popadam ze skrajności w skrajność

Inne zaburzenia.

popadam ze skrajności w skrajność

przez betty_boo 24 mar 2010, 21:49
chciałam zapytać, czy tez odczuwacie w swoim życiu takie ogromne popadanie ze skrajności w skrajność? szczególnie dotyczy to mojej sytuacji życiowej i rodzinnej.

jednego dnia (lub przez kilka dni) czuję że mogę żyć tak jak żyje, że jest ok, natomiast są dni że stwierdzam "co ja tu w ogóle robię w tym życiu/domu/z tymi osobami/itd?" i za każdym razem to drugie doznanie jest bardzo silne jak jakiś bunt.

o co tu chodzi? mam wrazenie ze nie potrafie sie na nic zdecydowac, ze ciągle jestem "w poczekalni" i że nie potrafię podjąc jakichkolwiek decyzji....

odezwijcie sie jesli macie na to jakiś pomysł...bo ja juz odpadam... które z moich uczuc sa PRAWDZIWE???
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: popadam ze skrajności w skrajność

przez Freddie Mercury 24 mar 2010, 21:51
dysonans poznawczy
Freddie Mercury
Offline

Re: popadam ze skrajności w skrajność

przez betty_boo 24 mar 2010, 21:53
a coś więcej i konkretniej a propos mojej sytuacji?
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: popadam ze skrajności w skrajność

przez Gringo 25 mar 2010, 13:17
Żadne z nich nie są prawdziwe, obserwuj swoje reakcje, momenty w których uczucia zmieniają się z "dobrych" na "złe", obserwuj to wszystko, nie ma żadnej szybkiej metody, żeby to przezwyciężyć, dlatego najlepiej moim zdaniem być tego wszystkiego świadomym, a wtedy ten mechanizm, który ciebie dręczy z czasem się rozluźni.
Gringo
Offline

Re: popadam ze skrajności w skrajność

przez betty_boo 25 mar 2010, 23:05
ale jak sie rozlużni? skoro nie wiem czego chcę. jednego dnia to co wczoraj było czarne jest białe, nastepnego odwrotnie a potem jeszcze szare....
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: popadam ze skrajności w skrajność

Avatar użytkownika
przez tet 25 mar 2010, 23:24
betty_boo witaj! :smile:
mam kochana dokładnie to samo.. niczego nie mogę być pewna, bo dziś jest tak - jutro myślę zupełnie inaczej. nie ufam swoim zmysłom, brak stabilności prowadzi do coraz większego rozchwiania. tak jak pisze Gringo, staram się olewać nagłe porywy serca, gorzej kiedy zniesmaczenie do obecnego stanu rzeczy odbija się na osobach mi bliskich. myśl "co ja tu robię" pcha mnie do rzucenia tego wszystkiego i... ucieczki gdzieś tam, gdzie nikt mnie nie zna. wydaję się sobie niedojrzała, a jednak taka "obeznana" :roll:
Avatar użytkownika
tet
Offline
Posty
683
Dołączył(a)
21 wrz 2009, 11:56

Re: popadam ze skrajności w skrajność

przez betty_boo 25 mar 2010, 23:46
dokładnie , myśl "co ja tu robię?" też mi towarzyszy i czuję sie jakbym się znalazła nie w swoim życiu...

jak w pięknej, ale za dużej sukience która na mnie nie pasuje....tak powiedział mój terapeuta.

dodam także ze on juz chyba ma mnie dosyc bo co spotkanie zmieniam zdanie, mam nowy pomysł który na nastepnej sesji porzucam i tak w kółko. oczywiscie te wszystkie pomysły wzajemnie sie wykluczają.

[Dodane po edycji:]

proszę wypowiadajacie się w tym temacie bo to dla mnie ważne
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: popadam ze skrajności w skrajność

Avatar użytkownika
przez Pasman 26 mar 2010, 11:14
betty_boo napisał(a):jednego dnia (lub przez kilka dni) czuję że mogę żyć tak jak żyje, że jest ok, natomiast są dni że stwierdzam "co ja tu w ogóle robię w tym życiu/domu/z tymi osobami/itd?" i za każdym razem to drugie doznanie jest bardzo silne jak jakiś bunt.

o co tu chodzi? mam wrazenie ze nie potrafie sie na nic zdecydowac, ze ciągle jestem "w poczekalni" i że nie potrafię podjąc jakichkolwiek decyzji....



no to mała psychologiczna teoria.
chodzi o to że nawet małe nieprzyjemne zdarzenia
mogą zepsuć samopoczucie na kilka dni.
i co gorsza się nawarstwiają.
spróbuj mówić z bliskimi osobami codziennie o każdym nieprzyjemnym
zdarzeniu. o ile oczywiście masz z kim sensownie pogadać.

trzymaj się !!
Wszystkie wymienione tutaj porady moga byc nieprawidłowe. Stosujesz na własne ryzyko !
Avatar użytkownika
Offline
Posty
762
Dołączył(a)
18 sty 2010, 05:32
Lokalizacja
Łódź

Re: popadam ze skrajności w skrajność

przez betty_boo 26 mar 2010, 21:51
to chyba nie o to chodzi...pasmanie
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: popadam ze skrajności w skrajność

Avatar użytkownika
przez *Monika* 26 mar 2010, 22:40
betty_boo,

A od kiedy chodzisz na terapię?

Jedyne co mi przychodzi do głowy......to to,że terapia zaczyna działać u Ciebie. Czyli proces zdrowienia przyjmuje linię falistą, jakby wzloty i upadki, wzloty i upadki, taka chwiejność. Też to zaczynam miec od niedawna.
Moze źle interpretuję, ale ja ta mam. Mało tego.....ja tak mam kilka razy na dzień. Głupieję od tego.
A najgorsze dla mnie jest to,że kiedyś czekałam na następną sesję, cieszyłam siejak był dzień terapii, a teraz? Teraz jest tak,że jak wchodzę do gabinetu terapeutki to mam silny lęk, po którym jestem nie do życia. Tak, jakbym się czegoś bała........chyba sama siebie.
Czy odczuwasz cos podobnego?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: popadam ze skrajności w skrajność

Avatar użytkownika
przez ALEKS*OLO 27 mar 2010, 00:36
Czarne / białe.... to ja.......Borderline.....
"Kobiety i koty zawsze będą robić to, co chcą, a mężczyźni i psy powinni się zrelaksować i powoli oswajać z tą myślą."

"Panować nad sobą to największa władza" - Seneka
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
2384
Dołączył(a)
01 mar 2008, 00:25
Lokalizacja
Śląsk

Re: popadam ze skrajności w skrajność

przez Lili-ana 27 mar 2010, 00:59
Monika1974 napisał(a):betty_boo,

A od kiedy chodzisz na terapię?

Jedyne co mi przychodzi do głowy......to to,że terapia zaczyna działać u Ciebie. Czyli proces zdrowienia przyjmuje linię falistą, jakby wzloty i upadki, wzloty i upadki, taka chwiejność. Też to zaczynam miec od niedawna.
Moze źle interpretuję, ale ja ta mam. Mało tego.....ja tak mam kilka razy na dzień. Głupieję od tego.
A najgorsze dla mnie jest to,że kiedyś czekałam na następną sesję, cieszyłam siejak był dzień terapii, a teraz? Teraz jest tak,że jak wchodzę do gabinetu terapeutki to mam silny lęk, po którym jestem nie do życia. Tak, jakbym się czegoś bała........chyba sama siebie.
Czy odczuwasz cos podobnego?

to ciekawe co piszesz... Ja chodzę na terapię od 5 miesięcy i powiem Ci, że czuję się podobnie, mam straszny mętlik w głowie i również lęki przed wizytą u terapeuty, a wcześniej się cieszyłam i nie mogłam się wręcz doczekać kolejnego spotkania. Dodam że chodzę na terapię grupową i indywidualną, przed indywidualnym spotkaniem terapeutycznym jest gorzej - większe lęki i mętlik :roll:
Czy to oznacza, że terapia idzie ku dobremu?? Może teraz nadszedł czas by zmierzyć się z najgorszym?A ja mam ochotę przed tym uciec...? I stąd te niemiłe objawy???
Lili-ana
Offline

Re: popadam ze skrajności w skrajność

Avatar użytkownika
przez *Monika* 27 mar 2010, 11:12
Lili-ana,

Widzisz...nie odpowiem Tobie na to pytanie....czy to terapia zaczęła działać, ale popatrz....napewno 5 miesiecy temu bardziej brnęłaś w lęk, chorobę, chciałaśchodzicna terapię bo chciałąś sobie pomóc. Ale pewnie nie wiedziałaś z czym to się wiąze. Po przepracowaniu paru tematów, spraw, emocji z tym związanych masz mętlik w głowie, wydaje Ci się,ze dalej nic z tego nie wiesz, nawet boisz sie iść na indywidualną. Dlaczego? A nie jest tak,że poznajesz bardziej siebie, odkrywasz cos i boisz się,ze jendak to jest,że da się coś zrobić......tylko obawę masz? Jesteś jeszcze nie na tyle silna,żeby w to pójść?

U mnie jest różnie, nie nadążam za sobą, chodzi mi o myśli. Raz w ciągu dnia jest okej, chociaz na chwilkę zyję bez napięcia, a za chwilkę znów się pojawia. znów jestem zła, wsciekła. Wydaje mi się,ze nie mam pomysłu na życie. A za chwilkę myśle,że dam rade z tego gó....a wyjść. Czasem sie nad tym zastanawiam, a czasem nie.

A może jest tak,że wydaje nam sie,że juz nie pamiętamy jak jest żyć normalnie? Bez objawów i myśeniu o chorobie? I teraz boimy sie być zdrowymi? Bo tak przywarliśmy do tego świata objawów,że teraz boimy sie z niego wyjść?

Skoro boimy sieiść na terapię.....ja myślę,że dlatego,że zaczyna być corac ciężej. Nie chce rezygnowaćz terapii bo dużo mi daje, to wiem napewno, ale jeszcze mam odczucie,ze nie na tyle dobrze funkcjonuję i nie rozumiem siebie,że powinnam chodzić.......do skutku!

Acha....zaczęłam zdawac sobie sprawę,ze boję się pokazywać uczuć do bliskich mi osób.........ale zostawiam to, moze przypomnę to sobie na sesji.

Napisz czy chociaż po częsci zgadzasz sie z tym co napisaałm. Jak jest u Ciebie?
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: popadam ze skrajności w skrajność

przez Lili-ana 27 mar 2010, 14:31
Ja z terapii na pewno nie zrezygnuję mimo tego, że lekko nie jest.
Jakiś czas temu chodziłam do studium psychologii osobowości i tam jeden z moich wykładowców - psycholog, mówił, że taki mętlik w głowie i pomieszanie to normalne na pewnym etapie terapii, potem wszystko się nam poukłada w głowie i rozjaśni ale na to trzeba czasu. A ile, to już indywidualnie od osoby zależy oczywiście.
Ale ja mam trudniej niż Ty, bo biorę leki, konkretnie jeden - paroksetynę i ona też mi w głowie dodatkowo miesza, czasem nie wiem już czego chcę, w którą stronę pójść... Także mętlik do kwadratu :? A niby leki mają pomagać... ale w przypadku terapii to one moim zdaniem przeszkadzają, bo zaburzają kontakt z własnymi uczuciami.
Lili-ana
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do