Kobiece sprawy :)

Nic związanego z tematami 'nerwica', 'stres', 'depresja', 'psychologia' itd.
W końcu nie tylko psychologią człowiek żyje. ;)

Kobiece sprawy :)

Avatar użytkownika
przez Pinkii 01 kwi 2011, 20:51
Ostatnio na wykładzie z filozofii usłyszałam że in vitro to zło bo się osieroca embriony :shock: :lol: A co jak ja jestem chora i pewnie nie będę mieć szansy na naturalne zapłodnienie?! To moja wina? Szok. Wyszłam.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
zbanowany
Posty
903
Dołączył(a)
01 lut 2011, 23:00

Kobiece sprawy :)

Avatar użytkownika
przez linka 01 kwi 2011, 23:11
_asia_, proszę cię:
Metoda in vitro niesie również ryzyko dla zdrowia i życia kobiet. W kwietniu 2003 r. w Krakowie zmarła 29-letnia kobieta, która poddała się technice in vitro. Do śmierci pacjentki doszło podczas pobierania komórek jajowych. Jak ustaliła prokuratura, lekarka anestezjolog po podaniu pacjentce pierwszej dawki leku znieczulającego podała jej kolejną dawkę, nie czekając na skutki pierwszej.

Gdzie tu jest wina in vitro?? To na skutek zaniedbania anestezjologa .......
wady genetyczne dzieci poczętych metodą in vitro są wywołane działaniem preparatów wykorzystywanych do stymulacji jajeczkowania oraz preparatów ułatwiających implantację dzieci w organizmie matki.

Te same leki są stosowane przy leczeniu bezpłodności - te dzieci też są bardziej narażone? które rodzą się po takim leczeniu?
Konsekwencją niepłodności są depresje, nerwice, rozwody.......ale w końcu to jest nie ważne....prawda? :-|

A to, że dzieci są bardziej narażone na choroby.....rodzice starający się w ten sposób o potomstwo tak bardzo pragną dziecka że zaakceptują je z wszelkimi wadami, chorobami.......
Czy są raporty jakie zagrożenie niesie zwykła ciąża? To też nie jest takie hop siup........ nikt nie wchodzi do kliniki z ulicy i nie wszczepia sobie jajeczka.Ci ledze są zwykle po długich konsultacjach, po leczeniu........ i to jest jedyna szansa na potomstwo....... jestem przekonana że są informowani o wszelakich możliwych skutkach tej metody....
Powinni jej zabronić?
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Kobiece sprawy :)

Avatar użytkownika
przez _asia_ 02 kwi 2011, 14:12
linka, nie, nie jestem za zabronieniem in vitro. chociaz osobiście jestem przeciw - i nie ze względów religijnych. gdybym miała wybierać pomiędzy in vitro a adopcją, wybrałabym to drugie.
"Nie wolno zgadzać się na pełzanie, gdy czujemy potrzebę latania"

"Gdy zamykają się jedne drzwi do szczęścia, otwierają się inne, ale my patrzymy na pierwsze drzwi tak długo, że nie widzimy tych drugich"


Helen Keller
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2857
Dołączył(a)
02 gru 2010, 19:21

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Kobiece sprawy :)

przez Shadowmere 02 kwi 2011, 14:18
Zgadzam się z Asią..nie dlatego,że uważam in vitro za szkodliwe..ale za slużace jedynie prymitywnym pobudkom pt "moj nosek,twoj paluszek,moj uśmieszek,twój siusiaczek".Na świecie nie brakuje żywych istot,rozpaczliwie pragnących miłości i opieki.Jeżeli ktoś ma silny instynkt kochania i prawdziwą potrzebę zapełnienia pewnej pustki to.. :-|
Shadowmere
Offline

Kobiece sprawy :)

Avatar użytkownika
przez _asia_ 02 kwi 2011, 14:30
Haniu, dokładnie. Ja możliwe, że niestety nie będę mogła mieć dzieci po różnych moich przejściach, o czym mnie uprzedzono. Ale, jeśli będę mieć taką możliwość (bo nie wiem jak potoczą się moje losy...) - adoptuję. Naprawdę jest wiele dzieci, które bardzo potrzebują miłości.
Ostatnio edytowano 02 kwi 2011, 14:31 przez _asia_, łącznie edytowano 1 raz
"Nie wolno zgadzać się na pełzanie, gdy czujemy potrzebę latania"

"Gdy zamykają się jedne drzwi do szczęścia, otwierają się inne, ale my patrzymy na pierwsze drzwi tak długo, że nie widzimy tych drugich"


Helen Keller
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2857
Dołączył(a)
02 gru 2010, 19:21

Kobiece sprawy :)

Avatar użytkownika
przez Pinkii 02 kwi 2011, 14:31
A dlaczego ja mam przygarniać za przeproszeniem cudze bachory jeśli medycyna daje mi możliwość wydania na świat moich genów? Ja chcę mieć swoje dziecko, a nie pani Krysi z Koziej Trąby. Kto wie, może jej mąż to alkoholik i dziecko będzie mieć tak zapisane w genach...? Skoro mam możliwość urodzić swoje dziecko to chcę tego.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
zbanowany
Posty
903
Dołączył(a)
01 lut 2011, 23:00

Kobiece sprawy :)

Avatar użytkownika
przez _asia_ 02 kwi 2011, 14:35
Pinkii, "swoje dziecko" - to brzmi trochę tak jakby dziecko było naszą własnością... Dużo zależy od wychowania, nie tylko od genów.
Ja tam zawsze chciałam przygarnąć jakiegoś maluszka. :smile:
"Nie wolno zgadzać się na pełzanie, gdy czujemy potrzebę latania"

"Gdy zamykają się jedne drzwi do szczęścia, otwierają się inne, ale my patrzymy na pierwsze drzwi tak długo, że nie widzimy tych drugich"


Helen Keller
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2857
Dołączył(a)
02 gru 2010, 19:21

Kobiece sprawy :)

przez Shadowmere 02 kwi 2011, 14:41
No jeśli tak elegancko wyrażasz się o dzieciach,ktore mialy nieszczescie przyjsc na swiat..w patologicznych rodzinach..to wręcz odradzałabym rozpraszania własnych genów. ;)
Możesz wytatuowac swoim maluchom rodowód na czole-będzie jeszcze fajniej,niczym młode krówki będą miały świadectwo czystości urodzenia zawsze i wszędzie.
Albo ktoś chce mieć dziecko,albo jak zwierzęta pojdzie za swoim popędem byle tylko doczekac się zbliżonego genotypu-bo z uczucuiami wyższymi,ktore rzekomo odrozniają nas od piesków i małpek-niewiele ma to wspolnego.
Shadowmere
Offline

Kobiece sprawy :)

Avatar użytkownika
przez Pinkii 02 kwi 2011, 14:43
Ja kiedyś też, ale z czasem mi się to zmieniło. Marzę o moim dziecku- tj o takim które jest z genów moich i osoby którą kocham, chcę żeby miało moje oczy, jego paluszki, i moje uszy... Co w tym złego? Nie pozwolę żeby choroba mi zabrała moje marzenia. Jeśli nie uda mi się zajść w ciążę naturalnie to zrobię to in vitro, ważne że będzie moje. I mam gdzieś czy to egoistyczne, nie mam większego marzenia niż doznać cudu noszenia dziecka pod sercem, urodzenia go i wychowania. A jak ktoś ma popsute geny to już kaplica, słyszałyście o przypadkach gdzie adoptowane dziecko zabiło opiekunów?

http://www.papilot.pl/ludzie/11606/Adop ... zicow.html

Shadow- mam prawo sama wybierać skąd chcę mieć dziecko i z jakimi genami. Jeśli ktoś chce sobie adoptować dziecko mordercy to spoko, ja nie chcę.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
zbanowany
Posty
903
Dołączył(a)
01 lut 2011, 23:00

Kobiece sprawy :)

Avatar użytkownika
przez linka 02 kwi 2011, 14:48
Jeśli jest jakakolwiek szansa na urodzenie własnego dziecka - to nie widzę powodów dla których należy okazać się na tyle altruistycznym żeby adoptować. Nie każdy chce, nie każdy musi adoptować dziecko - i nie ma w tym za grosz egoizmu, troszeczkę popłynęłyście dziewczyny :roll:
Tak, mówi się moje dziecko, nasze dziecko - bo ono jest krwią z krwi rodziców - a wy dorabiacie sobie ideologię....to o tatuowaniu jest żenujące.... :roll:
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Kobiece sprawy :)

Avatar użytkownika
przez Pinkii 02 kwi 2011, 15:11
Właśnie o to mi chodzi. Może bym poszła do nieba za takie 'A co z tego że jest szansa iż mogę urodzić, wolę adoptować'. Dziecko adoptować też mogę, inne, ale jeśli najpierw mam szansę jakąkolwiek na to, że sama będę mogła donosić ciążę i urodzić to po co mam się tego wypierać? Że jak, że taka święta wtedy będę? Co w tym złego że chcę, aby moje dziecko było do mnie podobne? I co złego jest w mówieniu 'moje dziecko'? Przecież jeśli je urodzę to ono będzie moje, no bo niby czyje? :? No i tym tatuowaniem... Rozumiem że jeśli ktoś się urodził w takiej rodzinie to będzie to odbierał osobiście ale nie widzę takiej potrzeby, nie uważam tych dzieci za winnych tego gdzie się urodziły, ja po prostu nie mam obowiązku ich adoptować.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
zbanowany
Posty
903
Dołączył(a)
01 lut 2011, 23:00

Kobiece sprawy :)

Avatar użytkownika
przez _asia_ 02 kwi 2011, 15:47
moje słowa o swoim dziecku i własności były reakcją na "cudze bachory".

po drugie, linka, to zależy od konkretnego człowieka i jego historii życiowej. Ty może nie widzisz powodów. ja na przykład widzę. zawsze chciałam adoptować, może dlatego, że jedna moja ciocia pracowała w domu dziecka i na wakacje przyjeżdżały do nas dzieciaki (było ich chyba 8mioro), przywoziła je ze sobą, żeby mogły gdzieś wyjechać, czasem wspominam jak pewien chłopiec bardzo prosił a wręcz błagał mojego wujka, żeby został jego tatą, bardzo się do niego przykleił, mnie też te dzieci fajnie traktowały, jak rodzeństwo, jeden chłopczyk mówił: "cicho, bo mała Asia śpi :D ", ogólnie wzruszające wspomnienia, poza tym będąc mała czułam się i myślałam, że jestem z domu dziecka (nie wiem dlaczego, ale tak właśnie myślałam). no w każdym razie z różnych przyczyn myślałam często o adopcji. nie zabraniam nikomu posiadania własnych dzieci natomiast wypowiedziałam się za siebie, że ja chciałabym dać trochę miłości istotce, która jest sama na świecie i bardzo jej potrzebuje.
"Nie wolno zgadzać się na pełzanie, gdy czujemy potrzebę latania"

"Gdy zamykają się jedne drzwi do szczęścia, otwierają się inne, ale my patrzymy na pierwsze drzwi tak długo, że nie widzimy tych drugich"


Helen Keller
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2857
Dołączył(a)
02 gru 2010, 19:21

Kobiece sprawy :)

Avatar użytkownika
przez linka 02 kwi 2011, 16:02
No ok, wiesz ja pracowałam jako wolontariusz w domu małego dziecka, pracowałam też w hospicjum gdzie leżały dzieci, też mam wzruszające wspomnienia - ale to nie nakłada na ciebie ani na mnie nakazu adopcji, a gdybyś tak "wpadła" a nie byłoby cię stać na więcej dzieci - to miałabyś wyrzuty sumienia? Że mogłaś dać dziecku dom, a zamiast tego masz swoje? Tak też się nie da.

Czym różni się chęć posiadania dziecka własnego od chęci adoptowania dziecka - jedna decyzja jest bardzie egoistyczna niż inna......... czy tylko in vitro jest bardziej egoistyczne nie inne....nie mówię już o surogatkach - bo u nas to wciąż temat tabu..... :-|


Fakt faktem "obce bachory" to dość ...hmmm...prostackie określenie, ja takich nie używam...być może z tego względu, ze wiem jak to jest usłyszeć ( nie koniecznie dokładnie takie) poniżające słowa.......
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Kobiece sprawy :)

Avatar użytkownika
przez _asia_ 02 kwi 2011, 16:56
linka, ale czy ja coś pisałam o nakazie? raczej o chęci i wewnętrznej potrzebie. ja takową posiadam i tyle. nie każdy musi ją mieć. nie uważam siebie przez to za kogoś lepszego a kobiety chcące mieć swoje dzieci przez in vitro za egoistyczne i postępujące nieetycznie.
wypowiedź Pinkii miała dla mnie po prostu pejoratywny wydźwięk.
"Nie wolno zgadzać się na pełzanie, gdy czujemy potrzebę latania"

"Gdy zamykają się jedne drzwi do szczęścia, otwierają się inne, ale my patrzymy na pierwsze drzwi tak długo, że nie widzimy tych drugich"


Helen Keller
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2857
Dołączył(a)
02 gru 2010, 19:21

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do