Faceci którzy nigdy nie byli w związku i prawiczki. Szanse ?

Nic związanego z tematami 'nerwica', 'stres', 'depresja', 'psychologia' itd.
W końcu nie tylko psychologią człowiek żyje. ;)

Faceci którzy nigdy nie byli w związku i prawiczki. Szanse ?

przez inbvo 25 paź 2012, 17:09
beladin napisał(a):No to odstaw komputer, rusz dupe i zajmij się czymś! Znajdź pracę, kształć się, rób coś ze sobą. Uprawiaj sport, popracuj nad sylwetką, zadbaj o siebie. Myślisz, że mieszkanie czy samochód dostaje się w prezencie? Kobiety nie szukają bogactw tylko zaradnego faceta, który zapewni byt rodzinie.

Ciekawy jestem czy Ty chciałbyś związać się z zaniedbaną laską, nierobem, dłubiąca w nosie pesymistką, ślęczącą cały dzień przed kompem i użalającą się nad swoim losem.

obiecałem sobie że nie będę odpowiadał na takie posty. ale zrobię wyjątek. SKĄD WIESZ ŻE NIC NIE ROBIĘ? w sensie pracy itp. ZNAJDŹ MI MOJĄ WYPOWIEDŹ KTÓRA NA TO WSKAZUJE. bo pewnie po czymś to wnioskujesz.

MÓWISZ ŻE NIC NIE ROBIĘ A NIE MASZ O TYM POJĘCIA.

o pracę się staram. mam jedno miejsce gdzie się staram i to nie jest złe miejsce. tylko że właśnie - według moich informacji to potrwa. najpierw to trzeba studia skończyć, albo przynajmniej ten rok.

nie jestem idiotą który niczego nie potrafi. ale nie jest tak że każdy od ręki mnie zatrudni i da taką pensję żebym mógł się wynieść.to jest możliwe ale w perspektywie dalszej. dlatego mówię że to potrwa.

I NIE NAPISAŁEM NIGDZIE ŻE KOBIETY SZUKAJĄ BOGACTW!

sportu nie uprawiam, może powinienem.

-- 25 paź 2012, 17:17 --

cudak napisał(a):beladin, kolega chyba cierpi na powszechną polską przypadłość, która ja osobiście ochrzciłam "zespół niemożności". Niczego nie można, nic się nie da, nic się nie uda - a jak mu udowodnisz, że nie ma rzeczy niemożliwych - wtedy odpowie: ale to jest trudne, albo wgl to możliwe, ale nie teraz przecież, może za 10 lat ... leki nie dla niego, hipnoza nie dla niego, wyjazdy nie dla niego, terapia też nie dla niego itd bez końca. Wszyscy mogą, tylko on nie :bezradny:
wybacz brutalną szczerośc, ale gdybym myślał że nie można to bym już dawno poszedł na dziwki.

dlaczego nie potrafisz zaakceptować tego że nie mam zaufania do hipnozy i nie chcę żyć na lekach?

na psychoterapię chcę iść, ale boję się że ktoś się o tym dowie w rodzinie i mnie z domu wywalą, mówiąc dosadnie. bo tego nie zrozumieją. tacy ludzie. na NFZ iść nie mogę, a prywatnie to kasy mam mało.

tak, za 10 lat, jak będę miał pracę i własne mieszkanie to może coś będzie inaczej. to nie trudne do zrozumienia.. przecież nie dorobisz się od razu...
"nowa filozofia wolności słowa: myśl jak my albo Ci najebiemy"
>> https://www.youtube.com/watch?v=9Z9Fj4wU5t0 <<
Offline
Posty
2213
Dołączył(a)
10 maja 2012, 22:57

Faceci którzy nigdy nie byli w związku i prawiczki. Szanse ?

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 25 paź 2012, 17:54
Ciekawy jestem czy Ty chciałbyś związać się z zaniedbaną laską, nierobem, dłubiąca w nosie pesymistką, ślęczącą cały dzień przed kompem i użalającą się nad swoim losem.
a skąd wiesz jak wygląda kolega i co robi i czego nie robi.
beladin, kolega chyba cierpi na powszechną polską przypadłość, która ja osobiście ochrzciłam "zespół niemożności". Niczego nie można, nic się nie da, nic się nie uda - a jak mu udowodnisz, że nie ma rzeczy niemożliwych - wtedy odpowie: ale to jest trudne, albo wgl to możliwe, ale nie teraz przecież, może za 10 lat ... leki nie dla niego, hipnoza nie dla niego, wyjazdy nie dla niego, terapia też nie dla niego itd bez końca. Wszyscy mogą, tylko on nie
też na to cierpię, ale to nie jest konieczne polska przypadłość w bogatszych krajach dostaliśmy by mieszkania od państwa i żyli na zasiłku i tez pewnie dalej marudzili że mało.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17064
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Faceci którzy nigdy nie byli w związku i prawiczki. Szanse ?

Avatar użytkownika
przez bittersweet 25 paź 2012, 18:54
dlaczego nie potrafisz zaakceptować tego że nie mam zaufania do hipnozy i nie chcę żyć na lekach?
Akceptacja nie ma nic do rzeczy. Po prostu determinacji w Tobie nie widzę, zeby cos zmienić. A bez tego dupa raczej :?
na psychoterapię chcę iść, ale boję się że ktoś się o tym dowie w rodzinie i mnie z domu wywalą, mówiąc dosadnie. bo tego nie zrozumieją. tacy ludzie. na NFZ iść nie mogę, a prywatnie to kasy mam mało.
Czemu na NFZ nie możesz ? przeciez jako student jesteś ubezpieczony ? Poza tym, jak Cie zdomu wywalą, to będzie na plus dla Ciebie: będziesz mógł sie usamodzielnić, iść na terapię, wyjść z toksycznej rodziny... a ponieważ sie uczysz, to beda musieli na Ciebie płacić. Więc bedziesz mógł sie utrzymać. Zrobili Ci taka wodę z mózgu, że nawet nie widzisz, że poza domem byłoby Ci o wiele lepiej.
tak, za 10 lat, jak będę miał pracę i własne mieszkanie to może coś będzie inaczej. to nie trudne do zrozumienia.. przecież nie dorobisz się od razu...
Nie trzeba sie dorobić, żeby walczyć o swoje, mieć własne zdanie, nie dać sie poniewierać rodzinie, wyjść z domu... to wszystko ma sie za free.
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Faceci którzy nigdy nie byli w związku i prawiczki. Szanse ?

przez inbvo 25 paź 2012, 20:05
cudak napisał(a):Poza tym, jak Cie zdomu wywalą, to będzie na plus dla Ciebie: będziesz mógł sie usamodzielnić, iść na terapię, wyjść z toksycznej rodziny... a ponieważ sie uczysz, to beda musieli na Ciebie płacić. Więc bedziesz mógł sie utrzymać. Zrobili Ci taka wodę z mózgu, że nawet nie widzisz, że poza domem byłoby Ci o wiele lepiej.

no nie chcę osądzać tego, bo nie wiem gdzie mieszkasz i na jakich zasadach, ale może być tak, że Ty sobie siedzisz w mieszkaniu które masz na własność, gdzie Ty stanowisz reguły i masz już pracę.
A ja mieszkam z toksyczną rodziną która nie pozwala mi oficjalnie wychodzić nigdzie tylko na uczelnię. jak gdzieś idę to muszę to uzasadnić dokładnie.
w otwarty konflikt nie wejdę póki pracy nie dostanę.

i każesz mi się pewnie wynieść, teraz jak mam 1000 spraw na głowie jednocześnie. i jeszcze mi konflikt potrzebny.

Czemu na NFZ nie możesz ? przeciez jako student jesteś ubezpieczony ?
bo muszę mieć skierowanie od lekarza rodzinnego, który jest kumplem mojego ojca i by się sprawa wydała.
i co mam ojcu powiedzieć? "idę na terapię bo mam problemy z głową"? on myśli że nie mam żadnych. wybuchnie awantura.

Akceptacja nie ma nic do rzeczy. Po prostu determinacji w Tobie nie widzę, zeby cos zmienić. A bez tego dupa raczej :?
to mi powiedz co mam zrobić, tylko konkretnie. albo inaczej: co Ty byś robiła na moim miejscu?

Nie trzeba sie dorobić, żeby walczyć o swoje, mieć własne zdanie, nie dać sie poniewierać rodzinie, wyjść z domu... to wszystko ma sie za free.
jak uważasz.

no ale na jedno pytanie nie odpowiedziałaś: na czym budować samoocenę? bo nie na fakcie istnienia i życia.

nie wiem czemu to co piszę tak Cię irytuje. w ogóle to pełno w Twoich postach jakiegoś braku wyrozumiałości. w realu boję się rozmawiać z takimi ludźmi. i boję się takich kobiet.

-- 25 paź 2012, 20:17 --

Poza tym, jak Cie zdomu wywalą, to będzie na plus dla Ciebie
i pomyśl sobie jakbyś się czuła jakby Cię wywalił ktoś z domu.
potem napisz to jeszcze raz.
"nowa filozofia wolności słowa: myśl jak my albo Ci najebiemy"
>> https://www.youtube.com/watch?v=9Z9Fj4wU5t0 <<
Offline
Posty
2213
Dołączył(a)
10 maja 2012, 22:57

Faceci którzy nigdy nie byli w związku i prawiczki. Szanse ?

Avatar użytkownika
przez groza 25 paź 2012, 20:49
Znalazłam fajny artykuł, który mówi o tym, na czym człowiek buduje swoją pewność siebie, okazuje się, że nie na żadnych dobrych cechach, tylko na skuteczności w działaniu, jak ktoś będzie chciał, to niech czyta sobie:

------------------------------

DOROTA KRZEMIONKA: Ja jestem piękny, ja jestem silny, ja jestem mądry, ja jestem dobry. I ja sam to wszystko odkryłem! - ironizuje Stanisław Jerzy Lec. Identycznie myśli osoba o wysokiej samoocenie. Dobrze jest tak o sobie myśleć?
BOGDAN WOJCISZKE [psycholog]: To zależy. Z punktu widzenia posiadacza wysokiej samooceny jest to korzystne, ale z perspektywy innych niekoniecznie. Wszystko ma swoje jasne i ciemne strony. Osoby z wysoką samooceną mają lepsze osiągnięcia, wyższe poczucie kontroli, sprawstwa, lepiej się czują. mmej jest u nich objawów psychopatologicznych, szczególnie depresji.
Czy samoocena sprzyja osiąganiu coraz wyższych celów, czy to osiągnięcia budują nam wyższą samoocenę?
Kali Trzesniewski z University of California w Davis twierdzi, że ci, którzy w okresie dorastania mają wysoką samoocenę, dalej w życiu zachodzą: w wieku dwudziestu kilku lat mają lepsze wyniki na studiach, wyższe zarobki, mniej konfliktów z prawem etc. Takie wnioski wysnuto na podstawie eksperymentu z udziałem tysiąca Nowozelandczyków. Prowadzono badanie podłużne: analizę samooceny i aktualnego stanu osiągnięć badanych powtórzono po 10 latach od pierwszego badania. Niestety, podobnych danych jest niewiele - eksperymenty trwają bardzo długo.
A ciemne strony samooceny?
Czasami osoby o wysokiej samoocenie przeceniają siebie i swoje możliwości, wykazują upór, który zwykle jest zbawienny, ale czasem trzyma nas przy działaniach skazujących na klęskę. Samoocena może sprzyjać podejmowaniu zadań przerastających nas i trwaniu przy nich, nawet gdy nie dają efektów.
Czy to największe zagrożenie, jakie niesie zbyt wysoka samoocena?
Nie. Większość ciemnych stron samooceny wiaze się z odbiorem danej osoby przez innych. Ludzie o wysokiej samoocenie są często odbierani jako zadufani w sobie aroganci, którzy ignorują innych. Kiedy pojawia się zagrożenie, ludzie reagują różnie, zależnie od samooceny. Ci o niskiej wycofują się, rezygnują i utwierdzają się w przekonaniu, że niewiele potrafią. Ci o wysokiej starają się odbudować zagrożone poczucie wartości poprzez własne osiągnięcia, koncentrują się na działaniach. Ale z tym często łączy się też ignorowanie uczuć innych ludzi.
Ludzie z wysoką samooceną mogą też deprecjonować wyniki innych, by udowodnić sobie, że są lepsi...
Jest sporo danych pokazujących, że osoby wysoko postawione na drabinie społecznej, które mają powody, by lepiej o sobie myśleć, mają tendencję do myślenia o innych gorzej. A wydawałoby się, że nie mają powodów. Przecież ich poczucie własnej wartości rzadziej bywa zagrożone. Jednak myślenie, że inni są gorsi ode mnie, więc ja jestem lepszy, to najłatwiejszy sposób podbudowania swojej samooceny. Takie myślenie u osób o wysokiej samoocenie pojawia się często automatycznie, bezwysiłkowo i bezwiednie. Mają taki nawyk.
Niska samoocena tak naprawdę nie oznacza, że myślimy o sobie negatywnie, ale że po prostu nie wiemy, co o sobie myśleć...
Rzeczywiście. Badania m.in. dr Dianne Tice, psychologa społecznego z Florida State University, pokazały, że istnieje asymetria w tej materii. Osoby o wysokiej samoocenie mają zupełną jasność co tego, że są świetne i przypisują sobie prawie wyłącznie pozytywne atrybuty. Wysoka samoocena jest jednoznacznie pozytywna. Natomiast ci o niskiej samoocenie są w ocenie siebie bardziej neutralni i ambiwalentni. Dostrzegają w sobie i plusy, i minusy, a zarazem są mniej pewni posiadanych cech, mniej przekonani o trafności sądów na swój temat. Są ostrożniejsi w wychwalaniu siebie. Widzą siebie w sposób bardziej zróżnicowany.
I zapewne są bliżsi prawdy. Zdecydowana większość z nas ma - a przynajmniej tak deklaruje - pozytywną ocenę własnej osoby...
Rozkład wyników samooceny jest ciekawy: tak przesunięty w prawo, w kierunku pozytywnych wartości, że to aż wydaje się niemożliwe. Praktycznie nie ma osób z bardzo niską samooceną. Tym samym odbiega on od tzw. rozkładu normalnego, jaki uzyskujemy, gdy badamy jakąś cechę - na przykład inteligencję czy ekstrawersję - w dużej populacji. Większość osób ma wyniki średnie, mało jest osób ze skrajnie wysoką bądź niską inteligencją. Natomiast z samooceną jest inaczej: wszyscy mają ją bardziej lub mniej pozytywną.
To wskazuje, że samoocena nie jest cechą, lecz wielkim złudzeniem, któremu ulegamy. Przypomina pod tym względem inne psychologiczne przekonania, na przykład poczucie kontroli, sensu życia, bycia akceptowanym przez innych. Wygląda na to, że coś odkształca te przekonania, coś je deformuje. Tym czymś są prawdopodobnie motywy. Nie tylko myślimy o sobie raczej dobrze, ale też pragniemy tak myśleć. Jesteśmy trochę twórcami własnej samooceny. Mamy przekonanie o własnej wartości, podobnie jak mamy złudzenie, że życie ma sens, że wszyscy nas akceptują, że kontrolujemy to, co się dzieje. To jednak jest raczej wyraz naszych pragnień.
Łudzimy się, że jest z nami tak dobrze, jak chcielibyśmy, by było.
I oczywiście nie korygujemy tego złudzenia...
Nie. Co więcej, ci, którzy je mają, lepiej sobie radzą. To złudzenie po coś jest potrzebne.
Czemu ono służy?
Są trzy tropy, które to wyjaśniają. Pierwszy z nich mówi, że samoocena chroni nas przed śmiertelnym lękiem. Jak twierdzą w swojej teorii Sheldon Solomon, Tom Pyszczynski i Jeff Greenberg jesteśmy jedynym gatunkiem, który jest świadomy swojej śmiertelności, co wzbudza w nas trwogę. Aby sobie z nią poradzić, produkujemy światopogląd, cały system przekonań, który daje obietnicę nieśmiertelności. Tu skuteczne są np. religie. Drugim buforem chroniącym przed tym lękiem jest wysoka samoocena. Badania potwierdzają, że osoby z wysoką samooceną boją się śmierci mniej. Z drugiej strony wzbudzenie trwogi przed śmiercią nasila potrzebę potwierdzania sobie samooceny. Tyle tylko, że trudno uwierzyć, by samoocena była odpowiedzią tylko na ten jeden, specyficzny lęk. Co więcej - badania pokazały; że samoocena spada ludziom po siedemdziesiątce, czyli wtedy, kiedy lęk przed śmiercią rośnie.
Może więc, jak zakłada teoria socjometru Marka Leary’ego, samoocena ochrania nas - ale nie przed śmiertelną trwogą, lecz przed wykluczeniem społecznym. Jest wskaźnikiem statusu społecznego i sygnalizuje prawdopodobieństwo przynależności bądź odrzucenia przez innych. Problem w tym, że w większości badań nad wykluczeniem społecznym grożono uczestnikom ostracyzmem, ale nie wiadomo było, za co to wykluczenie. W eksperymentach ludzie w grupach najczęściej rozwiązywali zadanie, do kolejnego zadania mieli przejść tylko niektórzy i uczestnicy nagle dowiadywali się, że ich nie wybrano. Zostali wykluczeni, ale nie wiedzieli dlaczego. Co więcej, wyglądało na to, że zostali odrzuceni z powodów zadaniowych, a nie z powodu braku aprobaty. A to już nie zgadza się z założeniami koncepcji. Co więcej, bycie w grupie nie jest naszym jedynym zadaniem w życiu. Trudno więc uwierzyć, że ewolucja dała nam mechanizm specjalizujący się tylko w tym jednym kierunku.
Jeśli nie te dwa tropy, to jak wyjaśnić rolę samooceny?
Wiele wskazuje, że samoocena jest niezbędnym narzędziem, pozwalającym nam osiągać różne cele, Potwierdzają to badania dotyczące dwóch wymiarów spostrzegania społecznego. Wymiar wspólnotowy obejmuje takie cechy, jak: uczciwość, lojalność i bezinteresowność. Dominuje w percepcji innych ludzi i ich intencji. Drugi wymiar - sprawczy - dotyczy efektywności działań i takich właściwości jak: inteligencja, skuteczność, siła woli. Sprawdzałem w badaniach, co ludzie myślą o swojej wspólnotowości i sprawczości. Na podstawie tych ocen przewidywałem ich samoocenę. Okazuje się, że głównym, a w zasadzie jedynym czynnikiem pozwalającym przewidywać poziom samooceny są cechy sprawnościowe.
Uczciwość, moralność, lojalność nie liczą się? Przecież wydaje nam się, że właśnie takie cechy pozwalają dobrze o sobie myśleć.
Ulegamy złudzeniu, że zależy nam na wspólnotowości. Myślimy, że to, czy siebie cenimy i lubimy, zależy od tego, czy jesteśmy życzliwi i dobrzy dla innych. Padamy ofiarą złudzenia, że siebie lubimy za to, za co tak naprawdę lubimy innych łudzi - ale to złudzenie. Jedynie sprawczość buduje nam samoocenę. I to ma sens. Wydaje się bowiem, że samoocena jest kapitałem, który posiadamy i który decyduje o możliwościach naszego działania.
O czym decyduje ten kapitał? Co za niego mamy?
Pozwala nam skutecznie działać, realizować zamierzone cele. Dlatego informacje o sprawczości bardziej wpływają na samoocenę niż wspólnotowość, a rozkład samooceny jest tak skrzywiony. Samoocena jest uogólnionym poczuciem sprawczości. Taka rola samooceny tłumaczy, dlaczego tak jawna deformacja w ocenie siebie jest jednak adaptacyjna i nie zanika, Co więcej, samoocena działa na zasadzie pozytywnego sprzężenia zwrotnego: im bardziej wierzymy, że jesteśmy w stanie coś osiągnąć, tym bardziej się staramy, ponawiamy próby, nie zrażamy się porażkami itd. Samoocena pomaga nam dalej zajść, służy sprawczości.
Zawsze służy?
No, może nie zawsze. Mam przypuszczenie - które trudno zweryfikować - że wysoka samoocena pomaga w realizacji wyborów, ale może być niekorzystna w momencie podejmowania decyzji. Choć sądzę, że znaczna większość naszego życia to faza realizacji celów, a nie podejmowania decyzji. Podejmujemy je gdzieś na początku dorosłego życia, a potem, mając tyle lat co ja, jesteśmy już tylko uwikłani w to, na co się zdecydowaliśmy. Jeżeli przyjąć, że taka jest struktura naszego życia, to lepiej zawyżać swoje możliwości.
Większość życiowych decyzji podejmujemy w okresie 17-25 lat... To może lepiej, że w tym wieku, jak pokazują badania, wiele osób ma niższą samoocenę? Nie porywamy się dzięki temu z motyką na słońce.
Być może sprzyja to temu, żeby decyzje były realistyczne. Gdybyśmy je podejmowali w wieku czterdziestu lat, przecenialibyśmy swoje możliwości.
Jeśli tylko sprawczość decyduje o naszej samoocenie, jeśli moralność się nie liczy... to smuci taka kondycja natury ludzkiej.
Może trochę, choć nadzieja jest w tym, że sprawczość dotyczy osiągania celów, a nie tego, jakie to są cełe. Zbitka pojęciowa w naszych umysiach podpowiada, że chodzi o sprawne realizowanie własnych celów. Niekoniecznie. Kobiety są niezwykle sprawne w osiąganiu celów wspólnotowych, gdzie liczy się dobro innej osoby. Potrafią zająć się dziećmi, pomagać, wspierać.
Żeby komuś pomóc, musimy wierzyć, że umiemy, wytrwamy. Ale dlaczego tak unikamy myślenia własnej wspólnotowości, moralności?
Kiedy wydajemy jakiś ogólny sąd o sobie, to natychmiast przypominają nam się epizody, które temu zaprzeczają. Jak powiem, że jestem inteligentny, to zaraz nasuwają mi się głupstwa, które były moim udziałem. To pozwala doprecyzować sąd, ustalić granice jego prawdziwości. Problem w tym, że w dziedzinie sprawczości negatywne rezultaty są mało diagnostyczne dla zdolności. Wiadomo, że każdemu może się noga powinąć, na przykład nie trafi na pytanie czy też poczuje się gorzej i chwilowo otępieje. W dziedzinie sprawności sukcesy mają większe znaczenie niż porażki. W moralności jest odwrotnie, tu porażki są bardziej diagnostyczne. Wystarczy, że raz skłamię i przekreśla to wiele sytuacji, gdy mówiłem prawdę. Potrzeba dziesiątków cnotliwych uczynków, by zniwelować jeden grzech. Dlatego przypominanie sobie epizodów niemoralnych zachowań ma katastrofalne skutki. Ludzie, których prosiliśmy o podkreślanie swoich zalet moralnych, pod koniec dnia mieli obniżoną samoocenę. Nie mogli uwolnić się od myśli o niecnych postępkach. Dlatego wolimy nie myśleć o sobie pod tym kątem. Z góry zakładamy, że jesteśmy moralni, może nawet najmoralniejsi ze wszystkich ludzi na świecie.
I potrafimy siebie o tym przekonać. Mamy wiele sposobów na podbudowanie samooceny. Który z nich jest najczęściej używany w Polsce?
Wydaje mi się, że złe myślenie o innych. To najprostszy sposób, by poprawić sobie samopoczucie. Na szczęście najczęściej dotyczy to bliżej nieokreślonych grup, a nie konkretnych osób, np.: Rosjanie są nieuprzejmi, a Czesi tchórzliwi. W ogóle lekarze są do niczego, ale mój jest całkiem niezły. Mamy narodową skłonność do myślenia, że świat jest gorszy od nas. I w tym kontekście z nami jest całkiem nieźle. Możemy zachować pozytywną samoocenę.
Skąd się bierze taka a nie inna samoocena?
Wbrew pozorom trudno odpowiedzieć na to pytanie. Nadal niewiele wiemy. Z jednej strony wydaje się, że jest ona uwarunkowana osobowościowo. To znaczy, że wpływają na nią cechy osobowości, takie jak: neurotyzm, ekstrawersja i sumienność. Im wyższa ekstrawersja, a szczególnie sumienność, tym wyższa samoocena. Z neurotyzmem zaś samoocena wiąże się ujemnie - im mniej neurotyzmu, tym lepiej o sobie myślimy. Ten związek jest tak silny, że niektórzy uznają to za jeden wymiar, oznaczający zbyt dużo lęków i niewiary we własne siły. Choć dodać trzeba, że wspomniane cechy mają rozkład normalny, a samoocena, jak mówiliśmy, nie. Musi więc działać jeszcze jakiś czynnik, który pozwała nam cenić siebie, niezależnie od genetycznych uwarunkowań.
Może miłość rodziców?
Tak, ona może być tym pierwotnym odchylaczem. Większość rodziców kocha swoje dzieci, troszczy się o nie i traktuje jak kogoś wyjątkowego, wyjątkowo ważnego. Co więcej, pozwalają nam trenować sprawczość, uczą nas różnych rzeczy. Myślę, że to doświadczenie i miłości, i sprawczości daje nam kopa.
Czy można zmienić samoocenę?
Na pewno więcej tu stabilności niż zmienności, ale to nie oznacza, że samoocena jest niezmienna. Jesteśmy na początku drogi w badaniach na ten temat. W ekonomiczno-społecznych badaniach niemieckich mierzono na przestrzeni 15 lat stałość różnych rzeczy, takich jak poczucie szczęścia, cechy osobowości. Okazało się, że najstabilniejsza jest waga człowieka, szczęście już znacznie mniej, osobowość jest trwalsza niż szczęście i mniej trwała niż waga. Podobnie jest z samooceną. Na pewno można ją zmienić i myślę, że wiele form terapii do tego zmierza. Osoby o niskiej samoocenie uważają, że inni źle je oceniają. Terapia, na przykład poznawcza, pozwala zmienić takie przekonania, przerwać błędne koło.
A co Pan myśli o podręcznikach czy warsztatach, które mają w trzy dni poprawić nam samoocenę? Wystarczy stanąć przed lustrem i powtarzać: jestem wspaniała. Czy to nie budzi - poprzez dysonans - przeciwnego efektu?
Niekoniecznie. Na warsztatach możemy zobaczyć, że nie tylko my mamy problemy. Możemy usłyszeć, że niektórym wiedzie się gorzej niż nam. Co do podręczników i afirmowania siebie, to jak pokazały badania Williama Swanna, twórcy teorii autoweryfikacji, efekt zależy od tego, czy skupiamy się na poznaniu, czy na uczuciach. Zgodność bądź dysonans dotyczą sfery poznawczej. Osoba o niskiej samoocenie bardziej skłonna jest wierzyć komuś, kto mówi o niej źle, wyżej ocenia wiarygodność tak mówiącego. Natomiast emocjonalnie potrzebuje i akceptuje pozytywne opinie na swój temat - chłonie je jak gąbka. Szczególnie dotyczy to cech sprawczych. Kiedy poprosiliśmy ludzi, by pomyśleli o swoich pozytywnych stronach i zapisali je, to okazało się, że znacznie częściej myśleli i wypisywali cechy sprawcze niż wspólnotowe.
Jakie rekomendacje płyną z całej tej wiedzy o samoocenie?
Badania pokazują, że największy problem mamy z zauważeniem swojej skuteczności, uwierzeniem w nią. Dlatego tak dobrze działa biofeedback, obiektywnie pokazujący, jak nam idzie. Dzięki temu możemy nauczyć się na przykład relaksacji. Ba, jesteśmy w stanie wyuczyć się w ten sposób prawie wszystkiego, tylko musimy mieć wiarygodną informację i na niej się skupić. Problem z osobami o niskiej samoocenie polega na tym, że nie zauważają, że im dobrze idzie wtedy, kiedy naprawdę idzie im dobrze. Lepiej widzą swoje porażki. Zmiana tego sposobu spostrzegania jest kluczem. Dobrze byłoby sobie zapewnić możliwość, by docierały do nas informacje o pozytywach, o sukcesach. Niestety, negatywy często bardziej przyciągają naszą uwagę. Trzeba uczyć się skupiać na pozytywach.
Ostatnio edytowano 25 paź 2012, 20:55 przez groza, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
113
Dołączył(a)
30 lis 2007, 21:07

Faceci którzy nigdy nie byli w związku i prawiczki. Szanse ?

przez Siddhi 25 paź 2012, 20:55
"bo muszę mieć skierowanie od lekarza rodzinnego, który jest kumplem mojego ojca i by się sprawa wydała.
i co mam ojcu powiedzieć? "idę na terapię bo mam problemy z głową"? on myśli że nie mam żadnych. wybuchnie awantura."
Żeby pójść do psych*** (końcówkę sam sobie wybierz) nie potrzebujesz żadnego skierowania o ile dobrze pamiętam, a on ciebie wyśle dalej.
Siddhi
Offline

Faceci którzy nigdy nie byli w związku i prawiczki. Szanse ?

przez inbvo 25 paź 2012, 21:01
Siddhi napisał(a):"bo muszę mieć skierowanie od lekarza rodzinnego, który jest kumplem mojego ojca i by się sprawa wydała.
i co mam ojcu powiedzieć? "idę na terapię bo mam problemy z głową"? on myśli że nie mam żadnych. wybuchnie awantura."
Żeby pójść do psych*** (końcówkę sam sobie wybierz) nie potrzebujesz żadnego skierowania o ile dobrze pamiętam, a on ciebie wyśle dalej.
no ale w papierach w zus ślad zostanie, prawda? tata bywa w zusie z racji pobierania renty. więc się wyda zaraz.

nie ma o czym dyskutować: musiałbym się przyznać że idę, gdzie idę i po co idę.
to jest niewyobrażalny wstyd, strach jak zareagują.
jak to niby uzasadnię.? ojciec może by to jakoś zniósł, ale baaaardzo trudno. bo dla niego problemu nie ma chociaż usiłuję mu uświadomić że jest.
"nowa filozofia wolności słowa: myśl jak my albo Ci najebiemy"
>> https://www.youtube.com/watch?v=9Z9Fj4wU5t0 <<
Offline
Posty
2213
Dołączył(a)
10 maja 2012, 22:57

Faceci którzy nigdy nie byli w związku i prawiczki. Szanse ?

przez Siddhi 25 paź 2012, 21:06
to jest niewyobrażalny wstyd, strach jak zareagują.
Wstyd... moja poprzeczka wstydów leży od pewnego czasu kilka stopni wyżej i przyznanie się do problemów, słabości nie byłoby wstydem, ot życie, nie każdego rozpieszcza.
jak to niby uzasadnię.?
Nie wiem, nie wiem co ci dolega, nie czytałem twoich postów, jeśli to JUŻ teraz coś poważnego, a ty się wahasz, bo... wstyd to poczekaj jeszcze kilka lat, to sam się przekonasz czy było warto...
Siddhi
Offline

Faceci którzy nigdy nie byli w związku i prawiczki. Szanse ?

przez inbvo 25 paź 2012, 22:11
Siddhi napisał(a):
to jest niewyobrażalny wstyd, strach jak zareagują.
Wstyd... moja poprzeczka wstydów leży od pewnego czasu kilka stopni wyżej i przyznanie się do problemów, słabości nie byłoby wstydem, ot życie, nie każdego rozpieszcza.
jak to niby uzasadnię.?
Nie wiem, nie wiem co ci dolega, nie czytałem twoich postów, jeśli to JUŻ teraz coś poważnego, a ty się wahasz, bo... wstyd to poczekaj jeszcze kilka lat, to sam się przekonasz czy było warto...
no każdy ma swoje problemy. ja z terapii nie rezygnuję. nie olewam tego. tylko odkładam.

w pewnym sensie ja już stałem się zdrowszy, bardziej pewny siebie, niż np. 4 lata temu. wtedy miałem straszne zahamowania, nawet zwykła rozmowa z obcymi była dla mnie trudna.
ale na studiach mi przeszło. i tak już nie jest.

ale podrywanie mi nie wychodzi, więc szukam sposobu jak to zmienić. i nie chodzi o tanie gadki na podryw, tylko raczej o jakieś inne, nowe podejście do tematu.
wolałbym to robić bez leków, hipnozy itp. bo to sztuczne. przestaniesz brać leki i stara paranoja wróci. a nie możesz ich brać całe życie, zwłaszcza np. przy pracy z różnymi maszynami.
inni podrywają bez leków i innych wspomagaczy to ja bym też chciał.

a pewność siebie to bardzo względne pojęcie, jak się okazało nawet doświadczalnie ostatnio u mnie. możesz być np. w jednym środowisku pewny siebie, podczas gdy w innym nie jesteś wcale.

i w jednych sytuacjach możesz być bardzo pewny siebie, a w innych wcale.
"nowa filozofia wolności słowa: myśl jak my albo Ci najebiemy"
>> https://www.youtube.com/watch?v=9Z9Fj4wU5t0 <<
Offline
Posty
2213
Dołączył(a)
10 maja 2012, 22:57

Faceci którzy nigdy nie byli w związku i prawiczki. Szanse ?

Avatar użytkownika
przez wiejskifilozof 26 paź 2012, 10:55
Ja zapraszałem do restauracji 51 letnia bibliotekarkę .
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16564
Dołączył(a)
15 sie 2009, 16:08

Faceci którzy nigdy nie byli w związku i prawiczki. Szanse ?

przez inbvo 26 paź 2012, 16:05
detektywmonk, i jak się to skończyło?
"nowa filozofia wolności słowa: myśl jak my albo Ci najebiemy"
>> https://www.youtube.com/watch?v=9Z9Fj4wU5t0 <<
Offline
Posty
2213
Dołączył(a)
10 maja 2012, 22:57

Faceci którzy nigdy nie byli w związku i prawiczki. Szanse ?

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 26 paź 2012, 17:03
50 latki to już lekka perwersja ;) chociaż taka Grażyna Torbicka ma 53 a jeszcze seksi jest przynajmniej w tv :mrgreen:

-- 26 paź 2012, 17:18 --

Detektyw monk wczoraj Łosice były we wiadomościach na TVP słynne miasteczko to teraz :roll: i macie bohaterów narodowych teraz tam, moje miasto to tylko z mordów dzieci było znane.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17064
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Faceci którzy nigdy nie byli w związku i prawiczki. Szanse ?

Avatar użytkownika
przez bittersweet 26 paź 2012, 18:50
no nie chcę osądzać tego, bo nie wiem gdzie mieszkasz i na jakich zasadach, ale może być tak, że Ty sobie siedzisz w mieszkaniu które masz na własność, gdzie Ty stanowisz reguły i masz już pracę.
To jakiś zarzut ? wyniosłam sie z domu, pracowałam na 2 etaty i do tego jeszcze studiowałam. To było lepsze niz znoszenie toksycznych rodziców. Teraz jestem niezależna, ale nic nie spadło mi z nieba.
A ja mieszkam z toksyczną rodziną która nie pozwala mi oficjalnie wychodzić nigdzie tylko na uczelnię. jak gdzieś idę to muszę to uzasadnić dokładnie.
Jestes mentalnym niewolnikiem.Uważasz, ze to normalne ? Dlaczego pozwalasz sie traktować jak dziecko ?
w otwarty konflikt nie wejdę póki pracy nie dostanę.
Bo ? co ci zrobia ? pobiją, zamkna w pokoju, nie dadza jeść ?
i co mam ojcu powiedzieć? "idę na terapię bo mam problemy z głową"? on myśli że nie mam żadnych. wybuchnie awantura
. Aha... i co z tego ? co jest wazniejsze, awantura czy twoje zdrowie ? masz 23 lata i ojciec decyduje czy wolno Ci iść do lekarza ? :shock:
to mi powiedz co mam zrobić, tylko konkretnie. albo inaczej: co Ty byś robiła na moim miejscu?
Jak zaczynałam studia Mama powiedziała, że mam wracać do domu o 22. Oczywiście zaśmiałam sie jej w twarz i wróciłam tego samego dnia demonstracyjnie o 2 w nocy. Masz odpowiedź.
no ale na jedno pytanie nie odpowiedziałaś: na czym budować samoocenę? bo nie na fakcie istnienia i życia.

Chociażby własnie na samodzielności. Teraz jestes niewolnikiem ojca i rodziny. To jaką masz mieć samoocenę ?
nie wiem czemu to co piszę tak Cię irytuje. w ogóle to pełno w Twoich postach jakiegoś braku wyrozumiałości. w realu boję się rozmawiać z takimi ludźmi. i boję się takich kobiet.
Dlaczego sie boisz ? Boisz sie kobiet ?
i pomyśl sobie jakbyś się czuła jakby Cię wywalił ktoś z domu.potem napisz to jeszcze raz.
ano piszę, bo to przerabiałam. I powiem ci, odejście z domu było najlepsza rzezca w moim zyciu. Dopiero odczułam ulgę
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Faceci którzy nigdy nie byli w związku i prawiczki. Szanse ?

przez inbvo 26 paź 2012, 19:41
cudak napisał(a):To jakiś zarzut ? wyniosłam sie z domu, pracowałam na 2 etaty i do tego jeszcze studiowałam. To było lepsze niz znoszenie toksycznych rodziców. Teraz jestem niezależna, ale nic nie spadło mi z nieba.
nie mam pretensji. ale wyobrażam to sobie tak: piszesz to, mając zapewne mieszkanie na własność, pensję i doświadczenie zawodowe. i jeszcze męża/ faceta. łatwo pisać. i nie ważne co było kiedyś. bo się zapomina.

no jestem niewolnikiem wszystkich. nawet młodszej siostry.

nie do zwykłego lekarza. tylko do psychoterapeuty. to różnica. jak ojcu wytłumaczyć po to tam idę? za czubka mnie uznają, bo to tacy ludzie. kiedyś też myślałem jak oni i jak ktoś szedł choćby do psychologa to był od razu wariatem . ja teraz tak nie myślę, ale oni nadal. nie mam argumentów w rozmowach z nimi, na żaden temat.

mam na głowie nerwowego ojca, fanatyczkę religijną babcię i młodszą siostrę. nie lubię wchodzić w konflikty, nie daję rady tego znieść.

Jak zaczynałam studia Mama powiedziała, że mam wracać do domu o 22. Oczywiście zaśmiałam sie jej w twarz i wróciłam tego samego dnia demonstracyjnie o 2 w nocy. Masz odpowiedź.
ja wracam kiedy chcę i robię co chcę ale się nie przyznaję. bo jw. nie potrafię z nimi rozmawiać. z innymi się kłócę, z rodziną nie umiem. zresztą nawet rozmowa nie działa, bo do nich jak do ściany.

są ludzie o różnych typach układu nerwowego: silny i słaby. widocznie jestem twoim przeciwieństwem, czyli słabym.

ja usiłuję im wyperswadować swoje zdanie, ale po prostu się nie da. a awantura to nie jest dobry pomysł. ostatnio była w domu awantura z ojcem i bym nie chciał powtórki, bo widziałem co się dzieje. ale jestem im wdzięczny że się tak kłócili bo sobie zdałem sprawę kim są naprawdę:/ i że nie można im ufać.

postanowiłem że znajdę pracę, wtedy albo się wyniosę, albo zostanę, ale jak ojciec zaakceptuje że robię co chcę. w tym domu praca wiele znaczy, bo ojciec uważa że jak się sam utrzymujesz to robisz co chcesz.
co do szukania pracy to to się przeciąga na razie. tzn. mam jedną możliwość i to dosyć dobrą, ale to potrwa i nie jest pewne. I rok mgr muszę mieć ukończony żeby się starać.

reszta na PW.
"nowa filozofia wolności słowa: myśl jak my albo Ci najebiemy"
>> https://www.youtube.com/watch?v=9Z9Fj4wU5t0 <<
Offline
Posty
2213
Dołączył(a)
10 maja 2012, 22:57

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do