Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

19ruda87

Użytkownik
  • Zawartość

    362
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. 19ruda87

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Wolność człowieka w sferze psychicznej. O tym jak owa wolność jest nam niezbędna do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie. O swobodzie w wyborach, naturalnym podejściu do samych siebie i innych ludzi. A przede wszystkim o byciu sobą, takimi jakimi jesteśmy, z naszymi wadami i zaletami. O tak, człowiek składa się z różnych cech i tych dobrych i tych mniej akceptowanych. Ważne jest jednak to co z tym zrobimy. Jakiego wyboru dokonamy. Czy będziemy dalej tkwić w pesymistycznym podejściu czy weźmiemy się do pracy nad sobą i nieakceptowanymi przez nas cechami charakteru. Większością z nas oczekuje, że wszystko samo się jakoś zrobi. Nic bardziej mylnego moi drodzy. To wszystko zależy od nas samych. Od tego jaki jesteśmy w stanie wysiłek włożyć w zmianę siebie i swoich przyzwyczajeń. Duża część społeczeństwa chcę być szczęśliwa i nie wie jak to osiągnąć. W pogoni za życiem codziennym zatracamy siebie, zapominamy co dla nas ważne, co nas raduje i sprawia przyjemność. Pokładamy nadzieję w innych, złudnymi oczekiwaniami przerzucamy odpowiedzialność za to na drugą stronę. Oczekujemy, że to inni powonni dać nam tą radość. A prawda jest zupełnie inna. Nie potrzebujemy innych aby nas uszczęśliwiali, jesteśmy w stanie sobie sami dać to szczęście. To tylko od nas samych zależy. Nie potrzebujemy innych aby nas wspierali, ponieważ sami możemy dać sobie zrozumienie i akceptację. Wszystko co potrzebujemy do egzystencji na ziemi jest w nas. My możemy sami sobie wszystko dać, w takich ilościach jakich potrzebujemy. Fakt wymaga to wysiłku, wielu wyrzeczeń a przede wszystkim walki ze swoimi słabościami. Jednak warto przejść przez to, po to by uzyskać niezależność psychiczną, po to by stać się wolnym człowiekiem. Wielu z nas przechodzi trudny okres w życiu. Zmagamy się z różnymi zaburzeniami natury psychicznej. Jedni z depresją, nerwicą czy zaburzeniami osobowości. Na wszystko patrzymy w czarnych barwach. Uważamy, że nic dobrego w życiu już nas nie spotka. Jesteśmy przesiąknięci pesymistycznym podejściem do życia. Często nie widzimy światełka w tunelu. Brak wiary w siebie i swoje możliwości blokuje nas przed rozwojem na poziomie świadomym. Niektórzy nie potrafią wyjść z roli ofiary, ciągle tkwią w błędnym schemacie i krążą na oślep po orbicie. Myślimy wolność? Hmm... Co to słowo oznacza tak dokładnie? Nie potrafimy być wolnym człowiekiem. Na plecach każdego z nas ciąży bagaż doświadczeń, patrzymy na wszystko przez pryzmat przeszłości. To ona nas ogranicza. Ona podcina skrzydła. Jednak zastanówmy się, co możemy z tym zrobić. Tak by wyjść z błędnego koła niechcianych myśli. Najlepszym sposobem będzie zdystansowanie się do tych wyobrażeń. Stopniowe podważanie nieodpowiednich myśli i zastępowanie ich pozytywnymi, bardziej konstruktywnymi. Robienie każdego dnia coś dla siebie, wyłącznie dla siebie. Odnalezienie radości w zwykłych codziennych czynnościach. Tak, życie składa się z drobnych rzeczy. Na ogół każdy dzień jest przewidywalny, taki sam jak poprzedni. Jednym słowem monotonia. Ale to my za nią odpowiadamy. Tylko my możemy coś zmienić w tym schemacie dnia. Każdego dnia stańmy przed lustrem, przywitajmy się ze sobą i bądźmy dla siebie dobrzy. Powiedzmy sobie coś miłego. Myślisz to niemożliwe? A jednak działa. Wystarczy tylko chcieć i uwierzyć. Każdy z nas jest wartościowy. Każdy z nas ma w sobie coś wspaniałego. Wystarczy odkopać to i wydobyć na światło codzienne. A później z tego się cieszyć. Twoja pewność siebie wzrośnie, a zaufanie poszybuje w górę. Rozmawiaj ze sobą samym, staraj się odnaleźć swoje wewnętrzne dziecko. Dodaj mu otuchy, wspieraj, zachęcaj do działania. Pokaż że jest ważne dla ciebie. Przytul je mocno do siebie i okaż miłość. Uważasz że to trudne? To prawda, wymaga wielu ćwiczeń ale nie jest niemożliwe. Dzięki temu wszystkiemu odnajdziesz siebie, odnajdziesz spokój, radość życia. Będziesz sobą i staniesz się wolny od ocen. Zaczniesz ufać sobie, a co za tym idzie innym. Nie będziesz bać się iść do przodu, błędy potraktujesz jako nauczkę a nie porażkę. Będziesz samowystarczalny. Uwolnisz się od poczucia winy i zaczniesz żyć pełną piersią. Spróbuj, przekonaj się. Nie masz nic do stracenia. Twoje życie może ulec zmianie na lepsze. Wystarczy że uwierzysz.
  2. 19ruda87

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Uprising potrzebujesz widocznie więcej czasu. Wszystko powinno dziać się w swoim tempie. Może za dużo od siebie oczekujesz. Też ostatnio zrobiłam podsumowanie swojej terapii.
  3. 19ruda87

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Uprising powodzenia
  4. 19ruda87

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Dzisiejszej sesji niestety nie zaliczam do udanej. Fakt faktem maksymalnie otworzyłam się przed terapeutką ale co z tego, skoro nic więcej nie byłam w stanie z siebie wydusić. Zastygłam w bezruchu. Milczenie. Emocje mnie przyblokowały. Momentalnie postawiłam mur między nami, tylko dlaczego?! Przecież nie miałam powodu aby tak postąpić. Wyobrażenia zlały się ze wspomnieniami. Wróciły uczucia które towarzyszyły mi w tamtych dniach. Czułam ciężar spowodowany nadmiarem emocji. Zrobiło się słabo, wręcz zmęczenie dało się we znaki. Terapeutka starała się mi pomóc a ja nie potrafiłam z tej pomocy skorzystać. Całą swą energię zużyłam na niby obronę przed nią. Moja podświadomość się broni przed zmianą, przed rezygnacją ze znanej mi roli. To nie tak miało wyglądać. To miało zupełnie inaczej się potoczyć. Chciałam współpracować ale nie potrafiłam, przerosło mnie to. Ten temat jest trudny, bolesny. I mimo że to wyobraźnia to miesza się z rzeczywistością. - Chciałabym wrócić do tematu poprzedniej sesji. A mianowicie zapytała się mnie pani o moje fantazje, wyobrażenie, w ktorych dokonuje samoupokorzenia. Owszem mam takowe i często dzieją się one samoistnie, niezależnie ode mnie. Po prostu pojawiają się w różnych okolicznościach i z różnym natężeniem. Najczęściej chodzi o wyobrażenia związane z gwałtem. Wystarczy spojrzenie jakiegoś mężczyzny a w mojej głowie roi się od myśli z nim związanych. Tworzy się obraz, klatka po klatce jak film który wyświetla się w moim umyśle. Widzę jak gość podchodzi do mnie znienacka, atakuje mnie i wciąga w jakiś zaułek. Siłą zdziera moje ubranie. Zaczyna dusić i gwałcić mnie. Zastraszając mnie przy tym. Staram się krzyczeć lecz głos drży. Próbuję uciec ale brak sił. Po wszystkim zostawia mnie zaplakaną i ucieka. Upokorzona siedzę i płacze. Pozostawiona sama sobie. Często wracając nad ranem z pracy bądź z popołudniowej zmiany miałam wizję grupowego gwałtu. Kilku mężczyzn pochodziło do mnie i siłą wciągało mnie w odludne miejsce. Bili mnie, kopali i gwałcili. Każdy po kolei. Śmieją się ze mnie. Byłam związana, nie miałam jak uciec. Usta zakneblowane uniemożliwiały krzyk. Zastraszali mnie. W pewnym momencie jeden wyciągnął nóż i ciął mi twarz. Mój strach ich prowokował i podniecał. Bawili się mną jak rzeczą. Na koniec wycieli mi napis na brzuchu "dziwka". I uciekli. Często było tak, że ktoś mnie znajdował, wzywał policje i pogotowie. Czułam ten wstyd, upokorzenie, upodlenie. Sądzę że te wyobrażenia świadczą o moim lęku przed kolejnym gwałtem. Tak się panicznie tego boję, że każdy mężczyzna jest dla mnie potencjalnym sprawcom. Ale takie myśli są również w innych sytuacjach w których z pozoru powinnam czuć się bezpiecznie. Pojawiają się również podczas moich zbliżeń z mężem. Zamiast oddawać się przyjemnością płynącym ze współżycia, mój umysł wyświetla kolejny film w którym jestem głównym bohaterem. Są to fantazje związane również z brutalnym seksem. Z tym że w tej wizji mój mąż również bierze w niej udział, razem ze swoimi kolegami. Brutalnie zabawiają się mną i śmieją ze mnie. Traktują jak śmiecia. Zabawkę do bzykanka. Poniżają i wyzywają od dziwek. To jest tak jakbym chciała się samoistnie ukarać za przyjemność. Jak gdybym nie dawała sobie na nie przyzwolenia. Nie umiem czerpać rozkoszy ze zbliżeń. Seks jest dla mnie przykrym obowiązkiem. Nie potrafię tego zmienić. Nie potrafię czerpać radości. Muszę cierpieć, zasłużyłam na to. Moja wyobraźnia jest bardzo bogata. Aż sama się jej czasem boję. Odbiera mi przyjemności. Staje się moją udręką. Wyzwala we mnie mega negatywne emocje które przekładam na życie codzienne. Powoduje, że z coraz większą nienawiścią traktuje siebie i z wielkim obrzydzeniem patrzę na swoje odbicie w lustrze. Nie umiem tego zatrzymać. To się po prostu dzieje. Chyba tym pytaniem trafiła pani w mój czuły punkt. Ale istotny punkt. - Dziękuję, że się pani podzieliła ze mną tą trudną sprawą. Rozumiem, że jest trudno o tym mówić. Spodziewałam się, że są w pani jakieś wyobrażenia związane z byciem ofiarą, że to jest gwałt było dla mnie w pewnym sensie zrozumiałe, to jest bezpośrednie przełożenie tego czego doświadczyliśmy. To jest bardzo ważny aspekt. Wszystko w porządku pani Agnieszko? - Tak - Nie musi się pani wstydzić, nie ma nic w tym złego, nie robi pani nic złego. Czemu dla pani to takie trudne? - Nie mam pojęcia - Rozumiem, że jest to bolesne. Wszystko ok? - Tak tak Ehh. Nic nie jest ok. Jest mi wstyd, potwornie wstyd. Znów dochodzą do mnie emocje, te niechciane emocje. - Chciałabym z panią o tym porozmawiać bo to jest bardzo ważna sprawa. Myślę sobie że to jest coś od czego można zacząć, nad czym można w jakiś sposób przejąć kontrolę. Bo jeżeli przejmie pani kontrolę nad tymi wyobrażeniami, coś uda nam się w nich zmienić to jest droga przewrotna do wyjścia z roli ofiary. Teraz to się wszystko dzieje w pani umyśle, pani wyobraźni, to właśnie ona jest kluczem do tego jak pani cierpi. Bo z przeszłością nic nie zrobimy, nie zmienimy pani przeszłości ale możemy zmienić pani wyobrażenia. A dzięki temu myślenie i spostrzeganie siebie. Cisza. Ta przeklęta cisza. Nienawidzę jej. Zamykam się w sobie. Ruda dasz radę po to tu przyszłaś, no powiedz coś w końcu. Odezwij się. - Pani Agnieszko wróci pani do mnie? - Staram się tu być. - Odczuwa pani w tym momencie jakiś dyskomfort w ciele? - Jest mi ciężko. - Ale w jakim sensie? - Czuję się przyblokowana. - A jakby pani opisała tą blokadę? Co panią blokuje? - Czuje się tak jakby ktoś mi położył kilku tonowy kamień. - Na pani? - Dokładnie - Proszę sobie wyobrazić, że ten kamień z każdą sekundą staje się coraz mniejszy i mniejszy. Wizualizacja. Próbuję to sobie wyobrazić. Jest ciężko. Próbuję dalej. Robi się lżej. Uczucie ciężkości odchodzi. - Myślami wróciłam tam gdzie nie trzeba. - Ale mówimy o wyobrażeniach? - Wróciłam do wspomnień. - Do tych prawdziwych zdarzeń? - Tak - Chce pani o tym powiedzieć, opowiedzieć, porozmawiać? - Nie umiem - A gdzie pani jest teraz? - Sama nie wiem. Pomiędzy tym wszystkim. - Podzieliła się pani dziś czymś bardzo ważnym, czymś co jest naprawdę bardzo istotne, z czym można coś zrobić. Chciałabym z panią o tym porozmawiać, jak pani mogłaby wyjść z roli ofiary. I nic. Jedna wielka pieprzona cisza. Najchętniej uciekła bym stąd gdzie pieprz rośnie. Po co ja poruszałam ten temat?! - Każde doświadczenie przemocy ze strony drugiego człowieka, takie gdzie się zrealizuje że się nie obronimy powoduje że czujemy się coraz słabsi. Pani doświadczyła takich momentów w różnych aspektach swojego życia. Najgorsze to były gwałty, natomiast były też inne rodzaje przemocy np ze strony matki. I to przez dwa takie traumatyczne momenty a później jeszcze inne doświadczenia spowodowały że zaczęła pani w jakiś sposób spostrzegać, kategoryzować. Pani nauczyła się tak żyć i funkcjonować i dzisiaj odtwarza się to jakby poza pani świadomością, jak film się odtwarza. Po to aby utrzymać status qwo bo dla psychiki nie jest najważniejsze żyć zdrowo i szczęśliwie, tylko utrzymać status qwo który się kiedyś wykształcił bo pani nauczyła się w nim funkcjonować. Ale można to zmienić, naprawdę. Z każdej roli w którą się weszło można wyjść. - Tylko jak to zrobić? - Najłatwiejszym sposobem ktory stosunkowo jest łatwy w porównaniu do innych i daje bardzo dobre efekty to jest próbowanie wprowadzenia zmian w tych wyobrażeniach. Czyli odtwarza się film który panią przeraża i siłą woli trzeba zrobić taką zmianę która spowoduje że nie będzie pani bezbronną ofiarą. Co może pani zrobić w takiej sytuacji? Ktoś idzie za panią i wciąga do bramy, pani jest sparaliżowana w tych wyobrażeniach lękiem. Co może się wydarzyć inaczej? Opowiedzmy sobie tą historię, jak mogła by się ona wydarzyć. W taki sposób że to nie pani będzie ofiarą. Proszę napisać inny scenariusz tej historii i opowiedzieć mi to. Kolejna porcja ciszy. Kuźwa to nie do wytrzymania. Nie daję sobie już rady. Zamykam się totalnie. Ruda weź się w garść! Marnujesz tylko jej czas. Zacznij w końcu mówić. - Właśnie myślę nad tym jaka jestem beznadziejna i że marnuje pani czas. - Pani Agnieszko proszę spróbować wymyślić inny scenariusz. Dlaczego pani nie zastanawia się nad scenariuszem tylko myśli o jakiś głupotach? Co pani daje teraz to że myśli pani że jest beznadziejna? - Jeszcze bardziej sobie dokopuje. - No właśnie. - Po prostu ciężko mi jest być tak naprawdę tu i teraz. - Co mogę zrobić aby było pani łatwiej? - Chyba się nie da. - Na pewno się da. To jest taki schemat że emocje panią zamrażają, blokują, zatrzymują. Chciała zrobić pani krok do przodu, robi to pani ale to wywołuje u pani takie silne emocje które pani w sobie blokuje, zatrzymuje i jest stop. To też nie jest takie dobre, bo podzieliła się pani ze mną takim trudnym doświadczeniem i jeżeli tak to zostawimy to pani wyjdzie stąd właśnie z tym cierpieniem. Nie będziemy w stanie nic z tym zrobić żeby to cierpienie przekuć w jakąś zmianę bo to o to chodzi. To nie chodzi tylko o to w terapii żeby się otwierać, wyrzucić z siebie ale najważniejsze jest to co dalej chciałam pani zaproponować, żeby zmienić coś w pani, że nie tylko pani wypowiedziała i teraz konfrontuje się z tym całym wstydem i bólem, cierpieniem i co tak panią wypuszcze stąd? Wtedy terapia jest oczywiście katorgą. Już sobie wyobrażam jak się pani do tego zbierała, tutaj się pani rozbierała i będzie robić dalej to po wyjściu. Znowu nie ma to za zadanie sobie pomóc tylko dokopaniu sobie. Powiedziałam to teraz biczujcie mnie, albo jak psychoterapeuta mnie nie zbiczuje to sama się zlinczuje. Chodzi o to że jeśli ma to coś zmienić, żeby pani poczuła ulgę, czuła się silniejsza, mocniejsza, że jest w pani siła a nie żeby sobie pani dokładała. - Chciałam dobrze ale mnie to przerosło. - Ma pani jeszcze tu przestrzeń, czas aby to zrealizować. Nic pani nie przerosło. To jest trudne i ja to rozumiem. Pani Agnieszko ma pani w sobie siłę, ja ją potrafię rozpoznać a pani nie potrafi z niej korzystać. Pani Agnieszko proszę mi powiedzieć jak to jest że pani się przemogła, powiedziała mi swoją historię odnośnie swoich wyobrażeń, jak to przebiega, jakie to jest trudne, natomiast trudno jest pani wejść i odmienić tą historię inaczej. Ja oczekiwałam od pani powiedzenia, że ktoś mnie wciąga w bramę, kopie go w jaja i uciekam. I jestem szczęśliwa bo nic mi się nie stało. Chciałam żeby pani to powiedziała i sobie wyobraziła. Czemu to jest takie trudne? - Nie wiem czy to dobrze ujme ale wyobrażenia mieszają mi się ze wspomnieniami. - No tak, ale chodzi o to żeby zrobiła pani coś nowego, nowa jakość, nowy człowiek, nowa brama. Nie chodzi aby wracać do tego co już było. Na ten moment byłoby to niemożliwe. Bo kiedy te wyobrażenia panią zalewają, kiedy przychodzą te wspomnienia w takich momentach że odbierają przyjemność z seksu z mężem to wtedy się pani które kontaktuje ze swoją słabą częścią, tą częścią która weszła w rolę ofiary. Kiedy pani intencjonalnie wyobrażała by siebie jako silną kobietę to musi się pani kontaktować z zupełnie inną częścią. Żeby to się zaczęło dziać w życiu to wszystko jest w głowie. Musi pani próbować chociaż sobie to wyobrazić. Wyobrażenie siebie jako silnej to jest coś takiego że daje nam siłę na przyszłość. Będzie mogła się pani wybronić w relacji z matką, ojcem i kotem. - Prędzej udusze tego kota. Nauczę go latać. Czuję się zblokowana. - Ale aż tak zblokowana że wstydzi się pani opowiedzieć historie jak jest pani silną kobietą. - Myślę, że nie potrafię wymyślić czegoś takiego. Wydaje mi się że postawiłam bardzo duży mur między nami. - Między nami, tak? - Dokładnie - Stawiając ten mur między nami to jakby broniła się pani przede mną, przed moją oceną, krytyką. - Po prostu robię to chyba z przyzwyczajenia. - Z przyzwyczajenia ale to jest także przenoszenie uczuć które kierowała pani do matki. Myślę sobie że ona była pierwszą osobą przed którą zbudowała ten mur. Jak pani o tym myśli? - Bardzo zamykałam się przed nią. Nawet nie musiała nic mówić, wystarczyło spojrzenie i już. - A jak się pani od niej odgradzała? Psychicznie i fizycznie? - Zamykałam się w pokoju, włączałam głośną muzykę, żyletka na rozładowanie napięcia. - A ona próbowała dotrzeć do pani świata? - Ja nie pamiętam. Ona twierdzi że tak, tylko że ja nie chciałam jej wpuścić. - A ojciec? - Próbował ze mną rozmawiać, z tym że ja nie chciałam. Po prostu zamknęłam się w sobie. I tak trwa to do dziś. - Dlaczego nie chciała pani z nimi rozmawiać? Jak oani myśli? - Nie potrafiłam. Bałam się ich. Zresztą dwa lata temu jak zaczęłam wpadać w agorafobie, zwierzyłam się im, to mnie matka wyśmiała i stwierdziła, że wymyślam i niedługo w wariatkowie się znajdę. - O agorafobii im pani powiedziała? - Wtedy tak. Ja tego nie rozumiałam, a co dopiero inni mieli powiedzieć. I znowu siłą woli wyszłam z tego. Po prostu całe życie musiałam sobie sama radzić. - Można powiedzieć że wyszła pani na tym najlepiej? W pani odczuciu. - Ciężko mi to określić. Każdy powinien mieć kogoś na kim może polegać. A ja nawet na sobie nie mogłam. - No właśnie pani Agnieszko, to co ja chciałabym to to żeby pani mogła polegać na sobie. Pani oczywiście potrafi sobie pomóc ale tak pomóc żeby przetrwać, a tu chodzi żeby jakość życia była satysfakcjonująca. Pani przetrwa ale w takim cierpieniu i bólu. I to panią wykańcza. - Ciężko mi jest przyjąć pomocną dłoń ponieważ nie doświadczyło się tego wcześniej. Widzi się wszędzie zagrożenie. Moja wyobraźnia jest bardzo bogata. Aż sama się jej czasem boję. Odbiera mi przyjemności. Staje się moją udręką. Wyzwala we mnie mega negatywne emocje które przekładam na życie codzienne. Powoduje, że z coraz większą nienawiścią traktuje siebie i z wielkim obrzydzeniem patrzę na swoje odbicie w lustrze. Nie umiem tego zatrzymać. To się po prostu dzieje.
  5. Naemo Żyje żyje i walczę o siebie. Jest różnie. Czasem istna sinusoida. Ogolnie nie narzekam. Jak to moja terapeutka ostatnio stwierdziła "psychiczny stabilny" jeśli chodzi o katowanie się hehe. Taki żywot
  6. 19ruda87

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Kolejna sesja za mną. Zleciała w mgnieniu oka. Komunikacja zdecydowanie poprawiła się. Zaczynam otwarcie mówić, pytać gdy czegoś nie wiem. Mniej się krępuje i chętniej prowadzę rozmowę. Zmniejszam dystans. Kontakt wzrokowy zachowany. A pomyśleć że parę miesięcy temu nie byłam w stanie patrzeć w oczy. Coraz bardziej angażuje się w relację z terapeutką. Jest mi coraz bliższa. Wiem, że mogę powierzyć jej wszystkie swoje sekrety bez obaw o ocenę czy krytykę. Polubiłam ją i boję się tego co będzie potem. Powoli przywiązuje się do niej. Jest ważną częścią mojego życia. Dzięki jej wsparciu pokonuje trudności, mogę przyjrzeć się sobie i dostrzec to czego wcześniej nie widziałam. Pomaga mi zrozumieć moje zachowanie i pomaga wypracować nowe korzystniejsze. Konfrontuje mnie z moimi błędnymi decyzjami i wyjaśnia mechanizmy. Jednym słowem daje mi to czego przez całe życie potrzebowałam. Słucha mnie i rozmawia ze mną. I po prostu jest przy mnie od tak. Dziwne uczucie ale miłe. Poruszyłyśmy dziś temat moich relacji z matką. Ciężka sprawa. Dwa różne charaktery, dwa bieguny. Zupełny armagedon. Ale... Jesteśmy do siebie podobne. Niestety. Obie mamy coś z bordera, obie jesteśmy emocjonalne. Z tym że każda z nas inaczej radzi sobie z emocjami. Ona działa acting out, a ja acting in. Mam więcej empatii do ludzi i liczę się z ich uczuciami. Negatywne emocje kieruje tylko przeciwko sobie. Dokopuje sobie z każdej strony. Katuje się i mam wobec siebie wygórowane oczekiwania. Traktuje się tak jak traktowała mnie matka. Bez miłości, z pogardą, z nienawiścią. Jestem swoim najgorszym koszmarem.
  7. 19ruda87

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Moja wtorkowa sesja - Dzień dobry - Dzień dobry pani Agnieszko. Przeczytałam pani wpis na blogu, w związku z czym rozumiem, że się pani czuje gorzej, jest pani w nastroju depresyjnym i zapewne od wczoraj nic się nie zmieniło. - Dalej doskwiera mi pustka, bezsens. - Szczerze mówiąc zaintrygował mnie jeden wpis z dnia wcześniejszego to, że dobrze bawiła się pani z synem. - No tak. Spędziliśmy wspólnie czas na graniu w piłkę. - Rozumiem, że była Pani w takim dysonansie. Kontrastuje to ze sobą. Jeden dzień dobry, drugi nienajlepszy. Nie wiem czy cały dzień taki był, czy może czas w którym pani pisała ten post a z drugiej strony kompletny bezsens. - Sama nie rozumiem swojego zachowania. - Niech pani opusze ten stan. Co znaczy ta pustka, bezsens? - Podejrzewam, że napotkałam na opór. - Że nie chce pani się zmieniać? Że nie chce pani nad sobą pracować? - Hmm... Właśnie nie wiem. Nie wiem z czego on wynika. Mogę mieć tylko podejrzenia. - Co to są za podejrzenia? - Myślę, że podświadomie się angażuje. Świadomie wiem na czym to wszystko polega, cała nasza relacja. I staje się to dla mnie bardzo niewygodne. - Niewygodne jest to, że trzeba przychodzić, opowiadać? Mówić o tych wszystkich trudnych rzeczach? - Nie. Jest to niewygodne dla mnie, ponieważ robię coś czego unikam całe życie. Zaczynam angażować się emocjonalnie. Myślę, że pustka może maskować ten cały lęk, niepokój. - A jak czuję pani tą pustkę to ma pani też taką potrzebę aby wziąć Afobam? - Wczoraj wzięłam, ponieważ miałam problem z zaśnięciem. - Afobam działa przeciwlękowo i zastanawiam się czy przy tej pustce kontaktuje się pani ze swoim lękiem. Może to rzeczywiście jest lęk przed bliskością, zaangażowaniem tylko rzadko to się wyraża w takiej czystej postaci. - Szczerze powiedziawszy nie wiem z czego może to wynikać. Cały zeszły tydzień to koszmar. - To wróćmy do tamtego tygodnia. Może to się zaczęło tak naprawdę tam, bo może nie chodzi o lęk przed bliskością. Może depresyjny stan spowodowało coś innego. - W zeszłym tygodniu nic specjalnego się nie wydarzyło. Po prostu dwadzieścia cztery godziny na dobę natrętne myśli odnośnie pracy. Pierwsza myśl po przebudzeniu praca, w dzień praca, przed zaśnięciem praca, w snach praca. Tak naprawdę nie wiem co mnie czeka. Boję się co będzie dalej. Ta niepewność mnie powoli zabija. - A w tym tygodniu to odpuściło? - W tym tygodniu skupiam się na pustce, poczuciu bezsensu. - Najwyraźniej ta pustka zamaskowała pani lęki. Jakby nie patrzeć lepiej czuć pustkę aniżeli być cały czas przerażonym. - To fakt - Z tym że nie poradzi sobie pani tak naprawdę z pustką. Z tego wynika, że problemem numer jeden jest w tym momencie praca. Pani lęk przed tym że nie da sobie rady. Obawa że podjęła pani złą decyzję. Niech mi pani powie co się wydarzyło. Miała pani iść na jakieś rozmowy. - Byłam na rozmowie kwalifikacyjnej. I w razie czego mam pracę załatwioną od dwudziestego pierwszego lipca. Ale jakoś mnie to nie cieszy. - Czyli nie jest jakoś aż tak sytuacja tragiczna. Zastanówmy się w takim razie czemu to panią nie cieszy. - Myślę że zasiedziałam się w tej firmie. Głupio mi zostawić tak wszystko. Nie mam pojęcia co może jeszcze powodować to wszystko. - Może to jest lęk przed zmianą tak naprawdę a nie przed pracą. No bo tak jak wcześniej rozmawiałyśmy, miała pani świadomość że pracę pani znajdzie. Jak nie w tej firmie to w innej. - No tak. - Może nie podobało się pani w tej firmie, ale wszystko było znane. A co znane to bezpieczne. - Dokładnie - Tak naprawdę większość ludzi boi się zmienić pracę. Dużo osób jak się zakotwiczy to siedzi i siedzi dopóki coś się nie wydarzy. Albo nas zwolnią albo jest jakiś konflikt. - Na tyle tylko czy stara się pani dodać otuchy czy dołuje się i o tym myśli. - Katuje się - Katuje się pani. Czyli jak zwykle. W tym temacie jest pewna stałość. - No tak. Stabilna jestem pod tym względem. - Czyli psychiczny stabilny. A co powinien człowiek robić jak się boi? - Powinien stawiać czoła temu wszystkiemu. - Ale przy okazji dodając sobie otuchy. Przypominając sobie te wszystkie wyzwania które miała pani przed sobą i z którymi dała sobie pani radę. Kiedy mówimy sobie, dam sobie radę. Albo kiedy mówimy sobie w trzeciej osobie. To jest jakaś droga i tego yrzeba się nauczyć. To nie działa od razu ale w dłuższe perspektywie to działa. Proszę mi uwierzyć. - To ja wolę zaszyć się pod kołdrą. - Pani woli się schować przed rzeczywistością. Jakbym schować się, wejdę w swoją pustkę, no i będę siebie oszukiwała że nic się nie dzieje. - Niby tak. - Tak jakby pani nakierunkowała się tylko na negatywne aspekty. Pani się katuje, krytykuje. Zapewne myśli że źle zrobiła, że poszła na to zwolnienie. Zamiast zobaczyć drugą stronę medalu. Nowa firma, nowa praca, nowe możliwości i perspektywy. To też jest jakaś szansa. - Nie wiem, nie wiem. - A co mąż pani radzi? - Mąż chciałby dzidziusia. - Czyli naciska na dziecko. - Tak - Czyli że nie że praca, tylko żebyście starali się o dziecko. - Dokładnie - Czyli to jest kolejne zmartwienie, ważna sprawa na głowie. - No tak. A ja po środku. Nie wiem. Tak naprawdę staram się o tym nie myśleć. - Tylko co z tego że pani to maskuje skoro wszystko jest pod skórą. I właściwie tylko patrzeć kiedy to wypłynie. Pani całą energię poświęca aby wszystko tam zatrzymać, w związku z czym nie ma siły na nic. Dlatego tak panią łóżko ciągnie, bo pani zużywa całą swoją energię na zatrzymanie niechcianych emocji, lęku, obaw, poczucia winy. Wciska to pano do siebie. Jak pani to wciska to znowu zostawia w sobie jakieś nie załatwione sprawy. - Tak naprawdę to ja już nie wiem czego sama chce. - Spróbujmy włączyć takie racjonalne myślenie. Z pani racjonalnym umysłem się teraz skontaktuje. Pani Agnieszko są trzy alternatywy. Pierwsza jest taka, że wróci pani do swojej pracy i zostanie tam, okaże się że wszystko będzie w porządku. Druga jest taka, że wróci pani do swojej pierwotnej pracy i stwierdzi że nie jest w porządku i zdecyduje się pani przejść do nowej firmy. A trzecia ewentualność że zajdzie pani w ciążę. - No tak - Jest jeszcze jakieś inne wyjscie co mogłaby zrobić pani ze swoim życiem? - Myślę że nie. - Która opcja panią najbardziej przeraża? Która jest najtrudniejsza pani zdaniem? - Trzecia - Też tak myślę. Jakbym miała pani doradzić, choć nie lubię tego, to uważam że nie jest to dobry pomysł by narazie zajść w ciążę. Może i dla pani było by to dobre. Różnie bywa. Ja nie chcę być jakimś złym prorokiem. Może i się wyrówna stan psychiczny ale może zadziać się coś wręcz odwrotnego. - To prawda. - No to zostają nam dwie ewentualności. Jakie one mają plusy i minusy? - Hmm... Pierwsza opcja wszystko jest znajome. Znam ludzi, znak zakład, warunki panujące. Czuję się bezpiecznie. Minusem jest napięta sytuacja. Nie wiadomo jak to się wszystko okaże. Druga opcja jest taka, że mogę zacząć wszystko od nowa, z czystą kartką. Minusem jest lęk przed nieznanym. - Rozumiem dlaczego jest pani w takim dylemacie. Jedna i druga strona ma swoje plusy i minusy. - To fakt. Jestem mistrzynią w robieniu sobie problemów. - Taką ma pani naturę. Tak się pani nauczyła żyć. Ale też zapomina pani jakby jest pani mistrzynią w radzeniu sobie z tymi problemami. Ze wszystkimi problemami jakie pani dotychczas miała sobie poradziła. - Zawsze spadam na cztery łapy. - No właśnie. To dlaczego teraz miałoby być inaczej? Dlaczego teraz miałaby pani sobie nie poradzić? Bo co? - Nie zostaje mi nic do powiedzenia jak dam sobie radę. Z tym że nie umiem jakoś w to uwierzyć. - Trudno pani w to uwierzyć? - Tak - Jaki jest najgorszy scenariusz który buduje sobie pani w głowie? Że co się może wydarzyć? - Sądzę, że jak wrócę do dotychczasowej pracy to mogą mnie zwolnić. Wtenczas będę musiała iść do nowej pracy i w niej mogę mieć problem z odnalezieniem się w nowej sytuacji. Mogę sobie po prostu nie poradzić. Teraz tak naprawdę nie wiem na czym stoje. Nie wiem jak to się wszystko wyjaśni. Póki co mistrz jest na mnie zdenerwowany i nie odbiera ode mnie telefonu. - Nie odbiera od pani telefonu? To dodatkowo pewnie panią że tak powiem załamuje. A sms-a jakiegoś wysłała pani do niego? - Tak, niestety nie odpowiedział. - Mam przekonanie, że to jest też jakiś rodzaj toksycznej relacji. Nie fajne jest to, że ktoś nie odpisuje. To jest kompletne olanie sprawy. - Też tak myślę. - Może to jest też argument że nie jest to najlepsze środowisko dla pani. No bo to jest tak jakby weszła pani w kolejną relację zależnościową z kimś trudnym i toksycznym dla pani. - To prawda. - I być może to też uruchomiło u pani takie różne sytuacje, takie lokowania z dzieciństwa. Może nowe środowisko pozwoli pani funkcjonować na etapie takiej dorosłej osobym. A może tego się pani właśnie boi? - Nie mam pojęcia. Nie zastanawiałam się nad tym. Może nie chcę dorosnąć, bo mi dobrze tak jak jest. - Jakiejś części pani jest tak dobrze. Tego jestem pewna. - Ja też. - Czasem jest tak, że ta część przejmuje nad nami władzę. Jak nastolatka rządzi takim dorosłym to często komplikuje to sytuację. - Starałam się zachowywać dojrzale jak mieszkałam sama. Wiedziałam, że muszę. Znów nie wiem co powiedzieć. Znów się zamykam w sobie. Odcinam się od wszystkiego. - Pani Agnieszko o czym chciałaby pani porozmawiać z tym mistrzem? - Chciałabym powiedzieć mu o swoich odczuciach. O tym że poczułam się potraktowana w sposób troszkę nie fair. Że daje mi sprzeczne przekazy. Raz mówi że jestem dobrym i sumiennym oraciwnikien, a drugim razem beznadziejnym i złym. Że oddelegowanie na inne stanowisko spowodowało u mnie odczucie odrzucenia, braku zaufania. Że dużo spraw się nawarstwiło, docinki ze strony innych współpracowników również miały wpływ na moje zachowanie. Że nie wytrzymałam tego napięcia i przeszłam załamanie nerwowe. Chciałabym również prosić go o danie ostatniej szansy, abym mogła udowodnić mu, że się pomylił, że warto na mnie polegać. Że jestem w dobrej i stabilnej formie. - A były już takie sytuacje, że miala pani tego typu trudności w pracy? - Zdarzały się mniejsze kryzysy ale udawało się je opanować. - Tamte kryzysy pani przetrwała to czemu tego się nie udało? - Tutaj pojawiło się kilka czynników w jednym czasie. Najpierw odrzucenie ze strony koleżanki, później zmiana stanowiska pracy, docinki i krytyka ze strony innych współpracowników. Pojawiło się to przed czym uciekam całe życie. Nie wytrzymałam tego psychicznie. Coś we mnie pękło. - Stworzyła sobie pani w tym mikrokosmosie pracy świat swojego dzieciństwa. Zastanawiam się na ile mogło być to intencjonalne. Była pani wcześniej na zwolnieniu z powodu wypadku w pracy. Pracodawcy źle patrzą na długie zwolnienia. Wróciła pani i znowu poszła na zwolnienie. To był dobry moment na przetestowanie cierpliwości mistrza. Sprawdzenie na ile jestem ważna dla niego, dla pracy. Czyli odgrywała by pani tym zachowaniem coś co miało swój początek w dzieciństwie i niestety w negatywny sposób się to dla pani skończyło. Wtenczas pani została odrzucona i w dorosłym życiu nieświadomie odgrywamy znane nam role. Myślimy że doznamy czegoś innego a w zamian dostajemy tak naprawdę to samo. Tak wszystko jest rozgrywane aby nas odrzucili. W każdym bądź razie w odrzuceniemu którego doznajemy raz po razie, którego się boimy jest bardzo dużo naszej intencji. To my doprowadzamy do tego, to pani bierze w jakiś sposób to w swoje ręce. Oni panią odrzucają i znów czuje się pani beznadziejnie. I koło się zamyka. Do następnego razu kiedy chce pani sobie udowodnić, że panią nie odrzucą, a tak naprawdę odrzucą i znowu czuje się pani gorzej. I koło nerwicy i zaburzeń borderline jest dopełnione. I tak można przez całe życie. - Tylko ja w tym momencie czuję się niesprawiedliwie ukarana, ponieważ nie jest moją winą to, że miałam wypadek w pracy. - Czyli to przeniesienie na inne stanowisko odbiera pani jako karę. I to spowodowało lawinę trudnych emocji i w konsekwencji postanowiła pani pójść dalej na zwolnienie. - Dokładnie tak było - A od czego to wszystko się zaczęło? - Tak jak mówiłam wcześniej od koleżanki. Stwierdziła, że nie chce ze mną pracować, ponieważ często nie ma mnie w pracy. Powiedziała o tym mistrzowi i mistrz postanowił zabrać mnie na inne stanowisko. Gdy spytałam się go dlaczego nie mogę wrócić do siebie, odpowiedział ogólnie że ludzie narzekają na mnie. - Próbowała się pani jakoś bronić? - Niestety nie. Z mistrzem nie ma dyskusji. - A kto jest nad mistrzem? Myślała pani aby pójść wyżej z tym tematem? - Kierownik. Zastanawiałam się nad tym, ale zrezygnowałam z tego pomysłu ponieważ musiałabym wyjaśniać, tłumaczyć dlaczego jestem teraz na zwolnieniu itd. Nie chciałabym aby to wszystko poszło na moją stronę z litości, ponieważ nienawidzę jej. - Rozumiem. Czyli jednym słowem wszystko zaczęło się tak naprawdę od koleżanki. To ona panią odrzuciła. - Tak - Pani Agnieszko znowu jest pani w roli ofiary. Jest pani ofiarą tej koleżanki. Ona pastwi się nad panią, obgaduje, krzyczy a pani nic z tym nie robi. Daje jej pani pozwolenie na maltretowanie pani. Pani Agnieszko, pani buduje świat w którym wszyscy są silniejsi, którzy mogą zrobić pani krzywdę a pani nic z tym nie robi, wystawia się żeby panią skopali. Ale to jest tylko w pani głowie. Paji ma i możliwości i umiejętności, tylko musi pani chcieć je wykorzystać do tego aby stawać w swojej obronie, żeby chronić siebie. Żeby być dla siebie dobrym. - Tylko trzeba tą siłę znaleźć. - Trzeba parę razy zaryzykować. Wtedy pani poczuje jakie to jest fajne. Dopóki będzie pani pozwalała, będzie cały czas w tej roli ofiary to cały czas będzie pani słaba. To poczucie wartości nie będzie miało fundamentów. To jest podstawa, że ja siebie ochronie, kiedy będą mnie atakować. Jak tego nie ma to można być wybitnym artystą, osiągać sukcesy, zdobywać oskary ale i tak człowiek nie będzie czuł się dobrze ze samym sobą. To jest klucz. Dlatego tak ciężko jest się odbić od dna. - Nie mam odwagi się przeciwstawić. Teraz miałam sytuację z rodzicami gdzie mój brak asertywności zadziałał. Pytali się czy zajmę się ich kotkiem jakby wyjechali. Tzn chodzi im o to czy się wprowadzę do nich na czas wyjazdu. - Zgodziła się pani zaopiekować tym kotem? - Tak. Nie miałam odwagi im odmówić. Inaczej nie wyjechaliby przeze mnie i ja miałabym poczucie winy. - A co w zamian mogliby rodzice zrobić aby nie czuła się pani wykorzystana? - Znaczy nie czuję się wykorzystana, ponieważ jak trzeba przypilnują mi dziecka. Ale dla mnie to jest chore iść niańczyć kotka, zaopiekować się nim, wprowadzić się by kot nie był sam. - To musi pani tam zamieszkać na ten czas? - Niestety tak. - Nie no, to jest akurat chore. - Oni traktują tego kota lepiej aniżeli mnie i moją siostrę. Ten kot ma więcej miłości aniżeli my dostałyśmy. - A mówiła im to pani? - Nie ale moja siostra im to powiedziała. Ona jest odważna i pyskata. Nie cacka się z nimi. - A kontakt z nimi ma? - Tak. I częściej jej pilnują dziecka. - To jest to, że ona umie o swoje zawalczyć i postawić granice. A pani jak będzie cicho to jeszcze gorzej będzie po dupie dostawać. - I zawsze tak jest. - Więc czas najwyższy to zmienić.
  8. 19ruda87

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Shira123 gratuluję. Mega progres
  9. 19ruda87

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Kolejna sesja za mną. Dziś przełamałam się i pojechałam. Czy żałuję? Nie. Miałam okazję poruszyć wątek zniechęcenia, poczucia bezsensu i tej cholernej pustki. Okazało się, że za pustką która mnie męczy stoi lęk przed zmianą, lęk przed nieznanym a także lęk przed dorosłością. Dobrze mi w roli dziecka. Nie chcę podjąć odpowiedzialności za siebie i swoje życie. Lubię lekkie i spontaniczne życie. Rozmawiałyśmy również o mojej pracy i perspektywach na przyszłość. O toksycznym środowisku które ma na mnie zły wpływ. O niekorzystnych relacjach przez które wchodzę w role ofiary. Zrozumiałam, że odgrywam w pracy rolę znaną od dziecka. Słabą dziewczynkę po ktorej wszyscy mogą jeździć. Przez co wpadam w jeszcze gorsze poczucie winy i daje sobie powód do katowania. Nie można wszystkich wokół zadowolić. Muszę nauczyć się stawiać wyraźne granice. Pokazać co wolno a czego nie. Zadbać o siebie i swoje zdrowie psychiczne. Nie pozwolić dać się więcej wykorzystywać i poniżać. A przede wszystkim nauczyć się żyć w zgodzie z własną sobą i swoimi wartościami.
  10. 19ruda87

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Nerwa staram się, choć nie zawsze mi to wychodzi. Pierwszy raz w tej terapii tak się czuję. Brak tego luzu. Zaczynam więcej analizować i się przejmować. Zaczyna mi coraz bardziej zależeć i robi się to troszkę niewygodne. Chyba się zaczynam angażować w tą relację
  11. 19ruda87

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Dziś sesja, odwołałam ją. Nie miałam siły i ochoty by na nią pójść. Jestem w kiepskim stanie psychicznym i fizycznym. Łóżko znów jest przyjacielem. Wzywa mnie. Czuję że pojawia się opór odnośnie terapii. Zaczynam ją sabotować. Nie widzę sensu dalszego chodzenia. Brak wiary, że cokolwiek się zmieni. Mam ochotę się wycofać, poddać. Nie chcę dłużej walczyć. Iskierka nadziei powoli gaśnie. Brak motywacji utrudnia wytrwanie. Myśli nie dają spokoju. Zniechęcenie. Może jutro będzie lepiej i dam radę dotrzeć. Może to przejściowy stan. Albo kolejny etap. Nie wiem, mam taką nadzieję. Potrzebuję solidnego kopa na rozruch.
  12. Borderline leczy się podobnie jak Chad. Chodzi o wyrównanie nastroju. Stabilizacja. Ja biorę Lamitrin, Arypiprazol i Efectin. Tzn. Stabilizator nastroju, neuroleptyk i antydepresant. Czy pomaga? Jest różnie, ale lepiej aniżeli było na początku. Leki mnie troszkę stłumiły i wyciszyły. Impulsywność dalej jest obecna ale w mniejszym nasileniu. Musi dotknąć moich czułych punktów jak odrzucenie, ocena czy krytyka. Wtenczas border się odzywa na całego i przestaje racjonalnie myśleć. Enocje biorą górę. Zdarzają się jeszcze ataki paniki ale zdecydowanie rzadziej. Potrafię nad nimi zapanować by nie urosły do maksymalnych rozmiarów. Na początku leczenia zmagałam się z agorafobią czyli lękiem przed otwartymi przestrzeniami. Zamknęłam się w domu i za cholerę nic i nikt nie zmusił mnie do wyjścia. Miałam dość. Postanowiłam coś zmienić. Zmuszalam się do aktywności. Nie było łatwo. Codziennie metoda małych kroczków. Udało się. Wyszłam z niej sama dzięki silnej woli. Postanowiłam się leczyć przez ataki paniki które utrudnialy mi zycie. Bałam się również brać leki. Staralam się funkcjonować bez nich. Było trudno. Zapisałam się na terapię. Jednak mój stan tylko się pogarszał. Przez rok uczeszczania zostałam wrakiem człowieka. Psychicznie poobijana. W końcu 5 miesięcy temu trafiłam na odpowiednią terapeutkę i lekarza. Przyjmuje leki, regularnie uczęszczam na sesje. Jest o niebo lepiej niż było. Także warto o siebie walczyć. Przede mną jeszcze długa i żmudna praca ale wiem że dam radę, że chce walczyć o siebie i swoje życie
  13. 19ruda87

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Inn@ hmm... Chciałam się tylko podzielić swoimi doświadczeniami odnośnie terapii. Dialogi są stąd, ponieważ pisze książkę autobiograficzną. Staram się odzwierciedlić jak najdokładniej przebieg sesji.
  14. 19ruda87

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Szanownapani moja T ma około 40 lat. Jeśli chodzi o smsy to sama mnie często zachęca do wysyłania ich w trudnych sytuacjach. Działam zbyt impulsywnie więc lepiej napisać aniżeli później żałować. Na następnej sesji zawsze wracamy do danego tematu z wiadomości. Mimo pisania sms-ów nie mam potrzeby aby wchodzić z nią w jakieś bliższe kontakty tzn nie mam o niej żadnych fantazji, o jej życiu prywatnym itd. Nie interesuje mnie to. Terapia jest dla mnie i to ja mam skupić się na przepracowaniu problemów a nie dla niej. Oprócz T nie mam nikogo innego z kim mogłabym porozmawiać stąd może wynikają moje smsy. Uprising Czasem mam taką potrzebę. To fakt. Tak jak pisałam wcześniej nie mam nikogo innego kto mnie rozumie itd. Staram się kontrolować ale nie zawsze to wychodzi. Na pewno nie przesadzam z ilością sms-ów. Są tygodnie że nie piszę wcale, ale są również dni w ktorych sobie wcale nie radzę i moja emocjonalność bierze górę.
  15. 19ruda87

    Co na dzisiaj,czyli "dziennik"psychoterapii

    Temat dziecka narazie odstawilam na bok. Myślałam nad tym, ake to nie ten czas. Najpierw muszę poukładać swoje życie do kupy
×