Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Jeszua333

Sposoby radzenia sobie z depresją

Rekomendowane odpowiedzi

Ok, to powiem wam że u mnie czasami gdy rano wstanę pojawia się stan depresyjny. Dzisiaj był słaby lecz wcześniej był potwornie mocny taki jaki miałem kiedyś kilka razy po 1-3 miesięcy. Na szczęście życie dostarczyło mi sposobu na wyjście z niego. A było to dzień przed tym porannym (pierwszym) atakiem (w przeciągu ok 2 miesięcy miałem ich już dwa) a więc dzień przed usłyszałem od terapeutki gdy słuchałem ze smartfona depresyjnej muzy że muzyka depresyjna jest sposobem na radzenie sobie z depresją. Teraz myślę że był to głos anioła który ją natchną do powiedzenia tego. Ok to wstaję rano drugiego dnia po tym jak mi to powiedziała terapeutka z stanem bardzo silnej depresji leżę tak sobie i przypomniałem sobie wczorajsze słowa terapeutki. Natychmiast wziąłem do ręki iphona i puściłem sobie najsmutniejsze najbardziej rozpaczające kawałki mojego ulubionego zespoły Apati. Jakby w zaklęciu moja depresja po ok 3-6 minut sama "rozpłynęła" się. Teraz tłumaczę sobie to w ten sposób że gdy mamy doła to jesteśmy jakby zamknięci do stanu smutku i inne bodźce niż smutku do nas nie docierają. A antydepresanty działają na nas w ten sposób iż powodują zwiększenie ilości docierających do nas bodźców. W efekcie tego następuje wyjście z depresji. Ale wracając do mojego wywodu w stanie tej ogromnej depresji (która pojawiła się u mnie nagle i którą czułem że będę miał) puściłem sobie ten mój ulubiony zespół dostarczając sobie olbrzymiej ilości bodźców potęgującej jeszcze tym stanem. I w miejsce depresji pojawiło się zadowolenie i uczucie przyjemności. Można to tłumaczyć też tym że to moja wiara "że muzyka depresyjna chroni przed depresją" sprawiła iż depresja mi minęła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Muzyka depresyjna na depresje?

Tego jeszcze nie słyszalam mnie by raczej dobiła o ile w tym stanie

w ogole chce mi sie słuchac muzyki raczej nie bo wszystko mnie drazni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeszua333, :shock:

Wlaczylam z ciekawosci piosenki poleconego przez ciebie zespolu. Pomine fakt, ze sa okropne i drazniace dla ucha to one dla mnie niewiele wspolnego maja ze stanem depresyjnym, raczej z jakas mianią :roll:

 

No, ale sam pomysl - depresyjna muza leczy depresje, no naprawde innowacyjna metoda, jeszcze o tym nie slyszlam. Zastosuje jak bede miala nast razem mysli samobojcze :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z tą depresyjną muzyką na depresję jest różnie. Swego czasu słuchałam niewiele poza muzyką z gatunków uważanych za "depresyjne", albo przynajmniej dołujące (slowcore/sadcore, post-rock...), bo tego typu rzeczy dobrze współgrały ze mną, przynosiły pewnego rodzaju ulgę, a nawet w pewnym sensie poczucie zrozumienia. W zasadzie nadal ilekroć mój stan się pogarsza, nie potrafię zrobić niczego innego jak tylko włączyć ulubioną-smutną muzykę i czekać aż cierpienie minie, albo przynajmniej przestanie być tak dotkliwe. Może słuchanie takich rzeczy jest dla jednych trochę jak samookaleczanie... Lecz nie ciała, a umysłu. W pewnym sensie... To też przecież wiąże się z pewnego rodzaju oczekiwaniem ulgi i znieczulenia. Z drugiej strony taka muzyka może dostarczać całkiem bogatej puli bodźców, wyciągać ze stanu depresyjnego i pobudzać do twórczych działań. Może powodować też odwrotny skutek: popychać do czynów autodestrukcyjnych, jeszcze bardziej dołować, albo po prostu drażnić. Kwestia indywidualna. Na pewno nie jest to uniwersalny sposób na depresję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ej , sama wiem ,że to działa, jak miewam bardzo obniżony nastrój , silny dół własnie muzyka jest ukojeniem dla mnie..

 

 

Ale przeciez nie kazdy tak musi mieć.. Na jednych działa na innych nie.. :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Sluchanie dolujacej muzyki na depresje? "gdybys kasa sypal dookola to bys mial przyjaciol wielu, wiesz jak jest. Prawo dzungli nie jest tak okrutne jak stosunki miedzyludzkie w kwestii tej", "ja zyje tak jak ja chce, wiec wypier..."- kawalki Liroya. Czasami zapodam sobie ze trzy kawalki tego typu jako forme rozladowania np. gniewu ale na dluzsza mete absolutnie nie polecam, przynosi to wiecej zalu i rozgoryczenia niz korzysci, wole muzyke ktora ma optymistyczne akcenty, taka ktora sprawia, ze chce mi sie zyc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie cierpię na depresję, ale zdecydowanie wolę słuchać muzyki wesołej, dynamicznej, żywej, która wprawia mnie w dobry nastrój i podkręca do działania. Jest takim motorem napędowym, dodaje entuzjazmu i energii. Kiedy jestem w kiepskim nastroju, słuchanie muzyki "depresyjnej" pogłębia zwykle u mnie zły humor. Co jednak zaskakujące, dzięki temu mogę się wypłakać i dopiero wylanie łez jest takim oczyszczeniem i przynosi ukojenie. Zatem smutna muzyka też w pewnym sensie pozwala mi uporać się z negatywnymi emocjami. Na smutek jednak wolę wybrać inną metodę - rozmowę z kimś bliskim, kto mnie zrozumie i po prostu wysłucha.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

tez lubię smutna muzykę, ale raczej jak jej słucham to stapiam się z tym co jest w niej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gdy ja mam bardzo smutny nastrój (nie powiem depresję, bo nie mam pojęcia czy to depresja, czy nie), to każda muzyka mnie jeszcze bardziej dobija (nie ważne, czy wesoła, czy smutna), że aż jakby chciało mi się płakać, a ja nie chcę płakać. Wolę wtedy ciszę i ciemność. Łatwiej mi wtedy uciec do fantazjowania i nie skupiać się tak na nastroju. Czasem też staram się, by stać się bardzo śpiący, wtedy też tak nie odczuwam smutku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jeszua333, :shock:

Wlaczylam z ciekawosci piosenki poleconego przez ciebie zespolu. Pomine fakt, ze sa okropne i drazniace dla ucha to one dla mnie niewiele wspolnego maja ze stanem depresyjnym, raczej z jakas mianią :roll:

 

Nomm są trochę z mani a dla mnie nawet z furii lecz dla mnie jest tam też element smutku, osamotnienia i rozkminki. Ogólnie to dużo bodźców. może te połączenie smutku i manii a nawet złości sprawia że gdy mam doła ta mania (docierająca za pomocą smutnej piosenki) sprawia że depresja mi mija :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Coś w tym jest, muzyka dopasowana do nastroju pozwala go intensywniej przeżywać, jakby mocniej doświadczać. Tylko dlaczego to przynosi ulgę? Bo będąc w depresji i słuchając depresyjnej muzyki ja też doznaję ulgi. Nie wiem czy czuję się wtedy bardziej zrozumiana, wywnętrzniona, ale to uczucie depresji jakby trochę uchodzi na zewnątrz i człowiek się oczyszcza. Płacząc lub nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

black swan, ja odwrotnie musze mieć jeśli już muze raczej wesoła,inna by mnie dobiła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie właśnie drażni wesoła muzyka, jak jestem dobita. Może to zależy od jakichś uwarunkowań czy co...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mnie właśnie drażni wesoła muzyka, jak jestem dobita.

Podzielam to zdanie.

 

Mi pomaga paradoksalnie brak snu. Jeżeli jestem szczególnie przybity, to nie śpiąc powyżej 24h czuję się lepiej (czasem nawet 18) - to jest tak zwana deprywacja snu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

moim "sposobem" na takie ataki beznadziei jest włączenie bardzo głośno czegoś elektronicznego, dudniącego i agresywnego. plusem jest to, że natychmiast wyrywa mnie z marazmu - zamykam oczy i zaczynam tańczyć. minusem jest to, że mam dwie osobowości i przez tą muzykę wychodzę z tej depresyjnej, ale "bardziej mojej", jednocześnie wpadając w tą drugą, dekadencką. wtedy zupełnie wyłączam mózg, czuję się jak jakaś czarownica podczas rytualnych tańców, jakbym myślała całym ciałem czując każdy pojedynczy centymetr.

i pomyśleć, że do tej metafizyki czasem wystarczy skrillex...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiadomo, że przy depresji potrzebna jest pomoc specjalisty i jest to niezaprzeczalne. Niemniej jednak, zakładam ten temat, by dowiedzieć się, co próbujecie robić we własnym zakresie, żeby ujarzmić chorobę? Macie jakieś sposoby? Udało Wam się wypracować metodę, która nie pozwala Wam spaść w dół? Co robicie, kiedy jest gorzej? Zachęcam, by się tym podzielić z innymi, ponieważ komuś może się to przydać.

 

Mnie pomaga przymuszenie się do działania. Bodaj jakiegoś błahego. Dzięki temu nie popadam w całkowity marazm. Czasami nie mając nawet siły i ochoty wstać z łóżka, po prostu całą sobą się do tego zmuszam. Wiem, że jeśli tego nie zrobię, to będzie to moja przegrana. A jestem zbyt uparta, by przegrać...

W tych bardzo trudnych momentach pomaga mi rozmowa z bliskimi osobami. Nic tak nie podnosi na duchu. Zaszczepia to iskierkę nadziei, która pozwala przetrwać...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Racjonalizacja. Przymuszanie się. Zajęcie się czymś. To są moje 3 główne sposoby radzenia sobie z przygnębiającym nastrojem, zwątpieniem i brakiem chęci działania. Działają raz lepiej, raz gorzej. Jeśli gorzej, to wtedy zwyczajnie wyjście z dołka trwa dłużej i kosztuje mnie więcej wysiłku, czasu i nerwów. Sen też nie jest zły, ale działa to u mnie tylko wieczorem, choć i wtedy nie zawsze szybko przychodzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak jak wyżej, zmuszanie się do robienia czegokolwiek. Ciężko się zmusić, ale jak już wpadam w jakiś "wir" działania to leci z górki.

Na natłoki myśli pomaga bardzo prosty sposób i dla niektórych dość głupi, mianowicie mam zeszyt, gdzie przelewam jakieś frustracje czy wątpliwości, głównie to co siedzi mi w głowie i nie daje np. zasnąć. Dobrze systematyzuje myśli i czasem te demony, z którymi się "zmagam" w tamtym momencie nie są takie straszne, jak mi się wydawało.

Rozmowa też pomaga, ale niezbyt często mam ochotę na gadanie, kiedy trzyma mnie dołek.

 

Sen natomiast działa u mnie jako zabijacz czasu, kiedy wiem, że mam wolny dzień, a coś mi nastrój kuleje.

Kiedy sen nie chce przyjść, zostają książki. W takich stanach raczej nie chce mi się czytać, w sumie to nic mi się nie chce, ale przymuszam się do czynności, po czym wciągam się w fabułę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dla mnie sen jest ucieczką przed potężnym kryzysem. Zawsze, kiedy prześpię te najgorsze chwile, to potem jest lepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Lilith,

Jeśli dołek dopada Cię w południe, albo zaraz po przespaniu całej nocy, to chyba to rozwiązanie nie jest dostępne? Czy może wspomagasz się środkami nasennymi?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rotten soul, od kilku miesięcy nie mam nic wspólnego z tabletkami nasennymi. A nawet jak je wcześniej brałam, to nigdy w dzień. Ale kryzys zazwyczaj zaostrzał się wieczorem. Czasami bywały dni, że budziłam się rano i juz wiedziałam, że ten dzień będzie straszny, ale wtedy starałam się go przetrwać do wieczora i dopiero wtedy brałam tabletki. Teraz jednak radzę sobie bez tego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W najgorszych momentach sen , który niestety jest ucieczką . W ciągu dnia przeglądanie i pisanie na forum .

Kiedyś pomagało mi oglądanie filmów by zająć czymś myśli,teraz niekoniecznie . Rozmowa z osobą o podobnych problemach

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Lilith,

To oznacza postępy. Radzisz sobie coraz lepiej. Teraz jak Ci dojdzie praca, to też będziesz miała zajętą głowę przez większość dnia. Mi to bardzo pomaga, bo w robocie skupiam się na obowiązkach, więc myśli rzadko wędrują w tym nie pożądanym przeze mnie kierunku. Po za tym po człowiek pracujący ma zazwyczaj mniejsze problemy z zasypianiem z powodu zmęczenia i porannego wstawania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rotten soul, u mnie to tak nie działa. Był czas, że studiowałam dziennie, na uczelnię dojeżdżałam 65 km w jedną stronę- dzień w dzień, w weekendy pracowałam i potrafiłam nie spać. Problemów nie dało się zagłuszyć. Teraz wypracowuję inny system. Nie uciekam od problemów, ale zostawiam je na terapię. Tam o nich rozmawiam i staram się dojść do jakiegoś rozwiązania. To jest taki wentyl bezpieczeństwa. Praca, ma przynosić zarobek i stanowić kontakt z ludźmi w realu, a nie służyć do odciągania myśli od problemów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×