Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
maura

Psychoterapia dziala!Czekam na każdego posta z wasza opinia

Rekomendowane odpowiedzi

19 godzin temu, kimikimi napisał:

Pytanie tylko: czy te korzyści będą warte np. 6 tysięcy rocznie ? Jedno spotkanie w tygodniu 150 zł, miesięcznie 600, pewnie po drodze jakieś odpadną z różnych powodów, więc pi razy drzwi, 6 tysięcy rocznie z zastrzeżeniem, że wiele osób potrzebuje 2 lat (12 tysięcy),a niektórzy 3 (18 tysięcy). Często chodzi o osoby niepracujące, niebogate ,ze skłonnościami depresyjnymi:(

Normalne życie bez problemów psychicznych jest warte każdych pieniadzy. Przed sobą mamy lekko 50 lat życia więc te kilka tysięcy złotych to nie jest duża cena.

 

Po kilku miesiącach terapii myślę że większość ludzi jest w stanie znaleźć pracę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 19.10.2019 o 14:19, kimikimi napisał:

Pytanie tylko: czy te korzyści będą warte np. 6 tysięcy rocznie ? Jedno spotkanie w tygodniu 150 zł, miesięcznie 600, pewnie po drodze jakieś odpadną z różnych powodów, więc pi razy drzwi, 6 tysięcy rocznie z zastrzeżeniem, że wiele osób potrzebuje 2 lat (12 tysięcy),a niektórzy 3 (18 tysięcy). Często chodzi o osoby niepracujące, niebogate ,ze skłonnościami depresyjnymi:(

Pytanie, czy korzyści się pojawią, tego nie wiesz. Wg mnie nie jest warte. Ja póki co wydałam kilkaset złotych na to i już więcej nie zamierzam. Nie neguję terapii, wielu osobom pomaga, ale wydawanie na to grubych pieniędzy - noł. Szukaj na nfz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
20 godzin temu, bezniczego napisał:

Pytanie, czy korzyści się pojawią, tego nie wiesz. Wg mnie nie jest warte. Ja póki co wydałam kilkaset złotych na to i już więcej nie zamierzam. Nie neguję terapii, wielu osobom pomaga, ale wydawanie na to grubych pieniędzy - noł. Szukaj na nfz.

 

 

Denerwuje mnie ta wręcz nagonka, ze jak pacjent z nerwica szuka pomocy w lekach, to zaraz  gros psychologów mu pisze, ze mu to nic nie da i najlepsza jest psychoterapia ... moje terminy online, 150 zł :P 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, kimikimi napisał:

 

 

Denerwuje mnie ta wręcz nagonka, ze jak pacjent z nerwica szuka pomocy w lekach, to zaraz  gros psychologów mu pisze, ze mu to nic nie da i najlepsza jest psychoterapia ... moje terminy online, 150 zł :P 

Wg mnie jest to jakaś manipulacja ze strony niektórych terapeutów. W końcu pokończyli bardzo drogie szkoły i teraz chcą zarabiać. Patrzyłam ostatnio z ciekawości w cennik kilku szkół psychoterapeutycznych.  Za 4 lata nauki sumy rzędu 30 - 40 tysięcy złotych. Paranoja. Ale przecież w tej całej psychoterapii najbardziej liczy się drugi człowiek ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie moja rok i niestety średnio, mam wrażenie że rozgrzebane wiele spraw i nie wiem czy uda się je poskładać... Boli mnie też koszt, bo w moim stanie ciężko o pracę, 500 miesięcznie teraz jest większym problemem niż na początku. Boje się że to niewiele pomoże ale nadal wierzę. Jedyne na plus to widzę więcej i jestem bardziej świadomy ale świadomość źródła bólu a jego pokonanie to jeszcze długa droga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psychoterapia działa. Inaczej niż się spodziewamy. Wymaga dużego wkładu własnego i przede wszystkim chęci do zmiany siebie, nie innych. W przypadku zaburzeń osobowości,  dużej depresji czy sytuacji kryzysowej w życiu, dobry terapeuta plus dobry psychiatra i leki ( nie benzodiazepiny od rodzinnego). Cierpliwość, świadomość trudności, nadzieja i chęć poprawy swego życia. Trudna droga, ale działa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu ‎22‎.‎10‎.‎2019 o 21:17, Walter napisał:

U mnie moja rok i niestety średnio, mam wrażenie że rozgrzebane wiele spraw i nie wiem czy uda się je poskładać... Boli mnie też koszt, bo w moim stanie ciężko o pracę, 500 miesięcznie teraz jest większym problemem niż na początku. Boje się że to niewiele pomoże ale nadal wierzę. Jedyne na plus to widzę więcej i jestem bardziej świadomy ale świadomość źródła bólu a jego pokonanie to jeszcze długa droga.

rok to jest malo

przygotuj się na 2 ,3 lata conajmniej

 

terapia działa wolno bo zylismy w pewien sposób 20-30-40 lat.

i teraz trudno to zmienić w rok,trzeba kilku lat

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 23.10.2019 o 23:10, shira123 napisał:

rok to jest malo

przygotuj się na 2 ,3 lata conajmniej

 

terapia działa wolno bo zylismy w pewien sposób 20-30-40 lat.

i teraz trudno to zmienić w rok,trzeba kilku lat

Niby tak ale dopiero dotarło do mnie, że zamknąłem sobie mozliwość przeprowadzki przez to, chciałem zmienić nieco otoczenie i szukać pracy w większym mieście, bo na mojej mieścinie to tylko tyrka za 2000zł w markecie albo wychodzenie o 6 i powrót po 19 zatłoczonym pociągiem :( młode kobiety też mam wrażenie że emigrują

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chodziłam tyle lat na NFZ do jednej głupiej baby, która traktowała mnie protekcjonalnie i nie pomagała ani trochę. Później w psychiatryku poznałam bardzo wyrozumiałą, empatyczną i - co najważniejsze - kompetentną terapeutkę. Po wyjściu ze szpitala chodziłam do niej prywatnie tak z pół roku, może krócej. Efekty były oszałamiające! Potrafię być z siebie dumna, chwalić sama siebie. Ułożyłam sobie w głowie, a trochę w realu kontakty z ludźmi, którzy byli problemem.

 

Tak, zdecydowanie terapia działa, tyle że kosztuje dużo pieniędzy i wysiłku, bo ja ciężko zapracowałam na ten sukces.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 30.11.2019 o 22:42, z o.o. napisał:

Chodziłam tyle lat na NFZ do jednej głupiej baby, która traktowała mnie protekcjonalnie i nie pomagała ani trochę.

Jej praca nie podlega ocenie? Psycholog jest dla pacjenta czy odwrotnie?

Niestety moje próby oceny pracy psychologa na NFZ są krytykowane a odpowiedzialność za niepowodzenia terapii jest zrzucana na mnie. 

Złożyłaś skargę? 

W dniu 30.11.2019 o 22:42, z o.o. napisał:

Tak, zdecydowanie terapia działa, tyle że kosztuje dużo pieniędzy i wysiłku, bo ja ciężko zapracowałam na ten sukces.

Cieszy mnie to.

 

Miłego dnia:)

Powodzenia

johnn

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Skargi nie złożyłam. Nie wiem, może takie były jej metody pracy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam kryzys; cieszyłem się że przesuwam granicę swoich lęków dotyczących pracy, że się nie nadaję do ludzi będąc po przejściach, że głupio mi iść na rozmowę, potem udalo się to przesunąć i lęki dotyczyły coraz dalszych spraw, czyli np czy nie przepalę się po 3 miesiącach pracy, że jak pójde do pracy to mam wsparcie na terapii i moge poeksperymentować... jednocześnie od półtora roku nie miałem swoich dolegliwości (tzw ataków płaczu i krzyku nie do opanowania w stresujących sytuacjach), a tu klops... Po wyjściu z rozmowy dostałem ataku pierwszego od dawna :( .

Byłem bliski podpisania umowy o pracę całkiem nienajgorszą, ale kazali mi przyniesć referencje co w mojej branży sie nie zdarza; (jest duża rotacja, dzwonisz do straej firmy a tam już inni ludzie, do tego robiłem w innej branży i utraciłem kontakty). Jako że z powodu zaburzeń wyleciałem raz kiedys dawno z hukiem, kiedy indziej mysleli że jestem przegrywem, a ostatnio pracowałem z kolegą, któremu nie dałem się wrobić w aferę; nie chce chodzić do tych ludzi po prośbie, nawet nie wiem ile mi zaproponuja w tej pracy, nie wiem czy mnie moi starzy klienci pamiętają i czy wogóle jeszcze pracują... Tak mnie przemaglowali że hej, jakiś ważny dyrektor gadał jak wcielenie Grzesiaka, jakby codziennie brał białą kreskę nosem, kierownik moj potencjalny przestraszony i mało się odzywał...podważanie tego co mowię, tego co umiem oczywiście z uśmiechem, ale czujesz że ktoś ci na głowę spluwa, bo masz czelność chcieć więcej niż 2400.

 

Dramat, człowiek bez pracy a tu terapia, lekarze, rozpadające się auto niezbędne na wsi a do tego w prezencie atak, ktory powoduje, że czuje się jakbym sie cofnął w terapii o rok. Cieszysz się że coś sobie poszlo a wraca w najgorszym momencie z zaskoczenia.

Miałem tydzien przerwy w terapii ale akurat byłaby w takim czasie że nic by nie zmieniła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że to zależy od człowieka. Chodziłam cztery lata do psychoterapeuty, w nurcie psychodynamicznym - niewiele mi pomogło, poza zburzeniem wizerunku idealnej mojej rodziny.  Terapia pomogła mi ją znienawidzić, ale po czasie dostrzegam, że być może tak miało być, bym mogła ją teraz na prawdę docenić i pokochać. Nie wypisywałam się, bo myślałam że to leży po mojej stronie, a jak się postaram to w końcu dojdę do czegoś - koło zamknięte ze staraniem się i poczuciem winy. Tak sobie chodziłam i chodziłam a moje obsesje i kompulsje narastały, konflikty międzyosobowe również, doszło do zdarzeń dramatycznych i to w końcu zdecydowało, że przerwałam tą terapię.

Raz jeszcze spróbowałam swoich sił tym razem z terapią grupową, w cenionym bardzo ośrodku. I.. też, jedyny plus dostrzegam taki, że pomogła mi zrozumieć powagę moich zaburzeń. Kolejny raz rozgrzebywanie ran, a przy okazji, bo to była dosyć intensywna terapia, odreagowywanie wywołanych emocji w bardzo chory sposób w życiu. Chyba już lepiej by było gdyby ta terapia odbywała się w ośrodku zamkniętym. W moim przypadku klapa totalna. Może trafiłam na nie tych terapeutów co trzeba, może nie ten nurt co trzeba, a może powinnam czekac na rezultaty kolejne pięć lat. Znalazłam jednak inne sposoby, które mi pomagają po prostu żyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 28.04.2020 o 21:53, katia010 napisał:

Chodziłam cztery lata do psychoterapeuty, w nurcie psychodynamicznym - niewiele mi pomogło, 

Katia010 - Twój głos jest bardzo ważny, ale zamieściłaś wypowiedź w niewłaściwym wątku. O nie działającej terapii można pisać tu https://www.nerwica.com/topic/12178-psychoterapia-nie-dziala/

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem w terapii od około 9 miesięcy. Osobiście uważam że daje mi więcej niż się spodziewałem. Nie mówię tutaj że jestem poskładany już w pełni, ale zauważam dużo więcej swoich zachowań i schematów niż wcześniej. Przykładowo jakieś nerwy do ludzi i ogólne wkurwienie na najbliższych. Pozornie, bo to była tylko moja frustracja ale nie na nich, a na siebie bezpośrednio. Kiedyś przeczytałem fajny cytat czy jakiś wpis że terapeuta to lustro pacjenta i całkowicie się z tym zgadzam. I tak małymi kroczkami jakoś wszystko zaczyna się prostować. Ogólnie, polecam ten styl życia :D nie jest zawsze łatwo, to normalne, czasami mam niezły kocioł ale podsumowując całokształt, warto!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chciałabym w skrócie podzielić się z Wami moją historią... Może kogoś zainspiruję, a może ktoś będzie chciał zwyczajnie porozmawiać. W każdym bądź razie jestem otwarta... 

 

Niewiarygodnie jak człowiek może się zmienić, jak zmienia się jego nastawienie do życia podczas terapii. Jeszcze trzy lata temu byłam małą zagubioną dziewczynką, która czekała jak mamusia przeprowadzi ją przez życie. Bałam się wszystkich i wszystkiego. Umiejętnie stawiałam mur między sobą a ludźmi. Nikogo nie dopuszczałam do siebie. Żyłam w swoim świecie, świecie iluzji. Dzięki temu nikt nie mógł mnie skrzywdzić, ale pod tym pancerzem była mała samotna dziewczynka, która pragnęła bliskości, która chciała poczuć czym jest miłość czy przyjaźń. Niestety przez wiele lat nie pozwalałam jej wyjść z ukrycia, starannie ją chroniłam przed złem tego świata. Za dużo w życiu wycierpiała, obiecałam sobie że więcej nie pozwolę aby ktoś ją skrzywdził. Zamknęłam ją w sobie na cztery spusty. I tak życie toczyło się przez wiele lat. Pochłonięta pracą, zapominałam o sobie i swoich potrzebach. Wyzbyłam się ich na rzecz innych. Nie liczyłam się ja jako człowiek.

W tym stanie przetrwałam wiele lat. Aż tu nagle ni stąd ni zowąd moja zapomniana część siebie próbowała wydostać się na zewnątrz. Krzyczała, płakała i wołała o pomoc, najpierw w postaci objawów psychosomatycznych. Zaczęły się zawroty głowy, omdlenia, duszności czy hiperwentylacja. Jednak to wszystko nie spowodowało, że zwolniłam tempo. Nie zwracałam na to uwagi, byłam głucha na krzyk i rozpacz tego biednego dziecka. Z czasem doszedł lęk i panika, do tego stopnia że zamknęłam się w domu. Strach przed wyjściem i doznaniem objawów był silniejszy. Zaczęłam popadać w agorafobie. Z początku nie wiedziałam co mi dolega i dlaczego tak a nie inaczej się dzieje. Postanowiłam zwolnić, wiedziałam że dzieje się coś niedobrego, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego z jakim natężeniem i przeciwnościami przyjdzie mi się  jeszcze zmierzyć.

 

Każdy dzień wyglądał tak samo, łóżko, cztery ściany i zupełna niemoc. Nie chciałam tak żyć, zresztą to nie było życie, to była wegetacja. Postanowiłam coś zmienić. Brakowało mi chwil na świeżym powietrzu. Tak więc każdego dnia zmuszałam się do pokonania kilku kroków poza mury bloku. Robiłam krok w przód i dwa w tył. W mojej głowie aż szalało od myśli, a ciało odmawiało posłuszeństwa. Atak za atakiem nabierał na sile. Było mi ciężko. Nikt z otoczenia nie rozumiał mnie i tym samym nie potrafił pomóc. Byłam skazana sama na siebie. Miałam dwa wyjścia, poddać się bądź zawalczyć i wygrać tą bitwę. Postanowiłam walczyć o siebie i swoją niezależność. Pot i łzy lały się strumieniami. Jednak opłaciło się to. Pokonałam lęk i mogłam pójść dalej. Wróciłam do pracy i rytm dnia powrócił do codzienności.

Przez chwilę było ok, niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Nie wyciągnęłam wniosków z lekcji, które dało mi życie. W pogoni za pieniądzem, znów się zatraciłam. Moje wewnętrzne "Ja" postanowiło poraz kolejny zawalczyć o siebie. Tym razem w postaci nerwicy i depresji. Objawy somatyczne powróciły, a z nimi ataki paniki. Coraz częściej spędzałam czas w łóżku, stało się ono moim przyjacielem. Nic mnie nie cieszyło, byłam w skrajnej rozpaczy. Cierpiałam w samotności. Żadna siła nie była w stanie wyciągnąć mnie z łóżka. Stałam się strasznie rozchwiana emocjonalnie. Zaczęłam popadać ze skrajności w skrajność. Wybuchałam po to by zaraz wpaść w poczucie winy. Pragnęłam bliskości, tylko by ją za chwilę odrzucić. Byłam zagubiona. Nie rozumiałam jeszcze wtenczas, że to wszystko co mnie spotyka jest po coś. 

Nie chciałam tak żyć. Wiedziałam, że coś muszę zmienić, że czas działać i zadbać o siebie. Postanowiłam udać się po pomoc do psychologa i tak zaczęła się moja przygoda z terapią. Niestety po roku zrezygnowałam. Nie potrafiłam z niej wynieść nic poza poturbowaniem emocjonalnym. Nienawidziłam siebie coraz bardziej. Chciałam ze sobą skończyć. Nie widziałam nadziei i światełka w tunelu. To co mnie spotkało zwyczajnie mnie przerosło. W dalszym ciągu nie słyszałam wołania o pomoc. Nie słyszałam, co chce powiedzieć mi to smutne dziecko, które jest we mnie. 

Z dnia na dzień moje samopoczucie coraz bardziej się pogarszało, jednak jakaś część mnie nie pozwalała mi się poddać. To ona pragnęła żyć i czerpać z tego życia co najlepsze. Teraz wiem że to ta mała wersja mnie sprzed lat. To ona dawała siły i nadzieję, to ona napędzała do działania. I tak postanowiłam poraz kolejny zawalczyć o swój byt. Podjęłam kolejną próbę ratowania siebie samej. Zapisałam się na kolejną terapię, tym razem w innym nurcie. I powiem Wam, że był to strzał w dziesiątkę. 

 

Początki były bardzo trudne. Byłam zalękniona i przestraszona niczym piskle. Stałam na bezdrożu dróg, nie wiedząc w którą stronę pójść. Miotałam się sama ze sobą. Nie potrafiłam nawiązać dialogu z terapeutką. Każde spotkanie wyglądało i kończyło się tym samym. Przez pięćdziesiąt minut siedziałam ze spuszczoną głową i milczałam. Bardzo bałam się rozmawiać. Nie potrafiłam zaufać. Miałam zakodowane w głowie by nie mówić zbytnio o sobie i swoich problemach. To była by zdrada wobec rodziny.

Mijały tygodnie, a ja coraz częściej wykorzystywałam terapię przeciwko sobie. Pozwalało mi to nakręcać emocje. Byłam niczym tykająca bomba. Terapeutka cierpliwie znosiła moje humory i czekała na dzień w którym przyjdzie mi się otworzyć. Troszkę to trwało, nie powiem, bo bagatela 1,5 roku ale warto było tyle czekać. Pomału z sesji na sesję zaczęłyśmy budować fundamenty zaufania. Ojj tak, terapia przypomina plac budowy. Ze zgliszcz powstaje coś nowego, solidnego. Zaczęłam się pomału otwierać. Nasza rozmowa zaczęła przypominać otwarty dialog. To był początek czegoś nowego. 

Z każdą kolejną sesją było coraz lepiej. Zaczęłam bardziej zagłębiać się w siebie. Więcej rozumiałam i czułam. Powoli łapałam kontakt z tą zapomnianą i zagubioną dziewczynką. Często w myślach wracałam do przeszłości, próbowałam ją zrozumieć. Zaczęła się prawdziwa praca nad sobą. Każdego dnia pokonywałam kolejne trudności. Nie obyło się również bez buntu. Moje ego się buntowało, nie chciało przecież się zmienić, przez co robiłam krok w przód, po to tylko by cofnąć się trzy. 

 

Po kilku miesiącach terapii moje samopoczucie uległo poprawie. Objawy somatyczne w końcu ustąpiły, a stany depresyjne odeszły w dal. Pozostało pracować nad strukturą osobowości. Borderline na które cierpiałam było moją zmorą, utrudniało mi życie każdego dnia. Pamiętam jak dostałam diagnozę zaburzeń osobowości, nie potrafiłam się z nią pogodzić. Traktowałam ją jak koniec świata. Z czasem zaakceptowałam to i przestałam walczyć z etykietką. A dziś? Dziś uważam to za dar, którego nie zamieniłabym za nic w świecie.

I tak mijał miesiąc za miesiącem, a ja solidnie pracowałam nad sobą i swoimi schematami. Jedne pokonywałam z łatwością, drugie zaś wymagały o wiele więcej wysiłku i czasu. Terapia jest przecież złożonym procesem i nic nie dzieje się od tak. Te miesiące, a nawet lata pracy kosztowały mnie wiele energii, wiele wyrzeczeń, ale warto było. Czuję ogromną satysfakcję z tego, iż udało mi się przejść tą wyboistą i jakże krętą drogę w głąb siebie. To niesamowita podróż po zakamarkach swojej duszy, poznanie siebie, swoich słabości ale też siły i walorów.

Po tych trzech latach pracy, z całą stanowczością mogę powiedzieć, że jestem silną kobietą, która wie czego chce od życia, która wierzy w siebie i swoje możliwości. Moje życie zmieniło się diametralnie. Dzięki terapii odzyskałam spokój duszy. A uwierzcie mi nie było łatwo, życie mnie nie oszczędzało. Ciągłe odrzucenia ze strony bliskich, ocena czy krytyka, a także molestowanie, gwałty, przemoc psychiczna czy toksyczny związek mocno się we mnie zakorzeniły i odbiły na mojej psychice. Ale wszystko dzieje się po coś, widocznie musiałam doświadczyć tych trudnych zdarzeń aby stać się tym kim jestem teraz. 

 

Na bazie swoich doświadczeń na terapii napisałam książkę, w której dzielę się swoimi przemyśleniami, emocjami, marzeniami. W książce ukazuję terapię od kuchni, dzięki czemu możemy poznać ją od podszewki. Krok po kroku również opisuję swoje zmagania na sesjach. Książka dająca nadzieję, motywację i pokazująca jak ważna jest determinacja w dążeniu do celu. Chcieć to móc. Pamiętajcie, nadzieja zawsze umiera ostatnia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@19ruda87 Hej. Jak to wszystko pięknie opisałaś. Jestem Ci bardzo wdzięczna, że opisałaś swoje przeżycia i dzielisz się z nimi. Może akurat komuś pomożesz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ludzie kochani!

Ostatnio przeżywam tak silne emocje na terapii.,..złoszczę się szlocham mam myśli s.

Masakra

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
39 minut temu, shira123 napisał:

złoszczę się szlocham mam myśli s.

Nie rób tego. I nawet nie myśl. Wytrwaj. Jesteś na dobrej drodze do poprawy jakości życia. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×