Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Walter

Użytkownik
  • Zawartość

    256
  • Rejestracja

  1. Po kilku dniach nadziei dziś przyszła beznadzieja i rezygnacja. Zeszło ze mnie powietrze, miało być dobrze a jest jeszcze gorzej, chyba marnowałem czas na złudzenia.
  2. No właśnie, jak pod stołem to nie problem, weź teraz kredyt na mieszkanie czy coś to szału nie ma (nie dostaniesz dużo) albo L4, pójdziesz do szefa by ci więcej odprowadzał na umowie, to zaraz na rękę będzie kiepsko. Pójdziesz się zwolnisz to za ostatni miesiąc da ci tylko co na papierze. Kolega w stolarni zasuwa, nawet sobie chwali i mówi że zarabia 2800, ale co z tego jak w papierach minimalna, zasuwa też w soboty, wraca biały jak syn młynarza i zaraz mu firmę przenoszą 15km dalej. Ja się też kiedyś połasiłem na umowę-działalnosć zamiast umowy o pracę, na rękę wychodziło super, ale jak wycofali się z projektu to wylatujesz z dnia na dzień. Co do tego fiziolstwa i budowy to nie ma lekko, może i dniówka dobra, ale zimą pracy nie ma, praca na śmieciówce a i trzeba mieć mocne łapy i plecy + chlają i wbrew pozorom też łeb siada, dla tego piją. Co innego jak ktoś ma fach, nie wiem sztukaterię robi, idealnie kafelki kładzie, hydraulikiem jest to można pracować ciężko ale jak biały człowiek i spoko żyć, choć nadal wokół nich sami neandertalczycy z Tatrą w ręku o 10 rano. Niedawno miałem remont elewacji, to ci ludzie się porozumiewaja chrząknięciami i ugabuga jak jaskiniowcy, serio, tylko szef i kierownik zdawał się być piśmienny i rozumny, reszta dramat i kupki puszek w kącie. Sam myślałem nad jedną z bardziej fizycznych-ale specjalistycznych branż, ale potrzebowałbym sporego wkałdu na początek, szkolenia, lokal, sprzęt, na to też trzeba zarobić a do tego czasu rynek moze się zmienić + ja w przeciwieństwie do konkurencji nie dostanę dofinansowania z UP itp. Ale jest jak jest, se jakoś poradzę.
  3. Mam wrażenie że po mniej więcej dwóch latach czasu, gdzie pracy było więcej niż pracowników, teraz idzie jakieś spowolnienie. Wysyłam sporo CV, wygląda ono nieźle a szału w moim niewielkim mieście nie ma jak wcześniej, rosnie tylko kolejka aut pod dworcem PKP w kierunku stolicy województwa, ale nie chcę znowu dojeżdżać 2h w jedną stronę... to był czas wyjęty z życia. Pracy jest dużo, ale za śmieszne pieniądze, tym bardziej dla byka w sile wieku który już jakieś doświadczenie ma. Nieraz mam wrażenie, że wręcz 30+ latkowi gorzej coś znależć, bo trudniej mu sprzedać kit i mamić wizjami. Szkoda że jest jak jest, tyle rzeczy w życiu robiłem, tyle osiągnąłem, a teraz mogę się tym podetrzeć i muszę to wręcz ukrywać w swoim CV. Pójdę zapytać o prostą pracę, to nie wyhylać się że robiłem transakcje po setki tysiecy Euro w pracy w sporej firmie obecnej na GPW. pójdę starać się o super pracę, to okazuje się że to za mało i proponują mi w aglomeracji tyle ile zarabiałem niedawno w małej mieścinie + drogie mieszkanie. Wrócić do nieźle płatnej pracy w mieścinie ciężko, bo wypadłem z obiegu, rynek się zmienił gdy wysiadywałem 4h dziennie w pociągu do betonowej dżungli, a do tego ryła trochę psychę, ale kasa i czas po pracy były. LinkedIna nawet nie zakładam, by nie być tak całkiem na tacy. Urząd Pracy mam w nosie, współpracowałem tylko gdy szukałem dofinansowania do rodzinnej firmy i do tego się nadają; do przewalania kasy. Kiedyś to tam ludzie się jeszcze kręcili jakby rzeczywiście szukali, zajrzałem ostatnio to hulał wiatr, nawet tablicy z ogłoszeniami już nie ma. W ogóle obecnie nie tyle bezrobocie jest problemem, a biedni-pracujący i ich kurcząca się ostatnio siła nabywcza ich skromnych wypłat, oraz szalejące ceny mieszkań budowanych przez deweloperów zaprzyjaznionych z władzą i czasem z mafią. Pracować można gdzieś od zaraz, ale z 2000zł wydać 450 na terapię, dojazd jedzenie itp i nie za bardzo zostaje mimo mieszkania w domu wielorodzinnym. Poza tym, jak sie wejdzie w jedną gorszą pracę i pokaże ją w CV, to potem można się już nie wygrzebać, bo rekruterzy szufladkują ludzi i można do końca życia być już prekariuszem; zamienić pracę dobrą na gorszą łatwo, a w drugą stronę już nie. Trzymajcie się w tej pracy. Ja wkrótce mam dwie rozmowy, oby nie skończyło się znowu na 2K i kiepskim dojeździe.
  4. Co nowego zyskałem w terapii: uswiadomiłem sobie, że ojciec nie jest aż tak ekspansywny i w gruncie rzeczy w miare szanuje moje granice; np jak pożyczam mu auto, to nawet stacji radiowej nie przestawi itp to ja sobie wkręcałem i tłumaczyłem swoje porażki tym, że to on trzyma na wszystkim łapę. Nie trzyma, przynajmniej nie tak mocno jak mi się zdawało, to ja unikałem chwycenia za ster. Jakoś napięcie zeszło, cierpliwszy jestem wobec tego starego fioła... Powoli ale bardzo powoli uczę się bycia łagonym dla siebie i dbania o siebie, nie zarzynania się, doceniania wolnego tempa mojego obecnego życia. Jednocześnie trudno mi to pogodzic z byciem produktywnym, znaleźć złoty środek; albo się zarzynałem albo total dętka i tak na zmianę. Tęsknię za uczuciem spokojnego skupienia. Sprawy międzyludzkie; towarzyskie i damsko męskie i ich poprawa to z kolei będzie dłuuuga droga, bo musze najpierw zjechać z tej bocznicy życia i mieć wogóle pole jakiegokolwiek manewru, jakiś materiał do pracy, a jak się nie ma już 20 lat to o to coraz trudniej; zostaja wokół mnie tylko starzy kawalerowie, rodzinki znikają z oczu w kierunku strefy prywatności, dziewczyny się żenią, brzydną, a te które zostają nabierają nieznośnych cech. Życie.
  5. Wnioski i fakty w notatniki to jedno, a wydeptanie nowych ściezek to drugie. Sam u siebie widzę e jesli chodzi o fakty to krążę w kółko, ale zmiany wymagają czasu, przestaienia głowy. Z zasady im człowiek starszy tym trudniej,
  6. Ech powrót do terapii, o dziwo nawet bezbolesny, wcześniej bałem się powrotu, znowu mieszania w bagnie a było bezpboleśnie a przerwa jak i inny czas niż co tydzień sprawiły, że wyszły nowe wnioski. Może nie będzie źle, bo miałem już myśli rezygnacyjne na temat terapii i jej sensu...
  7. Senny i rozkojarzony. Nad irytacją jakoś panuję.
  8. Wczoraj bez szału, spowolniony. Dzis też jak na wyczerpanej baterii, ale dochodzi do tego niedospana noc.
  9. Heh mojemu terapeucie chyba przypadło do gustu porównanie go z inżynierem wyścigowym: w ciągu tygodnia robię okrążenia na torze, a potem w boksach analizujemy i interpretujemy dane, poprawiamy co się da, ale koniec końców kierownicę trzymam ja tak trochę akurat przyszło nam porównanie mojej drogi do drogi R. Kubicy po wypadku w 2011, też muszę nauczyć sie akceptować i obchodzić swoje ograniczenia, pogodzić się ze stratą i minionym czasem itp itd. Albo trochę jak trener, ale trener jest dla drużyny, a nie osobisty, oddzielny dla zawodnika
  10. O to to to, mam tak samo. Sympatia ogólna tak, podziw czy szacunek dla wiedzy i spokoju (bo jak się uruchomię to łzy a i fotem w złości oberwał), ale jak czytam jakie mają niektórzy podejście, zakochania, kontaktują się poza terapią itp itd to dochodzę do wniosku że moje problemy to mały Miki.
  11. Całkiem znośnie, troszkę udało się wyjść do ludzi.
  12. Za tydzień ostatnie spotkanie przed przerwą 3 tygodniową. Chyba nie będę poruszał najcięższych tematów rodzinnych żeby kogoś przez święta nie rozszarpać i nie zostać z otwartą raną podczas przerwy od terapii. A jak wasza strategia? (chodzi mi o osoby, które mają mieć przerwę świąteczno-noworoczną w terapii)
  13. Beznadzieja, obawa o przyszłośc, niechęć, lęk, samotność.
  14. Ja od dwóch sesji mam bardziej lajtowe spotkania, mniej grzebania w głębokim bagnie rodzinnym, moze przed świętami?...ale i bez tego czasem bywam roztrzęsiony w ciągu tygodnia, nienawiść do rodziny, myśli samobójcze, otępienie i brak pracy, a terapia płatna, samochód mimo że stoi to opłacić trzeba... dziś miałem taki atak agresji w odosobnieniu że na podwórku połamałem deskę w drobny mak, jej kawałek nabił mi guza, ała . Zaczynam sie czasem bać terapeuty, przez niego takie syfy wychodzą że głowa mała, ale najgorzej że nie mam siły, zasobów i możliwości by to naprostować (ojciec tyran, który przepisał na mnie dom i małą firmę gdy bankrutował, nic nie robi sobie z tego że najpiekniejsze lata życia spędziłem w sądach, rpokuraturach i przed komornikami grając "szefa firmy", teraz uznaje to wszystko za normę, do tego nie mam pracy bo nie mogę żadnej utrzymać i mieszkam z nimi). Takie coś że dowieduję się przyjrych i smutnych rzeczy (typu "matka ode mnie wymagała i była niedostępna, więc traktowałem pracę jak matkę, zabiegajac o jej względy-> wypalenie, albo ojciec nie uznaje mnie za równego sobie i czuję się "nieuznany" niemęski). To są rzeczy przykre ale co ja mam z nimi zrobić??? Jest tylko przykro, a nic mi ta wiedza nie daje, przeciez nie powiem matce że jest taka i taka, nie powiem ojcu "wypier...". Jak mnie kolezanka mamy spytała ostatnio tak o w dobrej wierze "cooo Walter, nie żenisz się ?" (mam 30 lat) to miałem ochotę powiedzieć "no a kiedy się miałem ożenić, gdy latałem i po zajęciach na uczelni udawałem szefa firmy? Czy z córka prokuratora?" A moze wtedy gdy rypałem na dwa etaty? I razem z pierścionkiem dawać intercyze do podpisu, bo bedzie chciała położyć łapę na domu?" ale oczywiście byłem grzeczny i miło odpowiedziałem. Takie życie człowieka, co nosił pelerynę supermena. Jestem jak cholerny Klark Kent, supermen uznawany za ciapę w codziennym życiu, a nikt nie wie, że lata, ratuje itp. Ya yebie
  15. Źle, codzienne myśli samobójcze (spoko, bez prób realizacji), nienawiść, smutek, złość na zmianę z otępieniem takim podobnym jak przed kawą, ale kawa nie pomaga, trzeba mi nieraz mówić dwa razy. Odraza do lekarzy, nawet mojego terapeuty zaczynam się bać, czuje się jakby mi namącił w głowie...
×