Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez jazzowa 26 lis 2013, 14:35
ja mam pytanko.

otóż od 2 lat biorę leki na nerwicę lękową, bezsenność
ale ewidentnie są to też stany depresyjne (wydaje mi sie ze nie jestem dobrze zdiagnozowana )
lęki ustały w miarę, ale stany depresyjne są i się pogłębiają
powinnam poprosić lekarza dodatkowo o inne leki ? ide na wizyte za 2 dni.
lepiej złamcie mi serce niż nos.
Offline
Posty
459
Dołączył(a)
12 kwi 2012, 11:32
Lokalizacja
music music music

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Avatar użytkownika
przez aptasia 06 gru 2013, 12:38
Pytanie może naiwne.

Czy leki w leczeniu depresji są tylko po to żeby poprawić doraźnie komfort życia człowieka czy dają jakieś bardziej wymierne efekty?
Np. czy branie SSRI może ustabilizować poziom serotoniny i po zakończeniu terapii jest szansa na to, że utrzyma się on na optymalnym poziomie czy to po prostu doraźny środek do doraźnej pomocy?
"balansuję wciąż pomiędzy pragnieniami zupełnej samotności, by czytać i pracować, a tak wielką potrzebą ludzkich gestów i słów."
Sylvia Plath
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1036
Dołączył(a)
05 gru 2013, 17:51
Lokalizacja
Warszawa

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez Kh13 07 gru 2013, 11:44
Witam wszystkich,
Mam pewien spory problem z bliska mi osoba i nie wiem jak sie za to wszystko zabrac..
Mam 23 lata i przez pierwsze 3 lata studiow przyjaznilam sie z chlopakiem, ktory na prawde bardzo mnie kochal i robil mase glupich rzeczy z tego powodu i wiedzialam o tym.
Probowal sie odkochac, probowal mnie znienawidzic, odseparowalismy sie na caly rok, probowal spotykac sie z innymi,
ale nic nie podzialalo, nie mogl o mnie zapomniec, spotkalismy sie znowu jakby nigdy nic i zaczelo do mnie docierac, ze czuje do niego cos wiecej.
Gdy bylam tego pewna, dalam mu to do zrozumienia, zaczelismy razem byc i bylo nam rewelacyjnie.
Przez 10 miesiecy bylismy razem. Z racji kilkuletniej wczesniejszej przyjazni, czy to bardzo bliskiej relacji, myslelismy o sobie powaznie i bardzo przyszlosciowo.
Zdarzaly sie zgrzyty i klotnie, ale po jakims czasie J. nauczyl sie do nich konstruktywnie podchodzic, wyciagac wnioski i staralismy sie nigdy nie popelniac tych samych bledow dwa razy. Generalnie jest typem czlowieka, ktory zawsze ma racje, zawsze sobie sam najlepiej poradzi i ciezko do niego czasem dotrzec, by powiedziec, ze mogl sie pomylic...
Jakis miesiac temu spedzalismy razem 4 dni w miescie, w ktorym studiujemy i bylo razem cudownie i przeszczesliwie. Wrocilismy na swoje wsie na weekend, byla drobna sprzeczka o to, ze prosilam by nie pil wodki dwa dni z rzedu, obiecal, nie dotrzymal obietnicy, ja zla i dupa. No i kolejnego dnia po weekendzie bylam raczej obrazono-zla, ale sie spotkalismy i znowu mielismy jechac do jego mieszkania, popracowac nad naszymi pracami inżynierskimi do obrony. Atmosfera do zniesienia, ale powiedzmy mogloby byc lepiej. Zaczelam sie zle czuc drugiego dnia na tyle bardzo, ze w nocy juz mnie przytulil i nastepnego dnia wrocily nam humory, zartowalismy i bylo bardzo milo. Ale zauwazylam, ze nie glaszcze mnie, nie przytula, nie ciagnie go do dotyku, czy innej formy kontaktu fizycznego. Zwrocilam mu na to uwage, powiedzial, ze nie wie co sie dzieje, jakos tak. Kolejnego dnia ni z gruchy ni z pietruchy uznal, ze nie spelnia moich oczekiwan (poglaskania mnie po glowie raz na dzien, bo brakuje mi jego dotyku) wiec musimy sie rozstac. Spakowalam swoje rzeczy, wyszlam. Przybiegl za mna i na kolanach ze lzami w oczach przepraszal, zebym wrocila, glupi byl, nie myslal i zaluje i wogole. Wrocilam do mieszkania, ale dalam sobie czas do rana zeby zdecydowac o powrocie do niego. Rano sie zgodzilam pod warunkiem, ze powie, ze mnie kocha. Powiedzial, ze nie moze tego teraz zrobic, bo nie. Po 40 min namyslu uznal, ze mnie nie kocha. Po tygodniu milczenia napisalam mu, ze nie wierze, ze mozna odkochac sie niemalze z dnia na dzien po tylu latach i niech sobie pouklada w glowie. Ja poczekam, ale nie w nieskonczonosc.. Wtedy zaczelismy pisac o tym, ze nie zmusi sie przeciez do kochania mnie. Cos zniknelo, on sam nie wie co. Nadal mu sie podobam, nadal mi ufa i mnie lubi i lubi ze mna rozmawiac. Nie wie czego mu brakuje. Moze obsesji, jaka kiedys mial, moze nie. W kolejnych rozmowach przyznal, ze ma problem ze soba, ze probuje sie z czyms uporac, czego nie rozumie, ale nie zamierza sie tym z nikim dzielic. Wiem, ze ma sporo problemow w domu rodzinnym, problem z kasa i znalezieniem pracy, rodzice na niego naciskaja z kazdego powodu i obwiniaja za wszystko, nie radzi sobie z praca inzynierska i wszystko ogolem idzie nie tak. W ciagu ostatnich kilku dni uznal, ze otworzy sie przede mna, ze moge pytac o wszystko i na wszystkie pytania mi odpowie, ale sam nie mowi, bo zwyczajnie nie wie co mowic. Nie rozumie dlaczego cos przestal do mnie czuc, bo nie bylo zadnej przyczyny ku temu i przeraza go to, ze nie wie czemu.. Nie chce ze mna stracic kontaktu, chce sie dalej przyjaznic, a ja chce mu pomoc zrozumiec co sie z nim samym dzieje. Przyznal, ze chyba ja rozumiem go lepiej, niz on siebie sam. Jak poczatkowo zaprzeczal jakiejkolwiek depresji, czy skutkom tlumienia emocji, tak teraz chyba depresje rozwaza i dopuszcza do swojej swiadomosci.. A ja nie wiem czy to depresja, nie wiem juz co sie z nim moze dziac i tymbardziej nie wiem jak z nim rozmawiac, zeby mu pomoc. I moze pomoc tez tym samym sobie. Wtedy moze zrozumiem dlaczego tak z dnia na dzien mnie odepchnal od siebie bez zadnej konkretnej przyczyny...
Nie ma szansy, zeby zgodzil sie pojsc do psychologa, czy psychoterapeuty. Jestem jedyna osoba, z ktora zdecydowal sie rozmawiac. A ja nie wiem o co pytac i co mowic, zeby tok jego myslenia naprowadzac na prawidlowe tory.
Blagam, pomozcie mi ta sprawe rozwiklac, bo glowie sie nad tym juz jakies 3 tygodnie i sama odczuwam skutki tej walki na swoim zdrowiu...
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
07 gru 2013, 01:13

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez mih 17 gru 2013, 13:39
jazzowa napisał(a):ja mam pytanko.

otóż od 2 lat biorę leki na nerwicę lękową, bezsenność
ale ewidentnie są to też stany depresyjne (wydaje mi sie ze nie jestem dobrze zdiagnozowana )
lęki ustały w miarę, ale stany depresyjne są i się pogłębiają
powinnam poprosić lekarza dodatkowo o inne leki ? ide na wizyte za 2 dni.

wyglada na top że jestesmy w podobnym momencie.... też lęki w miarę od 2 lat ale od pewnego czasu mam dość... zdaje się że niektóre SSRI mogą powodować stany depresyjne jako uboki...jutro idę do dr po zmianę prochów, bo mam nowe od pewnego czasu i mi jeszcze gorzej. Więc może trzeba trafić na leki odpowiednie dla siebie, nie koniecznie dodatkowe..
dream* napisał(a):Pytanie może naiwne.

Czy leki w leczeniu depresji są tylko po to żeby poprawić doraźnie komfort życia człowieka czy dają jakieś bardziej wymierne efekty?
Np. czy branie SSRI może ustabilizować poziom serotoniny i po zakończeniu terapii jest szansa na to, że utrzyma się on na optymalnym poziomie czy to po prostu doraźny środek do doraźnej pomocy?

mi psychol powtarza zawsze: leki dziłają jak sie je bierze... Czyli jak sie nie bierze to nie działają. Nie da sie tym naprawić. Czyli albo to jesz do końca życia i jakoś lecisz albo w międzyczasie pracujesz na psychoterapiach i innych i dochodzisz do normy ze sobą- czymkolwiek jest.. Zdaje się że tak to wygląda niestety...
mih
Offline
Posty
35
Dołączył(a)
16 gru 2013, 12:48

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez Dot92 24 gru 2013, 12:15
Kh13 napisał(a):Witam wszystkich,
Mam pewien spory problem z bliska mi osoba i nie wiem jak sie za to wszystko zabrac..
Mam 23 lata i przez pierwsze 3 lata studiow przyjaznilam sie z chlopakiem, ktory na prawde bardzo mnie kochal i robil mase glupich rzeczy z tego powodu i wiedzialam o tym.
Probowal sie odkochac, probowal mnie znienawidzic, odseparowalismy sie na caly rok, probowal spotykac sie z innymi,
ale nic nie podzialalo, nie mogl o mnie zapomniec, spotkalismy sie znowu jakby nigdy nic i zaczelo do mnie docierac, ze czuje do niego cos wiecej.
Gdy bylam tego pewna, dalam mu to do zrozumienia, zaczelismy razem byc i bylo nam rewelacyjnie.
Przez 10 miesiecy bylismy razem. Z racji kilkuletniej wczesniejszej przyjazni, czy to bardzo bliskiej relacji, myslelismy o sobie powaznie i bardzo przyszlosciowo.
Zdarzaly sie zgrzyty i klotnie, ale po jakims czasie J. nauczyl sie do nich konstruktywnie podchodzic, wyciagac wnioski i staralismy sie nigdy nie popelniac tych samych bledow dwa razy. Generalnie jest typem czlowieka, ktory zawsze ma racje, zawsze sobie sam najlepiej poradzi i ciezko do niego czasem dotrzec, by powiedziec, ze mogl sie pomylic...
Jakis miesiac temu spedzalismy razem 4 dni w miescie, w ktorym studiujemy i bylo razem cudownie i przeszczesliwie. Wrocilismy na swoje wsie na weekend, byla drobna sprzeczka o to, ze prosilam by nie pil wodki dwa dni z rzedu, obiecal, nie dotrzymal obietnicy, ja zla i dupa. No i kolejnego dnia po weekendzie bylam raczej obrazono-zla, ale sie spotkalismy i znowu mielismy jechac do jego mieszkania, popracowac nad naszymi pracami inżynierskimi do obrony. Atmosfera do zniesienia, ale powiedzmy mogloby byc lepiej. Zaczelam sie zle czuc drugiego dnia na tyle bardzo, ze w nocy juz mnie przytulil i nastepnego dnia wrocily nam humory, zartowalismy i bylo bardzo milo. Ale zauwazylam, ze nie glaszcze mnie, nie przytula, nie ciagnie go do dotyku, czy innej formy kontaktu fizycznego. Zwrocilam mu na to uwage, powiedzial, ze nie wie co sie dzieje, jakos tak. Kolejnego dnia ni z gruchy ni z pietruchy uznal, ze nie spelnia moich oczekiwan (poglaskania mnie po glowie raz na dzien, bo brakuje mi jego dotyku) wiec musimy sie rozstac. Spakowalam swoje rzeczy, wyszlam. Przybiegl za mna i na kolanach ze lzami w oczach przepraszal, zebym wrocila, glupi byl, nie myslal i zaluje i wogole. Wrocilam do mieszkania, ale dalam sobie czas do rana zeby zdecydowac o powrocie do niego. Rano sie zgodzilam pod warunkiem, ze powie, ze mnie kocha. Powiedzial, ze nie moze tego teraz zrobic, bo nie. Po 40 min namyslu uznal, ze mnie nie kocha. Po tygodniu milczenia napisalam mu, ze nie wierze, ze mozna odkochac sie niemalze z dnia na dzien po tylu latach i niech sobie pouklada w glowie. Ja poczekam, ale nie w nieskonczonosc.. Wtedy zaczelismy pisac o tym, ze nie zmusi sie przeciez do kochania mnie. Cos zniknelo, on sam nie wie co. Nadal mu sie podobam, nadal mi ufa i mnie lubi i lubi ze mna rozmawiac. Nie wie czego mu brakuje. Moze obsesji, jaka kiedys mial, moze nie. W kolejnych rozmowach przyznal, ze ma problem ze soba, ze probuje sie z czyms uporac, czego nie rozumie, ale nie zamierza sie tym z nikim dzielic. Wiem, ze ma sporo problemow w domu rodzinnym, problem z kasa i znalezieniem pracy, rodzice na niego naciskaja z kazdego powodu i obwiniaja za wszystko, nie radzi sobie z praca inzynierska i wszystko ogolem idzie nie tak. W ciagu ostatnich kilku dni uznal, ze otworzy sie przede mna, ze moge pytac o wszystko i na wszystkie pytania mi odpowie, ale sam nie mowi, bo zwyczajnie nie wie co mowic. Nie rozumie dlaczego cos przestal do mnie czuc, bo nie bylo zadnej przyczyny ku temu i przeraza go to, ze nie wie czemu.. Nie chce ze mna stracic kontaktu, chce sie dalej przyjaznic, a ja chce mu pomoc zrozumiec co sie z nim samym dzieje. Przyznal, ze chyba ja rozumiem go lepiej, niz on siebie sam. Jak poczatkowo zaprzeczal jakiejkolwiek depresji, czy skutkom tlumienia emocji, tak teraz chyba depresje rozwaza i dopuszcza do swojej swiadomosci.. A ja nie wiem czy to depresja, nie wiem juz co sie z nim moze dziac i tymbardziej nie wiem jak z nim rozmawiac, zeby mu pomoc. I moze pomoc tez tym samym sobie. Wtedy moze zrozumiem dlaczego tak z dnia na dzien mnie odepchnal od siebie bez zadnej konkretnej przyczyny...
Nie ma szansy, zeby zgodzil sie pojsc do psychologa, czy psychoterapeuty. Jestem jedyna osoba, z ktora zdecydowal sie rozmawiac. A ja nie wiem o co pytac i co mowic, zeby tok jego myslenia naprowadzac na prawidlowe tory.
Blagam, pomozcie mi ta sprawe rozwiklac, bo glowie sie nad tym juz jakies 3 tygodnie i sama odczuwam skutki tej walki na swoim zdrowiu...


hey :) jestem tu nowa, ale komentuję, bo mój chłopak ma podobny problem. rodzice na niego naskakują w każdej sprawie, mówią, że niczego nie umie, studiów nie potrafi skończyć, pracy nie ma, mgr nie napisał, czego się nie tknie to ojciec mówi, że źle robi, na każdym kroku go strofują, a on już nie potrafi sobie z tym poradzić. mówi, że oprócz mnie nie ma tak naprawdę teraz niczego, bo od rodziny wsparcia nie dostaje, a z przyjaciółmi z lic., z którymi się bardzo trzymał i był związany, nie widział się od kilku lat. Kh13, doradzam Ci, żebyś starała się namówić swojego chłopaka na wizytę u psychologa albo psychiatry, myślę, że to jest w stanie pomóc. ja z mamą mojego staramy się go teraz namówić, bo już drugi raz miał ochotę targnąć się na swoje życie. my widocznie nie jesteśmy w stanie mu pomóc, a specjalista, mam nadzieję, tak.
żegnał się ze mną, mówił, że bez niego będę szczęśliwsza, że przeprasza mnie, że tyle czasu mi zajął, ale że już więcej nie będzie, żebym mu to wybaczyła; że nie ma co tracić czasu na takiego nieudacznika jak on, żebym zapomniała o czasie, który razem spędziliśmy; że on już nie chce żyć... jesteście w stanie tylko sobie wyobrazić, co czułam. nie chcę przechodzić przez to jeszcze raz, nie dałabym rady. przede wszystkim chcę pomóc jemu. chcę uratować jego życie. i zrobię to. trzymajcie kciuki! pozdrawiam :)
P.S. Wesołych Świąt, Kochani! Spokojnych, bez żadnych 'nieprzyjemności' związanych z depresją, szczęśliwych w gronie rodziny i przyjaciół, :))
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
24 gru 2013, 11:46

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez kasja 06 sty 2014, 18:13
witam, cierpię na lęk i depresję juz od 10 lat, po przyjmowaniu leków (cały czas jadę na antydepresantach) leki ustały ale z depresją nie mogę sobie poradzić, mam bardzo dużo problemów zyciowych, poważnych i wiem że muszę z nimi żyć, wybieram wiec chemiczny spokój, wspomagamn sie od lat clonem lub afobamem, chce by mi ktoś uczciwie powiedział czy w dawkach 3x 0.5 clona pozwoli mi uzyskać chcęc do życia i pracy -która jest żródłem stresu a była ucieczką od problemów-jestem nauczycielką z 22-letnim stażem, pomóżcie jak żyć by mieć choć trochę uśmiechu, radości,sensu.Nie daję rady.
Offline
Posty
192
Dołączył(a)
18 sty 2009, 11:17

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez izaa 06 sty 2014, 23:49
Ciężko mi cokolwiek poradzić, ponieważ wiem niewiele, Pogoda nie sprzyja. Może szukaj pocieszenia w małych rzeczach? Pewnie wieczorem nerwy ci juz popuszczają, staraj wtedy słuchać dobrej dla siebie muzyki, oglądac filmy, czy wypić dobrą kawę, czy zjeść cos dobrego. Rano gdy masz podły nastrój, puść sobie muzykę i przypomnij że byłaś przy niej zrelaksowana, szybko wstań z łożka i nie leż w nim nieskończoność, bo będziesz sie zamartwiać. Jeżeli jest to weekend, wolne od pracy to po wstaniu jak słońce świeci idź na spacer- mi zawsze pomaga, dotleniam sie. Obserwuj nawet zimą tą przyrodę, patrz na konary drzew, patrz na pnie, obserwuj trawę, mchy, poprostu skup sie na przyrodzie. Nie gnaj, nie myśl, uśmiechnij sie mimo woli, i ciesz przebywaniem na powietrzu.
Lęki i objawy będą sie skracać.
Offline
Posty
1044
Dołączył(a)
04 sty 2014, 21:06

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Avatar użytkownika
przez Sonka_85 19 sty 2014, 18:16
A ja mam najbardziej oczywiste pytanie: jak powiedzieć bliskim, że to co mnie teraz spotkało to depresja? Na ogół słyszałam już słynne i na tym forum "weź się w garść" i "nie wydziwiaj".Owszem, zrobiłam już pierwszy krok i zapisałam się do psychiatry, bo wiem, że potrzebuję pomocy jak jeszcze nigdy, ale co dalej? Mam wrażenie, że zranię ich, że zawiodę.. Można żyć z każdą inną chorobą, a ja wymyślam z jakąś depresją...

Mieszkam z mężem i jego surową babcią, ocenia mnie zawsze i wszędzie - jak się dowie to mnie zje... Już słyszę te jej teksty, że ona przeżyła wojnę w obozie pracy w Niemczech i żadnej depresji nie miała, a ja sobie wmawiam coś, co nie istnieje...

Matko, zaczynam już w paranoję wpadać...
EFEVALON 75 mg 1-0-0
MIRTAGEN 0-0-1
ONIREX 0-0-1

I lecimy od nowa...

F32.1
F60.9
Avatar użytkownika
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
19 sty 2014, 17:34
Lokalizacja
Poznań

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez Dida 27 sty 2014, 12:27
witam,
chciałabym podzielić się swoją historią i prosić o radę.
Mam własną, nieźle prosperującą firmę, było dobrze do sierpnia, gdy wówczas okazało się, że padłam ofiarą oszustwa na dużą skalę. Straciłam mnóstwo pieniędzy i omal nie straciłam firmy.
Prawnicy załamywali ręce i twierdzili, ze jest to sytuacja bez wyjścia. Przez dwa miesiące żyłam w ogromnym stresie, na łasce bądź niełasce oszustów.
Z osoby dobrze zarabiającej z dnia na dzień stałam się praktycznie bankrutem. Nie mogłam spać, nie mogłam myśleć, nie mogłam jeść. Miałam silne bóle w klatce piersiowej.
Moja przyszłość była niepewna i to najbardziej mnie załamywało. Po dwóch miesiącach ogromnych i wykanczających stresów, udało się zakończyć tę sytuację pozostawiając mnie z praktycznie pustym kontem bankowym...

Doszły jeszcze inne koszta, w międzyczasie kontrole, kolejne opłaty, odsetki.
Ten okres mnie wypompował psychicznie.

Nikomu nie powiedziałam o tej sytuacji. Wstydziłam się i nie chciałam obarczać innych swoimi problemami. Wiedział tylko mój partner (razem prowadzimy też firmę), ale on twardo się trzymał, potrafił nawet żartować w towarzystwie. Ja kompletnie się załamałam.
Straciłam całą pewność siebie i radość życia.

Po zakończeniu tej sytuacji finansowo było już lepiej. Wiedziałam, ze firma się podniesie. Natomiast ja już się nie podniosłam.
Było tylko gorzej. Zaczęłam obwiniać się w myślach o wszystko. Non stop prowadziłam jakieś monologi w głowie przedstawiające mnie negatywnie.
Nie chodziło tylko o tamtą sytuację, ale o nieporadność życiową. Bo pomimo prowadzenia firmy, jestem osobą bardzo niesamodzielną, nieśmiałą i wrażliwą. Wszystko biorę do siebie i rozpamiętuję długo.
Wszystko załatwia za mnie mój partner. Nie jestem w stanie sama pójść w miejsce gdzie jest dużo ludzi (np. do sklepu).
Nie mam prawa jazdy i nie studiowałam, bo nie wyobrażam sobie siebie w tak dużej grupie osób nieznajomych. Nie chodzę na żadne kursy, nie rozwijam się.
Wszędzie wozi i chodzi ze mną mój partner, co czasami jest kłopotliwe dla niego.

Od listopada było juz tylko gorzej. Mój partner myślał, że już wszystko ok, sytuacje stresowe minęły, powinnam wrócić do działania. Natomiast ja bałam się podejmować jakiekolwiek decyzje, w obawie, że znów coś spieprzę. Czułam, że nie potrafię przewidzieć potrzeb klienta, że doprowadzę do klapy finansowej.
Włączałam komputer i nie potrafiłam nic zrobić. Wszystko mnie dołowało. Ryczałam histerycznie i leżałam cały dzień oglądając filmy i czytając książki, bo to było mnie w stanie odciągnąć od moich lęków.

Pojawiały się u mnie napady lęków, taka gula nie do przełknięcia w gardle. Ciągły niepokój, poczucie beznadziei i bezsensu własnych działań. Bóle w klatce piersiowej, histeryczne wybuchy płaczu nie do powstrzymania. Godziny strasznie mi się dłużyły. Wstawałam i myślałam sobie: kolejny beznadziejny dzień wegetacji. Strasznie się męczyłam.
Kompletnie straciłam zainteresowanie swoją pracą, a wcześniej bardzo się w niej realizowałam. To było coś w czym mimo swoich wad, byłam dobra. Dawało mi to jakieś poczucie własnej wartości.
W ogóle wszystko mi się "odwróciło". Nie czerpałam radości z rzeczy, które kiedyś mnie cieszyły. Nawet ukochanej muzyki nie mogłam słuchać. Swoje smutki topiłam w alkoholu i oglądałam filmy by nie czuć pustki.

Czułam i nadal czuję się strasznie samotna. Mieszkam z rodzicami, nie mam za wielu znajomych. Właściwie utrzymuję kontakt z jedną koleżanką z czasów szkolnych. Czasami spotykamy się we czwórkę (parami) i jest miło. Ale wracam do domu i poczucie beznadziei powraca.
Moje siostry, które tymczasowo mieszkają z nami są bardzo przebojowe. Uwielbiane przez towarzystwo, non stop roześmiane, wiszące na telefonie i super zaradne. Nie boją się walczyć o swoje. Widzę przepaść miedzy mną a nimi i jeszcze bardziej mnie to dołuje.
Ja nawet nie mam do kogo zadzwonić, komu się zwierzyć.

Pewnego razu po prostu wybuchłam płaczem przy moim partnerze, opowiedziałam mu jak się czuję. Nie wiedział jak mi pomóc, ale okazał wsparcie.
Teraz już nie ukrywam się przed nim ze swoimi dołami. On już się uodpornił na to. Po pracy zakłada słuchawki i gra w gry. W sumie i tak prawie nie mamy o czym rozmawiać, bo nic się nie dzieje, tkwię w letargu (jesteśmy 8 lat razem). Zawsze się tak zachowywał, ale ja byłam tak pochłonięta pracą, że mi to nie przeszkadzało, a teraz potrzebuję kogoś kto by mnie czymś zajał. Seksu nie uprawiamy od dawna, oczywiście z mojej winy, bo jestem oziębła, więc i tak jestem wdzięczna, że w ogóle ze mną jest.

Przed świętami było bardzo źle ze mną i zapisałam się do psychiatry (a raczej moj partner mnie zapisał, bo nie byłam w stanie słowa wydusić bez płaczu).
Na wizytę miałam czekać ponad 3 tygodnie. Mówiłam, partnerowi, że nie wiem czy wytrzymam sama ze sobą tyle czasu...
Przed samą wizytą wyjechaliśmy na 5 dni na urlop. Czułam się lepiej, ponieważ całe dni były zaplanowane, nie dołowałam się aż tak, choć i tak widok uśmiechniętych twarzy innych ludzi uświadamiał mi, ze nie potrafię cieszyć się życiem tak jak oni.

Trochę odżyłam i faktycznie poczułam się lepiej. Trzy godziny przed wizytą zaczęłam panikować i twierdzić, ze przecież czuję sie dobrze i nie będę miała o czym mówić z lekarzem.
Odwołałam wizytę bo wmówiłam sobie, ze już mi nie jest potrzebna.

Doły wróciły za jakiś tydzień. Może już bez bólu w klatce piersiowej, ale nadal nie było dobrze. Wciąż często płaczę, chodzę non stop zapuchnięta i zasmarkana. Rodzicom mówię, ze jestem przeziębiona.
Na dodatek przełamałam się i byłam ostatnio u dermatologa, który stwierdził, ze mam niedoleczony trądzik i znów przyjmuję izotek. Tym razem większa dawkę wyliczoną na podstawie mojej wagi.
Bardzo chciałam tego uniknąć ponieważ Izotek może wywoływać obniżenie nastroju. No i trzeba chronić wątrobę, wiec nie mogę sobie polepszać humoru alkoholem.

O dziwo Izotek nie pogorszył mojego stanu, jest bez zmian, czyli nie za dobrze. Zastanawiam się czy jest w ogóle sens iść do psychiatry, czy antydepresanty pomogą? Czy w ogóle będę mogła je brać przy kuracji Izotekiem?
Wizyty u lekarzy mnie stresują. Czuję się niewystarczająco mądra. Zawsze wydaje mi się, ze coś palnę głupiego lub nie zrozumiem pytania.
Wizyta u psychiatry napawa mnie lękiem. Wiem, ze głos mi się będzie łamał, zrobię się czerwona, dostanę plam na dekolcie i od razu się rozryczę. Ciężko jest opowiadać o swoich wyimaginowanych problemach.
U mnie w domu wszyscy mają takie praktyczne podejście do życia. Nie rozmawiało się u nas o emocjach, nie wiem czy będę potrafiła tak sie otworzyć. Rodzice by chyba się za głowę złapali gdyby dowiedzieli się, ze zapisałam sie do psychiatry.

Boję się, ze znów odwołałabym wizytę...
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
26 sty 2014, 14:29

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Avatar użytkownika
przez mateusz_ 05 lut 2014, 19:04
poddać się czy spróbować jeszcze powalczyć?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
83
Dołączył(a)
03 lip 2011, 20:10

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Avatar użytkownika
przez warrior11 05 lut 2014, 19:07
walczyć i nigdy się nie poddać
Wolność kocham i rozumiem..wolności oddać nie umiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1004
Dołączył(a)
19 gru 2013, 16:19

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez belka23 07 lut 2014, 09:35
jak potrzebujesz pomocy to po prostu po to sięgnij. samo nie przejdzie.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
08 kwi 2013, 15:17

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

przez Loretta* 08 lut 2014, 17:31
Ja ostatnio doświadczylam tego stanu w którym świat traci barwy, jedzenie nie ma smaku a lęk i ból w klatce piersiowej nie pozwalają normalnie żyć. Świat mi się zawalił o zdradzie mego męża, emocjonalnej tylko ponoć. Tak czy owak jakaś bomba eksplodowała w moim wnętrzu i rozerwała mi duszę na kawałki. Nie mogłam się podnieść.Nie pomagały słowa przyjaciół wez się w garść, masz dziecko, olej go....nic. Upadałam coraz niżej. Gdy przestałam sypiać w nocy a dokłanie nie spałam 4 noce mimo silnych leków nasennych, poszłam do psychiatry. Cudowna pani doktor uświadomiłam mi, że jestem chora i potrzebuję pomocy.Przepisała leki, dodała otuchy i kazała przeczekać. Jestem drugi dzień na lekach, noc przespałam i jakby mniej dusza boli. Nie czekajcie aż samo przejdzie, bo nie przejdzie. Psychiatra to taki sam lekarz jak kardiolog czy ginekolog, jest od tego żeby pomóc. Cieszę się że skorzystałam z tej pomocy bo już o pierwszym dniu mam ochotę na rosół :smile:
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
08 lut 2014, 17:10

Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Avatar użytkownika
przez asl 28 lut 2014, 21:46
Loretta, a co z mężem marnotrawnym? zostawiłas go??
Avatar użytkownika
asl
Offline
Posty
311
Dołączył(a)
30 gru 2013, 15:38
Lokalizacja
DE

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do