Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

tychxoz

Użytkownik
  • Zawartość

    25
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. tychxoz

    Toaleta...

    Przed rozpoczęciem farmako i psychoterapii miałam bardzo nasilone problemy związane z korzystaniem z ubikacji... Zaczęło się od tego, że na siłę przed wyjściem z domu - gdziekolwiek - musiałam iść do ubikacji i siedzieć tam dotąd, dopóki się nie załatwiłam. Kończyło się to z reguły tym, że miewałam chroniczne poranne biegunki. Kiedy nie "udało mi się" załatwić przed wyjściem, potem każdą następną godzinę stresowałam się niesamowicie że potrzeba pójścia do WC złapie mnie poza domem... Kończyło się to tak, że spędzając kilkanaście godzin dziennie poza domem byłam w stanie zjeść jedynie pół suchej bułki lub precla - byleby tylko zminimalizować ryzyko że będę musiała szukać toalety Bywało, że kilkukrotnie wracałam się z Uczelni do domu, ponieważ rozbolał mnie brzuch i byłam przerażona wizją skorzystania z publicznego WC... Poważnie, podczas jednego dnia zajęciowego gdzie miałam 2 wykłady 2 ćwiczenia w każdej przerwie siadałam w autobus 25min w jedną stronę byleby tylko skorzystać z łazienki w domu, gdzie zazwyczaj było tak że jak dojeżdżałam do domu to nagle magicznie brzuch przestawał boleć. Byłam przerażona każdym możliwym "burknięciem" mojego żołądka podczas zajęć, siedziałam zakrywając swój brzuch kurtką, laptopem, swetrem. Miałam zawsze "zestaw" ratowniczy w postaci paczki chusteczek, butelki z wodą którymi zagłuszałam ewentualne dźwięki żołądkowe pomimo że nikt dookoła tego nawet nie słyszał, a nawet jeśli słyszał to nie zwracał uwagi... Prawdziwą gehenną zawsze były egzaminy, gdzie dookoła było cicho a ja zamiast skupić się na pracy to panikowałam że zaraz cała sala usłyszy, że mam problem z żołądkiem. Przed takimi sytuacjami jak egzaminy czy kolokwia potrafiłam planować na 3 dni przed co do godziny jakie "cięższe" strawnie będę jeść posiłki, żeby tylko nie doprowadzić do stanu że moje jelita będą choć minimalnie aktywne podczas ciszy na sali. Bywało, że praktycznie codziennie borykałam się z biegunką - byłam przez to chuda, słaba, niedożywiona, miałam anemię. Nie byłam w stanie zjeść niczego poza domem, ani w restauracji ani na uczelnianej stołówce bo rezultatem było bieganie do ubikacji. Nie życzę nikomu, naprawdę - obecnie jest już dużo lepiej, odkąd się leczę natomiast tamten okres był wykańczający...
  2. Czy zdarzało Wam się podczas ataków paniki rozdrapywać sobie drobne ranki do tego stopnia, że leciała z nich krew? Moimi "ofiarami" są płatki uszu od wewnętrznej strony, mam już wyżłobienia... czasem to też małżowiny... jestem na terapii od roku, leki także biorę od roku, ale choć wiele się polepszyło to tego nie jestem w stanie się pozbyć
  3. Hej, czy komuś z Was podczas farmakoterapii z udziałem esci wyskoczył problem z insulinoopornością? Mniej więcej od 3 miesięcy od rozpoczęcia farmakoterapii przybrałam kilka kg, początkowo myślałam że to covidowe lenistwo, potem że leki od psychiatry ale koniec końców zrobiłam badania krwi i wskaźniki insulinooporności mówią, że to raczej problem diabetologiczny... nie wiem tylko czy to nieszczęśliwie nałożyło się na branie leków psychotropowych i jest to jedynie przypadek, czy miały one jakiś wpływ?
  4. Przyszłam się pochwalić i powiedzieć że tak - psychoterapia działa, działa cuda Jestem po roku intensywnej pracy z psychoterapeutą, i przez ten czas udało mi się wypracować wiele rzeczy czego przypieczętowaniem było dzisiejsze poinformowanie rodziny o mojej niedalekiej wyprowadzce. Jestem młodą osobą z tendencją DDA, od dzieciństwa żyję w bardzo toksycznym środowisku i jak do tej pory każda próba postawienia granicy kończyła się kaskadą poczucia winy, stłamszeniem, zbagatelizowaniem. Dzięki terapii nauczyłam się w końcu mówić za siebie
  5. Pytanko moi drodzy, Czy przy zażywaniu Esci jest szansa, żeby w stosunkowo krótkim czasie przytyć? Mieliście taką sytuację? Nie mówię, że przytyłam gigantyczne ilości ale widocznie, co niestety od zawsze było dla mojego umysłu nieakceptowalne... Cały skok wagi miał miejsce bodajże w półtora miesiąca ok. 5kg. Rozumiem że teraz tryb życia nie sprzyja temu by waga stała w miejscu (siedzenie w domu przez kwarantannę, sesja i kucie, brak czasu na poważniejszą aktywność fizyczną) ale przyznam że nigdy nie miałam problemu z takim nabraniem "masy", zawsze moja waga trzymała się w miarę stabilnie
  6. Coś w stylu derealizacji łaziło za mną już paręnaście lat temu, tylko wcześniej nie miałam pojęcia jak to "określić", nie wiedziałam czy to w ogóle ma jakąkolwiek nazwę, po raz pierwszy zwróciłam się o pomoc do telefonu zaufania bo byłam przerażona... obecnie dalej mi niestety towarzyszy Raz bardziej raz słabiej, niestety utrudnia mi a czasem uniemożliwia naukę co jest ogromnie frustrujące i po prostu często doprowadza do płaczu. Czuję się poza sobą, czasem się"budzę" i to jest najbardziej przerażający moment w tym wszystkim ponieważ przez krótką chwilę mam olśnienie że wracam "do siebie". Po pewnym czasie znowu rzeczywistość się to zaciera a ja idę z trybem automatycznym... wiem już że jest to spowodowane przewlekłym stresem i ciągłym stanem gotowości, natomiast nie dałam rady jeszcze uwolnić się od tego. Terapię zaczęłam ledwie parę miesięcy temu i myślę że jeszcze sporo przede mną
  7. Brałam parokrotnie lek inny niż paracetamol (ibuprofen) - paracetamol srednio na mnie działa i czasem byłam zmuszona żeby wziąć już coś innego bo nie mogłam wytrzymać i generalnie nic mi się nie działo... wiadomo lepiej unikać takich sytuacji ale czasem się nie da
  8. Koszmary może nie ale sny bardzo realistyczne z powtarzającym się motywem
  9. Od 6 lat probuje zdiagnozować zatkane ucho. Niby nic, ale w trakcie gdy jest zatkane czuje sie jakbym miala jedynie 10% swojej energii, podduszam się, puls to ok 130-140/minn slysze tylko siebie, mam napady ziewania i paradoksalne uczucie jakbym miala zaraz zemdleć. Mialam robione miliony chyba badan, bylam u mnóstwa laryngologów i kardiologów i wszyscy jak jeden maz mowia ze fizycznie nic mi nie jest, procz pętli naczyniowych wokół przewodu słuchowego ucha które się zatyka ale, tu cytat, "nie wierze ze to miałoby powodować takie objawy" No i tak się z tym bujam, aż w końcu dali mi do zrozumienia ze to psychosomat i tyle. Wiec ciagne na esci i tym kwetaplexie i czekam na poprawę edit. I oczywiście na psychoterapii, probuje to jakos rozpracować:)
  10. Okej, rozumiem, wielkie dzięki za odpowiedź lekarz zarekomendował mi ten lek głównie po informacji o lękach plus ze mam sporo objawów psychosomatycznych ze strony serca i uszu, myslalam ze moze to była pobudka do jego przepisania. Ewentualnie zapytam jeszcze dokładniej na następnej wizycie
  11. wybacz za zwłokę. kwetaplexu kompletnie znikomą ilość, czasem zastanawiam się czy to aby nie placebo 25mg. Esci rano, kwetaplex na wieczór ponieważ wtedy dopadają mnie niepokoje. Generalnie zalecenie dostałam takie, żeby brać kwetaplex kiedy łapią mnie lęki, więc niezależnie od pory dnia, doraźnie. Apropo, może ktoś się orientuje z Was - czy te 25mg kwetaplexu mają prawo fizycznie działać na organizm? Czy to moja wkręta, że mnie wycisza i podsypia?
  12. przede mną najtrudniejszy semestr na całych studiach, który jest studenckim "odsiewem" bardzo nie ufam swojemu samopoczuciu na ten moment i cały dzień zastanawiam się, jak bardzo będzie mi płatał figle przez najbliższe pare miesięcy- jak na razie płata codziennie, kompletna huśtawa i zwątpienie naprzemienne z poczuciem że "damy radę". Brak pewnego gruntu pod nogami doprowadza do szewskiej pasji...
  13. Na początku brania przy 10mg miałam problemy ze snem, właśnie ze względu na "żywe sny", bardzo nieprzyjemne i realistyczne koszmary... potrafiłam budzić się o niepoważnych godzinach (tj. 3, 4) zupełnie wyspana po takim maratonie snów. Obecnie po paru miesiącach jestem przy 20mg z dodatkiem kwetaplexu i sny tego typu dalej się zdarzają, ale już mniej nieprzyjemne, choć wciąż bardzo realistyczne.
  14. I moje pytanko. Od września tego roku chodzę na indywidualną psychoterapię w ramach NFZ. Spotkania były często, bo dwa razy w tygodniu (co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło), niestety po paru miesiącach okazało się, że mój obecny psychoterapeuta rozwiązuje z końcem roku swoją umowę z przychodnią i "ktoś inny przyjdzie na jego miejsce". Terapia zdecydowanie nie została dokończona, jeszcze sporo przede mną (oczywiście nie winię tu nikogo) natomiast trochę się boję, jak to będzie dalej. Przede wszystkim bardzo przekonałam się do poprzedniej osoby i po prostu zaczęłam coraz bardziej przed nią otwierać... Pytanko moje brzmi, czy miał ktoś z Was do czynienia z taką sytuacją? Jak wpłynęła na Was taka zmiana? Musieliście zaczynać wszystko absolutnie od samego początku czy terapeuta wgłębił się dokładnie w dokumenty i notatki spisane przez poprzedniego i dalsza terapia była po prostu kontynuacją?
  15. Troszkę przełomowy mam dziś dzień... dowiedziałam się, że moje fizyczne dolegliwosci które chodzą za mną od blisko 6 lat okazały się być specyficznymi objawami napadów lękowych Przełomowy, ponieważ przez cały ten okres usilnie próbowałam znaleźć przyczynę objawów, chodząc od lekarza do lekarza różnych specjalizacji. U mnie wygląda to tak, że przewlekle zatyka mi jedno ucho. Zatkanie nie jest "typowe", jak np. przy zmianach ciśnienia lub przewianiu. Jest ono tak uciążliwe, że czuję jakby ktoś napchał mi watę do kanału słuchowego i 1/3 szyi od wewnątrz (takie bardzo nieprzyjemne rozpulchnienie po lewej stronie zarówno twarzy jak i szyi). Nie jestem w stanie wtedy swobodnie mówić, mam problemy z usłyszeniem tego co dzieje się dookoła lub co się do mnie mówi. Wszystkiemu powyższemu towarzyszy zawsze wysoki puls (120-130), zawroty głowy, problemy z oddychaniem i ucisk w klatce piersiowej, wewnętrzny niepokój. Automatycznie wtedy jedyne czego chcę to położyć się do łóżka i usnąć, nie mam siły absolutnie na nic a w momencie gdy próbuję to "przetrzymać" i nadal pozostaję w pozycji stojącej to zdarzają się omdlenia. Obecnie rozpoczęłam zarówno farmako i psychoterapię, niestety objawy somatyczne nadal się utrzymują. Trzymam jednak kciuki, że uda się to rozpracować @wondergirl niestety mnie także podobne uczucie dotyka podczas powyższych epizodów. Czasem też mam problem z opisaniem tego dokładnie...
×