Zdrada i jej konsekwencje

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Re: Zdrada i jej konsekwencje

Avatar użytkownika
przez namiestnik 19 lis 2009, 01:07
:D A na poważnie to teraz często związek nie opiera się tylko na odchowaniu dzieci w pierwszych kilku latach, przyrządzeniu strawy (co po zmianie partnera nie będzie problemem) i upolowaniu mięsa (j.w.). Często to też jest (a może nawet powinien być) nasz przyjaciel. Tak już mniej poważnie to może powinno się z góry określać (coś jak w Indiach) czy to związek oparty na seksie (ten naturalnie po paru latach wygasa - choć są ludzie stosujący różne skuteczne, jak twierdzą sztuczki), czy partnerski, czy jaki inny. Najważniejsze, by obie strony miały to samo zdanie na ten temat. I by były na tyle dojrzałe, by móc je podjąć świadomie. :) Wcześniej tylko opcje krótkoterminowe dozwolone :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Re: Zdrada i jej konsekwencje

przez pk-pk 19 lis 2009, 01:09
No widzisz...problem w tym, ze podobnie jak inne stworzenia ,,Boze", czlowiek jest podzielony na kilka podgatunkow wgledem np. roznic w kodzie DNA. To decyduje o tym np. ,czy ktos ma cechy przywodcze czy nie itd. Tym samym to odnosi sie do tego, czy np. samiec (w tym wypadku mezczyzna) jest stworzony do ,,roznoszenia" dziedzictwa genetycznego czy tez nie. To samo poniekad tyczy sie kobiet w tym sensie ze sa bardziej lub mniej plodne. Reasumujac, wydaje mi sie, ze nie da sie pogodzic dziedzictwa genetycznego z potrzebami aczkolwiek kompromisem jest sytuacja, w ktorej doszloby do doglebnego poznania natury ludzkiej i swiadomego wyboru paertneki/partnera. Paradoksem jest na pewno to, ze przyszlo nam zyc w czasach, kiedy dokonuje sie wielka transformacja czlowieka jako gatunku z ostoty nietechnologicznej do bytu skrajnie technologicznego. Stad te napiecia dzisiaj. Dyktuje nami biologia i instynkt samozachowawczy.

[Dodane po edycji:]

namiestnik napisał(a)::D A na poważnie to teraz często związek nie opiera się tylko na odchowaniu dzieci w pierwszych kilku latach, przyrządzeniu strawy (co po zmianie partnera nie będzie problemem) i upolowaniu mięsa (j.w.). Często to też jest (a może nawet powinien być) nasz przyjaciel. Tak już mniej poważnie to może powinno się z góry określać (coś jak w Indiach) czy to związek oparty na seksie (ten naturalnie po paru latach wygasa - choć są ludzie stosujący różne skuteczne, jak twierdzą sztuczki), czy partnerski, czy jaki inny. Najważniejsze, by obie strony miały to samo zdanie na ten temat. I by były na tyle dojrzałe, by móc je podjąć świadomie. :) Wcześniej tylko opcje krótkoterminowe dozwolone :)


Caly szkopul w tym, ze Polacy sa narodem, gdzie wiele setek pokolen wychiwalo sie na zasadach wprowadzonych przez kosciol rzymsko-katolicki i nie chce tutaj mowic, ze jest to zle czy kogolwiek obrazac. Chodzi mi o to, ze - tak juz pisalem gdzies indziej - u nas wciaz pokutuje mit, ze zwiazek jest dozgonny, ze seks sam w sobie jest grzeszny itd. Niestety, natura tak nas zaprogramowala, ze aby moc napic sie wody z odpowiedniej rzeki, trzeba sie sprbowac napic z kilku zrodel jesli moge uzyc takiej przenosni. Dobrze zauwazyles, ze w Indiach (podobnie, jak wielu innych spolecznosciach Wschodu) sa stare tradycje odwolujace sie do natury czlowieka i pozwalajace wyladowywac mu jego naturalne potrzeby (co tez ma swoje przegiecia oczywiscie).
Rowniez zgadzam sie z tym, ze partner/a powienien byc przede wszystkim naszym przyjacielem, bowiem co sie stanie, kiedy minie pierwsze zauroczenie a przyjdzie proza zycia?! Dlatego tak duzy nacisk klade na relacje interperonalne w naszym spolecznestwiem ktore wwciaz zdaje sie nie dostrzegac pewnych podstawowych potrzeb wynikajacych z naszych uwarunkowan. Otwartosc na drugiego czlowieka i zdrowa sertywnosc sa kluczem do bycia szczesliwym w relacjach pomiedzy nami.
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
29 paź 2009, 19:30

Re: Zdrada i jej konsekwencje

przez magdalenabmw 19 lis 2009, 11:58
A mnie żadne DNA nie obchodzi. Może jestem naiwna, ale wierzę w przeznaczenie i w to, że dwoje ludzi rodzi sie dla siebie nawzajem. Najważniejsze to być przyjaciółmi.
magdalenabmw
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Zdrada i jej konsekwencje

przez betty_boo 19 lis 2009, 16:18
zgadzam sie z pk-pk. osobiście nie lubię tych konfliktów miedzy biologią a moralnością, chyba łatwiej i przyjemniej byłoby być zwierzątkiem:)

a co do zadeklarowania jakiego typu to ma byc związek... ciekawy pomysł, ale czy myslicie ze cos takiego można w ogóle przewidziec? ja myślę że nie.
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Zdrada i jej konsekwencje

Avatar użytkownika
przez namiestnik 19 lis 2009, 16:53
Hindusi mają takie deklaracje i jakoś to funkcjonuje. Choć to inna kultura i musi być na to zupełnie inne spojrzenie. Jak bym miał brać ślub na jakiś czas to ja bym nie brał wcale. Ale może tam to ma znaczenie, że zero tolerowanego seksu przed ślubem. Więc to coś jak powiedzenie sobie, że to nie ta i nie ten - ale będziemy się tak tylko bzykać. A czy odnowimy kontrakt to się zobaczy. IMO chore. Ale ja mogę tego nie rozumieć - zbyt mocno zakorzeniony w innej kulturze niż oni.

Dla mnie związek jest wtedy gdy czujemy, że chcemy być na całe życie razem. I tak czy inaczej chciałbym mieć kogoś takiego kto chciałby być też ze mną na całe życie razem. Patrząc na staruszków idących razem to naprawdę można im tylko pozazdrościć.

A co do natury człowieka. Cóż.. Może to być otwarty związek. Znam takie i wbrew pozorom jakoś się trzymają. To już mi łatwiej zrozumieć, niż kontrakty na, powiedzmy sobie szczerze na sex.

Ten pomysł co wcześniej nakreśliłem to dość chory jest. Wymaga od nas znania się na przyszłości jak wróżka. Choć gdyby nie ta wada to rozwiązuje kilka spraw.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Re: Zdrada i jej konsekwencje

przez wovacuum 19 lis 2009, 17:27
namiestnik napisał(a):Hindusi mają takie deklaracje i jakoś to funkcjonuje. Choć to inna kultura i musi być na to zupełnie inne spojrzenie. Jak bym miał brać ślub na jakiś czas to ja bym nie brał wcale. Ale może tam to ma znaczenie, że zero tolerowanego seksu przed ślubem. Więc to coś jak powiedzenie sobie, że to nie ta i nie ten - ale będziemy się tak tylko bzykać. A czy odnowimy kontrakt to się zobaczy. IMO chore. Ale ja mogę tego nie rozumieć - zbyt mocno zakorzeniony w innej kulturze niż oni.

Dla mnie związek jest wtedy gdy czujemy, że chcemy być na całe życie razem. I tak czy inaczej chciałbym mieć kogoś takiego kto chciałby być też ze mną na całe życie razem. Patrząc na staruszków idących razem to naprawdę można im tylko pozazdrościć.

A co do natury człowieka. Cóż.. Może to być otwarty związek. Znam takie i wbrew pozorom jakoś się trzymają. To już mi łatwiej zrozumieć, niż kontrakty na, powiedzmy sobie szczerze na sex.

T en pomysł co wcześniej nakreśliłem to dość chory jest. Wymaga od nas znania się na przyszłości jak wróżka. Choć gdyby nie ta wada to rozwiązuje kilka spraw.


chcialam wkleic tylko fragment ale cos popieprzylam :D no coz ja nie wyobrazam sobie zdrady ze swojej strony ani ze strony mèza!ja tak bardzo kocham ze taki pomysl nie wchodzi w rachubè!!z doswiadczenia z poprzedniego malzestwa wiem,ze zdrada nie cementuje zwiàzku,no ale moze jestem staroswiecka?jesli tak do dobrze mi z tym.

namiestniku ja tez wyznajè zasadè ze razem przez cale zycie!to pièkna deklaracja
wovacuum
Offline

Re: Zdrada i jej konsekwencje

Avatar użytkownika
przez namiestnik 19 lis 2009, 17:56
Tak - jak mi ktoś mówił, że zdrada cementuje związek to nijak nie mogłem tego zrozumieć. Ech. Jak może cementować związek coś co śni się jako koszmary po nocach, i przychodzi jako koszmarne myśli w dzień. Może inni odbierają to inaczej. A może w sensie, że skoro to związku nie zabiło, to już nic nie zabije. Ech....

Tak - razem przez całe życie. To dla mnie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Re: Zdrada i jej konsekwencje

przez wciacia 21 lis 2009, 12:28
dla mnie też tylko związek na całe życie
choć w pewnym etapie mojego życia uznałam,że jeśli ten związek wkracza w moje zdrowie psychiczne i emocjonalne a co za tym idzie również fizyczne-to trzeba go przerwać
i tak właśnie zrobiłam.
postarałam się jednak o separację prawną a nie rozwód,mając nadzieję,że może się coś zmienić
i się zmieniło
znowu jesteśmy razem
od półtorej roku
i jest cudownie
wciacia
Offline

Re: Zdrada i jej konsekwencje

przez themis 29 maja 2010, 14:23
Idela, przeczytałem Twój post trochę przypadkiem, a okazuje się, że trafia w mój problem w 100%, tym bardziej, że przybliża punkt widzenia tej drugiej strony, zdradzanej... Odezwij się, jak możesz...
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
29 maja 2010, 13:21
Lokalizacja
Warszawa

Zdrada i jej konsekwencje

przez brakodpowiedzi 06 lis 2012, 01:44
odrzutowiec
Witam Drogie / ich Forumowiczki/ Forumowiczów!

Potrzebuję pomocy, rady dotyczącej postawy byłego partnera. Byliśmy z sobą 7 miesięcy (krótko), ale ten związek bardzo dobrze rokował. Szybko razem zamieszkaliśmy - on był po bolesnym przeżyciu zdrady (zapewne kilkukrotnej) swojej byłej (zdradziła go z dobrym znajomym, z którym mieszkał, pocieszała się kolegą, gdy mój ex był nieobecny, dodatkowo razem się z niego nabijali), a ja po porzuceniu przez dupka, z którym byłam niemal 4 lata.
Uczucie, które nam się przytrafiło spadło na nas z nieba, opromieniło blaskiem miłości, dało wiarę w lepsze jutro. Było szczere i rozwijało się szybko - ja i on mieliśmy pewność, że tego szukamy i chcieliśmy przewartościować swoje życie, stworzyć harmonijny związek. Udało się. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa, trafiłam na wspaniałego, dojrzałego człowieka, miałam zostać kiedyś jego żoną, chcieliśmy mieć dziecko (więc intymnie byliśmy blisko, jak nigdy jeszcze; niestety nie zdążyło się udać).
Jakiś czas temu poczułam, jakby wyrwał mi serce, moja żałość jest nadal nieutulona. Oświadczył mi, że spotkał byłą, chwilę pomówili i poczuł, że nadal ją kocha...że to uczucie jest silniejsze od tego, które ma dla mnie, że nasz związek nie przetrwa. Poczułam się jak pocieszycielka, którą można było wykorzystać, a teraz odstawić.
Podjął stanowczą decyzję. Będzie zabiegał o jej powrót (choć nie wie, czy nadal jest z tamtym, z którym zdradziła...), nie dopuszcza, że może go nie przyjąć, tak więc nie może mi obiecać, że wspomni nas i moje serdeczne uczucie, jeśli mu się nie uda.
Przekreślił nasz harmonijny związek, krótki, ale zapewne bardziej wartościowy od 5 letniego zakończonego w perfidny sposób. Radził się przyjaciół - odradzali mu szarganie godności i powrót do zdradzającej, podkreślali zalety naszej relacji. To argumanty, które jednak do niego nie trafiają, zapowiedział, że idzie za głosem uczucia, będzie próbował do skutku.
Zostałam zupełnie sama, moja rozpacz nie ma granic. Dlaczego zrezygnował z wierności, poczucia bezpieczeństwa, pewności, zaufania, stabilności - które jak sam przyznał miał w naszym związku? Dlaczego to zrobił skoro jeszcze czuje do mnie miłość, ale słabszą od tej, którą darzy ją? Jestem załamana. Poświęciłam mu wszystko, zamieszkaliśmy razem, mieliśmy plany, związek rozwijał się wzorcowo. Dwa dni przed oświadczeniem mi swojej decyzji wyznawał mi miłość i deklarował, że jestem najważniejsza... Tworzyliśmy bardzo udany związek - przyznali to wszyscy, którzy nas otaczali. Dzieliliśmy się wszyscy radością i mocą naszego uczucia. On porzucił ten szlachetny kamień, a wybrał grudkę błota - zdradę, która może się powtórzyć, upokorzenie, niepewność. Co gorsza, zapewnia, że jest w stasnie zmienić się dla tej, która go zdradziła. Będzie żebrał i zabiegał tak długo, aż zechce go przyjąć?Dla takiej osoby... Jak mógł?
Nie wiem, jak sobie poradzić, moja samoocena spadła - to 2 związek, w którym jestem gorsza... Starałam się wprowadzić do jego życia sens, on to wiedział, czuł, ale nie chce docenić. Znam swoją wartość, ale tak bardzo boli to, że ktoś depcze wartościowe uczucie, bo nie wystarczy mu budowanie życia na wierności, odpowiedzialności, pewnym uczuciu i zaufaniu - musi je wznosić na zdradzie, ograniczonym zaufaniu, braku szacunku, czymś co trwało długo, ale było mniej warte od naszej relacji.
Swoją decyzją zabił nasze uczucie, nie dał mu się do końca rozwinąć, zburzył namiastkę domu i rodziny, którą razem stworzyliśmy...
Jestem jeszcze u niego, twierdzi, że mnie nie wygania...zaczynam szukać nowego lokum...cierpię ogromnie, jest obok mnie, a nie mogę go nawet przytulić. Żyję nadzieją na to, że doceni, ale wiem, że nie teraz. Bardzo go kocham i chciałabym, by zechciał zainwestować w nasze uczucie, w pewną osobę, którą jestem, w osobę, która nie jest mu obojętna, a do niedawna była dla niego wszystkim...
Nie potrafię tego przyjąć, nie wierzę w tę decyzję...z minuty na minutę umieram z żalu
Przepraszam za długość posta, ale liczę na to, że ktoś życzliwy go przeczyta i coś poradzi...

Zapomniałam dodać, że poprzedni jego związek zakończył się jakieś pół roku przed początkiem naszego. To on zerwał, dowiedziawszy się o zdradach przypadkowo, a teraz również on chce prosić o odbudowę tego związku, zmieniać siebie gdy zajdzie taka potrzeba...

Dziś dowiedziałam się, że ona zgodziła się wrócić do niego - napisała wiadomość, którą rozpoczęła od wyznania miłości...zauważyłam to ukradkiem. Właśnie wróciłam z pracy, ze łzami w oczach i bólem w sercu, tak jak myślałam, nie zastałam go i zapewne zobaczę dopiero po pracy. Jestem pewna, że pojechał do niej..., więc raczej się nie ocknie i nie zatęskni za mną.
Jeżeli idzie o mnie...mam honor, a związek nie zaczął się od łóżka i wspaniale rozwijał. Nie mogę uwierzyć, że wszystko to mogło być nieszczere...choć podjęcie decyzji o zostawieniu mnie w dwa dni jest bardzo dziwne...Co do niego...nie sądzę, żeby miał honor, skoro do takiej osoby wraca, choć dane mu było spotkać kogoś wartościowszego. Kieruje się uczuciem...które jest może przejściowym impulsem, wspomnieniem, ale nie chce słuchać, że w tworzeniu stabilnej relacji na życie liczy się nie tylko uczucie, ale też wartości, argumenty rozsądku - poczucie bezpieczeństwa, wierność, zrozumienie i odpowiedzialność...tego zaś raczej w wielu momentach poprzedniej relacji mu zabrakło. Miał to przy mnie, sam przyznał, ale dodatkowo miał też szczerą miłość, którą - wydaje mi się - zawsze odwzajemniał, nawet w większym stopniu. Jest tylko jedna różnica - gdy byliśmy razem, nikt nie szargał jego godności zdradą, nie oszukiwał, nie był perfidny...
Nie rozumiem tego postępowania, a żałość jest we mnie równie wielka jak uczucie do niego, niestety czułam od samego początku, że jest tą osobą i zawsze - choć niedługo - patrzyliśmy w tym samym życiowym kierunku...nie pozwolił dalej rozwijać się uczuciu.

Proszę o radę, ta sytuacja mnie wykańcza.
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
14 mar 2012, 00:44

Zdrada i jej konsekwencje

Avatar użytkownika
przez silence_sadness 06 lis 2012, 01:55
Hmm...


Stałaś się pocieszycielką..

Mogę jedynie przypuszczać jak jest Ci źle, jak boli , jak to jest kiedy tracisz kogoś najważniejszego , wiesz , że nie "jest" już "Twój".. mimo, ze jest obok..

Ech.. ciężka sprawa..

Moim zdaniem to ostateczny koniec.
Nie łudź się dziewczyno ponieważ to jego wybór, jest człowiekiem dorosłym , dojrzałym więc myśli świadomie rzekomo "uczuciami" ciekawe..

Jego wybór .. pozwól mu odejść..
Nie był Ciebie wart..

Spójrz na to tak.. skoro raz coś takiego zrobił dobrze wiedząc w co ponownie sie pakuje to na tym to się kończy.. Zranił cię...

Wróci może kiedyś i co??
Chciałabyś być znowu jego pocieszeniem ?? Gdy tamta go ponownie zrobi w "rogi"...

Bedzie w stanie ponownie Cie porzucić bo znowu zacznie kierować się "uczuciami"..

DLA MNIE TEN ZWIĄZEK JUŻ NIE ISTNIEJE!!


Nie wiem... To moje zdanie..
"Musimy czerpać radość z każdej chwili i głęboko w sercu mieć nadzieję, że dobrych momentów w życiu nigdy nam nie zabraknie."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2713
Dołączył(a)
03 lis 2012, 23:56

Zdrada i jej konsekwencje

Avatar użytkownika
przez Candy14 06 lis 2012, 01:59
brakodpowiedzi, nie mam pojecia co Ci doradzic..straszne to co opisujesz. I jakos nie wierze ze to nastapilo z dnia na dzien...musial miec kontakt z byla bedac z Toba
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Zdrada i jej konsekwencje

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 06 lis 2012, 02:03
Wyrzucić gnoja ze swojego życia, wszystko było tylko iluzją :roll:
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Zdrada i jej konsekwencje

przez Saraid 06 lis 2012, 08:09
Wedlug mnie nigdy nie przestal
kochac byłej stad jego nagła decyzja o Waszym rosztaniu nie ma co inwestowac w ten zwiazek
byl z jego stronu zamiast .
Saraid
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do