Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: pomoc dla mojej dziewczyny

przez zagubiona_em 28 lis 2008, 00:31
Witaj Macieju..
Ja sama przechodzę załamanie nerwowe.. I chłopak mnie zostawił.. To najgorsza rzecz w życiu! Nigdy nawet o tym nie myśl.. Choćby cię biła wyzywała pluła kazała Ci odejść nie rób tego! To jeszcze bardziej pogrąża.. Bądź przy niej ile czasu dziennie możesz. Daj jej dużo ciepła i co najważniejsze!! Rób wszytsko żeby nie myślała o burzy jaka panuje wewnątrz jej ciała.. Oglądnijcie film, wyciągnij ją na spacer, zróbcie razem obiad CO KOLWIEK !! Pozdrawiam i życzę cierpliwości i wytrwałości.. ( zagubiona_em)
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
26 lis 2008, 01:36

Po prostu potrzebuję z kimś się tym "podzielić".

Avatar użytkownika
przez Hans 28 lis 2008, 11:23
Witam Forumowiczów.

Jestem tutaj nowy, choć na Wasze Forum natrafiłem w sieci już jakieś kilka miesięcy temu, jednakże nigdy nie spodziewałem się, że będę chciał tu coś napisać. Być może w akcie desperacji robię to co teraz, czyli napisze o tym co mi się przytrafiło - po prostu chcę o tym opowiedzieć, nie z myślą, żeby mi to pomogło, czy przyniosło jakąś ulgę, po prostu mam na to w tej chwili ochotę, więc wolę to zrobić, niż nad tym pomyśleć i dać sobie spokój z pisaniem tutaj.

W moim życiu w zasadzie wszystko było w porządku, poza wykrytym zespołem Barlowa i związanymi z tym w okresie dojrzewania kilkoma problemami - drżenie rąk przy nerwach, nadmierna potliwość czasami itd. Nic nie zapowiadało tego, co miało przyjść potem. Nie wiem, czy to ma jakiś sens, czy znaczenie, ale dość wcześnie zerwałem z wiarą, bogiem, uznałem, że to kłamstwo i nie jest mi do niczego potrzebne.
Pierwsze problemy zaczęły się na początku liceum, miało to związek z wymuszeniem rozbójniczym, które skończyło się złamanym nosem i lekką traumą, ale to szybko minęło i przeszło jakoś tak bokiem. Wyniki w nauce nie były wtedy zadowalające, raz z lenistwa, dwa z jakiegoś głupiego szczeniackiego buntu, który wtedy we mnie tkwił. W 2 klasie LO, na tydzień przed Wielkanocą stałem sobie na przystanku pełnym ludzi, z drugiej strony na przystanku stał policjant, strażnik miejski i pies - nagle poczułem z tyłu głowy silny ból, co się okazało - jakiś naćpany typ krążył po przystanku z klamką w ręku i zaczepiał ludzi - trafiło na mnie, po pierwszym uderzeniu nogi się pode mną ugięły, usiadł na mnie i zaczął na oślep okładać tą klamką, udało mi się oswobodzić i uciec, przy kompletnym braku reakcji na całe zdarzenie ludzi i policji. Dotarłem po 4 godzinach do szpitala, do którego normalnie idzie się 15 minut - efekt - założone 7 szwów, lewa część twarzy w zasadzie cała w krwiakach, urwany kawałek ucha, z tyłu głowy dziura taka, że mogłem tam wsadzić mały palec, byłem zalany krwią aż po majtki, w zasadzie cała górna garderoba była we krwi. Po tym wydarzeniu bałem się, bałem się wyjść na ulicę, bałem się grupki ludzi, bałem się przejść przez miasto, rodzice wmawiali mi, że to jest moja wina, że ja ściągam na siebie takie wypadki, czyli mówili mi nie dosłownie, że jestem do ****. Poskutkowało to tym, że wziąłem się za siebie, a w zasadzie zdarzenie to odmieniło resztę mojego życia w bardzo dużym stopniu - 2klasa LO ukończona z poprawiającymi się wynikami, uprawianie sportów walki, siłownia, bieganie, rower - wszystko, żeby poprawić swój zewnętrzny wizerunek, nabrać siły, pewności siebie. Idąc do 3 klasy LO zmieniłem profil, już byłem pewny, że nie chcę zdawać matury z matmy i iść na kierunek stricte związany z matmą. W między czasie od wiosny do września nabrałem siły, masy (ok 15 kg bez dopalaczy), pewności siebie, poprawiła się koncentracja itd. Rodzice jesienią załatwili jakaś pogadankę z psychologiem, nie wiem ile to dało, w każdym razie zacząłem przeistaczać się z ofiary w kata, poznałem dość szemrane towarzystwo, bardzo podobał mi się udział w bójkach, zadawanie jakiegokolwiek bólu, robienie czegoś złego dla czerpania satysfakcji z tego czynu. 3 klasa LO - ukończona z bardzo dobrymi wynikami, następnie 4, co prawda nie dostałem się na takie studia na jakie chciałem się dostać, ale udało mi się to po roku studiowania czegoś innego. W między czasie pojawiła się dziewczyna, taka powiedzmy pierwsza poważna miłość, na stałe, ze zobowiązaniami, krzywo patrzyła na moich kumpli, na siłkę itd, do tego była chorobliwie zazdrosna, czym ja się niestety od niej zaraziłem. Po zmianie kierunku, po początkowych problemach na pierwszym roku, wszystko zaczęło się układać, myślałem o ukończeniu studiów, pracy, rodzinie, czyli o wszystkim tym o czym seryjnie wyprodukowany egzemplarz ludzki myśleć powinien. Niestety na 3. roku, czyli 07/08 pojawił się problem braku czasu, dla dziewczyny, dla przyjemności itd. Ona zaczęła coraz bardziej się oddalać, a gwóźdź do trumny wbiła przerwa świąteczna sprzed roku, gdzie dnia 2 stycznia br. poczułem, że nic nie ma sensu, a ja dalej w zasadzie nie mam po co żyć - był psychiatra, był Effectin, który mi wtedy bardzo pomógł i czułem się po nim bardzo dobrze, niestety poprzez zaniedbanie z mojej strony, trochę też z winy rodziców (bo ja do lekarza raczej unikam) - dostałem tańszy "zamiennik" - Coaxil - który zupełnie na mnie nie działał - pojawiły się problemy w nauce, pogłębiły się problemy w domu, które zawsze były dość poważne, na wiosnę rozstałem się ze swoją dziewczyną - w sumie to uważam, że to była jedna z lepszych rzeczy, jaka mnie spotkała, bo panienka była totalnie sterowana przez swoją matkę, nie chciała się uczyć, nie mieliśmy już o czym gadać no i tak jak reszta jej rodziny postanowiła wyjechać za granicę do pracy fizycznej, wmawiając mi, że to ja ją rzuciłem, bo w sumie od 1,5 roku (a byliśmy w sumie 3 lata) byłem z nią tylko dla sexu i to jest prawda. 3-go roku nie udało mi się ukończyć, wziąłem dziekankę, postanowiłem poszukać pomocy u psychiatry, psychologa itd. Nie mogłem się pogodzić z myślą, że jestem chory, że ta choroba dotyczy mojej psychiki, czy, że coś z psychiką jest nie tak.
Cóż, było leczenie farmakologiczne, była terapia, przerwana, były zmiany lekarza i tak się to ciągnęło, na początku jak krew z nosa, potem już z dnia na dzień, zapadałem się w tym coraz bardziej, pojawiły się papierosy, w wakacje narkotyki - brane w ilościach dużych, jak na człowieka, który nigdy nie miał z nimi kontaktu. W końcu jesienią tego roku z domu zacząłem wychodzić tylko po fajki, spaliłem w zasadzie wszystkie mosty łączące mnie ze znajomymi - zrobiłem to celowo, sam nie wiem po co. Po drodze pojawił się jeszcze lek Seronil - po którym miałem regularną fazę - chodziłem godzinami po lesie bez celu...
W tej chwili jestem wrakiem człowieka, którym byłem kiedyś, schudłem przez rok o jakieś 30 kg, zaczęły mi wypadać włosy, nie dbam o higienę, nie mam ochoty na kontakty z nikim, nie widzę w niczym sensu, po prostu chciałbym, żeby mnie nie było, psychiatrzy mówili, że możliwe, że winę za ten stan ponosi ojciec - bardzo toksyczny człowiek, który w 5 klasie mnie pobiłem, a które pobiłem ja w wieku 19 lat i potem miałem z nim jeszcze jakieś potyczki, mógłbym ot tym długo pisać, ale nie wiem, czy jest sens.
Na ten wtorek, miałem umówioną wizytę, do psychologa, potem do psychiatry, do nowej przychodni, aby podjąć psychoterapię, pogodziłem się z myślą, że jest coś nie tak ze mną, że chcę się leczyć, że nie odpowiada mi taki stan rzeczy - nihilizm, nic nie robienie jest fajne przez jakiś czas, ale potem już nie jest. Niestety wyjazd do którego przygotowywałem się długo, zepsuła moja matką, wywołując karczemną awanturę w poniedziałkowy wieczór - nie pojechałem nigdzie, nie rozmawiam z nikim od poniedziałku, przytłoczyły mnie moje myśli, jest mi tak źle, jak jeszcze mi chyba źle nie było i najgorsze wydaje się być to, że nie potrafię się "wyłączyć" i przestać istnieć.

Dziękuję, że istnieje to Forum, że mogłem to tu napisać, że mogłem to z siebie wylać, pewnie w tym co pisałem, motam się i plącze, ale czuję, że mój mózg działa o 1/2 gorzej niż przed rokiem i zdecydowanie nie jestem tym samym człowiekiem, jakim byłem kiedyś...nie wiem szczerze mówiąc po co to robię, nie wiem sam.

Pozdrawiam.
Feed your head
Feed your head
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3628
Dołączył(a)
28 lis 2008, 09:30

Re: Po prostu potrzebuję z kimś się tym "podzielić".

Avatar użytkownika
przez wróbelek Elemelek 28 lis 2008, 11:43
witamy na forum!!:) dobrze że tu zaglądałeś, i napisałeś ten post, bo najważniejsze to właśnie pogodzić się z tym że coś jest nie tak, że mamy jakieś słąbości nad którymi musimy pracowac... ja też na początku nawet nie chciałąm o tym słyszeć, słowo psycholog i psychiatra omijałam szerokim łukiem, ale nie tędy droga... na początek przede wszystkim powinieneś zadbać o swoje zdrowie, szkoda truć się fajkami i narkotykami... mam nadzieje że tym razem wizyta u psychologa Ci pomoże, pamiętaj z tego da się wyjść tylko trzeba dużo pracy nad sobą, powodzenia ;)
<><><> Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!! <><><>
Posty
757
Dołączył(a)
29 lip 2008, 13:49

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Po prostu potrzebuję z kimś się tym "podzielić".

Avatar użytkownika
przez Hans 28 lis 2008, 11:50
Dragi są już na boku i będą, przeszło mi to, co mnie dawniej nękało z aktywną nienawiścią do świata, a po dragach robiłem się skrajnie niebezpieczny, dla siebie, otoczenia, i to po wszystkich, nie wiem, dziwne działanie, dlatego tego nie chcę. Mogę sobie tym narobić jeszcze gorszych problemów.

Pogodziłem się z tym, pogodziłem się z psychologami, psychiatrami, jednak nie mam siły samodzielnie tam jechać, nie wiem, do niedawna miałem, ale wtedy z kolei jakoś nie miałem przekonania do leczenia, teraz bym chciał, a nie mogę, dawniej bym się z takiego człowieka śmiał, wątpiłbym, że takie coś jest możliwe, mówili, że to depresja+zaburzenia osobowości, jedyny plus póki co, to dzięki temu w jakim się stanie znalazłem, wyzbyłem się uprzedzeń...

Pozdrawiam.
Feed your head
Feed your head
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3628
Dołączył(a)
28 lis 2008, 09:30

Re: Po prostu potrzebuję z kimś się tym "podzielić".

przez chlorchlor 28 lis 2008, 20:31
czesc:) ja zanim poszlam do psy. musialao minac kilka miechow. miaalam mnustwo wolnego czasu i... dziwnie brakowalo mi sily zeby wstac i tam poprostu pojsc.
moim zdaniem - z tego co piszesz, jestes w dosc powaznej sytuacji i chyba wymaga to pomocy specjalisty.
jak nie mozesz sie zmusic zeby tam isc to moze ja pojde z toba;););)
a na powaznie: wez sie w przyslowiowa garsc i marsz do doktora bo jak nie to pasem po pupie!!!!!!
napisz jak juz to wykonasz:) trzymam za ciebie kciuki.i nie puszczam dopuki nie napiszesz ze wszystko zaczyna isc w dodrym/lepszym kierunku
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
26 lis 2008, 00:14

Re: Po prostu potrzebuję z kimś się tym "podzielić".

Avatar użytkownika
przez Azotox 28 lis 2008, 21:45
hej :smile: ja też chyba zawsze miałam takie beznadziejne życie.. nie pamiętam czy kiedykolwiek byłam szczęśliwa.. Ty przynajmniej byłeś u specjalisty ja nie mam tyle odwagi. Czuję się niestety podobnie :( tyle że u mnie nigdy nie było alkoholu, papierosów ani narkotyków.. aż dziwne że o tym nie pomyślałam! Depresję mam od ok 6 lat tak jak ty problemy w domu głównie z ojcem- alkoholikiem, w szkole itd. totalna beznadzieja.. ja też się buntowałam przeciwko wszystkiemu i wszystkim.. z początku szkoła ale musiałam chodzić.. więc olewałam naukę przynajmniej z początku bo jak okazało się że mam problemy- w chacie dostałam wpier.. później był okres że przestałam jeść.. nie wogóle tylko przestałam jeść mięso, miałam wtedy 13/14 lat, nie że byłam wegetarianką ja poprostu tak bardzo nienawidziłam siebie że uważałam że te biedne zwierzątka mają większe prawo żeby żyć niż ja.. przez co nabawiłam się anemii. To było chyba takie podświadome wołanie o pomoc.. oczywiście wszyscy mieli to gdzieś czy ja jem czy nie.. robiłam mnóstwo głupich rzeczy, których bardzo żałuję.. teraz na szczęście trochę zmądrzałam.. ale i tak nie jest lepiej.. już znudziło mi się to czekanie chyba na cud! w niczym nie widzę sensu i nie chcę już żyć, niestety nie mam tyle odwagi żeby to wszystko zakończyć.
sorry bo napewno nie poprawiłam ci humoru tymi moimi smętami.. ale żadna ze mnie optymistka
3m się ;)
"Dalej i dalej na paraboli czasu wznoszę się, aby za chwilę opaść na dno"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
301
Dołączył(a)
10 paź 2008, 17:46

Re: Po prostu potrzebuję z kimś się tym "podzielić".

Avatar użytkownika
przez Hans 28 lis 2008, 23:05
Akurat wręcz przeciwnie, poprawiłyście mi humor, gdy się czyta o podobnych problemach, gdy można z kimś o tym porozmawiać, to dla mnie jest już mały sukces, że mogę zrobić coś czego wcześniej nie mogłem, porozmawiać o problemie, dostrzec to, że jednak nie jestem sam, kogoś poza psychiatrą, który robi to nazwijmy "z urzędu".

Do specjalisty jeszcze mniej więcej do jesieni dałbym radę iść, tzn. tak jak pisałem, byłem, ale wtedy niechęć wynikała z samej urazy do czegoś takiego jak chora psychika itd. po prostu bałem się przypięcia łatki człowieka niezrównoważonego i w sumie dlatego przed wakacjami nie podjąłem leczenie, teraz już się sam ze sobą pogodziłem chcę się leczyć, dziś dzwoniłem i mam termin na piątek, na wstępną rozmowę z psychiatrą i psychologiem, tzn. jeden psychiatra z Lenartowicza w Krakowie dał mi adresy i po takim jakby wstępnym wywiadzie po prostu dopasował poradnie do rodzaju zaburzenia i chyba tym razem zdecyduję się tam wybrać, jestem wręcz pewny, że muszę to zrobić, z tym, że ciężko trochę się doprowadzić do stanu używalności, ale może drobnymi krokami do piątku się pozbieram.

Dziękuję, dziękuję za odpisanie, nie wiem za w sumie niewiele, a dla mnie to wiele, nigdy się tak przed kimś obcym nie otwarłem jak tu dzisiaj tym pierwszym postem. Wybaczcie jeśli coś mieszam, ale z pamięcią lekko nie tak u mnie obecnie i jakieś tysiące myśli w jednej chwili przechodzą przez głowę.

Pozdrawiam.
Feed your head
Feed your head
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3628
Dołączył(a)
28 lis 2008, 09:30

Re: Po prostu potrzebuję z kimś się tym "podzielić".

przez anatom 28 lis 2008, 23:25
A powiedz mi jedno - czy jest coś, co sprawia, że czujesz się choć odrobinę lepiej?
Offline
Posty
67
Dołączył(a)
07 lis 2008, 22:18

Re: Po prostu potrzebuję z kimś się tym "podzielić".

Avatar użytkownika
przez Hans 28 lis 2008, 23:32
Wiele zależy od dnia, są dni, że mnie totalnie wszystko drażni i chciałbym, żeby mnie nie było, wtedy jedynie gadanie np. z matką o jakiejś totalnej głupocie wywołuje uśmiech na mojej twarzy, są też takie dni, gdzie cieszy mnie zjedzony w pełni obiad, ciekawy film, słuchanie muzyki, którą lubię, zabawa z psem, czytanie o czymś co mnie interesuje w gazecie, zrobienie czegokolwiek w domu, byleby tylko nie myśleć o wszystkim. Czyli są takie rzeczy, ale niestety to jest jakoś tak chwilowo, potem następuje stan zobojętnienia, szczerze, to nie wiem jak to opisać.

Natomiast jeśli chodzi o leki - Effectin ma na mnie dobre działanie, ale cóż, nie zadbałem o to rok temu, kiedy po krótkim okresie przyjmowania było naprawdę dobrze no i teraz działa nie wiem, jakoś słabiej.

Pozdrawiam.
Feed your head
Feed your head
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3628
Dołączył(a)
28 lis 2008, 09:30

Re: Po prostu potrzebuję z kimś się tym "podzielić".

przez chlorchlor 28 lis 2008, 23:41
anatom napisał(a):Wiele zależy od dnia, są dni, że mnie totalnie wszystko drażni i chciałbym, żeby mnie nie było, wtedy jedynie gadanie np. z matką o jakiejś totalnej głupocie wywołuje uśmiech na mojej twarzy, są też takie dni, gdzie cieszy mnie zjedzony w pełni obiad, ciekawy film, słuchanie muzyki, którą lubię, zabawa z psem, czytanie o czymś co mnie interesuje w gazecie, zrobienie czegokolwiek w domu, byleby tylko nie myśleć o wszystkim

no to ladnie. a na mnie ogromnie wplywa muzyka. jedna z najwarzniejszych rzeczy w mim nedznym zywocie;)
a jakiej sluchasz muzki Hans??
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
26 lis 2008, 00:14

Re: Po prostu potrzebuję z kimś się tym "podzielić".

Avatar użytkownika
przez Hans 28 lis 2008, 23:56
Moi stwórcy twierdzą, że działającej na psychikę negatywnie = Nagły Atak Spawacza, Kult/Kazik, Dr, Hackenbush, Feindflug, poza tym jakieś stare kawałki, ogólnie lubiane i słuchane, w zasadzie wszystko co po wpadnięciu w ucho mi się spodoba, od disco polo (raczej dla śmiechu, choć już nie teraz) po metal, reagge, punk.

Pozdrawiam.
Feed your head
Feed your head
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3628
Dołączył(a)
28 lis 2008, 09:30

Re: Po prostu potrzebuję z kimś się tym "podzielić".

przez chlorchlor 29 lis 2008, 00:18
wow.
kazik wymiata. i ciezkie brzmienia . mocno, glosno w uszach- i zycie staje sie lepsze. chociaz ostatnio slucham
briana eno- cos zupelnie spokojniutkiego. taki ambient.
fajnie ze juz umowiles wizyte. napiszesz jak poszlo?
pozdrawiam.
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
26 lis 2008, 00:14

Re: Po prostu potrzebuję z kimś się tym "podzielić".

przez anatom 29 lis 2008, 00:28
Hans napisał(a):Moi stwórcy twierdzą, że działającej na psychikę negatywnie = Nagły Atak Spawacza,


"Zabrali mu słońce...", co? Dobre słowa.

Hans napisał(a): w zasadzie wszystko co po wpadnięciu w ucho mi się spodoba,


A to tak jak ja. Ostatnio Coma mi zapadła ("Leszek Żukowski" czy choćby "Zaprzepaszone siły wielkiej armii" - Twoi rodzice mieliby powód do mówienia, że słuchasz muzyki działającej negatywnie na Ciebie ;) )
Offline
Posty
67
Dołączył(a)
07 lis 2008, 22:18

Re: Po prostu potrzebuję z kimś się tym "podzielić".

Avatar użytkownika
przez Hans 29 lis 2008, 01:09
chlorchlor napisał(a):wow.
kazik wymiata. i ciezkie brzmienia . mocno, glosno w uszach- i zycie staje sie lepsze. chociaz ostatnio slucham
briana eno- cos zupelnie spokojniutkiego. taki ambient.
fajnie ze juz umowiles wizyte. napiszesz jak poszlo?
pozdrawiam.


Kazik poprzez swoje teksty ma bardzo dobre podejście do otaczającego świata, to mi się podoba, odpowiednie dla mnie rytmy :)

Mnie niedawno naszło na Klaus'a Doldinger'a - Das Boot, nie wiem, jeden utwór, a jakoś mi zapadł w pamięć.

Postaram się napisać.

anatom napisał(a):"Zabrali mu słońce...", co? Dobre słowa.


I niestety poznali z nocą...

anatom napisał(a):A to tak jak ja. Ostatnio Coma mi zapadła ("Leszek Żukowski" czy choćby "Zaprzepaszone siły wielkiej armii" - Twoi rodzice mieliby powód do mówienia, że słuchasz muzyki działającej negatywnie na Ciebie ;)


Im wystarczy, że słyszą o zamordowaniu matki nazwanym aktem łaski ("Akt łaski" NAS), na mnie taka muzyka ma pozytywny wpływ, zresztą słucham jej nie od dziś.

Pozdrawiam.
Feed your head
Feed your head
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3628
Dołączył(a)
28 lis 2008, 09:30

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do