Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

chojrakowa

Użytkownik
  • Zawartość

    7684
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. @Heledore dzieje się, jak zwykle. A u Ciebie lepiej mówisz? Masz takie przyjemne poczucie, że wszystko się jakoś ułoży i możesz głębiej odetchnąć? Pytam, bo sama w takich chwilach tak mam i to najprzyjemniejsze momenty ever. Teraz poniekąd też to czuję. No wypoczęłam średnio, przynajmniej w lesie, cztery ostatnie dni spędziłam z moim P i było lepiej. Budujemy coś razem i zaczynam ufać, cieszyć się tym i karmić. Dzisiaj mam słaby wieczór, ale jestem zmęczona, przed okresem i przeziębiona więc mam chyba do tego prawo. Nawet pisać mi się niespecjalnie chce.
  2. @shira123 Jacobson mówisz... U mnie bardziej "łyk żołądkowej to obowiązkowe", albo "sto poproszę i tracę wątek" Nie no trzeba się ogarnąć, ale xanaxu nie chcę a wytwarzam takie napięcie, że starczyłoby spokojnie dla małego miasta... I nie wiem jak to ugryźć.
  3. @Heledore dzięki za troskę, u mnie przewroty. Już wspominałam ostatnio, że jakoś tak mam, że zawsze u mnie dzieje się jakieś COŚ, co wytrąca mnie z równowagi, albo jakoś nadmiernie wszystko odczuwam i tak analizuje życie, żeby się przypadkiem nie zorientować, że o żadnej równowadze nigdy nie było mowy. Siedzę od tygodnia u mamy w lesie, na końcu świata i przyjechałam tu się zresetować i odpocząć. Ale tu trzeci świat, szpitale, napinka, choroby, problemy, trawie to a to trawi mnie. Relaks marny, wina niczyja. Mam też zamieszanie w życiu osobistym, bo zaangażowałam się nie na żarty, co oczywiscie w przypadku ludzi z takim lekiem przed bliskością jak mój okupione jest srogo. Ale idę w to, chce wierzyć, że się uda, chce wierzyć że nawet jak na dobre posmakuje mojego zepsucia nadal będzie mnie chciał. Obawiam się tez, że czas najwyższy zakończyć relacje terapeutyczna, która trwa od lat i wcale nie jest mi z tym ok. Będę się rozglądać za kimś innym i brać za robotę znów, ale to dla mnie strata i tak. Mam sporo problemów ze sobą, swoimi emocjami i tym wszystkim co się dokoła mnie dzieje, ale też jakąś odrobinę nadziei, że dam radę i tak, cokolwiek miałoby to nie znaczyć. @shira123 a nie mówiłam, że dzieci to dramat? Co to za rozjazd, skąd to? Przeginasz z benzo czy jak, skąd ta krzywa faza i dół?
  4. W trakcie jakich zjazdów? Ja wczoraj byłam jedną wielką destrukcyjną myślą. Dzisiaj też niemrawo, nadal szukam przyczyny.
  5. Jest tu kto? Miałam zupełnie spokojny poranek, który zwiastował dobry dzień. Generalnie całe dzisiaj z wyłączeniem wieczoru można zaliczyć do udanych. Wieczór natomiast jest dramatyczny, najpierw paranoja z jedzeniem, teraz głęboka niechęć do wszystkiego i wszystkich. Jakkolwiek źle to nie zabrzmi, mam ochotę zrobić sobie dobrze. Najlepiej jak się da, i najlepiej JUŻ w tym momencie. Do tego stopnia, że z rozrzewnieniem wspominam czasy, kiedy non stop chodziłam pokreślona, a moje życie toczyło się na wysokich obrotach od zjazdu do zjazdu. Było lżej. Z perspektywy dzisiejszego wieczoru wszystko wtedy wydawało mi się zupełnie lepsze niż to, co mam teraz. Nie potrafię znaleźć logicznej (ani mniej) przyczyny mojego aktualnego samopoczucia i mam nadzieję, że rano będzie chociaż inaczej.
  6. @Carica Milica uuu trzymam kciuki, co to za miejsce? Coś fajnego, w sensie: jarasz się czy takie bardziej na przeczekanie? Ja mam dobre i złe dni. Chociaż dni, to chyba za dużo powiedziane, przestrzeń czasu zbyt rozciągła w porównaniu z ulotnością moich stanów. W każdym razie: bez dramatu i depresji, więc do wytrzymania. Tylko intensywnie zawsze, jak napięcie to wkruw, jak smutek to rozpacz, na radość i podnietę z niej płynącą nie śmiem narzekać, więc chyba taki pakiet border comfort plus. Mam stresujący moment w życiu (tak piszę, jakby to było jakieś wyjątkowe, a w rzeczywistości odnoszę wrażenie, że moje całe życie to kompilacja trudnych momentów z tym, że różnią się one rodzajem, w ramach urozmaicenia najpewniej) ale radzę sobie jak mogę wszystkimi znanymi mi - poprawnymi - metodami. Trochę zachodu przy tym jest, nie powiem, ale zdaje się, że na razie działa.
  7. @Carica Milica hehe rozumiem doskonale Tak czy inaczej, z niecierpliwością czekam na info. @Heledore pisz na bieżąco robaczku trzymam kciuki @shira123 wszystko przed Tobą myślę, jeśli tylko będziesz tego chciała. Ja aktualnie też uprawiam szeroko pojęte singielstwo, i wcale nie narzekam z tego powodu. Inna sprawa, że u mnie raczej jest ruch w interesie (jak mawia moja terapeutka ) ale to generalnie emocjonalnie wyczerpująca sprawa. Ja dzisiaj miałam wolne, sama z sobą, wytrzymałam. Mogłabym nawet ostrożnie powiedzieć, że było nawet spoko.
  8. @shira123 słabe radzenie sobie ze stresem to zdecydowanie nazbyt łagodne i ogólnikowe określenie mojej sytuacji Jak byłam wychowywana? Na pewno nie pod kloszem, byłam samotnym, wyizolowanym od rówieśników dzieckiem, które usilnie starało się spełniać oczekiwania rodziców, bo na wszystko trzeba zasłużyć. Matka zimna, wymagająca i nieobecna, ojciec alkoholik i ja pośrodku tego piedrolnika. Jak tak siebie czasem czytam to się w duchu uśmiecham z myślą, że jestem dramatycznie sterapeutyzowanym osobnikiem, i chwała w sumie. Miałam ciężki dzień. @Heledore @Carica Milica odbiór
  9. @Heledore dzięki za troskę, zaliczone na 4, brawo ja. A wracając do tematu Twojej diagnozy: czy bunt to nie przypadkiem część procesu? Bo ja myślę, że tak, i jak dobrze tym pokierować, to można dotrzeć do akceptacji, tylko często przydatna jest jednak pomoc z zewnątrz. @shira123 chyba za wcześnie na gratulacje, bo sobie pofolgowałam w międzyczasie, chociaż generalnie nie wydaje mi się, żeby to było coś złego przynajmniej póki nie sprawia problemu, nie jest nawykowe, nałogowe albo nie zawala się przez to spraw. Ja sobie żyję, w sumie nawet pomyślnie, ale mój stopień napięcia - maskara. Dopóki nastrój mam up i nic takiego się nie dzieje, to easy, uwielbiam ten stan. Biegam, gadam, załatwiam, działam, nie chce mi się jeść, jestem zadowolona i pełna życia. Sprawy się jednak komplikują, jeśli pojawia się chociaż minimalny bodziec negatywny - ktoś mnie zirytuje, zawiedzie, zrani, czymś się zmartwię i OGIEŃ, albo reakcja impulsywna tak, że nie mam nad tym kontroli, napięcie mnie blokuje do tego stopnia, że nie mogę zrobić nic innego niż to rozładować - najczęściej wysiłkiem. Może to kwestia ogólnego zestresowania (kłopotów mi nie brakuje) ale AŻ TAK? I martwi mnie to nieco i zastanawia, więc w na piątek umówiłam się z moją terapeutką, może ona coś ogarnia bardziej niż ja. W relacjach znowu dziwne rzeczy mi się dzieją, nie może być chyba spokojnie...
  10. @Heledore a korzystasz z pomocy terapeuty? Jak nie to czas wielki, uważam, że to zupełnie normalne, że nie możesz się odnaleźć po zmianie diagnozy, skoro jest powodem Twoich problemów a więc chcąc nie chcąc w jakiś sposób się identyfikujesz (z nią i innymi powiedzmy - chorymi) i musisz nauczyć się jak sobie z nią radzić. A to wszystko procesy. I ja w ogóle myślę, że jeśli chodzi o zaburzenia to "lepsze" takie, z którym umiemy się obchodzić, po prostu. @shira123 a tu przed Tobą weekend pełen wrażeń, co? Piąteczka Ja dziś byłam lekko w szoku po tym, jak wczoraj tragicznie spaskudziła mój nastrój i wyprowadziła mnie z równowagi moja współlokatorka. Jak listek na wietrze, a przecież żaden ze mnie kruwa listek. Dzisiaj wszystko wróciło do normy. Lepiej - miałam niecny plan na wieczór związany z konsumpcją substancji psychoaktywnych (ale pięknie ujęte ) i zrezygnowałam z niego na rzecz dobrego samopoczucia via spełnianie obowiązków&pomyślunek. Taka jestem grzeczna i mądra. Inna sprawa, że to raczej przełożenie terminu niż zupełna rezygnacja, ale i tak punkt dla mnie za samokontrolę. Btw - czy wiecie jakie to uczucie uczyć się cały tydzień na egzamin, a potem w wieczór przed zorientować się, że przerabiało się materiał z ćwiczeń, który oczywiście nie pokrywa się z zakresem materiału wykładów - a więc egzaminu również? Ja się dziś dowiedziałam, nie polecam. Trzymajcie za mnie jutro kciuki, ja za Was cały czas.
  11. Up, po 24h melduję, że zostałam wytrącona z równowagi i to tak skutecznie, że najpierw rozbolał mnie grzbiet, potem olałam naukę bo nie wiedziałam co czytam, a teraz zakończyłam wieczór xanaxem. Skrajność, my love.
  12. @Heledore prawdopodobnie spontan - podobno wszystko jest stanem umysłu, a u mnie sprawdza się to jak jakaś złota życiowa mantra, co oczywiście sprawia, że konkretne zobowiązania i długoterminowe plany są poniekąd poza moim zasięgiem
  13. @Heledore norma to słowo klucz. Obok niego bym postawiła równowagę, harmonię, ciągłość i sens. Nieważne co cię morzy, ważne jak temu przeciwdziałać i jak z tym żyć w jak największym komforcie. Co myślisz o tej hipotezie, o której mówił lekarz? Dawaj znać na bieżąco co u Ciebie słychać, ja trzymam kciuki i zawsze chętnie posłucham. @shira123 zaaaaaazdroszczę wyjazdu. Ja do lasu do mojej matki i moich psów jadę za miesiąc i odliczam dni jakbym leciała co najmniej na all inclusive w jakieś egzotyczne miejsce. Wyciszysz się i odpoczniesz, brzmi super. No i brawo ty za ten dzień - mnie też nic tak nie dodaje skrzydeł, jak świadomość, że dałam radę, level up, mission complete. I między innymi dlatego mam plan jutro jechać przed pracą i zrobić badania krwi, bo odkładam już długo, a mój organizm dostaje w kość, więc mam nadzieję, że nie wybiorę spania do 10. Pierwszy raz od długiego czasu jestem zmęczona fizycznie bardziej niż psychicznie i mam nadzieję, że to zwiastuje dobry sen, bo męczy mnie znów jakaś gonitwa myśli kiedy kładę się do łóżka, która oczywiście sprawia, że nie śpię chooj wie do której. Poza tym naprawdę ok - gadam, załatwiam, planuję, wydaję, nabieram dystansu, czuję się bardziej osadzona w swoim życiu, relacjach, przychylniej na siebie patrzę, mam stabilniejszy, wyraźniejszy obraz własnej osoby, swoich wyborów, poglądów, wartości, celów i tak dalej. Ciekawe jak długo i jaki mam na to wpływ, ale tego nie wiem ani ja, ani myślę nikt inny. Trzymam za Was kciuki dziewczynki!
  14. @Heledore z niecierpliwością czekam na wieści. @shira123 co to za załamanie? Masz pw ode mnie. Facet mąci w moim życiu na każdym jego możliwym aspekcie. Ale przeżyję to, jak sądzę, w mniejszym lub większym komforcie, ale zamierzam to przełknąć. Mam serię niezłych dni, dużo mi się chce, planuję, wróciło to cudowne poczucie, że co by nie było - jakoś będzie i staram się go nie puszczać za wszelką cenę. Znów cieszą mnie małe rzeczy, mam energię, nie patrze w lustro z całkowitą pogardą i czuję jakieś ogólne pogodzenie z moim aktualnym położeniem życiowym. Tylko nerwy na wodze, a o to ostatnio ciężko, i spać nie mogę, znów. Ale to dobry czas i tak, aż strach mówić czy pisać, bo ulotność moich własnych stanów niezmiennie mnie zadziwia.
  15. @Heledore ale daleeeeeeeko No nie mówię nie, ale mam napięty grafik i zależy od studiów sporo
×