Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

Jak czytam Wasze posty to jestem pewna, że do wszystkich moich problemów- fobii społecznej, uzaleznien, depresji, sklonnosci do urojeń dochodzi jeszcze borderline. Czy to możliwe aby jedna osoba miała tyle chorób ?? :(

 

Nie powinnaś diagnozować się sama. Najlepiej poczekaj na diagnozę swojego lekarza, jeśli chodzisz.

 

Jeszcze jedno pytanie do osób z borderline: Jak u Was jest ze związkami? Są w miarę stabilne czy też odczuwacie takie... nie wiem, jak to określić. Wahania uczuć? Typu najpierw jest super, świetnie, a później nagle zaczynacie nienawidzić tę osobę albo jesteście przesadnie podejrzliwi i zazdrości jeśli chodzi o relacje z innymi ludźmi?

 

Pytam dlatego, że zastanawia mnie to, sama mam większość objawów borderline.

Myślicie, że gdybym rzeczywiście mogła mieć takie zaburzenie, mój psychoterapeuta by to zauważył i wysłał mnie do psychiatry?

Jak to z Wami było? Od razu byłyście pewne, co Wam jest, czy dopiero psycholog Was gdzieś skierował, a może było zupełnie inaczej?

 

Oczywiście niech odpowiedzą tylko osoby, które chcą o tym mówić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak u Was jest ze związkami? Są w miarę stabilne czy też odczuwacie takie... nie wiem, jak to określić. Wahania uczuć? Typu najpierw jest super, świetnie, a później nagle zaczynacie nienawidzić tę osobę albo jesteście przesadnie podejrzliwi i zazdrości jeśli chodzi o relacje z innymi ludźmi?

U mnie jest dość stabilnie. Uważam, że wyrozumiały partner i dużo rozmawiania o tym co się czuje może dać dobre efekty. Ale to też na pewno zasługa mojej pracy i terapii. Ale za to kontakty z innymi ludźmi są u mnie średnie.

Jak to z Wami było? Od razu byłyście pewne, co Wam jest, czy dopiero psycholog Was gdzieś skierował, a może było zupełnie inaczej?

Ja byłam pewna, że mam borderline. Potem zdiagnozował mnie terapeuta i wyszło między innymi że mam borderline. Jednak staram się nie utożsamiać z tą diagnozą. Może też dlatego, że radzę sobie trochę lepiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

lucy niestety ale to jest mozliwe, sam jestem na to dowodem. Jeden wielki koszmar,ciągła bezradność, poczucie bezsilności, w głowie burza myśli przypominająca ogromny supeł. Brak koncetracji, problemy z pamięcią. Trudności w podejmowaniu decyzji i strach czasami nawet przed najbliższymi wynikający z poczucia braku akceptacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć wszystkim!

Głupio tak wcinać mi się w środek rozmowy, ale moje rozmyślenia tak mnie przytłaczają, że mimo wczorajszej wizyty u terapeuty, muszę kogoś spytać o poradę.

W skrócie: choruję na depresję i nerwicę lękową. Leki trochę działają, na pewno jest poprawa. W każdym razie w ostatnich tygodniach pojawiały się bardzo gwałtowne wybuchy uczuć. Ktoś w miejscu publicznym podniósł na mnie głos, nie było żadnej awantury ani nic, a ja od razu zaczęłam płakać. I nie mogłam się uspokoić. Po prostu racjonalne myślenie zostało wyłączone, a łzy lały się strumieniami. Kolejna sytuacja - z głupiego powodu poczułam się odrzucona i trochę zazdrosna. Wprowadziło mnie to w stan tak wielkiego gniewu, że mogłam się wyżyć jedynie poprzez wyżalenie się komuś sms-em. Mało by brakowało, a pewnie znowu zaczęłyby się szlochy.

Ale teraz najlepsze. Bezpodstawnie zostałam skrytykowana i w pewnym stopniu obrażona. Długo by tłumaczyć tę sytuację, w każdym razie nie jestem zadowolona ze swojej reakcji. Osoba podniosła na mnie głos, a ja dalej wdałam się z nią w dyskusję. Nie obrażałam nikogo, ale też nie do końca pamiętam, co w ogóle powiedziałam. Po prostu sie broniłam "nie życzę sobie, proszę mnie nie obrażać" itd. Ale byłam zupełnie otumaniona tą sytuacją. Po konfrontacji znowu zaczęłam płakać. Nie obchodził mnie otaczający mnie świat, pełno ludzi, ulica, świadkowie. Tak jakbym oderwała się od rzeczywistości. Poniosło mnie. Całkowicie.

 

Wg lekarza mam taki typ stereotypowego niezrównanie wrażliwego romantyka, który nie oddziela sfery "tworzenia" od normalnego życia. Szaleństwo twórcze podkręca skok adrenaliny i zaczynam łamać granice. Zaczynam zachowywać się buntowniczo, choć z drugiej strony pragnę akceptacji, kogoś, kto będzie mnie wprost ubóstwiał. Mam syndrom jakiejś gwiazdy, która chce zmieniać świat i pakuje się przez to w kłopoty, a przede wszystkim - rani samą siebie.

Moje postawy są całkowicie rozchwiane i w końcu powinnam coś wybrać, bo całkowicie zwariuję. A momentami już się czuję, jakbym zwariowała.

 

Czasem widzę w sobie tę niezwykłość, wiem, że jest ona darem, którego nie da się podrobić, że ta nadwrażliwość emocjonalna towarzyszyła tym, którzy dużo osiągnęli. Ale co po osiągnięciach, gdy ja zaczynam tracić kontrolę.

 

Nie wiem, o co chodzi. Analizowałam wszystkie możliwe rodzaje manii, hipomanii. Zastanawiałam się w kwestii depresji dwubiegunowej. Ale nie wiem, może są to zaburzenia osobowości. Lekarz nie rzuca nazwami raczej, bo nie chce generalizować, ale ja nie zachowuję się normalnie. Czasem myślę, że ten świat po prostu nie jest miejscem dla mnie. Bo ja nigdy nie będę potrafiła się dopasować. :hide:

 

Czy ktoś może czuł się podobnie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem czy dobrze zrozumiałam. Czy to po włączeniu lekow antydepresyjnych zrobilas się taka emocjonalna? Bo ja np. wlasnie od momentu gdy leki zaczęły dzialac i depresja znikla, zaczelam uzewnetrzniac swoje emocje, głębiej i boleśniej czuc.Podobnie jak Ty to opisujesz, wykłócanie się z ludzmi, nie panowanie nad sobą kompletnie, tak ze wlasnie po czasie nie wiedziałam co mowilam.

 

Czy masz zdiagnozowane borderline?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trudno mi ocenić, ale można tak powiedzieć. Tzn. mam wrażenie, że depresja dodała mi bezsilności. Zawsze miałam w sobie coś z buntownika, a wtedy wszystko przestało mnie obchodzić i najchętniej siedziałabym w pokoju cały dzień. Nie mogę powiedzieć,że pokonałam depresję. Jestem pod wpływem silnych leków. A do tego do stanu stabilnego nadal sporo mi brakuje, ale w pamięcią nawet nie chcę wracać do odczuć z czasów przed podjęciem leczenia.

 

No, w każdym razie te wybuchy emocji są znacznie gwałtowniejsze i silniejsze. Nie płaczę już "bez powodu", z poczucia beznadziei jak to było wcześniej. Ale kiedy nadejdzie jakiś (wg mnie) racjonalny powód do smutku, to od środka mnie rozdziera. Tak jakbym czuła wprost fizyczny ból. Ja to wyobrażam sobie metaforycznie. Jakby powłoczka, którą tworzą wokół mnie antydepresanty, została w jednym punkcie przedziurawiona i przez ten mały otworek ukradkiem i niespodziewanie zaczęły wydostawać się te negatywne uczucia, wszystkie zebrane wcześniej, na raz.

 

Przed chwilą znowu płakałam, bo ktoś podniósł na mnie głos. Mimo że wcześniej czułam się dobrze. W stanie wcześniejszym do końca dnia mogłabym płakać. Teraz tak nie jest, uspokajam się, ale wybuch jest bardzo bolesny i nie do okiełznania.

 

Nie mam stwierdzonego borderline, ale to też nie jest tak, że wcześniejsze diagnozy były postawione wprost. Moja terapeutka na wstępie powiedziała, że nie chce mnie szufladkować, bo to do niczego nie prowadzi. Ale między słowami czy podczas wizyt u psychiatry okazało się, że mam depresję, nerwicę lękową i fobię społeczną. Do tego po prostu określono moją osobowość jako bardzo artystyczną. Tyle. Więc sama nie wiem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam z kolei inne pytanie. Skierowane do osob, które, chodzą na terapie i mają borderline typ impulsywny.

Wiem, ze osoba z borderem wciąż czuje się odrzucona przez to ma pretensje do ludzi, ze nie traktują jej w sposób wyjątkowy. Przez te wygorowane wymagania wciąż wszczynam awantury, ze ktoś mnie w moim przekonaniu "olał".

Rozumiem, ze najważniejsze jest przestać dzialac w emocjach, jak to mają typy impulsywne. To tez staram się robic. Ale jak odroznic wyimaginowane lekceważenie z czyjejś strony od realnego??

Dzis miałam taką sytuację.

Zaczelo się w niedzielę, ponieważ w piątek mój psychiatra stwierzdzil, ze prawdopodobnie mam bordera i zalecil terapie, dlatego napisałam sms do kolegi. Kolega ten chodzi do psychologa, tego do którego ja tez mam chodzic. Pytalam jaka jest ta psycholog, czy jest kompetentne i czy w ogole jest tez terapeuta. Mija z 8 godzin gość nie odpisuje. Złapalam wkurwa , bo widze sms dochodzą wiec telefon ma wlączony. Udalo mi się powstrzymać złość i napisałam zartoblwie " Możesz odpisac jeszcze w tym roku:) to dla mnie ważne, pliiiiiiiis" Znowu cisza. Dzis rano stwierdziłam, ze to nie jest moja imaginacja tylko chamstwo na które należy zareagować. Rozwazylam to na chłodno i pisze mu. " Dzięki za pomoc, P.erdol się"

 

Czy ktoś może ocenic moją reakcje. kiedys po pól godzinie nieodpisywania gość dostalby wiązanke.

tym razem jednak się powstrzymałam, ale być może to co zrobiłam tez jest przesadną reakcją.

Nic już nie wiem, jak mam zyc, co robic.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hej kochana! :) no w końcu idziesz na terapię, gratuluję i mam nadzieję, że to początek drogi ku lepszemu.

Może to właśnie przez zaburzenia osobowości brała się ta depresja i lęki.

 

Co do olewania, cóż, chyba najważniejsze jest pytanie czy sprawa jest warta tego by się złościć.

Jak to mówi moja terapeutka: zastanów się co Ci to robi? a robi wiele: psuje humor, samoocenę, drobna iskierka w postaci braku odpowiedzi na SMS nakręca emocjonalną spiralę itp.

 

ja czasem też nie odpisywałam na SMSy, nawet bardzo ważne i bardzo bliskim osobom kiedy byłam pogrążona w depresji, nie dlatego, że mi na nich nie zależało, olewałam sobie czy coś: po prostu to był wysiłek którego nie byłam w stanie podjąć. Może kolega teraz też tak ma?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki Dream za odpowiedz.

Chodzi o to, ze ten mój kolega leczy się z uzależnienia i nie ma depresji. Zawsze tryska energią i humorem. Gdyby miał jakies zaburzenia psychiczne to bym to zrozumiała.

Muszę się po prostu pogodzić z tym, ze są ludzie, którzy maja gdzies znajomych i ich troski. Tak już po prostu jest i trzeba to zaakceptować,prawda?

Wkurza mnie tylko, ze tak mnie wyprowadza z równowagi taki drobiazg.

Ale mam nadzieje, ze wlasnie dzięki terapii zapanuję nad tym ciaglym poczuciem odrzucenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mógłbym chyba napisać niesamowicie dużo..... ..mógłbym tylko muszę wrócić na tamto" siedzenie .........

Terapia Lucy to jakieś "święte' słowo wg. ciebie ?

 

....a z tym 'olewaniem ...to miałem tak mocno puki do szkół chodziłem ...albo nie ,miałem tak wobec ludzi tylko w podstawówce ...potem nauczyłem się mieć wyjebane ......

 

Dziś nad tym" panuję ...na tyle by się psychicznie nie męczyć zadając sobie głupie pytania typu dlaczego.... pierdole to mimo bólu którego już chyba nauczyłem się nie czuć ....może zrozumiałem wolność każdej jednostki i jej wolną wolę poprzez swój pryzmat ?

 

jak mogę mieć do kogokolwiek pretensje o to ,że ma wyjebane kiedy sam u siebie to zachowanie dostrzegłem ? ....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Makabra - ....to tylko wrażenie ? ...może nie tyle... ..potrzeba z ludźmi co akurat z tą' jedną osobą ? ....mi bycie w związku pomogło niesamowicie w tym by BL mnie nie zabiło.....

 

Sama już nie wiem... Chciałabym mieć faceta, ale nikt mnie nie chce, bo jestem zbyt beznadziejna :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Brak znajomych świadczy o tym ,że trafiałaś na ludzi z którymi miałaś - nic wspólnego ? ....Ja mam 3dobrych znajomych ,więcej nie potrzebuję a raczej to sam się ich pozbyłem bo w większości to byli tępaki bez jakichkolwiek uczuć i ...zainteresowań moich.

O kobietach nie piszę bo nie mam koleżanek 'też ...nigdy nie były mi potrzebne ....wolałem partnerkę - to tak ironicznie mówię;

Z kolei sam na siebie kiedyś nie mogłem się patrzyć ,czułem się jak pasztet jakiś kosmita z swoim światem wśród szkolnych znajomości.

No i długa droga za mną ......

 

Głowa do góry :D:idea: bo to się skończy wiesz.... chcesz tego ? pragniesz ? to się stanie nawet jeśli teraz marudzisz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Najgorzej, gdy trafisz na domorosłego psychologa, co to wszystkie rozumy zjadł, z wyjątkiem swojego, i on cię bedzie diagnozował. Niestety, jest wiele kilkudniowych pseudokursów i pseudoszkoleń (słono płatnych), prowadzonych przez przypadkowe osoby, po których rośnie rzesza takich pseudopsychologów i pseudoterapeutów, których prowadzący kursy nazywają coachami. Jeżeli trafisz na takiego "terapeutę", masz zagwarantowany poważny rozstrój nerwowy i co najmniej kilka chorób psychicznych - już tych realnych, nie wysaanych z palca coacha. Ja miałem yę wątpliwą przyjemność być pod wpływem takiego niedouczonego coacha. Początkowo ufałem bezgranicznie w to :szukam: co mi mówi. A była to zwykła manipulacja, majaca na celu doprowadzenie mnie do sytuacji, w której ta osoba stanie się dla mnie bogiem. I o mało to nie nastąpiło. Wczoraj zerwałam z nią kontakty. Choć jestem przekonany, że straciłem tym krokiem wszystko, to gdzieś w podświadomości czuję, że jednak uratowałem siebie i z czasem powrócę do normalnego świata, do normalnego reagowania na wydarzenia itp. Być może właśnie trzeba stracić wszystko - milość, majątek, szacunek do siebie, aby odbić się od dna i poszybować ku niebiosom.

 

Obudzilem się dziś z przekonaniem, że najlepij byłoby się nie budzić. Zasnąć i spać będąc w błogostanie, w nieświadomości tego co, było, co jest i co będzie. Przez godzinę leżałem w bezruchu, bezmyślnie patrząc na plamy na suficie. Potem zacząłem obmyślać, jak się na tej osobie (ktora stala mi się bardzo bliska) wziąć odwet za to, co mi zrobiła. W końcu przypomniałem sobie, że podobno problem przestaje byc problemem, gdy się go zapisze i opisze. Więc to robię. Nie wiem, czy to jest dobre rozwiązanie, wiem że jakieś jest. Z drugiej strony - czy krzywdą, nawet w imię sprawiedliwości, zadaną takiej osobie, poprawię sobie humor? Wszak zemsta jest podobno rozkoszą bogów. Ale ja nie jestem bogiem!!! Palę papierosa za papierosem, to mi trochę uspakaja nerwy. Ale co dalej??? Nie ufam psychologom - nie mam żadnej gwarancji, że to, co na swoich stronach piszą, jest prawdą o ich wiedzy i kompetencjach. Wim, że jedyną prawdą na ich stronach może być cena za ich usługi. Co więc robić???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie ufam psychologom - nie mam żadnej gwarancji, że to, co na swoich stronach piszą, jest prawdą o ich wiedzy i kompetencjach. Wim, że jedyną prawdą na ich stronach może być cena za ich usługi. Co więc robić???

Cześć Ryszard, wiem, jak można się czuć po doświadczeniu "terapii" z niekompetentnym 'psychoterapeutą' i nie dziwię się, że Twoje zaufanie do tej formy pomocy zostało poważnie podburzone... Rozumiem, bo przeżyłam to na własnej skórze :(

Co do kompetencji - każdy profesjonalny (!) terapeuta, mający szacunek do pacjenta, zapytany o nie, bez problemu pokaże Ci swoje certyfikaty o kursach psychoterapii oraz zaświadczenie o własnej superwizji i takie zainteresowanie pacjenta uzna za poważne podejście do swojego leczenia. Jeśli na taką prośbę terapeuta będzie robił jakieś niemiłe uwagi i uniki, ja bym uciekała. Te certyfikaty są gwarancją na to, że dany człowiek nie jest samozwańczym lekarzem dusz. Są też początkujący terapeuci w trakcie szkolenia - tu certyfikatów nie będzie, ale mogą dać zaświadczenie o uczestnictwie w takim szkoleniu. Jeśli wytłumaczysz, dlaczego to dla Ciebie tak ważne i jakie masz wcześniejsze doświadczenie, to dobry psycholog podejdzie do tego bezproblemowo i z szacunkiem. Poza tym warto przejrzeć opinie o danym psychoterapeucie na różnych forach i stronach (portal znanylekarz.pl raczej odradzam, bo tam czasem kasują negatywne komentarze). I pytanie, czego oczekujesz od pracy z terapeutą, bo formy pomocy są różne. Z tego, co zrozumiałam, Ty byłeś o coucha a nie psychoterapeuty i babka raczej Ci mówiła, co robić, radziła, tak? Ja chodzę na terapię psychodynamiczną i jest ona niedyrektywna tzn. terapeutka nie mówi mi, jak żyć, nie daje rad, zadań domowych, nie wydaje sądów moralnych i ocen, itd. Raczej pomaga mi w tym, abym sama się uczyła stanowić o sobie, rozumieć siebie, radzić sobie z moimi emocjami. Więc może być i tak:) Oczywiście wiem, że nie każdemu taki rodzaj terapii odpowiada.

 

-- 18 paź 2014, 11:14 --

 

Brak znajomych świadczy o tym ,że trafiałaś na ludzi z którymi miałaś - nic wspólnego ?

Przy diagnozach z.o. brak znajomych wynika w dużej mierze z problemów i trudności zaburzonego, w przypadku bpd jak wiadomo z lęku przed bliskością i angażowaniem się, z odpychaniem ludzi swoją postawą, huśtawkami trudnymi do wytrzymania też i dla otoczenia, nie mówiąc już o manipulacjach, itd... i typowe jest doszukiwanie się przyczyn w otoczeniu bardziej niż w sobie;) że to inni są "nieciekawi, nie można na nich liczyć, odsuwają się "nie wiedzieć czemu". Albo się ma "pecha". Albo się stwierdza, że jest się do dupy, tak po prostu i nic z tym nie robi oprócz pogrążania się w beznadziei.

Znane z autopsji..;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzis rano stwierdziłam, ze to nie jest moja imaginacja tylko chamstwo na które należy zareagować. Rozwazylam to na chłodno i pisze mu. " Dzięki za pomoc, P.erdol się"

Czy ktoś może ocenic moją reakcje.

Prosisz o ocenę, więc piszę o mojej. To Twoja reakcja jest chamska i to bardzo. Po takim smsie i akcji nie chciałabym mieć żadnego kontaktu z taką znajomą, która mnie najpierw ponagla, a nim dzień nie minie pisze, abym się pierdoliła. No bez przesady.. Ja tu widzę ogromny egocentryzm - Ty masz potrzebę, zadajesz pytanie i zakładasz, że druga osoba ma obowiązek odpisać Ci i to jak najszybciej. A nie ma. Dodatkowo jak nie odpisuje 8 godzin to nie pomyślisz, że np. śpi, albo że ma dołka i nie może zebrać myśli, żeby odpisać, albo zastanawia się, co napisać o jego psycholog (może akurat jest na nią zły czy coś), albo po ludzku (!) zapomniał, bo ma coś na głowie, albo widzi się właśnie ze znajomymi, albo nie ma kasy na koncie, albo uznaje, że nie jest to bardzo pilne na już i teraz i odpowie później, aby nie robić tego na odczepnego, a poza tym masz świadomość, że i on jest zaburzony=uzależniony, więc możliwe, że nie potrafi pomyśleć tj. i Ty, jak się może czuć druga osoba z nieodpisywaniem, a nie że specjalnie po chamsku nie odpisuje. Albo ma Cię po prostu dość (jeśli takie odzywki to u Ciebie standard, to się nie dziwię) lub nie jesteś dla niego na tyle bliska, jak Tobie się wydaje. Opcji jest dużo, ale charakterystyczne dla Twojego podejścia jest kompletne nie branie pod uwagę perspektywy drugiej osoby i uznawanie nie odpisania na sms jako wielkie przewinienie. Też tak kiedyś miałam. A ludzie są tylko ludźmi. To jest w Twoim interesie, więc po jakimś czasie kulturalnie mogłabyś zadzwonić i zapytać najpierw co tam u kolegi słychać, a potem dowiedzieć się tego, co Cię interesuje, bez wielkiego obrażania się. I przyjąć do wiadomości, że robienie z tego wielkiego wykroczenia przeciwko sobie (zamiast po prostu lekkiej irytacji) jest borderowe, nadreaktywne. Bo jest. No i zastanowić się, czego możesz oczekiwać od tej relacji, aby uniknąć rozczarowań na przyszłość. Chodzisz na terapię?

 

-- 18 paź 2014, 11:43 --

 

diagnozy no są ,tylko jak komuś wygodnie w szufladce cóż.

A innym wygodniej "poza szufladkami", nie przyjmując do wiadomości, że ma się zaburzenie i wiele do naprawy..

W szufladce można się zamknąć i się nią usprawiedliwiać, to fakt, ale można też ją przejrzeć i nieco się nad sobą zastanowić, co w niej jest takiego, aby pewne rzeczy poukładać.

 

-- 18 paź 2014, 11:53 --

 

Dzis rano stwierdziłam, ze to nie jest moja imaginacja tylko chamstwo na które należy zareagować. Rozwazylam to na chłodno i pisze mu. " Dzięki za pomoc, P.erdol się"

Czy ktoś może ocenic moją reakcje.

Prosisz o ocenę, więc piszę o mojej. To Twoja reakcja jest chamska i to bardzo. Po takim smsie i akcji nie chciałabym mieć żadnego kontaktu z taką znajomą, która mnie najpierw ponagla, a nim dzień nie minie pisze, abym się pierdoliła. No bez przesady.. Ja tu widzę ogromny egocentryzm - Ty masz potrzebę, zadajesz pytanie i zakładasz, że druga osoba ma obowiązek odpisać Ci i to jak najszybciej. A nie ma. Dodatkowo jak nie odpisuje 8 godzin to nie pomyślisz, że np. śpi, albo że ma dołka i nie może zebrać myśli, żeby odpisać, albo zastanawia się, co napisać o jego psycholog (może akurat jest na nią zły czy coś), albo po ludzku (!) zapomniał, bo ma coś na głowie, albo widzi się właśnie ze znajomymi, albo nie ma kasy na koncie, albo uznaje, że nie jest to bardzo pilne na już i teraz i odpowie później, aby nie robić tego na odczepnego, a poza tym masz świadomość, że i on jest zaburzony=uzależniony, więc możliwe, że nie potrafi pomyśleć tj. i Ty, jak się może czuć druga osoba z nieodpisywaniem, a nie że specjalnie po chamsku nie odpisuje. Albo ma Cię po prostu dość (jeśli takie odzywki to u Ciebie standard, to się nie dziwię) lub nie jesteś dla niego na tyle bliska, jak Tobie się wydaje. Opcji jest dużo, ale charakterystyczne dla Twojego podejścia jest kompletne nie branie pod uwagę perspektywy drugiej osoby i uznawanie nie odpisania na sms jako wielkie przewinienie. Też tak kiedyś miałam. A ludzie są tylko ludźmi. To jest w Twoim interesie, więc po jakimś czasie kulturalnie mogłabyś zadzwonić i zapytać najpierw co tam u kolegi słychać, a potem dowiedzieć się tego, co Cię interesuje, bez wielkiego obrażania się. I przyjąć do wiadomości, że robienie z tego wielkiego wykroczenia przeciwko sobie (zamiast po prostu lekkiej irytacji) jest borderowe, nadreaktywne. Bo jest. No i zastanowić się, czego możesz oczekiwać od tej relacji, aby uniknąć rozczarowań na przyszłość. Chodzisz na terapię? Widać, że często musiałaś doświadczać odrzucenia, pewnie od ważnych osób, skoro tak silnie takie sytuacje przeżywasz... Wiem, jak to męczące..

-- 18 paź 2014, 11:43 --

 

diagnozy no są ,tylko jak komuś wygodnie w szufladce cóż.

A innym wygodniej "poza szufladkami", nie przyjmując do wiadomości, że ma się zaburzenie i wiele do naprawy..

W szufladce można się zamknąć i się nią usprawiedliwiać, to fakt, ale można też ją przejrzeć i nieco się nad sobą zastanowić, co w niej jest takiego, aby pewne rzeczy poukładać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Choć jestem przekonany, że straciłem tym krokiem wszystko, to gdzieś w podświadomości czuję, że jednak uratowałem siebie i z czasem powrócę do normalnego świata

 

 

Czemu uważasz, ze straciles wszystko? W jakim sensie?

 

Wszystko, bliską osobę, pieniądze głupio wydawane, zaufanie dla ludzi, radość, nadzieję na wspaniałą przyszłość, miłość, być może także kawłek własneho EGO.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×