Cześć wszystkim, oto mój problem

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Cześć wszystkim, oto mój problem

przez July1985 03 sty 2009, 01:37
Oto moja historia.
Już od dziecka coś było ze mną nie tak, w podstawowej szkole nikt nie darzył mnie sympatią, chociaż ja starałam się ze wszystkich sił, żeby być przez innych lubianą osobą, niestety tylko byłam przez wsyzstkich odrzucana lub wykorzystywana. Na wycieczkach szkolnych nikt nie chciał byc ze mną w pokoju, byłam bardzo smutnym dzieckiem :( Cały swój wolny czas spędzałam siedząc w pokoju i odpływając w świat marzeń, podczas gdy moje koleżanki spotykały się, chodziły na randki... ja również tego bardzo chiałam, ale nikt mnie nie zapraszał. Tak bardzo chciałam, żeby ktoś się ze mną zaprzyjaźnił, ale tak nigdy się nie stało
:( Uczyłam się dużo, ale moje oceny nie były wspólmierne z wysiłkiem, jaki włożyłam w przygotowanie się do lekcji. Byłam zła na siebie, że jestem taka głupia, tępa, że mi nic nie wchodzi do głowy, że coś co innym zajmuje godzinę, mi zajmuje pół dnia. Czytałam tekst w książce nawet po raz 10, a czułam się jakbym czytała to pierwszy raz, nic z ego nie wiedziałam, nie byłam w stanie zapamiętać hmmm taki sen na jawie, ze złości na siebie potrafiłam rozwalić sobie rękę, albo bić 10X głową o ścianę. Nienawidziłam siebie tak bardzo, że często myślałam, żeby skończyć ze sobą ( w wieku 12 lat). Dla moich rodziców nauka była bardzo ważna, mam ciągle powtarzała mi, że jak nie skończę szkoły, to będę nikim. Skończyła studia na jednej z najlepszych uczelnii w Polsce, wyjechała nawet na stypendium dla 10 najlepszych studentek, a ja nie radziłam sobie nawet w podstawówce. Nie miałam złych ocen 4, 5, czasem 3 ale licząc włożony w to wysiłek, to powinnam być bardzo dobrą uczennicą, a tak nie było. Gdy zdałam kompetencje po 8 klasie, nie wiem jakim cudem, ale zdałam je najlepiej w całej szkole, myślałam, że mama mnie chociaż pochwali, a ona odrzekła, że mam doskonałe warunki, żeby się uczyć, wiec dlaczego miałoby być inaczej, dlaczego miałabym tego nie zdać z takim wynikiem i do tego dodała, że to jej zasługa, bo przepychała mnie z klasy do klasy itp.
W końcu poszłam do LO, tam również nie spotkałam bliskiej mi osoby. Byłam zagubiona, inni wyśmiewali się ze mnie itp. siedziałam w ławce z najładniejszą dziewczyną w klasie i byłam przy niej jak brzydkie kaczątko. Czułam się całkowicie przy niej zdołowana, ja byłam taka beznadziejna, brzydka, głupia nikt na mnie nie zwracał uwagi, chociaż starałam się zrobić wszystko, żeby się innym podobać. Chłopak, który mi się podobał, "szalał" za moją sąsiadką z ławki, a do mnie wydzwaniał, żebym umówiła go znim, przekonała ją, żeby z nim poszła na wesele, imprezę, byłam tak smutna, że myślałam, że sie potnę, że skończę ze sobą, gdy dzwonił znowu odnośnie tej koleżanki, to rzucałam słuchawką, a po chwili ze złości rzucałam się na podłogę i biłam z nerwów rękami i nogami o podłogę. Nienawidziłam jego, siebie, wszystkich dookoła, marzyłam o tym, żeby ktoś zamknął mnie w zakłądzie psychiatrycznym, żebym mogła sobie od wszystkich odpocząć. Moi rodzice uważali jednak, że sobie coś takiego wmówiłam i po sprawie, kiedy mówiłam, że życie jest bez sensu, to oni mówili, że nie takie jest życie, tylko ja taka jestem. W 3 klasie na imprezie u mojego kolegi poznałam chłopaka, wydawło mi się, że mu się podobam itp. w koncu cały czas to powtarzał, później były wakacje i kolejne prywatki na których sie spotykliśmy, byliśmy ze sobą, ale po jakimś czasie ten chłopak po prostu mnie olał, zostawił, nie odbierał telefonów itp. Później była studniówka, na którą nie miałam z kim pójść, dzwoniłam do tego chłopaka, żeby go zaprosić, ale on nie odpowiadał. Płakałam dzień w dzień, a rodzice wkurzali sie, że zamiast uczyć się do matury, to zajmuję się głupotami itp. wciąż straszyli mnie, że jej nie zdam itp. Później poznałam jeszcze parę innych chłoapków, którzy szaleli za mną, ale ja nie odwzajemniałam ich uczucia, stałam sie chłodna, wciąż utwierdzałam siebie w przekonaniu, że skoro oni zwrócili uwagę, na kogoś takiego jak ja, tzn. że nikt ich nie chciał i są w takiej desperacji, że zaczynają ze mną.
Zdałam maturę poszłam na studia językowe (bo matura była z dwóch jezyków) dostałam się na państwową uczelnię z listy rezerwowej, żeby po dwóch tygodniach z niej zrezygnować, bo mój poziom językowy był bardzo niski w porównaniu z resztą grupy. Dołowałam się tym, że nie mogę nadążyć z robieniem notatek, nie rozumiem tekstów puszczanych z kasety, wykładowcy patrzą na mnie jak na kompeltną idiotkę, jak na kompletne zero. Byłam tak zdołowana tym faktem, ze nie jadłam przez tydzień, a po za tym miałam koleżankę w akademiku, która mnie nie lubiła i słuchała bardzo głośno muzyki, co mnie doprowadzało do szaleństwa. Marzyłam o tym, żeby umrzeć z głodu, zabić się, ale chyba byłam zbytnim tchórzem, żeby to zrobić. Przeniosłam sie na prywatną uczelnię, tam też miałam problemy z nauką, z grupą w ogóle nie utrzymywałam żadnego kontaktu, słyszałam ich szepty, jaka jestem tępa z tego tamtego, myślałam, że zapadne sie pod ziemię, w dodatku mieszkałam z moją bardzo ładną koleżanką z liceum, która wciąż umawiała się na randki, podczas gdy ja wkuwałam, ale i tak osiągałam słabe oceny. Na II roku mieszkałam z grupką innych ludzi, byli bardzo mili i przyjaźnie nastawieni do mnie, ale ja miałam tak dużo nauki, że nie mogłam z nimi nigdy nigdzie wyjść, bo byłam taka tępa, że to coś do nauczenia, co komuś zajmowało dwie godziny mi zajmowało cały dzień, więc wszystko jasne, ale miałam taką wielką ochotę wyjść. W tym czasie miałam stałego chłopaka, ale z nim zerwałam, bo nie potrafiliśmy sie dogadać, nie rozumiał moich problemów, poza tym, denerwowało mnie u niego to, że nie zależy mu w ogóle na szkole, że nie stara się tak jak ja, że nie zależy mu nawet na tym, żeby zdać maturę, że nie czyta żadnych książek i nie ma żadnych zainteresiowań. Rozstaliśmy sie. Zdałam egzamin lic. i poszłam na 2- letnie magisterskie zaoczne no i do pracy... Praca to była totalna maskra, nawet nie chcę o tym pisać, bo brak słów. Straciłam przez nią resztki szacunku do siebie o ile w ogóle miałam do siebie choć trochę szacunku. Nie powiem, co robiłam, ale była ona związana z kierunkiem moich studiów. Gdy wracałam po niej do domu miałąm ochotę rozwalić wsyztsko obok siebie, na studiach o dziwo nie szło mi najgorzej i miałam raczej dobry kontakt z grupą, czego się w życiu nie spodziewałam. Studia mgr były dla mnie pewnego rodzaju odskocznią, lubiłam jechać na te 3 dni 200 km od domu, odpocząc o wszystkiego itp. nie myśleć o pracy, porozmawiać z oosbami z grupy. Nadeszło lato2008 byłam znów wolna, poznałam chłopaka, na początku irytował mnie swoim sposobem bycia, ale gdy poznałam go bliżej, chyba się zakochałam, a on wtedy odrzekł, że jjestem wspaniałą, bardzo ładną dziewczyną, ale nic z tego nie będzie bo jestem zbyt nerwowa, impulsywna itp. na imprezie ze znajomymi poznałam kolejnych, którzy mi się również bardzo podobali: jeden miał już dziewczynę, a tweirdził inaczej,co wyszło na jaw, gdy kiedyś znienacka napisałam do niego na g-g, a przy komputerze siedziała joan, a drugi po paru spotkaniach przyznał się, ale powiedział, że tak mu sie podobam, że chciałby sie spotykać ze mną i z nią, odeszłam z honorem. Było mi bardzo, bardzo smutno. W październiku wybrałam kolejne studia językowe, mimo, że byłam na 5-tym roku tamtych pierwszych, myślałam, ze sobie poradzę i pogodzę 2 kierunki i pracę, myliłam się, pierwsze kolokwia niezaliczone. Na początku miałam jeszcze motywację, teraz nie mam już żadnej, ponieważ poznałam dwóch chłopaków (młodszego i starszego od siebie), oboje mi sie równie bardzo podobali, wspaniale się z nimi dogadywałam, czułam się taka szczęsliwa, myśłałam, ze sięgnę gwiazd, , ale musiałam dokonać wyboru, chociaż i jednym i drugim byłam zauroczona wybrałam tego starszego, z młodszym utrzymywałam tylko kontakt mailowy. Spotykałam się z nim zawsze po zajęciach, trzymaliśmy sie za ręce, obiecał, że spędzimy Święta razem.... a teraz... a teraz odszedł bez słowa pożegnania, przecież mogł chociaż napisać, dlaczego nie chce już ze mną być, a nie tak odejść bez słowa. Zaczęłąm pisać do drugiego chłopaka, okazało się, ze poznał właśnie dziewczynę po dwóch latach samotnosci i jest bardzo szczęśliwy i zakochany.
Jestem beznadziejna, nigdy nic nie osiągnę, do nieczego nie dojdę, jestem skazana na bycie w samotności. Rezygnuję z tych drugich studiów, bo jestem w grupie najgorsza, te, na których teraz jestem- na 5-tym roku musze ukończyć i obronić tą pracę mgr, za którą się zabieram. Ale jeśli nawet ukończę te studia to i tak mnie nigdzie do pracy nie przyjmą, bo jestem taka beznadziejna, nie radzę sobie z nikim i z niczym, nawet rozmowy kwalifikacyjnej nie przejdę, bo na sam mój widok odrzucą moje cv, poza tym mój język jest słaby, są lepsi ode mnie. Nawet Sylwestra spędziłąm samotnie :((( wszyscy mnie olali.
Pewnie nawet nikt nie przeczyta tych głupot, szkoda czasu...
Julia
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
03 sty 2009, 00:13
Lokalizacja
małopolskie

Re: Cześć wszystkim, oto mój problem

Avatar użytkownika
przez Victorek 03 sty 2009, 02:23
Hmmm przede wszystkim Witaj:) Jesteśmy z tego samego rocznika :)
Przeczytałem cały twój post i powiem ci tak, nie są to żadne głupoty ale wyrzucenie z siebie tego pewnie i tak nie całego ale chociaż części gó.wna. Widać że bardzo cierpisz z powodu nie akceptacji chyba najbardziej siebie samej, a do tego częstej nietolerancji ze strony innych. Przede wszystkim jeżeli chcesz sobie sama pomóc to musisz zmienić myślenie, wiem wiem że to łatwa tylko gadka, ale nie możesz sama siebie uważać wiecznie za nieudacznika, nieważne jest to czego oczekuje twoja mama czy otoczenie, ważne jest to że jednak ukończyłaś studia, i powinnaś to robić sama dla siebie, nie dla KOGOŚ. To już jest sukces, wiem że pewnie wolałabyś sukces w innej sferze, bycia lubianą a przede wszystkim zauważaną, piszę bo wiem co czujesz całe dorastanie dla wszystkich byłem inny, niezrozumiany, samotny jak cholera a często i wyśmiewany, wżyłem 45 kilo i nie miałem za grosz pewności siebie a wszystkiego się bałem, i każdy to wykorzystywał, u mnie to mineło z różnych powodów, ale wiesz co i tak widzę teraz że to gó.wno warte jest... to całe kumpelstwo, ta miłość, ta towarzyskość, nie warto się tylko na tym skupiać bowiem wszystko co sami robimy dla siebie daje wielgachne szczęście, trzeba tylko czasem to dostrzec, a wierz mi prawdziwa miłość przyjdzie, wiem trudno w to wierzyć kiedy zawsze się było "nikim" ale przyjdzie i przyjaźń i miłość kiedy nie będziemy się tylko na tym skupiać.
Jak by ktoś chciał pogadać, szczególnie o depersonalizacji jestem na GG
Możesz wcisnąć świnię we frak ale nie powstrzymasz chrumkania :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1137
Dołączył(a)
10 wrz 2008, 13:31
Lokalizacja
Łódź

Re: Cześć wszystkim, oto mój problem

przez Dziewuszka17 03 sty 2009, 02:26
Myślę że lepiej mówić o swoich problemach (choć w rzeczywistości, prosto w oczy tego nie potrafię). Wiele rzeczy, o których napisałaś znam ze swojego życia. Muszę robić wszytsko by zadowolić innych a nie siebie, a z czasem jest za późno i zostajesz sama, bo wszyscy Ciebie olewają - tak jest u mnie ;/. Moim zdaniem całe moje życie jest zmarnowanym przeze mnie czasem, a więc gdy mówisz co Ciebie trapi robisz pewien krok do przodu. Nigdy nie zakładaj z góry, że nikt Ciebie nie wysłucha - trzeba próbować i walczyć o swoje (jeśli wogóle ma to sens, a staram się wierzyć że tak jest.... nic innego mi nie pozostało). Pozdrawiam Cię Julia i trzymaj się. Dziewuszka17
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
03 sty 2009, 01:27

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Cześć wszystkim, oto mój problem

przez July1985 03 sty 2009, 13:30
Dziękuję bardzo za to, że staracie się mi pomóc, za to, że w ogóle odpisaliście. Najgorsze jest to, że jak mam siebie postrzegać pozytywnie, spojrzeć na siebie inaczej, skoro wszyscy widzą mnie jaką beznadziejną, oderwaną od ziemi istotę. Nikt nigdy mnie za nic przez całe życie nie pochwalił, ani w szkole, ani w domu, ani na uczelnii, ani w pracy. Wszędzie wszystko robię wszystko żle, ciągle tylko słyszę kąśliwe uwagi pod moim adresem. Nie ma ani jedej rzeczy w której byłabym dobra. Chciałabym mieć kiedys obok siebie osobę, która potrafiłaby mnie dowartościować, znaleźć we mnie coś wyjątkowego, ale to marzenie, które nigdy się nie zrealizuje :((((
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
03 sty 2009, 00:13
Lokalizacja
małopolskie

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

Przeskocz do