Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Wędrowca

Użytkownik
  • Zawartość

    24
  • Rejestracja

  1. Nie rób tego. I nawet nie myśl. Wytrwaj. Jesteś na dobrej drodze do poprawy jakości życia.
  2. Dzięki @johnn ! Daj znać co u Ciebie zdiagnozowano. I co zamierzasz dalej.
  3. Nie chodzi mi o to, abyś mnie przekonywała, zbieram jedynie informacje od osób, które osiągnęły zamierzony cel. Dzięki nim śledzę krok po kroku co mogło u mnie pójść nie tak. Tym niemniej dziękuję za wszystkie odpowiedzi i wyjaśnienia.
  4. A zapytam inaczej- czy Twoim zdaniem terapia zawsze pomaga? Oczywiście przy spełnieniu koniecznych warunków ze strony pacjenta i terapeuty.
  5. Rozumiem to tak, że tę złość odczuwałaś ale tłumiłaś w sobie? To u mnie jest inaczej, ja na nikogo i na nic się nie złoszczę. Było, minęło i tyle. Nawet jeśli wracam na sesji do czasów dzieciństwa to wcale mnie to nie rusza. Ot, taka tam zwykła opowieść o życiu. Chyba, że mój mechanizm obronny działa perfekcyjnie i nie sposób się do niego dobrać.
  6. A Ty osobiście miałaś do przepracowania niewyrażoną złość? Jeśli tak, to w jaki sposób to się odbywa? Może masz jakąś wiedzę w tym zakresie?
  7. Tylko, że to i podobne pytania padły z mojej strony w czasie sesji. Nie doczekałem się odpowiedzi. W skrócie rzecz ujmując- spodziewamy się, że problem leży tu i tu, ale nie wiemy jak się za niego zabrać.
  8. Wędrowca

    OT

    Byłbym nieopisanie zobowiązany za nieodnoszenie się do moich wpisów. Dziękuję.
  9. Wędrowca

    OT

    Moje prawo tu być i pisać. Nikogo nie obrażam, a jedynie stwierdzam fakty. Na żadne z moich pytań nie odpowiedziałeś więc skieruj swoje impertynencje pod swoim adresem.
  10. Wędrowca

    OT

    Jesteś naukowcem, że tak zabolało?
  11. Tak, jestem DDD, choć to odmiana przemocy psychicznej, bez rękoczynów. Właśnie w tym wątku pisałem o zamrożonych emocjach. Czy potrafię się złościć? Hmmm... Wydaje mi się, że tak, choć postrzegam siebie jako człowieka łagodnego, nieskorego do złości. W mojej ocenie nie tłumię złości, choć staram się unikać sytuacji konfliktowych. Nawet zakładając, że coś tu nie działa to jak to przepracować?
  12. Luna, ok, rozumiem. Ale jest jedna rzecz, która stale się powiela w rozmowach na forum. Zauważ, że jeśli ktoś zgłasza brak osiągnięcia celów terapeutycznych i ocenia terapię jako nieskuteczną to natychmiast przypisuje mu się obrażanie lub brak gotowości do zmiany. Ja się na nikogo nie obrażam. Stwierdzam jedynie, że w mojej terapii coś poszło nie tak. Nie wiem co. Mnóstwo osób twierdzi, że terapia ma swoje ciężkie chwile, że pacjent przejawia opór wobec zmian w życiu. U mnie nic takiego nie wystąpiło. Cała roczna terapia była przegadana. Próbowałem u drugiej terapeutki - ta skreśliła mnie na "dzień dobry". To co jest nie tak? Ja? Terapeuta? Technika pracy? Szukać pomocy w kolejnej terapii?
  13. 1. Niniejszy wątek jest poświęcony przypadkom, w których terapia nie działa, więc zakładam, że tu właśnie można się dzielić swoimi spostrzeżeniami. 2. Fakt, że Tobie terapia pomogła niczego nie zmienia w moim położeniu. Jeżeli Ty i szacowne grono naukowców uważa, że terapia jest skuteczna to niech ktoś odpowie dlaczego nie pomaga wszystkim. Pod warunkiem, że pacjenci są gotowi do zmiany, mają określony cel i do niego dążą. 3. Nie sieję defetyzmu, oceniam rzeczowo, zgodnie z moim punktem widzenia. 4. Mój "sztukmistrz" jest nie tylko terapeutą, ale i wykładowcą akademickim. Na pewno brak mu wiedzy? Nawiasem mówiąc, skorzystałem też z pomocy innej terapeutki, u której cała terapia zamknęła się w jednej sesji stwierdzeniem, że nie wie jak mi pomóc. 5. Jeśli odrzucasz moje twierdzenie dot. przyczyny zmiany, to co w zamian? Innymi słowy - jaki może być przyczynek do osiągnięcia celu? Bo chyba zgodzisz się, że jakaś zmiana musi nastąpić.
  14. I to jest zdroworozsądkowe podejście do tematu. Śledząc wypowiedzi terapeutów i naukowców można odnieść wrażenie, że oto terapia rozwiązuje (niemal) wszystkie życiowe problemy. W tej konwencji była prowadzona też moja terapia. Tymczasem ani jednego kluczowego w całym procesie punktu nie udało się osiągnąć. Problem z jakim się zgłosiłem miał być "rozwiązywalny", a w rezultacie ani drgnął. Wielokrotnie spotykałem się z twierdzeniem, że istotnym czynnikiem leczącym, niejako warunkującym powodzenie terapii jest praca nad sobą. Jednakże, aby do tej pracy w ogóle dojść mogło musi zaistnieć jakiś punkt zaczepienia. Cokolwiek- trauma, wspomnienia, nieprawdziwe postrzeganie rzeczywistości, lęk, itd. Jeśli zaś żaden z owych czynników nie wystąpi to zamiast rozmowy mającej walor leczniczy jest gadka-szmatka. I do owej "pracy nad sobą" po prostu nie dojdzie. Szkoda tylko, że do tych prawdziwych wniosków dochodzą forumowicze. Przedstawiciele kręgów naukowych, od których wszyscy powinniśmy oczekiwać pełnego obrazu psychoterapii, ze wszystkimi jej zaletami i wadami idą w zaparte głosząc wszem i wobec jedynie słuszną teorię o wysokiej jej skuteczności. I tym samym zwyczajnie się kompromitują.
  15. Luna, a Ty jak długo byłaś/jesteś w terapii? I w ilu uczestniczyłaś? Z wyników jesteś zadowolona? W sensie czy te terapie dały Ci oczekiwany efekt?
×