktuje jako miejsce do wylania emocji, często skrajnych, bo w życiu codziennym muszę być po prostu twarda. I nie oczekuję oceny. To tak, jakbym oceniala problemy dziewczyn z jelitami i ich obawy przed rakiem jelita. Nie rozumiem tego, jak można się tym denerwować, więc zaproponuje Wam szpital. Tylko ja właśnie, pomimo, że mnie to nie przeraża, rozumiem, że Was może. I wiem, że Was przeraża to tak samo, jak mnie węzły. 

A tekst typu, że jestem przebadana od stóp do głów też można schować między bajki. To tak, jakby ktoś poszedł ja kolonoskopie i doktor mu powiedział:" no ma Pan tu jakies polipy, ale wyglądają zupełnie niegroźnie, niech się Pan nie przejmuje". I potem odczytał sobie, że takie polipy mogą być rakowe, ale nie muszą i tylko wycięcie i ich zbadanie może to wykluczyć. Ciekawe, czy miałoby się wtedy przeświadczenie o super stanie zdrowia 🙂

I szczerze, po takich komentarzach to nie mam ochoty tu zaglądać..to miejsce nie miało służyć do stawiania komuś diagnoz, tylko po to, żeby znaleźć zrozumienie i pocieszenie. 

Tukaszwili, na pazyszlosc, nie jesteś psychiatra 🙂 współczuję Ci, jeżeli wierzysz w moc sprawcza lekarstw. Hipochondria to nie choroba, na którą weźmiemy pigułkę, tylko skutek jakiegoś problemu, z którym sobie nie radzimy. Pigułki nie pomoga. Chyba, że nabijac kasę dla koncernów farmaceutycznych. 

Przepraszam, musiałam to napisać. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Róża powiem szczerze zgadzam się z Tobą w stu procentach 🙂 ja tez wchodzę na to forum żeby się wygadać, wyrzalić bo w życiu codziennym nie będę nie wiem...dzwonic do rodziny i opowiadać im jakie mam problemy jelitowe i czego się boje. Powinnismy się tu na wzajem wspierać a nie wysyłać kogoś do psychiatryka 🙈 ja tez widziałam jakie osoby są w takich szpitalach i na pewno nie są to osoby z nerwicą i hipochondrią.Takze faktycznie za takie porady raczej dziękujemy na tym forum 🙂

wchodzimy tu po to żeby się pożalić, popytać innych co myślą, co u Nich i do tego ma to służyć. 

Ps mi szumi w uszach, serce mi wali i zaczynam się co raz częściej zastanawiać czy nie znaleźć jakiegoś psychologa...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 minut temu, zestresowana1990 napisał:

Róża, Biedronka dziękuje....uspokoilyscie mnie...na jakis czas 😂

🤣

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Roza00 nie wiem, z jakich powodów ktoś robił tę kolonoskopię, ale myślę, że nie jest to aż tak inwazyjne badanie, którego nie powinno się robić, jeśli ktoś ma objawy. Przyznam się, że też miałam 2-3 lata temu problemy z biegunkami, ale to chyba ze stresu, nawet przestałam do rodziców jeździć autobusem i odtąd jeżdżę tylko pociągiem :P Ale u mnie to było głównie w podróży problemem, bo tak nigdy żadnych większych problemów. Dużo jeździłam, więc siłą rzeczy takie sytuacje się zdarzały.

Natomiast z własnej inicjatywy byłam chyba 3 razy na prywatnej gastroskopii i ostatecznie pozwoliło mi to na operację przełyku. Niestety lekarze uznawali mnie za osobę, która jest zdrowa i sobie wymyśla, po atakach bólowych, które nie pozwalały mi łapać oddechu i pozostawiały symptomy fizyczne - np. wybroczyny. No nie i chuj, przerobiłam wielu lekarzy i 3/4 zwalało takie coś na stres :P

A co do komentarzy - przykro mi, że źle się poczułas, mam nadzieję, że ja na to nie wpłynęłam. Uważam, że nie warto np. przebywać w grupie, w której poklepujemy się po głowie i pozwalamy na rozwijanie różnych problemów, ale wasza rozmowa, jakkolwiek dla mnie czasami trudna do zrozumienia, wydaje mi się z boku całkiem sensowna - zero nakręcania się. Osobiście ja nie jestem taka wylewna w internecie, nie mam miejsca, w którym byłabym w stanie mówić tak otwarcie o problemach. Nie uciekaj stąd, jeśli otrzymujesz tu wsparcie - bo lepiej mieć takie przez internet, niż być z problemem samej.

A to, jak mogą czasami zaboleć słowa, sama się przekonałam, jak byłam na dnie mojej depresji. Kobieta, którą poznałam przez internet (z ręką na sercu jedyna znajomość rozwinięta w ten sposób do takiego stopnia ;/ i poznałyśmy się przypadkiem) po jakichś ułamkach mojego wyżalenia się, wysłała mnie wprost do psychiatry lub psychologa. Przez sms. To jest o tyle smutne, że ja wielokrotnie byłam przy niej, a jest to osoba z BPD. Byłam przy różnych kryzysach, w tym takich naprawdę trudnych i choć wielokrotnie uważałam, że powinna walczyć codziennie o terapię, to nigdy jej nie napisałam tego bezpośrednio i ot tak, bo wiedziałam, że to nie jest moja rola i może ją to bardziej załamać. Z perspektywy czasu widzę, że ona miała duże problemy z empatią. Teraz nie kontaktujemy się, a ja otaczam się tylko rodziną i przyjaciółmi i czuję się dobrze. Nikt mnie nie głaszcze po głowie (dobra, ostatnio głaszczą :P), ale nikt mi nie dopierdala, bo coś się mu wydaje.

Edycja: ja mam jeszcze osobiście rozwinięty taki filtr, że staram się w internecie nie pisać czegoś, czego nie powiedziałabym tej osobie w twarz. To jednak chyba ogromna rzadkość.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No i już nic sobie nie przypisuję z chorób 🙂 Wystarczy się odpowiednio wstawić i choroby mijają.

A choroby, które mam to nie hipochondria. Więc chyba nie będę się w tym temacie więcej udzielał.

Mogę być chory na wszystko, mogę nie być chory na nic. Jedno jest pewne. Jestem chory na głowę!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jest 22 a ja mam 37, 3. To już tą temperatura mnie chyba najbardziej psychicznie wykancza. Zawsze o tej porze miałam już 36,6. 

Edytowane przez Roza00

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tyle co nic. Od 39 się problem zaczyna. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
28 minut temu, Roza00 napisał:

Jest 22 a ja mam 37, 3. To już tą temperatura mnie chyba najbardziej psychicznie wykancza. Zawsze o tej porze miałam już 36,6. 

Róża ja myśle, ze na jakis czas powinnaś schować termometr i nie mierzyć temperatury. Powiedz, gdyby nie to ze wlasnie ją zmierzyłas, czułaś się jakbyś miała gorączkę czy coś takiego?? Pamietaj o sile podświadomości...ja kiedyś gdy mierzyłam co chwila temperaturę to tez prawie zawsze miałam pod 37 i więcej a teraz kompletnie się tym nie przejmuje ale wiem, co Ty przezywasz bo ja kiedyś tez się tym przeokropnie stresowałam 🙁

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ania, to jest straszne! Nie potrafię z tego zrezygnować, parę dni było lepiej, miałam już temperaturę niższa niż 37 i znów się zaczęło odkąd mi węzeł wylazl. Ale nie potrafię uwierzyć w temperaturę od nerwicy... 

Czyli jak sobie mierzysz to zdarza Ci się mieć ponad 37? 

Najgorsze jest to, że po poronieniu cały cykl szlag trafił i nie wiem, czy mam teraz owulacje czy nie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, Roza00 napisał:

Ania, to jest straszne! Nie potrafię z tego zrezygnować, parę dni było lepiej, miałam już temperaturę niższa niż 37 i znów się zaczęło odkąd mi węzeł wylazl. Ale nie potrafię uwierzyć w temperaturę od nerwicy... 

Czyli jak sobie mierzysz to zdarza Ci się mieć ponad 37? 

Najgorsze jest to, że po poronieniu cały cykl szlag trafił i nie wiem, czy mam teraz owulacje czy nie. 

Róża znam to doskonale, ja tez jednego dnia juz sobie obiecuje ze bedzie lepiej, ze będę normalnie żyć i nie patrzeć na te moje objawy a następnego robię dokładnie to samo i nerwica dopada mnie ze zdwojona siła 😞

Ja tez mam często temperaturę ok 37 i więcej takze uważam, że jest to coś zupełnie normalnego. Poza tym faktycznie nie wiesz co z Twoim cyklem wiec tym bardziej nie zamartwiaj się na zapas 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiecie co...co raz poważniej zastanawiam się nad tym czy nie poszukać jakiegoś psychologa bo zaczynam sobie co raz gorzej radzić z moim stresem. Wstaje rano i jak tylko otworze oczy to dosłownie odrazu wali mi serce, mam puls jakbym wlasnie skądś przybiegła no i oczywiście obowiązkowa toaleta. Nie mam takiej typowej biegunki ale stolec jest luźny. Nawet nie miałam za bardzo apetytu z rana bo cała się wewnetrznie trzęsę. I tak co najmniej do południa bedzie mnie trzymało. Z mężem o tym rozmawiam ale on ewidentne nie widzi problemu. Mówi ze mam sie tym nie przejmować i minie. Zupełnie zatraciłam chęć do czegokolwiek. Nic mi się nie chce. Pamietam ze był taki moment jakoś kwieciec_maj kiedy troche się ogarnelam i wróciłam do normalności. Nawet stolce się wtedy unormowaly. Ale gdy raz w toalecie znów zobaczyłam „papkę” wszystko wróciło. Z dnia na dzien czułam co raz silniejszy stres i do tej pory mnie trzyma. Ja bez przerwy myśle o tym czy nie mam raka jelita, wątroby lub trzustki. Ciagle się boje biegunki. To stało się dosłownie moja obsesja :( wybaczcie tem długi wpis ale czułam, ze muszę się wygadac😢

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ania, masz 28 lat. Gdybyś miała nowotwór, którykolwiek z tych, których się obawiasz, to w tym wieku są one bardzo agresywne. Jak byłam na usg piersi w grudniu, bo się bałam, że mam raka zapalnego, to radiolog powiedział mi, że takie nowotwory lite, typu piersi, wątroba, żołądek, trzustka, jelito, w młodym wieku sa bardzo agresywne. Powiedział, że fakt, leczenie jest ciężkie, ale one szybko się rozwijają i zwalaja z nóg. Z takim czymś nie możesz sobie chodzić pół roku bez nasilenia objawow. W takim wieku. A ostatnio powiedział mi, na przykładzie węzłów, że to wszystko kwestia życiowego farta. I że czasem sam się zastanawia, czy czegoś nie ma, jak słyszy przedziwne objawy pacjentów. 

Także, spokojnie, choć łatwo mówić, sama nie potrafię tego zastosować. Jestem przekonana, że Twoje objawy to tylko tło nerwicy. Zobacz, ile osób boryka się z takimi objawami. W tym ja. Dzisiaj w nocy nie mogłam spać, bo serce biło mi tak, że myślałam, że wyskoczy. Tylko jakkolwiek to zabrzmi, wolę te objawy, niż np węzły, bo wiem, że od tego nie umrę i nie przeraża mnie to 🙂

Ja też miałam lepsze okresy. Nawet ostatnio miałam już gdzieś swoje węzły. I w marcu totalnie się nie przejmowałam (pamiętam, jak wracałam samochodem z pracy i sobie myślalam, jak ja w ogóle mogłam sobie takie rzeczy wmawiać). Ale to wszystko wina internetu i ludzi na forach. Gdybym się tego nie naczytala to od pół roku żyłabym spokojnie. O raku piersi się nie naczytalam tak dogłębnie i usg wystarczyło. Mimo, że pewnie są przypadki, że komuś usg czegoś nie wykrylo itp. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, zestresowana1990 napisał:

Wiecie co...co raz poważniej zastanawiam się nad tym czy nie poszukać jakiegoś psychologa bo zaczynam sobie co raz gorzej radzić z moim stresem. Wstaje rano i jak tylko otworze oczy to dosłownie odrazu wali mi serce, mam puls jakbym wlasnie skądś przybiegła no i oczywiście obowiązkowa toaleta. Nie mam takiej typowej biegunki ale stolec jest luźny. Nawet nie miałam za bardzo apetytu z rana bo cała się wewnetrznie trzęsę. I tak co najmniej do południa bedzie mnie trzymało. Z mężem o tym rozmawiam ale on ewidentne nie widzi problemu. Mówi ze mam sie tym nie przejmować i minie. Zupełnie zatraciłam chęć do czegokolwiek. Nic mi się nie chce. Pamietam ze był taki moment jakoś kwieciec_maj kiedy troche się ogarnelam i wróciłam do normalności. Nawet stolce się wtedy unormowaly. Ale gdy raz w toalecie znów zobaczyłam „papkę” wszystko wróciło. Z dnia na dzien czułam co raz silniejszy stres i do tej pory mnie trzyma. Ja bez przerwy myśle o tym czy nie mam raka jelita, wątroby lub trzustki. Ciagle się boje biegunki. To stało się dosłownie moja obsesja :( wybaczcie tem długi wpis ale czułam, ze muszę się wygadac😢

Sprobowac mozesz z psychologiem tylko do razu efektow nie bedzie widac.

Zapewnoam Cie, ze u Ciebie to jest stres i uaktywnil Ci sie zespol jelita drazlowego. glowa do góry. 

Gorzej u mnie ;( eeeeh ja juz nie wiem co ze soba zrobić.

Wczoraj mialam takie myśli, ze bedzie co ma byc a ja ten czas poki jeszcze nie mam diagnozy wykorzystam jak najlepiej moge a dzis juz znow dol itp. :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 godzin temu, Roza00 napisał:

Kolonoskopia jest inwazyjnym badaniem, bo jeden niewłaściwy ruch i można uszkodzić jelito. Lekarze zawsze po tym badaniu ostrzegają, że gdyby po posiłku działo się coś niepokojącego to trzeba się zgłosić na pogotowie. Chodziło mi o to, że bywalcy tego forum często robili takie badania prywatnie, za własne pieniądze, bo lekarze nie dawali im skierowan. Ja, pomimo, iż naczytalam się o niedogodności w badaniu usg i rtg, nie umawiam się prywatnie na rezonans o tomografie, bo rozsądek podpowiada mi, że gdyby coś się działo, to zostałabym skierowana. A pomimo to, martwię się, czy na rtg na pewno wszystko było widoczne. Z racji, że nie chce nikogo straszyć, nie pisze tutaj o błędach radiologow, o których słyszałam i to nie z internetu. Nawet dziś kolega z pracy, którego córka ma kłopoty zdrowotne, opowiadał mi o błędzie radiologa podczas opisywania tomografii. Dzięki Bogu inny się dopatrzyl. 

Co do czynników wywołujących chorobę. Każdy ma swój pogląd na to, nie mam zamiaru wyklocac się tutaj o swoją rację, bo każdy ma ja własną. A mnie uczono, że trzeba rozumieć każdy pogląd i punkt widzenia. Bo każdy z nas jest inny. I nikomu niczego nie narzucać 🙂 więc szanuje Twoje zdanie w tym temacie i na pewno masz sporo racji 🙂

Oprócz tego, zrobiło mi się po ludzku przykro, kiedy ktoś mi tu wyjeżdża z szpitalem psychiatrycznym. Wybaczcie, może źle zrozumiałam, ale wydawało mi się, że to forum jest po to, żeby się wyzalic, wspierać i napisać nawet głupotę, która spędza nam sen z powiek. Bo życie hipochondryka to składowa blahostek, które się zbierają w jedną duża całość. Mam więc zatem wrażenie, że Tukaszwili, pisząc to, chyba nie do końca wiedział, że trochę go poniosło. Nie posadzam go o źle intencje lub złośliwość. Ale chyba nigdy nie był w takim szpitalu. Ja byłam, mając praktyki, i tam są ludzie, którzy już często nie mają kontaktu z rzeczywistością. A ja z racji swojego zawodu i pelnionego stanowiska w pracy zachowuje pokerowa twarz. Negocjuje kontrakty, zarządzam działem, podpisuje umowy... I nikt nawet nie przypuszcza jaki mam problem 🙂 a forum traktuje jako miejsce do wylania emocji, często skrajnych, bo w życiu codziennym muszę być po prostu twarda. I nie oczekuję oceny. To tak, jakbym oceniala problemy dziewczyn z jelitami i ich obawy przed rakiem jelita. Nie rozumiem tego, jak można się tym denerwować, więc zaproponuje Wam szpital. Tylko ja właśnie, pomimo, że mnie to nie przeraża, rozumiem, że Was może. I wiem, że Was przeraża to tak samo, jak mnie węzły. 

A tekst typu, że jestem przebadana od stóp do głów też można schować między bajki. To tak, jakby ktoś poszedł ja kolonoskopie i doktor mu powiedział:" no ma Pan tu jakies polipy, ale wyglądają zupełnie niegroźnie, niech się Pan nie przejmuje". I potem odczytał sobie, że takie polipy mogą być rakowe, ale nie muszą i tylko wycięcie i ich zbadanie może to wykluczyć. Ciekawe, czy miałoby się wtedy przeświadczenie o super stanie zdrowia 🙂

I szczerze, po takich komentarzach to nie mam ochoty tu zaglądać..to miejsce nie miało służyć do stawiania komuś diagnoz, tylko po to, żeby znaleźć zrozumienie i pocieszenie. 

Tukaszwili, na pazyszlosc, nie jesteś psychiatra 🙂 współczuję Ci, jeżeli wierzysz w moc sprawcza lekarstw. Hipochondria to nie choroba, na którą weźmiemy pigułkę, tylko skutek jakiegoś problemu, z którym sobie nie radzimy. Pigułki nie pomoga. Chyba, że nabijac kasę dla koncernów farmaceutycznych. 

Przepraszam, musiałam to napisać. 

Ale czy ja Ci stawiam jakąś psychoanalizę? Przeczytaj jeszcze raz dokładnie mój post i się zastanów. Mówiąc, że jesteś przebada starałem się jedynie dodać otuchy, nie wiem dlaczego odczytałaś moje słowa negatywnie. Skoro lekarze mówią Ci, że jesteś zdrowa i nawet wielokrotnie pisałaś o diagnozach, które Ci wystawiali ZAWODOWI PROFESJONALIŚCI, no to co jest złego w moim dodaniu otuchy?

W kwestii polipów, przecież to zupełnie inna bajka, to porównanie nie ma sensu. Lekarz widzą takowy polip, który w raka dopiero przerodzić się może, po prostu go wycina.

Czemu współczujesz mi w kwestii lekarstw? Mi pomogły i nadal pomagają, Seronil to złoty środek dzięki któremu potrafię racjonalizować swoje jazdy.

Doskonale wiem jak działa hipochondria, bo zmagam się z nią od 7 lat, lądowałem na SORZ-e, robiłem setki badań, wydałem tysiące złotych na lekarzy prywatnych.

Co do szpitala, ja nie napisałem, że powinnaś tam pójść, jedynie rozważałem różne opcje. Doskonale wiem czym jest psychiatryk, sam zastanawiałem się kilkukrotnie czy nie poprosić o hospitalizację, gdy byłem w stanach krytycznych. Co jest złego takowym przybytku, skoro mogą nam tam pomóc? W Polsce wciąż panuje jakieś niezrozumiałe przekonanie, że jeśli ktoś idzie do szpitala psychiatrycznego, to jest wariatem. Absurd, tam się pomaga ludziom, przecież na tym forum są setki osób, które były hospitalizowane.

 Wielokrotnie pisałem na forum, aby nie stawiać diagnoz innym i teraz również tego nie zrobiłem. Jeśli coś źle zrozumiałaś to przepraszam, nie miałem złych intencji i trzymam kciuki, abyś wyszła na prostą.

Może się trochę zapomniałem pisząc, że nie rozumiem, jak pomimo tylu badań, można dalej się bać. Fakt, każdy jest inny, teraz jestem mądry, bo nie mam swoich jazd, za to przepraszam. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×